Włodzimierz  Kłaczyński



C I O T K  A

        

Obraz z czasów kiedy w Polsce wsie zamieszkiwali chłopi

Dramat w  dwóch aktach

          

chelmonski powoz
Józef Chełmoński


Dekoracje : podwórze w średnim gospodarstwie ogrodzone niezbyt szczelnym pamiętającym lepsze czasy płotem z zamkniętymi wrotami i półuchyloną furtką .

Z prawej strony przytyka do tego płotu ściana belkowanej starej chałupy z małym oknem i staroświeckimi opadniętymi drzwiami . Z  frontu  ściana nowego  murowanego domu z drzwiami w środku i dwoma oknami . Z prawej strony zamarkowany tylko plastycznie sadek czy ogród . Psia buda na jego tle zwrócona otworem w kierunku bramy .Wnętrza jednego i drugiego domu to surowe ściany kuchni nowego domu z banalną dekoracją (jakiś oleodruk , święty obraz , u góry żarówka na drucie bez abażuru , jakieś drzwi do dalszej części domu ). Dekoracje kuchni łatwo wymienić na ściany w starej chałupie , na których można wymalować belki .


Osoby :

Rodzina Sowów : ojciec typowy chłoporobotnik , matka ciężko urobiona wiejska kobieta , starsza od niej kobieta zwana ciotką Sabiną  , córka Zdzicha około osiemnastka  , nieco starszy syn Piotr , chłopak niski , kościsty typowe dziecko któremu w dzieciństwie brak było witamin i nie zawsze dojadał .

Babka Dzwoniatko : wioskowy „kurier” odwiedzający w czasie dnia z nudów różne  gospodarstwa  , wszystkowiedząca  i  ze wsi .

 

Lokatorzy , przybysze z Krakowa : ona młoda , wysoka dosyć ładna kobieta , on  mały , wątły z dużą czarną brodą – według żony , pracownik naukowy  Uniwersytetu Jagiellońskiego , zajmuje się badaniami roślin .

Dziecko , Grześ chłopiec około pięcioletni , szczupły , blady , szczerbaty .

 

 

 

                                              

 

AKT I

 

Scena 1

 

 

Późny wieczór w nowym domu . W izbie jest matka Piotrka i ciotka Sabina ( ciotka Sabina

wyraźnie starsza ), na piecu garnki , pod kuchnią jasno , matka wstaje od stołu idzie do pieca , miesza warzechą w żeleźniaku , obok mruczy pralka „Kasia” . Na podwórzu szczekanie dużego psa . Drzwi z dworu się otwierają , wchodzi syn Pietrek . Jest ubrany w starą  , szoferską skórzaną kurtkę, za luźną na niego i liche dżinsy . Na stopach zniszczone trampki . Rozgląda się po izbie:

 

Matka Sowina  : A ty gdzie byłeś ?

 

Pietrek : Gdzie byłem ? Jakem przyjechał z roboty tom se posiedział z chłopakami w „Sarence” .

 

Ciotka Sabina : Jest jedzenie w „bradrurze” , rosół , kura z kapustą i ziemniakami .

 

Pietrek sięga do pieca i wyciąga miskę blaszana i rondelek .

 

Ciotka : Czekaj ! Naleje ci – podchodzi do stołu i nalewa rosół do talerza . Pietrek grzebie łyżką w misce  , ciotka z przyganą : zjidz po ludzku . Masz tu talirz , nie brzęcz po misce łyżką  , bo mnie aż w zębach strzyko !

 

Matka : Kto to widział ! Jedzie od ciebie wódką , jakby kto bimber robił .

 

Pietrek ogryza kość : Abo przecież  kto za wódkę płaci w gospodzie ? Od Skójki Andrzej Dereń przyniósł owocówki . Przez pół tyle nie kosztuje co w gospodzie .

 

Ciotka : A co ty z Dereniami siadasz ? Sad mają , kwiaty pod szkłem , cegielnie i pustaczarnie , chłodnie tera budują na jabłka , kwiaty do miasta wożą …

 

Pietrek : Z Jastrzębskim i z Culem Mundkiem siedziałem . Dereń się przysiadł . A zresztą

                        równi są , to z nimi siaduję .

 

Matka Pietrka : Wypłatę wziąłeś ?

 

Pietrek : Wypłata w sobotę …

 

Ciotka : To za coś pił ?

 

Pietrek : Za co ? A wzionem zadatek od Jahończyka , jutro to stajonko za ogrodem  wykopiemy . Konia pożyczę od Laska , dobrze się sprzęga z naszą Gniadą , w mig koparką wykopiemy .

 

Matka : Toś z zadatku pił ?

 

Pietrek niedbale : A z czego by ? Za darmo nie dadzą . Złożyli my się .

 

Ciotka : Ja już nawet o pieniądze z tego zadatku to nie pytam .

 

Otwierają się drzwi i wchodzi Zdzicha .

 

Zdzicha : Suka pod oknem starej chałupy waruje . Kot tam uciekł czy co ?

 

Matka : A nawet zapomniałam . Lokatorów , komorników my se wzięli , na sam wieczór .

 

Pietrek odsuwa talerz : Lokatorów …?

 

Matka : A przyszli przed wieczorem jacyś tacy … Mówią , że chcą pod gruszą   pomieszkać .

 

Zdzicha pogardliwie :  Dużo się namieszkają , przecież Pietrek całą instalację ze ścian  wydarł  i sprzedał .

 

Pietrek : A co miała się zmarnować ?  Przecież to i tak do rozwalenia …

 

Zdzicha : To dlatego tam ciemno …

 

Ciotka Sabina : Dałam im naftówkę , nafty jeszcze tam kapka była a rano se kupią .

                        Dziecko mieli strasznie umęczone , z rąk im leciał .

 

Pietrek sennie :  Kto to ?

 

Ciotka Sabina : A chłopczyk taki … Bidotka mała … Zanim z  nimi pogadałam to usnął .

                        Materac z plecaka ten jego ojciec wyciągnął , nadmuchał , kocem zaścielił i   tak to bidne nawet bez poduszki usnęło , matka mu cweter pod głowę  podłożyła .

 

Pietrek : Co mi ciotko o dzieciach gadacie . O nich co powiedzcie .

 

Ciotka : A co o nich gadać . Młodzi ino on cały zarośnięty brodę nosi , a ona wysoka

                        nawet do niego nie pasuje , taka jakaś zmarnowana …

 

Zdzicha : A tom ich w autobusie widziała... On taki , jak młody krasnoludek a ona ...No   spora a plecak mają większy od tego brodatego .

 

Ciotka : Na sześć stówek ugodzili się ino mlika z rana będą brać .

 

Pietrek już zupełnie sennie rozklejając wargi : A niech będzie …

 

Matka : Una mówi , że un na szkołe potrzebuje jakichś ziół i będzie zbierał po wsi …

 

 

Scena 2

 

Pietrek śpi na żelaznym łóżku w izbie w nowym domu .  Na dworze zaczyna szczekać

pies , coraz głośniej i bardziej zawzięcie . Pietrek zrywa się , jest w granatowych spodenkach , świeci gołym chudym torsem w rozpięciu koszuli . Podchodzi do okna , wygląda . Przez drzwi od podwórza wchodzi ciotka Sabina , za nią Zdzicha .

 

Ciotka Sabina : Idź na podwórze bo Aza tego mizeroty nie wypuści z chałupy...

 

Zdzicha : Idź ! Czekaj pójdę z tobą .

 

Wychodzą . Zza kulis słychać dialog :

 

Pietrek : Aza ! Tu !

 

Zdzicha : To swoi ! Nie bądź głupia !

 

Pietrek i Zdzicha wracają . Za nimi wchodzi brodaty malutki mężczyzna . Na plecach niesie duży stelażowy plecak wystający mu ponad głowę .

 

Gość nieco roztrzęsiony : A to dopiero . Ale już w porządku , już się łasi . Dobry pies !

 

Pietrek : A dobry . W mig rozumie o co chodzi . A obcego na podwórze wpuści , tyle , że  mu nie da wyjść , dopóki się ktoś nie zjawi . Raz taki jeden …

 

Sabina przerywa mu : No i co mały się wyspał ?

 

Gość niedbale : Aaa Grześ … ! Wyspał się . Jeżeli można to prosiłbym codziennie litr  mleka . Dla nas i dla dziecka .

 

Zdzicha : Nawet dwa by się znalazło . My tylko raniejsze niesiemy do zlewni , południowe i  wieczorne co nie zjemy i nie nastawimy na ser , to lejemy świniom . W zlewni nie pasuje im takie mleko , tylko raniejsze …

 

Brodaty : Litr nam wystarczy … Odwraca się i nic nie powiedziawszy więcej wychodzi , mija się w drzwiach z ciotką Sabiną .

 

Sabina zniechęcona : Ta baba tego mizeroty umęczyła się pewnie bo śpi . Mały leży  oczkami strzyże .Przykrył się kocem po szyję , rączki schował .

 

Wchodzi matka Pietrka : Zostało ci co z tego zadatku ?

 

Pietrek niechętnie : Wielki mi zadatek … Stówka … Ze dwadzieścia zostało i jakieś drobne .

 

Matka :  Czekaj niech no tylko ojciec przyjdzie ze zmiany .

 

 

 

 

Scena 3

 

Zniszczony biedermajerowski stół z poutrącanymi rzeźbieniami i oddartymi sterczącymi intarsjami . Na stole półlitrówka wódki , szklanka . Przy  stole Pietrek , straganiarz Jahończyk , ojciec Pietrka . Rozlewają małymi porcjami , popijają .

 

Jahończyk : No to cyk !  Wypił , nalał i podał szklankę Ojcu . Jak litkup to litkup ! Jakbyście mieli fasolę , jasiek , to bym też wziął .

 

Ojciec Pietrka wypija , chrząka i mówi : Ile kropel ! A fasole to nałuska się . Jest w polu po brzegach  i na całym uwrociu .

 

Jahończyk : Wezmę , nałuskajcie . W tygodniu przyjadę .

 

Poza domem brzęknął sygnał samochodu .

 

Jahończyk podrywa się : Żona się gorączkuje , bo nie lubi prowadzić , a musi bo na co mi

                        kłopot . No to abyśmy ! Podnosi szklankę , nalewa , przepija do Pietrka .

                        Ile kropel !

 

Jahończyk  patrzy na stół  a Pietrek ciska butelkę na podłoże pod stołem i wypija wódkę:  Żeście to to  tak zniszczyli . W mieście ludzie teraz szukają za takimi starymi meblami . Kiwa głową : gwoździem przez takie rzeźby ! Ale dobry fachman toby jeszcze z tego co zrobił . Może nawet znajdę takiego  to bym go przywiózł . Pół litra postawicie za baraśne .

