Stanisław Grabowski

 

WIGILIJNE GRAFFITI

Scenariusz filmu fabularnego

 

grabowski stanislaw

 

 

Osoby:

Mateusz, 16-letni niepełnosprawny brat Matyldy

Matylda, młodsza siostra Mateusza

Michał, starszy brat Matyldy i Mateusza

Grzegorz, bezdomny 15-latek

Grejs, znajoma Matyldy

Pajac, dresiarz I

Słoń, dresiarz II

Matka Matyldy, Mateusza i Michała

Ojciec (głos)

Mamut, boss (głos)

Sylwek, kolega szkolny Mateusza

Reporter telewizyjny

Wałdziak, urzędnik administracyjny

inni

 

Akcja toczy się współcześnie,

w ciągu kilku wigilijnych godzin.

 

     1.

    Wnętrze. Obszerne puste pomieszczenie pofabryczne, spore okna, półmrok. W kącie materac, niski stolik, na którym leży telefon komórkowy, stoją butelki z wodą mineralną, plastykowe naczynia jednorazowego użytku, jest bochenek chleba... Spory bałagan. W środku dwóch dresiarzy w wieku ok. 16 lat. Jeden z nich, Słoń, ma na uszach  słuchawki, wykonuje coś w rodzaju tańca disco, rapuje: „Każdy szczur goni za szczurem / Spadł w dół, a tak szedł w górę / Jesteś śmieciem, co patrzy z góry / Nie mam fury...”.  Drugi, Pajac, obserwuje przez lornetkę ulicę.

Pajac

    Kończ te skoki. Robimy z siebie durniów. Który to już dzień nie byłem na siłowni?

Słoń

    (zdejmuje z uszu słuchawki) Pękł dzisiaj piąty.

Pajac

    (z lornetką przy oczach) Przecież ten budynek ma z pięćset metrów długości.    Paręnaście wejść i wyjść. Którędy ten typek wylizie?

Słoń

    Skoro wlazł to i wylezie. Musowo. Wolałbyś patrolować ulicę, jak jaki krawężnik? Tu przynajmniej śnieg za kołnierz nie wpada.

Pajac

    Wierzysz, że ta mała poradzi sobie?

Słoń

    Twierdziła, że mniej więcej wie gdzie się łobuz ukrył.

Pajac     

    Kto przyjmie menela na metę? Kryje się pewnie w jakiejś piwnicy. Wiesz, ile tam jest piwnic? Obleć wszystkie. Trochę czasu to zajmie.

Słoń

    Głodny jestem.

Pajac

    To szamaj pierniki w czekoladzie. Jest cała paczka.

Słoń

    Ślinka mnie się zbiera na myśl o schabowym z kapustą.

Pajac

    Dwa razy już się stąd wyrywaliśmy samowolnie, a do trzech razy sztuka.

Słoń

    A telewizja, to po co się tam kręci, łażą po całym bloku? To nam nie pasi.

Pajac

    Wiesz, jak to przy Wigilii, niektórym odbija.

Słoń

    Na Wigilię chodziliśmy zawsze do babki, a jak zmarła, stara założyła nam szlaban na Wigilie.

Pajac

    Mnie też nikt nie fundował karpia na święta. Ale za to codziennie – karczycho. Jestem cięty na tego łobuza, którego wypatrujemy.

Słoń

    Jak boss. Dobrze byłoby go samemu dorwać, wtedy byłaby premia, co? A może...

Pajac

    Nie radzę ci nic kombinować na własną rączkę, bo nie awansujesz. Gorzej, łeb stracisz. A tak zasłużysz się, to będziesz bliżej bossa (wyjmuje paczkę papierosów) Zajarasz?

Słoń

    Jakoś nie mam ochoty.

Pajac

     Słuchaj młody, pierwszy raz cię wzięli do akcji. Ty daleko nie zajedziesz jak się będziesz starszym opierał. Ale jak raz wdepnąłeś, to już będziesz z nami do końca. Musowo.

Słoń

    Położę się na trochę, może się zdrzemnę. Nie będzie mnie tak ssało w dołku, a ty wytrzeszczaj patrzałki. Nie rezygnuj.

Pajac (spogląda przez lornetkę)

   Łażą i łażą te ludzie. Nosy kryją w płaszczach. Spóźnialskie niosą chojaki. I pewnie prezenty.

   Słoń kładzie się na materacu. Jego kolega dalej śledzi przy pomocy  lornetki fronton budynku po drugiej stronie ulicy. Kamera pokazuje budynek w całej jego krasie. Jest zimowe popołudnie, widać wyraźnie dom, okna i drzwi wejściowe, śnieg pada coraz większy.

     2.

    Plener. Matylda, 14-latka, pod pachą trzyma niewielką owiniętą sznurkiem prawdziwą choinkę, otwiera szklane drzwi, wchodzi do korytarza budynku, jedzie windą, podchodzi do swego mieszkania, wyjmuje z kieszeni klucz, otwiera drzwi. Na lewo znajduje się pokój jej starszego brata, Mateusza, niepełnosprawnego, na wózku. Ten przy komputerze. Bodaj gra, albo się uczy angielskiego. A może „siedzi” w Internecie? Na uszach słuchawki. Siostra próbuje mu coś powiedzieć, pokazuje na choinkę, ale bez skutku. W końcu macha ręką. Przechodzi do obszernej kuchni. Zagląda do lodówki itd. Robi sobie coś do jedzenia. Siada przy stole. Słychać telefon w przedpokoju. Matylda przechodzi do przedpokoju, podnosi słuchawkę.

Matylda

    Tak. To ty, mamo. Co robię? Czekam na Grejs. To takie imię, czadowe, nie? Nie znasz jej. Poznałam ją niedawno w klubie. No, troszkę starsza. Nie przesadzaj. Wyjeżdżamy wieczorem. No! Lotnisko w Wigilię pracuje tak jak w normalny dzień. Innej drogi nie ma. Dlaczego się nie zobaczymy? Proszę cię, przyjedź. Zaraz się spakuję. Będę po świętach, tak jak ci mówiłam. Na pewno dostanę się do finału. Nie mogłam zawieść trenera. Wierzy we mnie. To w końcu tylko kilka dni. Naprawdę, nie martw się. Mamo, nie becz! Albo to pierwszy raz. Pa, pa!

    Matylda kończy rozmowę, w dalszym ciągu zajmuje się jedzeniem, później ubiera choinkę itd.

    Gdy choinka przybiera kształt świątecznego drzewka znów idzie do brata.

Matylda

    Hej! Można do ciebie wejść? Kryjesz się za tym swoim sprzętem, jak za barykadą.

Mateusz

    (ciągle zajęty komputerem) Co!

Matylda

    Odezwałeś się. Duży sukces. Czujesz zapach choinki? Ile mam ustawić talerzy na stole?

Mateusz

    Co?

Matylda

    Bądź poważny. Dzisiaj Wigilia! Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego.

Mateusz

    Marta, błagam cię, później.

Matylda

    Czuję, że napiszę to na kartce.

    Wychodzi do przedpokoju, wchodzi do największego pokoju, z telewizorem tam gdzie stoi choinka. Na stole nakrytym białym obrusem poprawia talerze i talerzyki. Sięga po pilota. Machinalnie włącza telewizor. Na ekranie pojawia się Reporter z mikrofonem.

Reporter

    Proszę państwa, trzeci już dzień, a dzień to niezwykły, bo wigilijny, znajdujemy się w największym w mieście budynku zwanym mrowiskowcem, to pięćset metrów frontowej ściany, przeszło tysiąc mieszkańców. Ale ilu dokładnie? Tego nie wie nawet administracja. Chcemy się tego dowiedzieć. Czy wszyscy mieszkańcy wpuszczą nas, czy dowiemy się? Jak na razie idzie nieźle. Dziś, w Wigilię, uścisnę rękę pięćsetnemu mieszkańcowi tego niezwykłego blokowiska. Otrzyma od nas cenny prezent. Czyli wystąpię w roli świętego Mikołaja...

    Marta pilotem wyłącza telewizor.

