Andrzej Piskulak

 

ZMARTWYCHPRZYBYŁY

 

Bruno Schulz
Bruno Schulz


Występują:

 

Wanda Gostecka

Czesław Gostecki

Róża, Jarek, Marcin - dzieci państwa Gosteckich

Genowefa - matka Wandy, babcia

Waldemar - chory, bezdomny

Zofia - pielęgniarka

Józef - Ordynator

Zenon - kierownik Zakładu Pogrzebowego „Amen”

Krzysztof - redaktor naczelny

Antoni - dziennikarz

Piotr ksiądz proboszcz

Zdzisław - człowiek z trumny

Zenobiusz - policjant

Statyści pracownicy pogrzebowi

 

 

                                   AKT I

 

                                   SCENA 1

 

                    Sala szpitalna. Wanda wraz z dziećmi są przy łóżku

                    chorego męża Czesława. Z reklamówki wyciąga

                    przygotowane wiktuały. Córka Róża pisze na

                    klawiaturze  telefonu komórkowego. Syn Jarek

                    słucha muzyki z odtwarzacza mp3. Dziecko Marcinek

                    bawi się metalowymi tabliczkami umocowanymi na

                    poręczach łóżkowych, w których włożone są karty

                    szpitalne chorych. 

 

          WANDA

               Czesiu! Masz tu pomarańcze, banany, ciasto, soki....

               Nie wiem, czy nie zapomniałam czegoś?

 

          CZESŁAW

               Dziękuję Wandziu. Nie potrzeba mi tyle jedzenia. Zobacz

               ile tego zostało w szafce...

 

          WANDA

               Czesiu! Bój się Boga! To ja się staram jak mogę, a ty

               nie jesz. Teraz będę musiała to zabrać do domu. I kto

               to teraz zje?

 

          RÓŻA

               Niech się mama nawet nie waży zabierać tego żarła do

               domu...

 

          WANDA

               No widzisz, jaka mądra! Nic nie robi tyko esemesuje...

               Mówię ci ona śpi z telefonem. Opanowałabyś się, chociaż

               przy chorym ojcu. I nie pouczaj mnie, bo sama zjesz to,

               co ojciec zostawił...

 

          JAREK

               No chyba mamę pogięło z tym jedzeniem. Czytałem gdzieś,

               że żarcie nie zjedzone w szpitalu trzeba wyrzucić, bo

               ma zarazki...

 

           RÓŻA

               No i widzi tata, jaka jest mama, chce nas tym jedzeniem

               zarazić...

 

          WANDA

               Jarusiu! Dziecko! Co się z tobą dzieje? Słuchasz tylko

               tej muzyki. Czy w swojej głowie masz jeszcze choć

               odrobinę miejsca na rozum? A ty Różyczko nie dyskutuj

               tu ze mną! W domu pogadam z tobą na temat twojego

               zachowania!

 

          RÓŻA

               No, co się mama czepia. Przecież jestem spokojna...

 

          WANDA

               Zamiast esemesować i pouczać mnie zajmij się, chociaż

               chwilę Marcinkiem.

 

          RÓŻA

               Przecież jest spokojny. Ooo! Jak ładnie się bawi...

 

          JAREK

               Ale niech nie bierze do buzi szpitalnych przedmiotów.

 

          WANDA

               Marcinku! Oddaj mi te blaszki! Nie bierz ich do buzi...

 

          RÓŻA

               To był głupi pomysł zabierać Marcinka. Słyszałam, że

               dzieciom jest wstęp tu wzbroniony...

 

          JAREK

               Ja też słyszałem, że małych dzieci nie można zabierać

               do szpitala w odwiedziny do chorych...

 

          WANDA

               No i teraz widzisz Czesiu sam. W domu mam z nimi krzyż

               pański!

 

          CZESŁAW

               Żoneczko! Cicho na litość boską! Tu leży umierający

               chory...

 

          WANDA

               Słyszycie! Macie być cicho! Bo człowiekowi trudno nawet

               umrzeć z powodu tego waszego hałasu... Boże! Co ja z

               tych nerwów wygaduję?

 

          RÓŻA

               Chyba chodziło mamie o to, że z powodu hałasu trudno

               temu człowiekowi żyć?

 

          WANDA

               A idźże ty ode mnie! W domu pogadam z tobą! O widzisz

               Czesiu, jakiej mądrali się dochowaliśmy!

 

          WALDEMAR

               Proszę pani! Mnie ten hałas wcale, ale to wcale nie

               przeszkadza. Nawet się cieszę, że słyszę w końcu jakieś

               ludzkie głosy....

 

          RÓŻA

               No i widzi mama, że człowiek nawet się cieszy, więc, po

               co mu zabierać szczęście?

 

          WALDEMAR

               Dzisiaj jest tak pięknie na dworze, że nic jak tylko

               umierać...

 

          WANDA

               A panu, co dolega, że tak o tej śmierci...?

 

          CZESŁAW

               Mówiłem ci przed chwilą, że ten pan jest umierający...

 

          WANDA

               Czesiu! No dobrze, zgadzam się z tobą, że leży koło

               ciebie człowiek umierający. Ale tylko popatrz jak

               ciężko mi bez ciebie. Powiedz lepiej, kiedy ty

               wychodzisz ze szpitala? Co mówią lekarze? Opowiadaj!

               Jakie są rokowania?

 

          JAREK

               Marcinku! Zostaw te tabliczki...

 

          RÓŻA

               Głupolu jeden! Nie zabieraj dziecku zabawki, bo zaraz

               się zacznie drzeć,   aż nam bębenki popękają w uszach i

               zleci się cały personel.

 

          MARCINEK

               Łeeeee! Łaaaa!

 

          WANDA

               No coście  narobili. Dziecko płacze. Uciszcie je!

 

          RÓŻA

               Ale jak? Marcinek jak zacznie, to nie skończy aż się

               nie zadrze na dobre!

 

          WANDA

               Czesiu! Ja już nie mam zdrowia do nich. Cieszę się, że

               chociaż ty się dobrze czujesz. Dobrze! Już nie mów nic!

               Odpoczywaj! I wracaj szybko do zdrowia. I do nas! My

               uciekamy już, bo Marcinek się za chwilę zadrze nam na

               śmierć... Boże! A mnie, co tak dopadło, że i ja też o

               śmierci...?

 

          JAREK

               Różyczko - siostrzyczko! Ty łap Marcinka, ja coś zrobię

               z tymi kartami. Zrobił tu istny bajzel...

 

          MARCINEK

               Łeeee!

                         (Dziecko krzyczy już na całe gardło i

                         miota się niebezpiecznie na rękach

                         Róży.)

 

          RÓŻA

               Mamo! My już idziemy! Sama widzisz, co się dzieje na

               moich rękach. Jarek zostaw te blachy i zbieraj się ze

               mną! Pa! Pa!  Tata! Zdrowiej szybciej!

 

          JAREK

                         ( Zdenerwowany wiesza karty niedbale na

                         poręczach łóżek. )

               Już lecę! Tylko te karty jakoś pozakładam... No

               trzymanko tata! Ściskam gorąco! Nie łam się!

 

          WANDA

               No pa! Pa kochanie! Następnym razem odwiedzę cię sama,

               to chwilę porozmawiamy... A pan niech nie umiera!

               Więcej życia. Dużo zdrowia panu życzę. Buziaczki mężu!

 

          CZESŁAW

               Uff! Odwiedziny, odwiedziny, no i po odwiedzinach...

 

                                   SCENA 2

 

                    Sala szpitalna. W łóżkach oddzielonych  leżą

                    pacjenci. Młoda pielęgniarka Zofia krząta się,

                    poprawia pościel, wpina do wenflonów kroplówki,

                    itp.

 

          ZOFIA

               Nie mam już do nich zdrowia.

 

          CZESŁAW

               Pani nie ma zdrowia? Moim zdaniem, że tak powiem, aż

               tryska ono z pani...

 

          ZOFIA

               Nie chodzi o to. Panie Czesławie, to tylko tak się

               mówi...

 

          CZESŁAW

               Nie rozumiem. Co się mówi?

 

          ZOFIA

               Nie mam zdrowia, to tylko taki zwrot, gdy ktoś jest

               natrętny.

 

          CZESŁAW

               Teraz już zupełnie nic nie rozumiem. Czy my jesteśmy

               natrętni?

 

          ZOFIA

               Ależ panie Czesławie. To nie o pana chodzi... Ale o

               tego tu... (wskazała głową w kierunku drzemiącego

               Waldemara)

 

          CZESŁAW

               Nie rozumiem. Przecież leży spokojnie. Moim zdaniem,

               nawet za spokojnie...   

 

          ZOFIA

               No właśnie...

 

          CZESŁAW

               Co właśnie?

 

          ZOFIA

               Może się przekręcić...

 

          CZESŁAW

               To dobrze, że może się przekręcić...

 

          ZOFIA

               Panie Czesławie! Co pan tak źle życzy swojemu

               koledze?...

 

          CZESŁAW

               Ależ pani Zosiu, co w tym złego, że się kręci, czy też

               przekręca?

 

          ZOFIA

               Oj! Panie Czesiu! Ależ pan niemądry...

 

          CZESŁAW

               Cóż znowu takiego powiedziałem, że nagle stałem się

               niemądry? Może wyglądam na jakiegoś głupka, czy co?

 

          ZOFIA

               Ja już nie mogę z panem wytrzymać. Przecież nie

               powiedziałam, że jest pan głupkiem...

 

          CZESŁAW

               A nazwanie mnie niemądrym...?

 

          ZOFIA

               Bo mnie wcześniej nie chodziło o kręcenie się w łóżku

               przez pana Waldemara, ale o jego przekręcenie się....

 

          CZESŁAW

               Nadal nie rozumiem...

 

          ZOFIA

               Ciężko się jakoś z panem dzisiaj rozmawia... Co ja panu

               będę gadała? Przecież widać, że ledwo dycha... Chodzi

               mi o to, że może w końcu wywinąć orła...

 

          CZESŁAW

               Orła?

 

          ZOFIA

               Panie Czesiu! Tylko znowu niech pan nie zaczyna...

               Chodzi mi o to, że pan Waldek może kopnąć w

               kalendarz...

 

          CZESŁAW

               Znaczy się zemrzeć?

 

          ZOFIA

               No tak właśnie ma znaczyć!

 

          CZESŁAW

               No, ale co to ma do rzeczy.

 

          ZOFIA

               Jakiej rzeczy?

 

          CZESŁAW

               No do tego, że „pani nie ma zdrowia”?

 

          ZOFIA

               Aaa! Oto panu chodzi...

 

          CZESŁAW

               A o co innego ma mi chodzić?

 

          ZOFIA

               No, dzisiaj to ja mam z panem, co prawie... Bo widzi

               pan! Nachodzą mnie te młode skurczybyki z „Konduktu” i

               „Raju” A teraz dołączył do nich jeszcze „Amen”. No i

               mam teraz prawdziwy amen w pacierzu z nimi...

 

          CZESŁAW

               Nadal nie rozumiem. Jaki kondukt, jaki raj? No i ten

               amen?

 

          ZOFIA

               Ależ mnie pan utruje tymi pytaniami. Nic pan nie

               rozumie i dręczy mnie tylko. I muszę pana wysłuchiwać.

               Przecież nie za to mi płacą.

 

          CZESŁAW

               Ja pani nie truję. Tylko chcę pomóc...

 

          ZOFIA

               Pan mi może pomóc? Wolne żarty... Panie Waldku!

               Pobudka! Kroplówka przyszła...

 

          WALDEMAR

               Niech siostra tak nie krzyczy, bo jeszcze wam umrę tu z

               przestrachu...

 

          ZOFIA

               Tylko niech pan mnie nie straszy tą swoją słynną już

               śmiercią, bo się tego wcale nie boję.

 

          WALDEMAR

               Ja nie straszę, tylko wezmę i umrę wam któregoś dania i

               tyle...

 

          ZOFIA

               To proszę umierać. Są tacy, co tylko na to czekają. 

               Ale nie wiedzą, że jesteś bezdomny i mogą być

               problemy...

                         (Głośno zakomunikowała)

               A teraz grzecznie leżeć i nie grzebać przy kroplówkach.

               Niech sobie skapują spokojnie i nie przeszkadzajcie mi

               w pracy.   

 

          WALDEMAR

               A słyszała pani ten dowcip?

 

          ZOFIA

               Jaki znowu dowcip?

 

          WALDEMAR

               To ja pani opowiem...

 

          ZOFIA

               Tylko, żeby nie było o seksie i wulgarnie, bo się

               poskarżę lekarzowi...

 

          WALDEMAR

               To mam mówić, czy nie...?

 

          ZOFIA

               A mów pan. Co mnie to obchodzi...

 

          WALDEMAR

               Dziecko mówi do  mamy: - Mamo! Tata umarł w piwnicy!!!

               Przerażona kobieta biegnie do piwnicy, a tam nic nie

               ma. Czego mnie okłamujesz smarkaczu?  - Ups! Tata umarł

               na strychu...

 

          ZOFIA

               Oj panie Waldemarze! To ma być kawał?! Taki śmieszny,

               że aż strach...! Brr!

 

          WALDEMAR

               Dla siostry mam jeszcze kilka... Opowiedzieć?

 

          ZOFIA

               Panie Waldemarze proszę się uspokoić. Uciekam już do

               swoich obowiązków. I tak już zbyt długo u was

               zabawiłam.

                         ( Pielęgniarka komunikuje Czesławowi.)

               Panie Czesławie! Proszę przypilnować, by pan Waldemar

               nie wpadał w taki wisielczy humor... Aha! Jakby coś z

               tymi kroplówkami było nie tak, to proszę dzwonić...

