Mikołaj Melanowicz

 

Kurosawa. Rashōmon. Przypomnienie sprzed półwiecza

 

Mikołaj Melanowicz  We wrześniu 2018 roku mija dwadzieścia lat od śmierci Kurosawy (1910-1998), najbardziej wpływowego reżysera w historii kina światowego. O jego twórczości w Polsce pisano już za jego życia (Alicja Helman, Akira Kurosawa, 1970), a z okazji stulecia urodzin Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej zorganizowało sympozjum „Akira Kurosawa – twórca japoński, twórca światowy”, a następnie wydało tom esejów i studiów poświęconych Kurosawie (Kraków, 2011). Jak wiadomo,  czasopismo „Film” publikowało recenzje filmów pokazywanych w Polsce. Również na łamach swego czasu poczytnych „Kontynentów” (1964-1989) ukazał się esej pt. „Kurosawa”, który zdecydowałem teraz udostępnić zainteresowanym Czytelnikom. 

PIOTR KOPROWSKI

Gdańsk

 

Między powierzchnią a głębią poetyckiej wypowiedzi.

Kilka refleksji na kanwie współczesnej polskiej poezji.

 

Maria Wollenberg-Kluza

 

 

            Wiele wskazuje na to, że procesowi powstawania części wierszy towarzyszą określone kompromisy. Jednym z nich jest kompromis między stanem świadomości poety, jego wiedzą i życiowym doświadczeniem a mniej lub bardziej „skończoną” formułą wypowiedzi poetyckiej. Istnienie tego rodzaju utworów, utworów „zamkniętych” w określonych formach,  odsyła więc  do  „głębszych” uwarunkowań. Te ostatnie często nie są nazwane, autorzy co najwyżej dążą do „ubrania” ich w słowa. Strukturalizacja owych uwarunkowań, podział na czynniki „proste” może nastąpić jedynie w przypadku, kiedy posiada się umiejętność patrzenia z dystansu. Zamiarem piszącego te słowa jest próba namysłu nad tą problematyką.

            Wiersze części współczesnych polskich twórców ujmują w interesujący ład i rytm przynajmniej niektóre gesty, obrazy, przeżyte chwile, zarówno te gorące, jak i chłodne. Ów sposób ujęcia jest jednak zasadniczo odmienny od logiki doświadczeń nietwórczych. Gdy rozpoczyna się lekturę tekstów, można dostrzec, iż od pewnego momentu „istnieją” dwa różniące się od siebie porządki: porządek uwarunkowań „zewnętrznych”  oraz porządek formowanych utworów. Utwory poszukują własnej tożsamości, metody bądź metod artykulacji, poetyckiego zapisu. Ich autorzy odnajdują novum w języku. „Powstają nowe wersy

szansa na zmartwychwstanie – podkreśla Leszek Orwid-Pluta – 

Zbigniew Jerzyna

 

Potomkowie Hioba i Empedoklesa

 

ZJ

 

            Potomkowie Empedoklesa: „poeci wyklęci” – bezkompromisowi poszukiwacze prawdy, kładący cały swój geniusz i pasję na jedną szalę – podążali tropem greckiego filozofa Empedoklesa, który rzucił się do otwartego krateru Etny, aby szukać prawdy w jej rozpalonym wnętrzu. […]

            Hiob prowadzi tych poetów do granic ludzkiego doświadczenia, Empedokles do kresu poznania – dodajmy jeszcze Dantego, który przeprowadza ich przez swoje kręgi piekielne. Padło kiedyś takie stwierdzenie: jeśli istnieje piekło to jest nim nasz świat, tu na tej ziemi.
A po kręgach piekielnych nie oprowadza nas Wergili, ale drugi człowiek, jak napisał gdzieś Dostojewski „o twarzy ponurej i wyrachowanej”. […]

Andrzej Śnioszek

 

 

Głośniej nad tą trumną

 

Ryszard Tomczyk 

 

 

Satysfakcję sprawiały mi rzadkie chwile odwetu marginesów na tekście głównym. Widziałem, że marginesy ostatecznie zostaną pozbawione głosu, że tak naprawdę nie mają one dla nas większego znaczenia, a przynajmniej – tekst główny jest dla nas nierównie ważniejszy. Nie wierzyłem, by można go było przekreślić, by można mu było zaprzeczyć. Mogłem sympatyzować ze Spartą, ale wiedziałem, że znacznie więcej zawdzięczamy Atenom. Wiedziałem jednak, już wtedy wiedziałem, że Ateny to nie wszystko[1].

Czego warto bronić? Pisarzy zapomnianych, ciekawych, przysłoniętych sztywnymi hierarchiami, wypartych z rynku przez głośne kariery i rozdmuchane sławy. Pisarzy spoza ukształtowanych na nowo, restrykcyjnych centrów. Prawa do zabawy krytykę literacką. Czytania. No, także pisania[2].

 

 

We współczesnych dyskusjach polonistycznych nazwisko Henryka Berezy występuje rzadko. Jest coś wstydliwego w poważnym traktowaniu krytyka, który przecież swego czasu – niemal bez pomocy innych – kształtował rodzime życie literackie. Towarzyszył narodzinom wielu pisarskich karier, a tymczasem pamiętane są jedynie tzw. porażki Berezy. Opatruję porażki znakiem wątpliwości, gdyż po prostu nie wiem, co takiego złego Henryk Bereza zrobił, czym zasłużył na dotkliwe wykluczenie. Oczywiście domyślam się przyczyn jego słabej obecności, jednak nie należą one do dziedziny „czystej literatury”. Jako w tym względzie idealista rozróżniam pomiędzy przyczyną czysto literacką, a choćby przyczyną polityczną (w szerokim rozumieniu), która moim zdaniem przesądziła o wyrugowaniu Berezy z grona uznanych i poważanych specjalistów od literatury. Bardzo to naiwne. W obecnych czasach już dziecko wie, że polityka czepia się wszystkiego: każda bezinteresowność zostanie prędzej czy później zbrukana, użyta do celów całkiem obcych swojej istocie.

 

Zdzisław Antolski

 

Pińczów, jak ogród Andersena. O twórczości Zbigniewa Brzozowskiego (22.VII. 1933 – 12. III. 1992)

 

antolski zdzislaw    Jego opowiadania były nagradzane i tłumaczone na języki obce: m. in. szwedzki, rosyjski, czeski, serbo-chorwacki. Przyjmowano je entuzjastycznie. były chwalone przez wybitnych ludzi pióra. Dziś jest postacią trochę zapomnianą. Zupełnie niesłusznie, ponieważ ta poza się nie starzeje, a wręcz odwrotnie, zyskuje na nowych znaczeniach.

    Pochodził ze znanej, patriotycznej rodziny. Jego dziadek architekt Paweł Kotowski projektował wieżę na Jasnej Górze,. Ojciec, oficer lotnictwa, brał udział w wojnie w 1920 roku. odznaczony Orderem Virtuti Militari, jako inwalida w stopniu majora przeszedł na emeryturę. W 1939 roku Brzozowscy przedostali się z Kiwerc pod Łuckiem do Pińczowa na Ponidziu, w Generalnej Guberni, rodzinnego miasta babki ze strony matki. Tutaj przeżyli okupację, a w 1946 przeprowadzili się do Kielc. Zbigniew Brzozowski powtórzył więc drogę życiową Adolfa Dygasińskiego oraz bohatera powieści Żeromskiego „Syzyfowe prace” – Andrzeja Radka.