    Na palcach przechodzi do kolejnego pokoju. Tam, w półmroku, śpi młody mężczyzna, pokój jest nieźle zagracony, okna są zasłonięte, jest ciemnawo. Marta chwilę wpatruje się w śpiącego, później go budzi.

Matylda

    Michał, wstawaj! Pomożesz mi odgrzać to wszystko, co mama przygotowała.

Michał

    (budzi się) Nie chce mi się.

Matylda

    Zawsze lubiłeś Wigilię.

Michał

    Kiedy to było? Przed wiekami.

Matylda

    Nie pomożesz mi?

Michał

    Daj mi spokój (odwraca się i znów próbuje zasnąć)

    Słychać dzwonek do drzwi.

    Marta podchodzi, zagląda przez wizjer. Otwiera.

    Wchodzi jej nowa koleżanka z klubu, Grejs, chuda 15-latka.

Grejs

    Siemko. Ale zmarzłam! Przed blokiem wóz transmisyjny zajmuje pół chodnika, do tego jakieś kable, reflektory. Co tu się dzieje?

Matylda

    Nie oglądasz telewizji?

Grejs

   Nie, a po co? Zmarzłam.

Matylda

    Stale podkreślasz, że nie oglądasz telewizji, nie masz wideo, Internetu...

Grejs

    A po co? Nie interesuje mnie, co się dzieje na tym cholernym świecie? Wiem, że moi starzy zajęci są mordobiciem między sobą. I dosyć. Mam sobie jeszcze wbijać do głowy jakieś głupoty z telewizora?

Matylda

    Nie unoś się. Od paru dni nasz blok opanowała telewizja. Chcą się dowiedzieć kto tu mieszka?

Grejs

    Po co im to potrzebne? Cholerni szpiedzy, czy co? A co ludziska? Nie kryją się przed nimi?

Matylda

    Przekupują ich t-shirtami, kremami, proszkiem do prania... Zresztą, Wigilia łagodzi obyczaje.

Grejs

    Spakowałaś się?

Matylda

    Zdążę, mam jeszcze coś do załatwienia.

Grejs

    No.

Matylda

    Muszę wyjaśnić braciszkowi, że u nas, na poddaszu... ktoś się ukrył. Trzeba go karmić trzy razy na dzień.

Grejs

    Nie mów! Chory gołąb?

Matylda

    Nie, człowiek. Znalazł sobie kryjówkę kilka dni temu. Ilu dokładnie, nie wiem. Długo oswajałam go z moją gębą. Strasznie podejrzliwy.

Grejs

    Jakim sposobem wlazł do bloku? I gdzie się zadekował? Jak trafiłaś na niego? I dlaczego się przed tobą zdekonspirował? Czy to świr, czy zwykły men?

Matylda

    Nie gorączkuj się. Będziesz grzeczna, pokażę ci gdzie się kryje.

Grejs

    Cholernie mnie to kręci. Nie mam kogo oglądać, jak meneli. I co, nie bałaś się z nim kontaktu? Może ma Adidasa? 

Matylda

    Początkowo się bałam, ale widzę, że to nie ćpun, że naprawdę szuka pomocy. A na dworze paręnaście stopni zimna, i święta za pasem.

Grejs

    Skiny szybko go wytropią. Nie mówiąc o dozorcy. Dla takich nie ma litości. To zaraza. Do wytępienia.

Matylda

    Odbiło ci, Grejs! Nikt nie zajrzy do jego kryjówki, nawet dozorca bywa tam rzadko. 

Grejs

    I, i zajarzyło między wami, co? Bezdomny i panna z blokowiska. Blokerka. No, no.

Matylda

    Chyba troszkę mi zaufał. To mnie wzięło, ta pomoc. 

Grejs

    Zaproś go do domu, skoroś taka dobra.

Matylda

    Ciepło, ciepło, to wisi w powietrzu.

Grejs 

    Ale dziś wyjeżdżamy i...

Matylda

    I... dlatego muszę dogadać się z bratem, żeby przejął nad nim regularną opiekę.

Grejs

    Twierdziłaś, że braciak nie wyłazi z komputra.

Matylda

    Będzie musiał. Ciii... Coś słyszę za drzwiami. Zaczekaj, rzucę okiem (patrzy przez wizjer w drzwiach). Jacyś faceci się wałęsają. To pewnie z tej telewizyjnej ekipy. Przenoszą kable.

    Dziewczyny przy wizjerze budzą w końcu uwagę Mateusza przy komputerze.

Mateusz

    (zdejmuje słuchawki) Co jest panny, czego szukacie pod drzwiami?

Matylda

    Wiesz, że „telewizory” kręcą się po naszym bloku?

Mateusz

    Wiem, widziałem ich wczoraj w telewizji. No i co z tego?

Matylda

    Zaglądają do mieszkań. To, co wymyślili, nazywa się „Wigilijne graffiti” czy jakoś tak.

Mateusz

    Ktoś, zdaje się, do nas dzwonił?

Matylda

    Mama!

Mateusz

    Co chciała?

Matylda

    Nawet dzisiaj się spóźni. Zaraz, ale się rozgadałeś. Gdzie to zapisać?

Mateusz

    Jestem głodny!

Matylda

    Dziś post, mówił nam księżulo w szkole. Skoro tak długo czekałeś, wytrzymasz do kolacji.

Mateusz

    Odwiedzi mnie Sylwek. Ma dla mnie gotowca z matmy.

Matylda

    Nie mógł ci go przysłać e-mailem?

Mateusz

    Ale chodzi o żywy kontakt człeka z człekiem. O ciepłotę jego rąk.

Matylda

    Za godzinę wyjeżdżam na zawody.

Mateusz

    Będę szlochał, że nie przełamiemy się opłatkiem.

Matylda

    Przełamiemy się, choć bez mamy. A teraz wyjdę na chwilę z Grejs na klatkę.

Mateusz

    Ostatnio spędzasz dużo czasu na klatce. Jak mała dziewczynka. Grasz tam w klasy? Aaa, to jest Grejs! (patrzy uważnie na koleżankę Marty).

Grejs

    (podaje mu rękę) Grejs. Jak Jennifer Lopez z filmu „Droga przez piekło”.

Mateusz

    (słabo odwzajemnia uścisk) Mateusz jak Mateusz. Idziecie wypatrzyć wśród „telewizorów” jakichś przystojniaków?

Matylda

    Wiśnia!

    Dziewczyny wychodzą.

 

    3.

    Wnętrze. Idą po schodach, w górę, to zaledwie kilkanaście schodków. Na ostatnim piętrze w półmroku stoi... rodzaj domku wykonanego z tekturowych kartonów.

   Oglądają go.

Grejs

    Co za śmieszna chałupa! Wariat tam siedzi?

Matylda

    Zobacz, ma okna, firanki, drzwi... Wszystko namalowane. Tylko namalowane.

Grejs

    Ooo... i serce naklejone.

Matylda

    To z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Grzegorz, Grzegorz! (półgłosem, ale bez efektu, dodaje po chwili) Nie wyjdzie, schowaj się, a ja go wywabię z tej jego kryjówki.

    Grejs odchodzi, kryje się za róg, ale podgląda.

    Z kartonowego domku gramoli się powoli jakiś drobny i chudy chłopak. To ukrywający się Grzegorz, 15-latek.

Grzegorz

    Byłaś zaledwie paręnaście minut temu. Chciałem się zdrzemnąć.

Matylda

    Raczej nie śpij. Po bloku kręci się ekipa telewizyjna, i na dodatek puszcza to swoje łażenie na żywo w osiedlowej tivi.

Grzegorz

    Mogą mi naskoczyć?

   W tym momencie Grejs wychyla się za rogu, przygląda się uważnie Grzegorzowi, aż prawie chce krzyknąć na jego widok, powstrzymuje się jednak, zasłania usta ręką. Znów się kryje.

Matylda

    Wyjeżdżam dziś na zawody, ale nie martw się, nie uciekaj. Zastąpi mnie mój brat. Musisz to zaakceptować. Dziś Wigilia, nie powinno się nic złego zdarzyć.

Grzegorz

    Nie mówiłaś, że masz brata? Jak go rozpoznam?

Matylda

    Jeździ na wózku inwalidzkim.