 

Ojciec : A pewno ! Jak se kupili segmenty to to wstawili do łazienki bo nie poręczny i córce uwadzał  . A potem my go dali tu pod drzewo . Jest przy czym posiedzieć , ale go słota wykończyła. Nie na słotę taki stół .

 

Jahończyk : Wicie co ? Dam wam dwie stówki i postawię w domu niech schnie , a potem  może co z niego zrobię .

 

Pietrek : A porozglądaj się tu pan wokoło . Za dwie stówy to tu butelek leży i niech ce mi  się ich myć . Głupiego pan pewnie szuka .

 

Jahończyk : Głupiego nie głupiego ale się to wam tu rozleci .

 

Pietrek : Zbijam go gwoździami . A na końcu to się spoli . A tu se zbijemy stół z desek .

 

Jahończyk : No to z Bogiem . Wychodzi przez furtkę ,słychać szczęknięcie starteru i  warkot samochodu .

 

 

 

 

Scena 4

 

Izba w starej chałupie . Mały siedzi na taborecie  przed nim szklanka z połową mleka .

Reszta mleka stoi w słoiku  na stole , obok leży na pół otwarta paczka herbatników .

Jeden nadłamany .

 

Z dworu wchodzi ciotka Sabina . Z dezaprobatą patrzy na lokatorkę która siedzi na łóżku

okryta rzadką jedwabistą chustką , na sobie ma majtki i stanik .

 

Sabina : Dzień dobry .

 

Tamta powoli jakby ją ktoś ciągnął za nos odwraca ku niej głowę . Rozkleja usta mówi niewyraźnie ; Dzień dobry .

 

Sabina : Nie trza co pani ? Jajek przyniosę... Dziecko pewnie głodne .

 

Lokatorka cicho : Jadł już …

 

Mały zszedł z taboreta i gramoli się na łóżko , kładzie się od ściany , niezdarnie naciąga koc .

 

Sabina pogardliwie : Czym pani chce dziecko paść ? Herbatnikami i tą odrobiną mleka ?

                        Pewno już kwaśnieje , bo to wczorajsze a na dworze ciepło .Nie zjadłbyś  jajeczko ? Chlebek mam świeżo upieczony . Albo wieśloka . A pani pewnie to nawet nie wie co to wieślok .

 

Lokatorka : Nnnie wiem …

 

Sabina : To jak się chleb upiecze robi się z osiemdziesiątki pszenicznej podpłomyk i z  wierzchu  polewa serem z żółtkiem i cukrem . Zobaczysz jakie to dobre .

                        Patrzy na Grzesia .

Mały chwilę patrzy na nią  w końcu wygina usta w podkówkę .

 

Mały :  Brzuszek boli Grzesia …

 

Sabina : To po tym mliku . Niech go pani da , wezmę go niech się trochę ruszy bo od wczoraj tak leży …

 

Lokatorka ruszyła ręką , dotknęła chłopca a ten skulił się .

 

Lokatorka : On ciągle taki … Ciągle ma kłopoty …

 

Sabina : My mu zaraz na kłopoty zaradzimy … Chodź maloto ! Laksyrkę masz , dam ci czarnych jagód , to ci zaraz przejdzie . A pani niech mu poszuka co do  ubrania i jakieś drugie buty , bo te tu mokre , pewnie je zesikał . Sabina                                pogardliwie patrzy na lokatorkę : Jak tam pani co mo  !

 

Lokatorka nie odwracając głowy mówi przeciągając wyrazy : Nie wie pani co to służba

w wyższej uczelni . Szybko , szybko … Mąż dostał delegację i natychmiast

musieliśmy wyjechać bo sprawa państwowa . Wielu rzeczy nie zabrałam .

Tam na ławce jest torebka – pokazuje i ciotka bierze plastikową reklamówkę .

 

Ciotka Sabina :  To tyle tego ? Niewiele z tym nawojujem . Drugich bucików nie ma …

 

Lokatorka : Widocznie … zapomniałam .  Niech poleży w łóżku zanim tamte nie wyschną .

 

Sabina z oburzeniem : Co ?! Chce pani dziecko w łóżku trzymać cały dzień ?

 

Lokatorka : No cóż … Buty zmoczył ...Ale dziś na dworze ciepło .

 

Sabina : To ja go wezmę tak. Na dworze ciepło i u mnie ciepło . Chodź maloto . - wyciąga dziecko zza matki i wychodzi niosąc go na rękach i przytulając do piersi . Lokatorka rozciąga się na łóżku i odwraca do ściany .

 

 

 Scena 5

 

 

Kuchnia Sowów : Sowina , Zdzicha . Ciotka Sabina karmi Grzesia przy zniszczonym stole .

 

Sabina : Jedz , jedz maloto . Jagody ci zaraz zatrzymają , brzuch ci przestanie boleć -

-dziecko ma buzię wysmarowaną ciemną jagodą , ale je ze smakiem .

 

Drzwi się otwierają , wchodzi babka Dzwoniatko , stara czerstwa kobieta , trzyma w ręku  zadrukowany papier .

 

Babka Dzwoniatko : Pochwalony . A gdzie to wasz Pietrek ?

 

Sowina odwraca się od kuchni : A gdzie by ? W robocie . Zmówili się z Jasiem Kasztaleńcem  , robią u takiego co się buduje na Jamnym . Dom robią .

    Kasztaleniec za murarza robi , Pietrek za podręcznego . Pietrek pięć

    stówek za dniówkę dostaje a Kasztaleniec ugodził się od całej roboty .

    Jedzenie i piwo do obiadu .

 

Babka rozgląda się po izbie i do Sabiny : A ty co ? Bawisz ? Czyje to ?

 

Sabina : A wzieni my se lokatorów . Jakaś ta matka tego Grzesia niedorobiona , cały czas śpi  i dziecko karmi herbatnikami i oranżadą … Teraz mu dała osikowego mleka . Dziecko brzuch zabolał tom wziena …

 

Babka Dzwoniatko : Aha … A mnie listonosz Guła spotkał i powiestkę mi dał , do waszego Pietrka . Mówi : Idzies pewnie do nich to weź . Już trzecia tako przychodzi , a on pewnie w piec rzuca .

 

Sowina : A pokażcie babko . - ogląda kartę , czyta :  A to z gruźlicy . Już jem Pietrek pisał ,

                        że nic mu nie jest i żeby mu dali spokój , bo to od tego czasu co prześwietlali

                        całą wieś w autobusie .

 

Babka Dzwoniatko z westchnieniem : Dwudziesty wiek ciotko . Dawniej jak kto miał suchoty to umierał , a tera go leczą .

 

Sowina : A ja nieraz mówię Pietrkowi . Jak cie wołają , to jedź się prześwietlić u tych doktorów.

 

Babka Dzwoniatko : Pewnie .

 

Sowina A on mówi : Po co , jak mi nic nie jest . Wtedy jak był ten pekaes z tymi prześwietleniami , tośmy piec przebudowywali i strasznie dymiło . Musiało mi płuca zadymić , i stąd się mnie czepiają .

 

Babka Dzwoniatko : A może i dość … Dajcie mu te rozpiske .

 

Ciotka Sabina wyciera dziecku buzię ścierką , bierze Grzesia za rękę i kieruje się do drzwi . Mówi : Jak mu ta laksyrka ustanie , to mu zrobię jajeśnicę . Ze śmietaną . Ja go tu odpasę .

 

Sowina z przyganą : Ciotko nie wtrącajcie się , przecież ma matkę .

 

Zdzicha :  Ma , ale jakoś popyrtano …Zachodzę do niej wczoraj z mlikiem a ona prawie  goła leży : mówi , że jej słabo …

 

Sowina : Co się tam przejmować obcymi ludźmi , kiedy i mnie czasami rano trudno wstać

                        bo w krzyżach boli …

 

Babka Dzwoniatko z przekonaniem : Isjasz masz …

 

Sowina : A isjasz … Najgorzej na niepogodę mnie bierze .

 

Babka Dzwoniatko : Na isjasz to do księdza w Starej Wsi albo do derechtora śpitola

                        w Chodczy … Ale to i różnie jest . Moja siostra Zośka co na Magierówke była wydano , to jak miała isjasz ,to jej doktor kazał na desce spać . Pół lotry od wozu pod nią podkładali i tak  nie pomogło . Raz było lepiej , raz gorzej .

                        Dopiero szwagier nieboszczyk jej pomógł .

 

Zdzicha z przestrachem : Nieboszczyk …?!

 

Babka Dzwoniatko : No , wtedy jeszcze żył . Upił się jak to un i jak przyszedł wieczorem to una zaczęła na niego krzyceć , a un w takich razach za byle co chwytał .

                        I łap za siekierę , to una na pole , a un za nią i pognał ją aż na stawy .  Jeszcze wtedy Sabo na Magierówce młyn trzymał , stawy były i młaki ,

                        krzyż pański una miała za życia … Leciała i leciała aż ulgnęła w bagnie na całe nogi . Umęczyła się i wyleźć nie mogła . Rano ją dopiero wyciągnęli , ledwie już żyła , bo wrzesień był chłodny .

 

Zdzicha : I co ?!

 

Babka Dzwoniatko : Ano nic . Przeszedł jej isjasz . Od tego czasu ani nie zabolało .

 

Za ścianą słychać stukanie silnika motoru . Cichnie i wchodzi Pietrek .

 

Pietrek : Wy babko to jak ten kuryjer . To tu was widać , to tam .

 

Babka Dzwoniatko : Co ty tam wisz , gospodarkę zdałam , rynte mom to chodzę ludziom  się przypatruję . Kiedysi jak w domu ludowym jakieś sztuki pokazowali , tom

                        przyszła , a  Konefer ten  ormowiec stał przy drzwiach i nie puścił . Kupcie se

                        babko bielet , mówi godo , a odcinek rynty co mi tu pokazujecie , to tu nie

                        ważny . Zezłościł mnie to mu mówię : czegoś tam taki mądry nie był ?

                        A un jak skoczy -gdzie ?! Co się wam roi ! ?  A ja mu : gdzie ? ! A w dupie !

 

Pietrek macha ręką i siada na krześle .

 

Babka do niego : Rozpiske ci przyniosłam . Guła mi dał . Z gruźlicy .

 

 

 

 

                                                                       Scena 6

 

Pietrek , lokatorka , w starej chałupie . Pietrek z rana przyniósł mleko w słoiku , chwyta za klamkę , chce wychodzić . Lokatorka zatrzymuje go .

 

Lokatorka : Niech pan nie wychodzi panie Piotrusiu . Siedzę tutaj sama z tym malcem ,

                        ludzi i świata nie widzę . Mąż cały dzień po wsi chodzi , próby zbiera . Niech

                        pan zaczeka tylko nakarmię dziecko .

 

Pietrek stoi , przestępuje z nogi na nogę . Lokatorka nalała mleka do szklanki i dała

                        Grzesiowi . Podsunęła mu półotwartą  paczkę herbatników . Uśmiechnęła się do Piotrka .

 Lokatorka : A pan panie Piotrusiu pewno do pracy .

 

Pietrek : Do pracy . Ale nie tak jak na państwowym na godzinę .

 

Lokatorka :  A ja wczoraj pod wieczór wyszłam i pochodziłam sobie . Ładnie tu u was.

                        Sięga za siebie na łóżko  i podejmuje wianek uwity z żółtych mleczy . Wkłada na głowę . Pochyla głowę ustrojoną w wianek , uśmiecha się do Pietrka.

 

Lokatorka : No co panie Piotrusiu . Podobam się panu ?

 

Pietrek zażenowany : Pewnie …

 

Lokatorka : No to dobrze . Lubię się komuś podobać .  A w ogóle to ładna okolica . Ta   droga , którą przyjechaliśmy  to idzie dalej?

 

Pietrek : Idzie …

 

Lokatorka : I dalej jest jakaś miejscowość ?

 

Pietrek : Jest … Krasna … Była... Bo teraz zamienili ją na Piękna .

 

Lokatorka : No proszę , to tam jest pięknie ?

 

Pietrek : Eee... Tak jak u nas …

 

Lokatorka : A dalej ta droga prowadzi , czy się kończy ?

 

Pietrek : Dalej są Działy … No takie góry i Wiśniowa .

 

Lokatorka : Wiśniowa ! Proszę ! To tam pewno jest dużo wiśni .

 

Pietrek patrzy w dłoń i oddrapuje odcisk : Tyle co u nas …

 

Lokatorka : Niewiele się od pana panie Piotrusie dowiedziałam . Pan ma motocykl , może

                        byśmy tam pojechali . Słyszałam jak pan wczoraj podjechał .

 

Pietrek zaskoczony : Ja wiem ? Mogę … No możemy … Tylko żem się zmówił z takim jednym  . Dom budujemy . Na Jamnej .

 

Lokatorka : No ja też tak od razu nie mogę . Dopiero jak mąż pojedzie do Krakowa  z  próbami  i po pieniądze na uczelnię .

 

Pietrek : Czego nie … Mam drugi kask …

 

Lokatorka :  No to będziemy przyjaciółmi panie Piotrusiu . Pan jest taki męski . Mój mąż to nawet nie wiem czy umie jeździć motorem . Byłam wtedy na podwórzu jak  pan spławił tego co chciał stół kupować  za byle co . Jak pan mu te butelki                   pokazał . O mało nie pękłam ze śmiechu . Dowcipny pan jest i męski . Mój mąż co tu mówić , by tak nie potrafił . To jak pojedzie , gdzieś się  przejedziemy.

Pietrek : A co … Głupiego se szukoł .

 

Kurtyna .

 

                                                           Scena 7

 

Lokatorka , Sabina i Grześ na podwórzu . Grześ trzyma się spódnicy Sabiny .

 

Sabina opryskliwie :  Zrobiła mu pani pranie ? Wszystko miał zabrudzone  w tej torbie

                        co mu pani rzeczy przywiozła .

 

Lokatorka : Ach spieszyłam się bardzo , męża delegowali prosto od pracy naukowej ,   przybiegł do domu  i coś tam powkładałam ale nie wszystko .

 

Sabina : No to trzeba wyprać . Niech się pani bierze póki w kotle na piecu ciepła woda .

 

Lokatorka :  Jutro wypiorę … Zapomniałam kupić proszku …

 

Sabina : Proszek stoi w sieniach za drzwiami … na półce .

 

Lokatorka : A jak tak , to pożyczę sobie …

 

Sabina : Wielga mi pożyczka … Zaraz pani przyniosę .

 

Sabina odchodzi , przynosi proszek , daje lokatorce . Lokatorka wchodzi do starej chałupy . Do Sabiny podchodzi Zdzicha  .

 

Sabina zła : Przecież gdybym jej nie przypomniała , toby z tego dziecka brud ino kapał !

 

Zdzicha : Sfiksowana to ona jest …

 

Lokatorka wychodzi , kładzie miednicę na ławce , nalewa z dzbanka wody , sypie proszek i wrzuca dziecięce pomięte fatałachy , gniecie je , wyciska , znowu zanurza . Sabina i Zdzicha odchodzą biorąc Grzesia za rączki między sobą .

 

Zdzicha do Sabiny : Cóżeś się tak ciotka , zakochała w tym chłopcu , ? 

 

Sabina : A bo przylepny , ciągle mnie pyta  a lubisz mnie ciociu ? Pewnie tego dziecka nikt nie lubi . I żal mi tego . A tobie mało tyłka nawycierałam jak byłaś mała ? I też

                        więcej byłaś ze mną niż z matką .

 

Zdzicha : To jeszcze w starej chałupie my mieszkali . Nie masz ciotko swoich dzieci …

 

Sabina : Na wyroki boże nie ma rady . 

 

Mają wchodzić do nowego domu . Sabina ujmuje za klamkę i odwraca się .

Sabina : Popatrz się ! Już wiesza , jeszcze mydliny z tego ciekną . Wraca do lokatorki .

                        Wypłukać trza dobrze , bo dziecko chrosty dostanie jak się z łachów proszku nie wypłucze !

 

Lokatorka przestraszona  : Ja tylko chciałam nabrać wody … Właśnie do płukania ...

                        Zaraz … Nalewa znowu wody do miednicy , wrzuca z powrotem pranie .

 

 Przez furtkę wchodzi na podwórze brodaty z pudłami i wypchanym plecakiem .

 

Lokatorka idzie szybko do niego , razem wchodzą do starej chałupy . Grześ stoi , patrzy na Sabinę , Sabina wyciąga ręce .

 

Sabina : Chodźże do mnie utrapieńcze .

 

Grześ podbiega , obejmuje ją , podnosi oczy w górę . Zdzicha patrzy na tę niemą scenę ,

kręci głową z przyganą .

 

 

                                                           Scena 8

 

 

Stukanie silnika motocykla . Do starej chałupy puka Pietrek  . Lokatorka uchyla drzwi .

 

Lokatorka : Proszę pana panie Piotrusiu.

 

Pietrek wsuwa się , patrzy po kątach .

 

Pietrek : Męża … Tego … no …. Męża nie ma …?

 

Lokatorka : A co panie Piotrusiu ? Męża pan szuka ? Do męża pan przyszedł czy do   mnie ?

 

Pietrek zmieszany : No , do pani … Chciałem pani pokazać kurtkę , co żem se kupił  nową

                        bo stara już znoszona .

 

Lokatorka : Kurtkę ? No proszę ! Piękna … To skóra czy derma ?

 

Pietrek : Skóra … Dwie takie były  w pezetgieesie w Chodczy …

 

Lokatorka : Ileż takie coś kosztuje ?

 

Pietrek : Trzy i pół . I dwie stówki musiałem dać babom …

 

Lokatorka : Jakim babom ?

 

Pietrek : No tym co sprzedają . Z tyłu mi wyniosły . Wykręcały się , że jeszcze nie

                        zapisane , że to nie w ewidencji …

 

Lokatorka : Łaskę robiły za pańskie pieniądze .

 

Pietrek : Ano tak … Trza dać to się kupi .

 

Lokatorka : To pan dobrze zarabia …

 

Pietrek : Nie narzykom … W murarce dobrze płacą . I na podatek się nie oglądają …

                        Z Jaśkiem Kasztaleńcem...

 

Kiedy mówi lokatorka  zbliża się do niego i staje twarzą w twarz .Jest wyższa od Pietrka ,

ten miesza się a jeszcze bardziej się miesza kiedy ona bierze go za rękę .

 

Lokatorka : O jakie pan ma ręce zniszczone .

 

Pietrek : To z betonu . Betonowali my fundament .

 

Lokatorka : Ręce zniszczone , ale pieniądze są . Jakby tak mój poszedł do takiej roboty ,

                        toby się chyba od razu rozleciał …

 

Pietrek cofa się bo lokatorka coraz bardziej przywiera do niego . Patrzy w bok . Bąka .

 

Pietrek : To mąż pojechał ?

 

Lokatorka : Wczoraj na noc … Taka byłam samotna … Pan panie Piotrusiu nie wie co

                        to samotność dla kobiety .

 

Pietrek coraz bardziej zmieszany stoi przed nią w przydużej na niego kurtce ze zwieszonymi rękami .

 

Pietrek : Na … kogo …

 

 Lokatorka :  A choćby nawet na pana .

 

Pietrek : To trza było powiedzieć .

 

Lokatorka jakby ze złością : Och wy mężczyźni !  Wszystko trzeba wam mówić …

 

Pietrek : No , jak tak , ni z tego , ni z owego przyjść …

 

Lokatorka : Przecież my się przyjaźnimy panie Piotrusiu . I dzisiaj też będę samotna .    Nawet Grzesia ta ciotka zabiera ...Ona jest starą panną ?

 

Pietrek oszołomiony : Ciotka ? Co ciotka ? … Ona wdowa .

 

Lokatorka : Wdowa ? Ona tu przecież wszystkim rządzi . Nie pańska matka tylko ona .

                        Wy to jakbyście się jej bali .

 

Pietrek śmieje się : Jej się nawet naczelnik i sekretarz boją .

 

Lokatorka bierze Pietrka za rękę : Coś podobnego ! Uwierzyć nie mogę .

 

Pietrek już rozluźniony grzeje swoją dłoń w dłoni lokatorki : A tak ! Raz się gdzieś w gminie

                        pomylili i piszą nam , że my podatku nie zapłacili a my zapłacili . I znowu   przychodzi  rozpiska . Ciotka poszła , to nawet z nią gadać nie chcieli .

                        To się zabrała do wojewody .

 

Lokatorka : A to dopiero ! Do wojewody ?!

 

Pietrek : A tak . Jak tam powyciągała te swoje medale .

 

Lokatorka : Medale  ? Niechże pan siada . Takie ciekawe rzeczy pan mówi .

 

Sadza Pietrka na krześle . Siada naprzeciw niego na taborecie i dalej trzyma go za rękę

dotykając kolanami .

