Wacław Holewiński


Nic się nie stało. (dramat)

 

 

Premiera sztuki jest zapowiadana w nowym sezonie w Teatrze Ateneum w Warszawie

 


Giovanni Battista Piranesi
Giovanni Battista Piranesi

Osoby:

 

Magda S., trzydzieści siedem lat, ładna brunetka, prosta sukienka na ramiączkach, matka Zuzi.

Maks S., czterdzieści lat, wysoki, przystojny mężczyzna ubrany przyzwoicie ale bez krzykliwej elegancji, ojciec Zuzi.

Kalina Jędrzejczyk, prokurator Prokuratury Rejonowej w R., K. lub E. Młoda, tuż po trzydziestce, czarny żakiet.

 

Rzecz dzieje się w średniej wielkości mieście w Polsce, na przykład w Radomiu, Kaliszu albo Elblągu.

 

 

Na scenie, oddaleni od siebie Magda S. po lewej, Maks S. po prawej – siedzą na krzesłach twarzami do sceny. Czasami zamieniają się miejscami. W środku biurko, na którym leżą dokumenty, stoi monitor komputera, klawiatura, lampka ale nikt za nim nie siedzi.

 

 

Magda S.

To był wtorek, tak, na pewno wtorek, piętnastego września. Łatwo obliczyć, tydzień wcześniej Zuzia skończyła jedenaście lat. Rano zawiozłam ja do szkoły. Miała pięć lekcji. Po szkole miała pójść do dziadków. Często tak robiliśmy. To, że rozwiedliśmy się z Maksem nie miało znaczenia. Wciąż pozostawaliśmy w dobrych relacjach. A o teściach nie mogę powiedzieć złego słowa. Zawsze, w każdej sytuacji, mogłam na nich liczyć.

/na chwilę milknie, wstaje z krzesła zaczyna się przechadzać, kilka kroków w jedną, kilka w druga stronę/

Dzwoniłam do nich. Dlaczego miałam się niepokoić? Dzień jak każdy inny. Potem Maks miał małą zabrać do parku. Był świetnym ojcem.

 

Maks S.

Zawsze poświęcałem jej sporo czasu. Kiedy była mniejsza uwielbiałem się z nią bawić. Jak była starsza często graliśmy w monopoly. Ale to nie jest żaden infantylny dzieciak. Zadawała dużo pytań. Czasami nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Szukałem w internecie, w encyklopediach.

/też wstaje, zaczyna się przechadzać/

Czas teraz mi się trochę miesza. Ale to był chyba wtorek. Przyjechałem o piętnastej do rodziców, zjedliśmy wszyscy obiad. Było tak ciepło, że szkoda mi się zrobiło dnia. Zabrałem Zuzię do parku. Tak, na Kobylany, za stacją.

 

Magda S.

Miałam ją odebrać koło osiemnastej. Czasami wcześniej nie miałam szansy aby wyrwać się z pracy. Przed szesnastą zadzwonił Maks.

/słychać dzwonek telefonu z jakąś skoczną melodyjką, Magda przykłada aparat do ucha/

Tak, Maks?

 

Maks S. /z telefonem przy uchu, podenerwowany/

Musisz przyjechać do szpitala, Zuzia /na chwilę zacina się/… Ona miała wypadek.

 

Magda S. /zdenerwowana/

Co? Co ty mówisz? /krzyczy/ Wypadek? Jaki wypadek? Co jej się stało?

 

Maks S.

Spadła na płot. Zraniła się.

 

Magda S.

Na jaki płot? Maks, na rany Chrystusa, co się stało?

 

Maks S.

Nie denerwuj się, przyjeżdżaj.

 

Magda S. /ociera czoło dłonią, widać, że stara się opanować, mówić bardzo konkretnie/

W którym jest szpitalu? Na Piłsudskiego?

 

Maks S.

Na Wóycickiego, na chirurgii.

 

Oboje chowają telefony.

 

Magda S.

Maks jest poważnym człowiekiem. Wiedziałam, że to nie przelewki.

 

Maks S.

Musiałem ją zawiadomić jak najszybciej. Zuzia jest mocno związana z matką. Była przerażona, leciała jej krew. Dobrze, że miałem samochód pod nosem, że do szpitala dotarliśmy w kwadrans, może nawet szybciej. Zabrali mi ją. Zaraz wyszedł lekarz, powiedział, że konieczne są szczegółowe badania, bo istnieje podejrzenie, że przebity jest pęcherz moczowy.

 

Magda S.

Rzuciłam wszystko w diabły, każda matka by tak zrobiła. Szefowi krzyknęłam, że mała miała wypadek. Wzięłam taksówkę, nie mam samochodu, a to jednak z mojej pracy kawał drogi. Cholera, nie miałam przy sobie gotówki, musieliśmy jeszcze stanąć przy jakimś bankomacie.

 

Wchodzi z kubkiem kawy w ręku Kalina Jędrzejczyk, prokurator, siada za biurkiem. Przez chwilę jakby przysłuchiwała się dialogowi, potem pochyla się nad papierami, coś pisze.

 

Maks S.

Siedziałem jak półgłówek na tym korytarzu, nie byłem w stanie o niczym myśleć. Dopadała mnie jakaś okropna, w tej sytuacji, piosenka, Don’t Worry, By Happy /nuci/. Raz za razem łapałem się na tym, że powtarzam te słowa.

Magda przyjechała kilkanaście minut, może pół godziny po nas. Była zdyszana.

 

Magda S.

Szybko zobaczyłam Maksa. Miałam wrażenie, że jest przerażony. Zapytałam o małą, coś tam duknął. Nie czekałam, pobiegłam do lekarzy.

 

Maks S.

Czasami bywała niecierpliwa ale może to dobrze. Jest energiczną kobietą. Nie było jej dłuższy czas. To wtedy zaczął się ten absurd. Chodziłem po korytarzu w te i nazad. Ni z tego, ni z owego pojawili się jacyś dwaj mężczyźni. Wyciągnęli policyjne blachy. Któryś rzucił, że mam iść z nimi. Popukałem się w czoło, powiedziałem, że nigdzie nie idę, że dziecko miało wypadek. Ten wyższy odpowiedział, że właśnie o to chodzi, że muszę pojechać do prokuratury złożyć zeznania. Że dziecko i tak zostanie w szpitalu, że jest pod dobrą opieką i że wrócę za godzinę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /mówi dosyć jednostajnie/

Nie lubię takich spraw. Żaden prokurator nie lubi. Jacyś pokraczni faceci, z którymi nie da się rozmawiać. Zawsze wszystkiemu zaprzeczają, idą w zaparte. Ale co miałam robić, w prokuraturze nie wybierasz sobie spraw /popija z kubka, w tym czasie Maks S. podchodzi do biurka, siada z jego drugiej strony/.

No, ale ten był inny. Przystojny, w innych okolicznościach pewnie by mnie nawet zainteresował jako mężczyzna. Był zdenerwowany, przerażony. Nie wiedział co się dzieje.

 

Magda S.

Lekarze dziwnie na mnie patrzyli. Uspokajali, że z dzieckiem jest OK. ale… Cholera /wyjmuje z torebki paczkę papierosów, wyciąga jednego, wkłada na chwilę do ust ale nie zapala/, trzy lata nie paliłam. Ale po tym znów zaczęłam. Któryś zaprowadził mnie do ordynatora. Kawał mężczyzny, starszy, siwy. Powiedział żebym usiadła ale ja zaczęłam krzyczeć, że chcę wiedzieć co z małą. Zaczął coś ględzić, że dziecko musi zostać w szpitalu ze dwa, trzy dni, że trzeba zrobić jakieś dodatkowe, szczegółowe badania. Przyszło mi do głowy, że przez przypadek coś u niej wykryli, jakiegoś guza, nowotwór. Zrobiło mi się zimno, a zaraz potem oblał mnie pot. A ten ordynator ni z tego, ni z owego wypalił, że w pochwie Zuzi znaleziono plemniki.

 

Maks S.

Zaczęła mnie przesłuchiwać. To niby była taka rozmowa nieformalna ale czułem, że coś tu nie gra. Pytam o co chodzi?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S./

Może pan mi to powie.

 

Maks S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Ale co? W jakiej sprawie? Wypadku? Mała biegła po murku okalającym park, poślizgnęła się, spadła na płot. No, nieszczęśliwie. Zaczęła krwawić.

 

Magda S.

Nie wierzyłam w to, co słyszę. Roześmiałam się. Nie mogłam się powstrzymać. Ten ordynator gapił się na mnie jak na nienormalną.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S./

W pochwie dziecka znaleziono spermę…

 

Maks S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Co znaleziono?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S./

Spermę.

 

Maks S. /odchodzi na swoje miejsce/

Wstałem, zrobiło mi się niedobrze. Co ta kobieta pieprzy? O czym ona mówi?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do publiczności/

Czy mi się zapaliło jakieś światełko? Dlaczego miałoby się zapalić? Pedofile z reguły dobrze grają swoje role.

 

Magda S.

Powiedział, że przyjedzie po mnie policja. Więc zapytałam czy oni oszaleli? Zakładają, że to moja sperma? Ten ordynator na to, że dobro dziecka jest najważniejsze, że musieli zawiadomić organa ścigania, że takie są procedury. Zażądałam widzenia z dzieckiem. Zaprowadzili mnie do sali zabiegowej. Leżała na kozetce. Widziałam, że jest przerażona. Nigdy wcześniej nie miała badania ginekologicznego. Dorosła za tym nie przepada, a co dopiero taki dzieciaczek. Chciała się poderwać ale pielęgniarka ją przytrzymała. Usiadłam przy niej, wzięłam za rękę. Zapytałam się jak się czuje. Dopiero wtedy zobaczyłam ten opatrunek między jej nogami. Koszmarnie to wyglądało. Powiedziała, że spadła na jakieś druty. I że chce do domu. Mało się nie popłakałam.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Powiedziałam, że nie może wyjść. Zapytałam czy skrzywdził swoje dziecko. Wycharczał, że własnymi rękoma udusiłby każdego, kto by małej cokolwiek zrobił. Nooo, tu się nie zdziwiłam. OK., mówię, może nie on, ale że powinien zrozumieć, iż musimy przesłuchać jego byłą żonę, jego rodziców, może jeszcze kogoś..

 

Maks S.

Czy pani nie rozumie, zapytałem, że tam leży moje dziecko? Miała wypadek. Cały się trząsłem. Co pani pieprzy, mówię do niej, a ona patrzy na mnie jak na powietrze, jakby mnie tam nie było, gada byle gadać. Przecież tam byli ludzie, widzieli. Chyba się wkurzyła. Może nikt z nią tak wcześniej nie rozmawiał?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /ostro/

To pan niczego nie rozumie. Czterdzieści osiem godzin spędzi pan w areszcie. Do tego nie jest potrzebny nakaz…

 

Maks S.

Poczułem się jak w tych stalinowskich opowieściach, przychodzą po ciebie, zabierają, niczego nie tłumaczą. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z prokuraturą, sądami. Gdyby ktoś mi powiedział, że mnie kiedykolwiek zamkną, chyba bym nie uwierzył. Więc zapytałem za co?

 

Magda S.

Wyszłam na korytarz, zapytałam lekarza czy z małą wszystko w porządku. Powiedział, że tak ale nie wypiszą jej dziś ze szpitala. Wie, pani, w takich sprawach… Zdenerwowałam się. W jakich sprawach? Dziecku, na szczęście nic się nie stało, pozszywali ją, założyli sześć szwów, no przecież to nie tragedia, to się zdarza. Chyba zaczęłam na niego krzyczeć. Wziął mnie za rękę, zaczął gdzieś ciągnąć. Wyrwałam się. Co to jest, wrzeszczałam, to moje dziecko, pod moja opieką.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W takich sprawach trzeba szybko podejmować decyzje. Przecież dziecku nie może zagrażać kolejny atak. A tu wszystko było czarno na białym. Kwestią było kiedy doszło do zdarzenia i kto je skrzywdził. Więc, jak mówię, przede wszystkim zakaz kontaktów ojca z dzieckiem. Zapobiegawczo.

 

Magda S.

Miałam ich wszystkich w dupie, byłam gotowa rzucić się na nich z gołymi rękoma. Dam pani zastrzyk na uspokojenie. Ten lekarz chyba też nie bardzo wiedział jak ma się zachować. Nie chciałam. Zamknął mnie w swoim gabinecie. To znaczy nie zamknął, posadził na krześle, a sam wyszedł. /wyjmuje papierosa, tym razem go przypala/. Zapaliłam. Nigdzie nie było popielniczki. Chciałam otworzyć okno ale nie dałam rady. Była jakaś blokada.

 

Maks S.

Pierwszy raz znalazłem się w celi. Cztery ściany, malutkie, zamazane farbą okienko prawie pod sufitem. Jakiś zydel przytwierdzony do podłogi, na betonowym wypiętrzeniu rzucony materac śmierdzący zgnilizną. I ten człowiek, który już tam był. Miał oczy obłąkanej osoby. Długo milczał, o nic nie pytał. A potem rzucił, z którego paragrafu? Co ja, kurwa, miałem powiedzieć? Paragraf? Przecież niczego złego nie zrobiłem, byłem z dzieckiem w parku. To jaki tu paragraf?

 

Magda S.

Zabrali mnie z tego szpitala nieoznakowanym autem. Dobrze, że się dali z Zuzią pożegnać. Powiedziałam, że jutro po nią przyjadę. Płakała.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Potem ją przywieźli. A razem z nią papiery ze szpitala. Wcześniej to było na gębę. Ale tak się czasami robi. Szybko, szybko, szybko. W referacie masz sześćset spraw. Jak z tym nadążyć? Wszystko było czarno na białym. Znaleźli te plemniki, ktoś je przecież musiał tej małej zostawić, skowronki nie przydźwigały.

Jaka była? Agresywna. Czasami nawet chciałam wezwać ochronę.

 

Magda S.

Jakaś cholerna rutyna. /siada naprzeciwko pani prokurator/

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nazwisko?

 

Magda S.

S. Po co pani pyta, przecież pani zna moje nazwisko.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /nie odpowiada, kontynuuje swoje/

Imię?

 

Magda S.

Magda, to znaczy Magdalena.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Urodzona?

 

Magda S.

Dwudziestego siódmego kwietnia siedemdziesiątego piątego.

/wraca na swoje poprzednie miejsce/

Zdziwiła się, jak powiedziałam, że mam trzydzieści siedem lat. Że nie wyglądam. Ale ja miałam dość. Kompletnie. Coś we mnie pękło. Dziecko, szczęśliwe, uśmiechnięte, kochane przez wszystkich. No, przecież ten ojciec szalał na jej punkcie. Dziadkowie? Wpatrzeni w nią jak w obrazek. Jedyna wnuczka. I to przecież małe dziecko, gdzie jej jeszcze do seksu. Zresztą przecież coś bym widziała.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie, nie zawsze matka widzi. Dziecko często jest obciążone, przytłoczone, czasami wstydzi się powiedzieć, że jest krzywdzone. Prawie zawsze tak jest.

 

Maks S.

Z jakiego paragrafu? Przecież nikt mi nie postawił żadnego zarzutu. Więc powiedziałem, że nie wiem. Kiwnął głową. Zapytał się czy mam szlugi. Powiedziałem, że nie palę. Znów kiwnął głową. Odwrócił się plecami do mnie, zaczął się kiwać jak jakiś robot, do kolan i w górę, do kolan i w górę /Maks S. naśladuje ruchy aresztowanego/. I tak przez godzinę. Jaką godzinę? Skąd ja mógłbym wiedzieć ile się tak kiwał, przecież zabrali i zegarek i komórkę. Pasek i sznurowadła też. Spodnie musiałem podtrzymywać aby nie spadły.

 

Magda S.

Błagałam ją żeby skończyła z głupotami, że tam nie mogło dojść do żadnego gwałtu, żadnej przemocy, że dziecko miało wypadek. Poraniło cipkę, no to się zdarza. Ale nikt jej nie skrzywdził. A ona swoje. I z każdą chwilą było gorzej. Potem wyszła, kazała zostać w pokoju. I nie było jej z pół godziny.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

No, tak, poszłam przedyskutować sprawę z szefem. Tak czasami jest, że w trudnych sprawach konsultujemy swoje decyzje. Przecież nie można było pozwolić…

 

Maks S.

Potem tego faceta zabrali na przesłuchanie. A jak wrócił to już wiedział. Mówi do mnie, w pierdlu zajebią cię kurwo, nie będziesz pewien dnia ani godziny. Będą cię, za to dziecko, ruchać rano i wieczorem…

Słuchałem, słuchałem, a potem rzuciłem się na niego z pięściami. Był wyższy, silniejszy ale wpadłem w furię i pewnie, choćby to był Kliczko, to i tak bym dał radę. Nawet nie słyszałem kiedy otworzyli drzwi, poczułem tylko jak strażnik wykręca mi rękę, oddziela od tamtego. Może i dobrze, bo chyba bym go zabił.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Szef mówi tak: masz dowody? Mówię: przecież są ślady, to szpital nas zawiadomił. No to działaj. Dziecko odseparować od rodziców, dziadków, do rodziny zastępczej. Zakaz zbliżania dla ojca i dziadka. A jak to nie oni? Wzruszył ramionami, Kondracki rzadko kiedy miewa wątpliwości. Ale w tym wypadku zgadzałam się z nim w stu procentach. Zamów biegłego psychologa, niech porozmawia z małą. No i powiedz rodzicom, że nie powinni się ze sobą kontaktować, że uznamy to za próbę mataczenia.

Dobre sobie. Nie miałam żadnych dowodów aby postawić zarzuty. Przynajmniej na razie. Przecież tego Maksa muszę zwolnić. Zanim przebadają nasienie, zrobią kontrekspertyzę minie kupa czasu.

 

Magda S.

Jak powiedziała, że zabiorą mi dziecko, rozryczałam się. Wyłam jak jakaś suka. No, bo gdyby nawet, gdyby nawet Zuzię skrzywdzono, dlaczego chcą ją dalej krzywdzić? Tego kompletnie nie rozumiałam. Powiedziałam, że chcę porozmawiać z byłym mężem. Nie. Dlaczego? Bo nie. Co to znaczy nie? Nie, to znaczy nie. Taka rozmowa. Powiedziała, że mam przyjść jutro o czternastej, że będzie decyzja. Jaka decyzja, pytam. W waszej sprawie. Jakiej waszej? Wie pani, czasami matki ukrywają takie sytuacje… Więc mówię, przed kim mam ukrywać? Przecież od dwóch lat nie jesteśmy z mężem, nie mieszkamy razem. No, nieważne. Ta baba wcale nie chciała słuchać. Coś tam miała w głowie.

 

Maks S.

Wrzucili mnie do pojedynki. Byłem spocony, zgrzany, a tam w ogóle powietrza. Zrobiło mi się niedobrze. Musiałem do kibla, zacząłem się dobijać. Policjant zapytał czy chcę zebrać wpierdol. Po prawdzie wcale się nie dziwię, pewnie często mieli tam do czynienia z agresywnymi typami. Więc wyjęczałem, że do łazienki. Zarzygałem się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W tej pracy trzeba umieć się odłączyć, zresetować. Nie możesz ciągle o tym myśleć. Inaczej zwariujesz. Każdy ma swoje życie, rodzinę. Musiałam pojechać do matki, potem zakupy. W nocy kochałam się z Maćkiem. Był fantastycznym kochankiem, bez porównania z innymi. Ciągle namawiał mnie na ślub. Ale nie mogłam się zdecydować. No, tuż przed, wiecie przed czym, stanęła mi przed oczyma ta kobieta. Cholera, zrzuciłam z siebie Maćka. Nie wiedział co się dzieje. A ja pomyślałam, co by się stało, gdybyśmy mieli dziecko. Zaczęłabym patrzeć mu na ręce. Nie. Przecież to absurd. Przeprosiłam go, wzięłam prysznic. Jak wróciłam, spał już. Objęłam go, pocałowałam w ramię, coś mruknął.