 

                                   SCENA 3

 

                    Ta sama sala szpitalna, co w poprzedniej scenie.

 

          CZESŁAW

               Ale pyskata! Taka młoda i taka pyskata! Smarkula! Nic a

               nic szacunku!

 

          WALDEMAR

               Teraz takie młode to nic tylko pyskują... Ale z drugiej

               strony nic jej nie brakuje. Ma wszystko na swoim

               miejscu i to takie, że oddech człowiekowi staje...

 

          CZESŁAW

               Myślę, że nie tylko oddech panu stanął?

 

          WALDEMAR

               Panie Czesławie, co pan...?

 

          CZESŁAW

               Przecież widać po panu, szczególnie po oczach...

 

          WALDEMAR

               Achhhh! Z taką spędzić noc i ...

 

          CZESŁAW

               ...Umrzeć?

 

          WALDEMAR

               Skąd pan wie, że tak sobie właśnie pomyślałem?

 

          CZESŁAW

               Przecież to samo wyłazi z pana....

 

          WALDEMAR

               Nic ze mnie nie wyłazi. Ja takie jak ta pielęgniarka

               mam gdzieś. One tylko umieją denerwować człowieka. W

               końcu wezmę i umrę im wszystkim i dopiero będzie...

 

          CZESŁAW

               A  pan co znowu z tą śmiercią? Umrę i umrę im...  Jakim

               im? Dla siebie pan umrze! I tyle będzie!

 

          WALDEMAR

               Bo na takich nie innego sposobu, jak tylko im umrzeć.

 

          CZESŁAW

               No, ale im pan narobi szkody wtedy. Prędzej się

               ucieszą, że już pana nie ma...

               Waldemar

               A pewnie, że tak będzie, jak pan mówi. A pewnie, a

               pewnie! Ale za to, jaki będę miał spokój...

 

          CZESŁAW

                         ( Do siebie pod nosem )

               Chyba tylko święty...

                         (Głośno )

               Dajże pan już spokój z tą śmiercią...

 

          WALDEMAR

               Panie Czesławie, każdy człowiek wie, kiedy przychodzi

               po niego kostucha...

 

          CZESŁAW

               I może dzisiaj pan już wie o tym?

 

          WALDEMAR

               Tak! Wiem o tym, że kres mojego życia dobiegł już

               końca...

 

          CZESŁAW

               Ciekaw jestem, co się wtedy czuje? Podobne słowa

               słyszałem tylko raz. Było to wtedy, gdy wyjeżdżałem na

               dłużej z domu i ojciec mi powiedział, że już się w tym

               życiu nie spotkamy, gdy wrócę do domu... I tylko,

               dlatego wierzę panu... Słyszałem nawet, że w dniu

               śmierci człowiek spotyka się ze swoim aniołem

               stróżem.... Czy pan widział już swojego anioła?

 

          WALDEMAR

               Panie Cześku...

 

          CZESŁAW

               Słucham! Niech pan mówi...

 

          WALDEMAR

               Nie wiem, jak zacząć...

 

          CZESŁAW

               Najlepiej od początku...

         WALDEMAR

               Słyszałem, że wola umierającego jest święta...

 

          CZESŁAW

               Zgadza się. Ja też to słyszałem, że umierającemu nie

               można odmawiać, gdy o coś prosi...

 

          WALDEMAR

               Panie Czesiu, moje życie było nędzne, bezdomne i takie

               znikąd do nikąd...

 

          CZESŁAW

               Myślę, że z takiego życia powinien pan się wyspowiadać

               księdzu...

 

          WALDEMAR

               Ależ panie Czesiu...

 

          CZESŁAW

               Panie Waldku nie chciałem pana urazić. Jeśli pańska

               wolą jest, bym wysłuchał opowieści, to proszę. Z

               przyjemnością to uczynię...

 

          WALDEMAR

               Nie, nie, to nie oto chodzi...

 

          CZESŁAW

               Proszę mówić wszystko... Bardzo pana polubiłem...

 

          WALDEMAR

               Jeśli się pan nie obrazi, to chciałbym z panem przejść

               na ty...

 

          CZESŁAW

               Ależ proszę bardzo! Przepraszam, że to nie mnie  wpadło

               do głowy...

 

          WALDEMAR

               Waldek jestem ...

 

          CZESŁAW

               Mów mi Czesiek...

 

          WALDEMAR:

               Czesiuuu...

 

          CZESŁAW

               Cooo! Waldku?

 

          WALDEMAR

               Moim marzeniem jest, by po mojej śmierci sprawiono mi

               godny pogrzeb... Wiesz taki, taki inny, fajniejszy niż

               moje zasrane bezdomne życie...Taki ludzki pogrzeb...

 

          CZESŁAW

               Naprawdę nie wiem, z kim na ten temat rozmawiać...

 

          WALDEMAR

               Ja też nie wiem. Nie wiem nawet, kogo się poradzić...

 

          CZESŁAW

               Myślę, że pielęgniarka będzie wiedziała...

 

          WALDEMAR

               Nie mam śmiałości z nią na ten temat rozmawiać... A

               poza tym, co one mogą wiedzieć?

 

          CZESŁAW

               Ja też sobie nie wyobrażam, jak mógłbyś za życia

               rozmawiać o takich sprawach... Sądzę, że sprawy

               pochówku takiej osoby jak ty, bezdomnej, może załatwić

               jakiś wydział magistratu, albo coś w tym rodzaju...

 

          WALDEMAR

               Ja też tak sądzę... Ale...

 

          CZESŁAW:

               Waldku?

 

          WALDEMAR

               Co Czesiu?

 

          CZESŁAW

               Czy ty, aby nie oczekujesz ode mnie, bym ci pomógł?

 

          WALDEMAR

               Ależ skądże...

 

          CZESŁAW

               Hmmm!

 

          WALDEMAR

                         ( ????)

 

          CZESŁAW

               O czym my tu gadamy? Cóż to za temat? Śmierć? Dajmy

               spokój...

 

          WALDEMAR

               Taaak. Dajmy spokój.

 

          CZESŁAW

               Nie róbmy sobie Waldeczku jaj z pogrzebu...

 

          WALDEMAR

               No właśnie... Żeby tylko u mnie nie było jaj z

               pogrzebu... Ciekaw jestem ile kosztuje śmierć

               człowieka?

 

          CZESŁAW

               Śmierć? Kosztuje? Coś ty? Jest to „dobro” ogólnoludzkie

               i nie może być mowy o cenie...

 

          WALDEMAR

               A ja słyszałem taki kawał, że zwłoki kosztują 1800

               zł...

 

          CZESŁAW

               Mówisz o kosztach pogrzebu?

 

          WALDEMAR

               Nie! Lekarze sprzedają ciała zmarłych zakładom

               pogrzebowym...

 

          CZESŁAW

               I to ma być kawał?

 

          WALDEMAR

               To jest kawał, tylko, że nie jest śmieszny...

 

          CZESŁAW

               No to, co? Gasimy?

 

          WALDEMAR

               Gasimy. Śpimy...

 

          CZESŁAW

               Dobrych snów życzę...

 

          WALDEMAR

               Dziękuję. Wesołego przebudzenia...

 

                                   SCENA 4

 

                    Zaciemniony pokój sypialny w domu. Godzina 24.W

                    łóżku leży Wanda. Dzwoni telefon.

 

          WANDA

               Słucham! Jakie licho dobija o północy?

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Czy rozmawiam z panią Wandą Gostecką?

 

          WANDA

               Taaak. Kto mówi?

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Czy jest pani żoną Czesława?

 

          WANDA

               Tak! Ale kto mówi?!

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Dzwonię ze szpitala...

 

          WANDA

               Taaak. Słucham panią...

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Przykro mi, ale muszę powiadomić panią, że pani mąż

               godzinę temu odszedł...

 

          WANDA

               A gdzie go poniosło o tej porze?

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Nie rozumie mnie pani. Pani mąż zmarł...

 

          WANDA

               O Jezus Maria! Co pani opowiada? Nie wierzę! Przecież

               byłam dzisiaj i czuł się dobrze.

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Bardzo pani współczuję, ale proszę się zgłosić dziś

               rano do ordynatora... Na imię mu Józef. Proszę

               zapamiętać! Józef!

 

          WANDA

                         (Kobieta szlocha.)

               O mój Jezu! Zgłoszę się na pewno. Dziękuję pani za

               telefon...

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               To ja dziękuję, że zechciała pani mnie wysłuchać i

               przepraszam za tak smutną informację...

 

          WANDA

               Czy może mi pani powiedzieć coś więcej o śmierci mojego

               męża?

 

          GŁOS W SŁUCHAWCE

               Bardzo mi przykro, ale nic więcej nie mogę powiedzieć

               poza tym, co powiedziałam... Dobranoc Pani.

 

          WANDA

                         (Kobieta płacze.)

               Dobranoc. Dziękuję...

 

                                   SCENA 5

 

                     Gabinet ordynatora.

 

          WANDA

                         ( Szlocha. )

               Proszę mi powiedzieć, jak to się stało?

 

          ORDYNATOR

               Zgon stwierdzono około godziny 23. Wszyscy jesteśmy tym

               faktem wstrząśnięci. Nic nie zapowiadało śmierci pani

               męża...

 

          WANDA

               No właśnie! Był taki uśmiechnięty i rozmowny, jak

               nigdy...

 

          ORDYNATOR

               Jeśli pani chce się dowiedzieć, na co zmarł pan

               Czesław, to musimy dokonać sekcji zwłok...

 

          WANDA

               Ależ panie doktorze...  Czy chcecie pokroić mi męża po

               śmierci?

 

          ORDYNATOR

               Chcemy tylko poznać przyczynę jego zejścia. Ale jeśli

               pani nie wyraża zgody...

 

          WANDA

               Oczywiście, że nie wyrażam zgody...

 

          ORDYNATOR

               To proszę napisać to oświadczenie.

 

          WANDA

                         (Zapoznaje się z dokumentem, który ma

                         podpisać.)

 

          ORDYNATOR

               I proszę już nie pytać więcej odnośnie przyczyny

               zejścia pani męża.

 

          WANDA

               Czy mogę zobaczyć męża?

 

          ORDYNATOR

               Oczywiście, że może pani. Najpierw trzeba się udać do

               prosektorium. Tam musi pani uiścić kwotę 300 zł za

               ubranie i wszelkie czynności higieniczne, jakie zostaną

               przez pracownika dokonane...

 

          WANDA

               A, czy to nie należy do obowiązków pracowników...?

 

          ORDYNATOR

               No wie pani?! W takiej chwili roztrząsać takie sprawy.

               Czasy się zmieniły. Trzeba płacić. Wszyscy płacą i

               już... Coś podobnego! Nawet w obliczu śmierci bliskiej

               osoby nasze społeczeństwo myśli o pieniądzach i czyichś

               prawach oraz obowiązkach...

 

          WANDA

               Przepraszam pana za to moje gadanie. Zwykła babska

               wnikliwość odezwała się we mnie. Jeszcze raz

               przepraszam...

 

          ORDYNATOR

               No dobrze już pani Wando. Nie gniewam się. Proszę

               zapłacić pracownikowi, bo mu się to należy. Proszę mi

               wierzyć. Nie gniewam się. Nie jestem tu od gniewania

               się...

 

          WANDA

               I co dalej mam robić? Co pan radzi?

 

          ORDYNATOR

               Proszę się już tylko kontaktować z Zakładem Pogrzebowym

               „Amen”.

 

          WANDA

               Nie rozumiem...

 

          ORDYNATOR

               Z naszym szpitalem współpracuje zakład pogrzebowy o

               nazwie „Amen”... O tu, proszę poczekać chwileczkę, mam

               dla pani ich wizytówkę...

 

          WANDA

               A, czy mogę z innym zakładem?

 

          ORDYNATOR

               Nie mam już zdrowia do pani. W takiej ciężkiej chwili

               pani znowu coś wymyśla. Przecież mówię. „Amen”

               współpracuje z moim szpitalem. I nie ma powodu szukać

               innego zakładu. I tak bym innych nie wpuścił do naszego

               szpitala.

 

          WANDA

               Jeszcze raz pana serdecznie przepraszam. Takie głupie

               babsko ze mnie.... Mam dzwonić do nich?

 

          ORDYNATOR

               Może pani dzwonić, może tam pani pójść. Wszystko jedno.

               Oni zajmą się kompleksowo pochówkiem. Podpisze pani

               tylko z nimi umowę, a oni załatwią za panią nawet

               wszystkie sprawy z ubezpieczalnią.... Ja już muszę

               kończyć, bo czekają następni pacjenci na mnie...

 

          WANDA

               Dziękuję panie doktorze...

 

          ORDYNATOR

               Nie ma za co. Taka jest moja praca. Jeszcze raz proszę

               przyjąć szczere kondolencje...

 

                                   SCENA 6

 

                    Biuro Zakładu Pogrzebowego „Amen”. Wanda rozmawia

                    z mężczyzną na temat pochówku.

 

          WANDA

               Dzień dobry! Czy mogę rozmawiać z właścicielem firmy?

 

          ZENON

               Słucham panią?

 

          WANDA

               Pan jest właścicielem?

 

          ZENON

               Tak! Słucham panią...

 

          WANDA

               Przysłał mnie do pana ordynator....  Przepraszam,

               zapomniałam nazwisko...

 

          ZENON

               Nie szkodzi. Pani...

 

          WANDA

               Gostecka...

 

          ZENON

               A już wiem. Chodzi o pani męża Czesława?

