Mikołaj Melanowicz

 

Imperium milczenia. Przypomnienie  sprzed półwiecza

 

Mikołaj Melanowicz Reżyser Ōshima Nagisa, twórca japońskiej Nowej Fali, na początku swej kariery filmowej, w 1968 roku, odwiedził Warszawę, kilka miesiecy po ukończeniu filmu “Kōshikei” (Śmierć przez  powieszenie, 1968). I o tym filmie najchętniej opowiadał  w salce kinowej Ministerstwa Kultury i Sztuki po pokazie jednego z  najwcześniejszych swych filmów, tzn. “Nagiej młodości” (Seishun zankoku monogatari,1960). Dlatego w mojej pamięci utrwalilo się przekonanie, że tłumaczyłem dialogi tego filmu, a nie “Nagiej młodości”. Może tak się stało z pamięcią i dlatego, że rozważane w “Śmierci przez powieszenie” problemy były bardziej wyraziste – przynajmniej w wyjaśnieniu twórcy - niż w “Nagiej młodości”, to znaczy  w filmie, w którym wypowiedział  skargę młodych bohaterów, skazanych na życie w ponurym i złowrogim środowisku Japonii powojennej.

 

 

Marek Piechota

Panu Andrzejowi Śnioszkowi odpowiedź na pytanie o styczność

z zapomnianym dziś pisarzem Donatem Kirschem –

też tarnogórzaninem i moim niemal rówieśnikiem

Tak, zacznę chyba ot tak: właściwie mógłbym, a nawet powinienem, odpowiedzieć najuprzejmiej, najkrócej i w zgodzie z prawdą (a „Cóż to jest prawda?” [J 18, 28]), że nie mieliśmy chyba żadnej styczności, że nigdy w naszych Tarnowskich Górach nie spotkaliśmy się raczej, zatem nie mam Panu nic do powiedzenia i niczego z naszych ewentualnych spotkań chyba nie pamiętam. To ostatnie pospiesznie poczynione dopowiedzenie zadaje jednak kłam całemu wielokrotnie złożonemu zdaniu, bo coś niecoś poniekąd pamiętam, choć obawiam się, że wygeneruję tu więcej ostrożnych hipotez i nieśmiałych domysłów niż rzetelnych i autentycznych wspomnień. Otworzył Pan puszkę ze wspomnieniami wczesnego dzieciństwa.

Na z góry straconych pozycjach

Wywiad z Donatem Kirschem przeprowadził Andrzej Śnioszek.

 

Donat Kirsch, urodzony w 1953 roku, pisarz, autor dwóch powieści, kilku opowiadań i eseju krytycznoliterackiego. Czy przeszkadza Ci, że trzeba o tym wspominać? Twojego nazwiska nie ma w Wikipedii[1], czyli jakby wcale Cię nie było – nie tylko dla szerokich mas.

Oczywiście, że mnie nie ma. Od samego początku mojego pisarstwa podejrzewałem, że zagubię się w skrajności alternatyw, rozwidlających się ścieżek, bo to, co mnie interesuje, nie będzie specjalnie interesować nikogo poza nieznaczną garstką czytelników. Albo, mówiąc prosto, przyszłość, dla której pisałem, nigdy się nie zdarzyła poza światem modalnych relacji.

Co mnie zawsze interesowało, to jak poprzez formalne i językowe ekstrawagancje, wyrwać się poza ograniczenia dominującej episteme (dla mnie stanowi ona różnicę między nieskończonością tego, co można, a tym, co wolno napisać – tak rozumiem Foucaulta). To prowadzi do następnego poziomu zagubienia, bo przecież przysłowiowe stado małp też może wystukać na komputerze, co zechce. Czyli w moim przypadku całe napięcie tego co pisałem, polega na obyciu się bez szukania usprawiedliwień.

Zdzisław Antolski

 

Podróże w czasie. Zaginiony świat ziemian i Żydów.

(O twórczości Krzysztofa Nurkowskiego)

 

nurkowski krzysztof

 

    Krzysztof Nurkowski urodził się 5 lutego 1960 roku

    Nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie w Gimnazjum im. AK w Cieszkowach. Ukończył historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach i administracyjne studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

    W latach 1992-1994, z-ca burmistrza Kazimierzy Wielkiej, pełnił też funkcję radnego I kadencji powiatu kazimierskiego. W latach 1998-2002 pełnił funkcję sekretarza Rady Nadzorczej cukrowni w Ziębicach. Publikował w kieleckim dodatku Gazety Wyborczej, miesięcznikach Radostowa i Teraz oraz w Kurierze Codziennym (Chicago);

Rafał Skąpski

 

                     PILOT, WRÓŻ I JA.

 

Maria Wollenberg-Kluza

 

   Jestem racjonalistą. Realistą. Co najmniej. Nie wierzę w to co niedotykalne, niesprawdzalne, co poza zasięgiem ręki, umysłu i nauki. A jednak...

W drugiej połowie lat 70. pracowałem w centralnym urzędzie. Taka była formalna ranga instytucji. Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Centrala. Gabinet Prezesa. A ja w nim jako naczelnik wydziału prawno- organizacyjnego i skarg. Bardzo realne sprawy, konkretne, sposób urzędowania ocierający się o biurokrację. Ale mój dyrektor, Jerzy Stoberski, zawsze powtarzał „u nas nie ma biurokracji, u nas panują przemyślane zasady urzędowania i dobrej organizacji”. Instytucja była mocno sfeminizowana, choć słowo to nie było jeszcze w tak częstym użyciu.