Grzegorz

    To jak do mnie trafi?

Matylda

    Da sobie radę. Zachowuj się cicho. Pamiętasz, że masz zapasowe baterie do latarki? Do widzyska. I trzymaj się... wigilijnie.

Grzegorz

    Cześć. Wigilijnie.

    Grzegorz z powrotem kryje się w swoim domku. Matylda schodzi po schodach, na korytarzu dołącza do niej Grejs. Dochodzą do mieszkania.

Matylda

    Coś tak ucichła?

Grejs

    Zdaje ci się. 

    4.

    Matylda i Grejs stoją w dużym pokoju i patrzą w telewizor.

Reporter

    (z mikrofonem) Proszę państwa, dziś na bloku stworzymy hasło przy pomocy świateł w określonych oknach. Jakie to będzie hasło? Tego nie wiemy. O tym rozstrzygnie plebiscyt mieszkańców. Prosimy, aby do godziny siedemnastej składali swoje propozycje w specjalnych skrzynkach przy drzwiach. Wszyscy mieszkańcy będą nam potrzebni, jedni w określonym czasie zapalą światła, setki innych będzie musiało je na chwilę wygasić, by hasło było widoczne i zostało zarejestrowane przez nasze kamery przed budynkiem...

Grejs

    Uważasz, że ten głupawy pomysł im się uda?

Matylda

    Nie wiem, idę dokończyć barszcz, zamknę drzwi do kuchni, a ty zostań, popatrz na program.

Grejs

    Chciałabym umyć ręce.

Matylda

    Idź do łazienki.

    5.

    Grejs w łazience. Zamyka drzwi. Rozgląda się. Puszcza wodę, jednak nie myje rąk. Z kieszeni wyciąga pośpiesznie komórkę. Dzwoni.

Grejs

    Cześć Mamut, widziałam Heroda.

Mamut (głos)

    Nie trujesz aby?

Grejs

    Przyszłam z jedną gówniarą do jej domu, bo mieszka w bloku, gdzie wam zginął, gdyście go ścigali. I rzeczywiście, ukrył się na ostatnim piętrze.

Mamut

    No, kara go nie minie. Spuścimy mu manto. Gdzie to jest dokładnie?

Grejs

    Ale wybraliście sobie porę...

Mamut

    Na manto każda pora jest dobra.

Grejs

    Ale to nie każdemu się podoba.

Mamut

    Nie twoje zmartwienie.

Grejs

    Muszę kończyć, zadzwonię kiedy tu przewali się zajob. Czekaj na telefon. Jak tylko będę mogła wyślę ci SMS-a. Ty do mnie nie dzwoń.

    Grejs wkłada komórkę do kieszeni, myje ręce, zakręca wodę, wychodzi z łazienki. Przez szklane zamknięte drzwi do kuchni widzi dwie gadające sylwetki. Grejs ostrożnie przechodzi do pokoju Mateusza, ogląda jego komputer, później przechodzi do dużego pokoju. Ogląda z zainteresowaniem już zasłany wigilijnie stół, podnosi szklanki, sztućce, talerzyki. Jeden z nich spada jej na podłogę. Tłucze się. Grejs gorączkowo wpycha skorupy pod szafę. Wydaje się, że nikt niczego nie usłyszał. Przechodzi do kuchni. W tym momencie w drugich drzwiach pojawia się Michał, obudzony zapewne hałasem tłuczonego talerzyka. Przygląda się z dezaprobatą okruchom talerza. Nachyla powoli, próbuje poskładać, „posklejać” talerzyk.

Michał

    (mruczy do siebie oglądając wigilijny stół, choinkę itd.

    Talerzyk dla przypadkowego gościa, ale jakiego? Opłatek, choinka, barszczyk, kutia, makowiec, co za szopka!

    6.

    Korytarz wielkiego bloku. Idzie cała ekipa telewizyjna, z jednego, z bocznych drzwi wysuwa się młody chłopak, prawdopodobnie należy do ekipy tv.

Macha ręką, podchodzi do redaktora.

Chłopak

    (mówi cicho) Panie redaktorze, chciałby pan coś zobaczyć?

Reporter

   Nie mamy czasu na oglądanie.

Chłopak

   Ale na strychu ktoś jest.

Reporter

    No.

Chłopak

   Jakiś włóczęga urządził tam sobie kryjówkę, ma tam cały barłóg.

Reporter

    Człowieku, przecież ja nie robię programu interwencyjnego tylko wigilijny. Ucisz się. I nie pałętaj się po kątach!

Chłopak

    Jak szef chce.

    Ekipa idzie dalej, zdaje się, że nawet nie dosłyszała tego dialogu.

    7.

    W kuchni przy stole cała trójka popija herbatę.

Grejs

    Dziękuję za herbatę. Nieźle wymarzłam.

 Mateusz

    Kiedy wyjazd?

Matylda

    Niedługo.

Mateusz

    Aleście sobie wybrały porę! Nie do wiary. Czekam na kolesia, a on nie przychodzi. Za godzinę koniec wizyt. Początek  w i e c z e r z y. 

Matylda

    Zadzwoń do niego.

Mateusz

    Wyłączył komórkę, czy co. Nie odpowiada.

Matylda

    Przyjdzie.

Mateusz

    To ja was przeproszę.

    Mateusz powoli wyjeżdża z kuchni, zręcznie mija przeszkody, rusza w kierunku swojego pokoju. Słychać telefon.

Mateusz

    To w moim pokoju! 

Grejs

    (do Matyldy) On od urodzenia na tym wózku?

Matylda

     Od pięciu lat.

Grejs

    Jak to?

Matylda

    Miał wypadek samochodowy z ojcem... Zderzyli się z mercem. Przeżyli. Ojcu nic się specjalnie nie stało. Ale Mateusz po trzech operacjach kręgosłupa ciągle nie ma władzy w nogach.

Grejs

    A czy jest szansa, że będzie chodził? Bo tak to jest przystojny.

Marta

   (spogląda na nią zaskoczona) Nie traci nadziei. Pozmywam naczynia. A ty... zanieś Grzegorzowi naleśniki. Wigilijne. To pewnie będzie dzisiaj jego ostatni posiłek.

Grejs

    Ja?

Matylda

    A coś taka zdziwiona?

Grejs

    No dobrze, pójdę.

   Grejs bierze talerz z naleśnikami, wychodzi z kuchni.

    8.

    Grejs idzie po schodach w stronę kryjówki Grzegorza. Jest tam cicho. Stawia naleśniki obok drzwiczek domku. Stoi przez chwilę, zastanawia się nad czymś. Po chwili stuka do domku. Drzwiczki otwierają się. Wygląda z nich Grzegorz. Zaskoczony patrzy na dziewczynę.

Grejs

    My się znamy.

Grzegorz

    Niby skąd?

Grejs

    Mamut cię pozdrawia.

Grzegorz

    Wigilijny szantażyk?

Grejs

    Skądże. O, przyniosłam ci naleśniki.

Grzegorz

    Aha! To ty jesteś od Marty? Niezłe alibi.

Grejs

    Więc widzisz, że możesz mi zaufać. Marta cię nie wyda, ja cię nie wydam. Tylko, że my wyjeżdżamy na zawody.       

Grzegorz

    Wiem.

Grejs

    To baw się dobrze. A pamiętaj o pozdrowieniach Mamuta. On cię bardzo poszukuje. I chce żebyś się wytłumaczył z paru historii. Zwłaszcza tej ostatniej, z przewałką szmalu.

Grzegorz

    Będę o tym intensywnie myślał. Już pękam!

Grejs

    Siemko! Pamiętaj, że cię ostrzegałam, co na razie jest bezpłatne.

    Odchodzi. Znika za rogiem. Grzegorz wpatruje się chwilę w naleśniki. Odstawia je na bok. Wychodzi ze swego domku. Rozgląda się wokół. Zdenerwowany nagle zaczyna się śpieszyć, likwiduje domek.

    9.

    Grejs na korytarzu, ale piętro niżej. Z komórką przy uchu.

Grejs

    Byłam z nim sam na sam, ale nie chciał pęknąć.

