Krzysztof Kucharski

 

Rocznica

60 lat Wrocławskiego Teatru Pantomimy

Milowe kroki mima

 

Rodziński (CC BY-SA 3.0)W Priene, niedaleko Efezu, ktoś wykuł w skale - według archeologów było to osiemdziesiąt lat przed narodzeniem Chrystusa - słowo bliskie dzisiejszemu greckiemu wyrazowi pantomimos. Tym mianem określano milczącego tancerza, solistę, który bez słów, samym ruchem ciała, gestami i mimiką, opowiadał jakąś historię. Pantomimos znaczyło mniej więcej tyle, co naśladowca wszystkiego, ale też grający wszystkie role solo.  I tak było przez ponad dwa tysiące lat. Dopiero sześćdziesiąt lat temu pojawił się artysta, który dokonał zmiany - 4 listopada 1956 roku, na scenie wrocławskiego Teatru Polskiego odbyła się premiera pierwszego programu przyszłego Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Nawet nie miała tytułu, trwała niecałe dwie godziny. A zebrani przez Henryka Tomaszewskiego, już mimowie po wielu miesiącach prób, pokazali cztery etiudy: Skazany na życie, Dzwonnik z Notre-Dame według powieści Victora Hugo, Płaszcz na kanwie opowiadania Nikołaja Gogola oraz Bajka o Murzynku i złotej królewnie.

Michał Piętniewicz



Przecież ode mnie zależy ta czerń, losy i miłość.

„Pod wulkanem”, Malcolm Lowry,



Malcolm LowryTo dziwna opowieść i bardzo piękna. Cały czas alkohol i jakieś mary, cienie, widma, zwidy. Nie wiadomo, czy świat dzieje się naprawdę i czy śmierć jest również realna.
Ale chyba nie, chyba jedynie śmierć jest jedyną realnością w tej powieści. Bo życie Konsula jest widmowe, magmowate, jednocześnie bez wyraźnych konturów i z wyraźnym obrysem, jest to obrys dużej wiedzy, dużej świadomości, jak również rozpaczy, beznadziei, smutku, potężnego smutku. Jest to niezwykle dobrze napisane, w sposób poetycki. Bardzo żywa proza, chce się ją czytać. I misterna. I dużo może pomieścić, w pewnym sensie silva rerum albo kolaż różnych rzeczy. Powieść w powieści, ale niewiele ma wspólnego z postmodernizmem, raczej z pewnymi formami hybrydycznymi oraz plazmoidalnymi, jak również z egzystencjalizmem. Pełno życia w tej powieści, to picie alkoholu, jakaś marna, niespełniona egzystencja, smutek przemijania, przegrane życie, ale nie ma nihilizmu, jest życie w rozpaczy. Życie w czerni, ciekawe, pod wulkanem, w alkoholu, na jakiejś granicy, życie graniczne, przez to tak żywe, że dziejące się na granicy. Granicą ostatnią jest śmierć, ale nie wiadomo, czy ostateczną, nawet narrator tego nie wie. Do rozpadliny wrzucono za umierającym Konsulem zdechłego psa. Tak kończy się ta powieść, nie, tak kończy się to powieściowe arcydzieło. Opowieść o alkoholizmie, smutku, przegranym życiu, nieuchronności przemijania, fatalizmie losu, ludziach, którzy zawsze będą przewidywalni w swoich uproszczonych sądach o świecie, i wielu innych sprawach, kiedy wytryśnie z kwiatów czerń nocy, czerń upojenia alkoholem, czerń śmierci, czerń smutku, czerń odurzenia i widma, mary, zjawy, cienie, upojenie. Konsul ciągle pije, śpi, śni, pije, to pijak. Umarł i nikt o nim nie będzie pamiętał, oprócz nas, czytelników „Pod wulkanem”. Nie ma tam strukturalizmu, jest post strukturalizm. 



I jakieś dziwne, alkoholowe wizje. Ciekawa rzecz: jednoczesne napięcie treści i formy i to wewnętrzne rozluźnienie obu tych struktur: treści i formy. Jakby lawa wylewała się od wewnątrz. Wylewała się od wewnątrz lawa i rzeźbiła te frazy, linijki, linie, akapity, wręcz, powiedzieć można, wersy poematu. Całość czyni wrażenie precyzyjnego rozmazania, bardzo analitycznie przeprowadzanego galimatiasu i bałaganu, wręcz burdelu duszy. Jakaś rozpacz w tym wszystkim, nawet nie podskórna, ale na powierzchni. Nie ma broni przed światem, prócz jednej, nie, dwóch: pierwsza to język, druga to butelka. Bohater „Pod wulkanem” jest bardzo świadomy swojej sytuacji, jest, dodajmy, bezdzietny, pozornie żonaty, w rzeczywistości z żoną nie układa mu się w ogóle, ponieważ żona została oddana w służbie złudzie i mirażowi.