 

Maks S.

Chciałem opłukać gębę. W celi wpadłem w jakiś stupor. Nogi mi zdrętwiały, wszystko mnie bolało. Przynieśli kolację ale nie byłem w stanie nawet wstać. Zostawili na podłodze. Nie ruszyłem się.

 

Magda S.

Nie wiem. Nie wiem jak wyszłam z tej prokuratury, nie wiem którędy szłam, nie wiem ile zrobiłam kilometrów zanim dotarłam do domu. Ale zrobiło się już ciemno. Na schodach spotkałam Cielecką. Ukłoniła się, a ja nie odpowiedziałam, machnęłam tylko ręką. Tak jak stałam zwaliłam się na łóżko. Powtarzałam sobie, że muszę działać, że trzeba coś zrobić ale nie mogłam. Telefon brzęczał wiele razy, wreszcie wcisnęłam zieloną strzałkę. Dzwoniła teściowa /bierze telefon do ręki/. Tak mamo…. Skąd wiecie? Was też? To jakiś absurd. Mówią, że nam zabiorą Zuzię. Tak, jakiś adwokat. Nie, nie mogę. Tak, jutro się zobaczymy.

 

Maks S.

Przez całą noc nie zmrużyłem oka.

 

Magda S.

Przez cała noc nie mogłam zasnąć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Przytuliłam się do niego i też zasnęłam. Nic mi się nie śniło. Rzadko zresztą miewam sny. Maciek zniknął zanim się obudziłam. Często musiał ruszać z samego rana.

 

Maks S.

Nie jecie, policjant raczej stwierdził niż pytał. Powiedziałem, że nie mogę, że nie wiem dlaczego mnie tu trzymają. Wzruszył ramionami. Przecież on nie był od zwierzeń. Czułem, że śmierdzę, miałem przepełniony pęcherz.

 

Magda S.

Wzięłam prysznic. Lodowaty. Chciałam się rozpłynąć, zniknąć, uznać, że nic się wczoraj nie zdarzyło, że mała leży w swoim pokoju, że zaraz ją obudzę, zjemy śniadanie, że odprowadzę ja do szkoły. Całkiem naga poszłam do jej łóżka, wzięłam do ręki jej piżamę, czułam jej zapach…

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Pomalowałam powieki. Założyłam białą bluzkę i czerwoną marynarkę. Przejrzałam się w lustrze. Wielu facetów robiło na mój widok maślane oczy.

 

Maks S.

Przede wszystkim musiałem stąd wyjść. Tu byłem trupem.

 

Magda S.

Musiałam iść do pracy. Przynajmniej się pokazać. Zanim wyszłam, zadzwoniłam do szpitala. Odebrała jakaś pielęgniarka, a może lekarka. Dziwnie ze mną rozmawiała. Najważniejsze, że z małą wszystko dobrze.

 

Maks S.

Cały czas powtarzałem sobie, że to jakiś absurd, paranoja, Kafka. Chciałem aby wzięli mnie na górę, coś powiedzieli. Ja wiem? Cokolwiek. Że mogę już stąd wyjść, że mogę się zobaczyć z małą. Cholera, nie wiedziałem co powiedzieć w pracy. Że zgwałciłem córkę? Że robię to od lat?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Miałam dużo roboty. Przecież nie mogłam tylko tym się zajmować. Musiałam umorzyć jakieś włamanie, potem przesłuchanie gówniarza, który pożyczył sobie czyjś samochód, jakiś rozbój. Potem sekcja zwłok. Nie miał kto mnie zastąpić. Nie znosiłam tego trupiego smrodu.

 

Magda S.

Chyba nie wyglądałam najlepiej. Szef zapytał o Zuzię. Powiedziałam, że dobrze. A potem zaczęłam płakać. Nie wiem, co się stało, nie wytrzymałam. Kalicki zabrał mnie do swojego gabinetu. O nic nie pytał, czekał aż sama się odezwę.

 

Maks S.

Przyszło mi do głowy, że nie chcę dalej żyć. Że mógłbym nałykać się jakichś proszków.

 

Magda S.

Szef kazał mi iść do domu, ale nie chciałam, było tyle do zrobienia... Próbowałam zająć się papierami. Posegregować faktury. Zadzwonił klient, którego przez chwilę nie mogłam skojarzyć. Izba skarbowa zapowiedziała mu na przyszły tydzień kontrolę. Powinnam natychmiast posprawdzać jego dokumenty. Dziewczyny po kolei przychodziły i pytały, co mają robić, a ja chciałabym się zamknąć w swoim pokoju, odizolować się od nich. O wpół do dwunastej wyszłam i pojechałam do szpitala.

 

Maks S.

O dwunastej podali obiad, brejowatą zupę, pęczak, kiszony ogórek, jakieś drobiny mięsa.

 

Magda S.

Zuzia uśmiechnęła się na mój widok. Zapytała o tatę. O to dlaczego do niej nie przyjechał. Nie wiedziałam, co się dzieje z Maksem. Coś tam naplotłam, że ma kłopoty w pracy. A ona, że chyba jest najważniejsza, prawda. Prawda, skarbie, odpowiedziałam. Była osowiała, mało mówiła. Troszkę ją bolała ta rana.

 

Maks S.

O czternastej wzięli na górę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Musiałam go zwolnić. Nie miałam podstaw do przedstawienia mu zarzutów. /Maks podchodzi do biurka, siada naprzeciw pani prokurator. Kalina Jedrzejczyk do Maksa S./

Proszę podpisać, że zapoznał się pan z moim postanowieniem.

 

Maks S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Jakim postanowieniem?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S./

O środku zapobiegawczym. Ma pan zbliżania się i kontaktu z dzieckiem.

 

Maks S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Dlaczego? Przecież niczego nie zrobiłem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S./

To się okaże. Musimy dbać o bezpieczeństwo dziecka.

 

Maks S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Bezpieczna to ona jest pod moja opieką.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Maksa S/

Proszę podpisać.

 

Magda S.

Siedziałam na korytarzu. Nad pokojem świeciła się lampka z napisem, przesłuchanie, proszę nie wchodzić.

 

Maks S. /wraca na swoje miejsce ale nie siada tylko chodzi, raz w prawo, raz w lewo/

Nie wiedziałem dlaczego odbiera mi się prawo do kontaktu z dzieckiem. Próbowałem jeszcze coś tłumaczyć, wykłócać się ale widziałem, że ona tej decyzji nie zmieni. Chciałem stąd wyjść, wykąpać się, zaczerpnąć powietrza. Wiedziałem, że muszę znaleźć adwokata, który zajmie się tą sprawą. Podpisałem. Powiedziała, że jestem wolny, że mogę jechać do domu.

 

Magda S.

Z pokoju wyszedł Maks. Był zmieniony, poszarzały. Popatrzył na mnie jakoś tak uważnie /Magda S i Maks S. stają naprzeciw siebie/.

 

Maks S. /do Magdy S./

Co się dzieje? Dlaczego?

 

Magda S. /do Maksa S./

Skąd mam wiedzieć?

 

Maks S. /do Magdy S./

Przecież wiesz, że ja… /zawiesza głos/

 

Magda S. /do Maksa S./

Niczego nie jestem już pewna.

 

Maks S. /do Magdy S./

Nie zrobiłem… Nie dotknąłem jej… Nawet do głowy mi nie przyszło…

 

Magda S. /do Maksa S./

Zabiorą nam dziecko.

 

Maks S. /do Magdy S./

Nie pozwalają mi się do niej zbliżyć.

 

Magda S. /do Maksa S./

Zwariuję.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Otworzyłam drzwi, zobaczyłam, że rozmawiają ze sobą podniesionymi głosami. Kazałam jej wejść. On jeszcze jej powiedział aby nie wierzyła w to, co usłyszy, że niczego nie zrobił.

 

Magda S.

Usiadłam. /siada za biurkiem/

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Jest kłopot.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Pani to nazywa kłopotem?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Nie zrozumiała mnie pani. Nie mamy na razie rodziny zastępczej, do której moglibyśmy oddać dziecko. A dziecko musi być izolowane od ojca, od dziadka.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora, sarkastycznie/

To faktycznie kłopot. Może trzeba ją oddać do domu dziecka? To pewnie najlepsze miejsce dla jedenastolatki…

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S., stanowczo/

Nie wykluczam. To się może zdarzyć jeśli nie będzie pani postępować zgodnie z moimi zaleceniami.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Jakimi zaleceniami?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Dziecko po wyjściu ze szpitala będzie mogło zostać pod pani opieką /przez chwilę przegląda papiery/. Ale musi pani zmienić miejsce zamieszkania, ojciec ani dziadkowie nie mogą się z nią kontaktować. Pani też nie powinna się z nimi kontaktować.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora po dłuższej chwili milczenia/

Jak pani to sobie wyobraża? Przecież pracuję… Nie mogę zrezygnować? Gdzie mam się wyprowadzić?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Pani wynajmuje mieszkanie, prawda?

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Nieprawda. Korzystam z mieszkania, które odstąpiła mi przyjaciółka, która jest w Anglii. Za darmo.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Może pani zrezygnować i wynająć gdzie indziej.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Dlaczego?

 

Maks S.

Odebrałem z depozytu swoje rzeczy. Zdawało mi się, że miałem w portfelu zdjęcie Zuzi. Ale go nie było. Wyszedłem na zewnątrz. Tam, w środku, nie czułem, że jest tak ciepło. W telefonie miałem kupę nieodebranych wiadomości. Od rodziców i z pracy. Zadzwoniłem do szefa powiedziałem, że zaraz przyjadę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Dla dobra dziecka.

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Dla dobra dziecka trzeba wywrócić jej życie do góry nogami? Ona kończy szkołę o pierwszej. Jak mam się nią opiekować? Z pracy wychodzę o siedemnastej.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Musi pani sobie z tym poradzić. Albo albo. Może zostać w świetlicy

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

Dlaczego dziadkowie nie mogą się kontaktować z Zuzią?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /do Magdy S./

Prowadzimy śledztwo. Nikogo nie możemy wykluczyć, musimy sprawdzić każdą wersję. Wie pani…

 

Magda S. /do Kaliny Jędrzejczyk, prokuratora/

To jakiś absurd. /wraca na swoje miejsce/

 

Maks S.

Pojechałem pod szpital, wziąć zaparkowany tam samochód. Miałem na kołach blokadę. Zaparkowałem w niedozwolonym miejscu. A gdzie miałem zaparkować skoro dziecko krwawiło. Stanąłem gdzie mogłem. Fakt, tylnymi kołami zahaczałem o pasy dla pieszych na jakieś dwadzieścia centymetrów. Nikomu nie utrudniałem poruszania się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Chciałam jej powiedziecie, że powinna mnie zrozumieć. Że tu nie ma dowolności, że są przepisy i twarde reguły. No, tak, nawet było mi jej żal. Choć z drugiej strony niczego nie byłam pewna. A jeśli znała prawdę? Tak, takie myśli też mi przychodziły do głowy. To są trudne sprawy. I istnieje obawa mataczenia.

 

Maks S.

Wpadłem do domu, zmieniłem koszulę, skarpetki, gacie, spodnie też i pojechałem do pracy. Szef popatrzył na mnie jakbym mu matkę zabił gumowym młotkiem. Co ty, kurwa, sobie wyobrażasz, mówi. No, ma taki styl. Bezpośredni. Ale to fajny facet. Przyjeżdżasz do roboty godzinę przed fajrantem?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Tak naprawdę, byłam zmęczona. Cały dzień na wysokich obrotach. Byłam głodna, dopiero teraz zorientowałam się, że nie miałam niczego w ustach od samego rana. Powinnam też porozmawiać z Maćkiem, chciałam się do niego przytulić. I zostawić tę cholerną sprawę. Wszystko było w niej na nie. Rodziny zastępczej brak, psychologa do dziecka brak, laborantki na urlopie, tej panience wydawało się najpewniej, że nasza rozmowa jest dla mnie przyjemnością.

 

Magda S.

Co miałam zrobić? Jezu, co miałam zrobić? Podpisałam wszystko, co mi podsunęła pod nos. Gdyby mi kazała podpisać wyrok na własną matkę też bym podpisała. Dziecko wypuszczą ze szpitala jutro i już jutro powinnam mieć gdzie się z nią wynieść. Wróciłam do domu, wcześniej kupiłam gazetę z ogłoszeniami. Znalazłam jakieś mieszkanie, kawał drogi ode mnie.

 

Maks S.

Miałem do zrobienia elektronikę w nowym mercedesie, na już, na duś, tak naprawdę na wczoraj. Powiedziałem, że zostanę do wieczora. Szef kiwnął głową. Nawet nie miałem czasu porozmawiać z matką. Powtarzałem, żeby się nie denerwowała ale słyszałem jak mi płacze w słuchawkę. /bierze telefon do ręki/ Tak, mamo. Tak. Nie wiem dlaczego. Skąd mogę wiedzieć. Wiem tyle, co wy. Nie, nie możecie się zobaczyć. Ja też nie. Tak, przyjadę. /chowa telefon do kieszeni/.

 

Magda S.

Zadzwoniłam, umówiłam się na wieczór. Pojechałam. Właściciel był obleśny ale było mi wszystko jedno. Kręcił trochę nosem na dziecko ale wreszcie machnął ręką. Umówiliśmy się na tysiąc dwieście i opłaty. No i kaucja za dwa miesiące z góry. Powiedziałam, że chcę mieć umowę na piśmie. Po co pani, zapytał. Będę musiał doliczyć stówę. Machnęłam ręką. Przecież nie będę tu długo mieszkać. Za tydzień, najdalej dwa wszystko się wyjaśni. Dwa i pół tysiąca, jakoś przeżyję. Dam radę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zjadłam coś i wróciłam jeszcze do pracy. Zadzwoniłam do komendy. Kazałam Rutkowskiemu zrobić wywiady środowiskowe. Powiedział, że nie ma ludzi, że najwcześniej za tydzień. To był nowy komendant, jeszcze niezbyt dobrze orientował się w swojej jednostce. Przyszedł z Olkusza albo Jędrzejowa, widziałam go raptem dwa czy trzy razy. Żałowałam, że zabrali mi Kazimierczaka. To był sprytny facet, dobrze nam się współpracowało.

 

Maks S.

Nawet nie zdążyłem zadzwonić do żadnego adwokata. Zresztą żadnego nie znałem. Wiedziałem, że gdzieś na Wyszyńskiego jest jakaś kancelaria. Ale o tej porze z całą pewnością nikogo już tam nie było.

 

Magda S.

Wróciłam do domu przed dwudziestą drugą. Bolała mnie głowa. Wypiłam kieliszek wódki.

Nie mogłam zasnąć. Przyszło mi do głowy, że powinnam zadzwonić do Maksa.

 

Maks S.

Zanim położyłem się spać przejrzałem spis telefonów. Gdzieś koło wpół do pierwszej zadzwoniła Maga /podnosi do ucha telefon/. Słyszałem, że płacze.

 

Magda S. /z telefonem przy uchu/

Zuzia zostanie ze mną.

 

Maks S.

Naprawdę?

 

Maks S.

Ale nie możesz się do niej zbliżyć… Kurwa, dlaczego nam to robią?

 

Maks S.

Znajdę jakiegoś adwokata.

 

Magda S.

Nie powinnam do ciebie dzwonić. Tego mi też zabronili.

 

Maks S

Może nasze telefony są na podsłuchu?

 

Magda S.

Może. Powiedz, że niczego nie zrobiłeś.

 

Maks S.

Jak możesz w ogóle tak myśleć?

 

Magda S.

Niczego nie wiem, niczego nie jestem pewna. Poczekaj, coś ci puszczę /odkłada na chwilę telefon, z głośników słychać krótki fragment jakiejś „dziecięcej” melodii, potem znów przykłada aparat do ucha/. Pamiętasz?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Oglądałam w telewizji durny szwedzki film kryminalny. Śmiać mi się chciało, gdy porównałam warunki pracy. Ich i nasze. Pomyślałam, że są sto lat do przodu.

 

Maks S.

Ile ona miała wtedy lat?

 

Magda S.

Siedem.

 

Maks S.

Wszystko się ułoży.

 

Magda S.

O czym ty, Maks, mówisz? Nic się nie ułoży. Nic już nie będzie tak, jak było.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwonił Maciek. Wracał z Wrocławia. Jechał z kumplem, którego nie znałam.

 

Maks S.

Przecież ja niczego nie zrobiłem. Wiesz, że nie widzę świata poza nią.

 

Magda S.

Ta prokurator mówi, że wszyscy pedofile się tak zachowują…

 

Maks /po dłuższej chwili milczenia, poirytowany/

Tak, przyjedź i mnie zabij.

 

Magda S.

Przepraszam.

 

Maks S.

Przynajmniej będziesz ją miała przy sobie.

 

Magda S.

Nie wiem jak dam radę.

 

Maks S.

Trzeba ją chronić.

 

Magda S.

Co mam jej powiedzieć? Przecież będzie pytać.

 

Maks S.

Powiedz, że musiałem wyjechać.

 

Magda S.

Nigdy nie wyjeżdżałeś. W każdym razie na dłużej. No, nic. Muszę się położyć.

 

Maks S.

Dobranoc /chowa telefon do kieszeni spodni/.

Stałem pod prysznicem. Czułem, że tracę wiarę. W Pana Boga, w siebie, w jakiekolwiek wartości. Nigdy wcześniej się tak nie czułem.

 

Magda S.

Nie zasnęłam do rana. Doczekałam do szóstej. Rano dostałam szału. Wkładam rajstopy, dziura, drugą parę, to samo, trzecia też dziurawa. Jakby ktoś postanowił sobie ze mnie zakpić.

 

Maks S.

W drodze do pracy podjechałem pod tę kancelarię. Sześciu adwokatów, w tym trzy kobiety. Ich nazwiska nic mi nie mówiły. Byli dla mnie kompletnie anonimowi. To, co przyszło mi do głowy to to, że muszę gadać z mężczyzną. Że kobieta może mi nie uwierzyć, nie zrozumieć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie powiem, że o sprawie zapomniałam. Ale była jakoś, na teraz, na dziś, załatwiona. Najważniejsze, że dzieciak był bezpieczny, że nic mu nie grozi. Ktoś z sekretariatu miał zadzwonić do matki, dowiedzieć się czy się wyprowadziła.

 

Magda S.

Poprosiłam szefa o urlop. O trzy dni. Nie było mowy. Musiałam się zmierzyć z tą kontrolą u klienta. Przynosił nam co miesiąc zbyt dużo pieniędzy aby go zlekceważyć. Starałam się skoncentrować ale moje myśli co chwila odjeżdżały gdzieś w bok.

 

Maks S.

Przyjmowali w tej kancelarii do dwudziestej. Po drodze wpadłem do rodziców. Ojciec siedział na wersalce całkiem osowiały. Usiadłem obok niego. Miał na dziś, na dwunastą wezwanie do prokuratury. O co im chodzi, pytał bezradny. Co ja wiem?

