Janusz Termer

Pisarze i Niepodległość

 

 

Juliusz Kaden-Bandrowski

 

Bandrowski Juliusz Kaden       Prozaik debiutujący na początku drugiej dekady minionego stulecia, jeszcze pod znakiem odchodzącej już powoli w historycznoliteracką przeszłość epoki i poetyki młodopolskiej: widać to w mocno jeszcze językowo modernistycznych opowieściach: Niezguła, 1911, Proch, 1913. “Język Kadena rodził się w cieniu dekadencji, okresu młodopolskiego, w cieniu secesji, kiedy nacisk spoczywał na wydobyciu artystycznej rewelacji wzruszenia" - pisał w roku 1939 młody krytyk Włodzimierz Pietrzak. Próbował też Juliusz Kaden-Bandrowski swych pisarskich sił i talentów w dochodzącej już wtedy w literaturze polskiej do głosu nowej, stylistycznie znamiennej manierze ekspresjonistycznej. Czego wyrazem jest dynamiczna narracja tomu opowieści o ludziach żyjących z pracy rąk własnych (Zawody, 1911), choć nie pozbawiona jeszcze, w przeciwieństwie do późniejszych utworów, obecnych tutaj nut idealistycznie nieco uwznioślającego rzeczywistość społeczną patosu.

 

 

DARIUSZ PAWLICKI

O NIEPROZAICZNOŚCI BUTÓW

 

     But! Każdy wie jak wygląda i do czego służy. Jest bowiem przedmiotem niezwykle prozaicznym; tak powszechnie przynajmniej się uważa. We współczesnym świecie ma z nim kontakt chyba każdy. Choć jeszcze nie tak dawno, wcale tak nie było. Dla wielu ludzi posiadanie butów, a przynajmniej drugiej ich pary, było niespełnionym marzeniem.

 

Krystyna Konecka

 

WIEK IŁŁAKOWICZÓWNY

 

ill1

Dom naprzeciwko mieszkania Kazimiery Iłłakowiczówny

 

     Poznański adres na Jeżycach przy ulicy Gajowej 4 m 8. Miejsce, gdzie najdłuższy okres swojego bardzo długiego życia spędziła Kazimiera Iłłakowiczówna. Z widokiem tylko na przeciwległą kamienicę i hałaśliwą zajezdnię tramwajową po sąsiedzku. Długie dekady w ciasnych ścianach pokoju - pracowni, które jednak nie ograniczały nieskrępowanej wyobraźni poetki. W jej dramatycznym życiu i twórczości pomieściła się cała epoka przemian historyczno-kulturowych w Polsce.

    Data urodzenia Iłłakowiczówny – 6 czy 19 sierpnia? 1888 (jak na tablicy w poznańskim kościele Dominikanów) czy 1892 roku? Ta ostatnia wynika z części opracowań, w tym z przewodnika encyklopedycznego PWN „Literatura Polska” i zapisów w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich, aczkolwiek autorka debiutanckich „Ikarowych lotów” i „Wierszy bezlistnych” raz dodawała sobie wieku, a raz ujmowała. O trzy lata młodsza jest więc w informacji w domu-muzeum przy Gajowej 4 w Poznaniu, gdzie mieszkała blisko 36 lat, aż do śmierci. Ta data jest pewna: środa popielcowa w dniu 16 lutego 1983 roku. Pogrzeb na warszawskich Powązkach odbył się 22 lutego.

Michał Piętniewicz



Modlitwa za Arras.

 

