Zbigniew Taranienko

 

Późne powieści Kazimierza Truchanowskiego

Notatnik krytyczny cz. 1

9 VI 2014

poprawianie masekTotenhorn w pierwszej wersji został zakończony w 1977 roku, niedługo po Dzwonach Piekieł, ale napisanie obu powieści było swego rodzaju ucieczką od trudności, na jakie Kazimierz Truchanowski napotykał przed ostatecznym zamknięciem Młynów bożych – zasadniczego swego dzieła, którego czwarty tom ciągle nie był gotowy. Trzy wymienione powieści łączy więc czas powstawania, musiały się one ze sobą wiązać, choćby w zakresie ówczesnego światopoglądu pisarza czy jego wyobrażeń. Trudno przyjąć, że podczas pisania jednej z książek bądź przygotowywania się do tego jakiś obszar wyobraźni pisarza został bezwzględnie zamknięty, a inny szeroko otwarty. Oczywiście, zdarza się tak w przypadku aktorów, którzy co wieczór potrafią grać w innym przedstawieniu – i może w przypadku wielu bohaterów Młynów, wkładających kolejne maski, by wypełniać funkcje różne od tych, które ich zajmowały niewiele wcześniej... Ale aktor podczas gry wchodzi w opracowany już nurt działań, jego możliwości ograniczone są przez ramy kontekstu, poza który nie może wyjść, a pisarz, choć ma ograniczenia, sam je sobie wyznacza, i ma nie tylko prawo do ich modyfikacji, ale zmusza go do tego bieg akcji, czasem mało spodziewany, lecz niezbędny ze względów kompozycyjnych. Być może podobne mechanizmy leżały u podstaw konstrukcji bohaterów Truchanowskiego, którym autor kazał ciągle nakładać i zmieniać maski, choć jego uwagi o maskach i teatralności całego życia, rozsiane w pisarskim dziele, nie odnoszą się do psychologii samego aktu zmiany, odwołują się natomiast zawsze do wiecznego życiowego aktorstwa, dostrzeganego i przed nim, i po nim.

DARIUSZ PAWLICKI

 

ŻYCIE POZA SNEM

 

,,(...) Abym w godzinie śmierci nie odkrył,

że nie żyłem”; Henry D. Thoreau

 

NAD STAWEM WALDEN

      Dopiero, mniej więcej, od pół godziny wiem, że chata stojąca nad stawem* Walden, w pobliżu Concord,  jest repliką tej jaką w 1845 r. zbudował Henry David Thoreau, eseista, poeta, filozof. Wcześniej jedynie podejrzewałem taką możliwość. Po tej oryginalnej (znajdowała się nieco bardziej na zachód) pozostała tylko sterta kamieni pochodzących z komina, kominka i fundamentów. Uwieczniono ją między innymi na zdjęciu wykonanym ok. 1908 r.

      Domyślam się, że owa sterta jest systematycznie uzupełniana. Część osób odwiedzających to miejsce,  pragnie bowiem mieć na pamiątkę pochodzący stąd kamień. Jeśli tak, to już tylko na samym dnie owej sterty można natrafić na takie, które Thoreau miał w rękach, gdy budował swoje niewielkie domostwo (3.05 m x 4.57 m).

Jerzy Sosnowski

 

Ojciec odchodzi

 

matecznik                Depuis longtemps mon coeur etait à la retraite... - tak zaczynała się "Isabelle" Charlesa Aznavoura. Ktoś jeszcze pamięta tę piosenkę? Od dawna moje serce było na emeryturze... i sądziłem, że nie będzie mi więcej potrzebne (taki mniej więcej był sens tego początku).

