Rafał Skąpski

 

1914 w Brzeznej

Pierwsze miesiące I wojny światowej w korespondencji

Jana Skąpskiego do Adama Stadnickiego          

oraz w pamiętnikach Zofii Skąpskiej – cz. 1

 

Jacek Durski      W Repozytorium Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego pod numerem 4/10 znajduje się korespondencja kierowana do Adama Stadnickiego w latach 1913- 1963, a pośród niej pięć listów i jedna karta pocztowa pisanych przez mego dziadka Jana Skąpskiego między sierpniem 1914 a styczniem 1915 roku.  Na jednym z listów (z 17 września 1914 roku) znajduje się dość obszerny dopisek mej babki, żony Jana – Zofii z Odrowąż Pieniążków Skąpskiej. Na liście tym, znajduje się też odręczna adnotacja „skreślenia cenzury” i kilka ingerencji w tekście (skreślenia i dopiski) uczynione innym niż Jana Skąpskiego charakterem pisma. Dla mnie, który przepisał ponad 20 zeszytów odręcznych wspomnień babki, ingerencje w treść listu to dzieło mej babki. Nie sądzę by korygowała sformułowania męża, poprzez wtrącanie się w to, co napisał, raczej poprawiała i łagodziła mężowskie słowa z obawy przed cenzurą rzeczywistą,

Krzysztof Kwasiżur

 

Poeta faber – czyli Donkiszoteria Stosowana cz. 7

 

Poeta faber – to z łaciny poeta-rzemieślnik; taki, który swe utwory dopracowuje w formie, dba o efekt końcowy pracy i traktuje swe powołanie do bycia poetą jak pracę.

 

don kichot kwasizur black white        Kolejny raz w swoich wywodach przychodzi mi się podpierać Leszkiem Żulińskim. Może dlatego, że pomimo różnicy wieku, poglądy na warsztat twórczy mamy chyba  podobne. Wyartykułował je Leszek Żuliński dawno w "Dekalogu dobrego wiersza" pisze o "wypuszczaniu z rąk", publikowaniu wiersza, który już - przynajmniej w jego mniemaniu - nie wymaga poprawek i  jest wolny od błędów.

Wanda Nowik-Pala

 

FASCYNACJE

 

Kiejstut Bereźnicki UCZTA            Na każdym kontynencie znajdujemy dowody, iż w centrum zainteresowań człowieka najczęściej tkwi drugi człowiek. Od rysunków naskalnych zaczynając, poprzez szeregi Egipcjan na ścianach komnat kryjących sarkofagi faraonów, aż po malowidła na szczątkach starożytnych naczyń, wszędzie natrafiamy na rysunki postaci ludzkich. Przetrwały, byśmy mogli uchylić rąbek tajemnicy życia poprzednich pokoleń. Poznajemy ich wygląd, stroje, zajęcia, zwyczaje, wierzenia oraz sposoby spędzania wolnego czasu i toczenia wojen. Nie mielibyśmy tej możliwości, gdyby nie istnieli twórcy. Na szczęście wciąż rodzą się nowe pokolenia, a wśród nich ludzie dotknięci potrzebą tworzenia.

Waldemar Michalski

 

Andrzej Krzysztof Waśkiewicz – jakiego spotykałem…

(Wspomnienie w piątą rocznicy śmierci)

 

waskiewicz bwZ Andrzejem rozumieliśmy się bez słów. Widocznie istnieją jakieś fluidy, które czynią różnych ludzi duchowymi bliźniakami. Łączyło nas wiele podobnych zainteresowań i  przypadkowych sytuacji, które układały się w równoległe życiowe koleiny. Mogę śmiało powiedzieć, że pod tym względem byliśmy sobie bardzo bliscy. Studia polonistyczne, praca w bibliotece, poetyckie i publicystyczne debiuty w podobnym czasie, redakcyjne pasje – on „naczelny” m.in. w  „Gdańskim Roczniku Kulturalnym” i prowadzonym do ostatnich dni życia  gdańskim  „Autografie”, ja przez blisko 30.lat sekretarzowałem lubelskiemu „Akcentowi” i wiele tekstów poświęciłem sprawom współczesnego życia literackiego. Przez kilka kadencji byliśmy członkami Komisji Kwalifikacyjnej Zarządu Głównego ZLP. Tu Andrzej dawał piękne świadectwo swojej rozległej znajomości współczesnej poezji ale także niezwykłej wrażliwości i empatii dla każdego kandydata starającego się o przyjęcie do Związku Literatów. Potrafił być krytyczny, ale sprawiedliwy, nawet wtedy gdy Komisja w głosowaniu odmawiała przyjęcia, polecał by w odpowiedzi dla kandydata znalazła się uwaga nie przekreślająca jego nadziei na przyszłość jako literata in spe, który  po wydaniu kolejnych książek może ponowić swój wniosek o przyjęcie do związkowej wspólnoty.

Janusz Termer

Remanenty pamięci

 

Wszędzie, gdzie cośkolwiek żyje, jest księga

otwarta, w której zapisuje się czas.

Henri Bergson  „Ewolucja twórcza”

 

 

       Okruchy czasu, historii i inne takie...

 

Termer Janusz       Przed sześćdziesięciu (bagatela) laty, czyli w październiku 1957, na pierwszym roku studiów na Uniwersytecie W Warszawskim (prawniczych, jakby się kto pytał, porzuconych wkrótce dla polonistyki), miałem kolegę Sławka T., pochodzącego z Nowego Sącza (też potem porzucił prawo dla krakowskiej socjologii).  A byli wtedy z nami w jednej grupie tacy znani potem skądinąd, jak Ewa i Janusz Łętowscy czy Witek Woyda (dwukrotny mistrz olimpijski we florecie). Zdążyliśmy przez ten rok poznać się i zaprzyjaźnić na tyle z nowosądeczaninem Sławkiem T., że w pierwsze ferie wybraliśmy się do jego rodzinnego miasta, gdzie gościli nas jego rodzice; oboje znani i cenieni nauczyciele licealni. Zauroczony tamtejszym, widzianym po raz pierwszy, krajobrazem, zaproponowałem małą wycieczkę pieszą: z Nowego Sącza do Krynicy (ok. 36 km). Propozycja została przyjęta z entuzjazmem. I we dwójkę przewędrowaliśmy ten podgórski turystyczny szlak w caluśki boży dzionek...