Jest tutaj pokazane jakieś straszne okropieństwo życia i jednoczesna zgoda na to okropieństwo, pod warunkiem, że będziemy regularnie zaglądać do butelki. Regularne zaglądanie do butelki, gwarantuje bardzo dobrą i sprawną pracę języka. Język opowieści jest bowiem pozornie tylko alkoholowy i tonie w tych mirażach, złudach, jak to nazwać, oparach alkoholu. W rzeczywistości jest to język zwarty, spójny, a przede wszystkim gęsty. Bardzo trudno ten język uchwycić, a jednocześnie ten, kto go „złapie”, w sposób całkowicie bezpieczny poddaje mu się i dryfuje w czerń, czy też zostaje zniesiony w czerń, otchłań, coś bardzo przykrego, smutnego, czarnego, nawet trochę okropnego. Przecież ta powieść kończy się śmiercią konsula, głównego bohatera. Próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu ta śmierć, w jamie czy dole, a w tle szczeka jakiś kojot czy pies, czemu ta śmierć tak bardzo utkwiła mi w pamięci.
Może była najbardziej konkretna i żywa na tle tej alkoholowej maligny, misternej formalnie, a jednocześnie jakoś rozmytej, jednocześnie napiętej do granic i luźnej do granic. Jakby echa hybrydyczności, jakby echa tworu złożonego z wielu, nałożonych na siebie poziomo i pionowo warstw tekstu. Jakby jakaś niemożliwość, żeby spod tych warstw tych tekstu, jakieś jądro wydobyć, czarne, ukryte, że jest tylko wewnątrz papier. Egzystencja konsula nie jest jednak tylko papierowa. Drzemie w niej coś bardziej ukrytego, to znaczy udana imitacja grozy, koszmaru i przygnębienia życiem.
Albowiem do tego prowadzi to, co tekstowe – do jednoczesnej, skutecznej obrony przed grozą życia i pochłonięciem przez nie życie. Nie życie jest silniejsze aniżeli życie w przypadku Konsula. Ale to, co jest możliwością przezwyciężenia niemożliwości, to po pierwsze miłość (również niemożliwa) i śmierć (jedyna możliwość, która skutecznie zamyka wszystkie niemożliwości, jednak niewiele w zamian otwierając, jedynie jakieś pojedyncze uchylenia, lufciki, prześwity). Niewiele, ale jednak coś, bo śmierć w „Pod wulkanem”, chyba jako jedyna, jest czymś. Życie jest niczym, ale śmierć jest czymś. Życie do niczego nie prowadzi prócz zwątpień i picia. Natomiast śmierć nie tylko skutecznie unieważnia zwątpienia i picie, ale czyni jeszcze istotny przestrzał: sprawia, że zwątpienie i picie uzyskują jakiś wymiar sensu, zaczynają błyszczeć swoim, prywatnym logosem śmierci. Między tym, co anty logocentryczne a tym, co logocentryczne, rozgrywa się dramat Konsula. Życie byłoby po stronie tego porządku pierwszego, śmierć przyniosłaby na końcu rodzaj logosu, nawet jakieś ciemne światło, czy świecidło śmierci. Ale czy przeciwstawienie na śmierć i życie w przypadku tej powieści, ma sens? Nie ma. Bo tam wszystko jest śmiercią przeniknięte, jakby białe światło śmierci wnikało między szczeliny widzialnego. Konsul jest postacią w gruncie rzeczy nieciekawą, mało entuzjastyczną wobec przejawów życia. Jeżeli czymś naprawdę się entuzjazmuje, jest to tylko śmierć, ale również dana na prawach umownych, jakby nie do końca wierzył, że ona może przynieść cokolwiek pozytywnego, ergo śmierć nie jest zatem zaprzeczeniem życia, ale jakby jego ponurym ziszczeniem. 
Osobną kwestią forma tej powieści – hybrydyczna. Różne formy, mozaiki, cytaty, interteksty, przy czym strumień główny tej powieści – poezja alkoholowa, jest czysty.
Można powiedzieć, że artysta osiąga efekt czystości poprzez celowe zabrudzenia.
Zabrudzenia, czyli zmięty papier. Konsul mnie ten papier i popija przy tym whisky.
Hybrydyczna budowa tej powieści. Różne języki, mozaika, cytaty, aluzje, wycinanki oraz wyklejanki. Mozolna podróż przez życie. Jakby życie to było tylko, jedynie upijanie się. Więc Konsul mnie papier, mnie kartki, miętosi papier, miętosi kartki i pije. Ale to miętoszenie kartek i picie ma jeden cel – język powieści, który z tego wynika. Język, który jest owym miętoszeniem kartek i piciem. Język, który zmierza do pomiętego pisma. Na końcu wybuch i biała, naga jama, szara jama. Upadek w szarą, białą, czarną jamę. Śmierć Konsula jest zbawieniem czerni. Czarna, naga jama. Alkohol, spływ, strumyk, strumień w czerni. Przecież ode mnie zależą losy i miłość, jak patyk na drodze.
Wiem, że coś we mnie siedzi, ale nie wiem, co: pewnie Konsul. Przecież ode mnie zależą ta czerń, losy i miłość. Dziecko, które urodzi się pod wulkanem. Dziecko, moje dziecko.
W pomarańczowej i żółtej pościeli.