 

          WANDA

               Tak! Zgadza się. Chodzi o mojego męża Czesława...

               Przyszłam się dowiedzieć...

 

          ZENON

               Wszystko jest w porządku. Zmarły wygląda jak żywy... O,

               przepraszam. Umyty, ogolony i ładnie ubrany w garnitur,

               który pani wybrała... Sam go oglądałem w

               prosektorium...

 

          WANDA

               Uff! A czy będę mogła go zobaczyć?

 

          ZENON

               Oczywiście! Co za pytanie? W kaplicy przykościelnej...

 

          WANDA

               Ale w naszej parafii nie ma takiej kaplicy, a

               przynajmniej nic mi nie wiadomo o niej...

 

          ZENON

               No to w kościele...

 

          WANDA

               Ale kiedy?

 

          ZENON

               Jak to, kiedy?

 

          WANDA

               Przed, czy po mszy?

 

          ZENON

               Wszystko jedno. Może być przed. Może być po. Wszystko

               zależy od was i od księdza...

 

          WANDA

               Tak! Ma pan rację. Taka jestem zakręcona od samego

               rana...

 

          ZENON

               Nic nie szkodzi. Pomożemy, jeżeli trzeba.

 

          WANDA

               Najpierw chciałabym zapytać o cenę...

 

          ZENON

               Cenę? Czego?

 

          WANDA

               No! Wie pan. Wszystkiego związanego z pochówkiem.

 

          ZENON

               Jeśli chodzi o cennik, to proszę.

                         (Wylicza z cennika wyciągniętego z

                         biurka.)

               Trumna - 500-2000 zł, wieniec - 300 zł, obsługa zakładu

               pogrzebowego, 700-800 zł, ksiądz i organista - 500 zł,

               nagrobek (lastryko) - 1800 zł, nagrobek (granit

               Strzegom) - 4000 zł, przygotowanie ciała - 300 zł,

               pojedynczy grób ziemny - 1080 zł, murowany grób

               rodzinny - 2570 zł, przechowanie trumny ze zwłokami -

               27 zł za dobę, korzystanie z sali ceremonialnej, 267 zł

               za godzinę, czynności kancelaryjne - 310 zł...

 

          WANDA

               Czyli pan załatwia wszystko?

 

          ZENON

               Zupełnie wszystko. Wystarczy, że pani tylko podpisze

               się tu pod tym dokumentem, a nawet do ubezpieczalni nie

               musi iść.

 

          WANDA

               Nie rozumiem...

 

          ZENON

               Na jednym papierze mamy dla pani do podpisania

               upoważnienie przewiezienia ciała z chłodni do kościoła

               i wykonanie wszelkich czynności. Musimy mieć też

               upoważnienie Pani, by móc płacić za te usługi z zasiłku

               pogrzebowego....

 

          WANDA

               To takie teraz są teraz udogodnienia? Nawet nie miałam

               pojęcia, że tak idziecie ludziom na rękę... A ile teraz

               wynosi taki zasiłek?

 

          ZENON

               Łatwo sprawdzić. Coś koło 4 tysiące zł.

 

          WANDA

               A, czy będę musiała dopłacać panu jeszcze ponad to, co

               ma pan do rozdysponowania?

 

          ZENON

               Jeśli się dogadamy teraz, to nie. Będzie w takiej

               kwocie, jaką ustalimy. Dlatego przedstawiłem pani

               cennik. A ten jak widać zawiera w każdej pozycji

               widełki.

 

          WANDA

               To proszę zrobić tak, by kwota do zapłaty za pańską

               usługę nie przekroczyła zasiłku.

 

          ZENON

               A co z księdzem?

               Wanda

               Co? Co z księdzem? Nie rozumiem?

 

          ZENON

               Sprawę opłat dla księdza pozostawiamy rodzinie

               zmarłego...

 

          WANDA

               A ile ona wyniesie?

 

          ZENON

               To zależy, ale w zasadzie, to, „co łaska”. Musi pani

               sama rozmawiać w tej sprawie z księdzem. Trzeba ustalić

               czas pochowku i miejsce na cmentarzu. I koniecznie

               należy nas o tym poinformować...

 

          WANDA

               A czy mogę liczyć na rachunek od pana za usługę?

 

          ZENON

               Hm. Może pani liczyć. W zasadzie rozliczamy się z

               ubezpieczalnią, ale jak trzeba to, trzeba. Ale to

               trochę podraża koszty...

 

          WANDA

               Jak to podroży? Co jedno ma wspólnego z drugim?

 

          ZENON

               Pani to chyba nie bardzo kochała swojego męża?

 

          WANDA

               Skądże! Dlaczego pan pyta mnie o takie rzeczy?

 

          ZENON

               Bo emocje związane ze śmiercią bliskiej osoby nie

               przysłaniają u pani chłodnego kalkulowania... Choćby

               kosztów nawet... Ale do rzeczy. Pani pyta o rachunek, a

               ja odpowiadam. Wystawimy go pani, ale musimy wpisać tu

               dopłatę do trumny.

 

          WANDA

               Co to za koszt?

 

          ZENON

               Opłata manipulacyjna, żebyśmy byli czyści wobec pani i

               przede wszystkim wobec skarbówki... Rozumie pani?

 

          WANDA

               Nie bardzo rozumiem. W domu to ja prowadzę całą

               księgowość i stąd moje zainteresowanie stroną finansową

               pogrzebu... Ale jak tak musi być, to niech tak

               będzie...

 

          ZENON

               Ale jak ma być?

 

          WANDA

               No jak, no tak, by było taniej...

 

          ZENON

               I już się robi. Naprawdę będzie pani zadowolona z

               naszych usług... No, ale księdza i placowe to bierze

               pani na siebie?

 

          WANDA

               Jeśli nie ma innego wyjścia, to biorę na siebie.

 

          ZENON

               My postaramy się zmieścić w kwocie zasiłku, a pani

               dopłaci od siebie księdzu...

 

          WANDA

               Proszę przygotować wszystko, tak jak należy. Ufam

               panu...

 

          ZENON

               Dziękuję za zaufanie. Zrobimy wszystko, by pogrzeb

               wypadł godnie... Do zobaczenia pani.

 

          WANDA

               Mam taką nadzieję. Do widzenia

 

                                   SCENA 7

 

                    Kancelaria na plebani. Wanda rozmawia z księdzem

                    na temat pochówku.

 

          WANDA

               Szczęść Boże!

 

          KSIĄDZ

               A daj Panie Boże córko. Daj Boże. Proszę przyjąć moje

               szczere słowa współczucia. Świętej pamięci Czesław, był

               naszym wspaniałym parafianinem. Panie świeć nad Jego

               Duszą...

 

          WANDA

               Ja proszę księdza przyszłam zamówić mszę świętą i

               ustalić miejsce pochówku...

 

          KSIĄDZ

               No, myślę, że droga córko, jakoś dojdziemy do

               porozumienia... Do wójta chyba chodzić nie będziemy?

 

          WANDA

               Do jakiego znowu wójta proszę księdza...?

 

          KSIĄDZ

               Nie chodzi rzecz jasna o wójta w naszej parafii. Ha,

               ha! Tak się mówi, że nie będziemy problemu z

               odpłatnością.

 

          WANDA

               Ale ile konkretnie trzeba zapłacić?

 

          KSIĄDZ

               Proszę się nie denerwować... Na pewno ze wszystkim

               zmieścimy się w zasiłku pogrzebowym... Dla mnie za mszę

               świętą, co łaska, a placowe proszę ustalić sobie z

               kościelnym, który przygotuje miejsce pod dół i wykopie

               go... Ale co tam pieniądze. Porozmawiajmy o zmarłym...

 

          WANDA

               Czy to starczy na wszystko z zasiłku pogrzebowego?

               Wygląda na to, że nie starczy...

 

          KSIĄDZ

               Jak to nie starczy? Jak zawsze starcza.

 

          WANDA

               Przepraszam księdza, ale właśnie przed chwilą byłam w

               zakładzie pogrzebowym...

 

          KSIĄDZ

               A w jakim, jeżeli można zapytać?

 

          WANDA

               W zakładzie „Amen”...

 

          KSIĄDZ

               No to teraz rozumiem twoją córko rozterkę. Jasne, że

               nie starczy, bo to zdzierusy okrutne...

 

          WANDA

               Jak to zdzierusy?

 

          KSIĄDZ

               Wszyscy wiedzą, że zdzierają. Trzeba było córko

               najpierw przyjść do swojego starego pasterza, a nie

               szwendać się zaraz po zakładach pogrzebowych. I to w

               dodatku w „Amen”. Toż to profanacja nie tylko formuły

               kończącej modlitwę, ale chrześcijańskiego pochówku...

 

          WANDA

               Nie wiedziałam księże Piotrze...

 

          KSIĄDZ

               A są przecież w naszej parafii inne zakłady.

               Solidniejsze i tańsze. Trzeba córko zrezygnować z tej

               firmy... Choćby taki „Raj”.

 

          WANDA

               Niestety, już za późno! Bo podpisałam umowę...

 

          KSIĄDZ

               Jaką umowę podpisałaś? Co oni tu pod moim okiem

               wyprawiają? Toż to woła o pomstę do nieba!

 

          WANDA

               Pan Zenon powiedział mi, że wszystko załatwią mi tak

               jak potrzeba, ale z księdzem mam ja ustalić opłaty...

 

          KSIĄDZ

               Chyba to ja załatwię tego Zenona. Kto to widział, żeby

               tak golić moje owieczki...? Widzisz córko, trwa

               rozbudowa naszej świątyni, cmentarza parafialnego.

               Wszystko na mojej głowie. A tu pod moim bokiem szatan

               zamieszkał i zdziera z moich niewinnych owieczek...

               Nawet dla nich nie ma żadnych świętości. Nawet pogrzeb

               wykorzystają do nabijania swojej kasy.

 

          WANDA

               Proszę księdza, to moja wina...

 

          KSIĄDZ

               Oj tak! Po części to twoja wina córko. Ale niech czuwa

               nad tobą miłosierdzie Boże. Przyjmij jeszcze raz moje

               kondolencje...

 

          WANDA

               Szczęść Boże!

 

          KSIĄDZ

               Z Bogiem, z Bogiem córko.

 

                                   SCENA 8

 

                    Mieszkanie państwa Gosteckich. Matka rozmawia z

                    córką na temat życia i śmierci.

 

          WANDA

               No i co teraz zrobimy bez taty?

 

          RÓŻA

               Musimy nadal żyć...

 

          WANDA

               Co ty dziecko mówisz? Jak my sobie poradzimy bez niego?

 

          RÓŻA

               "When you`re sad and when you`re lonely/ and you

               haven`t got a friend,/ just remember thet death is not

               the end"/

 

          WANDA

                         ( Ze łzami w oczach. )

               Co z ciebie za dziecko. Nawet ojca nie uszanujesz.

               Nawet nie rozumiem, tego, co mi pozwiedzałaś przed

               chwilą...

 

          RÓŻA

               „Gdy jesteś smutny i samotny,/ i nie masz żadnego

               przyjaciela, / pomyśl o tym, że śmierć nie jest

               końcem.”

 

          WANDA

               Co ty mi tu wyśpiewujesz...

 

          RÓŻA

               To Dylan...Bob Dylan...

 

          WANDA

               Różo! Dziecko! Twój ojciec umarł, a ty ciągle z tymi

               słuchawkami na uszach. W ogóle nie masz szacunku dla

               zmarłego...

 

          RÓŻA

               Ależ mamusiu! Co ty mówisz?...

 

          WANDA

               Ja wiem, co mówię... To między innymi przez takie

               zachowania jak twoje twój tata odszedł od nas...

 

          RÓŻA

               Mamo! Bój się Boga! Nie mów tak! Wybaczam ci te słowa,

               bo jesteś naprawdę przybita śmiercią taty....

 

          WANDA

               Ty mi wybaczasz? A sama, choćby nawet na chwilę nie

               zdejmiesz tych przeklętych słuchawek...?

 

          RÓŻA

               Co mają do rzeczy moje słuchawki?

 

          WANDA

               Co mają? Co mają?! Ano mają! Tylko popatrz na siebie...

 

          RÓŻA

                         ( Zdejmuje słuchawki. )

               Jeśli to cię drażni aż tak, to już je chowam...

 

          WANDA

                         ( Wybucha płaczem. )

               Córeczko kochana twój ojciec już na tamtym świecie, a

               ty tu wyśpiewujesz bóg wie, co...

 

           RÓŻA

               Śpiewam sobie Boba Dylana, bo on ładnie śpiewa właśnie

               o śmierci...

 

          WANDA

               Oj dziecko! Oj! Oj! Żebyś ty wiedziała, co mówisz?

 

           RÓŻA

               Wiem mamo! Wiem, co mówię, aż do bólu...

                         (Po chwili obejmuje matkę i całuje. )

               Oj wiem, co mówię mamusiu...

 

          WANDA

               Czasami odzywa się w tobie moje kochane dziecko, ale

               tak rzadko...

 

          RÓŻA

               Kocham cię mamusiu...

 

          WANDA

               Oj dziecko! Co my teraz zrobimy?

 

                    (Nagle wyrywa się objęć córki)

               Muszę się naradzić z twoja babcią... Zajmij się

               Jareczkiem i Marcinkiem...

 

           RÓŻA

               No to nie gniewaj się mamo na mnie więcej...

 

          WANDA

               No już dobrze, dobrze. Idź już do dzieci, bo babcia

               zaraz przyjedzie...

 

                                   SCENA 9

 

                    To samo pomieszczenie, co w poprzedniej scenie.