 

Pietrek : A tak … Bo ona była partyzantką …

 

Lokatorka : Nigdy bym się nie spodziewała ! Taka niepozorna kobiecina … I pewno tam

                        miała narzeczonego i on zginął .

 

Pietrek : Nic nie mówiła …

 

Lokatorka : Bo wszystkie te łączniczki to mówią , że pierwszy raz to było z narzeczonym  jak szedł na Niemców  i zginął … A potem już nic … Ha , ha , ha !

                        Ja też miałam taką ciotkę i tak mówiła .

 

Pietrek : Ja tam nic nie wiem … Tyle wiem , że ciotka służyła we dworze jak miała  piętnaście lat , do dziecka była bo ten Niemiec co tam rządził żeniaty był

                        i miał dziecko , takiego chłopaka – pokazuje ręką od ziemi . Jak to dziecko

                        z ciotką było , to wylało na siebie gotujące mleko i nie dało się go uratować ,

                        to ciotka musiała uciekać bo ją mieli zastrzelić i poszła do partyzantów .

                        I tam w partyzantach , jak ich Niemcy pod Bukowem otoczyli i oni się  przedzierali   to jednego rannego partyzanta od Bukowa aż do Wiśniowej

                        niosła , wlekła , bo iść nie mógł . I po wojnie , aż do teraz , to ten partyzant  jest generałem  i ciotce dużą rentę wyrobił i medale jej przyszły . A ciotka

                        to temu małemu po wojnie mały grób zrobiła a nawet po niemiecku jego imię  i nazwisko napisała na krzyżu , chociaż oni innej wiary byli .

 

Lokatorka : A co napisała ?

 

Pietrek : Nazwisko i imię tego dziecka . Po niemiecku . Ale nie pamiętam . Głowy do tego nie mam .

 

Lokatorka : Popatrzcie się . I na wsi została , do miasta nie poszła ...

 

Pietrek : Bo wyszła za mąż tu u nas ,  mąż potem umarł .

                       

Lokatorka jakby zamyślona powoli wsuwa rękę w szeroki rękaw piotrkowej bluzy : To

                        dlatego tak u was rządzi . Ale co tam ! Niech pan pamięta , że znowu będę

                        samotna , a ja się samotności boję . Pies tylko szczeka .

 

 

Lokatorka wyjmuje rękę z rękawa Pietrka i dotyka palcami policzka chłopaka .

 

Lokatorka : Drzwi będą uchylone …

Pietrek  cofa się , wywraca krzesło , podnosi je i wychodzi .

 

 

 

 

                                                           Scena 9

 

 

Stara chałupa a w niej przy krzywym stole siedzi lokatorka z brodatym . Na stole blaszany emaliowany garnuszek z zaparzoną kawą , obok butelka wina  w połowie napełniona i paczka herbatników na pól otwarta , trzy bułki pokrojone na kromki , na talerzyku trochę kiełbasy pokrojonej i słoik z musztardą .Przed brodatym i lokatorką szklanki z kawą . Na dworze stuka motocykl , za chwilę cichnie . Pietrek puka do drzwi  , nieśmiało otwiera . Staje w progu w tej swojej nowej skórzanej kurtce , przestępuje z nogi na nogę .

 

Lokatorka : O , pan Piotruś... !  Dobrze , że pan przyszedł . Mąż – pokazuje dłonią na  brodatego – wrócił właśnie z Krakowa .  To byśmy wyrównali... Za to mleko

                        i jaja no i za mieszkanie … Tylko musi znowu pojechać , bo nie udało mu się  wszystkich pieniędzy dostać... Rektor wyjechał za granicę , dziekan na  wczasy  nie ma kto podpisać czeków , ledwo w kwesturze chwilówkę dostał...

                        Ale to nic ….Pojutrze pojedzie i może coś wydostanie …

 

Pietrek : To nic my poczekamy ...Nie pali się , przecież nie uciekniecie .

 

Lokatorka : Damy a konto … Trzysta złotych panie Piotrusiu … O proszę . Winka się pan z nami napije  a może kanapeczkę albo herbatniczka , a może kawki –  niechże pan siada … Grzesiu zejdź z tej ławki , idź pobaw się do cioci .

 

Pietrek : Ciotka idzie do lasu , to cię weźmie …

 

Grzesiu wychodzi , lokatorka krząta się , nalewa wina do porcelanowego garnuszka , trąca  w niego swoją szklanką , brodaty też trąca szklanką w garnuszek Pietrka .

 

Lokatorka : A pan Piotruś jaką kurtkę sobie na motor sprawił . Trzy tysiące i jeszcze łapówkę dał.  Tobie by się też taka kurtka przydała . Ale cóż , może jak

                        uczelnia wszystko wypłaci  , te delegacje . Nie pytałeś w kwesturze jak tam ?

 

Brodaty : A co oni tam wiedzą . Mówią po bilansie .

 

Lokatorka pije ze szklanki do dna , patrzy na Pietrka a potem na brodatego .

 

Lokatorka : Wie pan co panie Piotrusiu ? Przymierzymy tą pańską kurtkę na mojego

                        męża . Pozwoli pan ?

 

Pietrek : Czego nie … Można przymierzyć .

 

Lokatorka : Ale przedtem niech pan wypije. Pana zdrowie !

 

Pietrek wypija odstawia szklankę i zdejmuje kurtkę . Brodaty wstaje . Pietrek podaje mu kurtkę . Ta kurtka na Pietrka jest mocno za duża a na brodatym wisi jak na drewnianym wieszaku .

 

Lokatorka z tyłu mruga do Pietrka , wyraźnie oceniła walory fizyczne Pietrka .

 

Lokatorka : No już dobrze , przymierzyłeś , jak będzie pieniądz to kupimy . Patrzy w okno :

                        O znowu ta babka do was leci …

 

Pietrek : Babka Dzwoniatko ! My ją kuryjer nazywamy , bo tak ją po całej wsi nosi . Jak  byście  tu mieszkali dłużej , to i o was by wszystko wiedziała , to i o was   by gadała  a to skąd , a to co robią , wszystko wie …

 

Lokatorka : Interesująca - korzystając z tego że mąż znowu się odwraca mruga do Pietrka

                        i uśmiecha się .

 

                                                           Scena 10

 

W nowym domu Sowina , Zdzicha , stary Sowa i Pietrek i babka Dzwoniatko .

 

Sowa : Znowu do ciebie rozpiska przyszła. Z gruźlicy... Wściekli się , czy co !

 

Pietrek : Jużem im napisał o tym remoncie pieca co mi pewnie płuca zadymiło .

 

Sabina : Ale kaszlesz po nocach .

 

Pietrek : Cygary palę to i kaszlę . Nieraz i paczkę na dzień .

 

Sowa : No u nas w rodzinie suchot nie było i u matki też  - pokazuje na żonę – też nie .

 

Sowina : A ino ! A te lokatory to mogłyby co zapłacić . Byłeś u nich to trza było się upomnieć .

 

Pietrek : Dali ino nie wszystko . Trzy... trzy … zaplątał się Pietrek , znaczy się  sześć stówek dali …

 

Sabina : To ile ?! Trzy stówki czy sześć ?

 

Pietrek z determinacją : Sześć , ino trzy mi poszły jakem był w gospodzie .

 

Matka : Matko boska – trzy stówki ?!  Boga w sercu ty nie masz !

 

Pietrek miesza się mówi : To nie tak … Sto pięćdziesiąt dałem Dereniowi . Ma mi przywieźć  z Kółka akumulator , bo mi potrzebny , mój już stary , zresztą w  sobotę  znowu wypłata .

 

Zdzicha : No a reszta ?

 

Pietrek : Musiałem dołożyć do kurtki . Nie tak dzisiaj kupić taką skórę . Musiałem tej co za

                        ladą dać …

 

Zdzicha : To nic ci nie zostało . Bez grosza jesteś ?

 

Pietrek : A to wiesz jak w gospodzie . Złożyli my się .Żeby odwrócić rozmowę od swojej osoby mówi do wchodzącej babki Dzwoniatko .

 

Babka Dzwoniatko : Pochwalony .

 

Pietrek : A na wieki . Jakie nowiny babko ?

 

Babka Dzwoniatko : A bo o Dereniach nie wicie ?

 

Zdzicha : Mycyje ! Z Boguszem się pobił Andrzej w świetlicy . Mocno Dereń Bogusza

                        ukaręcił . O Zośkę od Hecia . Bo się Dereń do niej przystawiał a ona zmówiona z Boguszem .

 

Babka Dzwoniatko : Zmówiona z Boguszem ale świadczyć będzie za Dereniem .

                        Już tam stary Dereń z pieniędzmi poleciał i Zośka mówi godo , że nic nie widziała , bo ciemno było  i nie wie kto Mańka Bogusza sztachetą …

                        A do Boguszów z Dereniów pieniędzmi derechtor Kółka poleciał .

                        A Bogusze mówią tak : kupicie Mańkowi emzetkę i skórę na ubranie

                        to i sprawy nie będzie .

 

Sowina : Co wartuje to i kosztuje …

 

Babka Dzwoniatko : Co to dla Dereni . Teraz się stary wbudował w grunt Niduszczakowej

                        Co mu tam Niduszczakowa . Koparkę sprowadził dół wydarł a Niduszczaczka

                        jak to zobaczyła wskoczyła do tego dołu położyła się ręce rozczapierzyła

                        i woło : zasypcie mnie tu zabetonujcie . I wicie co zrobił Andrzej ? Wskoczył   do tego  dołu i przykrył ją ortalionem , co z siebie zdjął . Mówi : delikatnie ją

                        przykryłem , żeby broń Boże gdzieś jej ręką nie dotknąć , boby mogła    skarżyć żem ją uszkodził . Leżcie se tak ciotko mówi , pod spodem będzie  wam cieplej .

 

Zdzicha : I co ?

 

Babka Dzwoniatko : I nic . Przyszedł  Dranka ten urzędnik z gminy , pooglądał i mówi :

                        załatwcie se to jakoś … i poszedł . Tyle nawojowała .

Pietrek : To tyle macie dzisiaj nowin ?

 

Babka Dzwoniatko jakby zawiedziona : A ino ! Tyle , że sarnę na rolach zabiło . Jeżdżą te

                        samochody jak wariaty .

Pietrek na siłę kontynuuje rozmowę : Trza było podnieść . Sarnina .

 

Babka Dzwoniatko : A dadzą to ludziom zjeść ? Zara milicja przyjechała i zabrali . Już tam u milicjantów smażone piecone …

Pietrek : Byłaby sarninka …

 

Babka Dzwoniatko : Nie bój się . Jadłam i sarninę .

 

Pietrek : Eee …! Godocie !

