Krystyna Konecka

 

Andrzej K. Waśkiewicz – literat od kuchni

 

     Tytuł poniższego tekstu może być interpretowany przez czytelnika jako próba ukazania Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza, znakomitego poety i krytyka, od drugiej, mniej merytorycznej strony. I jest tak w rzeczywistości, tyle że nie o metodę pracy literackiej tu chodzi, lecz o „prywatniejszą” pasję nieżyjącego od pięciu lat twórcy. Zatem, od kuchni i – o kuchni. Bo tak zaskakującej tematyki dotyczy publikacja zatytułowana „Jedzenie jest niezdrowe. Ale przyjemne…”

 

Andrzej K. Waśkiewicz z przyjacielem Eugeniuszem Kurzawą podczas XXX Zjazdu ZLP. Warszawa 11.05.2011. Fot. Krystyna Konecka
Andrzej K. Waśkiewicz z przyjacielem Eugeniuszem Kurzawą podczas XXX Zjazdu ZLP.
Warszawa 11.05.2011. Fot. Krystyna Konecka

Andrzej Wołosewicz

 

Poezja „łechtaczki zużytych nerwów” i agenci FBI

 

wolosewiczOd razu wyjaśniam – to nie ja, to Stefan Napierski, poeta, prozaik, aforysta, tłumacz i krytyk literacki (1899-1940) a sięgnąłem po niego, bo to krytyk wybitny choć wybitnie zapomniany, który ledwie rozwinął swoje skrzydła gdy zginął ma początku wojny (prawdopodobnie rozstrzelany przez Niemców w Palmirach po aresztowaniu jesienią 1939 roku). Ale nie o Napierskim będę pisał a o sposobach oceniania i czytania poezji, które są mi najbliższe a z Napierskiego korzystam, by pokazać w jakiej temperaturze można o poezji rozmawiać. Oto stosowny fragment, z którego cytat zaczerpnąłem: „Styl bez interwałów (a po pauzach poznać można wielkiego pisarza, po „powietrzu, które faluje pomiędzy zdaniami”), natłoczony, pękający, wypuczony. Gnany pośpiechem, zziajany, podekscytowany łykanymi stymulatorami wrażeń z całej kuli ziemskiej, styl bezcelowego, wyczerpanego pośpiechu – ta łechtaczka zużytych nerwów”.

Zbigniew Taranienko

 

Późne powieści Kazimierza Truchanowskiego

Notatnik krytyczny cz. 2

 

poprawianie masek     9 VII 2014

   Z listów pisanych do Ryszarda Chodźki wynika, że Kazimierz Truchanowski zabrał się na dobre do Młynów na jesieni, a może dopiero pod koniec 1977 roku. Druga ich część, trzytomowa, w zamyśle miała swoją roboczą, autorską nazwę „Mechanizmy”, po której miały następować jeszcze Projekcje. To, co właśnie na nowo pisał – brakujący czwarty tom – pierwotnie miało być nazwane „Skowyt nocy”. Nowa postać, pojawiająca się w tym tomie, Mohuczy, co do którego można było mieć początkowo mniemanie, że była projekcją Sądów powołaną do życia głównie po to, żeby pognębić Awariusza Wciśniętego, a może jeszcze w jakimś innym celu, obecna jest w utworze Truchanowskiego realnie: jest to – jak tłumaczy w innym liście pisarz, co zresztą jest zgodne z sugestiami zawartymi w tekście książki – nie podstawiona przez Sądy postać, a znienacka odwiedzający restaurację Sądową osobnik, który w pewnym momencie stoczył z obrońcą sądowym pojedynek jako skorpion. Pojedynkujący się z nim obrońca sam zamienił się podczas walki także w skorpiona...