Esej Andrzeja  Gronczewskiego o mordercach  drzew   raz  już  publikowany  był

w  naszym tygodniku. Teraz  niech  pojawi  się  znowu – jako  alarm – dla  jego

przejmującej  aktualności.

 Jean-Baptiste-Camille Corot

 

 

Andrzej  Gronczewski

 

                               D  o  m  o  w  e    d  r  z  e  w  a

                               

                                                                Dla  Marii  Mamczur

                                                 

                                         Panie: już  czas. Tak  długo  lato  trwało.

                                         Rzuć  na  zegary  słoneczne  twój  cień.

                                         -------------------------------------------------------------

                                         Kto  teraz  nie  ma  domu, nigdy  mieć  nie będzie.             

                                         Kto  teraz  sam  jest, długo  pozostanie  sam

                                         I  będzie  czuwał, czytał, długie  listy  będzie

                                         pisał  i  niespokojnie  tu i tam

                                         błądził  w  alejach, gdy  wiatr  liście  pędzi.

                                                Rainer  Maria  Rilke, Dzień jesienny, tłum.

                                                Mieczysław  Jastrun.

  

              Egzekucje  są  nagłe, szybkie. Dokonują  się  z  okrutną  precyzją. Wystarczy  minuta, by – dzięki  sprawnym  maszynom – obalić  to, co  trwało  dziesiątki  i  setki  lat.

Andrzej Wołosewicz

 

Kamyczek do własnego ogródka czyli o poezji i prozie ponownie

 

Aleksander Gierymski            Pisałem już i pewnie jeszcze będę pisał wielokrotnie o różnicy między poezją a prozą. A będę pisał dlatego, że po pierwsze nie da się wszystkiego co się chce powiedzieć w jednym tekście, a – po drugie – temat jest chyba niezamykalny, także argumentacyjnie. Chciałbym więc dorzucić kolejne dwa argumenty różnicujące poezję i prozę. Otóż dla poezji ważna jest intonacja. Intonacja poezji jest zawsze inna niż prozy. Nie da się tego oczywiście zdefiniować, ale odczuć, odebrać, usłyszeć to już jak najbardziej da się. Zapewne są przypadki graniczne, niepewne, kiedy można mieć wątpliwości, ale na ogół różnicę intonacyjną potrafimy dość dobrze wychwytywać. Jeśli jesteśmy z nią obyci, osłuchani, czyli jeśli jesteśmy oczytani i w poezji i w prozie.

Anna Choma-Suwała

 

Mykoła Bażan w kręgu literatury polskiej

 

bazanMykoła Bażan (1904-1983), którego debiut literacki przypada na lata 20-te XX wieku jest zaliczany obok Maksyma Rylskiego i Pawła Tyczyny do grona klasyków ukraińskiej poezji. Jego twórczość łączy w sobie elementy baroku, romantyzmu, futuryzmu, ekspresjonizmu, i zachwyca różnorodnością tematyki. W spuściźnie Bażana na pierwsze miejsce wysuwa się romantyczno-filozoficzny obraz dziejów Ukrainy. Poeta wiele miejsca poświęca próbom odpowiedzi na trudne pytania historii, pokazuje drogę, którą powinien zmierzać ukraiński naród by, odzyskać niezależność. W bogatym dorobku ukraińskiego pisarza na szczególną uwagę zasługują tomy poezji 17-ty patrol (1926), Rzeźbiony cień (1927), Budowle (1929), Droga (1930), Przysięga (1941), Stalingradzki zeszyt (1943), Kijowskie etiudy (1944) oraz poematy Rozmowa serc (1928), Getto w Humaniu (1927), Noc Hoffmanna (1929), Liczba (1931), Śmierć Hamleta (1932), Trylogia pasji (1933).

Bardzo ciekawa i dotychczas w pełni niezbadana pozostaje problematyka dotycząca jego twórczości w polskim kontekście. Ukraiński poeta zasłynął nie tylko jako tłumacz, ale również popularyzator literatury polskiej. W jego dorobku znalazły się przekłady poezji zarówno polskich pisarzy XIX-wiecznych (Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Cypriana Kamila Norwida), jak i jemu współczesnych – Leopolda Staffa i Jarosława Iwaszkiewicza.