 

Babka Dzwoniatko : A co myślisz ? Przed wojną , jeszcze tą światową pierwszą to ciężko  się żyło . Mieszkali my wtedy przy samym lesie i z lasu my żyli . Aż się ludzie

                        we wsi śmiali , że jak ojciec chce drzewo z lasa ukraść , to mama mu siekierę bez okno podaje . Bodnie my robili , stępy , warzechy my robili i na  jarmarkach sprzedawali .

 

Sowa : Pewnie mietły też  ?

 

Babka Dzwoniatko : A nie śmiej się , bo z bidy wszystkiego się człowiek czepia .

 

Pietrek : To z tegoście tę sarninę jedli ?

 

Babka Dzwoniatko : A jakbyś powiedzioł . Pojechali my wtedy na taką porębę gdzie brzoza   i olcha rosły młode po gałęzie . Przyjechali my tam , mało wiele porobili , a tu

                        koń choć spokojny zacyno się płoszyć i z wozem chce uciekać . Tato za lice  chwycił mówi wilk tutaj gdzieś jest i łap za widły . Tprrru ! Stój ! Patrzymy

                        a tu sarna leci a za nią wilk . Nieduży , mniejszy od waszej Azy wyleniały ,

                        a ta sarna jak nas zobaczyła to skręciła ku nam i padła pod wóz . Łzy jej

                        ciekną z oczu , osłabła tak , że my ja głaskali a tyn wilk chodzi dookoła

                        i nie chce ustąpić . Ale tata przywalił obuchem siekiery o drugą siekierę

                        i wtedy się spłoszył .

 

Zdzicha przejęta : No to babko trza było ją wziąć i puścić bliżej wsi bo tak to ten wilk by na  nią zaczekał .

 

Babka Dzwoniatko : Ano ! Wzięli my ją na wóz , rogożą okryli , gałęziami przykryli żeby

                        leśny nie wyczuł i do do mu !

 

Zdzicha : Czegoście się bali leśnego przecieżeście sarnę zratowali !

 

Babka : Cośmy mieli się nie bać ? Przecież jej tata zaraz po łebie dał obuchem siekiery .

 

Zdzicha : Aleście ludzie ! Matko Boska ! Przecie do was przyszła po ratunek ! Nie żal wam   było ?

 

Babka Dzwoniatko : A żol …! Ale tyle mięsa też żol .

 

Sowina zdegustowana : Spod siebie byście zjedli !

Babka Dzwoniatko : Tak wtedy było . Nie poszedłeś do sklepu i dorsza albo konserwy

                        nie kupiłeś . A i nie było za co .

 

Sabina podchodzi do okna patrzy na podwórze .

 

Sabina : O wypuścili dziecko ! Pewnie zdjęli ze stołu i wypuścili . Bidne to .

 

Pietrek : Nie był na stole tylko na swoim materacu leżał . Przecie żem tam był .

 

Sabina z wściekłością : To franca nie matka . Dziecko nawet do przebrania nic nie ma .

                        W jednych rajtuzkach go przywiozła i w jednych buciętach .

 

Zdzicha :  Wicie co ciotko ? Nie wtrącajcie się , bo nie wasze .

 

Sabina z westchnieniem i rezygnacją : Ano nie moje .

 

Kurtyna .

 

Koniec aktu pierwszego .

 

 

 

                                                           AKT II

 

 

                                                           Scena 1

 

Podwórze gospodarstwa Sowów . Z pola wraca ciotka Sabina . Niesie przed sobą pełen zieleniny kosz tak zwaną kosarkę . Głaska stojącego w bramce psa . Unosząc kosz przechodzi przez bramkę . Rzuca kosarkę na ziemię , podchodzi do okna starej chałupy ,

zagląda .

 

Ciotka Sabina do siebie : Znowu go franca posadziła i gdzieś ją diabli ponieśli . Czego

                        on płacze ? Głupio się pytom , bo ja bym też płakała jakbym musiała

                        cały dzień na stole siedzieć .

 

Grześ zobaczywszy ją schodzi ze stołu i wychodzi na podwórze .

 

Ciotka Sabina : Znowu cię ta twoja mama posadziła na stole ?

 

Grześ patrzy na nią , nic nie mówi , mierzwi mokre włosy na głowie . Ciotka Sabina pochyla się nad nim :

 

Ciotka Sabina : A ty co ? Gdzie żeś głowę umaczał ?

 

Grześ : A bo Aza …

 

Ciotka Sabina : Co Aza ? Coś ty zmalował ? Gdzie mama ?

 

Grześ : Pojechała z Pietrkiem na motorze... A ja …

 

Ciotka Sabina : Co ty ?

 

Grześ : Siedziałem długo na stole a potem wyszedłem .

 

Ciotka Sabina : I co ? Gdzie żeś się tak zmoczył ? - obmacuje go -

 

Ciotka Sabina : Matko boska !  Przecie żeś cały mokry .

 

Grześ : A bo Aza …

 

Ciotka Sabina : Chodź tu Aza ! - do siebie – ta też cała zmoczono !  Co wyście tutaj   wyprawiali !?

 

Grześ : Bo Aza przyszła i do mnie zaglądała . Dałem jej herbatnika …

 

Ciotka Sabina : To … No … Te herbatniki , co cię mama nimi karmi , to w sam raz dla Azy... Czegoś taki mokry ?

 

Grześ : Aza latała i wyszedłem do niej . I poszliśmy na łąkę , do potoku .

 

Ciotka Sabina : Matko boska ! Wiesz , że ci tam nie wolno chodzić ?  Będziesz ty miał !

 

Grześ zaczyna płakać . Ciotka pochyla się , patrzy na niego i maca jego spodenki .

 

Ciotka Sabina : No chodź , trza cię przebrać , bo cię jaka chorość chyci  . Chodź ! Nie !

                        Czekaj tu , znajdę ci jakiś łach . 

 

Wchodzi do starej chałupy i za chwilę wychodzi niosąc spodenki i koszulkę .

 

Ciotka Sabina : Cały stół mokry . Musiałeś ty się dobrze chlapać , a ta twoja mama , to nic ci nie wzięła , tylko to ci znalazłam . Chodź , owinę cię pledem .

 

Grześ : Bo tam jest taka trawa i się na niej poślizgnąłem  i wpadłem do potoku i Aza mnie

                        wyciągnęła .

 

Ciotka Sabina : Aza ?

 

Grześ ; Za ogon ją trzymałem i tak żeśmy wyszli na łąkę .

 

Ciotka niecierpliwie : Chodź , to cię przebiorę i jeszcze w pled owinę . Dawno tak siedzisz ? 

 

Grześ : A dawno … Zmarzłem i jeść mi się chce .

 

Ciotka Sabina : Nie puszczę cię głodnym . Nie bój się . Tylko cię przebiorę .

 

Bierze Grzesia za rączkę i prowadzi . Pies kładzie się przy drzwiach starej chałupy .

 

 

                                                           Scena 2

 

Ciotka Sabina z Grzesiem na podwórzu . Siedzi na ławce pod oknem . Grześ przebrany i owinięty pledem siedzi jej na kolanach . Przez bramkę wchodzi matka Piotrka i Zdzicha .

 

Zdzicha : Znowu ciotka bawisz ? 

 

Sabina : A co mam robić ? Zostawili dziecko żeby se przez okno wyglądało ! Ile tak można siedzieć na tym stole ? Wyszedł i z Azą poszedł do potoku . Skąpał się z głową . Mówi , że go Aza wyciągnęła. Za ogon się trzymał.

 

Matka Pietrka : Dobrze , że się nie utopił . A gdzie ona jest ?

 

Sabina : Mały mówi , że z Pietrkiem pojechała .

 

Matka Pietrka oburzona : To już panien we wsi nie ma ?! Tylko tę … No nie powiem …

                        Wozić ? !

 

Zdzicha : Wozić ? Ja tam wiem jak to wożenie wygląda . Trawę wygnietli .

 

Sabina :  Taka to z każdym legnie … A co tu gadać przy dziecku ...Szukałam co do przebrania , żeby po tej wodzie nie zmarzło . Jedną koszulinę znalazłam

                        i spodenki . Reszta wszystko ugnojone . Jakbym jej nie powiedziała

                        toby nie wyprała . Nic , tylko jej wstydu narobię i kupię chłopakowi co dziecinnego . Teraz to wszystko tanie .

 

Sowina zjadliwie : Pewno ! Jak już żywisz to i ubieraj !

 

Sabina przygarnia chłopca : Jak żywię to z mojego . A jak kupię co to przecież nie z twoich pieniędzy .

 

Zdzicha : A Pietrkowi tobyś mama co powiedziała .

 

Stukot zbliżającego się motocykla . Cichnie i na podwórze wchodzi lokatorka trzymając dwa kaski w ręku . Widzą zgromadzone kobiety mówi dzień dobry i kładzie kaski na ławce pod oknem starej chałupy . Patrzy na Grzesia owiniętego pledem jakby zdziwiona a tymczasem wchodzi za nią Pietrek zmieszany .

 

Sowina : Mówiłam ci żebyś szalik wzion  jak na motocyklu jedziesz .

 

Pietrek kaszle , wyciąga paczkę papierosów , bierze jednego i zapala .Zaciąga się wydmuchując dym . Jest zmieszany .

 

Lokatorka : Grzesiu ! Chodź tutaj . Czy mama ci nie mówiła , żebyś siedział na stole

                        i patrzył przez okno . Całe podwórze byś widział , i kurki i Azę .

 

Sabina odwija pled a chłopak niechętnie schodzi z kolan Sabiny i powoli zbliża się do matki .

 

Lokatorka : I bosy jesteś  -z wyrzutem do Sabiny – może się dziecko przeziębić .

 

Sabina : To niech pani znajdzie jakieś buty dla niego w tym pani bałaganie .

 

Lokatorka : Przecież w bucikach go zostawiłam .

 

Sabina : Tyle , że buciki zmoczył , a drugich nie ma . Postawiłam na piecu to wyschną .

 

Lokatorka  dotyka zmierzwionych włosów Grzesia  : Mama ci mówiła ...Miałeś siedzieć i nie zawracać pani Sabinie głowy .

 

Sabina : Co mi tam on przeszkadza ? A pani toby dziecku co do ubrania kupiła , bo tylko jedne spodenki i koszulkę znalazłam i to brudne , a przecież dziecko przebrać było , bo się zmaczał .

 

Lokatorka : Zmaczał ? Dotyka głowy Grzesia .

 

Sabina : A ino ! Z psem poszedł do potoku to się i zmaczał ! Już jest suchy i najedzony .

                        Głodny był...

