Michał Piętniewicz


Językiem po ranie. Kilka intuicji O
„Domu ran” Andrzeja Sosnowskiego


Ryszard Tomczyk
     Tytuł brzmi nieco dziwnie, tajemniczo. Ciemno. Bo też wiersze są ciemne, nie ma w nich nadziei, jest dużo dekadencji. Jest świetne wykonanie artystyczne. Nie ma ontologicznej podstawy. Wszystko jest rozproszone, jest ciemność seksualnego spełnienia i niespełnienia. Język jest sprawą umowną, tak jak rzeczywistość-czyli obcujemy z językową fikcją, a nie z prawdziwymi rzeczami. Językowość świata przedstawionego prowadzi ku zupełnemu zwątpieniu, że cokolwiek przy pomocy komunikacji da się ustalić, jakiś wspólny świat, co do którego panuje zgoda. Nie ma wspólnego świata, nie ma zgody, ponieważ pojęcie świata, tak jak pojęcie zgody, są sprawami językowej konwencji, językowej umowy. Również życie to konstrukcja fikcjonalna, która w obrębie własnej, zamkniętej, solipsystycznej struktury, przeprowadza to, co nazywa się jawą oraz śnieniem. Nie ma wyjścia poza pewną umowność, a zatem iluzoryczność języka świata przedstawionego. Nie ma w ogóle wyjścia poza świat przedstawiony. Świat „rzeczywisty”, świat „obiektywny” to świat przedstawiony. Zatem świat to suma iluzorycznych percepcji jednostkowych, które nie składają się na żadną, sensowną całość, powodują dekonstrukcję, degenerację i rozpad tego, co trwałe, stabilne, dobre, mądre, piękne, jasne. Świat zmierza ku ciemnego wypełnieniu, jakim jest ciemne, seksualne jądro nihilizmu, zakamuflowane w hedonizmie rozpaczy, beznadziei, maskowanej kolejnymi wytryskami szyderczego śmiechu, czarnego humoru, ciętej ironii, żartu językowego. Nie ma możliwości obiektywizacji tych stanów prócz jednej: spojrzenia Innego. Inny może jawić się jako Bóg, albo drugi człowiek, partner dzielonego wspólnie językowego świata. Ale zarówno Inny, jak i drugi, również naprawdę nie istnieją, ponieważ ich istnienia zawierają się we wszechobecnie panującym żywiole pan językowości.

Andrzej Wołosewicz

 

Topos podróży w poezji. Trzy uwagi

 

Ryszard Tomczyk            Najpierw cytat: „Doświadczenia z trudem wydostają się nad powierzchnię języka. Wynurzają się i na powrót zanurzają, obciążone nowonarosłymi znaczeniami i aluzjami. (…) Poemat „odmiana żeńsko-rzeczowa” (teksty zaprezentowane chciałyby być jego fragmentami) wymierzony jest przeciwko swojemu, nie mogącemu wydostać się na powierzchnię języka bohaterowi. Sprzeciw ten jest jednak równie dobrze bezradnością. Autor „Odmiany żeńsko-rzeczowej” chciałby zasugerować nie tyle niedoskonałość języka – ile niedomiar specyficznie ludzkiego, humanistycznego pierwiastka w języku, w języku zmitologizowanym i zreifikowanym. Może to być równie dobrze dokument kształtowania się jednego ze światopoglądów, Światopoglądu ukształtowanego może już nie tyle prze wojnę, ile wielką powojenną, trwającą zresztą do dziś, podróż”.

Janusz Termer

W 10 rocznicę śmierci

 

Pisarstwo Piotra Kuncewicza w kontekście europejskim

 

kuncewicz    9 kwietnia 2007 roku Piotr Kuncewicz (urodzony 19 marca 1936 w Warszawie) odszedł na zawsze z tego „najlepszego ze światów”. Znana to prawda, że pamięć o ludziach trwa tak długo, jak długo trwa pamięć o ich dziele. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pamięć o Piotrze Kuncewiczu pozostanie tak długo żywa, póki literatura i jej problemy będą nadal czymś ważnym dla ludzi „nie samym chlebem (czy internetową papką) żyjących”. Piotr Kuncewicz gospodarował na wielu nader rozmaitych poletkach literackich; bywał poetą („Przez kilka lat - pisał przed laty - drukowałem wiersze, ale nie żałuję tego, ale i nie żałuję, że ostatecznie przestałem”), pozostał do końca wierny prozie, jak też krytyce literackiej, felietonistyce i eseistyce - wszędzie odciskając swój wyrazisty ślad, niezatarte piętno nietuzinkowej osobowości, erudycji i bogatego życiowego doświadczenia.

Dariusz Tomasz Lebioda

 

 

LEKTURY PO LATACH

 

Dostojewski – Faulkner

 

William Faulkner 001

CIENIE TWERU

 

Wróciłem po trzech dziesięcioleciach do Biesów Fiodora Dostojewskiego, słynnej powieści napisanej w Dreźnie, w latach 1871-1872. W pamięci miałem mglisty zarys zdarzeń i postaci z młodzieńczej lektury, ale gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, zgubiłem podstawy tematyczne, głębię problematyki i główny cel, jakim było stworzenie interwencyjnego utworu antynihilistycznego. Teraz odsłoniły się przede mną ogromy, a lektura kolejnych rozdziałów potwierdziła, że rosyjski powieściopisarz należy do wąskiego grona kilku najwybitniejszych literackich twórców świata. Czytelnicy dziewiętnastowieczni zapoznawali się z kolejnymi odcinkami tego dzieła na łamach czasopisma „Russkij Wiestnik”, choć redaktorzy nie zgodzili się na publikację drastycznego rozdziału pt. U Tichona, obecnie publikowanego jako aneks do powieści. Według Dostojewskiego – czarty (biesy), wypędzane z ludzi i pętające się po świecie, znalazły sobie nowe miejsce – niczym w przypowieści z Ewangelii wg św. Łukasza – w „ześwinionych” bytach, w różnorakich nihilistach, organizatorach bezprawia i chaosu w Rosji.  Przywódcą takich opętanych rewolucjonistów jest Piotr Wierchowieński, syn innego dziwaka – Stiepana Trochimowicza, który przez dwadzieścia lat nie potrafił wyznać miłości bogatej wdowie, Barbarze Pietrownie Stawrogin, swojej opiekunce i mentorce.

Mikołaj Melanowicz

Mistrz Sōseki, żona i  kot.

 

 

Soseki    Niedawno obchodziliśmy setną rocznicę opublikowania powieści Kokoro (1914)[1], znaną w polskim przekładzie jako Sedno rzeczy[2], wokół którego to „sedna”  toczyło obrady grono znawców japońskiej literatury[3],  a dwa lata później obchodzono w Japonii setną rocznicę śmierci autora tej powieści. (Natsume Sōseki zmarł 9 grudnia 1916 roku)