                    Róża wychodzi. Wchodzi nagle babcia Genowefa.

                    Wanda rozmawia z nią na tema zbliżającego się

                    pogrzebu.

 

          GENOWEFA

                         ( Zza uchylonych drzwi. )

               Nie zaraz, tylko już wchodzi. Kończyć już to

               obgadywanie mnie....

 

          WANDA

               Mamo! Nikt ciebie nie obgaduje. Zaprosiłam cię, by

               pogadać...

 

          GENOWEFA

               Ależ Wandeczko, ja tylko żartowałam, jeżeli w takiej

               chwili można z czegokolwiek żartować.

 

          WANDA

               Aha! Mamo...

 

          GENOWEFA

               Córeczko, jestem przy tobie i zawsze możesz na mnie

               liczyć...

 

          WANDA

               Taka jestem skołowana, że nawet nie wiem, co robić...

 

          GENOWEFA

               Rozumiem cię dziecko bardzo dobrze...

 

          WANDA

               Zmarł mi mąż. I czuję, że wali mi się świat. Nie znam

               przyczyny zgonu. Nie wiem, czy dostał wylewu, czy też

               zawału...

 

          GENOWEFA

               Cudowny, kochany człowiek. Zostawił cię z wchodzącą w

               dorosłość córką, będącego w wieku dojrzewania Jarusiem

               i naszym kochanym dwuletnim Marcinkiem...

 

          WANDA

               O dzieciach pogadamy później. Teraz się chciałam ciebie

               poradzić...

 

          GENOWEFA

               Pytaj córeczko, pytaj... Spróbuję ci pomóc...

 

          WANDA

               No, choćby taka sprawa, skąd teraz mogę oczekiwać teraz

               pomocy pieniężnej? Co z zasiłkiem pogrzebowym z

               ubezpieczalni?

 

          GENOWEFA

               Jeśli chodzi o te pieniądze, to czuj się tak, jakbyś w

               całości wydała na pochówek...   

 

          WANDA

               Rozumiem: Zakład pogrzebowy, ksiądz... To wszystko

               kosztuje.

 

          GENOWEFA

               Wandziu, jak będziesz w ubezpieczalni, to dowiedz się w

               sprawie renty po zmarłym...

 

          WANDA

               Mój Boże! Może to nieładnie z mojej strony, że mąż

               jeszcze ciepły, przed pogrzebem, a ja się martwię o

               finanse.

 

          GENOWEFA

               No przecież musisz się w końcu o to kiedyś martwić.

               Pomyśl tylko o dzieciach...

 

          WANDA

               O nich pogadamy trochę później... Nie mówię tutaj, że

               jestem w jakimś tragicznym położeniu, ale, ot, czysty

               realizm na przyszłość. Ale też coraz większy ból po

               stracie męża. Niby, na co dzień nie dostrzegalny, ale

               okazuje się, że teraz brak jego jest aż nadto

               dostrzegalny, aż do bólu...

 

          GENOWEFA

               Przyjmij dziecko moje wyrazy współczucia. Nawet nie

               jestem w stanie wyobrazić sobie, co teraz czujesz.

 

          WANDA

               Oj mamo, mamo...

 

          GENOWEFA

               To dobrze, że myślisz o innych rzeczach niż śmierć

               męża.

 

          WANDA

               Inaczej można zwariować...

 

          GENOWEFA

               Co do finansów, to może dowiedz się w zakładzie pracy

               Czesia, czy nie był objęty jakimś ubezpieczeniem

               grupowym (z tą ostateczną opcją). Czasami większe firmy

               mają takie ubezpieczenia. Może jeszcze nabędziesz prawo

               do innych zasiłków, jako że twój dochód został

               utracony. A poza tym to nic mi do głowy nie przychodzi.

 

          WANDA

               Podziwiam cię mamo, twój spokój... Czesiu to tylko twój

               zięć, ale wiem, że kochałaś go bardzo...

 

          GENOWEFA

               Widzisz córko, dochodzę teraz do wniosku, że  jeśli

               dotknie cię śmierć bliskiego, to nie trzeba się tego

               bać, ale trzeba to zrozumieć...   

 

          WANDA

               Mimo, że jestem twoją córką, to nie mogę ci sprostać

               pod tym względem. Dla mnie i mojej rodziny,

               nieszczęścia chodzą parami: para za parą, para za

               parą... Jak w jakimś obłędnym polonezie...

 

          GENOWEFA

               Nie martw się tym córeczko. Ja byłam taka sama, jak ty.

               Ale wiele śmierci przeżyłam... Pamiętasz mojego brata

               Michała?

 

          WANDA

               Kto by go nie pamiętał. Wiecznie uśmiechnięty, życzliwy

               człowiek.

 

          GENOWEFA

               No widzisz. I nagle wyrok. Rak. Poważne stadium, z

               przerzutami. Rozum mówił mi - wiadomo jak to się

               skończy. Serce - trzeba mieć nadzieję.Jednak odszedł.

               Na początku ból był duży, ale jednak i trochę ulgi. Już

               go nie boli, nie cierpi. Jednak zamiast z upływem czasu

               ból maleć, długo we mnie narastał. Myślałam o nim

               codziennie, mam wrażenie, że co chwilę. Wieczorami było

               najgorzej, gdy głowa nie była już zajęta innymi,

               codziennymi sprawami. W końcu ze strachu przed depresją

               poszłam do psychiatry i teraz jakoś stoję na nogach

               pewniej. Nauczyłam się żyć z bólem, zamiast z nim

               walczyć.

 

          WANDA

               Tej pustki, którą po sobie pozostawił Czesiu jednak

               nikt nigdy nie zapełni...

 

          GENOWEFA

               Rozumiem się dobrze dziecko. To dobrze, że tak

               rozumujesz, bo przecież nie oto chodzi, by wymazano nas

               z pamięci, gdy odejdziemy... Jesteś osobą wierzącą, to

               twoja wiara i modlitwa ma tu ogromną moc.

 

          WANDA

               Modlę się o niego i o to, by teraz był już szczęśliwy i

               spokojny przy boku dobrego Ojca. Ale wiem też jedno, to

               nie jest łatwe. Umacnia mnie nadzieja, że wiara

               naprawdę jest tu ogromną pomocą.

 

          GENOWEFA

               Przede wszystkim Wandziu jednak, nie dopuść do tego,

               byś zaczęła tłamsić w sobie te uczucia - to jest jedno

               z założeń terapii "wygadać się" - dać upust kłębiącym

               się uczuciom. Myślę, że ja mogę być teraz najlepszą

               twoim terapeutką...

 

          WANDA

               Dziękuję mamo. Ale porozmawiajmy też o prozaicznych

               sprawach.

 

          GENOWEFA

               No właśnie, porozmawiajmy choćby o tym, czy masz się, w

               co ubrać?

 

          WANDA

               Trochę czarnych ubrań się znajdzie, ale nie są one

               pogrzebowe. Niestety, śmierć ta jest pierwsza w moim

               życiu...

 

          GENOWEFA

               Ja mam kompletny strój żałobny i ci go użyczę. Ale ci

               go nie dam, byś zbytnio przywiązywała do niego i aby

               twoje dalsze życie było nadal szczęśliwe...

 

          WANDA

               To może teraz pójdziemy do ciebie, by go po

               przymierzyć...

 

          GENOWEFA

               To nie zamykasz domu?

 

          WANDA

               Nie. Zaraz pojawią się tu moje dzieci...

 

          GENOWEFA

               A jak przyjęły to nieszczęście dzieci?

 

          WANDA

               Wiesz, jakie są dzieci. Dopiorą się uczą życia. Trochę,

               moim zdaniem, są nieodpowiedzialne...

 

          GENOWEFA

               Ja nie mogę nic złego powiedzieć o moich wnukach i to

               samo tobie radzą. Musisz wszystko zrobić, byście w

               takiej chwili byli razem... Jak załatwimy nasze sprawy,

               to sobie z nimi trochę porozmawiam...

 

          WANDA

               Dobrze mamo. Bardzo dobrze, może ciebie posłuchają.

 

                                   SCENA 10

 

                    Do opuszczonego pokoju przez Wandę i Genowefę

                    wchodzi Róża z Jarkiem i wbiega rozwrzeszczany

                    Marcinek.

 

          RÓŻA

               Jarusiu, jeśli masz nastrój, to pogadajmy chwilę...

 

          JAREK

               No to nawijaj Rózia...

 

           RÓŻA

               Po śmierci mama teraz obrzuca mnie oskarżeniami, że to

               z mojego powodu zmarł nasz tata. Nie czuję się winna,

               chociaż czasem zastanawiam się.  Ale sama nie wiem, co

               myśleć.

 

          JAREK

               Co ty Róża dajesz?

 

           RÓŻA

               Serio! Nie wiem, co w mamę wstąpiło, ale obwinia mnie o

               to, że ojciec nie żyje...

 

          JAREK

               Nie jesteś winna śmierci taty, to jest pewne. Mama

               pewnie jest rozstrojona psychicznie i stąd takie

               oskarżenia...

 

           RÓŻA

               Dzięki za dobre słowa. Mam nawet problem w tym, jak w

               ogóle wyjść z domu, z własnego pokoju. Przecież w tej

               sytuacji nawet nie mam siły na nic.

 

          JAREK

               No teraz dołożyłaś do kotła. To straszne, że taty nie

               ma, ale na litość boską to nie twoja wina...

 

           RÓŻA

               Teraz widzę, że w tym domu mogę liczyć tylko na

               ciebie...

 

          JAREK

               A co się mamie na ten przykład nie podoba?

 

           RÓŻA

               Choćby to, że słucham Dylana...

 

          JAREK

               E, tam! Mamie w ogóle się nie podoba nasze zachowanie.

               Moja komóra, twoja empetrójka i to, że jej zdaniem, nie

               czujemy śmierci taty...

 

          RÓŻA

               Sama nie wiem jak się zachować. Pierwszy raz w życiu

               umarł mi tata i nie wiem, co się powinno czuć w takiej

               chwili.

 

          JAREK

               Na mój niedouczony łeb nie powinniśmy zwracać uwagi na

               to, jak mamy się czuć, ale na to, co czujemy sami

               wewnątrz. Popatrz tylko na Marcinka. Bawi się jak gdyby

               nigdy nic. Jakby nic się nie stało...

 

           RÓŻA

               Jeśli chodzi o czucie, to nie mam poczucia, że tata nie

               żyje. Coś mi mówi w środku, że za kilka dni tata po

               prostu zapuka do drzwi i będzie po staremu...

 

          JAREK

               I ja mam podobne odczucie... Nie dziwne to?

 

           RÓŻA

               Wiele razy zastanawiałam się w szkole na temat motywu

               śmierci, ale to zawsze mi pachniało nadętą  i zadętą

               lekturą szkolną...

 

          JAREK

               Nawet mi nie wspominaj o lekturach szkolnych. Ja ze

               śmierci u Kochanowskiego dostałem pałę...

 

           RÓŻA

               Moi psiorzy w szkole mieli bzika na punkcie śmierci.

               Musiałam wkuwać różne strofy poświecone śmierci. I to

               jak się okazuje, było jednym wielkim oszustwem. Teraz

               umarł tata, a ja nawet nie wiem jak się zachować...

 

          JAREK

               Z tą śmiercią w literaturze i filozofii to jedna

               lipa...

 

           RÓŻA

               Śmierć to temat, obok którego, wydawać by się mogło,

               nikt nie może przejść obojętnie. Dotyka najbardziej

               osobistych uczuć i lęków, wreszcie obraz śmierci w

               literaturze ukształtowany jest na obraz i podobieństwo

               ludzkich wyobrażeń danej epoki. To jest ciekawe. Ale

               jak sobie przypomnę, że kazano nam to wkuwać, to w

               ogóle odechciało mi się takiej śmierci...

 

          JAREK

               Mnie pociągał Hades, ale gdy o tym czytałem sam dla

               siebie, W szkole, gdy musiałem wkuwać, to już przestało

               mnie to interesować. A na samo wspomnienie „Rozmowy

               Polikarpa ze Śmiercią”, czy jakoś tak, to zaraz mi się

               chce śmiać, bo widzę z tego wielką jedynkę...

 

           RÓŻA

               Wzruszał mnie bardzo Kochanowski po śmierci swojej

               córki w swoich „Trenach”. Ale do czasu, gdy przyszło mi

               napisać od siebie wyuczoną interpretację tego...

 

          JAREK

               Tak, czy siak zagadka śmierci nigdy nie została

               rozwiązana - wciąż pozostaje dla człowieka problem, z

               którym nieuchronnie będzie się musiał kiedyś zmierzyć.

               I my właśnie się teraz z nią mierzymy...

 

           RÓŻA

               Trochę nieudolnie, ale mierzymy się w taki sposób, jaki

               czujemy, a nie jak powinno być... Śmierć, tak jak

               przyjście na świat, jest tajemnicą natury.

 

          JAREK

               Ale teraz doładowałaś! Chyba sama tej mądrości nie

               wymyślałaś?

 

           RÓŻA

               Jasne, że nie. Po prostu gdzieś to wyczytałam i

               zapamiętałam i nie mam bladego pojęcia, kto jest

               autorem... Ale ładnie brzmi...

 

          JAREK

               Na mój potargany łeb, każdy człowiek przeżywa ją na

               swój sposób – i na swój sposób ją opisuje...

 

           RÓŻA

               Wiem jedno. Przed śmiercią taty uważałam, że może

               szybciej godzimy się ze śmiercią, kiedy umiera człowiek

               "starszy". Ale kiedy byliby to rodzice to, nawet, gdy

               mieliby i 100 lat też będzie nam ciężko. Ale, niestety,

               takie są koleje losu.