 

Lokatorka podniesionym głosem : Miał herbatniki i mleko …

 

Sabina : Co to za jedzenie herbatniki …

 

Lokatorka zdaje się nie słyszeć tego co mówi Sabina , łapie dziecko za ramię mówi z wściekłością i naciskiem : Czy mama ci powiedziała , żebyś nie wychodził … Miałeś   siedzieć w domu ?

 

Grześ roztrzęsiony płaczliwie : Miałem …

Lokatorka : Ty nieznośny bękarcie ! Miałeś i nie siedziałeś ! Rozgląda się , łapie leżący przy drzwiach pręt i Grzesia za rękę .

 

Dziecko krzyczy :  Mamusiu ! Mamusiu ! Już nie będę !

 

Kobiety zmieszane ta sceną ruszają w stronę nowego domu . Sabina zostaje i patrzy na Grzesia .

 

Sowina wraca łapie ją za rękę i widząc że rusza w stronę lokatorki krzyczy z wściekłością :  Czyś ty się ciotko z głupim na łeby pomieniała !

 

Sabina wydziera się jej , odpycha .

 

Grzesiu bity prętem po plecach i nogach wrzeszczy : Mamusiu ! Nie bij Grzesia !  Mamusiu ! Zsikałem się ! -Przykuca .

 

Sabina dopada lokatorki , odrzuca ją od dziecka .

 

Sabina : Ty wywłoko ! Ty wycieruchu ! Ty dziaduwo !

 

Podnosi dziecko z ziemi , tuli do siebie . Grześ łka .

 

Do Pietrka : A to we wsi panien nie ma tylko byle kogo wozisz ?!

 

Pietrek wściekły : A wam ciotko gówno do mnie ! Wożę kogo chcę !

 

Lokatorka natychmiast się zmienia .

 

Lokatorka : Ależ pani Sabino ! Ja jestem taka nerwowa ! Ale przecież ja to dziecko

                        kocham !  Nie na wszystko mu pozwalam , ale kocham ! Chwyta znowu Grzesia , całuje . No , pocałuj mamusię ! Pocałuj ! Już więcej nie będziesz!

                        Prawda !

 

Grześ : Nie będę .

 

Sabina zbliża się do lokatorki i patrzy jej w oczy .

 

Sabina : Dziecko to i pies potrafi zrobić a suka ukocić ! Tylko potem nie zawsze komu jest

                        uchować . Odwraca się i idzie za Sowiną i Zdzichą .

 

Pietrek stoi . Cisnął papierosa i oddrapuje odcisk na dłoni .

 

 

 

 

 

                                                           Scena 3

 

Izba w nowym domu . W izbie matka Pietrka , Pietrek ,ciotka Sabina i babka Dzwoniatko  a z dworu wchodzi Zdzicha niesie słoik w którym zaniosła mleko do lokatorów . Sabina patrzy na nią wyczekująco , a gdy ta kładzie słoik do miednicy , żeby go umyć pyta .

 

Sabina : No i co ? !

 

Zdzicha : A co ma być ? Ten brodaty przyjechał pierwszym autobusem , zwalił się w łóżko

                        i śpi . A Pietrek wrócił nad ranem .

 

Matka : Nad ranem ? Gdzie był ? Przecież gospodę zamykają na noc .

 

Zdzicha : Ty mamo jesteś wczorajsza  albo dzisiejsza ! Życia nie znasz ! U niej był …

                        Uuch ! Jakbyś kiedyś dziewką nie była i w komorze nie sypiała .

 

Matka : Niewstydnik ! A ona to bez hunoru … ! Przecież by się choć na ludzi oglądnęła …

 

Sabina  z wściekłością : Co mi tam gadasz o tej francy ! Taka to z każdym legnie I O dziecku gadaj !

 

Zdzicha : A wy ciotko , to czepiłaś się tego dziecka , jakby się tu ulęgło .

 

Sabina ciszej : Zmoczony wczoraj był . Trzęsło go i kichał .

 

Zdzicha : Kichał to kichał … Teraz leży na tym swoim materacu , przykryty kocem z rękami

                        i oczy mu łzawią . Może się i zakatarzył .

 

Matka : Trza się ich pozbyć ! Niech zapłacą tę resztę co mieli zapłacić i niech się zabierają w kibiny . Ten brodaty mizerota pewnie pieniądze przywiózł . Cały plecak

                        tego ziela i dwa pudła z dychtury  wywiózł .

 

Zdzicha : Pietrek tam z nimi gwarzy , niech im powie co i jak . Płaćcie i jedźcie . Ten  brodaty to jak jaki diabeł .  Kiedyś podglądnęłam ich wieczorem . Okno  zasłonili tym szalem co ona się owija ale co to za zasłona ! Naftówkę                              postawili na stole  , ona se siadła wyciągnęła rękę , gumą se owinęła wyżej

                        łokcia a on jej zastrzyk . Całą strzykawkę jej wywalił  czegoś co ze szklanki  brał . Nie lubowało jej to bo się rozkaszlała i w poprzek łóżka położyła .

 

Matka : Pewnie choruje kobita . Bo tak po prawdzie to mało wychodzi , tyle co z Pietrkiem .

                        Motorem gdzieś na Święty Michał pojechała i do Wiśniowej …

 

Zdzicha : Ale ! Choruje ! Ja tam wiem jak ona choruje ! Chora na bachora !

 

Babka Dzwoniatko : Dziwne ludzie . On łazi za chabaziami a una loto po wsi .

 

Pietrek : Co też babko gadacie . Gdzie loto ?

 

Babka Dzwoniatko : Kiedysi tom ja nawet na cmentarzu spotkała . Oglądała se groby .

 

Sabina : Pójdę zaglądnę do niego .

 

Zdzicha : Oj ciotko ! Nie łaź po kominkach . Oni cię tam lubią  jak psy dziada w ciasnej   ulicy .

 

Sabina nic nie  mówiąc macha ręką jakby się oganiała wychodzi .

 

Sowina załamuje ręce  : Mój ty Boże święty , ale mamy te żniwa !

 

                                              

                                                           Scena 4

 

Izba w starej chałupie . Lokatorka leży na łóżku , patrzy w sufit . Grześ leży na swoim nadmuchiwanym materacu przykryty kocem  ze schowanymi rękami . Wchodzi Sabina .

Lokatorka patrzy na nią , nic się nie odzywa .

 

Sabina  zwraca się do Grzesia : No , jak ci tam ?

 

Grzesiu : Główka mnie boli i zimno mi …

 

Lokatorka  jakby Sabiny nie było w izbie : Idź ty ode mnie , niegrzeczny jesteś ,  nieznośny ! Jak właziłeś do wody to ci nie było zimno ?

 

Grzesiu : Ubierz mnie . Kaszle

 

Lokatorka przenosi wzrok na Sabinę , która otwiera i zaciska pięści .

 

Lokatorka : Będzie tu siedział do wieczora za karę , żeby pamiętał .

 

Grześ kicha i rękawem wyciera nos : Mamusiu zimno mi .

 

Lokatorka : Po co zlałeś się w majtki ?

 

Grześ : Ja nie chciałem … Już nie będę …

 

Sabina : Przecież dziecko gołe leży pod tym kocem . Nie ma pani jakich rajtuzek ?

 

Lokatorka : Rajtuzki schną ...A pani niech się tu nie wtrąca , bo to moje dziecko i ja za nie

                        odpowiadam …

 

Sabina milczy , ale lokatorka widocznie coś skalkulowała bo mówi już łagodniej : Ja sama

                        jestem chora i serce mnie boli … A zresztą jak pani chce , to niech pani go bierze …

 

Sabina z ulgą : Widzi pani jak bez nos mówi . W nocy pod tym kocem to on ino przemarzł .

                        Chodź maloto . Dam ci mleka z czosnkiem i masłem to zaraz ci będzie  lepiej . 

 Sabina bierze chłopca na ręce , mówi z niepokojem : Coś on za bardzo gorący .  Przyniosę termometr od Wójcika i zmierzę mu gorączkę .

 

Lokatorka : Kicha to kicha …! Nieraz już kichał . Nic mu nie było … Zresztą dajcie mi  wszyscy spokój  - odwraca się do ściany i nakrywa śpiworem .

 

Sabina wychodzi z Grzesiem w ramionach .

 

 

 

                                                           Scena 5

 

Noc . Izba w nowym domu . Świeci się lampka przed świętym obrazem . Cisza. Nagle rozdziera ją gwałtowne szczekanie psa i drapanie w drzwi . Do izby wskakuje ojciec Pietrka . Wściekły, zapieniony . Jest w białych kalesonach  z troczkami plączącymi się wokół kostek .

 

Ojciec Piotrka ryczy : Kurwa jego mać ! Jutro kamienia wezmę u szyi uwiążę i do bełku na  potoku ., tam gdzie głębiej  !  Już dawno mówiłem kupić porządnego psa

                        a to albo powiesić , albo utopić !

 

W miarę jak ojciec Pietrka wrzeszczy , izba zapełnia się domownikami . Pierwsza wpada

przez drugie drzwi ciotka Sabina w flanelowej nocnej koszuli , potem matka Pietrka też

w takim przebraniu , za nią Zdzicha w spodniach w pasy od piżamy i halce wypuszczonej na te spodnie z oberwanym wiszącym koronkowym dołem , a na końcu Pietrek w granatowych spodenkach gimnastycznych i rozpiętej dziennej koszuli , mierzwiący włosy .

 

Sabina do miotającego się Sowy : Czego się drzes stary capie ! Przecież ona szczeka i drapie żeby jej otworzyć . Coś się stało , może się pali gdzie ?!

                        - Sowa przytomnieje i cichnie . O Maryjo ! Przecież tam dziecko płacze !

                        Grześ ! - wypada przez wyjściowe drzwi  i za chwilę wnosi Grzesia

                        ubrudzonego ziemią z ubłoconymi bosymi stopami .

Sabina : Deszcz pada , a ten stoi , psa się trzyma . Jakby nie ta Aza , toby tam  skapiał  na tym zimnie ! Matko boska ! Zdzicha ! Dawaj jaki ręcznik . Wezmę  go do siebie ! Przecież to chore ! Jeszcze przedwczoraj wieczór miał  trzydzieści osiem . Mliko z czosnkiem mu dawałam i z masłem . A ta franca przyszła i go zabrała ! To jest matka ?! To jest miastowy wyciruch , a nie   matka ! Zdzicha narzuć co na siebie i weź latarkę ! Idź tam do nich !

                       

Owija Grzesia ręcznikiem , wyciera pakuje na ślubanek , owija mu stopy .

 

Zdzicha sennie : A co mnie ciotko to obchodzi ? Pewnie śpią twardo !