Zawsze miał wobec mnie dystans. Zawsze dosyć szorstki, małomówny. To dopiero przy Zuzi rozkwitł. W jego przypadku sprawdził się stereotyp, że najlepszymi rodzicami byliby dziadkowie. Miał dla małej zawsze dobre słowo. Właziła mu na kolana, a on się cieszył, potrafił z nią nawet śpiewać. Wiele razy czułem się zazdrosny.

Matka zapytała czy coś jadłem. Skłamałem. Przynajmniej ona wierzyła, że jestem niewinny. A może nie? Wariowałem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Ciekawa byłam tego dziadka. Przecież to on mógł tę mała skrzywdzić. Wysłałam mu wezwanie przez komisariat. Nie było co zwlekać. Przyszedł. Sześćdziesiąt sześć lat. Zawód? Emerytowany nauczyciel akademicki. Trochę śmiać mi się chciało. Ojciec profesor, a syn mechanik samochodowy. Ale to przecież nie moja sprawa. Choć statystycznie pewnie częściej zboczeńcy zdarzają się w tej drugiej grupie. Tak, pamiętam, że tak pomyślałam. Z drugiej strony… Zresztą, potem zajrzałam do papierów. Ten Maks był inżynierem elektronikiem. Dlaczego poszedł pracować do warsztatu?

 

Magda S.

Ciągle patrzyłam na zegarek. Chciałam wyjść z pracy, pojechać do szpitala. O czternastej zadzwonili z prokuratury. /Wstaje, wyjmuje z torebki telefon, przykłada do ucha, zaczyna chodzić, potem chowa telefon/. Wyszłam z pokoju, nie chciałam aby ktokolwiek słyszał o czym mówię. Tak, powiedziałam, tak, mam nowe mieszkanie. Jutro mogę się tam przenieść. Tak, ojciec nie zna adresu. No, mówię, że nie zna adresu. Tak, znam konsekwencje. Tak, będę czekała na państwa decyzję.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Odpowiadał na pytania precyzyjnie. Od a do z. Nic od siebie, nic ponad. Gdyby był na sali sądowej, byłby trudnym przeciwnikiem. Nie dawał się wyprowadzić z równowagi.

 

Maks S.

Znów się spóźniłem. Szef wymownie spojrzał na zegarek. Kiwnąłem głową, przebrałem się w robocze ciuchy. Zapytał czy skończyłem mercedesa. Przytaknąłem i poszedłem z Jochimczukiem robić przekładnię. W toyocie to nie jest prosta sprawa.

 

Magda S.

Przed piętnastą Kalicki powiedział, że Ruszkowska jest chora. Zapytał czy ją zastąpię. Zwykle w takich sytuacjach nie odmawiałam ale tym razem byłam stanowcza. Przecież szef wie, że mam dziecko w szpitalu. Kiwnął głową, ale zrobił przy tym kwaśną minę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Pytałam o syna, czy czegoś w jego zachowaniu nie zaobserwował. Wie pan, powiedziałam, czasami dla ich własnego dobra, trzeba odseparować dzieci od rodziców. Chwilę milczał. Nie w tym wypadku, powiedział. Znam swojego syna. Jest świetnym ojcem, znacznie lepszym niż ja byłem. Nigdy by małej nie skrzywdził. Wkurzył mnie. Mimo swojej kultury, wkurzył mnie. Był jakiś obły. Klęłam w duchu. W końcu te plemniki nie wzięły się z powietrza. Zadzwonił Maciek. Powiedziałam, że nie mogę rozmawiać, a on na to, że ma na mnie ochotę. Rozłączyłam się.

 

Magda S.

Brak mi było samochodu. O ileż łatwiej byłoby się poruszać. Pojechałam autobusem. Przez cała drogę myślałam jak powiedzieć małej, że musimy zmienić miejsce zamieszkania, że nie może się widzieć z tatą, babcią, dziadkiem. Jakiś chłopiec ustąpił mi miejsca. Przyszło mi do głowy, że muszę strasznie wyglądać skoro ustępują mi miejsca.

 

Maks S.

Zerwałem gwint. Polał mi się na łeb olej. Tylko tego brakowało. Jochimczuk klął jak szewc.

 

Magda S.

Zapytałam jak się czuje. A potem rzuciłam, że jutro, jak ją zabiorę ze szpitala, będzie miała niespodziankę. Psa, zapytała, bo już dawno obiecałam jej, że dostanie zwierzaka za dobre oceny. Pokręciłam głową. Chyba chciała zgadywać ale ja wolałam jak najszybciej wyrzucić to z siebie. Zmieniamy mieszkanie, powiedziałam. Próbowałam głosem dać jej znać, że to dobra wiadomość, że powinna się cieszyć. Ale się nie ucieszyła, odwrotnie.

 

Maks S.

Wszystko leciało mi z rąk. Może ty się powinieneś wódki napić, zagadnął Jochimczuk. Może powinienem. Trochę się opłukałem i poszedłem do kanciapy szefa.

 

Magda S.

Rozpłakała się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zapytałam czy dziecko często przebywało w ich mieszkaniu tylko z nim. Nigdy, odpowiedział. Zawsze ze mną i z żoną. A z ojcem? Czasami też z ojcem. Ale w naszej obecności. To mogła być linia obrony. Chronienia siebie albo syna.

 

Magda S.

Chyba wtedy zrozumiała, że dzieje się coś niedobrego. Powiedziała, że chce się zobaczyć z tatą. Poprosiła abym przywiozła jej od dziadków komórkę. Jak jej miałam powiedzieć, że nie będzie mogła dzwonić do ojca?

 

Maks S.

No, co się dzieje? Gadaj, przecież widzę. Szef dużo palił. Trochę mnie ten dym dusił. Potrzebuję pieniędzy, powiedziałem. Ja też, odpowiedział ale to był taki żart. Na co i ile, zapytał. Powiedziałem, że na adwokata. Zmajstrowałeś jakiejś babie dzieciaka? Chyba szybko zorientował się, że strzelił gafę bo… Jak to się stało? Pewnie od trzydziestu lat nie płakałem.

 

Magda S.

Tata wyjechał, mówię ale nie patrzę jej w oczy. Złapała mnie za rękę. Wszedł lekarz, stanął koło nas, coś powiedział, uśmiechnął się do Zuzi. Nie odpowiedziała. Zobaczyłam, że poobgryzała paznokcie. Nigdy wcześniej tego nie robiła.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Czy pani mnie oskarża o gwałt na wnuczce? Kiedy to mówił, miałam wrażenie, że wyostrzyły mu się rysy. Nie, zaprzeczyłam. O nic pana nie oskarżam. Chcemy wyjaśnić sprawę. Przecież pan wie, że dziecko zostało skrzywdzone. Nie, nie wiem, odpowiedział. Nie sądzę aby to była prawda.

 

Magda S.

Nie chciała się ode mnie oderwać. Nagle jakby miała o sześć, siedem lat mniej. Przywarła do mnie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Chciałam odpowiedzieć, że mało mnie obchodzą jego sądy, że ważna jest prawda.

 

Maks S.

Powiedziałem mu co się stało. O, kurwa, to cię, chłopie, wjebali. I to nie żona cię oskarża, nie mógł uwierzyć.

 

Magda S.

Muszę jechać, powiedziałam, jutro rano cię zabiorę. Zapytała czy pojedziemy do dziadków. Co miałam odpowiedzieć?

 

Maks S.

Bez słowa wyjął trzy tysiące. Podziękowałem, a on mnie klepnął w plecy. Powiedziałem, że nie wiem kiedy będę mógł oddać. Machnął ręką.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Musiałam porozmawiać z jego żoną. Zastanawiałam się czy nie wydać decyzji o zajęciu sprzętu komputerowego. U wszystkich. Bo przecież to mogła być szersza sprawa, rozwojowa.

 

Magda S.

Zanim wyszłam pielęgniarka postawiła na szafce kolację. Dwie kromki chleba, plasterek mortadeli. Masła tyle, że ledwie dało się ten chleb posmarować. I herbatę. Dałam małej snikersa, którego kupiłam w kiosku na dole. I „Anię z Zielonego Wzgórza”. Zawsze lubiła tę książkę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Trochę czułam, że grzęznę w tej sprawie. Zwolniłam go i poszłam do szefa.

 

Magda S.

Pokręciła głową. Szkołę też mi zmienisz?, zapytała jakby się już czegoś domyślała..

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Musiałam poczekać, w jego pokoju siedział ktoś z apelacji. Zapytałam sekretarkę o jej rozmowę z Magdą S. Potem weszłam do gabinetu szefa. No, coś nowego, zapytał. Wiedziałam, że za pół roku odchodzi z naszej jednostki, że go awansują.

 

Magda S.

To jest możliwe, odpowiedziałam. Wszystko się zmieniło. Przestała mnie o cokolwiek pytać. Pocałowałam ją. Była spocona, rozpalona. Nie wiedziałam czy ma gorączkę czy to emocje. Zachowywałam się jak idiotka. Powinnam jej była przywieźć świeżą piżamę.

 

Maks S.

W gruncie rzeczy mogłem wyjść z roboty ale wiedziałem, że to nie byłoby fair. Przecież nikt nie będzie mi płacił za nicnierobienie. Jochimczuk palił papierosa. Poprosiłem aby mnie poczęstował. Przecież nie palisz, mówi. Ale wyciągnął paczkę i zabrudzoną zapalniczkę. Zakrztusiłem się. Nie miałem papierosa w ustach od jedenastu lat, od dnia urodzin Zuzi.

 

Magda S.

Jak miała trzy lata zachorowała. Podejrzewali, że ma nowotwór kości. Przez cztery tygodnie leżała w szpitalu, potem przez pół roku noga w gipsie od kostki aż po pas. To wtedy Maks się tak do niej przywiązał. Nie odchodził od jej łóżeczka.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Powiedziałam, że nic tu się nie trzyma kupy. Że nie wygląda mi na to aby ojciec albo dziadek działali na szkodę dziecka. Bo miałam takie wrażenie. Więc mnie zapytał na czym opieram to przekonanie. Na intuicji? Roześmiał się. Pani Kalino, ile lat pani jest prokuratorem? Niedługo, ale naprawdę, no… Przecież to zupełny brak profesjonalizmu. Była sperma? Była! Przecież nie z huśtawki! Fakt. A to, że ojciec ani dziadek nie wyglądają? Może to nie oni? Może jeszcze ktoś się znajdzie. Może nauczyciel w szkole? Tak, trzeba ją odizolować, chronić. Niech pani zmusi matkę aby zmieniła jej szkołę. Koniecznie!

 

Maks S.

Podjechałem pod tę kancelarię koło osiemnastej. Pani w sekretariacie zapytała do kogo. Nie wiedziałem. Zapytała z jaką sprawą. No, jak to wyjaśnić? Powiedziałem, że z rodzinną ale wolę aby adwokat był mężczyzną. Zaczęła mnie przekonywać, że w tych sprawach lepsze są kobiety, a poza tym wszyscy adwokaci mężczyźni mają dziś do samego wieczora klientów. Trochę się obawiałem, że jak ktoś nie ma klientów to nie za dobrze się zna na rzeczy. Ale machnąłem ręką. Powiedziała abym poszedł do pani mecenas Zuchtowicz.

 

Magda S.

Romek Płachta pomógł mi przewieźć część rzeczy do nowego mieszkania. Nakłamałam, że właścicielka wraca za parę dni i muszę się wynieść.

 

Maks S.

Była elegancką kobietą między czterdziestką, a pięćdziesiątką o dużych piersiach, które umiejętnie eksponowała. Wskazała na krzesło i zapytała w czym mi może pomóc. Mam taką sprawę, zacząłem i się zaciąłem. No, niech pan mówi, zachęcała.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do niej. Powiedziałam, że powinna zmienić małej szkołę, że tak będzie bezpieczniej. O, Jezu, jęknęła, jeszcze to. Dlaczego nie dacie nam spokoju. To dla dobra małej, niech mi pani wierzy, starałam się ją przekonać do naszego punktu wiedzenia.

 

Maks S.

Oskarżają mnie, często musiałem wciągać powietrze, trochę się dusiłem, a może nie mnie… Opowiedziałem całą historię. Nie przerywała, wysłuchała do końca. Żadnym gestem nie dała po sobie poznać, że ta historia ją poruszyła. A jak skończyłem, zapytała czego po niej oczekuję. No, jąkałem się, no, że pani mecenas, wyprowadzi to jakoś. Jakoś? zapytała.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Była siódma wieczór. Zadzwoniłam do Maćka. Przyjechał do mnie parę minut po moim powrocie. Pocałował mnie , postawił na blacie w kuchni torbę z zakupami, potem przyciągnął do siebie, złapał za pośladki. Coś ty taka smutna, rozciągnął mi palcami oba policzki /rozciąga dłońmi policzki/. Często tak robił i za każdym razem go to śmieszyło. Cholera, nie miałam siły na wygłupy, wyrwałam mu się. No, to idź weź prysznic, a ja zrobię kolację, powiedział. Był pierwszym moim facetem, który lubił pichcić.

 

Maks S.

Speszyłem się. Wcale nie zamierzała mi pomagać.

 

Magda S.

Mieszkanie było nieduże, wszystkiego trzydzieści metrów. Pokój, kuchnia we wnęce, łazienka. Ale nieźle wyposażone. Powinnam tylko wstawić jakiś tapczanik dla małej. Z korytarza często dochodził hałas zamykanych drzwi windy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Jedliśmy, a ja chciałam mu powiedzieć o tych ludziach. Machał rękoma, nie chciał słuchać. Wolał opowiadać o swoim nowym kliencie. Już czuł, że wyciągnie z niego niezłą kasę. Był dobrym handlowcem ale czasami mnie denerwował tym bezdusznym podejściem do ludzi.

 

Maks S.

Wie pan, powiedziała, albo jest pan niewinny i idziemy na całość, albo ma pan coś na sumieniu i bronimy pana przed aresztem. Przeszły po mnie ciarki. Poczułem się jeszcze gorzej niż w celi.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nalał po kieliszku białego wina. Kupimy sobie mały dom za miastem, powiedział. Wcale nie chciałam się wynosić z miasta. Dobrze o tym wiedział ale był uparty, lubił forsować swoje pomysły.

 

Maks S.

Niczego nie zrobiłem. No, to proszę wypełnić i podpisać mi pełnomocnictwo. Tekst trochę rozlewał mi się przed oczyma ale wypełniłem druk starannie. Wszystko pisałem drukowanymi literami.

 

Magda S.

Ściany były puste, żadnego obrazka, fotografii, plakatu. Nic, białe, gładkie ściany. Włączyłam laptopa. Sprawdziłam czy internet ma tu zasięg. Miał.

 

Maks S..

A pańska żona? Moja była żona, poprawiłem. No, tak, pańska była żona? Znów zacząłem dukać. Chyba mi wierzy. Tak, na pewno mi wierzy.

 

Magda S.

Zaczęłam czytać o pedofilii. Rodzaj parafilii seksualnej: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie… No, nie /zaczyna chodzić po scenie/. To w żadnym wypadku nie mogłoby się odnosić do Maksa. Co by o nim nie powiedzieć, zawsze lubił kobiety. I to raczej te dojrzałe. Ale też do Zuzi. Przecież takie rzeczy się widzi, czuje. Jaka matka mogłaby tego nie zauważyć?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To nie była najtrudniejsza sprawa jaką miałam. Zaraz po nominacji dostałam morderstwo na agencie Ery. To dopiero była zabawa. Dożywocie z możliwością opuszczenia aresztu nie wcześniej niż po trzydziestu latach. Jaka wtedy byłam z siebie dumna. Pisały o tej sprawie wszystkie gazety.

 

Magda S.

Przecież rozstaliśmy się z Maksem przez kobiety. Wcale nie jedną. Dlaczego miałby krzywdzić własną córkę? Mógł mieć wiele kobiet. I wiele miał.

 

Maks S.

Zapytałem ile to potrwa. Wzruszyła ramionami. Najważniejsze w takich sprawach to nie popełnić błędu. Faktycznie nie może pan się kontaktować z córką. W żadnym wypadku. Złamanie tego zakazu może spowodować pański areszt.

 

Magda S.

Szczególną formą kazirodztwa są zachowania seksualne osób dorosłych, głównie ojców, w stosunku do własnych bądź przysposobionych dzieci. Kazirodztwo wobec dziecka zalicza się do czynów pedofilnych. Z badań wynika, że - ze względu na więź pokrewieństwa - konsekwencje kazirodztwa są dla ofiary o wiele bardziej dotkliwe niż w wypadku innych czynów o tym charakterze. Zależność dziecka od rodziców sprawia, że ma ono utrudnioną możliwość obrony, ucieczki, czy też separacji od sprawcy. Tenże, posiadając władzę rodzicielską, dysponuje większą swobodą działania i ma stały i nieograniczony dostęp do swojej ofiary. Wykorzystywanie seksualnie dziecka w rodzinie zazwyczaj powtarza się w sposób systematyczny przez dłuższy czas, rzadziej ma charakter epizodyczny. Ingerencja osób trzecich działających w obronie dziecka jest utrudniona. Czytałam i włos mi się jeżył na głowie. Ale niby jak miałby to robić? Gdzie, kiedy? Fakt, czasami mała zostawała z nim na weekendy.

 

Maks S.

Wróciłem do domu. Chciało mi się wyć. Włączyłem telewizor. Jakiś celebryta, którego nazwiska nie kojarzyłem rzucał kurwami, które wypikowywano. Ludzie rozbawieni, roześmiani. Przyszło mi do głowy, że resztę życia mogę spędzić w więzieniu. Nie byłem pewny czy ta pani adwokat uwierzyła w choć jedno moje słowo. Ale miała działać. Miała jutro albo pojutrze pójść do prokuratury.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Obejrzeliśmy „Taniec z gwiazdami”. Chciałabym tak tańczyć. Kochałam taniec. Maciek nie tańczył. Czasami miałam wrażenie, że poza kasą i kuchnia liczył się dla niego tylko seks.

 

Maks S.

Wypiłem jeden kieliszek, potem jeszcze jeden i jeszcze. Poczułem, że kręci mi się w głowie. Jak miało być inaczej skoro prawie nie jadłem od trzech dni. W chlebowniku miałem kawałek wyschniętej bułki. Kruszyła się, Włożyłem ją do ust.

 

Magda S.

Wyłączyłam komputer. Nie mogłam tego czytać. Byłam przerażona.

 

Maks S.

Położyłem się w ubraniu. Zasnąłem prawie natychmiast. Śniły mi się jakieś zwierzęta. Nierealne. Żyrafy z trąbami, ptaki o długich nogach zakończonych kopytami.

 

Magda S.

Wyrzucą mnie z pracy, nie będę miała pieniędzy, Zuzia trafi do domu dziecka. Przykryłam głowę poduszką.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Maciek nie został na noc, wyszedł koło północy. Bywałam o niego zazdrosna. Czasami myślałam, że jedzie do innej kobiety. Długo leżałam w wannie.

 

Maks S.

Obudziłem się o czwartej nad ranem. Bolała mnie głowa. Miałem pomysł aby zadzwonić do Magdy. Powinienem z nią porozmawiać. Włączyłem komputer. Przelałem na jej konto dwa tysiące. Zostało mi osiemset złotych. Nie wystarczy na ratę kredytu.

 

Magda S.

Nic się nie liczyło. Nic. Nie poszłam do pracy, zadzwoniłam i powiedziałam, że musze się opiekować córką. Zabrałam małą ze szpitala koło dziewiątej. Była oszołomiona, bolało ją. Usiadła w nowym mieszkaniu i zaczęła ryczeć. Krzyczała, że chce do dziadków, do koleżanek, do swojego mieszkania. I do taty. I żebym oddała jej komórkę. Nie wiedziałam co zrobić.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Koło południa zadzwoniła Zuchtowicz. Adwokat Zuchtowicz. Powiedziała, że ma pełnomocnictwo od Maksa S. Spotkałam ją kiedyś w sali sądowej. Dłuższą chwilę musiałam szukać w pamięci jaka to była sprawa. Ale znalazłam. I jej twarz też. Była precyzyjna, umiała znaleźć słabe punkty w akcie oskarżenia.

Chciała się spotkać. /telefon przy uchu/ Czemu nie? Proszę przyjechać w czwartek, pani mecenas o dwunastej.

 

Magda S.

Sama zaczęłam krzyczeć.

 

Maks S.

Zadzwonił ojciec. Podjechałem do nich. Może powinieneś z nami zamieszkać, zapytał.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Tak, wiem, że to poważna sprawa. I wiem, że dotyka rodzinę. Ale fakty są, jakie są. Dobrze pani wie, pani mecenas, że obowiązują mnie procedury. Nic nie poradzę. Tak, psycholog dopiero w przyszłym tygodniu.

 

Maks S.

Dlaczego, zapytałem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Pani mecenas, proszę na mnie nie wywierać nacisku. Nie, nic wcześniej się nie da. Przepraszam, nie mogę z panią dłużej rozmawiać, mam swoje obowiązki. Do widzenia /chowa telefon/. Trochę ją zbyłam ale baba była napastliwa, bezczelna.

 

Magda S.

Siedziałyśmy obie najeżone, każda ze swoim bólem. Nie wiedziałam jak mam jej powiedzieć prawdę. Co tu zresztą było prawdą?

 

Maks S.

Bo się z matką martwimy o ciebie. To nawet było wzruszające. Przecież nieźle sobie dawałem radę w życiu. Ojciec chyba pierwszy raz pokazał, że będzie stał przy mnie w każdej sytuacji.

 

Magda S.

Zmieniłam jej opatrunek. Nie wyglądało to groźnie. Ot, zwykła rana. W specyficznym miejscu ale przecież to się zdarza… No, tak, szwy zawsze wyglądają paskudnie ale lekarz powiedział, że to kwestia tygodnia, najwyżej dziesięciu dni. Przemyłam wacikiem.

 

Maks S.

Dam sobie radę. Na pewno? Ojciec chyba poczuł, że musi odegrać swoją rolę głowy rodziny. Zamiast mnie uspokoić raczej mnie zdenerwował. Zwłaszcza, że matka zaczęła płakać. Zanim wyszedłem wcisnęła mi do ręki kanapkę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nic w tej sprawie się nie działo przez kilka dni. To znaczy czasami dzwoniłam do ośrodka po psychologa. Ale jedna była na zwolnieniu, druga na urlopie. Chciałam nawet napisać pismo o sprowadzenie kogoś z Warszawy ale szef zapytał czy zapłacę za to z własnej kieszeni bo on nie ma na to środków.

 

Magda S.

Po dwu dniach poprosiłam moją przyjaciółkę, Krysię Brzeską aby kilka godzin posiedziała z małą. Zgodziła się. Pojechałam do pracy. Dzwoniłam do nich co chwila. Byłam rozproszona, wszystko leciało mi z rąk. Zastanawiałam się, jeśli nie Maks, to kto? Kto mógł jej to zrobić?

 

Maks S.

Wydzwaniałem do pani adwokat. Prosiła abym był cierpliwy, twierdziła, że wszystko jest na dobrej drodze.

W środku tygodnia przesłuchano matkę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To była taka starsza pani. Bardzo emocjonalna. Za nic w świecie nie uwierzyłaby, że jej syn skrzywdzi nie tylko własne ale i cudze dziecko. A na męża nie dałaby powiedzieć złego słowa.

 

Maks S.

Matka wróciła wystraszona. Wieczorem dostała wysokiej gorączki. Ojciec zdecydował wezwać pogotowie. Lekarz pytał, czy miała jakieś zdarzenie, które wyprowadziło ją z równowagi.

 

Magda S.

Poszłam do szefa, powiedziałam, że nie mogę być w pracy częściej niż trzy razy w tygodniu, że chętnie wzięłabym robotę do domu. Pokręcił głową. Powiedział, że zawaliłam kontrolę, że klient ma przez nas ogromne kłopoty. I że zrezygnował z naszych usług. Nie bardzo miałam co powiedzieć.

 

Maks S.

Bałem się, że umrze. Tego mi tylko brakowało. Od zawsze była mi bardzo bliska. Nawet jako dorastający chłopak zwierzałem się jej ze swoich problemów.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Miałam dużo innej roboty. Musiałam tę sprawę odłożyć. Czekałam na wywiad środowiskowy. Rutkowski wciąż narzekał, że nie ma ludzi ale obiecał, że w tym tygodniu to załatwi.

 

Magda S.

Zabrałam papiery Zuzi z dotychczasowej szkoły. Dyrektorka była zdziwiona. Nie trzeba było tego zrobić w czasie wakacji? zapytała.

Może, odpowiedziałam, nie wiem. Mamy kłopoty. Nie tłumaczyłam. W tej nowej, na osiedlu, też byli zdziwieni, że zmiany dokonuję dopiero teraz. No ale przecież nie było tak późno. Wrzesień. Przepisali jej pierwsze oceny.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie czułam aby w sprawie działo się cokolwiek złego. Dziecko było bezpieczne, odizolowane od dotychczasowego środowiska.

 

Maks S.

W pracy miałem kłopoty. Trudno mi było się skoncentrować. Zadzwoniłem do Rafała, mojego przyjaciela. Wywaliłem kawę na ławę. Nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Powiedział, że powinienem zażądać jakiejś dodatkowej analizy. Ale był, tak jak ja, inżynierem. Nie wiedział jak to załatwić.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Na początku tygodnia źle się poczułam, miałam jakieś krwawienia, to nie był okres. Poszłam do lekarza. Kazał zrobić badania. Dostałam dziesięć dni zwolnienia. Nawet się ucieszyłam. Wiedziałam, że powinnam odpocząć, złapać oddech, nabrać sił.

 

Maks S.

Zadzwoniła do mnie pani adwokat, powiedziała, że nie możemy nic zrobić bo pani prokurator jest na zwolnieniu. Jak to, zapytałem, nikt jej nie zastępuje? Wie pan, to nie jest takie proste. Każdy prokurator ma swój referat, odpowiedziała. Nie wiedziałem, co to jest referat. W gruncie rzeczy wcale mnie to nie interesowało. Miałem własne życie. I problem, którego nie powinienem mieć.

 

Magda S.

Rana się dobrze goiła. W gruncie rzeczy Zuzia mogła iść już do szkoły. Opierała się. Nie chciała. Odpuściłam jej jeszcze dwa dni.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Badania nie wypadły dobrze, miałam zdecydowanie za mało czerwonych krwinek. Nawet chcieli mnie położyć do szpitala ale się nie zgodziłam.

 

Magda S.

Szef powiedział abym wykorzystała tydzień zaległego urlopu. I żebym przekazała obowiązki Marysi Janczyszyn. Zapytałam czy chce mnie zwolnić. Wzruszył ramionami. Co ja mam zrobić? zapytał. Przecież wszystko zawalasz…

 

Maks S.

Starałem się przekonać sam siebie, że nie mogę nic więcej zrobić. W sobotę zaczepił mnie na korytarzu pan Żmuda, mój sąsiad spod jedenastki. Powiedział, że był dzielnicowy i wypytywał o mnie. Tak? Udałem zdziwienie. A może naprawdę się zdziwiłem. Co mu mógł powiedzieć straszy pan, który nigdy nie utrzymywał ze mną bliskich relacji? Że urządzam w mieszkaniu seanse pedofilskie? Że gwałcę tam własną córkę.? Że w komputerze mam tysiące filmów z dziecięca pornografią?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator.

Poprosiłam przez telefon aby Jacek Jakubczak podpisał nakaz rewizji. To trzeba było zrobić.

 

Maks S.

Jakbym wykrakał. Przyjechali o szóstej rano. We trzech. Pokazali jakiś papier. Zadzwoniłem do pani adwokat. Była rozespana, nie kojarzyła o kogo chodzi. Poprosiła do telefonu policjanta. Chwilę rozmawiali, potem oddał mi słuchawkę. Powiedziała abym się nie denerwował. Że to rutynowe działanie. Przetrząsnęli całe mieszkanie. Spisali protokół. Zabrali komputer, nic więcej. Wyszli koło dziewiątej. Pamiętam, że pomyślałem, iż to jakiś debilizm. Przecież przez tyle dni mógłbym wszystko wyczyścić, wynieść, pozbyć się każdego dowodu. Nie rozumiałem tego.

 

Magda S.

Zrozumiałam, że muszę szukać nowej pracy. Najlepiej takiej, w której sama będę mogła dysponować czasem. Ale to miasto nie daje za dużych możliwości.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do Rutkowskiego. Zapytałam ile czasu zejdzie się im na badanie twardego dysku.  Wie pani, pani prokurator, odpowiedział, to może potrwać miesiąc, dwa albo i pół roku. Przesyłamy do komendy wojewódzkiej, mówi. Przecież u nas nikt się tym nie zajmuje…

 

Maks S.

Siłą rzeczy przyjechałem do pracy koło dziesiątej. Szef się wściekł. Pokazałem mu protokół przeszukania. Rzucał kurwami na policję ale widziałem, że coraz mniej mu się to podoba. Ty się człowieku ogarnij, mówi. Jak mam się ogarnąć? pytam. A on, że chuj, że tak nie może być, że robota czeka.

 

Magda S.

Gdyby żył tata, pewnie rzuciłby wszystko i do mnie przyjechał, objął i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Byłam jego ukochanym dzieckiem. Nie radziłam sobie. Brakowało mi go. Mama to co innego, sama potrzebowała pomocy. Dobrze, że na miejscu miała brata. Nie chciałam ich informować, chyba się trochę wstydziłam. Zresztą, o czym tu gadać? Mieli swoje kłopoty. Może gdyby mieszkali bliżej? Ale to jednak dwieście kilometrów.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W gruncie rzeczy nie wiem dlaczego się tym przejmowałam. Przecież moje zdrowie było ważniejsze. Często myślałam aby dociągnąć do tych pięciu lat i uciekać z prokuratury gdzie pieprz rośnie. Spokojny etat radcy prawnego w banku albo w jakiejś spółdzielni. W przyszłości może własna kancelaria…

 

Magda S.

W ciągu tego tygodnia intensywnie szukałam pracy. Wydzwaniałam do wszystkich znajomych, przejrzałam wszystkie portale, gazety. Miałam tylko jedno oczekiwanie. Aby praca była w domu. Abym sama ustalała godziny…

 

Maks S.

To, co się stało później, to było jak najgorszy sen. Jakieś bydle w nocy wymalowało mi drzwi do mieszkania. Czarnym sprayem nabazgrał dużymi literami, jadąc od góry do dołu, kurwa - pedofil. Pani adwokat radziła abym zawiadomił policje, a najlepiej wyniósł się na jakiś czas z domu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwonił do mnie Rutkowski. Ten S. miał jakieś nieprzyjemności. Powiedziałam aby sobie sami radzili.

 

Maks S.

Poszedłem na komisariat. Najpierw kazali mi długo czekać. Potem przyjęli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Nie o przestępstwie, a o jego możliwości. Mówię: proszę pójść i zobaczyć. Zakwalifikowali to jako wybryk chuligański. Ale wiedziałem, tak, chyba już wiedziałem, że to się tak nie skończy.

 

Magda S.

Jedyna oferta to była akwizycja kosmetyków i dobrych perfum. W zestawie były Kate Moss, J.del Pozo Halloween i Chanel Chance Eau Freiche  Tych ostatnich nawet ostatnio używałam. Kompletnie nie znałam się za to na akwizycji. A poza tym trzeba było wpłacić kaucję. Niby z czego? Zadzwoniłam do teściów.

 

Maks S.

Powiedzieli, że przyjadą później, że teraz nie ma ludzi. Ale tego dnia nie przyjechali.

 

Magda S.

Mała poszła do nowej szkoły. Sześć lekcji.

 

Maks S.

Zastanawiałem się skąd ten bydlak, który wymalował mi drzwi, wiedział, że toczy się postępowanie.

 

Magda S.

Pocieszałam ją, starałam się pokazać dobre strony nowego środowiska. Widziałam, że nie jest przekonana.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wróciłam do pracy i utonęłam w stertach papierów. Jak szalona, przez trzy dni pisałam same umorzenia w drobnych sprawach. O tej rodzinie w ogóle nie myślałam.

 

Magda S.

Poszłam po nią do szkoły. Wracałyśmy, starałam się dowiedzieć czegokolwiek ale milczała, nie chciała rozmawiać. Zapytałam czy ma ochotę na lody. Pokręciła głową.

 

Maks S.

Wieczorem poszedłem po zakupy, miałem pustą lodówkę, przed blokiem stała grupa karków. Nigdy wcześniej mnie nie zaczepiali, mieli jakiś swój kodeks, w którym ludzie z bloku byli nietykalni. Jeden z nich gwizdnął na mój widok. Inny rzucił sprośną uwagę. Nie obejrzałem się.

 

Magda S.

Masz coś zadane, zapytałam w domu. Nie, odpowiedziała. Poprosiłam aby mi pokazała czym się zajmowali na lekcjach. Rzuciła mi swój plecak. Z każdego przedmiotu miała do zrobienia pracę domową.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwonił Rutkowski, zapytał czy może przyjechać. To pilne? zapytałam. A on powiedział, że coś złego dzieje się z tym Maksem S. Umówiliśmy się na następny dzień.

 

Magda S.

Nie nakrzyczałam na nią. Starałam się zrozumieć. Pozwoliłam jej pograć w gry na komputerze.

 

Maks S.

Szef powiedział, że tak nie może być. Albo jestem o siódmej w pracy, albo mogę szukać innej roboty. Obiecałem, że się więcej nie spóźnię.

 

Magda S.

Przestałam odbierać telefony od znajomych. Nie miałam siły tłumaczyć tego, co się dzieje. Powtarzałam sobie, że ten koszmar nie może trwać wiecznie.

 

Maks S.

Jeden z tych karków trącił mnie barkiem przy wysiadaniu z windy. Udałem, że niczego nie poczułem. Zaśmiał się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Rutkowski osobiście przyniósł wywiad środowiskowy. Facet był chodzącym ideałem. Spokojny, żadnych burd ani awantur. Zatrudniony. Często weekendy spędzał z córką. Od czasu do czasu spotykał się z jakimiś kobietami. Sąsiedzi twierdzili, że małomówny, raczej z nikim w bliskich relacjach ale uprzejmy, zawsze gotowy do pomocy. Podziękowałam ale wiedziałam, że nie dlatego przyszedł. Powiedział, że wymalowali facetowi drzwi, że mu grożą, że samochód mu porysowali.

 

Maks S.

Ty na jakimś rajdzie byłeś? Jochimczuk na widok mego auta złapał się za głowę. Urwane prawe lusterko, poobrywane pióra w wycieraczkach. Głęboka rysa przez wszystkie drzwi i maskę i parocentymetrowe wgniecenia w sześciu miejscach. Ktoś cię bardzo nie lubi, zauważył

 

Magda S.

Wieczorem, gdy mała już spała, zadzwoniłam do Maksa. Podziękowałam mu za pieniądze. Długo wypytywał o Zuzię. Popłakałam się. Powiedziałam mu, że nie mam siły. Z jego głosu wyczułam, że z nim też nie jest dobrze.

 

Maks S.

Zastanawiałem się czemu wzięliśmy rozwód. Przecież mogliśmy wszystko przetrwać. Nie chciała odpuścić. Ludzie się w sobie zacinają. Ona słowo, ja słowo. W gruncie rzeczy powinniśmy się wspierać. Całe życie. Wszystko było gówno warte. Popełniłem wiele błędów ale co do jednego byłem pewien. Magda była świetną matką.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Przecież nie zapewnicie mu całodobowej ochrony, rzuciłam, a komendant pokiwał tylko głową. Wie pani, pani prokurator, dobrze by było szybko to zamknąć. Inaczej faceta zgnoją. No to niech pan tam kogoś pośle, niech pogada z tymi mętami. Rutkowski pokręcił głową. To nic nie da. W każdej innej sprawie ale nie takiej. Dopóki kogoś nie złapię na gorącym uczynku…

 

Magda S.

Powiesiłam na ścianie obraz. Taką kopię Klimta na sosnowej desce. Obie z Zuzią lubiłyśmy ten obraz. Pamiętam jak parę lat wcześniej kupiłam go gdzieś na Mazurach. Maksowi początkowo nie przypadł do gustu, potem się z nim oswoił i coraz bardziej mu się podobał.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Chyba zaczynała mnie irytować ta sprawa. Dla prokuratury istotne było zapewnienie bezpieczeństwa dziecku, a nie dorosłym. To oni je krzywdzili, a nie odwrotnie.

 

Maks S.

Przecież nie mogłem ulec, poddać się, zwiesić nosa na kwintę. Poszedłem po raz pierwszy od trzech lat się wyspowiadać. Grzeszyłem, bardzo grzeszyłem, myślą, mową i uczynkiem.

 

Magda S.

Z każdym dniem w tej szkole było gorzej. Wychowawczyni twierdziła, że to wina Zuzi, że jest uparta, że nie chce wykonywać poleceń, że nie chce się integrować z klasą.

 

Maks S.

Wróciłem do mieszkania i się upiłem.

 

Magda S.

Mała często płakała. Nie chciała abym to widziała, więc zamykała się w łazience i płakała. Serce mi się krajało. Poszłam do psychologa szkolnego. Opowiedziałam co się stało. Była przerażona. Nie sytuacją dziecka tylko własną. Nie wiedziała jak ma się zachować.

 

Maks S.

Codziennie wydzwaniałem do pani mecenas. Wyraźnie miała mnie dosyć. Powtarzała, że musimy, ta liczba mnoga była jakaś nierealna, czekać. Że nic więcej nie możemy zrobić. Po trzech tygodniach zapytała czy chcę aby złożyła skargę na postępowanie prokuratury. Zapytałem jakie mogą być tego konsekwencje. Powiedziała, że niedobre, bo przecież dużo zależy od prokuratora.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Ta Zuchtowicz była bezczelna. Nie wiem skąd znała Reszkę z okręgowej. Faktem jest, że był od nich telefon. Nooo, co robimy w tej sprawie? Szef wyraźnie udawał, że niczego nie wie. A przecież na wszystkich odprawach go informowałam.

 

Maks S.

Pierwsza dobra wiadomość była taka, że znaleźli wreszcie biegłego psychologa. Wyznaczono termin. Za miesiąc. Myślałem, że spadnę z krzesła. Ledwie żyłem, a oni, że za miesiąc. Pomyślałem, że powinienem gdzieś na bazarze kupić spluwę i ich wszystkich powystrzelać.

 

Magda S.

Zuzia wyznała, że inne dzieci wyzywają ją od pasztetów. Powiedziałam żeby się nie przejmowała, że jest ładniejsza od wszystkich innych dziewczynek.

Kupiłam jej mały tapczanik. Zrobiło się jeszcze mniej miejsca.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To niby nie były naciski, w sensie formalnym zresztą nigdy ich nie ma, ale takie uwagi, że może warto coś przyspieszyć. Pytałam jak, skoro nie ma na nic pieniędzy.

 

Magda S.