Irena Furnal

 

Appendix

Srebrna szkatułka

 

Bruno SchulzWidok z balkonu pierwszego mieszkania rodziców. W zasięgu wzroku mieści się cała ulica Kolejowa - europejska, pachnąca banknotami spod prasy i wapnem z placów budowy, błyszcząca szybami wystawowymi, kolorowa od reklam, wprawdzie niedokończona, tu i tam straszą jeszcze podmiejskie opłotki, ale jest gotowa na zmiany, budzi wiarę w bezpieczną i zasobną przyszłość. Jeśli spojrzeć w kierunku dworca kolejowego, rzuca się w oczy  secesyjny gmach Towarzystwa Wzajemnego Kredytu, jeden z piękniejszych w mieście. Dalej, na rogu Kolejowej i Czystej (późniejszych Sienkiewicza i Focha), salon z butami Bata w kamienicy adwokata Niesiołowskiego. Dzisiejszy adres: Sienkiewicza 49. Z powodu tego numeru niektórzy chcą widzieć tam dom Gustawa, bo taki numer widnieje w dokumentach szkolnych. Ale to nieporozumienie. Na początku lat trzydziestych XX w. uległa zmianie numeracja posesji przy Sienkiewicza, zresztą przy innych ulicach także. Wszelkie wątpliwości rozwiewa zapis mecenasa, który w połowie lat dwudziestych sprzedał nieruchomość  pod warunkiem, „że plac ten nie może być pod żadnym pozorem, czy to przez nabywców, czy też ich następców zbywany osobom wyznań niechrześcijańskich”. Dalej ciągną się pola. Na razie. Perspektywę ulicy zamyka plac dworcowy, na którym w lecie staje cyrk braci Staniewskich. Potem inne trupy, na przykład „Światowid”, „Empire” czy cyrk „Francesco”, będą rozbijać namioty na rogu Kolejowej i Czystej obok dworca autobusowego. Wówczas tryumfalne marsze towarzyszące wejściu akrobatów i komików poniosą się nad Silnicę.

Zbigniew Taranienko

 

Późne powieści Kazimierza Truchanowskiego

Notatnik krytyczny cz. 1

9 VI 2014

poprawianie masekTotenhorn w pierwszej wersji został zakończony w 1977 roku, niedługo po Dzwonach Piekieł, ale napisanie obu powieści było swego rodzaju ucieczką od trudności, na jakie Kazimierz Truchanowski napotykał przed ostatecznym zamknięciem Młynów bożych – zasadniczego swego dzieła, którego czwarty tom ciągle nie był gotowy. Trzy wymienione powieści łączy więc czas powstawania, musiały się one ze sobą wiązać, choćby w zakresie ówczesnego światopoglądu pisarza czy jego wyobrażeń. Trudno przyjąć, że podczas pisania jednej z książek bądź przygotowywania się do tego jakiś obszar wyobraźni pisarza został bezwzględnie zamknięty, a inny szeroko otwarty. Oczywiście, zdarza się tak w przypadku aktorów, którzy co wieczór potrafią grać w innym przedstawieniu – i może w przypadku wielu bohaterów Młynów, wkładających kolejne maski, by wypełniać funkcje różne od tych, które ich zajmowały niewiele wcześniej... Ale aktor podczas gry wchodzi w opracowany już nurt działań, jego możliwości ograniczone są przez ramy kontekstu, poza który nie może wyjść, a pisarz, choć ma ograniczenia, sam je sobie wyznacza, i ma nie tylko prawo do ich modyfikacji, ale zmusza go do tego bieg akcji, czasem mało spodziewany, lecz niezbędny ze względów kompozycyjnych. Być może podobne mechanizmy leżały u podstaw konstrukcji bohaterów Truchanowskiego, którym autor kazał ciągle nakładać i zmieniać maski, choć jego uwagi o maskach i teatralności całego życia, rozsiane w pisarskim dziele, nie odnoszą się do psychologii samego aktu zmiany, odwołują się natomiast zawsze do wiecznego życiowego aktorstwa, dostrzeganego i przed nim, i po nim.