Andrzej Wołosewicz


 

Jak odróżnić poezję od prozy?
 

 

Aleksander GierymskiMimo tytułu nie będzie to tekst instruktażowy. Aż tak głupi to nie jestem, by wymądrzać się na wyjątkowo śliski temat. Ale podzielę się swoimi spostrzeżeniami i uwagami, które znalazłem u innych, a które wydają mi się warte zastanowienia.

Wiemy, że kiedyś wiersz to był wiersz i widząc gonie mieliśmy wątpliwości, że z nim a nie z proza mamy do czynienia. Samo słowo „wiersz” wystarczyło do… zidentyfikowania danego tekstu jako wiersza właśnie. Proste jak słońce? Proste. No tak, ale tylko do momentu – tu jest granica owego kiedyś – gdy zaczynamy mówić: wiersz biały. Można by złośliwie zapytać, to tamten był w jakimś innym kolorze? Czy w zielonym? Oczywiście w żadnym, słowo wiersz wystarczało, dokładnie tak jak z demokracją (póki nie zaczęliśmy jej dodawać  różne przymiotniki: socjalistyczna, liberalna itd.) opuśćmy jednak poletko ekwilibrystyki słownej i darujmy sobie zabawy słowne, które można by ciągnąć w nieskończoność.

Rafał Sulikowski


W świątyni dumania: poezja jest nietykalna.


Stanisław WyspiańskGłos ten pozostanie na głuszy, jak wołanie wielkie na pustkowiu; minie wśród wrzawy dnia, pośród jęków nocy i huku wojennych dział na pobliskim wschodzie. Kto dziś ma czas, żeby czytać cokolwiek poza stertą powtarzających się newsów biznesowych, esemesów i ewentualnie felietonów o bieżących sprawach politycznych; kto będzie w stanie wydobyć perły spośród mrowia słów próżnych, rzucanych na wiatr nawet przed ołtarzami świata, kto jeszcze się zastanowi i zmieni choć w melodię najmarniejszą cymbałów brzęk pusty i drwiący; czy jest z nami poeta?

Andrzej Gronczewski



Sny szlacheckie



Józef Chełmoński    Inne są już barwy i zapachy ziemi. Inni ludzie krzątają się wśród tych równin, wyżyn, jarów i dolin. Wśród zatraconych mogił i uciszonych pobojowisk. Odmieniło się oblicze ziemi. Ugory stepowe pokryła pszenica. Ale ta  dawna ziemia, tak niezwykła na mapach siedemnastowiecznej Europy, wciąż trwa w prozie Sienkiewicza.

Dzikie Pola. Dorzecza Dniepru i Dniestru. Drogi, wiodące ku Krymowi, Turcji i Mołdawii. Samotne warownie, słobody, stanice i chutory. Studnie, wokół których gromadzą się jeźdźcy i konie. Czy ludzie, którzy piją wodę z jednej studni, muszą być wrogami? Przy studniach — wysokie żurawie. Ich czar odsłonił dla nas Chełmoński. Łąki, pełne bodiaków. Ich treść leśmianowską znamy dzięki małym płótnom Stanisławskiego. Olbrzymie kurhany. Ogniska, błyszczące pośród nocy. Tętent kopyt. Szelest łodzi i czółen wśród oczeretów. Dziki las wisien i migdałów, jaki na brzegu Dniepru zobaczył Skrzetuski. Las wonny, biały — tą świąteczną, nagłą bielą — w obszarze gwałtu, pożogi, przemocy, rzezi, wojny...

Andrzej Wołosewicz

 

Filozofia wewnątrz wierszy – wspomnienie o Zbyszku Jerzynie

 

zbigniewjerzyna 2005Zbyszek Jerzyna w rozmowie z Izabelą Zubko (Myśl Literacka, dodatek do Gazety „Myśl Polska”, 20 września 2009) narzekał, że jego pierwsze wiersze mimo entuzjastycznego przyjęcia debiutanckich „Lokacji (1963) nie ostały się w pamięci literackiej: „Niedocenione są moje pierwsze wiersze. Debiutowałem tomem „Lokacje”, które były przyjęte z wielkim entuzjazmem. Dzięki nim zaistniałem, ale już „Wybór wierszy” wydany w 1980 nie. Na konkursie „Czerwonej Róży” dostałem równorzędną nagrodę ze Stanisławem Barańczakiem. Ja za poezję a Barańczak, potem zapiekły mój antagonista, za tłumaczenie.” Widoczny w tych słowach żal nawet nie tyle z powodu, że wówczas przeszedł bez echa, bo jednak debiut zrobił wrażenie w młodej literaturze, to raczej żal, że niewiele później, na przełomie lat 70/80, gdy liczył na wzrost popularności, co naturalne u każdego z piszących, następuje coś wręcz przeciwnego: zamiast świecić na poetyckim firmamencie do Jerzyny już nie wracano. Wiersze, słuchowiska radiowe, dramaty, całą Zbyszkową twórczość spotkał los znacznie poniżej znaczenia tej twórczości. . Mówiąc nie do końca symbolicznie:

Andrzej Wołosewicz


Wyrwane strony z historii literatury

 

Jacek Durski            Kazimierz Wyka w tekście „Z lawy metafor” (1957) pisząc o poezji międzywojennej zauważa: „Księga Genezis międzywojennej poezji polskiej na jej pierwszych kartkach, tyczących się samego początku, jest bardzo uproszczona. Zachowała ona u swego początku dwie główne karty: na jednej „Skamander” i Warszawa; grupa od pierwszych kroków nie posiadająca rzekomo rywali, aż do tradycji poezji narodowej przeszła w powszechnym oklasku. Na drugie karcie awangarda i Kraków; grupa później i z większymi oporami przechodząca z klasy do klasy, ale i ona w końcu zdała maturę – przy aplauzie publicznym znacznie skromniejszym. Obraz schematycznie uproszczony. Obraz fałszywy.” Dalszą część eseju, którego sam początek przytoczyłem, poświęca Wyka analizie twórczości Anatola Sterna, który był tak samo daleki od Skamandrytów, jak i od Awangardy Krakowskiej. Dla potrzeb mego tekstu najważniejsze jest podsumowanie: „Oto dlaczego księga Genezis międzywojennej poezji polskiej ma wyrwane u samego początku karty.” (Jeśli kogoś interesuje sam Stern, proszę po niego sięgnąć, rekomendacja Wyki jest zachęcająca).