To była tragedia. Teściowa zadzwoniła, Zuzia usłyszała, wyrwała mi telefon. Obie płakały. Mała dostała histerii, krzyczała, że chce do babci, żebym ją natychmiast do niej zawiozła. Długo musiałam ją uspokajać. Nie rozumiała, że nie może się zobaczyć z babcią.

 

Maks S.

Matka strasznie przeżywała rozmowę z małą. Znów miała kłopoty z sercem. Bałem się, że tego nie wytrzyma, że umrze. Chciałem pójść do tej pani prokurator i prosić, jak trzeba nawet na klęczkach aby choć babci pozwolili się widywać z wnuczką. Ale nie miałem jak tego zrobić.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zuchtowicz napisała pismo z formalnym wnioskiem o uchylenie zakazu widywania się dziecka z dziadkami. Zaopiniowałam negatywnie, bo przecież nie było pewności kto małą skrzywdził. Szef klepnął bez problemu.

 

Magda S.

W tej szkole były wyższe wymagania niż w poprzedniej. Trzeba było więcej czytać, więcej czasu poświęcić na odrabianie lekcji. Za nic nie mogłam zmusić Zuzi do pracy. Siedziałyśmy przy lekcjach, tłumaczyłam i nic, jak grochem o ścianę. Prosiłam żeby powtórzyła, a ona że nie pamięta. Wszystko się we mnie gotowało.

 

Maks S.

Te karki ciągle mnie prowokowały. Przestałem jeździć do pracy samochodem. Odstawiłem go na parking. Bałem się, że zupełnie mi go zniszczą. Potem postanowiłem go sprzedać. Wiedziałem, że pieniądze będą potrzebne Magdzie. Ale ile można dostać za ośmioletnia toyotę?

 

Magda S.

Wychowawczyni dostrzegała problem. Często do mnie dzwoniła.

 

Maks S.

Wszystko się posypało. Praca, rodzina, mieszkanie. Ojciec wcisnął mi jakieś pieniądze abym mógł opłacić ratę kredytu. Widziałem, że w nim też się coś załamało. A zawsze był taki twardy. Wydawało się, że nic nie jest w stanie go ruszyć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Co kilka dni dostawałam od Zuchtowicz kolejne pisma.

 

Maks S.

Pani adwokat pokazała mi stertę pism, które wysłała w naszej sprawie do prokuratury. Powiedziała, że nigdy wcześniej nie spotkała się z takim przypadkiem opieszałości. Tylko, co to dla mnie było za pocieszenie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Prokuratura to jest urzędnicza machina. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Jak mantrę powtarzałam, że dobro i bezpieczeństwo dziecka jest dla mnie najważniejsze.

 

Magda S.

Zuzia uciekała w chorobę. Co rano mówiła, że się źle czuje. Czasami wymiotowała. Lekarka, do której poszłyśmy nie stwierdziła niczego budzącego niepokój.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wykorzystałam zaległy urlop. Dwa tygodnie. Od dawna planowaliśmy z Maćkiem wypad na Ibizę. Była okazja, last minut. Słońce zamiast jesiennej pluchy w Polsce. Oliwki, migdały, winogrona, plaże. Żyć nie umierać.

 

Maks S.

Jakoś się opanowałem. W pracy robiłem swoje. Tylko chyba umilkłem. Przestałem żartować z czym do tej pory wszyscy mnie kojarzyli.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Drugiego dnia poszliśmy tańczyć do najsłynniejszego tam klubu, który się nazywał Amnestia. Grali techno. Byłam ogłuszona dźwiękami, setkami ludzi, alkoholem, który zamawiał Maciek. Wyszliśmy nad ranem.

 

Magda S.

Musiałam pójść do pracy. Ale to był koniec. Nikomu w biurze rachunkowym nie byłam potrzebna na cztery godziny dziennie. No ale dziecko przecież było dla mnie najważniejsze. Musiałam się nią zająć. Gdybym miała certyfikat z Ministerstwa Finansów może sama bym otworzyła swoje biuro. Ale nie miałam. Mogłam żałować, że nie zrobiłam tego w odpowiednim czasie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Odżyłam, oderwałam się od wszystkich problemów. Maciek był na dodatek czuły, opiekuńczy. No i był wspaniałym kochankiem. Nie przespałam za wielu nocy…

 

Maks S.

Magda czasami dzwoniła. Nigdy sam się nie odważyłem na telefon. Postępowałem tak, jak kazała mi pani adwokat. Żadnej sytuacji, która mogłaby sprowokować policję albo prokuraturę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W samolocie, w drodze do Warszawy, powiedział mi, że nie chce dłużej czekać. Że wóz albo przewóz. Że ma swoje lata i musi wiedzieć na czym stoi. To nie były typowe oświadczyny. Chyba nie byłam na to przygotowana. Nie potrafiłam się zdecydować.

 

Maks S.

Masz coś do mnie? zapytałem karka, gdy znów mnie szturchnął w wejściu do klatki schodowej. A co, kurwa, zareagował, jebnąć ci? Pomyślałem, że powinienem się zaopatrzyć w pojemnik z gazem. Może z jednym miałbym jakieś szanse ale jeśli będzie ich dwu albo trzech… Nawet nie wiedziałem, gdzie się taki gaz kupuje.

 

Magda S.

W niedzielę starałam się wyciągnąć małą na spacer. Nie chciała wyjść z domu. Nakrzyczałam na nią. Wszystko się we mnie gotowało. Na moich oczach dziecko nabierało cech, których wcześniej nie miało. Wyszłyśmy na ulicę. W parku otoczyłam ja ramieniem. Zrzuciła moją rękę. Jakby była na mnie o coś wściekła.

 

Maks S.

Gdybym miał komputer pewnie bym to sprawdził w internecie. Ale nie miałem. I nie zapowiadało się, że mi go szybko zwrócą.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Tak, zanim wylądowaliśmy wiedziałam, że jest za wcześnie. Obudziłam Maćka i mu to powiedziałam. Wzruszył ramionami i zrobił obrażoną minę. Chciałam być wobec niego uczciwa. I nie mogłam tak podejmować decyzji. Daj mi trochę czasu, poprosiłam ale nie odpowiedział.

 

Maks S.

Porozmawiałem o tych karkach z Rafałem. Może ty się do mnie przeprowadź, zaproponował. Ale gdzie miałem się przeprowadzić? Na te czterdzieści dwa metry z jego żoną i dwójką dzieciaków? Jakoś się pomieścimy, przekonywał. Był fantastycznym kumplem ale chyba też nie do końca potrafił zrozumieć to, co się działo.

 

Magda S.

Któraś z dziewczyn podrzuciła mi do domu do zrobienia bilans dla jakiejś firmy. I odtworzenie dla innej ksiąg rachunkowych. Wprowadzałam do komputera fakturę za fakturą. Głupia robota ale i tak byłam wdzięczna. Zarobiłam na czarno półtora tysiąca.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Znów miałam urwanie głowy. Obok znęcania się nad psem także morderstwo na Daniłowicza. Niby prosta sprawa ale… ale w takich sprawach nic nie jest proste. Policjanci podejrzewali, że sprawców było więcej niż dwóch. Musiałam opieprzyć dochodzeniówkę. Pozacierali ślady, narobili błędów od groma.

 

Maks S.

Kupiłem ten gaz na bazarze. Sprzedawca przekonywał, że kto raz dostanie nim po oczach, więcej nie podskoczy.

 

Magda S.

Odprowadziłam Zuzię do szkoły i poszłam zarejestrować się w Urzędzie Pracy. Musiałam stać w długiej kolejce. Potem jakaś niezbyt mądra rozmowa. Urzędniczka powiedziała, że jest oferta pracy dla księgowej za tysiąc osiemset. Na pełnym etacie? zapytałam. Nie rozumiała mojego zdziwienia. Powiedziałam, że musze się opiekować dzieckiem i że nie skorzystam. Na pierwszy zasiłek musiałam poczekać półtora miesiąca.

 

Maks S.

Tak, poczułem się trochę bezpieczniej ale wciąż byłem przekonany, że nie warto ich prowokować. Nie wychodziłem z mieszkania bez potrzeby.

 

Magda S.

Poszłam do szpitala. Poprosiłam o kartę pobytu dziecka. Nie o wypis, a o przebieg leczenia. Ponad godzinę szukali. Zapytałam czy mogę skserować. Pani z administracji wzruszyła ramionami. A po co to pani? zapytała.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Na poniedziałek wyznaczono spotkanie z psychologiem.

 

Magda S.

Mała się ucieszyła, że nie pójdzie do szkoły. Ale nie rozumiała dlaczego ma rozmawiać z obcą osobą. Uspokoiłam ją. Powiedziałam, że będę razem z nią.

 

Maks S.

To był ważny dzień. Pani psycholog miała określić czy wersja dziecka jest całościowa, spójna, czy stała mu się krzywda. Czekałem z niepokojem na telefon od Magdy.

 

Magda S.

To była starsza kobieta, pewnie po pięćdziesiątce. Przytuliła Zuzię, powiedziała jej, że to taki test, że musimy go zrobić aby być pewnym, że z jej zdrowiem jest wszystko w porządku.

Byłam zdenerwowana, bolało mnie serce, choć kiedyś przeczytałam, że serce nie boli. Niektóre pytania mnie niepokoiły. Wydawało mi się, że mała ma drobny problem z oddaniem zdarzeń. Czasami łapała mnie za rękę. Opowiadała o wypadku, o tym że ją bolało, że tata się przestraszył.

 

Maks S.

Przez cały dzień czekałem na ten telefon. Czasami sprawdzałem czy mi się nie rozładował.

 

Magda S.

Wyczuwałam, jak pani psycholog sprytnie wgryza się w relacje z ojcem, z dziadkiem, z nauczycielami. Zuzia się rozluźniła. Miałam wrażenie, że ta zabawa zaczyna jej się podobać. Czasami i ja dostałam jakieś pytanie. Skończyłyśmy po dwu godzinach. Pani psycholog zapytała córkę czy jeszcze raz do niej przyjdzie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator /z telefonem przy uchu/

Tak, tak, no dobrze. /chowa telefon/ Nie miała wątpliwości. Powiedziała, że dziecko ma bardzo silny kontakt emocjonalny z matką. Z ojcem zresztą też. Ale dla upewnienia się musi zrobić jeszcze jakieś testy w przyszłym tygodniu.

 

Magda S.

Poszłyśmy do domu. Potem na chwilę wyszłam po zakupy. Zadzwoniłam do Maksa. Powiedziałam, że jeszcze nic nie wiadomo, że to jeszcze potrwa. Wyczułam w jego głosie przygnębienie. Chyba był przekonany, że od dziś wszystko się odkręci, pójdzie w dobrą stronę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do tego Maksa S., potem także do jego ojca z pytaniem czy poddadzą próbie swoje nasienie. Nikogo nie można zmusić do takiego badania.

 

Maks S.

Nie powiem abym na to czekał od początku sprawy ale myślałem, że to będzie badanie z automatu. Oczywiście, że chciałem się poddać temu badaniu. Tylko…. No, jak o tym mówić? Przychodzisz, dają ci próbówkę i co… To nie tak łatwo. A jeszcze w stresie. Z kobietami nigdy nie miałem problemu, nigdy. A wtedy… Pielęgniarka zapytała czy chcę jakieś pismo pornograficzne. Trochę chciało mi się śmiać, faceta podejrzewają, że gwałci własną córkę i dają mu świerszczyka…

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Starszy pan początkowo w ogóle nie rozumiał o co chodzi. A jak niby mam to zrobić, zapytał. Chyba czekał aż mu wytłumaczę…

 

Magda S.

Sądzę, że popadałam w depresję. Budziłam się każdego dnia z bólem głowy. Zuzia od rana ryczała. Tak naprawdę bałam się, że tego nie wytrzymam, że mogę zrobić coś głupiego. Że mogę ją uderzyć, a wtedy przekroczę jakąś barierę, po której nie będzie powrotu do niczego. Ale przecież zdawałam sobie sprawę, że to ona głównie cierpi. Wciąż zadawałam sobie pytanie czy ktoś ją skrzywdził. Pewnie byłam teraz wobec niej nadopiekuńcza.

 

Maks S.

Jakoś się udało. Pojemnik oklejono znacznikiem z kodem. Młoda pielęgniarka uśmiechnęła się do mnie rutynowo. Nie wiem czy wiedziała w jakim celu pobrano ode mnie nasienie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wie pan, może się pan nie zgodzić. Ale to przyspieszy procedury, powiedziałam, a on zapytał jakie procedury. No, mówię, musimy mieć materiał porównawczy. Po ponad trzech miesiącach? straszy pan wyraźnie się zdziwił. Czas szybko leciał.

 

Magda S.

Dostałam koszmarnie duży rachunek za prąd. Ale musiałyśmy się dogrzewać farelka, w domu było potwornie zimno. Nie mogłam oszczędzać na zdrowiu małej. Poszłam do jubilera sprzedać swoją biżuterię. Nie była wiele warta.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

We wtorek wydałam decyzję o przedłużeniu śledztwa. Szef, jak zawsze,  przyklepał ją bez żadnych oporów.

 

Maks S.

Chciałem poszukać dodatkowej pracy. W warsztacie był przestój. Niewielu było klientów, ot drobne naprawy elektroniki. W gruncie rzeczy jednego można było spokojnie zwolnić ale szef powtarzał, że trzeba zły czas przeczekać. Dotąd zawsze mu się to sprawdzało. Płacił nam tylko wyjściówkę, podstawę. Tysiąc siedemset. Nic z tego, co wcześniej dostawaliśmy bokiem.

 

Magda S.

Maks sprzedał samochód za trzy tysiące. Połowę przelał mi na konto. Wiedziałam, że przestał spłacać kredyt. Mówił, że jakoś sobie z tym poradzi.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Urządziłam awanturę, gdy dowiedziałam się, że zrobią badania porównawcze nie wcześniej niż za miesiąc. Miałam serdecznie dość tej sprawy. I jeszcze Maciek przestał się odzywać. Wracałam do pustego mieszkania.

 

Magda S.

Wychowawczyni Zuzi wezwała mnie na rozmowę. Powiedziała, że mała jest agresywna. Zapytałam czy jest pewna, że to nie moje dziecko jest prześladowane przez inne. Nie powinna pani w ten sposób reagować, zaczęła mnie pouczać ale jej przerwałam. Powiedziałam, że nie wie, co się dzieje w klasie. Że dzieci wyzywają córkę, że ktoś jej ukradł flamastry, że chowają jej plecak. Zdziwiła się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Dostałam wywiad środowiskowy rodziców Maksa S. Dość oczywisty. Byli powszechnie szanowani. Starszy pan udzielał się w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami. Dostałam też opinię z poprzedniej szkoły dziewczynki. Była niezłą uczennica choć nie orłem. W grupie adaptowała się bez problemu. Nauczyciele nigdy nie mieli większych zastrzeżeń, co do jej zachowania.

 

Maks S.

W bloku u rodziców zaczepiła mnie staruszeczka Ramlowa. Zawsze ją lubiłem. Tak pięknie potrafiła opowiadać o przedwojennej Polsce. O ile to możliwe, mogłem powiedzieć, że przyjaźniłem się z nią od urodzenia. Maksiu, mówi, słyszałam, że masz kłopoty. Kiwnąłem głowa, nie miałem co udawać. Nie przed nią. Może ci potrzebne pieniążki? zapytała. Nie, pani Tereso, nie. Podziękowałem. Wiedziałem, że sama ledwie wiąże koniec z końcem.

 

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam z pracy do Maćka. Niezbyt często to robiłam. Poprosiłam żeby przyszedł. Powiedział, że w tym tygodniu nie da rady. Że ma dużo pracy i że w środę jedzie do Warszawy. Ale, jak masz ochotę, jedź ze mną. Pochodzisz po sklepach. Pomyślałam, że to dobry pomysł. Szef się zgodził, miałam jeszcze sporo niewykorzystanego urlopu.

 

Magda S.

Drugie spotkanie z panią psycholog też było miłe. W ogóle tym razem nie wyczuwałam, że to badanie ma sprawdzić jakiekolwiek kontakty czy doświadczenia seksualne dziecka. To był raczej sprawdzian jej możliwości intelektualnych. Trwało to długo ale mała, tak czułam, wiedziała, że to dla niej ważny egzamin. Zachowała pełną koncentrację do końca.

 

Maks S.

Tęskniłem, nawet bardzo. Ten dzieciak znaczył dla mnie więcej niż ktokolwiek. Uwielbiałem się na nią gapić, czytać, robić żarty. Czułem jakby mi ktoś odjął rękę.

 

Magda S.

Na koniec zostałyśmy same. Mnie też zadała sporo pytań. Odpowiadałam bez zastanowienia, jak w transie. Pani psycholog robiła notatki ale chyba nie zapisywała zdania po zdaniu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W Warszawie było przyjemnie. Maciek pojechał na negocjacje, ja pochodziłam po galeriach. Kupiłam ładne kozaki. Potem zjedliśmy obiad na Starym Mieście. Pomyślałam, że chętnie bym się do Warszawy przeniosła, nawet na trzymiesięczną delegację. Ale najchętniej na stałe. To miasto stwarzało inne perspektywy. W drodze powrotnej Maciek zapytał czy chcę prowadzić. Lubiłam kierować samochodem. Jechałam szybko. Za Białobrzegami zatrzymała nas policja. No, ładnie, usłyszałam od Maćka. Policjant pokazał mi radar z cyfrą 112. Podałam mu legitymację prokuratorską. Uśmiechnął się i powiedział coś, co mnie bardzo rozbawiło. No, pani prokurator, my prawnicy nie będziemy sobie przeszkadzać. Oddał mi prawo jazdy i życzył dobrej drogi.

 

Magda S.

Tak, wiedziałam, czułam, że tak musi być. Pani psycholog powiedziała, że nie wyczuła u małej żadnego zagrożenia, że według niej nie zdarzyło się nic, co mogłoby świadczyć o nadużyciach ze strony ojca albo dziadka w stosunku do Zuzi. Chciałam ją pocałować w rękę. Naprawdę. Powiedziała, że za kilka dni wyśle do prokuratury taką właśnie opinię.

 

Maks S.

Magda przysłała mi sms-a, że opinia psychologa jest dla mnie korzystna. Zadzwoniłem z tą informacją do rodziców. Czułem, że matce spadł kamień z serca. Chyba miałem potrzebę dzielenia się ta wiadomością z każdym. Zadzwoniłem do Rafała, potem poszedłem do szefa aby i jemu o tym powiedzieć. Klepnął mnie w ramię. No, przecież wiedziałem, że to pomyłka, oświadczył. Zacznij dbać o siebie, chłopie, dodał, bo wyglądasz już jak śmierć na zakręcie. To było takie jego powiedzenie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Ty masz fajną robotę, usłyszałam od Maćka. Kpił sobie ze mnie. Faktem jest, że nigdy nie płaciłam mandatów. I tu wcale nie chodziło o immunitet. Ta nasza legitymacja działała na nich po prostu jak afrodyzjak.

 

Maks S.

Poczułem, że powinienem pójść za ciosem. Zadzwoniłem na policję z pytaniem o mój komputer. Dyżurny powiedział, że nie zna sprawy i najlepiej żebym jutro przyszedł o jedenastej na komendę. Powiedziałem, że o jedenastej to większość ludzi jest w robocie. Coś tam marudził ale powiedział, że przełączy do oficera. Ten był jeszcze głupszy. Zbył mnie stwierdzeniem, że jak będzie decyzja, to zostanę powiadomiony.

 

Magda S.