 

          JAREK

               Z tym po prostu trzeba się pogodzić. Babcia mówi, że

               trzeba się modlić...

 

           RÓŻA

               Pomyśl o bólu naszej mamy... W ogóle pomyślmy o innych

               - nie tylko o sobie. Nie nakręcajmy w sobie tej spirali

               rozpaczy...

 

          JAREK

               Wiesz, co Róziu? Wcale nie chcę o tacie zapomnieć, ani

               na chwile i jestem dumny, że mam w głowie tyle

               cudownych lat, które przeżyliśmy razem.

 

          RÓŻA

               Kto ci każe zapominać? Ja wątpię bym zapomniała

               kiedykolwiek - śmiać mi się chce z pocieszania mnie z

               powodu straty taty. No, ale my tu gadu, gadu, a

               Marcinek gdzieś wybył. Pobiegnę za nim, a ty poczekaj

               tutaj. Babcia miała się z nami spotkać...

 

                                   SCENA 11

 

                    Ta sama sceneria co w poprzedniej scenie

 

          JAREK

               O! Pozdrówko! Babcia!

 

          GENOWEFA

               Po... Co?   A to ty! Cześć Jaruś! Jak się czujesz?

 

          JAREK

               Była wywiadówka wczoraj i... kupa...

 

          GENOWEFA

               Jaka kupa? Mów po Polsku... Co dalej?

 

          JAREK

               Nic dalej... Życie toczy się normalnie... Trzeba zrobić

               bilans strat i zysków i nie stresować się...

 

          GENOWEFA

               Nadal cię nie rozumiem...

 

          JAREK

               A co tu jest do zrozumienia... Mam fazę...

 

          GENOWEFA

               Jaką fazę...? Co ty mówisz?

 

          JAREK

               Sorry babcia, ale się źle czuję. Mam fazę na kompa...

 

          GENOWEFA

               Co to jest kompa...?

 

          JAREK

               Oj babcia! Ale dajesz dzisiaj... Duża jesteś i pytasz o

               takie banalne rzeczy... I jeszcze nie gramatycznie...

               Nie kompa tylko komputer...

 

          GENOWEFA

               I kto to mówi o gramatyce poprawnej... Jarusiu tak

               jakoś blado wyglądasz. Może jesteś chory?

 

          JAREK

               Wyluzuj babcia... Wyluzuj! Jestem zdrowy jak koń. Jak

               nie wyluzujesz to sama nabawisz się nerwicy a nerwica

               najprawdopodobniej szybciej cię wykończy niż

               jakakolwiek inna choroba...

 

          GENOWEFA

               Jaruś, po prostu boję się o ciebie... Taki jesteś

               blady...

 

          JAREK

               Powiedz lepiej babcia, jak u ciebie zdrówko...

 

          GENOWEFA

               Martwię się odejściem twojego taty i o was...

 

          JAREK

               Babcia! Jak cię słucham, to normalnie mi psycha siada.

               Nie mam najmniejszego domysłu, żeby cię pocieszyć... Na

               mój rozum, to z tatą nie jest źle... Gdzieś w

               niewidzialnym świecie żyje i martwi się tym, że się my

               martwimy z jego powodu...

 

          GENOWEFA

               Dlaczego tak uważasz?

 

          JAREK

               Oj babcia! Wyluzuj! A co innego mam sądzić, jak

               wszystko w środku mi mówi, że tata żyje...   

 

          GENOWEFA

               Hm! Ciekawe rzeczy opowiadasz, jak na swój wiek...

 

          JAREK

               Jaki wiek? Co babcia daje? No! Normalnie mi psycha

               siadła.

 

          GENOWEFA

               No, ale powiedz, co my teraz zrobimy bez taty?

 

          JAREK

               No, co zrobimy? Ale pytanie? Trzeba się cieszyć każdą

               chwilą życia... Na czaterii dostałem posta, że można

               być szczęśliwym. Każdy z nas umrze, nikt nie wie, kiedy

               jest mu to pisane. Czy jesteśmy chrześcijanami, czy

               wierzymy w reinkarnacje - celem życia jest niesienie

               miłości i dobroci innym. Myślę, że mając przed sobą

               perspektywę nieskończoności łatwiej dostrzec sens życia

               i jego skończoność. Nie załamujmy się! Ktoś mi

               powiedział, że śmierć bliskiego nam człowieka nie jest

               nieszczęściem, ale potwierdzeniem, że nie jesteśmy

               nieśmiertelni.

 

          GENOWEFA

               Jaruś! Bój się Boga! Co za przemyślenia? Zupełnie nie

               nadążam za tobą!

 

          JAREK

               A babcia psychicznie już wysiada przy nawet niewielkim

               problemie...  

 

          GENOWEFA

               O Jezu! Jaro! Boję się o was! I to wszystko. Kocham

               was?

 

          JAREK

               Babciu!  Trzeba działać, bo nie mamy gwarancji na

               życie... Wszystko zależy od nas, jacy jesteśmy...

 

          GENOWEFA

               Zupełnie cię nie rozumiem syneczku. Ciężko mi pojąć

               twoją mowę... Ale czuję, że jesteś dobrym człowiekiem.

               Jesteś takim ładnym aniołkiem z nadłamanym trochę

               skrzydełkiem...

 

          JAREK

               Ale babcia teraz dała. Widać, że zajarzyła. Z ciebie

               też będą jeszcze ludzie... A teraz babciu pozdrówka, bo

               chciałem odstresować ...

 

          GENOWEFA

               No to pozdrówka Jaro ...

 

                                   SCENA 12

 

                    To samo pomieszczenie, co w poprzedniej scenie. 

                    Wchodzi Róża z Marcinkiem.

 

          RÓŻA

               O babcia!? Cześć! Jak się czujesz? Wyglądasz, jakby cię

               coś zszokowało...

 

          GENOWEFA

               A zszokowało mnie, zszokowało... Jak nigdy.

 

           RÓŻA

               A można wiedzieć, co?

 

          GENOWEFA

               Nie tylko można, ale należy. To Jaruś mnie rozłożył na

               łopatki...

 

           RÓŻA

               Co? Jaro ćwiczył z babcią zapasy, że ... na łopatki?

 

          GENOWEFA

               Intelektualnie mnie położył. Moim zdaniem będą z niego

               jeszcze ludzie...

 

           RÓŻA

               A o czym, jeśli można zapytać, rozmawialiście?

 

          GENOWEFA

               jak to, o czym? O śmierci waszego taty, a mojego

               zięcia...

 

           RÓŻA

               Jeśli o tym mowa, to ja też nim rozmawiałam i mam

               podobne zdanie...

 

          GENOWEFA

               Ale wasza mama ma inne zdanie o was...

 

          RÓŻA

               No właśnie! Obarcza mnie nawet śmiercią taty...

 

          GENOWEFA

               To już przesada i jak dla mnie, to nie usprawiedliwia

               takiego posądzania nawet ból rozstania z kochanym

               mężem.

 

           RÓŻA

               Cieszę się, że babcia myśli tak, jak mówi... Bo i ja

               kocham tatę i wiem, że do tej pory było to z

               wzajemnością. Kiedyś, jak byłam mała powiedział mi, że

               zawsze będzie mnie kochał nawet wtedy, gdy nie będzie

               żył. A ja wierzę, że on żyje naprawdę, a to co się

               dzieje jest tylko koszmarnym snem, z którego zaraz się

               przebudzę.  

 

          GENOWEFA

               Wiesz co?  Ja też kocham swojego zięcia, choć jako

               teściowa powinnam mieć do niego dystans.

 

           RÓŻA

               Chyba masz na myśli  teściową tą z tych  kawałów...

 

          GENOWEFA

               Razem z mamą zastanawiałyśmy się, jak tu teraz żyć z

               tym bólem? Jak sobie radzić?

 

           RÓŻA

               I co?

 

          GENOWEFA

               Tłumaczyłam waszej mamie, że czas Ci pomoże. Nie

               odrzucaj też wsparcia swoich dzieci, które choć może

               nie czują tego, co ty, chcą Ci pomóc i wesprzeć. Więc

               chwytaj pomocną dłoń i trzymaj mocno...

 

           RÓŻA

               Trafnie i mądrze powiedziane.

 

          GENOWEFA

               Ja kilka lat temu straciłam waszego dziadka i równie

               nagła śmierć zabrała mi go, jak waszego ojca.

               Najbardziej żal mi było tego, czego nie powiedzieliśmy

               sobie nigdy. Z czasem przestałam pielęgnować w sobie

               cierpienie. Zrozumiałam, że takie doświadczenia, choć

               bolesne są nieodłączną częścią życia.

 

           RÓŻA

               To, co teraz powiedziałaś bardziej trafiło do mnie niż

               wszystkie te gadki szkolne na temat śmierci. To jest

               bolesne, ale piękne. Dla tak myślącej bliskiej osoby

               nawet warto umierać, gdybym rzecz jasna była twoim

               chłopakiem...

 

          GENOWEFA

               Tak trzymaj! Bardzo wiele jest nieszczęścia na świecie.

               Gdyby każdy człowiek załamywał się tak jak robi to

               wasza matka to wiesz ile samobójstw byłoby na świecie?

               Moja znajoma w ciągu roku pochowała męża i 17 -sto

               letnią córkę ale ma jeszcze dwoje dzieci i ma dla kogo

               żyć.  Jestem dumna z was, że nie obwiniacie Boga za to,

               że jest niesprawiedliwy i że w takiej chwili właśnie

               przestaje istnieć, bo zabiera bliskich nam ludzi do

               siebie... Bóg też nie jest egoistą, jest po prostu

               Bogiem i nic nam do tego, bo my jesteśmy tyko ludźmi.

 

           RÓŻA

               Fajnie mi się z babcią rozmawia, ale musimy zająć się

               Marcinkiem, bo coś nieoczekiwanie zaczął się drzeć...

 

          GENOWEFA

               Masz rację Róziu! Trzeba żyć dla dzieci... Jutro msza

               pożegnalna. Zróbcie z Jarkiem wszystko, by się dobrze

               przygotować do niej duchowo, by należycie pożegnać

               tatusia...

 

                                   SCENA 13

 

                    Końcówka mszy pogrzebowej w kościele

                    parafialnym.Przy trumnie stoją: pracownicy firmy

                    „Amen” z Zenonem na czele, ksiądz proboszcz,

                    rodzina zmarłego – Wanda, Genowefa, Róża, Jarek,

                    Marcinek.

 

          KSIĄDZ

               Moi drodzy, żegnając naszego wspaniałego Brata

               Czesława, stanowiącego wzór dla wszystkich naszych

               parafian pragnę przypomnieć, że bardzo aktywnie

               uczestniczył za swojego życia w rozbudowie naszego

               kościoła. Będzie więc na miejscu, że tu przy nim

               przypomnę, że nadal potrzebujemy rąk  do budowy

               świątyni. I tak! W środę proszę przedstawicieli rodzin

               z ulicy Zamkowej od numeru 30, do 60, od  Kowalskich do

               Nowaków, W czwartek – kończymy ulicę Zamkową – od

               Nowaków do Puziów. W piątek zapraszamy z ulicy

               Słonecznej, od rodziny Ziębów na Skowronkach numer domu

               20 kończymy... Pozostałe rodziny wymienię podczas mszy

               niedzielnych. Jeszcze raz zapraszam do aktywności. 

               Niech przykładem będzie tu ś. p. Brat Czesław. A teraz

               pochylcie głowy na moje błogosławieństwo. 

                         ( Po znaku krzyża)

               A teraz można otworzyć trumnę, byśmy mogli się wszyscy

               wraz rodziną pożegnać ze zmarłym...

 

                    Pracownicy pogrzebowi podnoszą wieko trumny. Do

                    zmarłego zbliża się jako pierwsza żona, która

                    nagle wpada w przeraźliwe zdumienie.

 

          WANDA

               Przecież to nie mój mąż! Co zrobiliście z moim mężem?!

               Gdzie jest mój Czesiu?! Na litość Boską, dlaczego go tu

               nie ma? Dlaczegoooo...?!

 

                                   AKT II

 

                                   SCENA 1

 

                    Mieszkanie państwa Gosteckich. Wanda rozmawia z

                    dziećmi i  swoją mamą po tym jak się okazało, że

                    zmarły nie jest ich bliskim. Rozważają na temat

                    tego, co dalej. Jaruś na przemian z Różą

                    opowiadają o tym, co wyczytali w prasie na temat

                    handlu „skórami”. 

 

          RÓŻA

               Aby zostać lekarzem - należy mieć dyplom. Aby uczyć

               dzieci, trzeba skończyć wyższą szkołę.  Natomiast by

               mieć zakład pogrzebowy wystarczy kasiora, tupet,

               bezczelność. Można robić potworne błędy ortograficzne,

               nie trzeba chyba nawet mieć ukończonej szkoły

               podstawowej. To jest skandal z tym naszym „Amenem”...

 

          GENOWEFA

               Moim zdaniem, zakład pogrzebowy z prawdziwego

               zdarzenia, powinien być prowadzony przez osobę

               publicznego zaufania.  

 

          WANDA

               Ja zaś w takim zakładzie widzę osobę, która posiada

               wyższe wykształcenie (psychologiczne, pedagogiczne),

               która potrafi w sposób kulturalny objąć opieką rodzinę

               zmarłego. To bardzo jest potrzebne. A nie taką jak ten

               Zenek, który tylko wyłudził ode mnie pieniądze. Miał

               rację ksiądz proboszcz... Pamiętacie, jak wam

               opowiadałam o jego reakcji na mój wybór tego

               przeklętego „Amenu”.