 

Sabina : Grzesiu , dlaczego nie wołałeś mamy ? !

 

Grzesiu : Mama śpi , chrapie , nie odzywa się !

 

Sabina  : A tato !

 

Grzesiu : Tata mnie odepchnął aż krzesło wywróciłem . A mnie boli tu – dotyka piersi

                        poniżej szyi .Zakaszlał i w tym kaszlu rzuciło go na kolana i wtulił głowę w poduszkę  . Ciociu ratuj ! - klęczy na łóżku głowę wtula w poduszkę , znowu

                        kaszle .

 

Sabina : Idź Zdzicha , przyprowadź ją ! -

 

Zdzicha : Ażeby ich pokręciło ! - narzuca pled , bierze latarkę i wychodzi . Wraca za chwilę 

 

Sabina : No i co ?

 

Zdzicha zniechęcona : Śpią , ani ich dobudzić ! On coś mamroce , ona z gołym dupskiem  leży  porozkrywana , ośliniona na gębie … Ani nic nie powie do ściany się obraca  . Złapałam tego brrr chłopa za ramiona , posadziłam na łóżku

 kiwa się , nie dogadać się z nim . Spili się bimbrem czy co ?

 

Sabina : Trza by zadzwonić z posterunku na pogotowie .

 

Sowina : Jak kto jest na posterunku . A ja myślę , że to z tych zastrzyków co se walą …

                        Ja tam idę spać !

 

Sabina : Likarz w Bukowie , pielęgniarka w Chodczy , aptekarka w Bukowie .

                        A ile to się nagadali , napyszczyli na tym zjeździe co w Warszawie . A ile

                        się gazety napisali . Co tylko do sracza człowiek poszedł to czytał :

                        zielone światło dla rolnictwa .

 

Pietrek dalej miętosi włosy : Chłopy to mówią w gospodzie że jest zielone światło dla  rolnictwa , ino ktoś żarówkę wykręcił . Ja tam idę spać .

 

Wszyscy powoli się rozchodzą . Grzesiu znowu klęczy i opiera się głową o poduszkę

kaszle .

 

Sabina rozkazująco : Zdzicha zdejmuj bańki z szafy . Postawię mu , bo go ten kaszel

                        udusi .

 

Grzesiu : Ciociu... Ciociu … Lub Grzesia …

 

Sabina : Lubię cię , lubię , ino leż spokojnie jak ci będę bańki stawiała .

 

 

                                               Scena 6

 

Ranek . Nowy dom . Brodaty stuka do drzwi i wchodzi .

 

Brodaty : Dzień dobry pani Sabino .

 

Sabina już wstała i karmi Grzesia . Odwraca się i obrzuca brodatego wrogim spojrzeniem .

Nie odpowiadając na pozdrowienie mówi :

 

Sabina : Wie pan co ?!  Takich rodziców jak wy , jak ta pańska żona czy nie żona

                        i jak pan , to ja bym wieszała , na suchej gałęzi , za nogi ! Za nogi !

 

Brodaty mówi rozwlekle i powieki mu opadają jakby mu się spać chciało .

 

Brodaty : Ach pani Sabino... Lubi pani Grzesia , to się pani nim przejmuje , a on to                               wykorzystuje  .

 

Sabina z wściekłością : Wykorzystuje ?!  Wykorzystywać to powinien ojców , a nie na stole                całymi dniami siedzieć i na świat za oknem spozierać . Wykorzystywać !

                        A do lekarza to nie ma komu dziecko zanieść !

 

Brodaty : Przecież byliśmy na początku tej jak to pani nazywa choroby …

 

Sabina : Ino czekać się wam w kolejce nie chciało , tylko jakieś tabletki kupiliście …

 

Brodaty : Skąd pani wie co robiliśmy ? Przecież w ośrodku byliśmy i u lekarza też .

 

Sabina : Mioł pies chołpe z kuminem ?! Tak żeście u lekarza byli , jak pies mioł

                        taką chołupę  !  Aspirynę żeście tylko kupili .

 

Brodaty : No , ja sobie z Grzesiem porozmawiam , żeby więcej na rodziców nie donosił .

                        Co w domu , to komu …

 

Sabina : Niech mi pan tu nie ćmi  , a tknij pan dziecko , to tej zasranej brody pan nie będzie miał . Długo panu będzie odrastała .

 

Brodaty : To ja bym go wziął .

 

Sabina : A buty mu pan przyniósł  ? ! A zresztą bańki miał stawiane . Dobrze , że go pies przyprowadził i nas pobudził  .

 

Brodaty : Spaliśmy twardo …

 

Sabina : Zostaw pan dziecko , bo teraz będzie spać . Po bańkach trza choć trzy dni siedzieć w domu i dobrze się okrywać . Najgorzej bańki przeziębić !

 

Brodaty trochę bezradnie a trochę niecierpliwie : No to co mam robić ?

 

Sabina : Sprowadzić lekarza …

 

Brodaty : To kosztuje …

 

Sabina : O , wylazło szydło z worka . Ale to panu powiem jak kto jest dziadem , to niech nie robi dzieci !

 

Brodaty : Widzę , że się z panią nie dogadam .

 

Sabina : A nie ! Ani pan ani ta pańska żona czy nie żona .

 

Brodaty odwraca się i odchodzi . Zatrzymuje się przy drzwiach i mówi do Sabiny ;

 

Brodaty : My byśmy już chcieli jechać , ale żona się z tego wszystkiego rozchorowała.

                        Serce ja boli , jak tylko przyjedziemy do Krakowa , to zaraz musi pójść do kardiologa  .

 

Sabina : Jak wy chorujecie , to my to w domu wiemy . Wczoraj w nocy żeśmy  widzieli .

 

Brodaty bierze za klamkę , naciska .

 

Sabina z determinacją : I zapłaćcie co , bo wstyd … Gdyby nie to dziecko , to  byście już dawno byli w autobusie  , bo drugich takich głupich to byście

                        tu w całej wsi nie znaleźli .

 

 

 

 

                                                           Scena 7

 

Izba w starej chałupie . Pietrek , Lokatorka , Brodaty . Na scenie podobny wystrój jak

akt I scena 9 .

 

Lokatorka : Panie Piotrusiu może kawki … A może kanapeczkę z rybką ? Widzi pan , my zbieramy się do wyjazdu , bo pańska ciocia bardzo niegościnnie z nami postępuje i już dawno byśmy wyjechali , a tu takie komplikacje zachodzą .

 

Pietrek : Co zachodzi to zachodzi . Ja się tam do ciotki nie wtrącam . Staro chałupa jest jej...

 

Lokatorka : Ale przecież pan jest po naszej stronie …

 

Brodaty : Dziecku praktycznie nic nie jest  , a ona się z nim cacka i przez to nie możemy  wyjechać .

 

Pietrek : Kaszle i ona wybiera się z nim do ośrodka zdrowia . Ja tam z kaszlem do  doktorów nie latam , ale ciotce się ubzdurało i dzisiaj poleci do ośrodka .

 

Lokatorka : No , nie o takich komplikacjach mówiłam . Krzywdy mu tam pańska ciotka nie zrobi  a chce iść do doktora to jej sprawa . Krótko mówiąc mąż znowu nie przywiózł  pieniędzy . To znaczy przywiózł ale nie tyle , żeby od razu                             wszystko wypłacić .

 

Brodaty : Jak na złość , rektor wrócił , ale znowu kierowniczka kwestury wyjechała do Francji . Córkę tam ma i ta akurat zachorowała . Za dwa , trzy tygodnie wróci

                        a teraz nie ma komu podpisać .

 

Lokatorka  kiedy Brodaty odwraca się do okna mruga do Pietrka i lekceważąco pokazuje

na Brodatego .

 

Lokatorka : Zdrowie pana ! - trąca  fajansowy kubek Pietrka swoją szklanką . Zdrowie pana  panie Piotrusiu . Niechże pan nam powie  co my w tej sytuacji mamy robić ? Czekać nie możemy bo męża na uczelnię ściągają , wykłady się wnet

                        rozpoczynają …

 

Brodaty : A część prób jeszcze nie przebadana . Nie rozerwę się …

 

Lokatorka : Musisz to rektorowi powiedzieć . Z twoim wykształceniem i zdolnościami to  wszędzie znajdziesz pracę  . Ale wracając do pieniędzy : damy panu czterysta złotych , resztę pan może  za nas założy ?

 

Pietrek : Czego ...nie  … Mogę założyć ….

 

Lokatorka : No właśnie … Damy czterysta złotych i zostanie sześćset , po wypłacie z  kwestury natychmiast panu prześlę … Jak to dobrze , że trafiliśmy na  dżentelmena...Bo pan jest nim w każdym calu... Ale co ja plotę , zdrowie  panie Piotrusiu  , przecież pan nas odwiedzi , przyjedzie na sobotę i  niedzielę …

 

Pietrek : W sobotę to robię . U prywatnego na budowie jak się spieszy , to w soboty się  robi , a czasami w niedzielę też . Ale na niedzielę mogę przyjechać .

 

Lokatorka : No i cudownie . Pochodzimy po kawiarniach . Pożyje pan trochę w mieście .

                        Zaraz panu karteczkę dam – do Brodatego : wziąłeś wizytówki ? Nie ? Ach

                        ty z tą swoją sklerozą ! Najważniejsze to zapominasz . No nic ! Mam przecież  notesik , napiszę panu nasze dane i adres . Mówiłam pany , że łatwo do nas  trafić . Wyjdzie pan z dworca , i zaraz jest na wysokim domu  reklama                               Miraculum , przez „ce” w środku , pisze się miraculum . W tej sieni pod tą  reklamą  mieszkamy , już panu piszę , gdzie ja mam notesik …? - Lokatorka

                        znajduje notes , pisze w nim i wydziera kartkę . Daje kartkę Pietrkowi

                        No to zdrowie panie Piotrusiu !

 

Brodaty : Zdrowie .

 

Pietrek  grzecznie : Zdrowie ! Ile kropel ! - Pietrek podnosi się z krzesła .

 

Lokatorka : Już pan wychodzi ? Może jeszcze kanapeczkę ?

 

Pietrek : Muszę już iść , bo Kasztaleniec czeka . Jestem z nim zmówiony na robotę na  Jamnym  .  Do widzenia .

 

Pietrek wychodzi .

 

Lokatorka : No i co ? Sześć stów jesteśmy do przodu . Trzymaj się tylko mnie .

 

Brodaty ze śmiechem : Z babą byś tak nie załatwiła .

 

Lokatorka : Ciągną do mnie chłopy jak muchy do miodu .