Mamut (głos)

    Po co to zrobiłaś? Spłoszyłaś go!

Grejs

    Nie sądzę. 

Mamut

    Uważaj, mała, pakujesz się w kłopoty.

Grejs

    A może ta cała historia przywidziała mi się?

Mamut

    Tym bardziej, mała, szkodzisz sobie. Nie zwykłem być robiony w konia.

Bardzo tego nie lubię. Chcę się dzisiaj spokojnie połamać opłatkiem, a nie gonić na próżno po zimnicy.

Grejs

    Nawinął się facet, namierzam go, a ty się skarżysz? Wal się.

Mamut

    Ale daj mi jego adres.

Grejs

    Nie chce mi się. To cześć.

Mamut

    Mała, nie graj ze mną. Za maleńka jesteś, żeby samodzielnie kręcić lody. Ile ty masz lat?

Grejs

    A guano cię to obchodzi?

Mamut

    Mała, nie pogrywaj!

    Grejs wyłącza komórkę, idzie po schodach w kierunku mieszkania koleżanki.  

    10.

    W pokoju Mateusza, siedzi przed komputerem, ogląda film dokumentalny poświęcony Wielkiej Rafie Koralowej, to jest jego wielka pasja, jego marzenie, że przyjdzie dzień, że zobaczy ją na w własne oczy, a na razie ogląda o niej filmy, zbiera materiały, kontaktuje się przez Internet z ludźmi, którzy ją poznali, itp. Do pokoju wchodzi Matylda.

Mateusz

    Dokąd poszła ta nowa z naleśnikami?

Matylda

    Nie podoba ci się Grejs?

Mateusz

    Jest w niej coś, coś śliskiego. Policzyłem na niej siedem kolczyków. Ale czy to wszystkie? No i to imię czy ksywa.

Matylda

    Panikujesz.

 Mateusz

    To tylko odczucie, takie pierwsze. W takim dniu, jak dzisiejszy, chciałbym się mylić.

Matylda

    Na zawodach dokładniej jej się przyjrzę.

Mateusz

    Dlaczego tak długo jej nie ma?

Matylda

    Nie przesadzaj (ogląda przez chwilę film o Wielkiej Rafie Koralowej

w komputerze) Nie widziałam tego filmu?

Mateusz

    Kupiłem go ostatnio przez Internet.

    Otwierają się drzwi. Wchodzi Grejs.

Grejs

    Przepraszam.

Matylda

    Za co?

Grejs

    Może to za długo trwało?

Matylda

    Skądże! Zostawiłaś mu naleśniki?

Grejs

    Pewnie, ale nie zaglądałam do środka, do jego domku.

Matylda

    Nie szkodzi.

Grejs

    Wiesz, ja pójdę do domu, spakuję się i... spotkamy się przed szkołą, na zbiórce.

Matylda

    To na razie, ciao!

Grejs

    Na razie. 

    Grejs wychodzi.

Mateusz

    Sprawdź, czy coś nie zginęło.

Matylda

    W tym momencie leciutko przesadziłeś.

    Matylda przechodzi do pokoju z telewizorem. Jest włączony. Spogląda przez chwilę na ekran.

Reporter

    (mówi do mikrofonu w ponurym i długim korytarzem) Proszę państwa, spotkałem się z 487 osobą w tym bloku. Jeszcze tylko trzynaście osób i uściskam rękę tego pięćsetnego. Kto nim będzie? To ważne pytanie. Jeszcze ważniejsze jest pytanie o premię. A tą premią będzie, zdradzimy w tym momencie: rower górski! Wspaniały prezent pod choinkę...

    Matylda przestaje patrzeć na ekran, szuka turystycznej torby, zaczyna się pakować. Z szafy wybiera różne rzeczy, wkłada je do torby. Na koniec spogląda na wigilijny stół, liczy talerze. Jest zaskoczona, że jeden jest popękany.

    11.

    W pokoju Mateusza. W dalszym ciągu ogląda film o rafie koralowej. Słychać telefon. Mateusz podnosi słuchawkę.

Mateusz

    Halo. Aaa, to ty tato! Strasznie, ale to strasznie się cieszę! W takim dniu. Słucham cię.

Tata (głos)

    Nie przeszkadzam ci?

Mateusz

    Coś ty!

Tata

    Nie dzwoniłem prawie dwa tygodnie, sorry. Ale jak nie zadzwonić dzisiaj, przy Wigilii. Wiesz, zmieniłem pracę. Znalazłem się prawie 400 km od Chicago. Miasteczko jest maleńkie, ale potrzebowali pomocnika piekarza. I tak tu trafiłem. Śpię na poddaszu. Jest nas dziewięciu, sześć narodowości, ale nie ma to znaczenia. Najważniejsze, że pracuję. Dostałem dziś pierwszy czek i zaraz do ciebie dzwonię. Co porabiasz?

Mateusz

    Jak zwykle...

Tata

    Chłopie, nie łam się. Zbiorę na operację dla ciebie, na mur beton. Ty przecież wiesz, dlaczego wyjechałem do tego amerykańskiego raju?

Mateusz

    Tata, przestań.

Tata

    Rozumiem, nie mam się roztkliwiać. Co się dzieje z resztą? Powinniście być dzisiaj wszyscy razem.

Mateusz

    Nie będzie Matyldy. Wyjeżdża na zawody, a mama wróci później... Nie wiem dlaczego. Nie martw się. Przygotowała wszystko. Zdążymy zjeść wigilijnego karpia (milczy chwilę)

Tata

    A najstarszy ancymonek?

Mateusz

    Jak zwykle...

Tata

    To znaczy konkretnie...

Mateusz

    Właściwie, nie wychodzi z mieszkania. Leży, patrzy w sufit albo śpi. Nieobecny ciałem i duchem. Ale może doszlusuje do wigilijnego stołu...

Tata

    Cholera, cholera! Jestem w potrzasku, co robić? W takim dniu człowiek się roztkliwia. Siedzieć tu, czy wracać do was? Do diaska, przecież jestem wam potrzebny. Muszę to jakoś pilnować, zdrutować jak garnek...

Mateusz

    Tata, nie podniecaj się! Jest jak jest. Inaczej nie będzie.

Tata

    Obwiniam się, że za mało czasu mu poświęcałem. Wam zresztą też.

Mateusz

    Wręcz odwrotnie. Za dużo czasu. Błędy, jakie robiłeś, były typowe dla młodych rodziców: nadopiekuńczość. To się musiało zemścić.

Tata

    O, jaki mądrala.

Mateusz

   Tata, pogadajmy o pogodzie.

Tata

    A ładnie tutaj jak na Wigilię. Śniegu mało, choć temperatury minusowe. Tylko wiesz, że oni – to straszne! – na wigilijną kolację jedzą indyka!

Mateusz

    Szukasz mi książek o Wielkiej Rafie Koralowej?

Tata

    Jak tylko znajdę trochę czasu, to będę pamiętał o tobie, bo wiesz, ja pracuję codziennie, po dwanaście godzin, i biorę nadgodziny, a to znaczy, że pracuję też w sobotę. Tylko w niedzielę mam przerwę.

Mateusz

    A co robisz w niedzielę?

Tata

    Długo śpię, w południe idę do kościoła, a po południu na spacer.

Po południu już myślę o poniedziałku, o pracy. A Wigilię spędzę z kolegami.  

Mateusz

    Szkoda, że nie z nami. I to już po raz drugi!

Tata

    Kocham was, pozdrów wszystkich i ucałuj. Powiedz mamusi, że zadzwonię do niej wieczorem. Pomyślcie o mnie pod wigilijnym drzewkiem. Macie prawdziwą choinkę?

Mateusz

    Tak, tak. Zaczekaj, poproszę Matyldę (woła) Matylda, Matylda!

    12.

    Matylda odkłada słuchawkę po rozmowie z ojcem.

Matylda

    (do Mateusza) Wyjeżdżam, ale mam prośbę, żebyś pomógł... pewnemu lokatorowi, piętro wyżej.

Mateusz

    Ciepło, ciepło. Nareszcie pękłaś. Ale ja się sam domyśliłem, czemu biegałaś ostatnio tak często na poddasze. A jak ten ktoś ma na imię? Wiesz, że w Wigilię należy przyjąć pod swój dach każdego gościa?