 

          GENOWEFA

               Ale przecież to nie ty wybierałaś, tylko ci to podsunął

               ordynator...

 

           RÓŻA

               Ordynatorzy powinni zająć się leczeniem żywych, a nie

               zmarłymi.

 

          JAREK

               Czytałem w jakiejś gazecie o łowcach skór...

 

          WANDA

               Dziecko! Nie zawracaj nam głowy jakimiś skórami.

               Widzisz, co się stało. Zgubili nam tatusia...

 

           RÓŻA

               A miał wyglądać jak żywy...

 

          GENOWEFA

               Nie tylko nie wyglądał jak żywy, ale go wcale w trumnie

               nie było...

 

          WANDA

               No i co teraz robić?

 

          JAREK

               Ale ja czytałem o łowcach skór...

 

           RÓŻA

               Co ty z tymi skórami?

 

          WANDA

               Nic tylko skóry w głowie, a tu taka tragedia...

 

          JAREK

               Jak nie chcecie mnie posłuchać to, co mam do

               powiedzenia, to wasza strata. Ja idę do kompa...

 

           RÓŻA

               A to idź sobie do kompa...

 

          GENOWEFA

               Drogie dzieci, tylko nie kłóćcie się. Proponuję

               wysłuchać Jarka, bo jest nie głupim chłopcem...

 

          WANDA

               To mów, o co chodzi z tymi skórami...

 

          JAREK

               Czytałem, że handlowanie przez zakłady pogrzebowe

               nieboszczykami nazywa się „handlowaniem skórami”.

 

          WANDA

               Jarek panuj trochę nad tym, co mówisz...

 

          GENOWEFA

               Zaraz, zaraz, Wandziu! Posłuchajmy Jarka, bo i mnie się

               coś obiło o uszy z tymi skórami... Mów chłopcze. Nie

               będziemy ci przerywać...

 

          JAREK

               Słyszałem, że w różnych pogotowiach ratunkowych od

               ponad piętnastu lat handluje się zwłokami zmarłych

               pacjentów. Sprzedawcami, są niektórzy lekarze,

               sanitariusze, kierowcy karetek i dyspozytorzy. A

               kupującymi właściciele zakładów pogrzebowych. Ciało

               zmarłego w pogotowiu nazywa się "skórą". Za jedną skórę

               płaci się podobno od 1200-2000 zł.  

 

          WANDA

               Nie dobijaj nas Jareczku...

 

          JAREK

               Ja nie chcę nikogo dobijać, tylko mówię...

 

           RÓŻA

               Mnie się też coś obiło o uszy odnośnie tego handlu.

               Może właśnie naszego tatusia tak zhandlowano?

 

          WANDA

               Jest to obrzydliwe, co mówicie... Zaraz mi przestańcie

               mówić na ten temat!

 

          GENOWEFA

               Chwileczkę Wandziu! A może dzieci mają rację? Trzeba

               ich wysłuchać i podjąć jakieś kroki, by odnaleźć

               Cześka. Jareczku! Poszukaj gazety, w której o tym

               czytałeś...

 

          JAREK

               Cały czas myślę o tym, gdzie ja to widziałem. Wydaje mi

               się, że schowałem to u siebie w pokoju.

 

           RÓŻA

               To idź i poszukaj...

 

          WANDA

               No właśnie idź poszukaj, a my tu poczekamy na ciebie.

 

          JAREK

                         (Po chwili, z drugiego pokoju )

               Chyba znalazłem...

 

          RÓŻA

               No chodź do nas, a nie na odległość...

 

          JAREK

               O tu pisze...

 

           RÓŻA

               Mówi się, jest napisane...

 

          GENOWEFA

               Dzieci nie przedrzeźniajcie się...

 

           RÓŻA

               Niech się nauczy poprawnie mówić...

 

          JAREK

               Nie bądź taką mądralą...

 

          RÓŻA

               No nie gadaj tyle tylko nawijaj...

 

          WANDA

               Ja was chyba zaraz pasem pogodzę...

 

          JAREK

               O tu! Proszę bardzo...

                         (Czyta artykuł z gazety.)

                „Osoby zatrudnione w  prosektorium mogły zarobić

               nawet  wiele set tysięcy złotych rocznie na wyłudzaniu

               pieniędzy od rodzin zmarłych.  Komenda Rejonowa

               Policji   wszczęła postępowanie w sprawie wyłudzania

               przez pracowników miejscowego prosektorium nielegalnych

               opłat od rodzin zmarłych osób. Nasi dziennikarze

               ujawnili krążące od pewnego czasu po mieści pogłoski,

               iż w naszym mieście kwitnie "handel skórami". Sprawie

               uważnie przygląda się prokuratura czekająca na wyniki

               pracy policji.   Walczące o klientów zakłady pogrzebowe

               miały płacić nawet do 250 złotych za informację o

               zgonie.   Wyłudzano od rodzin zmarłych pieniędzy za

               ubieranie zwłok. A jest to nielegalne. Osoby, które nie

               chciały zgodzić się na opłatę, miały problemy z

               odebraniem zwłok. Kilka tygodni temu pracę w

               prosektorium stracił pracownik, którego podejrzewano o

               przymuszanie rodzin zmarłych do wnoszenia nielegalnych

               opłat.  Jeszcze w czwartek, gdy dziennikarze zbierali

               informacje   napotykali oni na mur milczenia. Zarówno

               wymiar sprawiedliwości, jak i służby nadzorujące pracę

               prosektorium twierdziły, że o sprawie nic nie wiedzą.

               Ale wczoraj poinformowano nas, że policja wszczęła

               jednak postępowanie w tej sprawie po naszych

               artykułach.”

 

          JAREK

                         (Po przeczytaniu  dodaje od siebie)

               Tak pisze, o tu! I co? Nie miałem racji?

 

           RÓŻA

               Ile razy ci będę powtarzała, że mówi się, w gazecie

               jest napisane, a nie pisze...

 

          WANDA

               Faktycznie! Jaruś ma rację. Tak pisze w gazecie, czyli

               coś w tym jest?

 

          GENOWEFA

               Myślę Wandziu, że ty powinnaś pójść do redakcji z tą

               sprawą, bo jak się okazuje dziennikarze to nasza

               najwyższa władza w Polsce...

 

          WANDA

               Wiesz mamo! Chyba masz rację. Zaraz idę do naszej

               gazety i pogadam sobie z redaktorami...

 

                                   SCENA 2

 

                    Gabinet redaktora naczelnego gazety.

 

          REDAKTOR

               Pani Wando proszę się uspokoić. Wysłuchałem panią z

               uwagą i myślę, że redakcja zajmie się problemem...

 

          WANDA

               Panie redaktorze. Ja pierwszy raz w życiu mam taki

               kontakt z redakcją. Wcześniej nigdy...

 

          REDAKTOR

               Rozumiem, w końcu nierzadko zdarza się śmierć męża...

                         (Redaktor mówi do słuchawki telefonu)

               Pani Krysiu proszę zawołać Antka, jeśli się jeszcze

               szwenda po redakcji...

 

          WANDA

               To naprawdę zajmie się pan moją sprawą...

 

          REDAKTOR

               Pani Wando nie ja się zajmę, ale wyznaczony przeze mnie

               dziennikarz... Proszę być dobrej myśli. Jest to

               najlepszy dziennikarz śledczy specjalizujący się w

               aferach związanych z zakładami pogrzebowymi...

 

          WANDA

               To są afery związane z zakładami pogrzebowymi?

 

                    Nagle otwierają się gwałtownie drzwi do gabinetu

                    redaktora naczelnego.

 

          DZIENNIKARZ

                         ( Zdenerwowany)

               Dobrze, że mnie wezwałeś, bo już sam się tu

               wybierałem...

 

          REDAKTOR

               Ciiii...

 

          DZIENNIKARZ

               Jakie ciii...? Co za palant wydrukował ten idiotyczny

               tytuł w moim artykule? „Zabójca wreszcie skazany...”

 

          REDAKTOR

               Ciiii...

 

          DZIENNIKARZ

               Co ty, kurwa, wyprawiasz w tej redakcji! Czy cię nie

               uczyli, że takich tytułów nie można drukować. Od kiedy

               w Polsce mamy zabójców? Co za ciii, Ja ci dam ciiii! Z

               dupą własną tłustą się nie pozbierasz, gdy się dobiorą

               do ciebie. A ja się wypnę na ciebie!

 

          REDAKTOR

               Antek daj spokój już...

 

          DZIENNIKARZ

               Czy cię Krzysiek, kurwa, nie uczyli, że w Polsce mamy

               najpierw podejrzanego o zabójstwo, potem

               przesłuchiwanego w prokuratorze o zabójstwo,

               oskarżonego o zabójstwo, podsądnego, sądzonego o

               zabójstwo, i skazanego za zabójstwo...? A nawet, gdy

               wyrok się uprawomocni, to skazany prawomocnym

               wyrokiem.... A, nie na litość boską, zabójca! I tak

               dalej, i tak dalej... I jak tak dalej będziesz

               pracował, to cię zabójca poda do sądu i wygra jak dwa

               razy dwa jest cztery.... A ja ci pokażę język, albo...

 

          REDAKTOR

               Antek przywołuję cię do porządku! Sprawę tytułu każę

               wyjaśnić i winnych ukarzę, ale teraz masz się uspokoić

               i wysłuchać naszego gościa...

 

          DZIENNIKARZ

                         ( Patrzy z zażenowaniem na siedzącą w

                         kącie wystraszona kobietę.)

               Przepraszam panią za swoje zachowanie, ale...

 

          REDAKTOR

               Antku daj już spokój i weź się do roboty. Zaproś panią

               do swojego pokoju i porozmawiajcie sobie.

 

          DZIENNIKARZ

               Przepraszam panią. Zanim porozmawiamy, to najpierw

               muszę zapytać o coś mojego szefa...

 

          REDAKTOR

               Nie musisz mnie o nic pytać. Nie mam czasu na rozmowy z

               tobą.

 

          DZIENNIKARZ

               Ale czego dotyczy sprawa? Chyba tyle, to możesz mi

               powiedzieć?

 

          REDAKTOR

               Dobrze! Ale krótko!

 

          DZIENNIKARZ

               Na nic więcej nie liczę...

 

          REDAKTOR

               Wczoraj zaginęły zwłoki pani męża w zakładzie

               pogrzebowym „Amen”.

 

          DZIENNIKARZ

               Aha! Te jaja z pogrzebu w naszym kościele? No to

               szefie, teraz już z tą firmą zrobię amen w pacierzu....

 

          REDAKTOR

               Antku! Tylko bez szaleństw. Śledztwo dziennikarskie

               musi uwzględnić wszystkie strony sprawy... Pełny

               profesjonalizm!

 

          DZIENNIKARZ

               Dobra! Dobra! Nie ucz księdza pacierza, a mnie pisać...

 

          REDAKTOR

               No bierz się do roboty, bo nie mam czasu...

 

          DZIENNIKARZ

               Zapraszam panią do siebie...   

 

                                   SCENA 3

 

                    Pokój redakcyjny. Wanda rozmawia z dziennikarzem.

 

          DZIENNIKARZ

               Niech pani posłucha. Tematów w sprawie handlu skórami

               mam mnóstwo...

 

          WANDA

               To może nie będę zawracała panu głowy?

 

          DZIENNIKARZ

               Nie chodzi o zawracanie mojej głowy, tylko o to, co by

               pani była precyzyjna i miała świadomość, że wspólnie

               ponosimy odpowiedzialność...

 

          WANDA

               Nie rozumiem?

 

          DZIENNIKARZ

               Rozchodzi się o to, że po moim materiale w prasie, pod

               wpływem ewentualnych różnego rodzaju „sugestii”,

               nacisków na panią, itp. Nagle się pani wypnie na mnie.

               I oznajmi, że nie ma sprawy...

 

          WANDA

               Ja się mogę wypiąć na pana, gdy w trumnie zamiast męża

               ujrzałam nieznajomego mi mężczyznę?... Czy mam napisać

               panu jakieś oświadczenie, że tego nie uczynię?

 

          DZIENNIKARZ

               Jeśli uznamy, że trzeba, to napisze pani... Teraz inna

               sprawa.  Kogo oprócz nas pani poinformowała?

 

          WANDA

               Nikogo.

 

          DZIENNIKARZ

               Jak to? Nikogo?

 

          WANDA:

               No? Wy jesteście pierwsi i jak na razie jedynie

               poinformowani przeze mnie o zniknięciu mojego męża śp.

               nieboszczyka.

 

          DZIENNIKARZ

               A policja, prokuratura?

 

          WANDA

               Nawet nie wiem, jak się to zgłasza i do kogo. A

               powinnam to uczynić?

 

          DZIENNIKARZ

               Moim zdaniem, powinna pani to uczynić i to szybko.

 

          WANDA

               A jeśli tego nie uczynię?

 

          DZIENNIKARZ

               To dowiedzą się mojego artykułu i będą się głupio

               czuli, że prasa znowu pierwsza.

 

          WANDA

               To, co mam uczynić?

 

          DZIENNIKARZ

               Jest pani dorosłą osobą i nieznajomość prawa nie

               zwalnia z odpowiedzialności.

 

          WANDA

               Ale mnie pan teraz wystraszył...

 

          DZIENNIKARZ

               Nie chciałem pani straszyć, tylko poinformowałem o

               przysługujących prawa i obowiązkach względem organów

               ścigania. Ale nic pani nie zrobią, gdy my to uczynimy

               pierwsi...