Tłumaczenia te są niezwykle adekwatne, w pełni oddające zarówno treść jak i formę wiersza. Bażan stara się jak najpełniej odtworzyć oryginał, a nieznaczne transformacje wynikają jedynie z pragmatyki tłumaczenia. Rezygnując z autorskiej interpretacji odzwierciedla on zarówno osobowość autora, jak i ducha epoki. Doskonale odnajduje się w romantycznej twórczości Słowackiego i intelektualno-filozoficznych rozważaniach Norwida, zachowując złożoność jego poezji.

Bażan był wielkim admiratorem Norwida, stawiał go na równi z Mickiewiczem i Słowackim. Twórczość przedstawiciela tzw. „drugiego pokolenia polskiego romantyzmu”, niedoceniona przez Polaków, przypadła do gustu ukraińskiemu tłumaczowi i stanowi znaczącą część jego spuścizny translatorskiej. Do szczególnych osiągnięć Bażana należy przygotowanie do druku tomu poezji polskiego romantyka, opublikowanego w Kijowie w 1971 roku.


[i] Zwiera on słowo wstępne, zatytułowane Nędza, godność i wielkość poety oraz kilkanaście translacji autorstwa ukraińskiego poety. Wśród nich znajdują się utwory z okresu warszawskiego i paryskiego m.in.: Sieroty, Wieczór w pustkach, Burza, Amen, Znów legenda, Promethidion, Tęcza Paryż, Święty-pokój, Epizod, a także niezwykle trafne tłumaczenia wierszy ze zbioru Vade-Mecum. Bażan sięgnął po utwory poruszające dylematy ludzkiej egzystencji tj. Harmonia, Stolica, Specjalności, Sieroctwo, Fatum, Czułość i Czemu.

Jeśli zaś chodzi o twórczość Juliusza Słowackiego, to podobnie jak większość ukraińskich krytyków i tłumaczy zwrócił uwagę przede wszystkim na wiersze o tematyce ukraińskiej. Uważał, że lata młodości spędzone przez Słowackiego w Krzemieńcu miały znaczący wpływ na jego poezję, a inspiracje miejscowym folklorem i ukraińskimi pieśniami ludowymi widoczne są m.in. w utworach Duma ukraińska, Piosnka dziewczyny kozackiej, Żmija, Beniowski i Sen srebrny Salomei. W dorobku translatorskim Bażana znajdują się dwa wiersze Juliusza Słowackiego pochodzące z okresu wileńsko-krzemienieckiego (luty 1825-styczeń 1926) - Melodia I i Melodia II. Dla ukraińskiego poety bardzo istotne były utwory poruszająca kwestię roli pisarza w rozwoju procesu literackiego oraz poezja patriotyczna. Miało to niewątpliwe znaczenie w wyborze kolejnych wierszy Słowackiego do tłumaczenia: Oda do wolności, Los mię już żaden nie może zatrwożyć..., Dajcie mi tylko jednę ziemi milę... i Pogrzeb kapitana Mayznera, w których odnajdujemy motyw tęsknotą za wolnością i ojczyzną. Do niewątpliwych zasług Bażana należy także przekład Fantazego. Większość tych tłumaczeń pojawiła się w zbiorze z serii Perły światowej liryki poświęconym poezji Juliusza Słowackiego w ukraińskiej wersji językowej.[ii] Przekłady wyróżnia kunszt translatorski i niezwykła dbałość o odpowiedni dobór ekwiwalentów leksykalnych. Dzięki temu wiersze polskiego poety w ukraińskiej wersji językowej pozostają bardzo bliskie oryginałowi.

Najwięcej autorskich modyfikacji Bażana można zauważyć w tłumaczeniach poezji Jarosława Iwaszkiewicza. Przyczyną mogła być zarówno doskonała znajomość dorobku polskiego pisarza, jak i chęć uatrakcyjnienia oryginału w ukraińskiej wersji językowej. Jak wiadomo, z Iwaszkiewiczem łączyły Bażana przyjazne stosunki, wieloletnia współpraca i ponad dwudziestoletnia korespondencja, która zaczęła się w roku 1958, o czym szerzej mowa w wydanej w 2011 publikacji Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina.[iii] Może to również wynikać z podobieństwa poezji obydwu twórców i ze swobody pracy tłumacza. Bażan podobnie jak Iwaszkiewicz przywiązywał dużą uwagę do melodyjności utworu. W jego autorskiej poezji dostrzec można szereg muzycznych obrazów, a ich integralną częścią była melodia. Iwaszkiewicz również chętnie sięgał po motywy muzyczne i starał się je przekazywać poprzez odpowiednio brzmiące słowa.

