Rafał Sulikowski


Lectio-frenia. Lęk przed czytaniem, albo dlaczego ludzie nie czytają nic lub prawie nic, co zresztą na jedno wychodzi.

 

 

Głośne były nie tak dawno w Polsce „afery”, związane z publikacjami znanych bestsellerów, choć to słowo mylnie sugeruje, iż były to wszystko po kolei ksiązki „na sprzedaż”, „najlepiej się sprzedające”, ergo: bezwartościowe lub mało wartościowe. Od razu na marginesie pojawia się pytanie, czy każda dobrze sprzedająca się, popularna, znajdująca wielu czytelników, rzesze fanów, zakochanych, trochę jak w muzyce w swoich „idolach” książka automatycznie i z marszu musi oznaczać coś słabego, coś wyłącznie komercyjnego, napisanego „dla kasy”, zysku, czy choćby sławy albo prestiżu w świecie literackim. Aby sam czytelnik tej ‘próby” odpowiedział sobie na to proste w sumie pytanie, muszę zająć stanowisko jako czytelnik prawie zawodowy i początkujący twórca oraz badacz literatury w sporze o książki kontrowersyjne. Należą do nich dzieła Rowling o Potterze oraz dzieła Dana Browna. W` Polsce – zaryzykuję hipotezę – wywołano wokół tych utworów zbiorową histerię. W domyśle wskazano, że to „zła”, grzeszna literatura, niewarta lektury, strata czasu, a nawet – poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia psychicznego. Niestety, w sporze tym stanowisko zajmowali ludzie, osoby publiczne, które nie mają przygotowania krytycznoliterackiego, nie skończyły przeważnie skomplikowanych studiów literackich, lecz pomimo to zabierały publicznie głos, odsyłając wszystkie dzieła wspominanej dwójki do diabła. I znowu niestety, jak to bywa w kraju przechodzącym od cenzury komunistycznej do wolności lektury (!), wielu ludzi zostało nabranych, uwiedzionych, ponieważ wmówiono im, że nie powinni tego czytać. Tak, zaiste, powinni czytać wyłącznie dzieła z „nihil obstat” albo „impromatur”, co na jedno wychodzi, i to na dobitkę nie wszystkie. Najlepiej, gdyby Polacy przestali cokolwiek czytać poza katechizmem oraz książkami o cudach.

Janusz Termer

Mniejszość pisarska w Polsce

 

Bogumiła WrocławskaWedle Słownika języka polskiego (PWN, 1992) rzeczownik mniejszość to „mniejsza ilość czegoś, mniejsza liczba kogoś, czegoś; mniejsza część, grupa w porównaniu z inną częścią lub grupą: „Być w mniejszości. Stanowić mniejszość”. Ale też i wywodzący się stąd odrzeczownikowy przymiotnik – mniejszy w tymże słowniku, to jednak zarazem „stopień wyższy od mały”.

Dariusz Tomasz Lebioda

   

Żywioły Mickiewicza

 

 

Wyobraźnia Mickiewicza przechodzi szlak czterech materialnych żywiołów i w nich szuka tkanki obrazowej, porównawczej dla powstających dzieł. Fenomenolog mówi, że to nie imaginacja szuka materialnego podłoża, lecz określone t e m a t y istniejące w rzeczywistości od zarania dziejów, od momentu narodzin praświadomości i początku jej interakcji z naturą, poddają się specyficznie ukształtowanej psychice i jaźni. Owe t e m a t y są do odkrycia, ale też jakby odsłaniają się w psychice poety same. Określone fakty życiorysu, różnorodne doświadczenia prowadzą twórcę romantycznego do prapoczątku, do pierwotnych elementów materialnych. Tak stają się one kośćcem każdego obrazu, determinują kształt dzieła i współtworzą jego klimat. Czasem odbywa się to automatycznie czy mechanicznie, ale też często jest to jakby „wstrzelenie” w temat.


Dariusz Tomasz Lebioda


Tajemnica poezji  
                                

Jan CybisOd momentu, gdy pierwsza smutna pieśń zaczęła snuć się pośród groteskowej i oszałamiającej n a t u r y , człowiek fascynował się tajemnicą zaklętą w dźwiękach wiersza. Zastanawiał się nad istotą i znaczeniem zdań układających się w nowy - wpisany między wersy - sens. Z biegiem stuleci zmieniały się oblicza i funkcje poezji, zmieniała się forma lirycznego przekazu, sposób zapisu czy rozłożenia akcentów - jedno wszakże pozostawało wciąż w zawieszeniu; na wyciągnięcie ręki, a zarazem nieskończenie daleko; gdzieś dokąd dochodzi się poprzez obłęd, pragnienie i ból. Dwa może trzy razy/ byłem pewny/ że dotknę istoty rzeczy/     i będę wiedział1 - powiada Zbigniew Herbert i odnosi się to do wszelkich tajników rzeczywistości; tajemnic bytu, przestrzeni - a poprzez otoczkę liryzmu - także i tajemnej energii wiersza. Dzisiaj, z perspektywy doświadczeń Hölderlina, Emersona, Whitmana, Poe’a, Kawafisa uznać należy za anachroniczny - przystawalny jedynie do wykreowanego świata absurdu i groteski, pogląd Witolda Gombrowicza ze znanego szkicu pt. Przeciw poetom, iż nikt prawie nie lubi wierszy i że świat poezji wierszowanej jest światem fikcyjnym oraz sfałszowanym.2

Leszek Żuliński

Kolumbowie z gwiazdą Dawida

 Helena Mollin     Kolumbowie to pojęcie dość jednoznacznie rozumiane, odnoszące się – jak wiadomo – do pokolenia, którego młodość wypada na lata drugiej wojny światowej i którzy podjęli dramatyczną walkę z okupantem. Do pokolenia, które z tej równie heroicznej co beznadziejnej walki wyszło zdziesiątkowane, poranione i naznaczone piętnem hekatomby. I, oczywiście, termin ten dotyczy wszystkich młodych ludzi, których łajba historii wiozła przez ocean rozpaczy i dowiozła ich lub nie dowiozła do obiecanego brzegu. Ale w publicystyce, krytyce i historii literatury zwykło się szczególnie rezerwować ten termin dla wąskiej części generacji – tej, której duchowym „kapitanem” stał się później Krzysztof Kamil „Kolumb”, autor Śpiewu z pożogi. Na tym pokładzie pokoleniowej „Santa Marii” tragedia osiągnęła wyjątkowe rozmiary i wymowę. Śmierć młodych poetów i prozaików, malarzy czy muzyków uzmysławiała w sposób szczególny amplitudę dobra i zła, woli i konieczności, ukazywała antypody Arkadii i Apokalipsy, tworzenia i zagłady; te wartości, wchodząc ze sobą w konflikt za sprawą ludzi, zawsze obnażają absurd istnienia doprowadzony do granic psychicznej i moralnej wytrzymałości. Ale heroizm przeciwstawiony nihilistycznym perspektywom losu uświadamiał z drugiej strony inne paradoksy: gaszenie pożaru w piekle nie jest zajęciem beznadziejnym, a obszary wypalonych wartości przyjmują każde ziarno na nowo. Dzięki takiemu splotowi dobra i zła etos Kolumbów uzyskał swą siłę ekspresji, symbolikę, trwałość przesłań egzystencjalnych, etycznych i historiozoficznych.