Włodzimierz Kłaczyński

 

 

Wnucek*

 

witkacy

 

 

Rozdział pierwszy

Nieraz to mi godoł: „Babko! Ja to jak ktoś życie mi utrudnio, to mi jego kusza, jest jak tyn świński ryj, a jak mi sie łodwróci na lepsze, to tyn co mnie chwoli i pomago, to ma kusze, jak ten Burek na łańcuchu, co uszami strzyże, łoblizuje sie i zaroz by na plecy do góry brzuchem sie położył i skomloł.” Wydawało sie, że życie przeskoczy i mioł racyjo. A jo mu mówiułam: „Uważoj Sylwuś życia nie przeskoczysz ino iść w niem trza łostrożnie i na ludzi sie łoglądać”.

Janina Jolanta Jurek

 

Seledynowe szczęście

 

Ryszard  Tomczyk

Upalny sierpień dogorywał resztkami koszonych zbóż.  Jaśmina nie miała pojęcia, jak w takim nawale pracy rodzice zdążyli sprawić jej kupon lśniącego seledynowego materiału na odpustową sukienkę i do tego jeszcze materiał na podbicie, konieczny, bo tkanina była prześwitująca, cała w złotawe esy floresy. Na jego widok, tym bardziej, że zakup okazał się niespodzianką – Jaśmina zamarła z zachwytu. Czy kiedykolwiek widziała piękniejszą fakturę, lekkość i połysk – jeśli tak, to chyba tylko wtedy, gdy podziwiała skrzydła ogromnej ważki, która tanecznym lotem odwiedzała sady. Dziewczynka nieśmiało dotykała opalizującej jedwabistości, marszczyła ją i drapowała ukryta za wpół otwartymi drzwiami ciemnej dębowej szafy, gdzie położono papierowe zawiniątko kryjące delikatny skarb.  Z wypiekami na twarzy wyobrażała sobie, jak może wyglądać na niej taka sukienka uszyta dla podlotka, którym przecież była, chociaż we własnych oczach postrzegała siebie jako poważną dziewczynę ze złamanym sercem. Powodem jej pierwszych miłosnych utrapień był śniady ministrant, który skupiał prawie całą uwagę podczas niedzielnych, majowych, a nawet – o zgrozo – pogrzebowych mszy.

Sławomir Majewski

 

A L I C J E

w krainie starych egzystencjalistów

 

alicje

(fragmencik)

 

Judyta nadal ma skrupuły

- Ale naprawdę, patrząc od tej strony, to naprawdę można go usprawiedliwić.

On nadal nie ma skrupułów

- Usprawiedliwić? Może za czas, gdy działając jak drapieżnik niszczący osobowość swych ofiar, uciekał się do manipulacji i zaczął molestować swoich uczniów, otumanionych wdziękami jego intelektualnej perwersji? Medycy Eiguer, Hirigoyen nie określiliby go inaczej, niż jako perwersyjnego narcyza i socjopatę. Był nim, do cholery; oboje tacy byli! Racamier napisał, że w relacji z narcystycznym dewiantem można mieć tylko jedną nadzieję: że się z niej wyjdzie bez szwanku. Myślę, że zysk z takiej spółki wynoszą tylko stadła identycznie popieprzonych osobników. Reszta skazana jest na ciemny przerębel.

Jan Stanisław Smalewski

 

Dom o wielu pokojach

 

hankowski kaski

 

Drzwi do tego pokoju ciągle były zamknięte. Ilekroć Zofia przyjeżdżała do ojca, odbijała się od nich całując przysłowiową klamkę.

            - Tato, co tam jest? To znaczy co tam ukrywasz przede mną?

            Ojciec uśmiechał się tajemniczo i nie odpowiadał.

            - Pytam, bo może trzeba tam wejść i posprzątać – wyjaśniła za którymś razem, na co usłyszała odpowiedź, że panuje tam wystarczający porządek i jej pomoc nie jest w niczym potrzebna.

Edward Guziakiewicz

 

Enbargonki

 

fwroclawski0331Posypało się jak z rogu obfitości i znalazłem w samym środku ruchliwego babińca. Zaroiło się w wysokim salonie i oczy z wrażenia omal nie wyszły mi z orbit. Dostałem kopa. Miałem goszczące tu madonny jak na dłoni i oglądałem je z zapartym tchem. Mogłem wreszcie zobaczyć, kto trzęsie tym ośrodkiem i pod czyje skrzydła trafiłem. A może śniłem na jawie? Z tego wszystkiego znieruchomiałem i Grace musiała mnie zachęcająco pchnąć do przodu.

— O nieba!.. — z niedowierzaniem mruknąłem.

Nadziałem się na pośpieszne przygotowania do posiłku. Kręcące się tu modelki, śliczne i proste jak świeca, taktownie mnie omijały, uśmiechając się do mnie przelotem, niektóre kokieteryjnie i zalotnie. Uwijały się jak w ukropie. Wyglądały kwitnąco i miały klasę. Nie byłbym mężczyzną, gdybym nie poczuł potężnej dawki adrenaliny. Trudno było na nie się nie połakomić. Pasłem oczy ich widokiem. Same odlotowe dziewczyny! Jednak nie zachowywały się wyzywająco. Jeśli czuły się podekscytowane moim przybyciem, to tego nie okazywały. Nie zatrzymywały się przy mnie, ale też nie dawały do zrozumienia, że na mój widok chcą uciec ze strachem z tej planety.