Matylda

    Grzegorz.

Mateusz

    Ukrywałaś mężczyznę, Martuniu! No, jestem poważny. Obiecuję ci, że spróbuję o nim pamiętać. Jak wygląda ta twoja tajemnica?

Matylda

    Sam sobie wszystko zobaczysz. Tylko nie zawiedź mnie.

Mateusz

    Widzę, że ci straszliwie na tym zależy, jak nigdy na niczym. No, nie zawiodę cię. Słuchaj, a ta Grejs, to konkretnie kto?

Matylda

    Mało o niej wiem, ale widzisz, że łazi w adidasach po starszym bracie.   

Mateusz

    Dałbym sobie rękę uciąć, że kieszeń jej ciasnych dżinsów wypycha

komórka!

Matylda

    Coś ty? Nigdy u niej nie widziałam komórki.

Mateusz

    A jednak...

Matylda

    Spotkam się z nią za paręnaście minut i wtedy sobie co nieco wyjaśnimy. To będzie ciekawe. Idę po torbę.

Mateusz

    Arrivederci!

    13.

    Mateusz przy komputerze, wciąż ogląda Wielką  Rafę Koralową. Przychodzi Matylda ubrana do wyjścia, z torbą. W ręku talerzyk z opłatkiem wigilijnym.

Matylda

    Czas na życzenia. Wychodzę już.

Mateusz

    Czyli nie będzie cię całe trzy dni.

Matylda

    Dobrze wyliczyłeś, jadę po sukces, inaczej bym nie pojechała. Pamiętasz, że masz na karku Grzegorza?

Mateusz

    I starszego braciszka.

Matylda

    Właśnie, starszy brat. Mama twierdzi, że zgodził się na odtrucie.

Mateusz

    Jak się wyśpi, to pewnie zmieni zdanie.

Matylda

    A może jednak nie? Niby jesteśmy zwyczajną rodziną, kto mógłby powiedzieć o nas złe słowo, a jednak... Ty chory, starszy brat – uciekał przed czymś o czym boję się wspomnieć i podobno... ćpun. Ojciec niby uczony na uniwerku, a wypieka bułeczki pięć tysięcy kilometrów od nas.

Mateusz

    Pięć tysięcy?

Matylda

    Nie wiem, całą wieczność, sto tysięcy kilometrów, albo za ścianą, to jednakowa odległość, kiedy nie jest z nami.

Mateusz

    Żal mi go, ale nie chce zrozumieć, że nie żądam od niego poświęcenia.

Matylda

    Zamiast pisać uczone teksty robi bułeczki. Dziwię się, że te bułeczki tak go rajcują. Zwyczajne maślane bułeczki dla Amerykanów.

Mateusz

    Marta dosyć, ruszaj. Bo się spóźnisz.

Matylda

    (przełamują się opłatkiem) Wszystkiego dobrego, Mateuszku. Wiesz, życzę ci tylko jednego, żebyś tańczył tak jak przed wypadkiem. Trzymaj się. Masz na głowie parę spraw, których nie zawal.

Mateusz

    A ja ci życzę szwungu pod podeszwami, no żebyś wygrała! I zadzwoń wieczorem do mamy. Ucieszy się.

Matylda

    Pa, całuję cię.

    Siostra całuje brata w policzek, wychodzi. Mateusz zapatrzony w ekran telewizora.

   14.

   Znajome pomieszczenie z dresiarzami. Obaj przy oknie. 

Pajac

    Ty, Słoń, ciemno. Nic nie widzę, zwłaszcza wchodzących do bloku. Poukrywali głowy w kołnierzach. To chyba fajrant na dziś.

Słoń

    Znaczy się, mamy nareszcie labę. Możemy odpoczywać. Włącz może radyjko, albo telewizor. Kto nam zarzuci, że wieczór poświęciliśmy na rozrywkę?

Pajac

    Chcesz awansować u bossa, to siedź cicho!

    Pajac pilotem włącza telewizor, przebiega przez kanały.

Słoń

    Skup się na czymś konkretnym!

Pajac

    Spoko, o popatrz!

    Na ekranie tv znany nam Reporter, pod kolejnymi drzwiami.

Reporter

    ...Po raz kolejny łączę się z państwem. Za kilka minut uściskam rękę pięćsetnego mieszkańca tego bloku-molocha. Przypominam jednocześnie, że mieszkańcy bloku głosują jakie hasło wyświetlą w swoich oknach, punktualnie o godzinie dziewiętnastej. Mogę zdradzić, że w ankietach na pierwszym miejscu znajduje się słowo MIŁOŚĆ, a za nim finiszuje słowo DOBROĆ... A teraz chwila przerwy na wigilijną reklamę.

    Leci reklama np. ze św. Mikołajem.

Pajac

    Co za porąbany gość!

Słoń

    A co taki stojak ma do gadania? Kazali, to zaiwania z mikrofonem po piętrach. Ma z tego kasiorę, nie? 

Pajac

    Wlazł nam w paradę.

Słoń

    Taki szum może nam tylko pomóc. Domofony tam dzisiaj nie działają.

Pajac

    Tylko my nie wiemy dokąd uderzyć.

    Słychać nagle pukanie.

Słoń

    Ciii...

Pajac

    (szeptem) Trzy razy, to Grejs, tak się z nią umawiałem. O wilku mowa.

Słoń

     Stykę, znaczy się randkę, sobie wyznaczyliście?

Pajac

    Tępy głupolu, po prostu, powiedziałem jej, że gdyby coś wyniuchała ma do nas w try migi przylecieć. Dobrze mieć informację jako pierwszy.

Słoń

    Ale o naszej kryjówce nikt nie miał prawa wiedzieć.

Pajac

    A co, powtórzysz bossowi, że mieliśmy gościa?

    Słoń otwiera drzwi. W drzwiach postać Grejs.

Pajac

    Właź, nikt cię nie widział?

Grejs

    Niby kto? O, fajnie się urządziliście. Mam ekstra nowinę! Trafiłam na niego, siódma klatka, ostatnie piętro. Widziałam go przed chwilą tak jak ciebie.

Pajac

    Weźmiemy go pod obcasy, aż pęknie.

Słoń

    Gnojek, a tak podskakiwał!

Pajac

    Jak ci się udało, Grejs!

Grejs

    A bo to jest czas, by opowiadać? Najważniejsze, że się trafił. Pójdziecie go załatwić?

Pajac

    I to zaraz. Nie ma zmiłuj się. A ty, co Grejs?

Grejs

    Miałam jechać na zawody, ale rezygnuję. Chcę zobaczyć, jak dacie mu wycisk. Lubię krew. I lubię łazić z pistoletem. To mnie rajcuje.

Pajac

    Dobra, zbieramy się... (wyłącza telewizor).

    15.

    Mateusz w swoim pokoju z kolegą Sylwkiem z klasy, na którego czekał.

Mateusz

    Kajet oddam ci po świętach.

Sylwek

    W porządelu. Aha, pani powiedziała, że po Nowym Roku idziemy obejrzeć jakiś film.

Mateusz

    Jaki?

Sylwek

    Coś lekturowego. Aha, Wajdy o zemście.

Mateusz

    Mam prośbę do ciebie.

Sylwek

    Słucham.

Mateusz

    Pomożesz mi odwiedzić kogoś kto... nie zameldowany zamieszkał u nas na klatce, piętro wyżej?

Sylwek

    Takiemu to trza kota pogonić, a nie odwiedzać go.

Mateusz

    No wiesz, przy Wigilii. Coś taki krwiożerczy? Moja siostra ma z nim jakiś układ, ale nie będę cię wtajemniczał w szczegóły. Po prostu musisz mi pomóc?

Sylwek

    No dobra.

Mateusz

    To ruszamy.

    Sylwek pomaga Mateuszowi otworzyć drzwi, wyjeżdżają, zamykają je za sobą.

Jadą windą na klatkę, tam gdzie się ukrywał Grzegorz. Nikogo tam nie ma!

Marek

    O do diaska, nie ma go! Nie ma śladu. Co się z nim stało? To niemożliwe!