To był dobry dzień. Zadzwoniła Krysia Brzeska. Chciała pogadać. Przyjechała do nas wieczorem. Zuzia uwielbiała przyszywaną ciocię. Wlazła jej na kolana, wygłupiały się jak kiedyś, jak przed tą historią. Szalały do dziesiątej. Zjadłyśmy kolację, potem wygnałam małą do łazienki, a my zaczęłyśmy gadać. Tego wieczoru, świat wyglądał inaczej.

 

Maks S.

Zjadłem coś na mieście, potem pojechałem do rodziców. Matka pogłaskała mnie po głowie, jak małe dziecko. Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, powtarzała. Obejrzeliśmy w telewizji stary film Louisa Bunuela. Czasami czułem się jakbym grał w nim główną rolę.

Wyszedłem na balkon aby zapalić papierosa. Ojciec zdziwił się, nie wiedział, że znów palę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Tak, brakowało mi seksu z Maćkiem. Nie chciałam się do tego przyznać nawet przed sobą. Ale tak było.

 

Magda S.

Krysia poznała jakiegoś faceta przez internet. Był o dwanaście czy trzynaście lat od niej starszy ale była szczęśliwa. Opowiadała o nim z jakimś wewnętrznym zachwytem. Opiekuńczy, szarmancki, dobry w łóżku. Czuła, że wygrała los na loterii. Poczułam, że coś mnie ściska w środku. Dawno nie miałam mężczyzny. Zresztą w ogóle niewielu ich miałam. Dwu przed Maksem, jeden po nim. Brakowało mi kogoś obok.

 

Maks S.

W autobusie jakieś małżeństwo kłóciło się ze sobą. Mężczyzna był agresywny, chyba po niewielkiej dawce alkoholu. Kobieta nie zamierzała mu ustępować. Bez zahamowań rzucała kurwami. Kazała mu się zamknąć i odpierdolić. Szarpnął ją za kołnierz palta. Nikt nie zareagował. Ja też nie. Nie z tchórzostwa, pomyślałem, że to ich życie, że muszą sami ze sobą wyjaśnić sprawę, zdjąć z wątroby to, co ich boli.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie został na noc, nawet mnie nie pocałował. Stałam pod prysznicem i przeklinałam własną głupotę. Czułam, że coś tracę, że ucieka mi jakaś szansa. I że drugiej mogę nie dostać.

 

Magda S.

Wyszła od nas koło drugiej w nocy. Nie chciało mi się spać. Usiadłam przy łóżeczku Zuzi. Pochyliłam się nad nią, pocałowałam. Lekko, niezbyt głośno pochrapywała. Była szalenie bezbronna. Taka moja. Nalałam sobie wody do wanny. Siedziałam w niej aż całkiem ostygła. Byłam przekonana, że ten koszmar niedługo wreszcie się skończy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Znów utonęłam w papierach. To było nienormalne. Nikt się nie wyrabiał ze swoją pracą. Cały ten system był do dupy. Otwierałam szafę i bałam się, że akta wylecą mi na podłogę. Ale uparłam się, niech się dzieje co chce, niech się wszystko zawali ale nie będę brała roboty do domu. I po godzinach też nie będę siedzieć. Do diabła, każdy ma swoje życie. Tylko jedno.

 

Maks S.

W takiej sytuacji zmiana nastrojów nie jest chyba czymś szczególnym. Chociaż, jak tu mówić o takiej sytuacji. Przecież to nie jest sytuacja, która się zdarza, którą przeżywają dziesiątki mężczyzn. Zawsze uważałem się za mocnego psychicznie. Nawet jak się rozstawaliśmy z Magdą, wiedziałem, że dam sobie radę. Ale teraz było inaczej. Zrobiłem wszystko czego chcieli. Nie zbliżałem się do małej, zgodziłem się na porównanie mojej spermy z tą, którą znaleźli w jej pochwie, badali cały mój życiorys. Więc jak dostałem dobrą wiadomość, skakałem prawie pod sufit. Ale ten koszmar trwał i trwał. Nic się nie zmieniało. Zuchtowicz wciąż powtarzała, że muszę być cierpliwy. Co miesiąc wyciągałem dla niej jakieś pieniądze ale efektów nie widziałem. Często myślałem, że wyląduję w psychiatryku.

 

Magda S.

Nic się nie kończyło.

 

Maks S.

Na Boga też się obraziłem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Czy się niepokoiłam tą sprawą? Nie, ani trochę. Nie było podstaw. Przecież wszystko się ułożyło. Dziecko było z matką, nic mu nie groziło. Facet też przecież nie siedział w areszcie. Wszyscy żyli normalnie. Nawet jeśli musieli zmienić trochę to swoje życie.

 

Maks S.

No, tak. Obraziłem się. Poszedłem do kościoła, raz, drugi, wyspowiadałem się ale nie dostałem rozgrzeszenia. No, tak. Byłem rozwiedziony. Niby racja ale przecież kościół powinien dawać nadzieję. Mnie jej nie dał, odwrotnie. Czułem, że mnie odpycha. Tak, wiem, że to niesprawiedliwe. Mówię, co czułem, nic więcej. Modliłem się i pytałem za co spotyka mnie takie cierpienie. Nie otrzymałem odpowiedzi.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

O takich sprawach gada się na początku. Tak, nawet u nas, w prokuraturze, budzą one emocje. Skrzywdzony mały dzieciak. Potem wszystko przysycha, odchodzi w niepamięć. Po miesiącu rzadko kto do tego wraca. To tak, jak z wielkimi katastrofami. Gdzieś się rozbija samolot, wykoleja pociąg, giną ludzie, wszyscy są tym rozemocjonowani, a potem jest tylko praca nad wyjaśnieniem przyczyn. I nie można, nie powinno się tego traktować inaczej.

 

Magda S.

Nie wiem jak to się stało, niby nie miałam okazji aby się przeziębić ale dopadło mnie zapalenie oskrzeli. Lekarka powiedziała, że mam piekielnie osłabiony organizm, jakoś tak wewnętrznie wyczerpany. Że powinnam dużo wypoczywać i się nie denerwować. Chciało mi się śmiać. Z gorączką ale zrywałam się każdego dnia aby odprowadzić, a potem przyprowadzić małą ze szkoły. Leżałam, zaglądałam do komputera, szukałam jakiejś pracy ale niczego nie było. Może gdybym się przeprowadziła do Warszawy albo Krakowa. Tu nic. Przestałam płacić abonament za internet. Przysyłali ponaglenia ale na razie nie odłączyli mnie od sieci.

 

Maks S.

Z mamą nie było dobrze. Ojciec tez się gwałtownie postarzał.

 

Magda S.

Czego się bałam? Że mała się pochoruje i że nie będę miała na lekarstwa.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Przecież nie mogłam żyć tylko tą sprawą. Nie za to mi płacono. Zawaliłam zresztą inną i gdyby nie szef, groziłaby mi za nią dyscyplinarka. Taka prawda, nie byłam w stanie tego wszystkiego objąć, ogarnąć. Czasami czytałam gdzieś w prasie czy w internecie opinie, że prokuratorzy się obijają. Takie stwierdzenia doprowadzały mnie do szału. Niech jeden z drugim baran przyjdzie na moje miejsce, niech zobaczy jaki to cymes.

 

Magda S.

Co miesiąc musiałam chodzić do urzędu pracy. Pani zapytała czy nie mogłabym otworzyć własnego biznesu. A najlepiej abym znalazła pracodawcę, który podpisze zobowiązanie, że mnie zatrudni, to dadzą mi pieniądze na egzamin w Ministerstw Finansów. Cholera, czy ci idioci niczego nie rozumieli?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To chyba nasza narodowa cecha aby narzekać na innych. No, na pewno nie było w tym mojej złej woli.

 

Maks S.

Nigdy nie piłem dużo. Czasami jakiegoś drinka, raz na tydzień, czasami jakieś piwo. Nigdy nie ciągnęło mnie do alkoholu. Ale teraz czasami zdarzało mi się napić. Wiedziałem, że to żadne lekarstwo ale… no, zdarzało się.

 

Magda S.

Baba patrzyła na mnie jak na jakąś życiową niedorajdę. A ja się wstydziłam.

 

Maks S.

Szef powiedział abym szukał innej pracy. Wszystkim tak powiedział. Cholera, kryzys, wszystko naraz.

 

Magda S.

Nigdy wcześniej nie wyciągałam ręki po pieniądze. Nawet z Maksem sami ustaliliśmy alimenty. A tu, te siedemset dwadzieścia trzy złote były problemem. Przecież z każdej mojej pensji, przez tyle lat, szły na to pieniądze.

 

Maks S.

Na nic mi nie starczało. Matka mnie karmiła.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W jakiejś sprawie byłam na komendzie. Rutkowski powiedział, że zatrzymali gościa, który się przyznał do wymalowania drzwi temu S. Co mu można było zrobić? Ot, wybryk chuligański. Gnój nie był wcześniej karany.

 

Maks S.

Bank zaprosił na negocjacje w sprawie zaległości kredytowych. Zadzwoniłem do Magdy. Powiedziałem, że nie mam pieniędzy. Rozpłakała się. Zapytała co ma zrobić.

 

Magda S.

Szamotałam się, wydzwaniałam do dziewczyn. Hanka Mikołajko powiedziała, że da mi jakieś papiery do zrobienia.

 

Maks S.

Dopóki pracujesz, dopóki regularnie masz pieniądze, nie myślisz, że może ci zabraknąć. Potem przychodzi ci do głowy, że nie trzeba było kupować tego mieszkania. Albo, że trzeba było kupić mniejsze. Tyle, że to też nie było ogromne. Pięćdziesiąt sześć metrów. Mała mogła mieć swój pokój.

 

Magda S.

Zuzia powiedziała, że więcej do tej szkoły nie pójdzie. Jakiś drań ją prześladował. Wyzywał od sierot i Żydówek. Gadał, że powinni ją zagazować. Kurwa, klęłam w duchu, skąd się to bierze, gdzie się rodzi takie gówno. Co to za dom? Zadzwoniłam do wychowawczyni. Dała mi telefon do rodziców tego chłopca.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Maciek zadzwonił. Powiedział, że może mi sprowadzić z Holandii fajnego nissana. Kombiaka, dwuletniego. I że to okazja, że za tę cenę nigdzie nie kupię. Przesłał mi mailem jego zdjęcie. Miał uszkodzony prawy błotnik. Ale generalnie piękne auto. Musiałabym trochę pożyczyć od ojca.

 

Magda S.

Ojciec chłopca nie mógł uwierzyć w to, co mówię. Zabiję gnoja, powtarzał, zabiję. Musiałam go uspokajać, bo faktycznie chybaby zrobił z synka miazgę. Obiecał, że nigdy więcej się to nie powtórzy. Wie pani co, dodał na koniec, moją babkę zagazowali w Oświęcimiu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zdecydowałam się. Samochód był naprawdę fajny.

 

Maks S.

W banku pani była bardzo uprzejma. Wypytywała o powody opóźnień we wpłatach. Trochę bezradnie rozkładałem ręce. Pytała o zarobki żony, no… kredyt braliśmy dwoje, na dwie pensje. Przecież nie miałem powodu aby informować bank o naszych sprawach, o rozwodzie. Teraz by mi za nic tego kredytu nie dali.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Poszłyśmy na obiad z Ireną Pasym z sądowego. Lubiłam ją, wszystko traktowała lekko. Nawet do morderstw można przywyknąć, mówiła. Opowiedziałam jej o aucie. Zapytała czy i jej Maciek mógłby sprowadzić samochód. Powiedziałam, że zapytam.

 

Magda S.

Ten chłopak czekał z rana na Zuzię w szatni, podszedł do niej i w mojej obecności ją przeprosił.

 

Maks S.

Miałem dość. Poszedłem do prokuratury. Chciałem od tej prokurator aby pozwoliła mi zobaczyć się z dzieckiem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Fakt, źle wyglądał. Bardzo źle. I to nawet nie o to chodziło, że przyszedł w wymiętoszonym ubraniu, wychudzony, nieogolony. Był jakoś wewnętrznie zniszczony. Bałam się, że zacznie mi płakać. Prosił abym pozwoliła mu się zobaczyć z dzieckiem. Albo abym go zamknęła. Ani na jedno, ani na drugie nie mogłam się zgodzić. Było mi go szczerze żal, nigdy wcześniej nikt się tak nie zachował.

 

Magda S.

Zadzwonił Maks. Pierwszy raz, dotąd ściśle przestrzegał zakazu. Powiedział, że chyba skończy ze sobą. Zapytałam dlaczego chce to zrobić Zuzi. Chyba wtedy pomyślałam, że nie jest taki mocny za jakiego zawsze chciał uchodzić.

 

Maks S.

Za dwa dni były święta. Powiedziałem Magdzie, że Rafał jej podrzuci ode mnie prezent dla małej. Kupiliśmy dla niej z rodzicami rolki. Pamiętałem, że o nich marzyła. Były eleganckie, czarne z żółtymi wypustkami z przodu. Pół roku temu sama mi je pokazała w sklepie przy Narutowicza.

 

Magda S.

Postanowiłam pojechać na święta do mamy i brata. Zdziwili się. Od lat tego nie robiłam, zawsze te święta spędzaliśmy z teściami i Maksem, nawet już po rozwodzie. Ale się ucieszyli.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Szef chciał mnie wrobić w dyżur świąteczny. Byłam jedną z niewielu osób, które nie miały mężów, dzieci. Pokręciłam głową. Niech szef sprawdzi, powiedziałam, kto miał dyżur w ostatnie święta. Cholera, nie mam kogo obsadzić, narzekał ale zgodził się, że nie mogę być dwa razy pod rząd.

 

Maks S.

Wiedziałem, że to będą smutne święta.

 

Magda S.

Podróż była okropna. Każdy centymetr miejsca w pociągu wypełniony był ludźmi. Na dodatek było zimno, piekielnie zimno. I jeszcze gdzieś po drodze pękły tory i był objazd. Półtorej godziny opóźnienia. Dojechałyśmy ledwie żywe. Na szczęście brat czekał na nas na dworcu.

 

Maks S.

Uznałem, że nie będę kupował choinki. Ojciec się wściekł, zaczął na mnie krzyczeć, że robię z siebie łajzę, że jestem mięczak, żebym albo się przyznał, albo żebym był mężczyzną i walczył. Odburknąłem mu, że nie ma pojęcia przez co przeszedłem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Byłam zadowolona, że w tym roku niczego nie musze przygotowywać. Matka wzięła wszystko na siebie. Kupiłam jej piękną bluzkę, a ojcu kolejny krawat. Miał ich całą kolekcję.

 

Magda S.

Mama nie mogła się nacieszyć Zuzią. Ale mała była niepewna, dawno nie widziała babci.

 

Maks S.

To faktycznie były smutne święta. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nie ma z nami małej. Wszystkim nam jej brakowało.

 

Magda S.

Nie emocjonowała się prezentami tak, jak zawsze. Rolki od ojca i dziadków nie zrobiły na niej wielkiego wrażenia. Odłożyła je na regał, nawet nie wyjmując z kartonu. Wieczorem, przed snem zaczęła się do mnie tulić, a potem powiedziała zdanie, po którym zrobiło mi się niedobrze.

 

Maks S.

Dzieląc się opłatkiem mieliśmy wszyscy tylko jedno życzenie. Aby ten koszmar wreszcie się skończył, aby sprawa została raz i na zawsze wyjaśniona.

 

Magda S.

Powiedziała, że ona wie, że nie zobaczy już taty. I że tata już jej nie kocha. A te rolki na pewno nie są od niego.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Święta były radosne. Przyjechała moja kuzynka z Krakowa. Uwielbiałam Tamarę. Jej humor, dowcip, to, że widziała przede wszystkim dobre strony życia. Czasami spędzałyśmy razem wakacje. Opowiadała o ostatnim urlopie w Turcji. Pokazała mi też świetną ofertę na najbliższe lato. Grecka wyspa Korfu za naprawdę przyzwoite pieniądze. I ci Grecy, puściła do mnie oko…

 

Magda S.

Zaprzeczyłam. Powiedziałam, że to nieprawda, że tata nigdy o niej nie zapomni, że kocha ją najbardziej ze wszystkich. Że musiał wyjechać ale wróci. I to niebawem. W jej oczach nie dostrzegłam niczego poza smutkiem. Przytuliłam ją do siebie. Strasznie mocno. Potem obie płakałyśmy.

 

Maks S.

Ojciec pokazał mi stare zdjęcia. Dostał je mailem od Tadeusza, kuzyna z Kanady. Podretuszował i wydrukował. Musiały być z początku wieku. Na samej górze stał młodziutki chłopiec, który był moim pradziadkiem. Miał piękną koszulę ze stójką. Bez trudu dostrzegłem podobieństwo między nim, a sobą. Te same rysy twarzy. Poniżej stały i siedziały cztery jego siostry, dwie starsze, dwie młodsze. Na samym dole mały chłopiec z ogromną muchą podwiązaną pod kołnierzykiem na szyi. Był też napis.  Cabinet Portrait.

 

Magda S.

To chyba były nasze najsmutniejsze święta w życiu.

 

Maks S.

Pradziadek był bardzo dzielnym człowiekiem. Wiele wycierpiał. Przeszedł przez sowieckie łagry, wyszedł z armią Andersa, walczył pod Monte Cassino. Pomyślałem, że chciałbym móc opowiedzieć Zuzi o jej korzeniach. I że pewnie byłaby dumna ze swoich przodków.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Tamara rozwiodła się dwa lata temu. Twierdziła, że dopiero po rozwodzie zobaczyła, że świat ma tyle kolorów. Zmieniała facetów jak rękawiczki. Na spacerze opowiedziałam jej o Maćku. Śmiała się, nie mogła się powstrzymać. Dziewczyno, powiedziała, przecież ty masz jeszcze czas na wszystko. Korzystaj z życia. Lepszy wibrator niż mężczyzna, który cię do czegokolwiek zmusza.

 

Maks S.

W pierwszy dzień świąt pojechałem do Rafała. Jego starszy syn był w wieku Zuzi. Był zbuntowanym jedenastolatkiem. Za to młodszy, sześcioletni Kamil, za nic miał wszelkie konwenanse. Właził mi na kolana i domagał się skupienia całej uwagi na nim.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Chciałabym być podobna do niej. Mieć tyle luzu. Podświadomie chyba jej zazdrościłam urody. Była piękną kobietą.

 

Magda S.

Brat na pożegnanie wcisnął mi dwa tysiące. Oddasz, jak będziesz mogła. A jak nie będę mogła? zapytałam. Wzruszył ramionami. Dotąd zawsze było odwrotnie. To zawsze ja uchodziłam za tę, która idzie przez życie jak taran, nie zna przeszkód.

 

Maks S.

Wieczorem Ewa, żona Rafała zapytała o sprawę. Nie chciałem się w nią zagłębiać ale wypytywała i wypytywała. Rafał nawet na nią nakrzyczał aby dała spokój ale ona uważała, że powinienem jak najwięcej wyrzucić z siebie. Że przyniesie mi to ulgę. Ale nie przyniosło. Co więcej, nie miałem wrażenia aby wierzyła w każde moje słowo.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wracałam do pracy niechętnie. Pewnie jak każdy po świętach. Do Sylwestra pozostawało pięć dni, a ja nie miałam nigdzie zaproszenia. Pierwszy raz od wielu lat.

 

Maks S.

Wpadłem na pewien pomysł. Zadzwoniłem do pani adwokat. Długo nie odbierała. Powiedziałem, że chętnie bym się poddał badaniu na wariografie. Nie mogła ze mną rozmawiać. Była na nartach w Alpach. Wracało dziewiątego stycznia.

