Leszek Żuliński

Kolumbowie z gwiazdą Dawida

 Helena Mollin     Kolumbowie to pojęcie dość jednoznacznie rozumiane, odnoszące się – jak wiadomo – do pokolenia, którego młodość wypada na lata drugiej wojny światowej i którzy podjęli dramatyczną walkę z okupantem. Do pokolenia, które z tej równie heroicznej co beznadziejnej walki wyszło zdziesiątkowane, poranione i naznaczone piętnem hekatomby. I, oczywiście, termin ten dotyczy wszystkich młodych ludzi, których łajba historii wiozła przez ocean rozpaczy i dowiozła ich lub nie dowiozła do obiecanego brzegu. Ale w publicystyce, krytyce i historii literatury zwykło się szczególnie rezerwować ten termin dla wąskiej części generacji – tej, której duchowym „kapitanem” stał się później Krzysztof Kamil „Kolumb”, autor Śpiewu z pożogi. Na tym pokładzie pokoleniowej „Santa Marii” tragedia osiągnęła wyjątkowe rozmiary i wymowę. Śmierć młodych poetów i prozaików, malarzy czy muzyków uzmysławiała w sposób szczególny amplitudę dobra i zła, woli i konieczności, ukazywała antypody Arkadii i Apokalipsy, tworzenia i zagłady; te wartości, wchodząc ze sobą w konflikt za sprawą ludzi, zawsze obnażają absurd istnienia doprowadzony do granic psychicznej i moralnej wytrzymałości. Ale heroizm przeciwstawiony nihilistycznym perspektywom losu uświadamiał z drugiej strony inne paradoksy: gaszenie pożaru w piekle nie jest zajęciem beznadziejnym, a obszary wypalonych wartości przyjmują każde ziarno na nowo. Dzięki takiemu splotowi dobra i zła etos Kolumbów uzyskał swą siłę ekspresji, symbolikę, trwałość przesłań egzystencjalnych, etycznych i historiozoficznych.

Dariusz Tomasz Lebioda


Królom równy

 

 

Pogrzeb Słowackiego Juliana Tuwima

 

 

Juliusz Słowacki umarł 3 kwietnia 1849 roku w Paryżu, w małym mieszkaniu przy ulicy Ponthieu 30. Gruźlica wyniszczyła go tak bardzo, że nie miał już siły wychodzić z domu. Zygmunt Szczęsny Feliński – jego uczeń i przyjaciel, wierny mu do ostatnich chwil –   pozostawił taki oto, wzruszający opis tej śmierci: Siły opuszczały go wyraźnie, częste miewał duszności, nie skarżył się jednak i nie zmieniał trybu życia, tak że trudno było przypuszczać, by ostateczna katastrofa była już bliska. Kiedy w dzień zgonu przyszedłem do niego około ósmej z rana, zastałem go na nogach i jak co dzień ubranego, był jednak niespokojny i wyznał, że w nocy sądził, iż go duszność zadławi. Toteż prosił, bym niezwłocznie sprowadził księdza Praniewicza dla udzielenia mu ostatnich sakramentów. Podczas gdy ja spełniałem to polecenie, on posłał odźwiernego po malarza Pétniaud, tak że wróciwszy z księdzem jużem go zastał przy chorym.

DARIUSZ PAWLICKI


O PEWNYM POCZĄTKU

 

William Hazlitt, Autoportret (fragment, mal. ok. 1802 r.)     Początkiem była kserokopia eseju O zegarze słonecznym. Została opatrzona odręcznie napisanym nazwiskiem: William Hazlitt. Otrzymałem ją kilka lat temu od sympatycznego kierowcy jeżdżącego wielkimi ciężarówkami po amerykańskich i kanadyjskich autostradach.

     Zawodowi kierowcy, chyba nie tylko mi, nie kojarzą się z miłośnikami książek. A jeśli już, to z sensacyjnymi. Ale wiedziałem, że wspomniany kierowca preferuje pozycje filozoficzne, eseistyczne, także klasyczne powieści europejskie i amerykańskie.

Z. Marek Piechocki 


Listy do Julii


Leszek Kostuj11.

Niedziela, 4 października 2009 roku.

Wczesne popołudnie.

Tutaj, Julio, za oknami burzowe chmury. Skłębione, ciemne, sunące z północnego

zachodu. Jakieś takie straszne, groźne. Pod nimi wiatr. Przegina osiedlowe drzewa. Gwiżdże w sztachetach balkonów. Rynny i parapety dzwonią przelotnymi, grubymi kroplami deszczu. Więc dobrze, że w domu! Moja Mama jest z nami. Cała wystraszona, że jutro mamy jechać do Niej, z powrotem. Pocieszam, że pogoda się poprawi. Że wiatr ucichnie, chmury odlecą na wschód. A tu czytam w portalu wp.pl, że jedna osoba zginęła, druga zaginęła, kilkoro jest rannych z powodu wypadków spowodowanych wichurą. To na północy kraju. Znaleźli się w jakimś tam czasie w nieodpowiednim miejscu – czas, miejsce, przypadek… Tym bardziej żal!

Jan Orłowski


Jan Bernard, czyli fenomen polonofilstwa w poezji rosyjskiej

                                                      

Kazimierz Pawlak       Dzieje złożonych i dramatycznych polsko-rosyjskich stosunków politycznych zwykle owocowały obfitością tematyki polskiej w piśmiennictwie rosyjskim. Wyraźnie ujawniło się to zwłaszcza w publicystyce i w poezji. Historia literatury rosyjskiej uczy nas, że poeci w tym kraju zawsze żywo reagowali na sprawy społeczno-polityczne, dlatego też i wojny prowadzone przez Rosję przeciw Polsce zwykle odbijały się głośnym echem w ich twórczości. Zaczęło się to już w końcu XVIII wieku i trwało przez następne dwa stulecia1.