Sylwek

    Może ja podejdę wyżej. Sam.

Mateusz

    A nie boisz się?

Sylwek

    Czego?

    Idzie, po krótkiej chwili w ciemnościach słychać jakiś zduszony krzyk, jakby lekka szamotanina. Sylwek wraca z potarganymi włosami.

Sylwek

    Ukrył się w kącie, ciemno tam, walnął mnie w oko. Ma niezłego sierpowego.

Mateusz

    (woła po cichu) Grzegorz, Grzegorz, ja jestem od Matyldy! Wiesz, że ona wyjechała. Nie obraź się, ale chcę cię zaprosić do domu. W końcu dziś Wigilia. Co mam zrobić żebyś mi uwierzył?

Grzegorz

    (pokazuje się po dłuższej chwili) Nie bujasz?

Mateusz

    Człowieku, widzisz że jestem na wózku, masz nade mną przewagę. Przyjdziesz?

Grzegorz

    Ale my się nie znamy.

Mateusz

    To się poznajmy. Musimy sobie zaufać. I to szybko. Z Matyldą oswajałeś się długo. Ze mną nie ma czasu. Ja jestem Mateusz, jej brat, a to jest mój kolega z klasy, nie puści pary z ust. Chodź, bo różni pałętają się po bloku, transmisję ponoć robią.

Grzegorz

    Zaraz, tylko wezmę psa (idzie w ciemny kąt, wyciąga stamtąd psią kulkę).

Mateusz

    To twój?

Grzegorz

    (zmieszany) Przypałętał się...

Mateusz

    No, no... Tego matka pewnie nie zniesie.

    Grzegorz niepewnie, z pieskiem pod pachą, schodzi do chłopców.

Mateusz

    Co z twoim domkiem, o którym mówiła mi Matylda?

Grzegorz

    Ukryłem go. Tam wyżej (pokazuje ręką).

Mateusz

    Dlaczego?

Grzegorz

    Taka jedna... groziła mi.

Mateusz

    A ty się jej zląkłeś? Jak wygląda?

Grzegorz

    Mała, chuda, w za dużych butach, z kolczykiem w nosie. Podsłuchałem, że dzwoniła gdzieś z komórki, ale nie wiem co gadała.

Mateusz

    To na pewno Grejs! Tak się przedstawiła. Nie ma czasu na kombinowanie, właź do mieszkania. Masz z nią na pieńku?

Grzegorz

    Słabo ją znam. Ale to taka, co się wszędzie wkręci i podkabluje, bardzo niebezpieczna. Lisica.

Mateusz

    Tak myślałem.

Sylwek

    To ja już sobie pójdę. Wesołych świąt.

Mateusz

    Nawzajem, dziękuję ci za pomoc. Gdybyś spotkał kogoś po drodze, to gęba na kłódkę.

Sylwek

    Sie rozumie, to cześć (schodzi schodami).

    Grzegorz pcha wózek z Mateuszem w stronę windy. Zjeżdżają. później zamykają się za nimi drzwi mieszkania.  

    16.

    Mateusz i Grzegorz przed komputerem. Oglądają z przejęciem materiały o Wielkiej Rafie Koralowej. Grzegorz okazuje się jej niespodziewanym znawcą.

Mateusz

    Nie powiesz, że tam byłeś?

Grzegorz

    Jak Bozię kocham, kiedy miałem osiem lat, mój ojciec, jachtowy kapitan morski, wziął mnie na wielkie wakacje. Wszystko pamiętam. Każdy szkwał. Ułożenie lin na pokładzie. Malowanie relingów. Wschody i zachody słońca. Zapach wody. Kolor wody... Ocean, to wielka rzecz. A rafa…

Mateusz

    Nie bujasz? Rany boskie, co za fart miałeś, człowieku, co za fart! Kiedy ja tam pojadę?

Grzegorz

    (niepewnie) Słyszałem o rejsach dla niepełnosprawnych.

Mateusz

    Ja też, ale przede wszystkim potrzebna jest duża forsa.

Grzegorz

    Trzeba znaleźć sponsora.

Mateusz

    Na wszystko masz pozytywną odpowiedź, jak w czytankach dla małych dzieci.

Grzegorz

    Trzeba pomagać szczęściu.

Mateusz

    Pomagasz sobie? W jaki sposób? (po chwili) Że ja mógłbym to wszystko zobaczyć, dotknąć?

Grzegorz

    Musisz w to uwierzyć. Zresztą, trzeba się śpieszyć, bo wielka rafa umiera.

Mateusz

    Słuchaj, miałeś iść do łazienki? Na wielkie szorowanie.

Grzegorz

    To ruszam.

Mateusz

    W szafce są czyste ręczniki i mydło.

    Grzegorz odrywa się od komputera, idzie w kierunku łazienki.

    17.

    Grzegorz kąpie się w łazience. Dużo wody, piany i pary. Nie może to trwać krótko. W tym czasie Mateusz śledzi bieganie po mieszkaniu psiaka.

  

    18.

     Słychać telefon. Mateusz odrywa się od komputera. Jedzie wózkiem do przedpokoju, gdzie telefon znajduje się na stoliku. Podnosi słuchawkę.

Mateusz

    Halo.

Matylda

    Dlaczego nie odbierasz komórki? Posłałam ci SMS-a. Zdaje się, że miałeś rację. Grejs się nie zjawiła, a nasz autokar odjeżdża na lotnisko za pięć minut.

Mateusz

    To znaczy?

Matylda

    To znaczy, że dobrze pilnuj Grzegorza.

Mateusz

    Jest już bezpieczny.

Matylda

    Jak to?

Mateusz

    Kąpie się w tej chwili w naszej łazience.

Matylda

    Ty wariacie! To ja miałam fioła na punkcie psów i kotów z przetrąconą łapą znoszonych do domu.

Mateusz

    Ale ja zawsze trzymałem twoją stronę. Albo przynajmniej ci kibicowałem. W takim dniu jak dzisiejszy, siostrzyczko, nie trzeba nikomu niczego podpowiadać...

Matylda

    Nie wychylajcie nosa za próg, proszę was. Choć może to tylko strachy na lachy? Do widzenia.

Mateusz

    Do widzenia. Dzięki za telefon, za informację

    19.

    Wnętrze. Schody znanego nam budynku. Idą nimi w górę Pajac i Słoń.

Pajac

    Ta mała się w końcu zmyła.

Słoń

    Po co nam ogony.

Pajac

    Boję się, że zadzwoni do szefa, musimy go sami uprzedzić.

Słoń

    Ale najpierw wpierdol czeka tego łacha. Wtedy zmięknie. Przyzna się gdzie ukrył szmal. Nie ma litości dla takiego... złamanego złamasa!

Pajac

    Cicho.

    Podchodzą w znane nam już miejsce. Są zaskoczeni, że Grzegorza nie ma. Kopią resztki domku z kartonów. Pajac poślizguje się na latarce. Omal się nie przewraca. Drugi podnosi jakąś książkę.

Słoń

    Podręcznik do geografii. Przypomnij sobie, stale czytał książki o geografii.

Pajac

    Coś o jakiejś Rafie Koralowej.

Słoń

    Szajbus kompletny. Co robimy?

Pajac

    Mamy adres tej jego pomagierki, czy też pomagiera, może tam zdążył się zamelinować?

  

  

    20.

    Grzegorz wychodzi z łazienki. Staje w drzwiach kuchni, gdzie krząta się Mateusz.

Grzegorz

    Trochę nabałaganiłem. Ale mniej niż pies.

Mateusz

    Nie szkodzi. Aha, a jak się wabi?

Grzegorz

    Kulka. Co się dało, to posprzątałem.

Mateusz

    I tak trzymać.

    Słychać nagle dzwonek do drzwi.

Grzegorz

    Otworzyć?

Mateusz

    Nie bądź nerwowy. Zobacz, kto tam?

    Grzegorz podchodzi do drzwi wyjściowych, przez wizjer obserwuje kilka osób z kamerą, przenośnym reflektorem itd.

Grzegorz

    Z telewizji.

    Dzwonek do drzwi nie przestaje dzwonić.