 

          WANDA

               To, co ja mam zrobić?

 

          DZIENNIKARZ

               W pierwszej kolejności umówić się ze mną i oficjalnie

               opowiedzieć mi wszystko, co pani ma do powiedzenia w

               tej sprawie. Jeżeli to możliwe, to chciałbym

               porozmawiać z pani rodziną...

 

          WANDA

               A z moją rodziną, po co? Nie wystarczę tylko ja sama?

 

          DZIENNIKARZ

               Oczywiście wystarczy pani sama, ale  chciałem napisać

               reportaż, w którym pragnę oddać cały dramat, atmosferę,

               tragizm. Chodzi mi o to, by to się czytało, a nie był

               to li tylko donos prasowy na „Amen”, że zgubiła gdzieś

               zwłoki Czesława Gosteckiego.

 

          WANDA

               Właśnie tak, jak pan mówi trzeba to zrobić, żeby im w

               pięty poszło i zapamiętali to do końca swojego

               istnienia. Mam nadzieję, że rychłego...

 

          DZIENNIKARZ

               To jeszcze nie koniec.

 

          WANDA

               Jak to nie koniec?

 

          DZIENNIKARZ

               Po rozmowie z panią i członkami pani rodziny muszę się

               udać do firmy „Amen”, do ordynatora, księdza i

               wszystkich osób w jakiś sposób związanych z tą

               sprawą...

 

          WANDA

               No to dopiero będziemy mieli, co do poczytania?

 

          DZIENNIKARZ

               Taki mój zawód, żebyście mieli, co poczytać między

               jednym kęsem jedzenia, a następnym...

 

          WANDA

               To proszę ustalić termin spotkania. Jestem do pana

               dyspozycji...

 

          DZIENNIKARZ

               Zaraz znajdę kalendarzyk, który mi się gdzieś zapodział

               w torbie. O dzwoni telefon. Chwileczkę odbiorę... Halo!

               Słucham! Co?! Jak to nie jest prawda, to kurwa, was

               wszystkich opiszę, że zapomnicie, jak się nazywacie...

               Co?! Znowu?! A jest waśnie u mnie! Co? Mam panią zabrać

               także sobą?! No to już jedziemy!

 

          WANDA

               Czy to pan miał mnie na myśli, że mam jechać gdzieś z

               panem?

 

          DZIENNIKARZ

               Tak! Właśnie panią miałem na myśli.

 

          WANDA

               A co się stało?

 

          DZIENNIKARZ

               Nie wiem jeszcze, czy się coś stało. Ale wiem jedno.

               Może się stać!

 

          WANDA

               Proszę mówić jaśniej, bo już się boję, jak tak pan do

               mnie mówi...

 

          DZIENNIKARZ

               Proszę nie zwracać na to, jak mówię, bo jestem nerwowym

               człowiekiem, ale co mówię...

 

          WANDA

               No niech pan wreszcie powie...

 

          DZIENNIKARZ

               Czekając na panią rozpuściłem w mieście swoje czujki...

 

          WANDA

               Jakie znowu czujki?

 

          DZIENNIKARZ

               Chodzi o moich   informatorów, którzy mnie informują o

               wszystkim, co w danym temacie może być ważne. Ostatnie

               zdanie na ten temat należy jednak do mnie...

 

          WANDA

               I o czym pana teraz pana poinformowali?

 

          DZIENNIKARZ

               Jakby to pani powiedzieć? No dobra! Proszę panią, moi

               ludzie dowiedzieli się, że pod murami cmentarza,

               którego administrator współpracuje z firmą „Amen”

               znaleziono nieboszczyka. Ale to nie świadczy jeszcze o

               tym, że to może być pani mąż...

 

          WANDA

               No pewnie, że nie! Mógł pod murem zemrzeć jakiś chory

               człowiek... A mój mąż zmarł przecież w sali

               szpitalnej...

 

          DZIENNIKARZ

               Sęk w tym, że ten nieboszczyk leży właśnie w trumnie.

 

          WANDA

               Jezus Maria! A to dopiero!

 

          DZIENNIKARZ

               No właśnie! A to dopiero heca! Na pierwszą stronę!

 

          WANDA

               Mój mąż na pierwszą na pierwszą stronę. Nie wolno

               wam...

 

          DZIENNIKARZ

               Proszę nie uczyć księdza pacierza. Wiem, co mi wolno.

               Jasne, że nie wolno mi publikować wizerunków zmarłych,

               ale trumnę z opisem tego, co, a właściwie – kto, w niej

               jest muszę, bo gdybym tego nie zrobił, to nawet taki

               facet jak mój szef, nawet on by mnie wyrzucił z

               roboty... No jedzie pani?

 

          WANDA

               No chyyyba muszę...

 

          DZIENNIKARZ

               Proszę się tak nie ociągać, bo najsmaczniejsze

               zostawiłem na koniec. Ta trumna jest wyprodukowana w

               firmie „Amen”

 

          WANDA

               Ale to faktycznie „smaczne”, że mnie już trzepią

               torsje... Na wspomnienie nazwy tej firmy...

 

          DZIENNIKARZ

               Łazienka jest w korytarzu tuż przed wyjściem z

               redakcji...

 

          WANDA

               O Boże! Żeby to tylko nie był mój mąż...

 

          DZIENNIKARZ

               No to chce pan znaleźć męża, czy też nie?

 

          WANDA

               Z jednej strony bardzo chcę, ale z drugiej strony nie

               chcę, by leżał w takich warunkach. Taki zgubiony wraz z

               trumną pod murem cmentarnym.

 

          DZIENNIKARZ

               Proszę się zdecydować szybko, bo już zamawiam samochód

               służbowy...

 

          WANDA

               Oczywiście, że się decyduję...

 

          DZIENNIKARZ

               Mamy trochę czasu, to możemy jeszcze sobie pogadać...

 

          WANDA

               Nie boi się pan?

 

          DZIENNIKARZ

               Czego się mam bać?

 

          WANDA

               No! Zmarłego.

 

          DZIENNIKARZ

               Zmarłego się nie boje, bo nic nie może zrobić. Bardziej

               boję się żywych, przykładowo zamieszanych w śmierć

               takiegoż...

 

          WANDA

               A ja się boję i bardzo!

 

          DZIENNIKARZ

               Ja się bałem na początku. Ale zaraz mi to minęło, gdy w

               środku nocy musiałem jechać do wypadku, a zaraz potem

               do wisielca...

 

          WANDA

               A to dopiero...

 

          DZIENNIKARZ

               Co ja zrobię, że ludzie lubią czytać o śmierci, krwi,

               zabójstwach, handlu skórami...

 

          WANDA

               Ja na ten przykład nie czytam takich informacji...

 

          DZIENNIKARZ

               No to jest pani wyjątkiem potwierdzającym regułę.

 

          WANDA

               Nie chcę być żadnym wyjątkiem i czegokolwiek

               potwierdzać... Ale jestem pełna podziwu dla pańskiej

               pracy...

 

          DZIENNIKARZ

               No cóż? Taki mam zawód i to wszystko. Nieraz mi się

               zdarzało, że musiałem odwiedzać prosektoria. Kiedyś

               robiłem wywiad z kierownikiem zakładu pogrzebowego w

               samochodzie pogrzebowym z nieboszczykiem za plecami...

 

          WANDA

               Brrrr!

 

          DZIENNIKARZ

               Nieboszczyk też człowiek! Tylko, że martwy.

 

          WANDA

               Pan to ma dopiero nerwy na wodzy?

 

          DZIENNIKARZ

               Często stosowałem różnego rodzaju prowokacje

               dziennikarskie. Jedną z nich było położenie się w

               trumnie i ucharakteryzowanie na nieboszczyka...

 

          WANDA

               No i żyje pan? Ale jestem głupia! Co za pytanie?

               Przecież rozmawiam z panem.

 

          DZIENNIKARZ

               Właśnie dzwonią po nas z dołu. Samochód już jest!

               Zbieramy się i jedziemy.

 

          WANDA

               No to jedziemy. Niech Bóg ma mnie w swojej opiece...

 

                                   SCENA 4

 

                    Okolice cmentarza. W tle dźwięki silnika

                    samochodowego.

 

          DZIENNIKARZ

               O jesteśmy już na miejscu!

 

          WANDA

               Uff! Aż mi się zrobiło gorąco na plecach...

 

          DZIENNIKARZ

               Cmentarz jest, ale gdzie jest trumna z nieboszczykiem?

 

          WANDA

               No właśnie! Gdzie ta trumna?

 

          DZIENNIKARZ

               Mam nadzieję, że jej nie sprzątnęli?

 

          WANDA

               No, ale jej nie ma. Co robimy?

 

          DZIENNIKARZ

               Jest. Leży gdzieś koło śmietnika...

 

          WANDA

               Nieboszczyk koło śmietnika? Brr! Nic a nic szacunku!

 

          DZIENNIKARZ

               O! Tam w dali coś się błyszczy!

 

          WANDA

               To idziemy tam?

 

          DZIENNIKARZ

               Po to tu przyjechaliśmy, by pójść właśnie tam!

 

          WANDA

               Proszę sprawdzić, bo coś dzwoni. Może to mój telefon?

 

          DZIENNIKARZ

               Nie! To mój! Ja odbiorę. Proszę poczekać, albo pójść

               tam i sprawdzić... 

                         (Rozmawia przez telefon w samochodzie)

               No jestem! Zaraz tam wyjdę, tylko przygotuję sobie

               aparat fotograficzny.  Z okien samochodu widzę, że

               jakieś nogi wystają. Nie rozłączaj się...

 

          WANDA

                         ( Do siebie)

               Łatwo powiedzieć. Idź kobieto i sprawdź! A ja się boję,

               że aż strach! No, ale cóż mi może zrobić nieboszczyk?

               No nic. Redaktorowi nic nie zrobił, to i mnie też nie.

               A, jak tam mój Czesiu? No Wanda! Nie bój się do

               cholery!

                         (Po dojściu do trumny, nagle krzyknęła w

                         kierunku dziennikarza.)

               Panie Antoni! To nie mój Czesiu!

 

          CZŁOWIEK Z  TRUMNY

               Kurwa! Co za Czesiu!? Ja nie Czesiu! Ja Zdzisiu!

 

          WANDA

               Jezus Maria! Panie dziennikarzu! Ten nieboszczyk mówi,

               że nie ma na imię mu Czesiu, tylko Zdzisiu!

 

          DZIENNIKARZ

               Co pani gada! Nieboszczyk nie może mówić?

 

          WANDA

               Ale on nie tylko gada, ale i bełkocze...

 

          DZIENNIKARZ

               Co jest! Do kurwy nędzy?! Zaraz, ja to wszystko

               obfotografuję. Jeszcze czegoś takiego nie widziałem.

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Panie! Panie! Co ja tu robię koło cmentarza?

 

          WANDA

               Jezuuuniu!

 

          DZIENNIKARZ

               Niech wstanie z tej trumny!

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Co jest kurwa! Koło cmentarza i w dodatku w trumnie?!

 

          DZIENNIKARZ

               Ja się pan nazywa? Skąd pan jest?

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Zdzisiek jezdem!

 

          WANDA

               Matko Boża! Najpierw nie ten nieboszczyk, teraz zamiast

               zmarłego żywy! Ja chyba oszaleję!

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Co ta baba tak bredzi! Głowa mnie boli.

 

          DZIENNIKARZ

               Skąd się pan tu wziął?

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Trochę wypiłem w zakładzie. Ci gówniarze mnie chyba tak

               załatwili...

 

          DZIENNIKARZ

               A gdzie pan pracuje?

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               W Amenie!

 

          DZIENNIKARZ

                         ( Do słuchawki telefonicznej.)

               Słyszałeś! Teraz dopiero ich mam cały ten „Amen”, jak

               amen w pacierzu... Nagrałem i sfotografowałem

               wszystko.... Ja im teraz pokażę! Wszystko na pierwszej

               stronie! Słyszysz! Kurwa! Pierwsza strona! Normalnie

               jak amen w pacierzu. Niech już go odmawiają....

 

          WANDA

               Nie wiem, czy ja to przeżyję! Mam już dość

               nieboszczyków jak żywych, i żywych jak nieboszczyków...

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Panie, co to babsko tak histeryzuje?!

 

          DZIENNIKARZ

               Jak wytrzeźwiejesz, to się dowiesz... Dowiesz się na

               pewno!

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               Panie! Panie! Pan jesteś redaktor? Czy co?

 

          DZIENNIKARZ

               Tak jestem redaktor!

 

          CZŁOWIEK Z TRUMNY

               To będę w gazecie? Może dzienniku telewizyjnym?

 

          DZIENNIKARZ

               Już na amen zostaniesz w gazecie przez ten twój

               „Amen”... Pani Wando! Proszę do samochodu! Nic tu już

               po nas!

 

          WANDA

               O Matko! Za co mnie to spotyka?

 

          DZIENNIKARZ

               No! Jutro będziemy mieli niusa....

 

          WANDA

               Pan mi tu o jakiś niusach, a gdzie jest mój mąż?!

 

                                   SCENA 5

 

                    Mieszkanie Gosteckich. Domownicy wraz babcią

                    Genowefą rozmawiają na temat artykułu w gazecie.

 

           RÓŻA

                         ( Pokłada się ze śmiechu.)

               Mamo! No to jeszcze raz!   Zamiast nieboszczyka w

               trumnie leżał bełkoczący portier z zakładu pogrzebowego

               „Amen”...

 

          JAREK

               Ale jaja! Jak Boga kocham! Nie wpadłoby mi do głowy, by

               pijanego portiera w trumnie pozostawić pod

               cmentarzem...