Polski skamandryta był m.in. autorem wstępu do dwutomowej Antologii poezji polskiej wydanej w Kijowie w 1979 roku, która jest jednym z największych osiągnięć redaktorskich Mykoły Bażana. Zawiera ona kilkaset translacji ponad 130 polskich pisarzy: Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Leopolda Staffa, Jarosława Iwaszkiewicza, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego, Jana Brzechwy, Juliana Przybosia, Władysława Broniewskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Haliny Poświatowskiej i wielu innych. Wśród tłumaczy obok Bażana pojawiają się nazwiska Dmytra Pawłyczki, Maksyma Rylskiego, Iwana Dracza, Mykoły Riabczuka, Dmytra Biłousa, Wołodymyra Łuczuka i Romana Łubkiwskiego. W tomie drugim znalazło się także kilkanaście utworów Iwaszkiewicza w ukraińskiej interpretacji Bażana. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują wiersze z cyklu kijowskiego Błękitny pałac, Córki Jarosława oraz Proverbium, Chopin, Ikwa i ja oraz Okno i drzewo. Poza tym Bażan kolejny raz skłania się do tematyki patriotycznej, dokonując przekładów wierszy Prolog, Oddech ziemi, Breughel, Schumann, Zmartwychwstać znaczy wyrosnąć jak drzewa.

W Antologii poezji polskiej można odnaleźć także jego pojedyncze przekłady z Leopolda Staffa i Adama Mickiewicza. Zainteresowanie ukraińskich badaczy spuścizną literacką polskiego wieszcza związane było przede wszystkim z jej podobieństwem do literatury ukraińskiej. Również Bażan kierował się tym kryterium. Motywy ukraińskie występujące m.in. w Sonetach krymskich skłoniły go nie tylko do przekładu tego cyklu wierszy Mickiewicza, ale zainspirowały też do napisania autorskiego zbioru Mickiewicz w Odessie. Jest on bezprecedensowym zjawiskiem w historii polsko-ukraińskich związków literackich. We wstępie do jego polskiego wydania z 1962 roku Jarosław Iwaszkiewicza podkreśla, że:

Mickiewicz w Odessie to niezwykły hołd oddany polskiemu wieszczowi. Rzadko się zdarza, aby wybitny poeta współczesny poświęcił tak znaczny wysiłek twórczy dawnemu poecie obcego kraju.[iv]

Głównym tematem cyklu były emigracyjne losy polskiego wieszcza. Mickiewicz w roku 1824 po półrocznym uwięzieniu zmuszony został do opuszczenia kraju i swojego ukochanego Wilna. Przybył początkowo do Petersburga, a następnie do Odessy, gdzie spędził niespełna dziewięć miesięcy. To właśnie ten okres, a szczególnie podróże po Półwyspie Krymskim przyczyniły się do napisania m.in. Sonetów odeskich, Sonetów krymskich i kilku elegii.

Bażan w swej poezji przedstawia Adama Mickiewicza z własnej perspektywy, wykorzystując jednocześnie styl i formę oryginalnych utworów polskiego poety. To, co zdumiewa i zdecydowanie pozytywnie wpływa na odbiór wierszy, to doskonała znajomość biografii i twórczości naszego wieszcza. W otwierającym tomik utworze pt. Pieśni o trzech nożach autor przywodzi na myśl lata jego burzliwej młodości. Polskiemu czytelnikowi treść tego i pozostałych utworów z tomu Bażana są znane dzięki świetnemu tłumaczeniu Anatola Sterna. Oto fragment wiersza Pieśń o trzech nożach:

                       Czy pod szpiegów czujnym okiem

I miłosnym pięknej pani,

Przy dzikim śpiewie garnizonu z okien,

Przy pijanym wrzasku hulaszczej kompanii

Ma przejść ten rok,

Ten rok, co dzisiaj w przyszłość sięga,

Dwudziesty piąty rok stulecia? [v]

 

Jak słusznie zauważył Florian Nieuważny – 

 

W cyklu tym Bażan uniknął dydaktyzmu i szermowania frazesami, kiedy odsłaniał namiętności miotające polskim poetą i jego myśli współbrzmiące z naszą epoką. Ukraiński poeta podprowadza czytelnika do zrozumienia humanitaryzmu dzieła polskiego poety, jego dążeń do rewolucji, jego usiłowań, aby zrozumieć Rosjan. Bażan podprowadza także do zrozumienia istoty przyjaźni Mickiewicza z dekabrystami, ujawnia tajne porywy młodego poety dostrzegającego w dali morskiej „i drogę do sławy, i drogę do poznania ludzkich pragnień, marzeń”.[vi]

Hasła braterstwa narodów pobrzmiewają w kolejnym fragmencie utworu. Bażan opisuje okoliczności związane z pobytem Mickiewicza w Petersburgu i jego przyjaźnią z Konradem Rylejewem i Michaiłem Bestużewem. Urzeka realizm i jednoczesna magia stworzonego przez poetę świata:

 

                       Wspomniał noc nadziei i braterstwa,

Kiedy Rylejew toast wznosił,

I jak spełnili go, powstawszy z miejsca,

Na chwałę Polski i na chwałę Rosji.