 

Magda S.

Pociąg znów był zimny. I znów opóźniony. Na przystanku tłum zmarzniętych ludzi czekał na autobus. Ledwie wcisnęłyśmy się z naszymi tobołami.

 

Maks S.

Nikomu nie zależało na rozwikłaniu tej sprawy. Czułem się jakbym był w jakiejś tulei. Próbowałem się z niej wydostać ale z każdej strony ściana była zakrzywiona.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Trzydziestego grudnia na Hetmańskiej było zabójstwo. Nietypowe. Brat zabił siostrę bliźniaczkę. Świadkowie twierdzili, że od dawna wykazywał oznaki niezrównoważenia. Dlaczego zawsze ja musiałam dostawać takie sprawy?

 

Magda S.

Zuzia dostała pierwszy raz w życiu zaproszenie na Sylwestra. Od tego chłopca, który ją wcześniej prześladował. Przez chwilę nawet się ucieszyła ale potem uznała, że woli zostać w domu. Trochę śmiać mi się chciało. Gdzie mi w jej wieku było do chodzenia na prywatki. Nawet w Sylwestra.

 

Maks S.

Powtarzałem sobie, że musze walczyć. Ale miałem coraz mniej na to siły. Rafał powiedział, że powinienem iść z tym do dziennikarzy, że może gdyby opisali te historię, ktoś poszedłby po rozum do głowy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do Maćka. Wracał z Holandii moim samochodem. Mruknął, że jak zdąży to przed północą do mnie wpadnie. Powiedziałam, że mnie nie będzie, że idę na bal do Kameralnej. Takie drobne kłamstwo. Nie chciałam aby uważał, że mi na nim zależy.

 

Maks S.

To nie musiał być zły pomysł.

 

Magda S.

Pieniądze od brata wydałam na mieszkanie. Przynajmniej tu nie miałam długów. W Sylwestra wyszorowałam łazienkę, każdy kafelek, każdy załamanie, każdą szczelinę, lustro, wannę, nawet pralkę. Wszystko lśniło. Czasami dopadały mnie takie wariactwa w najmniej spodziewanym momencie.

 

Maks S.

W dziale kontaktów z czytelnikami nikogo w Sylwestra nie było. Powiedzieli abym przyszedł trzeciego albo czwartego, nie wcześniej. Szef nam życzył wszystkiego najlepszego. Była nadzieja bo od jakiegoś czasu coś się ruszyło. Śmiałem się, że czym więcej lodu na ulicach, tym większa szansa dla warsztatu. W tym roku było sporo stłuczek.

 

Magda S.

Ten internetowy facet Krysi Brzeskiej nie okazał się takim cudem, za jakie go wcześniej uważała. Miał jakieś zaszłości z była żoną. Powiedzieć, że była rozczarowana to nic nie powiedzieć. Była na niego wściekła.  Spędziłyśmy Sylwestra na pogaduchach. Pomyślałam, że chciałabym mieć tylko takie kłopoty. Została u nas na noc, jakoś żeśmy się zmieściły na jednym tapczanie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W kinoplexie wyszukałam filmy do obejrzenia. Kupiłam też butelkę niezłego alkoholu. Mocnego i za duże pieniądze. Nie zamierzałam sobie odmawiać.

 

Maks S.

Poszedłem do nich trzeciego. Powiedzieli, że to nie do działu kontaktów z czytelnikami ale do interwencji. Dali mi telefon do jakiejś dziennikarki. Zadzwoniłem. Powiedziałem, że chcę jej opowiedzieć moją historię. Zapytała o co chodzi. Nie chciałem gadać przez telefon. Powiedziałem, że mnie oskarżają o coś, czego nie zrobiłem. Miałem wrażenie, że chwyciła przynętę. Umówiła się ze mną na następny dzień o dziewiętnastej w redakcji.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniła dziennikarka, której nazwisko nic mi nie mówiło. Zapytała czy możemy porozmawiać o sprawie Magdy i Maksa S. Powiedziałam, że ze względu na dobro śledztwa nie udzielamy żadnych informacji związanych ze sprawą.

 

Magda S.

Renata Gorlicka zadzwoniła z pytaniem czy nie wzięłabym sprzątania u ludzi po piętnastym stycznia. Trzy, cztery godziny dziennie. Powiedziałam, że czemu nie. Nie czułam się obrażona taką propozycją, byłam jej wdzięczna.

 

Maks S.

Dziennikarka zadawała dociekliwe pytania. Nie byłem pewien czy mi uwierzyła. Ważne, że zasiałem w niej wątpliwości.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wezwał mnie szef. Zaczął na mnie warczeć, że sprawa tych S. do dzisiaj nie jest wyjaśniona. Domyśliłam się, że to skutek działalności tej pieprzonej dziennikarki. Znalazła szmata temat i nie chciała go wypuścić z ręki.

 

Magda S.

Zuzia opowiedziała mi o swoich marzeniach. Nie było w nich ojca ani dziadków. Delikatnie starałam się ją na nich naprowadzić. Uciekała. W szkole znów był problem. Nauczyciele stwierdzili, że całkiem odpuściła naukę i że jak tak dalej pójdzie to będzie musiała powtarzać klasę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Szef zażądał sprawozdania z tej sprawy. Wykonałam telefon do szpitala. Zapytałam czy mają badanie porównawcze.

 

Magda S.

Nie wiem skąd się to brało. Sumiennie odrabiałam z nią wszystkie lekcje.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Powiedzieli, że wciąż czekają na opinię z Wrocławia. Zaklęłam na tyle głośno, że usłyszeli. Obiecali, że będą interweniować.

Wieczorem zobaczyłam moje nowe auto. Cacuszko. A jak zrobią ten błotnik, wszyscy będą mi go zazdrościć. Maciek sprawił się lepiej niż mogłam przypuszczać. Musiałam je jeszcze przerejestrować. Dobrze, że miałam urząd w naszym budynku. Mogłam to załatwić w każdej chwili.

 

Maks S.

Dziennikarka obiecała mi, że poszpera w szpitalu. Miała tam ponoć  kogoś kto jej czasami pomagał.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Napisałam to sprawozdanie. Szef wezwał mnie do siebie. Zaczął wykrzykiwać, że to może być dyscyplinarka. Wkurwiłam się, powiedziałam mu, że o wszystkim wiedział, że przedstawiłam mu plan śledztwa, a on go akceptował. Przecież to nie moja wina, że wszystko w tym zasranym kraju musi trwać i trwać…

 

Magda S.

Nie chciałam jej usprawiedliwiać ale… Ale przecież żadna jej rówieśniczka nie miała takich doświadczeń.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Ten błotnik mieli mi zrobić w tydzień.

 

Maks S.

W mojej sytuacji każdy dzień był jak marsz skazańca z pętlą na szyi. Ciągle się spodziewałem, że mi ją zdejmą, a za chwilę czułem coraz mocniejszy jej ucisk. Dziennikarka nazywała się Iza. Iza Ustrońska. Niczego nie wyszperała ale mówiła, że sam fakt, że zaczęła wypytywać, może tych durniów z prokuratury zmobilizować do pracy.

 

Magda S.

W poniedziałek odprowadziłam małą do szkoły i pojechałam sprzątać na nowym osiedlu u starszego małżeństwa. To nie była fajna praca, kobieta była upierdliwa, ciągle narzekała. Wszystko, co robiłam, było nie tak. Rozumiem, że każdy ma swoje nawyki ale baba przekroczyła wszelkie normy. Koło pierwszej powiedziałam, że musze już wyjść. Z obrażoną miną wręczyła mi pięćdziesiąt złotych. Powiedziałam, że nie tak się umawiałyśmy, że powinna zapłacić sześćdziesiąt. Wzruszyła ramionami, dodała dziesięć i stwierdziła, że mogę nigdy więcej do niej nie przychodzić. Sama wpadłam na ten pomysł.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Trochę męczyła mnie ta opinia pani psycholog. Niby była korzystna dla S. ale przecież to nie psycholog decyduje w takich sprawach. Fakty, fakty są ważne. A te przecież były jednoznaczne. W końcu, często to powtarzałam,  to nie skowronki zostawiły spermę w pochwie dziewczynki.

 

Magda S.

Szłam do autobusu i sama siebie pytałam: dlaczego ludzie tak bardzo chcą upokorzyć innych? Nie wymagałam dla siebie współczucia, chciałam uczciwie wykonać swoja pracę. Na coś przecież się umawiałyśmy.

 

Maks S.

W czwartek, po pracy Jochimczuk wyciągnął mnie na piwo. Siedzieliśmy w „Kolorowej” na górze. Pełno dymu. Musieliśmy przekrzykiwać innych. Zaczął opowiadać o kłopotach z żoną. To znaczy nie tyle z żoną, co z kobietą, z którą się czasami spotykał. Żona znalazła jakiegoś sms-a od niej i zrobiła mu piekło w domu. Chłopie, mówię, trzymaj się  żony rękoma i nogami, rodzina najważniejsza. Popatrzył na mnie tymi swoimi cielęcymi oczyma. A, ty, zapytał, czemuś się nie trzymał? Bo głupi byłem, odpowiedziałem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W tej pracy najważniejsza jest konsekwencja. Nikt cię nie rozliczy lepiej niż ty sam się rozliczysz. Tak, bez fałszywej skromności, porównując się do innych, byłam niezła w tym burdelu. Może nie najlepsza, do Bakelita, tak mówiliśmy o Weczyńskiej, wiceszefowej,  było mi daleko, to prawda. Ale ona była lepsza od wszystkich i dawno jej się należał awans do okręgowej. Siebie stawiałam na równi z Nowaczyńską i Wereszczachą. Ten ostatni zresztą postanowił odejść do sądu. I ponoć dogadał się już w trzecim karnym.

 

Maks S.

Nie znałem ich. Gnoje, nie więcej niż dwadzieścia lat. Szli z naprzeciwka. Niespodziewanie ten z lewej, gdy mnie mijał, z całej siły uderzył mnie łokciem w sam środek brzucha. Byłem ciepło ubrany, cztery warstwy, więc ten cios nie był jakoś szczególnie mocny. Ale drugi przywalił mi piąchą w szczękę. Upadłem w śnieg. Sięgnąłem ręką do kieszeni po gaz ale zanim zdołałem wyjąć pojemnik zaczęli mnie kopać. Myślałem, że mnie zabiją. Ty kurwo, krzyczeli, ty jebańcu, dzieci ci się zachciało? Naprawdę myślałem, że już po mnie. Nie miałem siły krzyczeć. Na chwilę chyba straciłem przytomność.

 

Magda S.

Szłam ulicą i płakałam. Czułam, że łzy mi na mrozie przywierają do policzków. Jakaś starsza pani zapytała czy może mi w czymś pomóc. Pokręciłam głową.

 

Maks S.

Ocknąłem się z gębą w mokrej brei. Zadzwoniłem do Magdy.

 

Magda S.

Niczego nie zrozumiałam. Maks bełkotał. Pomyślałam, że jest pijany. Dlaczego jeszcze to mnie spotyka. Doszłam do wniosku, że nawet on przestał się przejmować sytuacją. I że może Zuzia ma rację, może ona go już nic nie obchodzi. Bo przecież gdyby było inaczej, do cholery, zrobiłby coś.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwonił Rutkowski. Znaleźli tego pani S., mruknął. Początkowo nie wiedziałam o kim mówi. No, tego, który zgwałcił córkę, powiedział. Tak, powiedział. Tego, który zgwałcił córkę. Jak to znaleźli? Kto? Niczego nie rozumiałam.

 

Maks S.

Ktoś zadzwonił po karetkę. Poczuli ode mnie alkohol. Jak mieli nie poczuć skoro wypiłem dwa piwa. Chcieli mnie wrzucić do izby wytrzeźwień. Ale chyba jeden z ratowników nabrał podejrzeń, że to coś gorszego niż alkohol. Na sygnale zawieźli mnie na ostry dyżur. Wymiotowałem. Trochę leciałem im z nóg. Zrobili mi prześwietlenia. Miałem wstrząs mózgu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

I łączy pan te sprawy, zapytałam. Nie widziałam Rutkowskiego ale czułam, że w tym momencie wzruszył ramionami i pomyślał, że jestem kompletną idiotką. Pani prokurator, powiedział, to nie jest duże miasto.

 

Maks S.

Pamiętam, że pomyślałem, że teraz będę mógł po prostu milczeć, nic nie mówić, że to najlepsza z możliwych sytuacji. Miałem też pęknięte dwa żebra. Nie mogłem się ruszyć. Przy każdym oddechu mnie bolało.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Był lekko wstawiony, być może wdał się w jakąś awanturę. Rutkowski cedził słowa. A kto w tym kraju nie jest lekko wstawiony, pomyślałam. Cały kraj na bani.

 

Magda S.

W środku nocy zadzwoniła teściowa. Powiedziała, że pobili Maksa, że jest w szpitalu. Kto go pobił? Dlaczego? Teściowa niczego nie wiedziała. Przeraziłam się.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Do cholery, mówił pan, że nic mu nie grozi, warknęłam. Niczego takiego nie mówiłem, Rutkowski czasami, dawno już to zauważyłam, potrafił być bezczelny. I cyniczny. Gdyby mógł, pewnie by mi powiedział, że tamten dostał dokładnie to, na co sobie zasłużył.

 

Magda S.

Dlaczego to na nas spadało?

 

Maks S.

Chciało mi się strasznie pić. Jakaś młoda pielęgniarka zwilżała mi czasami usta mokrym wacikiem. Miała ładne, długie palce.

 

Magda S.

To musiało się stać wtedy, gdy do mnie zadzwonił. To dlatego bełkotał.

 

Maks S.

Młody lekarz świecił mi żarówką w oczy. Pewnie sprawdzał reakcję źrenic ale mnie się to skojarzyło z przesłuchaniem w ubeckich więzieniach. To był wpływ jakiegoś filmu. Próbowałem sobie przypomnieć jego tytuł.

 

Magda S.

Miałam w dupie wszystkie zakazy. Poszłam do szpitala zaraz po odprowadzeniu małej do szkoły. Nic jej nie mówiłam. Co zresztą miałam powiedzieć? Sama nic nie wiedziałam.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Miał wstrząs mózgu, popękane żebra, wybite dwa zęby. Policja wszczęła śledztwo. Sprawdzali czy pobicie było z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Od tego zależała kwalifikacja czynu. Nic na to nie wskazywało. Rozpytano okolicznych mieszkańców. Nikt niczego nie widział, nie słyszał. Ten, który go znalazł wracał do domu z drugiej zmiany z fabryki Szlenkla. Na pewno nie był zamieszany.

 

Magda S.

Zadzwoniła do mnie jakaś dziennikarka. Nie znałam jej. Powiedziała, że chce mi pomóc, że tak naprawdę chciała pomóc Maksowi ale nie może złapać z nim kontaktu. Powiedziałam, że leży w szpitalu i że nie mogę z nią rozmawiać. Rozłączyłam się. Parę razy jeszcze dzwoniła ale nie odbierałam telefonu.

 

Maks S.

Jak przez szybę widziałem, że przyszli rodzice. A potem Magda. To było nieostrożne, pamiętałem, że Zuchtowicz mówiła aby za nic w świecie nie kontaktował się z córką ani byłą żoną. Chciałem powiedzieć żeby sobie poszła. Ale, gdzieś tam w środku, było mi przyjemnie, że przyszła, że jest obok. Przybyło jej zmarszczek, poszarzała ale wciąż była piękną kobietą.

 

Magda S.

Wyglądał koszmarnie. Pozszywali mu twarz. Lekarz co prawda powiedział, że ze wszystkiego wyjdzie ale nie wyglądało to dobrze. Jak idiotka zapytałam jak się czuje. Zacisnął palce na mojej dłoni. Chyba pierwszy raz od rozwodu.

 

Maks S.

W niedzielę do sali zajrzał ksiądz. Zapytał czy ktoś chce się wyspowiadać. Kiwnąłem głową. Usiadł koło mnie, pochylił się do mnie ale nie powiedziałem nawet słowa. Nie szkodzi, synu, powiedział, nie szkodzi. Zrobił nade mną znak krzyża.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Z okręgowej zadzwoniła rzeczniczka prasowa. Zapytała o sprawę S. Dobrze, że się znałyśmy. Zapytałam o co chodzi. Powiedziała, że jakaś dziennikarska bladź węszy wokół sprawy i że dobrze byłoby jej zamknąć czymś usta.

 

Maks S.

Zadzwoniła Zuchtowicz z pytaniem o to dlaczego nie przyszedłem. Tak, wiedziałem, że minął termin. Powiedziała, że miała w związku z moją sprawą duże wydatki. Tak naprawdę chodziło jej tylko o kasę. Nie wiedziała, że leżę w szpitalu. Powiedziałem, że przyjdę pod koniec tygodnia. Nie była zadowolona. Wie pan, powiedziała, jak pan nie chce, mogę się nie zajmować sprawą. Ale proszę mi to wyraźnie powiedzieć. Chyba oczekiwała, że będę ją prosił…

 

Magda S.

Mała jakby wyczuła co się  święci. Przyszła do mnie do łóżka, wsunęła się pod kołdrę. Mamo, zapytała, co się dzieje z tatą? Nie chciałam jej okłamywać. Powiedziałam, że ojciec jest w szpitalu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zapytałam szefa co mam powiedzieć okręgowej. Mnie pani pyta, pani prokurator? Przecież to pani prowadzi tę sprawę. Ty chamie, gnido, pomyślałam. Najpierw wpuściłeś mnie na minę, a teraz się wykręcasz? Chyba czuł, że lont pali się nie tylko pod moim tyłkiem.

 

Maks S.

Chciałem zadzwonić do pracy ale rozładowała mi się komórka. Nikt nie miał ładowarki do nokii.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Poprosiłam aby Sarecka, ta rzeczniczka prasowa, czymś ją na razie zbyła, że czekam na wyniki ekspertyzy i nic na dziś nie mam. Wiesz, Kalina, to długo trwa. Co miałam powiedzieć? No, trwało. Tysiące spraw leżą i nikt się nimi nie interesuje. Czemu właśnie z tą się do mnie przywalili.

 

Maks S.

Przypomniało mi się, że miałem pomysł na wariograf. Pomyślałem, że trzeba będzie, po wyjściu ze szpitala, niezależnie od wszystkiego się tym zająć. Do szpitala przyszła ta dziennikarka. Powiedziała, że znalazła świadka wypadku Zuzi, który potwierdził moją wersję. Jakoś nie byłem tym zdziwiony.

 

Magda S.

Zuzia tym razem nie płakała. Zapytała czy tata jest ciężko chory, widziałam, że się boi. Powiedziałam, że nie, że wyjdzie z tego. Będę mogła go zobaczyć, prawda? Bardzo chciała abym jej przytaknęła. Więc to zrobiłam. Powiedziałam, że na pewno.

 

Maks S.

Jeszcze w szpitalu przesłuchała mnie policja. Co ja im mogłem powiedzieć. Czy mam jakieś podejrzenia? No, mam. Praktycznie pewność. Przytoczyłem im słowa, które usłyszałem od tych bandziorów. Ci durnie spytali skąd ta dzicz wie o toczącym się śledztwie. No, odpowiedziałem, przecież nie ode mnie.

 

Magda S.

Ale nie umiałam odpowiedzieć kiedy. Postanowiła, że napisze list do ojca. Zwłaszcza, że zbliżały się jego urodziny.

 

Maks S.

