Krzysztof Lubczyński

 

Jakim pisarzem był Jerzy Putrament?

 

lubczynski foto6Proza Jerzego Putramenta, wieloletniego wiceprezesa Związku Literatów Polskich, znajduje się od lat w sferze najmroczniejszego cienia. Dawno już wyrzucona z list lektur, kompletnie zapomniana, nieobecna w księgarniach, bo nie wznawiana i znikająca z bibliotek publicznych. Jednak jeszcze grubo przedtem, nim nad jego pisarstwem zapadła ciężka cisza zapomnienia, utarła się opinia o nim, że był pisarzem słabym, który z partyjnej kariery politycznej w Polsce Ludowej uczynił podpórkę dla swej pozycji i roli w literaturze.

Korzystając z okazji 32 (a więc bynajmniej nie okrągłej) rocznicy śmierci Jerzego Putramenta (14.11.1910- 23.06.1986) postanowiłem zaprzeczyć tym opiniom, przypominając jego twórczość, a przy okazji jej niewątpliwe walory. Imperatyw powracania do lektury niektórych jego powieści, choćby „Września”, „Rzeczywistości” czy „Małowiernych”, a także jego pamiętnikarskiego cyklu „Pół wieku”, skłonił mnie do zastanowienia się nad tym, co mnie do tych zupełnie przecież spontanicznych powrotów skłania. Bo przecież nie przekora ani wyłącznie mój osobisty literacki gust, jako że ta pierwsza jest bez znaczenia, a ten drugi stanowi kryterium niewystarczające.

Mikołaj Melanowicz,

 

W pogoni za tajnikami Wschodu. Przypomnienie przeszłości

 

Mikołaj Melanowicz   W kwietniu 2018 roku w japońskiej telewizji publicznej NHK obejrzałem film dokumentalny pt. Ieyasu daikōkai jidai ni deau! Igirisu no samurai Anjin no daibōken (Ieyasu spotyka w epoce wielkich podróży! Wielka przygoda angielskiego samuraja Anjina) z cyklu Rekishi hiwa hisutoria (Tajemne opowiadania historyczne HISTORIA). Tytułowy Ieyasu to pierwszy siogun dynastii Tokugawów, którego doradcą zostaje Anglik.

   Najpierw oglądamy w Tower of London japońską zbroję, którą królowi Anglii podarował właśnie Ieyasu. Mimo że nie wiadomo dokładnie w jakich okolicznościach to uczynił, to jednak można wyciągnąć wniosek, że miało to jakiś związek z. angielskim samurajem, Williamem Adamsem, znanym również pod imieniem Anjin.

Wanda Nowik-Pala

 

W OBJĘCIACH BAALA

 

 bizon

 