Wspomniał, jak chmurzył się boleśnie

Bestużew, o świcie zapomniawszy,

I jak uparcie w przestrzeń patrzył,

Szukając rymów dla swej pieśni. (s.10)

W utworze tym odzwierciedlona została uduchowiona atmosfera epoki romantyzmu, w której przyszło żyć i tworzyć Mickiewiczowi. Zagrożenie, samotność, zmysłowa, nierealna sfera ludzkiego życia pobudzająca wyobraźnię czytelnika, to tematy najczęściej pojawiające się w cyklu wierszy Bażana. Malownicze, pełne ruchu i barw opisy pozwalają wyobrazić sobie bywalców ówczesnych salonów. Doskonały tego przykład stanowi końcowa zwrotka Mazurka, która w polskiej wersji językowej brzmi następująco:

                       I rzuciła spojrzenie ciekawe

                       Na Mickiewicza bladą twarz...

                       Pędzą pary... Szybciej, żwawo!

                       Graj, muzyko!

                       Lśnij, zabawo!

                       Świat jest nasz! (s. 22)

 

Obok sugestywnych portretów rosyjskich dekabrystów i wirującego tłumu uczestników balu odnajdujemy tu także charakterystykę samego Mickiewicza. Po raz kolejny mamy do czynienia z problematyką związaną w rolą poety i poezji w narodzie. Moc poetyckiej inspiracji dostrzegamy w utworze Improwizacja. Mykoła Bażan kreśli w nim majestatyczny obraz Adama Mickiewicza podkreślając jego bezkompromisowość i zaangażowanie:

 

Tak i ja milczeć nie chcę! Niechże się przemienię

Dziś w słowo buntownicze, to, które nie znika,

O duszy tej epoki, w zdeptane marzenie,

I niechaj słucha gniewny władca niewolnika!  (s. 34)

Melancholijny, pełen twórczego cierpienia i samotności wieszcz pojawia się także w wierszu Nad morzem, w którym proces twórczy porównywany jest do niespokojnego morza. Autor daje tym samym do zrozumienia jak wielkimi emocjami targana jest dusza poety, który samotnie mierzy się ze swoim natchnieniem. W utworze tym pojawiają się charakterystyczne dla epoki romantyzmu elementy, takie jak noc, ciemność, cienie, groza i uczucie odosobnienia:

                        Tu jesteś ty i morze, tylko rytm i cienie,

                        Heksametr fali płynnej i ten brzeg przekorny –

                        A wszystko wokół krzyczy o sowim pragnieniu,

                        Pragnie się uzmysłowić, szuka słów i formy.

                        Czekasz z napięciem, aby – jak w srebrną lagunę –

                        Wiersz wichrem niespodzianym wdarł się w twoja duszę (...)  (s. 26)

 

            Bażan prowadzi z Mickiewiczem swego rodzaju twórczy dialog, wydaje się, że ich poezja współistnieje, współgra. Trudno oprzeć się wrażeniu, że bezpośrednim przyczynkiem do napisania utworu Nad morzem, stał się sonet Mickiewicza Żegluga.

            Niekiedy sam tytuł utworu sugeruje bezpośrednią inspirację. Prawdopodobnie takie rozwiązanie zastosował autor w utworze Burza jednoznacznie wskazującym na sonet Mickiewicza o tym samym tytule. Choć pozornie wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, można w obydwu odnaleźć postać, która samotnie zmaga się z żywiołem. U Mickiewicza jest to zaledwie jedna fraza „Jeden podróżny siedział na stronie”. Bażan rozbudował ten motyw przedstawiając niezłomny charakter i odwagę polskiego poety:

 

Ty jeden trwasz wciąż, w burkę ot, z kamiennym otulony,

O burtę wsparty z kamiennym obliczem.

Wiatr szarpie żagle, rwie na wszystkie strony, (s. 40)

Okręt swym świstem ćwicząc niby biczem.

Trzeba być stalą, aby nie zmógł strach cię.

Tylko najśmielsi stanęli na wachcie. (s. 42)

 

Bażan po mistrzowsku relacjonuje wydarzenia, tak jakby był ich uczestnikiem.  W cyklu wierszy Mickiewicz w Odessie wydaje się rozmawiać z polskim poetą, czego dowodzą m.in. słowa wiersza Symfonia:

 

Jakąż to drogą trafiłeś, Adamie,

Na targowisko, gdzie króluje poza?