 

Brodaty uśmiecha się .

 

                                  

 

                                               Scena 8

 

Izba w nowym domu . Grześ siedzi na ślubanku  otulony dookoła pierzyną . Sabina karmi go jajecznicą . Skończyła , wyciera mu buzię . W izbie przy kuchni matka Pietrka i Zdzicha .

 

Sabina : Muszę iść do ośrodka . Patrzcie , kaszel już go tak nie męczy ale na jednym  policzku  a na drugim blade liczko . I chrypi mu przy oddychaniu .

 

Sowina : Był ten mizerota brodaty , przyniósł jakąś koszulinę i spodenki . Jagem mu  powiedziała , że z dzieckiem trza do doktora , to postał , postał i poszedł .

 

Sabina : Teżem mu powiedziała , to powiedział , że na lekarza to trza pieniędzy . Sama

                        pójdę , nie ma rady .

Zdzicha patrzy w okno : Babkę Dzwoniatko tu niesie .

 

Sabina : A dobrze ! Bo nie wiem ile kosztuje , jakby tak doktora do domu zawołać ?

                        A babka wszystko wie .

 

Zdzicha : To go ojciec nie może zanieść ?

 

Sabina : Jaki to tam ojciec …! Widzicie jak się opiekuje … Koszulkę przyniósł ?!

 

Sowina : Mówi , że więcej nie mają , że się suszy , że więcej to się suszy .

 

Sabina : Przelecę do sklepu i kupię jaki łach . Przecież to tanio .

 

Zdzicha : A ino ! Żywisz ciotka , nocujesz a jak trza to i przyodziewę kupisz .

 

Wchodzi babka Dzwoniatko : Pochwalony .

 

Sowina : A na wieki .

 

Babka rozsiada się na ławie , rozkłada spódnicę .

 

Babka Dzwoniatko wytrzeszcza oczy na Grzesia , kiwa głową na boki , dziwi się .

 

Babka Dzwoniatko : To żeś to dziecko całkiem w harendę wzięła .

 

Sabina : A zachorowało przedwczoraj . Bańki mu stawiałam to go jeszcze w łóżku

                        trzymam .

 

Babka Dzwoniatko : Ano ! Lepiej mu ?

 

Sabina z rezerwą : Coś lepiej . Ale doktora chcę sprowadzić .

 

Babka Dzwoniatko : Nie bardzo un chce po wsi lotać .

 

Sabina : Przecież zapłacę .

 

Babka Dzwoniatko : Co wortuje to kosztuje . Wnucek Sylwek , był tera drużbą u Póbrata

                        Szkiełka , to mu zwolnienie było potrzebne . W Płytach wnucek robi . Na cały tydzień wzion , to i cztery stówki poszło . Un godo mówi , że co to cztery stówki  jak byle jaki chopok przy murarce śtyry stówki dniówki bierze .

 

Sabina : To ile trza dać kiedy do domu przyjdzie ?

 

Babka Dzwoniatko : W ośrodku to jak stówki nie dosz to jeszcze se nie siędziesz i buta

                        nie zdejmiesz to już masz recepke napisaną . Wnucek miał cały tydzień zajęty przy tym weselu . Swaszczyny , młodziny , wesele , poprawiny , przenosiny a i wszędzie trza wypić i na muzykę rzucić .

 

Sabina  z wściekłością : Mieliście powiedzieć ile doktor bierze , jak idzie do domu  a wy

                        ino kręcicie i mąt robicie !

 

 

Babka Dzwoniatko : No właśnie mówię . Wesele Póbrat urządził na sto por . Dwie świnie

                        i jałówkę zabili – cmoka językiem – smazone i piecone tam było . Ale to wam powiem , że Póbratów ktosi wyrychtował !

 

Sabina : Co też babko pleciecie . Jak wyrychtował ? Co wyrychtował ?!

 

Zdzicha rzeczowo : Bili się ?

 

Babka Dzwoniatko z pewnym zawodem : Nawet nie . Ale z pieniądzami , to teraz nie tak jak w przódzi , na czepiec się nie daje , tylko po miastowemu w kopertach  ludzie niesą i do przetaka wrzucają . I wziena Póbratka to licyć i wiecie co jej

                        wyszło ? W dwóch kopertach piniędzy nie było . Jak zemściła ! Bo dwie

                        świnie …

 

Sabina z rezygnacją : Sił już do was babko nie mam . No to ile dochtor bierze jak do

                        domu ? Z wami dogadać się trudno !

 

Babka Dzwoniatko : No mówię dwie stówki bierze jak do domu , a jak dojechać trza

                        jakby na Hornośnik to i trzy stówki – ze złością – a wnucek osiem stówek

                        jak psu w zadek !...

 

Sabina sięga na półkę nad ślubankiem wyciąga spod szmatek gruby pugilares .

 

Sabina : To ja idę …

 

Babka Dzwoniatko pouczająco : A nie spiesz się . Dochtor przed dziesiątą nie przyjeżdża .

 

Sabina siada , mnie w ręku pugilares . Wchodzi Pietrek drzwiami od pola . Nic nie mówi

patrzy po izbie siada na ławce .

 

Babka Dzwoniatko : Mizernie wyglądasz Pietrek …

 

Pietrek : A wy se pewnie babko śwarnego kawalira szukocie .

 

Babka z westchnieniem : Ej ! Żebyś ty mnie widzioł pięćdziesiąt roków nazad tobyś tak nie  godoł . Ani bym na takiego jak ty nie spojrzała . Nie roz pamiętom , śnig po pas , a kawalery pod chałupą stoją i nie takie jak ty , ino chłopy , że nimi los

                        możno walić .

 

Pietrek : To do was jak szpaki na czereśnie stadami …

 

Babka z przekonaniem : A walili ino mama nie puszczała . Wołali : Zosiu wyjdź do nos .

                        Nie ugryziemy cię !

 

Pietrek : Tłok tam był pod waszą chałupą , a pewnie dwóch przyszło .

 

Babka : Alem rano zawsze wiedziała ilu ich tam było .

 

Zdzicha ze śmiechem : Pewnie przez dymnik na dachu żeście liczyli .

 

 

 

Babka Dzwoniatko : Nie trza mi ci było po strychu się smykać . Ranom se tylko dziurki w   śniegu  policyła co powyiscywali .

 

Zdzicha z przyganą : Staraście , a głupoty się wam głowy trzymają …

 

Babka : A nie tylko głupoty . Miałam być u Niduszczakowej . Zawziena się i ometrę   sprowadzo , pomiary robić . Pójdę , pogadam z nią . Z Dereniami zadzirać

                        to jak z wściekłym psem . Bez rozumu chociaż wdowa . Odradzom jej ,

                        ale una zacięta . - babka wstaje – zostańcie z Bogiem – wychodzi .

 

Sowina która kręci się jak na węglach : Byłeś Pietrek u tych tam dziadów – pokazuje w kierunku starej chałupy .Dali pieniądze …

 

Pietrek : Dali . Osiem stówek dali .

 

Sabina : No to se nadawali !  Patrzy na zegar – to ja do ośrodka . A ty leż grzecznie !

 

Grześ : Ciociu …- podciąga pierzynę pod szyję .

 

 

 

                                               Scena 9

 

Podwórze . Stoją : Lokatorka , Brodaty z plecakiem wypchanym zieleniną na ramionach 

i dwoma pudłami tekturowymi równie przewiązanymi , Sowina  ,Pietrek , Zdzicha ,

babka Dzwoniatko , ciotka Sabina prowadzi Grzesia ubranego w różowy dres i niebieski skafander z kapturkiem .

Grześ : pożegnałem się z Azą , Gniadą , Burką i Łaciatą i z cielętami , świnkami i królikami

                        z kogutem i kurami .

 

Lokatorka niecierpliwie : Chodź , chodź turysto bo się spóźnimy do autobusu .

 

Bierze dziecko za rękę ,  którą trzyma Sabina i mówi do Piotrka : Niech pan pamięta

                        panie Piotrusiu i odwiedzi nas . Ma pan dokładny adres na karteczce .

                       

Pociąga dziecko a Grześ idzie lekko się opierając i odwracając głowę do  Sabiny która stoi z rękami opuszczonymi wzdłuż ciał i martwą twarzą .

 

Grześ : Do widzenia  ciociu !... Przyjedź do mnie !  Będę siedział w oknie i czekał …

 

Ciotka Sabina zrywa się nagle , dopada dziecka , które mocno trzyma Lokatorka ,

porywa w ramiona , mały obejmuje ją za szyję .

 

Sowina : Sabina czyś ty już zupełnie zgłupiała !

 

Lokatorka  trzyma Grzesia obydwoma rękami : Puść dziecko chamko !

 

Sowina: U nas to mówią : chama urodziła mama a panica  czarownica !

 

Lokatorka : Puść ! Chamko !

 

Zdzicha   zupełnie wściekła : To nie tak ! Chama urodziła mama  a  pana kurwa zajebana !

 

Sabina łkając : Zostaw mi go . Przyjedziesz po niego . Zima się zbliża . Znowu go nie  dopilnujesz …

 

Lokatorka syczy : Upilnuję lepiej niż ty tymi zagnojonymi łapami .

 

Zdzicha : Widzicie ją jaką to ma manikurę  !

 

Lokatorka sycząc : Puść . Jeszcze byś go wrzątkiem oblała !

 

Sabina drewnieje , rozluźnia uścisk ,

 

Lokatorka znowu trzyma dziecko za rączkę : chcesz mieć drugi grobik na cmentarzu ?

                        Wystarczy ci jeden - i mówi wyraźnie prawie skandując : Barbel Szylke !

 

Sabina stoi z martwą twarzą i opuszczonymi według ciała rękami . Jakby traciła siły ,

przysiada na stojącej za nią ławce .

 

Babka Dzwoniatko  z oburzeniem  : Zostaw Sabina francę … Przecież to jej dziecko !

                        To matka !

 

Sabina ukrywa twarz w dłoniach .

 

Zdzicha : Matko boska ! Pietrek , co ci jest ?!

 

Zrywa z płotu ręcznik i podaje Pietrkowi , któremu spod palców nakrywających usta pojawia się krew .

 

Zdzicha : Połóżcie go  trzymajcie ! Lecę do ośrodka po Kropińskiego . Podjedzie szybko .

 

Sabina oglądając się za znikającym w bramce dzieckiem : Przenieśmy go do izby !

 

Lokatorka od bramki tryumfalnie : Panie Piotrusiu ! Jak tylko pan wyzdrowieje niech się  pan do nas koniecznie wybierze . - znika za furtką .

 

 

                                                           KONIEC


Pin It