            Oglądanie programów przyrodniczych prowadzi czasem do nieoczekiwanych konkluzji. Pewnego dnia obserwując dominującego samca jeleni, który zgromadził kilkadziesiąt łani stanowiących jego harem, doszłam do wniosku, że nasze zachowania seksualne są w gruncie rzeczy niemal identyczne. Jako cząstka Natury najwidoczniej nadal tkwimy w objęciach kananejskiego boga przyrody Baala. W sztuce wyobrażany był on jako wojownik w szpiczastym hełmie ozdobionym rogami. W jednej ręce dzierżył maczugę, a w drugiej błyskawicę. Wyznaczał porę deszczową, nic dziwnego więc, że w tamtym klimacie był powszechnie czczony, utożsamiany z obfitością i płodnością. Semickie słowo Baal oznaczało „pana”, „właściciela” lub „męża”. Zwierzęciem symbolizującym jego potęgę był byk, a ponieważ niektóre teksty ukazują go jako byka zapładniającego całe stada jałówek, jasnym się staje, dlaczego oglądany program przyrodniczy skojarzył mi się tak jednoznacznie. Iluż to panów pragnęłoby mu dorównać! Niektórzy próbowali i wciąż próbują. Co prawda w dzisiejszych czasach ogromne haremy wschodnich władców odchodzą powoli w niepamięć, ale wielożeństwo dopuszczające posiadanie czterech żon, nadal jest sankcjonowane prawnie. Europejczycy także nie byli i nie są pod tym względem gorsi. Wystarczy np. wspomnieć kolejne żony Henryka VIII, metresy królów francuskich, lub poczynania pomniejszych wielmożów, a jeszcze prościej - rozejrzeć się wokół. Wydaje mi się, że bez większych problemów każdy potrafi wskazać w swoim otoczeniu mniej lub bardziej słynnego donżuana. Sprzyja temu fakt, że mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet, znacznie bardziej lubią opowiadać o swoich zdobyczach. Potwierdzają to zarówno powszechne obserwacje jak i statystyki, które podają, że przeciętny Polak w ciągu życia może się pochwalić posiadaniem ok. pięciu partnerów, przy czym mężczyzna odnosi w tej dziedzinie sukcesy przeszło dwa razy częściej. Jeśli jednak chodzi o rekordy dzietności kobiet, prym wiedzie osiemnastowieczna Rosjanka, która urodziła 69. dzieci z 27. ciąż, w tym z 16. bliźniaczych. Nie ma się to jednak nijak do możliwości mężczyzn, bo rekord Guinessa w tej dziedzinie należy do pewnego marokańskiego imperatora, który szczycił się posiadaniem 352 córek i 525 synów! Annały milczą jednak, ile kobiet mu te dzieci urodziło, wątpię też, by miały w tej dziedzinie cokolwiek do powiedzenia. Do XVIII wieku panowało bowiem przekonanie, że zasadniczym obowiązkiem kobiety jest służba mężczyźnie. Kobieta powinna być piękna, płodna, uległa i bezwolna. Najpierw miała się godzić się na całkowitą zależność od woli rodziców, potem stać się własnością męża. Nawet kościół katolicki sankcjonował daną ponoć przez samego Boga nierówność mężczyzny i kobiety. Niewiasta była niezbędna do utrzymania ciągłości rodu, powinna uprzyjemniać życie mężczyźnie, dbać o dzieci i ciepło rodzinnego domu.

 

Zdzisław Antolski

 

O PISARSTWIE TADEUSZA ZUBIŃSKIEGO (1953 – 2018)

 

 

Śmierć na prowincji

jaizubinski2Mój sąsiad na łamach pisma „Radostowa”, Tadeusz Zubiński, prozaik, eseista i felietonista zmarł nagle na wiosnę, tuż przed Wielkanocą, w Aninie pod Warszawą, czekając na operację serca. Pisałem o twórczości Zubińskiego na łamach wielu czasopism („Twórczość”, „Fraza”, „Radostowa”) i dziś chciałbym jakoś podsumować w niniejszym szkicu moje spostrzeżenia na temat tej niezwykłej prozy.

Tadeusz Zubiński, ten robiący karierę prozaik i publicysta, niezwykle płodny, któremu z ust wyfruwały książki, jedna po drugiej, przybył do Kielc na początku lat 90. jako gwiazda literatury polskiej pierwszej wielkości, bezwzględny krytyk i autorytet niekwestionowany, autor opromieniony publikacjami w stołecznej „Twórczości”,. prestiżowym miesięczniku, gdzie pokazywała się sama elita elit, creme de la creme literatury rodzimej, zaprzyjaźniony nawet z redaktorem naczelnym tegoż periodyku, znanym i uznanym poetą, Bohdanem Zadurą.

Mikołaj Melanowicz

 

     Tokio dziś i jutro. Przypomnienie sprzed półwiecza (5)

 

   W 2020 r. odbędzie się olimpiada w Tokio. Już po raz drugi. W związku z rosnącym zainteresowaniem stolicą Japonii publiczna telewizja NHK przedstawia nową serię dokumentalno-dramatyczną o mieście, które było poprzednikiem Tokio. Miasto nazywało się Edo, a film nosi tytuł Ōedo, to znaczy Wielkie Edo (emisja 29.4.2018, dwie kolejne części w czerwcu i lipcu), którego już nie ma od 150 lat. A jednak możemy je zobaczyć, ponieważ dokonano epokowego odkrycia – jak twierdzi narrator filmu. Cudem zachowane klisze fotograficzne sprzed okresu Meiji pozwoliły technikom ożywić to milionowe miasto samurajów – ukazać zagęszczenie wielorodzinnych domów, spacery po słynnym moście Nihonbashi, a przede wszystkim wykryć tajemnice kryjące się w ziemi, rozkopywanej pod nowe budowle stawiane w czasie „wielkiej przebudowy Tokio” (Tōkyō daikaizō). Tak właśnie te przedolimpijskie porządki nazywają autorzy filmu.