Czyżbyś w tym tłocznym, hałaśliwym kramie

Chciał się zapomnieć w dźwiękach wirtuoza? (s. 46)

 

Tytuł kolejnego utworu i cytat zaczerpnięty z poezji Mickiewicza nie pozwala wątpić, że nawiązuje on do jednej z elegii odeskich Dumania w dzień odjazdutraktowanych zazwyczaj jako swoiste dopełnienie obu cyklów sonetowych i kilku innych utworów”.[vii] W przetłumaczonym przez Anatola Sterna wierszu pt. Rozmyślania w dzień wyjazdu znajdujemy szereg paraleli z Mickiewiczowskim oryginałem. W obydwu wierszach pojawiają się motywy samotności, smutku, tęsknoty i śmierci. Utwór Bażana można uznać za rozbudowaną wersję pierwowzoru, bazującą na zawartych w nim obrazach i emocjach, z elementami naśladownictwa wersyfikacji, miejscami zbliżoną do przekładu. Podobnie jak elegia zaczyna się momentem opuszczenia kwatery, która przez dziewięć miesięcy była dla Mickiewicza domem:

 

Rzeczy zabrano. Czas ustąpić komuś.

Nic nie zostało, najmniejsza pamiątka.

Jak nieprzytulnie w opuszczonym domu.

Tylko twój smutek włóczy się po kątach. (s. 60)

 

            Bażan przyjmuje postawę obserwatora zdarzeń, ale pisząc z perspektywy czasu projektuje przyszłe losy Polaka. Po opuszczeniu Odessy jego życie nie potoczyło się szczęśliwie. Lata spędzone w Niemczech, Francji, Włoszech, Szwajcarii były okupione tęsknotą za krajem, cierpieniem, łzami i potem, o czym pisze Bażan. W końcowych strofach wiersza rozgrywa się scena śmierci Mickiewicza, w której widoczne jest uznanie dla dorobku polskiego wieszcza, a także reminiscencje jego pobytu w Petersburgu i Odessie:

 

 Wsparty na łokciu, ze spoconym czołem,

Rzucasz szept drżący w oniemiałą ciszę:

–  Przypłyń, o morze! Ciebie teraz wołam –

Dopóki jeszcze mogę cię usłyszeć!

 

Głoś nieśmiertelność wieczną ludzkiej sławy

Tam, w Petersburgu, i w cichym Tulczynie,

Na zbuntowanych ulicach Warszawy,

W stepach, gdzie człowiek za swą wolność ginie. (s. 64)

 

            Cykl wierszy Bażana kończy utwór Dwie postacie przepojony hasłami przyjaźni i jedności narodów słowiańskich. Tym razem jej symbolem są dwaj twórcy –  Mickiewicz i Puszkin, którzy, zdaniem autora, musieli się spotkać w Odessie. Choć zarówno Puszkin, jak i Mickiewicz przebywali w mieście w tym samym czasie, nie ma dowodów, że doszło tam do ich spotkania. Bażan wydaje się być tego świadom, o czym świadczą następujące słowa:

 

Lecz jeśli nawet gór tych głazy

I lśniący się taurydzki brzeg

Nie pamiętają, aby razem

Mickiewicz tu z Puszkinem szedł –

To już zostanie nie zatarty

Ich wspólny ślad na setkach dróg

I czeka na nich dom, otwarty

Ręką wieczności dla nich dwóch. (s. 70)

 

            Wydany w roku 1955 tomik poezji Bażana Mickiewicz w Odessie był jego ostatnim zbiorem. Nie tylko ukazywał w nowych barwach postać polskiego wieszcza, ale także uświadamiał ukraińskiemu czytelnikowi jedność polsko-ukraińską w walce narodowowyzwoleńczej i zasadność przyjaźni z rosyjskimi kołami rewolucyjnymi. Cykl mieści w sobie wiele aktualnych do dziś pytań dotyczących poezji i jej roli w społeczeństwie. Oprócz wiersza Dwie postacie, rodzącego pewne skojarzenia ze współczesnością, wszystkie utwory nie wykraczają poza ramy danej epoki. Autor pozostaje w cieniu, nie mówi o sobie, ale odczucia innej osoby ukazuje jak własne. Dzięki takiej postawie rodzi się liryczno-epiczny obraz Mickiewicza, który łączy w sobie elementy obiektywne z subiektywnymi. 

Mykoła Bażan nie tylko tłumaczył i publikował polskie przekłady był również cenionym krytykiem literackim i publicystą. Spod jego pióra wyszły zbiory Przyjaźń narodów, przyjaźń literatur (1954), Ludzie, książki, daty (1962), Szlaki ludzi (1969).  Znany jest jako autor szeregu prac poświęconych życiu i twórczości pisarzy polskich. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują m.in. teksty: Słowo o Słowackim, Nie zgaśnie światło Czarnego lasu – test poświęcony Janowi Kochanowskiemu, „Sonety krymskie” Adama Mickiewicza – słowo wstępne w autorskim tomie przekładów oraz wspomniany już tekst Nędza, godność i wielkość poety, w którym ukraiński krytyk pisze:

 

Myśl! Dla poezji Norwida jest pierwszym i decydującym bodźcem. Wszystko tej poezji można zarzucić – jej sprzeczności, zaciemnienie, filozoficzną oschłość, ale nie można jej zarzucić bawienia się słowem, płyciutkiej i pozbawionej woli czułostkowości. Poezja Norwida zrywała z tradycją quasi-liryczności, z pychą pseudoludowości.[viii]

