Stanisław Grabowski

 

 

ALA, AS i MARIAN FALSKI

 

elementarzOd 1 września w plecakach czy torbach na kółkach uczniowie znajdą nowe podręczniki. Zwłaszcza ten pierwszy najważniejszy, czyli elementarz, zawsze budził i budzi największe emocje. Ostatnio obowiązywał podręcznik dla pierwszoklasistów autorstwa Marii Lorek. Zebrał sporo opinii pozytywnych,  jak i negatywnych. W pewnym stopniu reforma szkolna cofa oświatę do czasów sprzed 1989 roku. A skoro tak chciałbym przypomnieć, bez aluzji i sugestii, dzieje Elementarza, którego autorem był Marian Falski. Może ta historia coś wskaże reformatorom oświaty, może podpowie coś co przeoczyli jej przeciwnicy?

To książka, którą prawie każdy z nas musiał dokładnie przestudiować, a więc jest bardziej popularna od Trylogii Sienkiewicza, czy nawet od Biblii. „To najważniejsza książka w życiu kilku pokoleń Polaków”, powiedziała Maria Dąbrowska. Wracamy do niej po raz drugi, ale już jako rodzice, a jeszcze później, bywa, że w roli dziadków. Przeglądana po latach każdą stroną budzi autentyczne wzruszenie, przypomina o naszym pierwszym zetknięciu się z „ojczyzną-polszczyzną”. Mowa o... Elementarzu prof. Mariana Falskiego. W tym roku miną czterdzieści trzy lata od śmierci jego autora, a urodził się pod koniec XIX wieku i żył wystarczająco długo, by jego „ukochane dziecko” stało się dokładną ilustracją kolejnych etapów rozwoju Polski, by odbijały się w nim, jak w zwierciadle, kłopoty bytowe i każde inne Polaków, ich marzenia i radości, troski, praca, odpoczynek w mieście i na wsi, wreszcie polityczne zawirowania i ideowe wybory.

Janusz Termer

 

Eduarda Koczergina powrót do wspomnień

 

Ryszard Tomczyk      Czytelnika przetłumaczonego na polski w 2010 roku zbioru  autobiograficznych opowiadań Lalka Anioła. Z teki rysownika* (patrz pisarze.pl z 16 II 2011), pióra Eduarda Koczergina nie trzeba ani przez moment nawet zachęcać do sięgnięcia po drugą jego wydaną teraz po polsku książkę – Ochrzczeni krzyżami. Urywki wspomnień spisywanych na kolanie**. Także opartych na doświadczeniach własnych i przeżyciach  „wroga ludu”, bo był synem rosyjskiego inżyniera cybernetyka i matki Polki z domu Odyniec. Urodzony w 1937 roku w Leningradzie, w czasie wielkich ówczesnych „czystek” politycznych, często absurdalnych wręcz niewiarygodnych podejrzeń oraz terroru tamtej epoki. Przebył długą i dramatycznie ciernistą drogę – od syberyjskiego domu dziecka do obecnej pozycji wybitnego i znanego w świecie (od Japonii po Amerykę, a także i u nas), głównego scenografa petersburskiego Wielkiego Teatru Dramatycznego im. Towstonogowa (a okazjonalnie i scenografa filmowego).

Andrzej Wołosewicz

 

Ile literatury w literaturze?

 

wolosewicz            Poprzednim razem pisałem o etosie podróży w poezji. Chciałbym te krótko wyrażone tezy nieco rozwinąć zatrzymując się na początek przy pierwszej.

            Tak naprawdę podróż – co jednoznacznie wynika z wszystkich przytoczonych cytatów – jest tu rozumiana najszerzej jak tylko można, więc mamy otwarte pole do dowolnych a interesujących nas dywagacji. Mnie w słowach Krynickiego najbardziej niepokoi, intryguje a jednocześnie bardzo mi pasuje wątek niedopasowania, nieprzylegania języka do tego, co chcemy wyrazić, jego ułomność w tym zakresie. Dwa powody podaje tu Krynicki: kłopoty doświadczenia z wydobyciem się na powierzchnię języka i niedomiar specyficznie ludzkiego, humanistycznego pierwiastka w języku. Zauważmy, że z jednej strony to język jest bodaj najbardziej uniwersalnym wehikułem ludzkiej podróży przez życie i historię całej naszej cywilizacji, co daje mu uprzywilejowaną pozycję a z drugiej strony stawia przed użytkownikami określone wymagania odsłaniając ich samych w trakcie praktyki językowej zaświadczając o mówiącym: można być sprytnym i bogatym, silnym i pięknym a gdy otworzy się usta, to coś tam z butów wyłazi. Nie lubię sformułowania o wystającej z butów słomie, bom sam ze wsi i jestem ostatnim, który wiejskość by postponował, ale używam tego sformułowania ze względu na jego poręczność jako wymownego, bardzo czytelnego skrótu myślowego. Na marginesie, to też zaświadcza o mocy języka, o jego zdolności do przymuszania, w tym wypadku do przymuszana mnie, abym użył określonego sformułowania, którego wolałbym unikać, ale które ma moc komunikacyjną niezależną zupełnie od mojego wolałbym lub nie wolałbym. Można by – za Heideggerem – powiedzieć, że w tym wypadku to język mną mówi. Ale wróćmy do Krynickiego, do tego co się – moim zdaniem – za jego uwagami kryje, a przynajmniej co ja  wyczytuję.

Krzysztof Kwasiżur

 

Non omne, quod nitet, aurum est[1]- czyli Donkiszoteria stosowana 5

 

don kichot kwasizurOd kiedy wiersze nierymowane (świadomie nie piszę "białe", bo napisanie wiersza białego wymaga zaangażowania, wysiłku) stały się bardziej  popularne niż rymowanki - piszą prawie  wszyscy. Aktorzy, piosenkarze, autorzy kryminałów, tylko dlatego, że mogą.

Fakt - mogą, ale czy muszą?

    Dawanie  sobie upustu w tego rodzaju  twórczości zawsze kończy się wieloma pochwałami, tym większą ilością im bardziej  popularna osobą pisze owe utwory. To już nie rodzina chwali, ale osoby trzecie, nieznane autorowi (Czyli teoretycznie - postronne).

Mikołaj Melanowicz

 

Natsume Sōseki – w 150 rocznicę narodzin

 

melanowicz  Natsume Sōseki reprezentuje „zachodni” kierunek w literaturze japońskiej. Dzięki subtelnej analizie psychologicznej, mistrzostwu i umiejętności przedstawiania duchowych problemów współczesności  zaliczany jest do  najwybitniejszych pisarzy swego kraju.(Historia literatury japońskiej, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011). Znaczenie jego twórczości we współczesnej Japonii potwierdzają obchody setnej rocznicy wydania powieści Sedno rzeczy (2014), setnej rocznicy śmierci pisarza (2016) i sto pięćdziesiątej rocznicy narodzin (2017). Aktualność jego twórczości dokumentują nowe publikacje[1]