Mateusz

    Jak z telewizji, to otwórz, uparte te „telewizory”, ale pogonię im kota!

    Grzegorz otwiera, operator kamery wchodzi zdecydowanie do środka, za nim człowiek z mikrofonem w ręku, czyli znany nam już z ekranu lokalnej tv dziennikarz (reporter). Pies zaskakuje wszystkich szczekaniem na gości.

Reporter

    (do Grzegorza, przekrzykując psa) Człowieku, masz szczęście, jesteś pięćsetnym człowiekiem w tym bloku, z którym się spotykamy. Mamy dla ciebie prezent. I to wigilijny.

Mateusz

    (pewnym głosem) Przepraszam, ale jak panowie mogli się wedrzeć do mojego domu?

Reporter  

    Operator jeszcze nie włączył kamery. Co prywatne, to święte. My to szanujemy. Dopiero jeśli się zgodzisz zaczniemy kręcić, rozumiemy, że jesteśmy na prywatnym terenie (do Grzegorza).

Grzegorz

    Ale, ale...

Mateusz

    Panowie, proszę nas zrozumieć, w takim dniu...

Reporter

    Rozumiem, ale ja też mam coś do wykonania. Zresztą, jest z nami kierownik administracyjny spółdzielni. Panie Wałdziak, (woła w stronę korytarza) Panie Wałdziak!

    Do przodu przepycha się jakiś starszy człowiek w płaszczu i w kapeluszu.

Wałdziak (do Mateusza)

    Dzień dobry! Przepraszam, szanownych rodziców nie ma domu?

Mateusz

    Mama jeszcze nie dotarła z pracy.

Wałdziak

    Hm, to troszku komplikuje sytuację. A ten młody człowiek to kto?

Mateusz

    Kuzyn.

Wałdziak

    No, trafiło na kuzyna. Znaczy nie z bloku. Wolałbym, żeby ktoś z bloku dostał ten rower, ale trudno. Musi być jak jest.

Mateusz

    Ale my nie wiemy o co państwu chodzi.

Wałdziak

    To naszej lokalnej telewizji, chłopaku, nie oglądasz, w telewizji o nas od kilku dni. I plakaty powiesiliśmy na klatkach. Było też w gazecie. Odwiedzamy każde mieszkanie  w ramach akcji „Wigilijne graffiti”.

Operator

    (do reportera) To co, kręcimy, bo ja muszę ustawić światło? I ciasno w tym przedpokoju, może by nas wpuścili dalej?

Wałdziak

    Ale jak nie ma głównego lokatora, to zasadniczo nie wolno wchodzić.

Mateusz

    (uśmiecha się zagadkowo) A ten prezent, to od razu czy tylko pod kamerę?

Wałdziak

    Jeden podpis wystarczy, by już za chwilę rowerem się przejechać, choćby po korytarzu.

Mateusz

    To wchodźcie, panowie (mruga do nieco przerażonego Grzegorza).

Reporter

    (do Grzegorza) Padło jednak na ciebie. Szczęściarz. Wrzuć szczęściarza do wody, a wypłynie z rybą w zębach. He, he! O, jeszcze włosy masz mokre!

Grzegorz

    Czy ja coś będę mówił?

Reporter

   Tylko dwa zdania. Podziękujesz za prezent. Proste, co?

Grzegorz

    Nie chciałbym...

Reporter

    To nie boli...

Grzegorz

    Nie chciałbym...   

Reporter

    Jedna chwilka, i będzie po bólu. Jak u dentysty.

    Ekipa sprawnie rozstawia sprzęt, próbuje ustawić przed kamerą Grzegorza. Reporter

    (do Grzegorza) Jak masz na imię?

Grzegorz

    Grzegorz.

Reporter

    Dobra, zaczynam... Proszę państwa, po kilkudniowej blokowej odysei znajdujemy się w mieszkaniu pięćsetnego lokatora. Okazał się nim Grzegorz, który, jak się domyślam, jeszcze przed chwilą przebywał w wannie i nie przypuszczał, że stanie przed kamerą, by odebrać nagrodę w postaci roweru górskiego. Ciszej, co jest (zwraca się nagle w kierunku korytarza, na którym zrobił się jakiś ruch) do diaska, musimy powtórzyć ujęcie, kto mi przerywa?

    W korytarzu widać dresiarzy: Pajaca i Słonia.

Pajac

    My tylko do kolesia, nie wiedzielim, że tu jakaś kamera.

Reporter

    Panowie pozwolą mi dokończyć?

Słoń

    No, przeprosić możemy. My zgodne chłopaki..

Reporter

    (do operatora) Gramy raz jeszcze „setkę”, od początku. Proszę państwa...

Kilkudniowa odyseja w najdłuższym bloku w naszym mieście, nazwana przez nas „Wigilijne graffiti”, dała efekty. Grzegorz, bo tak nazywa się człowiek, który otrzyma za chwilę rower górski, piękny wigilijny prezent, dosłownie przed chwilą wyszedł z wanny. Grzegorzu, jak się czujesz?

Grzegorz

    No dobrze.

Reporter

    I co jeszcze nam powiesz?

Grzegorz

    Dziękuję za rower.

Reporter

    Przyda ci się?

Grzegorz

    Pewnie.

Reporter

    Żegnamy się z naszym bohaterem, życzymy mu szczęścia nie tylko dzisiaj, i jak zawsze przepraszamy za kłopot. W tej zwyczajnej rodzinie czas na wigilijną kolację, jak w tysiącach innych polskich domów. Przypominam, że trwa konkurs na hasło, które punktualnie o godzinie 19.00 wyświetli się w oknach największego w naszym mieście bloku. Nasze wigilijne graffiti! Skrzynki na kartki z ankietą znajdują się przy każdym wejściu. Rozpoczęło się już ich przeliczanie. Ja już się z państwem pożegnam, składając wszystkim, przy okazji, najlepsze wigilijne życzenia.

    Operator opuszcza kamerę, ociera czoło.

Reporter

    I co, jak wyszło? Powtarzamy?

Operator

    Nie ma potrzeby.

Reporter

    To zwijamy się, obiecałem w domu, że po montażu wrócę na wigilijną kolację.

Operator

    Na dodatek, spryciarzu, wykręciłeś się od pomocy w kuchni.

    Ekipa wynosi się. Dwaj  dresiarze przepuszczają wychodzących.

    21.

    Dalej w mieszkaniu u Mateusza. W korytarzu. Naprzeciw siebie Mateusz  z Grzegorzem i dwaj dresiarze.  

Pajac

    I co Herod, złapaliśmy się, a taki byłeś pewniak, że uda ci się zginąć w tłumie. Nie można od nas zwiać, tak bez wytłumaczenia.

Słoń

    Nikomu się to nie pofarci.

Grzegorz

    Niby czego chcecie, odwalcie się!

Słoń

    Na twoim rowerze się przejechać. Jak będziemy chcieli i humor mieli.

Mateusz

    O co wam chodzi? Zostawcie go...

Pajac

    Ty, na tym wózku, nie wtrącaj się, bo nie uszanujem kaleki.

Mateusz

    Ale o co konkretnie chodzi?

Pajac

    Jaki upierdliwy. Mamy drobne porachunki z tym kolesiem.

Mateusz

    Ale on jest moim gościem.

Słoń

    W niezłe towarzycho wpadłeś koleś, po prawdzie to w gówno.

Mateusz

    To mój problem.

Pajac

    My naprawdę niewiele chcemy, tylko żeby ten typek poszedł z nami.

Mateusz

    Nigdzie nie pójdzie.

Słoń

    Pójdzie, pójdzie.

Mateusz

    Nie pójdzie!

Pajac

    Nie chce się mnie dyskutować. Odda szmal, albo powie, gdzie go schował i będzie mu lżej. I nam też.

    Podchodzą do Grzegorza, próbują wyciągnąć go z mieszkania.

   Mateusz chwyta za słuchawkę telefonu, stara się dzwonić, Pajac zrzuca aparat telefoniczny na podłogę.

Pajac

    Oj, bo my możemy być niedobrzy. Bardzo niedobrzy.

    Nagle w drzwiach swego pokoju staje starszy brat Mateusza, Michał.