                Jako czytelnik tomów wierszy miałem to samo. Ostatni raz poczułem te specjalne emocje (wzmianka o motylach w brzuchu nie przejdzie mi przez gardło, ta entomologiczna metafora zawsze wydawała mi się trochę wstrętna), kiedy natknąłem się na debiut Tomasza Różyckiego "Vaterland", prawie dwadzieścia lat temu, a może niedługo później, gdy Czesław Miłosz opublikował "Traktat teologiczny", w którym ośmieliłem się dostrzec moje własne niepokoje. Potem ostygłem i z melancholią uznałem, że tak musi być. Z wiekiem mamy coraz rozleglejsze pole porównań, człowiek wydatkuje energię skąpo, więc i zakochuje się z namysłem (tzn. po namyśle nie zakochuje się w ogóle). Nie to, żeby przez ten czas nie podobały mi się żadne nowe wiersze - niektóre bardzo, np. "Psalm do świętej Sabiny" Radka Wiśniewskiego albo "Co przed nami" Erwina Kruka. Ale mówię teraz o czym innym, o doznaniu, które należałoby nazwać coup de foudre - uderzenie pioruna - którym to określeniem Francuzi oznaczają zresztą "miłość od pierwszego wejrzenia". Bierzesz niedawno wydaną książkę i ta nagle całowicie cię pochłania. Ktoś - bywa, że nieznany dotąd autor - stworzył kompletny świat, którego znajomość sprawia, że stajesz się inny, niż dotąd. Że owego autora będziesz odtąd śledził jak obsesjonat-wyznawca. Coś, co przeczuwałeś, zostało nazwane. Coś, czego nie przeczuwałeś, zostało pokazane. A może powołane do istnienia?

Wanda Nowik-Pala

 

UWIĘZIĆ NIEPOKÓJ

 

„Niepokoi  nas to, czego nie rozumiemy” 
Anatol France

                                  

Zbigniew Kresowaty w pracowni                Wystarczy przyjrzeć się wydarzeniom dnia codziennego, by wypełnić się niepokojem. Tym bardziej, że współczesne media prześcigają się w ukazywaniu tego, co w nas najgorsze. Człowiek, twórca współczesnej cywilizacji, penetrator atomu i kosmosu, w wielkim stopniu nadal pozostaje  zagadką sam dla siebie. Nie wie, ile w nim dobra, ile zła, co i w jakich okolicznościach się wyzwoli i nad nim zapanuje. Nie zna możliwości własnego umysłu i psychiki, wielka część naszego mózgu tkwi bowiem w uśpieniu, jakby wszechwładna Natura wiedziała, że nie jesteśmy jeszcze godni z niej korzystać.

Andrzej Wołosewicz

 

O poezji ple-ple

 

wolosewicz            Przypominam cytat z Krynickiego sprzed kilku tygodni: „Podróż może być poszukiwaniem samego siebie, może być ucieczką przed sobą, może mieć charakter pokuty i kary”. Te uwagi dotyczą, by tak rzec, całokształtu naszego „podróżowania”, ale pamiętajmy, że Krynicki czyni je przy okazji poezji, a nie filozofowania w ogóle. Czy wymiary takie jak poszukiwanie samego siebie, ucieczka przed sobą a wreszcie pokuta czy kara, a dodajmy od siebie - i wina (bo czyż może być kara bez winy?, poza, rzecz jasna, ewidentnymi pomyłkami skazania niewinnego, które jednak przecież tylko łamią schemat i kalają prawo nie będąc jego rękojmią i kręgosłupem) przynależą jedynie do życia?. Zatem wina, kara i pokuta. Ale czyż to są kategorie pojawiające się w naszym myśleniu o poezji? (Nie będę się bawił w klasyfikowanie co tu mogłoby być czym, bo od razu dopadają mnie frywolne uwagi zainspirowane powtórzonym – który to już raz? – przy okazji tegorocznej matury z języka polskiego statystycznym wyliczeniem, że wybór analizy wiersza, jeśli takowy jest możliwy, dokonywany jest przez młodzież w procencie zbliżonym do błędu statystycznego, czyli – jak najdalej od poezji! Ona, można powiedzieć, tylko za karę, tylko jako pokuta.