Artykuły krytycznoliterackie Bażana często przybierają formę bardzo osobistych wspomnień o polskich kolegach i przyjaciołach. Przykładem tego typu prac jest Wielka księga wielkiego pisarza będąca recenzją rosyjskojęzycznego wydania powieści Jarosława Iwaszkiewicza Sława i chwała.[ix]

 Jak wynika z tej pobieżnej analizy, autorska twórczość Mykoły Bażana, jego spuścizna translatorska i publicystyczna przyczyniły się do popularyzacji literatury polskiej na Ukrainie. Trzeba podkreślić fakt, że kontakty osobiste i bliskie stosunki z polskim środowiskiem literackim sprzyjały także upowszechnianiu dorobku poetyckiego Bażana w Polsce. Oprócz wspomnianego już cyklu Mickiewicz w Odessie w tłumaczeniu Anatola Sterna przekładów poezji Bażana dokonywali przede wszystkim jemu współcześni: Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Brzechwa, Tadeusz Hollender, Seweryn Pollak, Leopold Lewin, Józef Czechowicz, Kazimierz Andrzej Jaworski, Włodzimierz Słobodnik, Jerzy Jędrzejewicz i Stanisław Jerzy Lec. Translacje ich autorstwa znalazły się w zbiorze poezji Rozmowa serc opublikowanym w 1967 roku.[x] Wybór zawiera kilkanaście przekładów m.in. fragment poematu Rozmowa serc i dwa wiersze z cyklu Mickiewicz w Odessie. W latach 80-tych, już po śmierci Bażana, pojawił się znacznie rozszerzony tom zatytułowany Poezje wybrane[xi] zawierający ponad dwadzieścia spolszczeń. Autorem wyboru i wstępu był Florian Nieuważny. Jego nazwisko znalazło się także w gronie tłumaczy młodszego pokolenia obok Mariana Jurkowskiego, Jerzego Litwiniuka, Bazylego Nazaruka i Tadeusza Chróścielewskiego. W tomie tym pojawiły się nowe przekłady cykli: Budowle, Mickiewicz w Odessie, Włoskie spotkania, Wspomnienia z Humania, Karby i Nocne koncerty.

Do popularyzacji poezji Bażana przyczyniła się również działalność publicystyczna. Na łamach takich czasopism jak „Kamena”, „My”, „Zet”, „Kultura i życie”, „Życie Literackie” oraz „Dziennik Literacki” ukazywały się nie tylko tłumaczenia, ale również artykuły poświęcone twórczości ukraińskiego poety, takie jak Tyczyna, Rylski, Bażan – najwybitniejsi współcześni poeci ukraińscy autorstwa Kazimierza Andrzeja Jaworskiego.[xii]  

 



[i] C. Norwid, Poezji, Kyjiw 1971.

[ii]  J. Słowaćkyj, Poezji, Kyjiw  1969.

[iii] Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina, pod red. Roberta Papieskiego, Podkowa Leśna 2011.

[iv] J. Iwaszkiewicz, Wstęp, [w:] M. Bażan, Mickiewicz w Odessie, przeł. A. Stern, Warszawa 1962, s. 5.

[v] M. Bażan, Mickiewicz w Odessie, przeł. Anatol Stern, Warszawa 1962, s. 8. (Pozostałe wiersze z powyższego tomu pochodzą z tego samego źródła, numery stron w nawiasie po cytacie.)

[vi] F. Nieuważny, Mykoła Bażan – rzeźbiarz słowa, [w:] M. Bażan, Poezje wybrane, Warszawa 1986, s. 14-15.

[vii] T. Chachulski, „Dumania w dzień odjazdu” Adama Mickiewicza: tekst i jego tradycje, „Pamiętnik Literacki” XCII, 2001, z. 1, s. 203.

[viii] Cyt. za F. Nieuważny, Historia rzeźbiona w słowie poetyckim. Mykoła Bażan, [w:] F. Nieuważny, O poezji ukraińskiej. Od Iwana Kotlarewskiego do Liny Kostenko, Białystok 1993, s. 136.

[ix] J. Bułachows'ka, Dekilka dumok z prywodu memuarystyky, „Komparatywni doslidżennja słowjans'kych mow i literatur” 2010, wyp. 11, s. 276.

[x] M. Bażan, Rozmowa serc. Wiersze wybrane, Warszawa 1967. 

[xi] M. Bażan, Poezje wybrane, Warszawa 1986.

[xii] Zob. M. Chajęcka, L. Jazukiewicz-Osełkowska, Rossica, ukrainica i białorutenica na łamach „Kameny”. Bibliografia, [w:] „Studia Polono-Slavica-Orientalia”, op. cit., s. 174-182.