Nie chciałem długo leżeć w szpitalu. Wypisałem się na własne żądanie we środę. Dostałem trzy tygodnie zwolnienia. Nie czułem się źle. To znaczy, wciąż bolała mnie klatka piersiowa, wciąż czasami miałem zawroty głowy ale… ale z tym się dawało żyć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do kliniki we Wrocławiu. Nie było nikogo, kto potrafiłby udzielić mi odpowiedzi. Profesor był na jakimś kongresie w Wiedniu. Wracał za trzy dni. Potem zjawiła się jeszcze ta dziennikarka, powiedziała, że ma świadka wypadku w parku. To nie miało znaczenia, przecież nie prowadziliśmy śledztwa w sprawie wypadku.

 

Maks S.

Matka zapytała czy chcę aby pomieszkała ze mną kilka dni. Powiedziałem, że nie, że dam sobie radę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Dostałam od Rutkowskiego protokół przesłuchania S. W gruncie rzeczy niczego nie widział. Tych dwu, którzy go bili, miało zasłonięte twarze. Byli młodzi. No, tak, wiedzieli o sprawie. Więc to pewnie te byczki z osiedla. Tyle, że to mógł być każdy. Każdy! Nie mogłam łączyć tych spraw.

 

Magda S.

Zrobiła mu piękną laurkę. Zuzia lubiła rysować. Przez dwa lata chodziła na zajęcia plastyczne do domu kultury. Instruktorka twierdziła, że ma naturalny talent plastyczny.

 

Maks S.

Leżałem i gapiłem się w ścianę. Tak, tak było. Przez wiele godzin gapiłem się w ścianę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Znów dzwoniła Sarecka. Okręgowa chciała zajrzeć w dokumenty. Ta suka z gazety najwyraźniej postanowiła nie odpuszczać.

 

Maks S.

Telefon brzęczał co jakiś czas. Nie chciało mi się z nikim gadać.

 

Magda S.

Maks nie odbierał telefonów. Teściowa twierdziła, że ma depresję. Czy ja nie miałam depresji? Każde z nas miało. Ale przecież to nie powód aby się na wszystkich wypiąć.

 

Maks S.

Matka przywiozła w garnku rosół. Mówiła, że powinienem jeść ale na samą myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Stanąłem na wadze. Sześćdziesiąt siedem. We wrześniu ważyłem osiem kilo więcej.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zarejestrowałam samochód. Miał już zrobiony błotnik. Wyjechałam za miasto. Ledwie wcisnęłam pedał gazu, a na liczniku było sto czterdzieści.

 

Maks S.

Zasnąłem. Zobaczyłem Zuzię. Krzyczała do mnie ale nie rozumiałem ani jednego słowa. Jakbym ogłuchł. Próbowałem wyczytać coś z ruchu jej ust ale to też mi się nie udało. W każdym razie czułem, że jest przerażona, że czeka na moją pomoc. Musiałem zachrapać. Bardzo głośno zachrapać, bo się obudziłem. Byłem zlany potem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zobaczyłam na ulicy Maćka z jakąś dziewczyną. Trzymał ją za rękę. Pomyślałam, że szybko się pocieszył. Z drugiej strony, na co miał czekać? Nie dałam mu wyboru.

 

Magda S.

Nie miałam pieniędzy. Po prostu.

 

Maks S.

Wyświetliłem trzydzieści dziewięć nieodebranych połączeń.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Adwokatka S. przysłała pismo z propozycją zbadania wariografem całej rodziny S. Poszłam z tym do szefa. Czemu nie, powiedział.

 

Maks S.

Nic mnie nie obchodziło. Chciałem się zobaczyć z Zuzią.

 

Magda S.

Ile można walczyć? Poszłam na wywiadówkę. Zuzia była zagrożona z czterech przedmiotów. Angielski, przyroda, polski i matematyka. Z wuefu też ledwie, ledwie. Wychowawczyni powiedziała, że muszę coś zrobić bo dziecko straci rok. Co jeszcze mogłam zrobić? Co więcej można zrobić w tej sytuacji. Nie stać mnie było na danie jej korepetycji.

 

Maks S.

Zadzwoniłem do pracy. Szef był tak wkurwiony, że ledwie chciał ze mną gadać. Pytał dlaczego nie oddzwoniłem. Powiedział, że jest tyle roboty, że nie dają rady. I że jak od przyszłego tygodnia nie wrócę, to znajdzie kogoś na moje miejsce, a ja mogę zbierać manatki. Powiedziałem, że wrócę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W komputerze S. nic nie znaleźli. No, przynajmniej co do jednego miałam pewność. Nie gromadził filmów, nie kontaktował się z innymi pedofilami. Kazałam mu go zwrócić.

 

Magda S.

Odłączyli mi internet.

 

Maks S.

Zadzwonili z komendy, powiedzieli, że mogę odebrać komputer. Zapytałem dlaczego mam odbierać skoro to oni zabrali mi go z mieszkania. No, z mieszkania, potwierdził policjant, i co z tego? To chyba powinniście mi go odwieźć. Zaśmiał się i powiedział, że policja nie ma pieniędzy na benzynę. I że im nie zależy, że może dalej stać na komendzie. Powiedziałem, że przyjadę.

 

Magda S.

Poszłam do Renaty Gorlickiej, zapytałam czy nie ma jeszcze jakiegoś sprzątania. Pokręciła głowa, powiedziała, że tamta baba strasznie na mnie narzekała. Ale obiecała, że popyta.

 

Maks S.

Musiałem zawieźć do szpitala ermułę.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nic w tej sprawie nie układało się tak, jak należy.

 

Magda S.

Teściowa obiecała mi pięćset złotych.

 

Maks S.

Zuchtowicz powiedziała, że jest zgoda prokuratury na badanie wariografem. Nawet nie potrafiłem się z tego cieszyć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wyznaczyliśmy badanie na środek przyszłego tygodnia. Obiecano nam specjalistów z Komendy Głównej z Warszawy. Ponoć najlepszych.

 

Magda S.

Tak, zgodziłam się na badanie wariografem.

 

Maks S.

Ojciec i matka też zaproponowali, że poddadzą się badaniu.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Badanie przesunięto z wtorku na piątek. Specjalista się rozchorował i nie mógł przyjechać.

 

Magda S.

Musiałam zrezygnować z piątkowego sprzątania, to badanie było ważniejsze. Nie wiedziałam ile to potrwa. Krysia Brzeska obiecała, że odbierze małą ze szkoły.

 

Maks S.

Szef dał mi jakąś ekstra premię za uruchomienie elektroniki w lexusie jakiegoś ruskiego mafioso. Ta bryka kosztowa kilkaset tysięcy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Badanie odbywało się w Komendzie, nie byłam przy nim obecna. Zresztą, po co miałabym być. Od tego są fachowcy.

 

Maks S.

Mężczyzna był po pięćdziesiątce, na początku poinformował mnie na czym będzie polegało badanie. Pytał czy wszystko rozumiem. Kiwnąłem głową. Pozakładał mi różne czujniki. Zadawał pytania i żądał abym odpowiadał tylko tak albo nie. Pierwsze pytania w ogóle nie dotyczyły sprawy.

 

Magda S.

Był uprzejmy ale jakiś bezosobowy. Pewnie tak ich szkolono aby nie okazywali badanym cienia sympatii albo zniecierpliwienia.

 

Maks S.

Po każdej mojej odpowiedzi słyszałem szorowanie pisaków na wykresie.

 

Magda S.

Byłam zdenerwowana.

 

Maks S.

Byłem spokojny.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Opracowanie wyników miało zabrać trochę czasu ale facet obiecał, że po badaniu do mnie podjedzie.

 

Maks S.

Trochę nawet śmiać mi się chciało, gdy pytał czy w zimie pada śnieg. Przecież nie zawsze pada. Jak odpowiedzieć? Tak, nie?

 

Magda S.

Zrobiło mi się gorąco, gdy pod koniec padały pytania o małą. Czy miałam kochanka. Tak, nie. Czy jakikolwiek znany mi mężczyzna miał kontakt intymny z dzieckiem. Tak, nie. Czy wcześniej dziecko skarżyło się na napastujących je mężczyzn. Tak, nie.

 

Maks S.

Nie, nie zdenerwowałem się nawet pod koniec badania. Odpowiadałem szybko i bez problemu. Facet zadawał pytania jednostajnie z przygotowanej wcześniej listy. Czy były zbyt intymne? Przecież po to było to badanie. Sam go chciałem.

 

Magda S.

Na korytarzu siedział teść. Poproszono abyśmy się nie komunikowali. Nie wiedziałam czy Maks był już po czy przed badaniem. Zadzwoniłam do niego ale miał wyłączony telefon.

 

Maks S.

Poszedłem do kawiarni się czegoś napić. Zamówiłem sok wiśniowy. Przy stoliku obok siedziała młoda dziewczyna. Co chwila wyjmowała z torebki puderniczkę. Przeglądała się w lusterku, pudrowała maleńką bliznę na prawym policzku.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Facet nazywał się Skuczyński. Miał rozpięty ostatni guzik przy koszuli i rozluźniony krawat. Twierdził, że S. mówi prawdę, oznajmił to bez najmniejszego wahania. Musiałby być szkolony przez znakomitych specjalistów aby uzyskać taki wynik. Inni zresztą też. Opisze to pani, pani prokurator, wszystko w analizie. Ale ja bym nie miał wątpliwości. Tego dzieciaka nie skrzywdzili najbliżsi.

 

Maks S.

Potem wszystko potoczyło się strasznie szybko.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwonił do mnie profesor z Akademii Medycznej we Wrocławiu. To był szok.

 

Maks S.

Przecież w gruncie rzeczy nie powinienem się dziwić. A jednak byłem zdziwiony.

 

Magda S.

Wszystko działo się poza mną. O niczym nie wiedziałam.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Najpierw zapytał, co to za lekarz, który badał małą po wypadku. Skąd miałam wiedzieć? Przecież nie znam wszystkich lekarzy w mieście. Dostałam zawiadomienie, że w pochwie jedenastoletniego dziecka znaleziono plemniki. Dla każdego prokuratora byłby to sygnał do natychmiastowego działania.

 

Maks S.

Zadzwoniono do mnie z prokuratury z poleceniem stawienia się następnego dnia w południe.

 

Magda S.

Kobieta z prokuratury zapytała czy mogę się stawić jutro w południe. Zapytałam ile to będzie trwać. Bałam się, że nie zdążę odebrać Zuzi ze szkoły. Powiedziano, że na krótko.

 

Maks S.

Najpierw się przeraziłem. Ale zaraz się opanowałem. Co mnie mogło spotkać gorszego?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Przecież to jakiś kompletny debil, oznajmił profesor. Nie wiedziałam o czym mówi. Pani prokurator, zaraz wyślę pani mailem moja opinię. Ten lekarz, chwilę milczał, chyba w tym czasie zaciągał się papierosem, ten lekarz, chyba powinien stracić uprawnienia…

 

Magda S.

Zastanawiałam się kiedy to się wreszcie skończy. Pół roku. Jezu, gdyby ktoś sześć miesięcy temu powiedział, że mnie, nas, to spotka, po prostu wybuchnęłabym śmiechem. Nie uwierzyłabym.

 

Maks S.

Szef, jak mu powiedziałem, że jutro musze iść do prokuratury, wściekł się. Wypierdalaj, kurwa, krzyczał. Ty jeszcze pracujesz, czy już się zwolniłeś? Wiedziałem, że trzeba mu zniknąć na jakiś czas z oczu. Że mu przejdzie ale najpierw musi się wykrzyczeć.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie mogłam się połapać w tym, co mówił. Jak to nie było? zapytałam. No, po prostu nie było, odpowiedział.

 

Magda S.

Bałam się, bałam się, że mi zabiorą dziecko. Teraz mieliby podstawy. Nie miałam pracy, żadnych dochodów. Dziecko miało problemy z nauką, nie potrafiło nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Czułam, że jestem złą matką, że w najtrudniejszym momencie się nie sprawdzam, że zawiodłam.

 

Maks S.

Robić swoje, robić swoje, powtarzałem sobie raz po raz. Podczas przerwy śniadaniowej zadzwoniłem do Zuchtowicz. Powiedziałem, że mnie wezwali. Niczego nie wiedziała. Zapytała się kiedy na jej konto wpłyną ode mnie pieniądze.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To się po prostu nie mieściło w głowie. Wiedziałam, że muszę teraz reagować natychmiast.

 

Maks S.

Byłem raczej przekonany, że to będzie jakieś dodatkowe badanie, przesłuchanie związane z wynikami wariografu. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Poszłam z tą informacją do szefa. Chyba nigdy wcześniej nie widziałam aby się tak zdenerwował.

 

Magda S.

Autentycznie się bałam. Bałam się tak, że najchętniej zamknęłabym się w łazience, zaryglowała wszystkie drzwi i nie wychodziła do ludzi.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Chyba był przekonany, że po tej wpadce wypieprzą go z roboty na zbitą mordę, w każdym razie, że z awansu do okręgowej nici. No, że tak czy inaczej, będzie miał kłopoty.

 

Maks S.

Byłem na wszystko znieczulony.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Wzruszyłam ramionami. Chce, niech zwali wszystko na mnie. Wybronię się przed każdym sądem dyscyplinarnym. Ani na jotę nie przekroczyłam uprawnień. Wykonałam wszystkie dopuszczalne czynności. A że trwało? No trwało. Takie życie.

 

Magda S.

Idąc po małą do szkoły zobaczyłam wypadek samochodowy. Kobieta z volkswagena podbiegła do mnie. Zaczęła mnie szarpać za rękaw płaszcza. Była zdenerwowana. Pytała czy mogę być świadkiem, że przecież widziałam jak doszło do zderzenia, że to nie jej wina. Powiedziałam, że niczego nie widziałam. Za nic w świecie nie chciałam mieć do czynienia z wymiarem sprawiedliwości. Nie tu, nie teraz. A najchętniej nigdy.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Faktycznie, zaraz przyszedł mail od profesora z Wrocławia. Stało czarno na białym.

 

Maks S.

Zjadłem jakiegoś kebaba. Nie był smaczny ale musiałem cos zjeść. Sam wiedziałem, że została ze mnie już tylko skóra i kości.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do naszego szpitala, w którym przyjęto małą po zdarzeniu. Chciałam rozmawiać z dyrektorem. Nie było go w pracy. Poprosiłam więc do telefonu ordynatora chirurgii, na której szyto młodą S.

 

Magda S.

Tak, zdawałam sobie sprawę, że to cos ważnego, że musiało się coś zdarzyć. Bo tak naprawdę ile razy wzywali mnie do tej prokuratury od wypadku? Cztery? Chyba tak.

 

Maks S.

Położyłem się wcześnie spać. Byłem zmęczony. A i do roboty chciałem pojechać z samego rana.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Panie doktorze, czy przypomina pan sobie sprawę takiej małej dziewczynki, zapytałam, w której pochwie, na pańskim oddziale, lekarz stwierdził obecność plemników? To chyba było strasznie dawno temu, wyczułam w jego głosie wahanie. Tak, pół roku temu, odpowiedziałam. No, coś takiego było ale ledwie to pamiętam. A dlaczego, pani prokurator, pani o to pyta?

 

Maks S.

Nic mi się nie śniło.

 

Magda S.

Nie spałam do czwartej nad ranem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Dostałam ekspertyzę z Wrocławia, odpowiedziałam. I wie pan, ona się bardzo różni od tej waszej, bardzo. Taaaak? Niemożliwe. Pan ordynator był chyba rzeczywiście zaciekawiony.

 

Magda S.

Wstałam. Zaczęłam robić śniadanie. Zobaczyłam, że trzęsą mi się ręce. Musiałam oprzeć je na blacie bo inaczej za chwilę nóż zamiast w chlebie byłby na mojej dłoni.

 

Maks S.

Sprawdziłem w internecie pogodę. Miał być mróz. Minus trzynaście stopni. Stałem na przystanku i pomyślałem, że jednak samochód to był przydatny sprzęt.

 

Magda S.

Zuzia wstała obrażona. Nie wiedziałam dlaczego. Skrzywiła się na widok śniadania. Wściekłam się, wrzuciłam wszystko do zlewu. Potłukła się szklanka, szkło poleciało na podłogę. Rozryczałam się. Kazałam małej siadać na tapczanie i nie ruszać się z miejsca.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Nie mógł uwierzyć w taki błąd. To niemożliwe, to niemożliwe, powtarzał. Zaraz pójdę do archiwum, sprawdzę. Trzeba było sprawdzić pół roku temu, odpowiedziałam.

 

Maks S.

Magda przysłała mi sms-a z pytaniem czy mnie też wezwali do prokuratury.

 

Magda S.

Odpowiedział, że tak, na jedenastą. Wiec wezwali nas oboje. I to o tej samej porze.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Z samego rana napisałam postanowienie o umorzeniu śledztwa z powodu niepopełnienia czynu karalnego. Poszłam z tą decyzją do szefa. Klepnął ją bez zmrużenia oka.

 

Maks S.

Wyszedłem z pracy kwadrans po dziesiątej, w prokuraturze byłem dziesięć minut przed czasem.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Zadzwoniłam do okręgowej, do rzeczniczki prasowej. Powiedziałam jak wygląda sprawa. I o umorzeniu. Jak się dowiedzą, będzie dym, powiedziała.

 

Magda S.

Magda wpadła w ostatniej chwili

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Punktualnie o jedenastej zaprosiłam ich do środka /Magda i Maks siadają przed biurkiem/ Chciałam państwu odczytać decyzje, którą podjęłam w sprawie /patrzy raz na jedno, raz na drugie, potem bierze do reki kartkę papieru ale nie czyta, dalej mówi z głowy/. Jak państwo wiecie śledztwo z artykułu dwusetnego w związku z artykułem dwieście pierwszym toczyło się w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek…

 

Maks S.

Ten długi wstęp był niepokojący…

 

Magda S.

Serce mi łomotało.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

W dniu dzisiejszym postanowiłam umorzyć śledztwo z powodu niepopełnienia przestępstwa. W związku z powyższym od dnia dzisiejszego macie państwo prawo, pan w szczególności do widzeń z dzieckiem, możecie także państwo kontaktować się miedzy sobą. Może także pani /zwraca się do Magdy S./ wrócić do poprzedniego miejsca zamieszkania. Decyzja ta dotyczy także /zwraca się do Maksa S./ pańskich rodziców. Czy państwo zrozumieli postanowienie?

 

Długie milczenie

 

Maks S.

Czy pani chce powiedzieć, pani prokurator, że przestępstwa nie było? To znaczy…

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

To znaczy, że popełniono błąd. Lekarz, który robił to badanie pomylił się.

 

Magda S.

Jak można się pomylić w takiej sprawie?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Jak widać można. To starszy człowiek. Nie widział plemników pod mikroskopem trzydzieści lat. Tak to tłumaczy…

 

Magda S.

Co mamy zrobić?

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Oczekuje pani ode mnie rady? Prokuratura wykonała wszystkie czynności, które do niej należały. Dla nas istotne było bezpieczeństwo dziecka…

 

Maks S.

Tak naprawdę zniszczyliście życie paru osób.

 

Długie milczenie.

 

Kalina Jędrzejczyk, prokurator

Informuję państwa, że przysługuje wam możliwość wystąpienia do Skarbu Państwa o odszkodowanie za poniesione straty. Po państwa stronie będzie jednak leżał obowiązek udowodnienia poniesionych strat.

 

Maks S

Niech was wszystkich szlag trafi. /wstaje, odchodzi/

 

Magda S.

Może być pani z siebie dumna. Wszyscy możecie być z siebie dumni. /też wstaje, idzie na swoje miejsce/

 

Pin It