Michał

    (do Pajaca) Kogo ja widzę i słyszę, Pajac w akcji, z czyjego polecenia?

Pajac

    Spoko. Cholera, co za niespodzianka! To niesamowite. Ten gość przemówił. Od paru miesięcy nikt go nie widział. I proszę żyje! Poinformuję o tym kogo trza. Oj paru ludzi się ucieszy!

Michał

    Zjeżdżaj, bo...

Pajac

    Ze mną tak łatwo ci nie pójdzie, szef za mną stoi...

Michał

    Zjeżdżaj z tym twoim nowym kolesiem! Nigdy go wcześniej nie widziałem obok ciebie. Znaczy się na kolejną ofiarę zarzuciłeś sieci. A szefa mam w poważaniu. Głębokim.

Pajac

    Nie wierzę, że jesteś taki twardziel. Zadrzeć z całym gangiem.

    Dresiarze naradzają się przez chwilę, nie słychać co do siebie mówią.

Michał No!

Pajac

    Dobra, ale my tu wrócimy. I będzie nas dużo.

Michał

    Nie radzę wam wracać.

   Dresiarze przeklinając, jednak wychodzą.

Mateusz

    Obudziłeś się? Rychło w czas.

Michał

    Nie śpię od najazdu tych Hunów z telewizji. Co za kocioł! Kto to mógłby wytrzymać. Boli  mnie głowa. Panowie pozwolą, że się oddalę do wyra.

Mateusz

    A może zaczekasz na mamę? Za chwilę wigilijna kolacja...

Michał

    Nie cierpię rodzinnych imprez, ale... niech ci będzie... (kieruje się w stronę kuchni, znika w niej)

Grzegorz

    (po chwili totalnego zaskoczenia) To jest...

Mateusz

    Mój starszy brat, który nie chce dorosnąć. Piotruś Pan. Taki wybrał sobie sposób na życie.

Grzegorz

    Zna tych lumpów?

Mateusz

    Kogo on nie zna. Parę lat włóczył się po mieście. Dopiero ostatnio ukrył się w domu. A ty ich nie znasz?

Grzegorz

    Przyjechałem do tego miasta parę miesięcy temu. Różne tu rzeczy robiłem, co będę krył. Po Centralnym się wałęsałem. Uciekłem z milicyjnego domu dziecka. Wstyd nawet wspominać. U mnie w miasteczku ani pracy nie ma, ani nauki. Bida przerażająca. Smutek po ulicach się snuje. Jak nie uciekać? Stary od dawna nie żyje, ojczyma nienawidzę, zresztą stara poszła za innym, babcia zmarła, kwaterunek zabrał mi mieszkanie, za które nie płaciłem, bo za co? I tu się spiknąłem z jedną taką grupą, dla której miałem przewieźć forsę, pakunek jakiś, do środka nie zaglądałem. Na dworcu ukradli mi go cwaniacy, kto wie czy nie podpuszczeni przez moich niby „przyjaciół”, z nich tych dwóch dresiarzy słabo kojarzę. Tak i jestem na gigancie podwójnym. Ciągle uciekam, ale dokąd? Kryję się, ale bez skutku. Wciąż na widoku jestem... Ale sam jeden.

Mateusz

    Strasznie dużo opowiedziałeś mi o sobie. Dobrze, że się zwierzyłeś. Ulżyło ci.

Grzegorz

    Ta kąpiel tak mnie rozłożyła. Zapomniałem co to za uczucie – kąpiel w wannie. Ciepła woda, ręcznik i mydło... Jak myślisz, czy oni wrócą, z resztą paki?

Mateusz

    Dzisiaj może nie, chociaż nie jestem pewny niczego. Zadzwonię do siostry, że atak odparty. I żeby staranniej dobierała sobie koleżanki. A później do paru kolegów…

    Dzwoni na komórkę.

    22.

    Mateusz i Grzegorz przy komputerze. Grzegorz chce coś powiedzieć.

Mateusz

    (wsłuchuje się) Ciii, braciszek krząta się w kuchni. Pomaga. Nie do wiary. No i co sądzisz o tym całym show z przydomkiem „telewizyjny”?

Grzegorz

    Niby z tymi „telewizorami”?

Mateusz

    No.

Grzegorz

    Nie znam się na tym.

Mateusz

    Ten redaktorek był dość grzeczny, ale i tak... zrobię mu kawał. Tak jest, zrobimy mu niespodziankę. Patrz, dzielimy ekran na kratki. To jest nasz budynek. To są okna, a to piętra, wybierzemy sobie na początek określone okna, choć wszystkie nas interesują...

Grzegorz

    Co chcesz zrobić?

Mateusz

    Nie domyślasz się, no nic. Zobaczysz, jaki fajerwerk tu będzie. Mieszkam w tym bloku od urodzenia. Znam wszystkich kolesiów. Pomogą mi. Dla draki są gotowi na każdy numer (wyciąga stary zużyty notes) niektóre telefony kolesiów mam tutaj, ale resztę w komórce. Podzwonię do kogo się da (bierze komórkę, wystukuje pierwszy numer) Halo, Paweł, cześć, co robisz? To ja, Mateusz. Słuchaj, mam do ciebie prośbę, chciałbym abyś dzisiaj punktualnie o 18.59 wygasił w mieszkaniu wszystkie światła, to znaczy jedno zostawił w kuchni, tak mi wychodzi z planu. Mówisz, że u was trzeba tylko wygasić, że były u ciebie „ telewizory”? Ale my robimy kawał „telewizorom”... Spsocimy im się. A widzisz! Wchodzisz w to? Słusznie. Gdybyś miał jakiś problem, zaraz dzwoń do mnie. No, trochę czasu jeszcze zostało. Kombinuj. Powodzenia! (odkłada na chwilę komórkę) No, z jednym się udało. Teraz szybko kolejny...

   

     23.

    Plener. Ruchliwa ulica miejska, pada śnieg, świecą latarnie, dość ciemnawo, samochodem jedzie kobieta, to matka Matyldy, Mateusza i Michała. Podjeżdża pod dom na parking, znajduje miejsce, wysiada z samochodu, patrzy na zegarek jest godz. 18.59. Machinalnie spogląda na fronton budynku. W pobliżu widać wóz transmisyjny tv. Okazuje się, że gaśnie nagle mnóstwo świateł w oknach bloku, po kilku sekundach zapalają się tylko niektóre, układając się w napis... KONIEC. Napis jest bardzo wyraźny. Od strony wozu transmisyjnego słychać jakieś krzyki. Kobieta patrzy chwilę zaskoczona, później wchodzi do bloku, jedzie windą. Otwiera drzwi do znajomego nam mieszkania.

Mama

    (zagląda do pokoju Mateusza, gdzie jest i Grzegorz) Dobry wieczór, chłopcy.

Mateusz

    Dobry wieczór. Mamo, to jest Grzegorz, zafundowałem mu dziś spanie w pokoju Matyldy.

Mama

    Ale... (przerywa reprymendę, gdyż Mateusz mruga do niej znacząco) Jestem zmęczona, wierzę, że nic nie zmalowałeś beze mnie. Za kwadrans usiądziemy do kolacji. A wiecie, co mnie spotkało przed chwilą, wysiadam z samochodu, a tu przede mną, na budynku, ze świateł w oknach ułożył się napis KONIEC. Cóż to mogłoby znaczyć? Koniec czego, koniec dla kogo, a może przeciwnie: początek czegoś nowego i pięknego? Ile pytań. Koniec, koniec z tymi myślami, idę umyć ręce...

Mateusz

    Mamo, do Wigilii wszystko jest przygotowane. W kuchni czuwa Michał.

Mama

    No to jeszcze jeden koniec, koniec świata. Że pomogliście mi w kuchni!

    Matka przechodzi do kuchni. Zauważa ją Kulka, obszczekuje solidnie. Ale kobiety nic już nie dziwi. Chłopcy wyłączają film o Wielkiej Rafie Koralowej. Przechodzą do pokoju, gdzie na stole stoją wigilijne potrawy, palą się lampki na choince, słychać kolędę „Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi…”.

Koniec

 

 

Pin It