 

           RÓŻA

               Za małą masz głowę. O babcia idzie i niesie gazetę.

 

          GENOWEFA

               Witam gwiazdę gazetową. Wandziu aż dwie strony jest o

               tobie...

 

          WANDA

               Mama jak zwykle przesadza! Jakie dwie strony?

 

           RÓŻA

               Zanim ustalicie to między sobą, to niech babcia da

               poczytać sobie... O proszę. Jak ładnie mama wypadła...

 

          GENOWEFA

               Ty też ładnie wypadłaś, nie wspominając o Marcinku i

               Jareczku!

 

           RÓŻA

               Gdzie? Gdzie? Zaraz Ci Jarusiu dam, jak tylko

               przeczytam. I nie szarp mnie! Nie wyczytam ci tego

               czarnego i nie zostawię tylko białego!

 

          WANDA

               Dzieci! Nie kłóćcie się i nie szarpcie tej gazety, bo

               ją w końcu porwiecie i trzeba będzie lecieć po drugą.

 

          JAREK

               Niech mama tak nie mówi, bo sam widziałem, żeś kupiłaś

               ich z dziesięć sztuk i schowałaś w szafie...

 

          GENOWEFA

               Prawda to?

 

          WANDA

               Ciebie Jareczku, to kiedyś zgubi ten gadający długi

               jęzor. No kupiłam na pamiątkę dla dalszej rodziny

               też... A, co nie można?

 

          GENOWEFA

               A można, można! Nawet należy! Ja tu lecę do ciebie z

               świeżymi wiadomościami, a ty to dawno już masz!

 

          WANDA

               Nie tylko, ja to znałam jeszcze przed drukiem. Redaktor

               dał mi do autoryzacji, czy jakoś się to nazywa. Mogłam

               nawet poprawiać w tym tekście...

 

           RÓŻA

               Ale świetne! Suchej nitki nie zostawiał ten redaktor 

               na tym „Amenie” za to, że zgubiono naszego tatusia.

               Dostało się też księdzu, że go tylko pieniądze

               interesują i świątynia z pustaków i cegieł, a nie

               świątynia duchowa. Proszę. Napisał to też, że po

               nazwisku wyczytywał podczas naszej mszy parafian do

               roboty. To naruszanie tajemnicy o danych osobowych....

 

          GENOWEFA

               No Wandziu! Ostro napisane! Nie wiem, jak się to

               skończy? Żebyśmy tylko sobie nie narobili wrogów?

 

          WANDA

               O księdzu mu nie mówiłam. Dowiedział się od innych

               rozmówców. W ogóle, aż huczy na ten temat w naszym

               miasteczku.

 

          RÓŻA

               No widzisz mama! Nie musiałaś się słuchać ani lekarza,

               ani też tego Zenona. Po prostu zrobili cię w konia, by

               wyłudzić nasze pieniądze...

 

          WANDA

               Widzisz mamo, jacy są ludzie! Dopiero ten odważny

               redaktor rozświetlił mi głowie, do jakich świństw

               zdolni są ludzie.

 

          GENOWEFA

               Byle tylko nachapać się pieniędzy... Nie ma dla nich

               świętości. A fuuu!

 

          WANDA

               Te artykuł już wywołał prawdziwą burzę w mieście,

               szczególnie w naszej komendzie policji. Dzwonił do mnie

               ten dziennikarz i mówił mi o tym...

 

          JAREK

               No to, jeśli tata gdzieś żyje i to przeczyta, to może

               się  odezwie się do nas!?

 

          RÓŻA

               Ty głupolu. Zmarły tata żyje?! Puknij się w łeb zanim

               coś powiesz!

 

          WANDA

               No dzieci! Nie mam już zdrowia do was!

 

          GENOWEFA

               Współczuję ci bardzo. Myślę, że masz prawo nie mieć sił

               do czegokolwiek. Po takich przejściach...

 

           RÓŻA

               Ale też dokopał policjantom i prokuratorom, że

               przymykają oczy na takie przekręty...

 

          WANDA

               No właśnie! Po co on napisał. Czuję przez skórę, że

               mogę się spodziewać wezwania na komendę...

 

          GENOWEFA

               Wtedy powiesz im w oczy, że są próżniakami, bo Czesia,

               jak nie ma, tak nie ma!

 

          JAREK

               Właśnie pies szczeka, jakby ktoś się tu zbliżał...

 

          WANDA

               Mój Boże! O wilku mowa! Idzie policjant. Rózia kończ tę

               gazetę i zabieraj Marcinka i Jarka...

 

           RÓŻA

               Gdzie mamy iść?

 

          WANDA

               Gdzie chcecie? Byle nie było was w domu, gdy będę

               rozmawiała z policjantem.

 

          GENOWEFA

               Ja też jestem umówiona z sąsiadką...

 

          WANDA

               Myślałam, że mama to zostanie?

 

          GENOWEFA

               Ja nie jestem stroną. Oni nie lubią postronnych podczas

               przesłuchiwania.

 

          WANDA

               To myśli mama, że będą mnie przesłuchiwać?

 

          GENOWEFA

               A po jaką cholerę idzie tu w tym galowym mundurze...

 

                                   SCENA 6

 

                    To samo pomieszczenie, co w poprzedniej scenie.

 

          POLICJANT

               Dzień dobry! Pani Wanda Gostecka...?!

 

          WANDA

               Tak! A kogo się pan spodziewał idąc do mojego domu?

               Mojego martwego męża?

 

          POLICJANT

               Pani Wanda Gostecka żona uznawanego za zmarłego

               Czesława Gosteckiego?

 

          WANDA

               Jak to uznawanego za zmarłego? Przecież mam akt zgonu

               wystawiony przez ordynatora szpitala, w którym mój mąż

               leczył się...

 

          POLICJANT

               Wiem wszystko!

 

          WANDA

               Jak pan wie, to, dlaczego pan nachodzi mnie?

 

          POLICJANT

               Proszę pani, ja pytam tak dla formalności i proszę

               odpowiadać! O proszę nie mówić, że nachodzę panią!

 

          WANDA

               A co pan robi?

 

          POLICJANT

               Wykonuję swoją pracę!

 

          WANDA

               Pańska praca, to powinno być szukanie mojego męża...

 

          POLICJANT

               Pani Wando proszę się uspokoić. Proszę docenić to, że

               to ja przyszedłem tu, by przesłuchać panią, a nie

               wezwałem pani do komendy...

 

          WANDA

               Bardzo to doceniam! Oj! Baaardzo!

 

          POLICJANT

               Jeszcze raz proszę panią o spokój. Zadam kilka pytań i

               pójdę sobie stąd.

 

          WANDA

               To proszę pytać...

 

          POLICJANT

               Dlaczego pani najpierw poszła do prasy z informacją, że

               mąż zaginął, a nie do nas?

 

          WANDA

               Bo pierwszy raz w moim życiu umarł mi mąż i w dodatku

               po śmierci zaginął. I nie wiedziałam, że nawet tego,

               jak się to zgłasza na policję.

 

          POLICJANT

               To proszę sobie zapamiętać, że najpierw my powinniśmy

               być w takich sytuacjach powiadamiani...

 

          WANDA

               Dobrze panie oficerze. Jak będę teraz ja umierać, to

               zaraz wam to powiem. Będę miała w pamięci nawet w

               obliczu własnej śmierci, żebyście tylko mieli spokój w

               papierach, które pan tak skrupulatnie wypełnia...

 

          POLICJANT

               No jak to wygląda? Niech pani sama powie. Najpierw

               dowiedział się dziennikarz, a my dopiero od niego.

 

          WANDA

               A jak powinno być?

 

          POLICJANT

               Powinno być urzędowo! Po policyjnemu! Najpierw my!

 

          WANDA

               A wiecie coś może już o moim mężu?

 

          POLICJANT

               Nie wiem!

 

          WANDA

               To, kto ma to wiedzieć, jak nie policja?

 

          POLICJANT

               Wydział śledczy!

 

          WANDA

               A pan?

 

          POLICJANT

               Ja miałem pouczyć panią o tym, że najpierw się idzie do

               nas na policję, a nie do prasy, radia i telewizji...

 

          WANDA

               I tylko tyle pan mi do powiedzenia?!

 

          POLICJANT

               Tak jest! Tyle mam do powiedzenia! Do widzenia pani.

               Aha! Nie wykluczone, że w tej sprawie będzie pani

               przesłuchana przez innego policjanta, albo nawet przez

               prokuratora!

 

          WANDA

               Oj! Ale się wystraszyłam!

 

          POLICJANT

               Ja bym się bał na pani miejscu. Z prokuratorem to

               naprawdę nie ma żartu.

 

          WANDA

               Mnie daleko żartu, że jeszcze nie odnaleźliście mojego

               męża...!

 

          POLICJANT

               To nie do mnie należy! Czołem!

 

          WANDA

               Czołem! Czołem!

                         (Do siebie. )

               Sam się puknij w to policyjne czoło!

 

                                   AKT III

 

                                   SCENA 1

 

                    Wanda sama w kuchni. Za oknem noc. Dzieci już

                    śpią. Do drzwi puka mężczyzna... 

 

          WANDA

               Kto tam?!

 

          MĘSKI GŁOS

               Swój!

 

          WANDA

               Co za swój! Proszę odejść od drzwi, bo zadzwonię na

               policję!

 

          MĘSKI GŁOS

               Wandziu! Nie wygłupiaj się wpuść mnie do domu!

 

          WANDA

               Jezus Maria! Czy to sen, czy jakaś mara na jawie?!

 

          MĘSKI GŁOS

               Otwieraj do cholery! To ja...!

 

          WANDA:

 

                    Kobieta otwiera drzwi, w których ukazuje się

                    Czesław jej mąż.

               Czesiu! To ty jesteś duchem? Nie czuję żadnego lęku

               przed tobą. Ja się nie boję żadnych duchów! Ja się nie

               boję żadnych duchów! O Jezu! Co mnie jeszcze spotka w

               tym życiu!

 

          CZESŁAW

               Wanda! Bój się Boga! Co ty wyprawiasz?! Przecież jestem

               żywy! Cały i zdrowy! Nie odwiedzałaś mnie w szpitalu.

               Zaczynałem się martwić o ciebie i o dzieci!

 

          WANDA

               To niemożliwe, że żyjesz! Przecież ty nie żyjesz!

 

          CZESŁAW

               Co za głupoty gadasz!?

 

          WANDA

               Przecież mam akt twojego zgonu! I artykuł w gazecie, że

               nie żyjesz! To jest prawdziwe, a nie ty... Ty nie

               żyjesz! A jeśli przyszedłeś mnie straszyć po śmierci,

               to się ciebie nie boję, bo za życia cię bardzo

               kochałam.

 

          CZESŁAW

               Uspokój się kochanie! Na litość Boską uspokój się.

               Dotknij mnie! Jestem żywy ze skóry, kości i krwi, a nie

               żadną marą...

 

          WANDA

               No tak!? Jesteś żywy!? Jezus po swojej śmierci też

               chciał, aby go dotykali apostołowie! O! Nie! Ja nie

               chcę być kolejnym niewiernym Tomaszem! To tak mamy

               wyglądać po zmartwychwstaniu? Czy to już koniec świata?

 

          CZESŁAW

               Przestań już histeryzować i wyjaśnij mi wszystko po

               kolei....

 

          WANDA

               Kilka dni temu... O, pamiętam... To było wtedy, gdy

               byliśmy u ciebie... W nocy zadzwoniła pielęgniarka z

               informacją, że nie żyjesz... A potem był pogrzeb i

               trumna, w której zamiast ciebie był ktoś inny... Zaraz,

               zaraz...? Tam?! Kto leżał? Leżał tam w niej ten twój

               znajomy?! O! Teraz sobie go przypominam! Jak mu było?

 

          CZESŁAW

               Waldemar! Waldemar mu było!

 

          WANDA

               Waldemar! Zgadza się! Zaraz, zaraz, co się zgadza?! Na

               litość Boską! Nic się nie zgadza!

 

          CZESŁAW

               Wszystko się już zgadza! Ktoś pozamieniał nasze karty

               chorobowe wiszące na metalowych tabliczkach... I to ja

               zostałem uznany za zmarłego. I to, dlatego salowa miała

               trudności z ustaleniem tego gdzie znajduje się moje

               ubranie i dała mi ubranie Waldka, chrzcząc mnie jego

               imieniem. Ha! Ha! A Waldek tak chciał mieć ludzki

               pogrzeb!

 

          WANDA

               No i miał!

 

          CZESŁAW

               Zaraz, zaraz! Ale kto pozamieniał tabliczki...?

 

          WANDA

               O! Jezuuuu! A mówiłam wtedy Róży, by pilnowała

               Marcinka...

 

                                   SCENA 2

 

                    W sali szpitalnej Marcinek bawi  się niewinnie 

                    kartami chorobowymi w metalowych oprawach. W łóżku

                    leży Czesław. Wchodzą pojedynczo kolejno:  Wanda, 

                    Róża, Jarek, Genowefa, ordynator, pielęgniarka

                    Zofia, dziennikarz, redaktor naczelny,  ksiądz

                    proboszcz, policjant, Zdzisław, Zenon z

                    pracownikami pogrzebowymi i patrzą wymownie na

                    malca. W milczeniu stoją wokół łóżka z chorym.

                    Malec w swoim dziecięcym języku próbuje wyrazić

                    słowa mama i tata. Do wszystkich uśmiecha się

                    rozbrajająco.

 

                     Kurtyna

 

                    Koniec sztuki.

 

 

Pin It