MPStaruszek laptop zapadł w głęboką śpiączkę. Jego dusza zapewne ożyje w sobotę. Chciałem w chwili jego uśpienia, może nawet śmierci, napisać, że przeczytałem „Mszę za miasto Arras” Andrzeja Szczypiorskiego. Przede wszystkim zwrócił moją uwagę język tej krótkiej powieści. Niekiedy, a może nie niekiedy: bardzo często przypominał mi język Celine’a. Zarówno z Celine’a „Podróży do kresu nocy”, ale może przede wszystkim ze „Śmierci na kredyt”, bardzo pięknej, żywej i czarnej powieści autobiograficznej Celine’a. „Msza za miasto Arras” to również rodzaj czarnej modlitwy, próbującej dotrzeć do ukrytego jądra rzeczy. Jądro jest również ciemne. Tym jądrem jest przede wszystkim śmierć. Ale śmierć napisana i przemyślana w taki sposób, że jądrem tej śmierci jest również religia. Więc religia i śmierć, o tych dwóch rzeczach chyba przede wszystkim opowiada „Msza za miasto Arras”. Religia jest tam także ciemnością, chrześcijanie rzezają Żydów i Żydzi rzezają chrześcijan, w zasadzie można powiedzieć, że religia tam przynosi śmierć, a szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest ocalenie swojego życia, które jednak również jako takie nie posiada sensu: a może posiada? Może istnieje tylko sens wyższy, czyli zabijanie Żydów, zabijanie chrześcijan, nieustające rzezie w imię wiary, może wiara i religia traktowane w „Mszy za miasto Arras” śmiertelnie serio są odpowiedzią na pustkę i ból życia? Szczypiorski jednak mówi nie: w religii (w ciemnym jej jądrze), jak i w wierze jak i w zabijaniu z tak zwanych „wyższych pobudek”, sens nie istnieje, wszędzie bowiem przewija się ta sama pustka, pustka mantryczna rzeklibyśmy, bo widoczna w języku. „W imię Ojca i Syna i Ducha świętego amen”, to nieustannie powracająca w powieści fraza, która tworzy wrażenie mantry, albo też modlitwy, może bowiem książkę Szczypiorskiego da się potraktować jako formę modlitwy? Ciemnej modlitwy z głębin ciemnego serca, o co prosi Boga narrator powieści? Trudno powiedzieć, może prosi go przede wszystkim o ocalenie z rzezi i pogromu. Mnie się wydaje, że tę prozę można nazwać poetycką prozą ciemności. „Msza za miasto Arras” w całości jest ujawnieniem ciemności, a przecież słowo „ujawnienie” nosi w sobie słowo „jawny”, jak i słowo „jawa”, więc generalnie chodzi o taką ciemność, która istnieje w ujawnieniu, nie wiem, czy jasnym ujawnieniu, ujawnienie może być również ciemne i takim zapewne jest w przypadku „Mszy za miasto Arras”, ale chodzi głównie o fakt nie jasności, nie mylić jasności z jawnością, ale chodzi o fakt jawności, czyli że ciemność w „Mszy za miasto Arras” jest jawnością, jest jawna, to jest ciemność ujawniona, czyli ciemność jawna. Więc w „Mszy za miasto Arras” chodzi o pewne, kluczowe dla człowieka sprawy. Przede wszystkim na wskazanie wiary i religii jako na ciemny rdzeń człowieczeństwa i najważniejszą rzecz w człowieku, rzecz, która z jednej strony jest pierwotna, lecz z drugiej przeszła przez różne transformacje i wynaturzenia kulturowe oraz polityczne. Oraz druga rzecz w tej opowieści jest bardzo ważna: mianowicie patrzenie na ten ciemny rdzeń w sposób jawny, albo jeszcze lepiej: ujawniony. 

 

Christian Medard Manteuffel

 

Z cyklu: Impresje polskie w niemieckim krajobrazie literackim.

...à propos Marcel Reich-Ranicki

                                      „...żeby umieć rozróżnić jedno od drugiego...“

 

ranicki

 

   ( … ) Die polnische Literatur hat damals, als der polnische Staat nicht mehr existierte, immer mehr Pflichten als Rechte gehabt. Die Polen hatten sich der Germanisierung und der Russifizierung zu erwehren. Die Literatur sollte die Nation zusammenhalten, die auseinanderzufallen drohte, den Staat ersetzen, den es nicht mehr gab. Von den Schriftstellern und Künstlern wurde stets erwartet, dass sie alles auf dem Altar des Vaterlandes opferten. Adam Mickiewicz hat es Chopin verübelt, dass er Walzer und Mazurken komponierte, die immerhin genial waren. Er verlangte von ihm allen Ernstes eine polnische Nationaloper. Ein polnischer Kritiker der zwanziger Jahre ging sogar so weit, zu erklären: „Wir haben gar keine Literatur. Wir haben ein patriotisches Mädchen für alles.“ ( … )

Frankfurter Allgemeine Zeitung z 6. marca 2011 w cyklu: