STANISŁAW GRABOWSKI


 

POKÓJ MIŁOŚCI


Sztuka współczesna


grafika niderlandzka 

 

Osoby:

Starszy, „ojciec” Młodszego, Grzegorz, ok. 63 l.

Młodszy, „syn” Starszego, Patryk, 33 l.

Maria Magdalena, matka Patryka i „żona” Starszego, ok. 55 l.

Piękna Nieznajoma, ok. 20 l.

Opiekun Marii Magdaleny i Pięknej Nieznajomej, ok. 40 l.

Bezdomny, pierwszy mąż Marii Magdaleny, ojciec Młodszego, Zenon, ok. 65 l.

 

Rzecz dzieje się w jednym miejscu i o jednym czasie.

    

 

            Scena powoli się rozjaśnia. Półmrok, za oknami światła ulicy. Otwierają się drzwi do pustawego mieszkania, wchodzi dwóch mężczyzn, Starszy i Młodszy, obaj w ciemnych garniturach i krawatach, białe koszule. Starszy jest wyraźnie zmęczony, smutny. Młodszy mocno wściekły, kipi energią. Do mieszkania pierwszy wchodzi Młodszy, Starszy za nim.

 

MŁODSZY No dobra, wpuszczę cię na piętnaście minut, na dwadzieścia. Cholerne jedne, jedyne dwadzieścia minut w twoim i moim życiu. Ostatnie.

STARSZY W porządku, nie piekl się, synu...

MŁODSZY Jezu, nie nazywaj mnie synem, nie nazywaj! Jezu, Jezu...

STARSZY A ty, nie wymawiaj imienia Jego nadaremno.

MŁODSZY No, nie trać czasu, patrz, chodź, oglądaj, dotykaj. Na dużo ci pozwalam. Możesz dotykać sobie co chcesz, a jak wyjdziesz, starannie tu posprzątam, zatrę twoje ślady, wyskrobię. Do szczętu i do imentu.

STARSZY W to akurat nie uwierzę.

MŁODSZY Masz dwadzieścia minut. Nie, miałeś dwadzieścia minut, masz już tylko dziewiętnaście.

STARSZY Dobrze, dobrze (chodzi po pokoju, rozgląda się) nic się tu nie zmieniło.

MŁODSZY A co się miało zmienić, no co? Zostawiłeś nas bez grosza, bez grosza. Byłeś i hop siup, i już cię nie ma, nie ma, nie było, skończyłeś się, odszedłeś w cień, a właściwie wpadłeś w czarną dziurą, skąd się nie wraca.

STARSZY Nieustannie starałem się o kontakt z wami.

MŁODSZY Kto, ty, o kontakt starałeś się, a niedoczekanie twoje, żadnego kontaktu, null, zero, nic, koniec, skończyło się.

STARSZY No właśnie.

MŁODSZY A właśnie, właśnie. Pogrążyłeś się nie tylko w moich oczach, ale i w oczach wujków, ciotek, twojego ojca, matki, sąsiadów, kolegów i kolesiów. Na zawsze.

STARSZY Sam wiem o tym.

MŁODSZY To skąd ta cholerna odwaga, by włazić z buciorami w moje życie, po tylu latach, w buciorach!

STARSZY No właśnie, zdjąłbym je, cały dzień w tych za ciasnych pożyczonych półbutach, zwariować można (siada, chce zdjąć buty, co Młodszy obserwuje zaskoczony, w końcu tego nie robi).

MŁODSZY Czy nie za swobodnie się czujesz? Patrz, jak to się zadomawia. No myślałem, wlezie mi z butami do środka, ale nie, on buty zostawi za drzwiami. Jaki delikatniś. Morderca! Zabójca!

STARSZY Nie krzycz, wysłuchaj mnie.

MŁODSZY A nie chcę, nie muszę, albo „nie chcem i nie muszem”.

 STARSZY Żartowniś jesteś.

MŁODSZY Cholernie nie mam ochoty na żarty. Żadne, zwłaszcza z tobą. Słuchaj, jak to jest – zabić, siedzieć pod celką, po latach przyjechać i patrzeć komuś w oczy. Zabiłeś moją mamę, nie!? Czy ojciec, który zabił pozostaje ojcem, czy to nie jest ta bariera, która odcina od niego na zawsze?

STARSZY To byłaby odpowiedź na paręnaście godzin, tego nie da się krócej opowiedzieć.

MŁODSZY Ale ja na szczęście nie będę tego słuchał, nie będę. Nie muszę. No, migiem rozglądaj się, macaj, dotykaj, wąchaj, bo to pierwszy i ostatni raz. Pierwszy i ostatni. Nigdy więcej nie przekroczysz tego progu. To będzie niemożliwe.

STARSZY Odsapnij, chłopie. Chcesz mnie zagadać, czy samego siebie? Pozwól mi na parę słów usprawiedliwienia.

MŁODSZY Ależ gadaj sobie, gadaj do ściany, do lampy, do obrazu skoro to miałoby ci pomóc, to w końcu twój problem, bo na pewno nie mój. Zresztą, dlaczego miałbym cię w jakikolwiek sposób dowartościowywać? Mordercę? Bandytę? Łotra? Łajdaka?! 

STARSZY Ale jeśli nie zechcesz mnie wysłuchać...

MŁODSZY Pewnie masz w zanadrzu jakieś bardzo rozsądne argumenty, bardzo mądre, które wymyślałeś latami w kiciu, w końcu miałeś czas się przygotować, dużo czasu, pewnie chciałbyś odegrać przede mną scenę pod tytułem „Powrót ojca marnotrawnego”. Dobre, nie? Odwróciły się role, nie? 

STARSZY No, nareszcie odzywasz się do mnie, coś mówisz, nie słyszałem cię od piętnastu lat. Nieraz zastanawiałem się jak będziesz wyglądał, jak mówił. Dzięki.

MŁODSZY Za wcześnie na te „dzięki”. Zresztą, chciałbyś żebym na pogrzebie skakał w górę z radości i wołał do ludzi: „Patrzcie tatuś, kochany staruszek, witaj, daj dzioba!”. Pochowaliśmy babunię, ale weselmy się, bo odzyskałem tatusia. Umarł król, niech żyje król! A ja go nie chcę odzyskać, ja go nie chcę znać. Ba, żałuję, że nazwiska nie zmieniłem w swoim czasie. Nawet imię trzeba było!

STARSZY Nie ja ci imię wymyśliłem.

MŁODSZY Śpiesz się, bo czas ucieka, został ci tylko kwadrans, akademicki kwadrans. Tyle co nic, a później wyjdziesz stąd dobrowolnie i na własnych nogach, choć gdybym zamachnął się na ciebie siekierą, pewnie bym dłużej niż ty nie kiblował.

STARSZY Znakomity pomysł. Zrób to, zabij mnie, zlikwiduj. Natychmiast. Jeśli ma ci to przynieść ulgę i spokój. Może oczyszczenie?

MŁODSZY Ulgi nic mi nie przyniesie. Nic. A twoja śmierć – to byłoby za łatwe, za dobre dla ciebie, by odejść ot, tak sobie, bez rachunku sumienia. Jeszcze musisz przegrać to i owo, jeszcze musisz doświadczyć klęski, jak każdy, jeszcze przed tobą syzyfowy trud, jeszcze ci muszą różni nakopać do dupy.

   Starszy chodzi po mieszkaniu, bierze do ręki różne przedmioty, ogląda je starannie.

MŁODSZY Oglądać możesz, ale nie myśl, że wyniesiesz stąd cokolwiek na tak zwaną pamiątkę, nie ma mowy.

STARSZY Naprawdę, niewiele tu nowego.

MŁODSZY Babka chorowała długie miesiące, rentę miała maleńką, co się dało wysprzedaliśmy na jej lekarstwa, banał, historyjka jak z „Przyjaciółki”. Pieniądze były też potrzebne na czynsz, światło, wodę, gaz, telefon. A jeść za co?

STARSZY Starałem się matce posyłać regularnie parę groszy.

MŁODSZY Nic o tym nie wiem.

STARSZY Szkoda, ale gdybyś ty miał pracę.

MŁODSZY Ależ chciałbym, chciałbym mieć, nie marzę o niczym innym, by regularnie się zatrudnić, ale znajdź mi pracę, bo ja nogi schodziłem, napisałem coś ze sto CV i co nic, gówno, bo co ja mam – średnie wykształcenie. Na dodatek nie rajcuje mnie ten wyścig szczurów, zresztą, jakie ja mam szanse? Jeden, co na starcie dostał milion od tatusia, ma dziś miliard, a reszta? Jakim kosztem, i w jaki sposób z miliona można zrobić miliard, i w jakim innym kraju? Oto jest pytanie. Cholernie ważne pytanie, ale u nas nikt takich pytań nie zadaje, albo inaczej – nie trafiają do tak zwanej opinii, do tych cholernych mediów, które można kupić za złotówkę, a ich wartość to waga papieru zużytego na druk. Tę szansę też mi załatwiłeś w 89 roku. Tę zasyfioną beznadzieję, którą rozpoczął wcześniej ów cudowny i niezapomniany skok przez płot w pewnym mieście nad morzem.

STARSZY Ja? Człowieku, przede mną się skarżysz? Nie jestem odgromnik.

MŁODSZY Mówię co mówię. Dokładniej twoje cholerne pokolenie, które wcześniej uwierzyło w płomień czerwonych krawatów.

STARSZY Mnie w to nie mieszaj, gdy płonęły czerwone krawaty miałem kilka lat. Za cały ten pieprzony świat nie mogę odpowiadać, no, nie mogę. Mnie tu od dawna nie było, a w więzieniu nie da rady stworzyć związku zawodowych kiblujących, choćbyś głosił najcudowniejsze hasła.

MŁODSZY Rzeczywiście, wybrałeś sobie ciekawy punkt widzenia i... siedzenia.

STARSZY To ma być dowcip? Kiepskawy jakiś.

MŁODSZY Nie chce mi się dowcipkować. Nie miałem ośmiu lat, kiedy zabiłeś moją matkę, dostałeś maksymalny wyrok, i oto wracasz, by mi przypominać tamtą chwilę, tamten dzień. Żeby cię ziemia nie nosiła! Bezczelny skurwysyn, ten co nasrał sąsiadowi na wycieraczkę, a później zapukał do drzwi i poprosił o papierek, to przy tobie neptek.

STARSZY Gdybyś mnie tylko wysłuchał... W końcu tyle listów do ciebie napisałem, fortunę wydałem na znaczki i koperty, a ty nigdy mi nie odpisałeś, ani jednego słowa.

MŁODSZY (podchodzi do szafy, otwiera drzwi, z górnej półki wylatuje sterta listów) Zobacz, żadnego listu od ciebie nie otworzyłem i nie pozwoliłem babci, nie wiem co tam pisałeś, skarżyłeś się, żaliłeś, nie wiem, nie chciałem wiedzieć i nie chcę wiedzieć, pewnie przepraszałeś mnie, użalałeś się, usprawiedliwiałeś, ba, błagałeś o litość, co?

STARSZY (podnosi listy, ogląda) Rzeczywiście, żadnego nie otworzyłeś, to ja je mogę zabrać.

MŁODSZY A nie nie, pisałeś do mnie, to należą do mnie i zrobię z nimi co zechcę, to znaczy spalę je uroczyście, do czego się przymierzałem od lat, a wiesz gdzie, na środku tej pustej nory, bo tu nie ma niczego, nic, tu można spokojnie rozpalić ognisko.

STARSZY Pamiętam, parę razy piekliśmy kiełbaski przy ognisku w lesie, łowiliśmy karasie. Zrywaliśmy czereśnie. Spaliśmy też w namiocie. Pamiętam burzę i jak zagrzmiał piorun, i jak przytuliłeś się do mnie, mały jasnowłosy chłopczyk.

MŁODSZY Jaki sentymentalny, do rany go przyłóż, ognisko w lesie, kiełbaski, czereśnie, burza, jasnowłosy chłopczyk… Tego wszystkiego nie ma we mnie. Nie istnieją wspomnienia, nie ma pamięci, nie ma niczego.

STARSZY Stale to powtarzasz, ale komu na przekór? Co chcesz zagłuszyć tym gadaniem? Gadasz i gadasz. Jak najęty. Komu dokładasz? Sobie?

MŁODSZY Tak będzie aż do zakończenia świata, a nawet jeden dzień dłużej.

STARSZY Wielki ból przez ciebie przemawia, wielkie rozczarowanie światem, wielkie rozgoryczenie, to nic nowego, ale mów, mów, wygadaj się do końca. Skąd on?

MŁODSZY No, ja nie mogę, on mi pozwala gadać, cholerny tatuś, morderca, zbrodniarz, pozwala mi się „wygadać”, cóż to za dobry i prosty człowiek. Nic tylko szpakami go karmili.

STARSZY „Bo tylko chwilę trwa gniew jego, ale życzliwość jego całe życie. Wieczorem bywa płacz, ale rankiem wesele”.

MŁODSZY Cholera, jaki cytaty!

STARSZY Wiesz skąd te słowa?

MŁODSZY Pewnie z jakiejś cholernie starej, grubej i zapomnianej książki.

STARSZY A jak powiem, że z Biblii?

MŁODSZY Ha, z Biblii. No, no, od kiedy ty podczytujesz Biblię?

    Słychać nagle dzwonek do drzwi. Chwilę patrzą zaskoczeni na drzwi, za którymi brzęczy dzwonek.

MŁODSZY Cholera, nie spodziewałem się nikogo. Ani dziś, ani jutro. Nigdy.

STARSZY Idź, zobacz, kogo tam przyniosło.

MŁODSZY Pewnie, że pójdę.

   Otwiera drzwi, próbuje z kimś rozmawiać.

STARSZY (zagląda mu przez ramię) Co się stało?

MŁODSZY Hola, człowieku, gdzie się pchasz!

STARSZY Wchodź pan.

MŁODSZY Ty!!! (ale milknie, kiedy widzi wzrok Starszego)

    Wchodzi jakiś nędznie ubrany mężczyzna. Milczy.

STARSZY No powiedz pan coś. Na przykład „Dzień dobry”.

    Bezdomny próbuje coś mówić, słabo go można zrozumieć.

STARSZY (do Młodszego) Jak zrozumiałem, zwolnili go z jakiegoś zakładu. Ma zaświadczenie (dłuższą chwilę ogląda wręczone mu pismo) Rzeczywiście, zwolnili go z zakładu psychiatrycznego. Ale kiedy to było. W sławetnym 89, w ubiegłym wieku. Rodzina miała się nim zaopiekować, ale jej nie odnalazł.

MŁODSZY Co nam do tego?

STARSZY Od tamtej pory tuła się po ojczyźnie naszej ukochanej. Szuka jakiejkolwiek pomocy, żeby ktoś wyciągnął do niego zwaną bratnią łapę.

MŁODSZY A kto nie szuka pomocy w tym kraju? To kraj wariatów, świrów, psycholi kompletnych. Jedni drugich szukają. Nie mój cyrk, nie moje małpy.

BEZDOMNY (mówi powoli, mocno zdenerwowany) Chciałem tylko prosić o kawałek chleba.

MŁODSZY Nie ma w tym domu chleba, ani kawałka, nie ma niczego, to niedobry adres dla pana, ale...

STARSZY Ale ja mam pieniądze (wyciąga sto złotych, wręcza gościowi). Proszę.

BEZDOMNY (oszołomiony sumą) Pan się pomylił. Takiej sumy ja nie widziałem od lat.

STARSZY Nie pomyliłem się. Bierz, bierz, bo się rozmyślę.

BEZDOMNY Taka suma...

STARSZY Bierz, skoro ci dają. Pewnie miałeś dom, żonę, dziecko, pracę, ogródek a może działkę, samochód... Ale straciłeś pracę, później zachorowałeś, a kiedy wróciłeś ze szpitala żona cię wygoniła, a pomógł jej kochanek.

BEZDOMNY To nie tak. Miałem żonę i synka, ale ich zostawiłem. Dla innej kobiety, a później zachorowałem, dokładnie mój umysł. Trafiłem do wariatkowa. Och! Moja choroba to nic specjalnego. Można z nią żyć. Ale bez opieki nie istnieję, ale w 89 powiedzieli, że byłem bezprawnie zamknięty i dlatego zwracają mi wolność, czyli inaczej mówiąc – wyrzucili na ulicę. I tak błąkam się od przytułku do przytułku. Wolny! Swobodny. Sam sobie sterem...

STARSZY (wkłada drugi banknot stuzłotowy do kieszeni Bezdomnego) Masz i to jeszcze.

BEZDOMNY Ależ...

STARSZY Mam, to daję. Prześpij się w tanim hotelu, wykąp się, zjedz obiad.

BEZDOMNY To potem będzie mi się śniło. Boję się raju. Różni mi go obiecywali, ale z ich obietnic nigdy nic nie wyszło.

MŁODSZY (do Starszego) Słuchaj, kogo ty przede mną chcesz odgrywać? Świętego Mikołaja? Co mi za scenkę pokazujesz? Nie pozwalam ci, słyszysz?

STARSZY (do Młodszego) Chwileczkę, rozumiem go lepiej niż ty.

MŁODSZY Ale nie jesteś u siebie, nie jesteś, nie zapominaj, że cię wpuściłem na parę minut.

STARSZY (nie słucha Młodszego) W tej szafie (pokazuje bezdomnemu) powinny być moje rzeczy, ubranie, buty, kurtka, jeśli się nie brzydzisz...

BEZDOMNY Ja...

MŁODSZY Cholera, może ja coś powiem...

STARSZY Mów.

MŁODSZY Zresztą (macha ręką)

    Starszy szuka w szafie ubrania, kurtki etc. I rzeczywiście znajduje. Pakuje to do kilku toreb plastykowych. Bezdomny przyjmuje, zabiera się do wyjścia. Młodszy w tym czasie zaczyna ćwiczyć karate!

BEZDOMNY Bóg zapłać, Bóg zapłać...

STARSZY (do Bezdomnego) Zaraz, a gdybyś tu się wykąpał, tu się przebrał? Zaoszczędzisz parę groszy, przydadzą ci się na później. To dobry pomysł, no!

MŁODSZY Oj rządzisz ty się, cholernie rządzisz... Nie pozwalam.

STARSZY Daj mu szansę. Woda, kąpiel. To powrót do raju. W raju były drzewa, to na pewno, o wodzie nie pamiętam wzmianki, ale tam musiała być woda, źródło, ciepło, słowiki, słońce. No, właź pan do łazienki.

BEZDOMNY Ja...

STARSZY Idź pan się wykąpać, szkoda czasu. A jak ma pan na imię?

BEZDOMNY Zenon.

STARSZY No i dobrze. Zwyczajnie. O, tam jest łazienka.

    Bezdomny po chwili zamyka za sobą drzwi do łazienki.

MŁODSZY Czy nie za prędko poczułeś się tu gospodarzem? Zdaje się, uważasz, że wybaczę ci, a niedoczekanie, nigdy!

STARSZY Formalnie jestem tu zameldowany.

MŁODSZY Formalnie. To nic nie znaczy.

STARSZY Nie bój się, nie odbiorę ci tej rudery. Ale póki co moglibyśmy ugotować garnek zupy, podzielimy się nią z gościem. Parę lat byłem kucharzem w więzieniu, zanim nie awansowałem na bibliotekarza. Ha, ha! Starano się wykorzystać mój tytuł inżyniera (zagląda do szafek w kuchni, szuka różnych produktów). Zrobimy zupę – palce lizać.

MŁODSZY Zagalopowałeś się w tym momencie. Już ci się wydaje, że jesteś rozgrzeszony, że masz moje przyzwolenie, już czujesz się tu gospodarzem, co? Zupą chcesz mnie przekupić. Soczewicą, jak w tej twojej Biblii, co?

STARSZY Nie krzycz tak, za drzwiami jest człowiek, żywy człowiek, kąpie się. Dostąpi oczyszczenia, dostąpi raju, tak blisko naszego piekła. A gość w dom, no...

MŁODSZY Z jakiej ty epoki przypominasz kawałki? To nieaktualne. W zjednoczonej Europie, kiedy „my Europejczyki”, nie ma litości dla nieudaczników, a Bóg pozostał tylko jeden – forsa. Kogo my tu mamy grać, kochającą się parę, ojca i syna? A może parę starych pedałów? Jak Sherlock Holmes i doktor Watson. To ci wzór! Czysto angielski. To zresztą byłoby uczciwsze. Cholera, nie chcę być obsadzany w żadnej roli! Proszę mnie w niczym nie obsadzać. Zakaz absolutny! To mnie nie interesuje. Tak przy okazji. Cholernie łatwo udało ci się faceta wyprowadzić z równowagi, zapytałeś go o imię i już się rozkleił, ale niech cierpi, skoro zostawił kobietę z dzieckiem, uciekł im. Kobieta i dziecko. To jest właściwie wszystko. Cały świat. Tyle, że dla mądrych, takich co wyrośli z roli wiecznego chłopca. Czego to się teraz czepia życia, dawno powinien założyć sobie sznur na szyi. Tak jak ty.

STARSZY Ten sznur noszę od parunastu lat, codziennie, jest cholernie szorstki, stale ociera mi skórę, ani spać, ani żyć z nim, pół śpię, pół trwam, czuwam, rozmyślam jak w Ogrodzie Oliwnym, nikomu tego nie życzę.

MŁODSZY Sam sobie jesteś winien.

STARSZY Ale gdyby ktoś chciał mnie wysłuchać. Jeden, jedyny raz.

MŁODSZY To w pierdlu nie ma psychologów, żeby wysłuchali?

STARSZY Są, ale... Tam musisz od pierwszego dnia zapomnieć kim byłeś (macha ręką). Inaczej nie przeżyjesz.

MŁODSZY (patrzy na zegarek) Jak ty marnujesz te dwadzieścia minut, które ci dałem. Jeszcze tylko parędziesiąt sekund ci zostało, i szlus, nie ma cię. Będę cię wymiatał, wymazywał z pamięci. Gumką myszką, czymkolwiek, byle skutecznie, byle na zawsze.

STARSZY Ale gdybyś chciał mnie wysłuchać.

MŁODSZY Powtarzasz jak nakręcony „wysłuchać, wysłuchać”, cholera, to nie jest amerykański film, gdzie co pięć minut jeden pyta drugiego „Chcesz porozmawiać, chcesz porozmawiać?”. Nie ma o czym. A co to, zegar z kukułką jesteś żebym cię wysłuchiwał?

STARSZY Niczego nie chcesz wiedzieć o mnie? Wiesz, w moich myślach chyba cię wyidealizowałem, upiększyłem zanadto.

MŁODSZY I co, zawiodłeś się na całej linii? Ale jak ma wyglądać facet, któremu w wieku kilku lat własny ojciec zabija matkę, ukrywa się skutecznie przez kilka lat, ale w końcu idzie do pierdla, a on zostaje z babcią, kto miał mu pomoc? Pamiętasz „Ona mu pierwsza pokazała księżyc”, a ty co mi pokazałeś? Zostawiłeś mi puste dni, tygodnie, miesiące, lata. Czym napełnić pustynię, a morze? Puste one, czy pełne? Tyle pustki zwaliło mi się na łeb, tyle pustki. I pytań. Czy pozostałeś dalej moim ojcem mimo zbrodni, czy kara sądowa wystarczyła, by cię ukarać, czy ja nie powinienem sam cię ukarać? Jak się zachowam, kiedy cię spotkam, też się nad tym zastanawiałem.

STARSZY Pytasz, to już dobrze.

MŁODSZY Dla kogo dobrze to dobrze.

STARSZY Ale ja nie chciałbym się tylko skarżyć czy oskarżać, ja chciałbym z tobą porozmawiać, do tej rozmowy przygotowywałem się paręnaście lat, i to trochę z twojej winy.

MŁODSZY Ha, ha, z mojej! No, czyż bezczelność tego typka nie ma granic?

STARSZY Tak, bo dawno się na tę rozmowę zdecydowałem, ale ty nigdy się nie złamałeś, mimo, że twoja babcia to moja matka, i nie wysłuchałeś nigdy jej prośby, nie chciałeś wysłuchać. Nie miała na ciebie wpływu.

MŁODSZY Była stara, schorowana, niedołężna, ale dzięki komu? Dzięki tobie.

STARSZY No, przeżyła 88 lat.

MŁODSZY I przez tyle lat sumienie miała czyste, nikogo nie obmówiła, dla każdego miała dobre słowo, ot co.

STARSZY Dziękuję, że ją doceniłeś, kiedy tylko mogła pisała do mnie, odwiedzała mnie.

MŁODSZY Na to nie miałem wpływu, by cię nie nienawidziła. Byłeś do końca jej synem, synalkiem, jej cholernym synem jedynakiem! I chciała cię bronić, i pomagać ci do końca żywota swego, zwyczajnie jak matka. Matki inaczej nie potrafią. Ale to się skończyło.

STARSZY Chciałem zobaczyć ją przed śmiercią, ale nie dało się, nie dali przepustki.

MŁODSZY Pociesz się, że zastępowałem cię jak mogłem. Myłem ją w chorobie, kąpałem, przebierałem, to jest przeżycie dla takiego typa jak ja, cholerne. Tylko zastanawiam się, dlaczego mnie to wszystko spotykało: śmierć matki, ojciec w pierdlu, brak siostry czy brata, brak pomocy dalszej rodziny, kłopoty z pracą... Komu zawiniłem? Za jakie grzechy? Jestem przeciętniak, tak jestem, ale czy to znaczy, że na odstrzał, że hm Ojczyzna z dużej litery, takimi jak ja się nie zajmuje, że tylko piękni, bogaci i zdolni mają u niej szansę (spogląda na zegarek). Koniec, szlus, minęło dwajścia minut jak w mordę strzelił. Do widzenia, gudbaj.

STARSZY Zaczekaj, chcę pomóc temu w łazience. Zupa się nie dogotowała... Ale, ale... Ja jeszcze nie połaziłem nawet po mieszkaniu, nie powąchałem starych kątów.

MŁODSZY Zupa, zupa... Co ty z tą zupą? (nagle macha ręką) A łaź sobie, wąchaj, ale już bez mojego towarzystwa. Ja się wyłączam. Nie ma mnie, nie interesujesz mnie.

    Młodszy kładzie się na kanapę, włącza telewizor, ogląda telewizję. Starszy chodzi, dotyka, zdjęć w ramkach, wazonik, serwety. Młodszy wstaje po jakimś czasie, podchodzi do lodówki. Wyjmuje piwo. Zamyśla się.

MŁODSZY Napijesz się?

STARSZY (zaskoczony, ale wychwytuje zmianę we zachowaniu Młodszego) Odzwyczaiłem się od piwa. Od wszystkiego można się odzwyczaić. Wypiłem na stypie coś trzy kielonki. I szlus, bo mi się w głowie zakręciło. Ale kiedy ja ostatni raz piłem? Zawsze miałem niską tolerancję na alkohol. Może to i dobrze. Nadspodziewanie dużo ludzi przyszło.

MŁODSZY Nie bierz mnie na sentymentalne obrazki, takie jakie co dzień można obejrzeć w telewizorni.

STARSZY Pewnie, pewnie, matka pisała, że całe dni leżysz przed telewizorem. Nie goliłeś się, nie kąpałeś. Na nic nie miałeś czasu. Gdyby nie ona... Już ci obiadu nie ugotuje, nie posprząta, nie pogdera. Wreszcie jesteś skazany na siebie. Tylko na siebie. Może wreszcie kogoś poznasz, ożenisz się.

MŁODY Ty! Nie pchaj ryja w cudze sprawy. Nie lubię takich roztkliwiających się ciulów.

STARSZY Niby dlaczego?

MŁODSZY A co cię to obchodzi? Zakłamany dwulicowcu! Jaki to nagle zatroskany. Po latach wpadł na parę godzin i wpycha się po chamsku, z kopytami, w cudze życie.

STARSZY Niby jesteś moim synem, nie?

MŁODSZY Zabraniam ci tak mówić, zabraniam. Może i byłem, ale nie jestem i nie chcę być, nie chcę o tym pamiętać. Przekreślam nasz związek...

STARSZY ...związek krwi przekreślasz, ale czy to możliwe? Matka pisała, żeby z tobą nie poruszać męsko-damskiego tematu. Tysiące lat ludzie dorastali, uczyli się, łapali jakąś pracę i pobierali się. Normalka. A teraz młody szajby dostaje, jak mu wspomnisz, że powinien poszukać sobie drugiej połowy. Na główkę to twoje pokolenie upadło. Durnoty jedne. Samorealizować się chcą wszyscy, jeździć po świecie, nie mieć obowiązków względem tego drugiego. W jednym pokoleniu to nastąpiło. Twoje pokolenie upadło na główkę, choć o tym nie wie... Jak mnie bolą nogi. Jak bolą. Usiądę się (siada na kanapę, zdejmuje w końcu buty, rzuca je na środek podłogi) Gorąc dziś, ludzi tyle na pogrzebie...

MŁODSZY Patrzę ja na ciebie i widzę, żeś oryginał jak cholera. Tego nie, tamtego nie. Napijesz się piwa? Nie, dziękuję bardzo. Głowa mnie boli.

STARSZY Piwsko, papierochy, prochy... Wy nic innego nie macie we łbach?

MŁODSZY Coś taki zgryźliwy? W moim wieku czym się zajmowałeś?

STARSZY Głównie kobitkami... Podrywem.

MŁODSZY Zamilknij, skurczybyku! Nie chcę tego słuchać. Mam nadzieję, że nie spóźnisz się na pociąg.

STARSZY Nie bój się. Na pewno się nie spóźnię. Zostało mi pół roku pierdla. Tyle co nic. Muszę to wytrzymać, choćby na ostrzu brzytwy, choć wolałbym na trzonku.

MŁODSZY Jak to jest, tyle lat siedzieć zamknięty z widokiem na kraty, i wrócić jak gdyby nigdy nic, ale do czego, do normalności, w tym kraju i w tym syfie szukasz normalności? No jak to jest? Siedzieć tyle lat i jak gdyby nigdy nic wrócić, ale do czego, do kogo? Co się stało z twoimi kumplami z podwórka ze szkoły, z pracy? Wiesz coś o nich? Ilu żyje, ilu się zapiło, kto zrobił, pożal się Boże, karierę, który z nich miał pięć żon? Co będzie z twoją pracą po wyjściu z pierdla, jak ty sobie wyobrażasz to normalne życie, n i b y  n o r m a l n e!

STARSZY A ja się martwię, kto teraz opierze cię i ugotuje ci żarcie. Nie martwię się co będzie jutro. „Dziś” jest ważniejsze dla mnie.

MŁODSZY Tak jest, ja ci zadaję pytania, a ty „martwię się, martwię się”. W takim momencie skręcasz w bok.

STARSZY Bo, żeby żyć trzeba mieć za co, banał. Cholera, co to za urządzenie? (pokazuje na pilota).

MŁODSZY Nie udawaj. To pilot. O (wyłącza i włącza telewizor). I można przerzucać kanały.

STARSZY U nas telewizor jest na sztywno, jak go włączą, tak i nie wyłączają przez cały dzień. Na okrągło jeden program, jeden wódz, jedna partia.

MŁODSZY Jest u mnie 200 programów.

STARSZY A co oglądasz?

MŁODSZY No, seriale, muzykę, sport...

STARSZY I co jeszcze?

MŁODSZY A jakie to ma znaczenie? Ty, ankieter! Ty mnie nie wypytuj, jak jelenia; że ja ci pozwoliłem tu przyjść podziękuj Stwórcy, bo ja za chwilę mogę być zły. Bardzo zły. Kurewsko zły.

STARSZY Pokaż tego pilota.

MŁODSZY A nie, nie (patrzy w telewizor, jakby zapomniał o obecności Starszego) O, co za typek! Tylko nie widać ryja. Zasłaniają go jakąś mgiełką. Taki zwyczaj. Bandzior, ale mordy nie zobaczysz.

STARSZY Tyle mnie to obchodzi co...

MŁODSZY Ale to zbój, załatwił, no, tego tam, no, co mówili... E... 

STARSZY Podniecasz się duperelami.

MLODSZY Podniecasz się, nie podniecasz. A co ja mam tu robić? Bez roboty jestem prawie sześć lat. Nie mam dziewczyny, nie mam  pieniędzy, nie mam niczego.

STARSZY Na własne cholerne życzenie zasrałeś sobie życie.

MŁODSZY A skąd ty to wiesz, kto ci o tym mówił?

STARSZY Zdziwisz się, ale wiem więcej niż ci się zdaje. Twoja babcia, a moja matka, prawie codziennie pisała do mnie list, choć oczywiście wysyłała go co dwa tygodnie, zgodnie z regulaminem, czyli jakby pisała taki dziennik obserwacji, jak dorastałeś, uczyłeś się, co zbroiłeś, ba, nawet co jej bajerowałeś, jak podkradałeś drobne z portmonetki, co wyniosłeś z domu przez te lata. Znaczki, srebra, pierścionki, książki... Wszystko, wszystko.

MŁODSZY A to stara, nigdy się do tego nie przyznała. Nigdy, jak mnie podglądała.

STARSZY Portret psychologiczny ci sporządzała. Regularnie. W końcu nauczycielką była. Wciągnęła się w te obserwacje. Wszystko zauważyła. Pierwszego papierosa, trawkę, pierwszego kondoma odkryła w twojej kieszeni. Wszystko, z dokładną datą. Twoje, pożal się Boże, panienki z liceum opisywała mi dokładnie, ich rzadko myte włoski, bladą cerę, nosową wymowę. Wszystko. Była okrutna dla ich młodości. Na pewno lepiej by ją zagospodarowała.

MŁODSZY Pewnie, cóż mogą pieprzone zgredy zrobić młodym? Tylko im zazdrościć. Cholera, cholera!

STARSZY Nie ma co cholerować, niewiele to pomoże.

MŁODSZY Gdyby nie leżała w grobie... Zapalę sobie. Ciebie nie częstuję (zapala papierosa, zaciąga się).

STARSZY A ja nie palę, wszystko w życiu robiłem na opak. Kolesie popalali po bramach, w parkach, w szkolnych wychodkach, a ja na przekór im nie paliłem. Parę razy manto mi spuścili, ale w końcu musieli się z tym pogodzić. Od czasu do czasu byłem im potrzebny, a to z polaka wypracowanie napisałem, a to z matmy zadanie zrobiłem, nie mówię o innych przedmiotach, fizyce, chemii... Stąd rozejm.

MŁODSZY E, tam, nie ma jak papierosek, zwłaszcza z rana...

STARSZY Pan Bóg, jak chce kogoś pokarać, rozum mu odbiera. Kogo najwięcej na świecie? Przygłupów. Wariatuńciów. Szajbusów. 

MŁODSZY Zostaw te truizmy dla tych dzieci, które spłodzisz z inną kobietą. Jak wyleziesz z kicia.

STARSZY Kto wie, kto wie. Natchnąłeś mnie świętą myślą. Tak, będę miał dzieci. Musi mi się udać za drugim razem. Postaram się. No widzisz, przydała nam się ta rozmowa.

MŁODSZY Rzeczywiście, myślałby kto.

STARSZY Matka pisała mi w listach, że jesteś trudnym dzieckiem, choć jednocześnie nijakim, bezbarwnym, zakompleksionym, nie umiejącym załatwić żadnej najprostszej życiowej sprawy, leniwym. Inaczej: nie masz odwagi się samorealizować. Niedługo sięgniesz dna. Cholera, odbieraj rzeczywistość taką jaka jest. Ciągle musisz się dziwić światu. Rozumieć innych i nie bać się ryzyka... Nienawiść, oto co cię nakręca, nienawiść do ludzi, do wszystkiego, nienawidzisz – i to cały twój program, że innym się udało, że coś robią, że mają dziewczyny, ale przecież na własne życzenie wyeliminowałeś się z życia, bo nie byłeś ani taki mowny, ani zdolny, ani zręczny zgrabny i powabny, miałeś kompleksy, bo się nie uczyłeś nie chciałeś ćwiczyć na wuefie, uciekałeś z angielskiego, który opłacałem, nie miałeś nigdy planów, marzeń, ambicji. Nie byłeś niczego ciekawy! Zresztą, dali ci papu, zmienili majtki obsrane co dzień, wydawało ci się, że to wszystko, że to wystarczy! Ot, jamochłon. Świat pełen jest takich durniów, mięsa armatniego, jak przychodzi czas rzezi. Ja nie zawsze byłem w domu, kierownik budów gdzieś w Polsce, bo się od cholery przed 89 budowało, w domu bywałem głównie na weekend. A wtedy nie miałem głowy do wychowywania, najważniejsze myślałem, że daję pieniądze, że coś kupujemy, gdzieś latem możemy pojechać. Zresztą, twoja matka nigdy mi nie sygnalizowała kłopotów z tobą.

MŁODSZY Przestań, skurwysynu, bo cię zabiję!

STARSZY Przypomnij sobie, że nigdy nie chciałeś dorosnąć, ot taki Piotruś Pan. Pamiętam, jak na „Dobranocce” bałeś się krowy Matyldy. I w końcu nigdy nie dorosłeś, nie spełniłeś się w żadnej męskiej roli. Studia zaczynałeś trzy razy, i klops. W wojsku byłeś raptem parę miesięcy i musieli cię zwolnić, gdyż rozłożyłbyś dyscyplinarnie całą jednostkę. W pracy, którą ci babka załatwiła, zabawiałeś się telefonem na 0–700. Wydzwoniłeś za parę tysięcy złotych, a później naiwnie nie chciałeś się do tego przyznać. No i wyrzucili cię, a ona spłacała za ciebie dług. Z wdowiej renty.

MŁODSZY Czy nie mógłbyś zamknąć mordy? Jutro moje urodziny. Nie chcę twojej zasranej litości, ale...

STARSZY Rany, chciałbyś, żebym ci dupę miodem smarował? Tak, zresztą, mawiał mój ojciec, jak był wściekły na mnie. Tyle razy ci powtarzałem: bądź mężczyzną, miej honor, ale ty się z tego wyśmiewałeś. Spaliłeś za sobą wszystkie mosty. Bo chciałeś być wolny, wolny! A co to jest wolność? Sama w sobie nic nie znaczy. To tylko słowo złożone z dwóch sylab. Jak woda, która jest niczym i dopiero w naczyniu służy do picia. Wolność bez treści jest niczym. Ja nawet w więzieniu jestem wolny, wolny od środka, niepokonany przez wilgoć, smród, klawiszy i kolesiów pod celką. I nie dam sobie wmówić, żem niewolnik. Słuchasz mnie? Cholera, nie baw się tym pilotem!

MŁODSZY Ty, zgred, nie pouczaj mnie tym zgredowskim tonem, bo zaraz krew się poleje! A czym mam się bawić? Jeszcze mi tylko pilot został. Ty chcesz, żebym myślał inaczej, czyli zapomniał o tym, co zrobiłeś mnie i mojej matce?

STARSZY Człowieku, nic nie zrozumiałeś z tego co ci powiedziałem. Jesteś niby wolny, ale nie umiesz wykorzystać tej wolności, a ja jestem za kratkami, ale wewnętrznie jestem wolny, w środku jestem wolny. I to od chwili zamknięcia, zrozumiałem, że tylko tak się obronię i przeżyję, a żeby nie zwariować doktorat kończę, dwa nowe języki poznałem, skończyłem kilka kursów i to nie plecenia kapci z łyka. A grypserki nie znam. Za pół roku wracam do świata, nie z pustą łapą.

MŁODSZY Ale kto zatrudni faceta-żonobójcę?

STARSZY  Nie będę szukał szczęścia w państwowych instytucjach, ale mam paru kumpli, z prywatnymi firmami, u nich poszukam nadziei.

MŁODSZY Nie jest łatwo ugiąć kark przed kolesiem z piaskownicy, któremu się udało.

STARSZY To kumple ze studiów, kolesie z piaskownicy na ogół się zapili. Czego się nie robi dla chleba.

MŁODSZY A co z twoją cholerną dumą, niezależnością, honorem, którymi kiedyś mnie katowałeś?

STARSZY Tym się nie najem. Tak, wiem to już.

MŁODSZY Czyli co, honor poszedł się jebać na zielone pastwiska, ale z kim? Tak jak ty nie umiałbym jednak kombinować. Zdecyduj się na coś.

STARSZY To w końcu nagana czy aprobata? A ty jaki masz sposób na życie, jakiś pomysł, masz 33 lata i nic, pustka w środku, żadnego pomysłu, nic, nic, babka podpytywała ciebie nieraz co będziesz robić, ale wyśmiewałeś ją. Mówiłem, że trzy razy niby zaczynałeś studia, ale tylko po, żeby od niej wycyganić forsę na kajety, książki, legitymacje i takie tam. Nigdy jednak nie przyniosłeś do domu akademickiego notatnika...

MŁODSZY Byłeś przy tym?

STARSZY Czasami nie trzeba „być przy tym”. Skarżysz się jak małe dziecko. Tylko to potrafisz. A ja nie chcę twojego współczucia, chcę tylko, żeby to, co cię nie zabiło – wzmocniło cię. To wszystko (po chwili) Gdyby nie ten pogrzeb, nie zobaczyłbym cię. Nie kwapiłeś się przyjechać do ula, a babka kiedy tylko mogła...

MŁODSZY Twoja matka.

STARSZY Największą krzywdę jej uczyniłem, nazwisko zaszargałem, zabiłem synową, w choroby wpuściłem i długi.

MŁODSZY Zawsze twierdziłeś, że był to nieszczęśliwy wypadek.

STARSZY Dziękuję za oliwną gałązkę, którą mi podajesz. Było jak było. Posprzeczaliśmy się w południe, pchnąłem ją, uderzyła głową o piec. Ale później piła, jak gdyby nigdy nic. Dopiero późnym wieczorem chwyciły ją torsje i zaczęła narzekać na ból głowy, tak to się zaczęło. Pchnąłem ją przy świadkach. Liczyłem, że będą uczciwymi świadkami. Naiwniak. To byli dwaj milicjanci, jej koledzy z pracy. Przysięgli, że nie wyjdę z pierdla. To cud, że mnie potajemnie nie ukatrupili. Nie miałem szans na niski wyrok. Tylko ciebie akurat nie było. Może zobaczyłbyś tamtą scenę inaczej. Stale o niej myślę, ale cofnąć jej nie można...

MŁODSZY Był 89 rok, czerwiec. Gnojek byłem. Mikrus. W sztabie „Solidarności” od roznoszenia ulotek.

STARSZY O, tego nie wiedziałem, że przyczyniłeś się do upadku Peerelu.

MŁODSZY Ty sobie jaj nie rób! Nie chwalę się tym. Nie dopiszę sobie tego do życiorysu. Nigdy.

STARSZY Cholera, wyłącz to pudło, bo nie słyszę co mówisz.

MŁODSZY Czemu, niech sobie chodzi, jeść nie woła (ale wstaje sprzed telewizora, łazi po pokoju, w końcu podchodzi do okna) A tamten na balkonie, codziennie robi sobie rundkę, patrzyłem kiedyś z zegarkiem w ręku. Dokładnie dwadzieścia minut. Rano i wieczorem. Latem w podkoszulku, zimą w czapce z nausznikami. Tam i z powrotem, podobno nie wychodzi na dwór, bo nie ma kto się nim opiekować, niepełnosprawny, ale kuśtyka po balkonie, tam i z powrotem, jak tylko pamiętam.

STARSZY Niby kto?

MŁODSZY Sąsiad przez ulicę. Codziennie. Zawsze czekam, kiedy wyjdzie, wtedy się trochę uspokajam, znaczy: on żyje i ja żyję, coś się dzieje.

STARSZY Ty się weź do roboty. Jutro skończysz trzydzieści trzy lata. Kawaler. Wzrost dwa metry, waga pewnie ze sto kilo.

MŁODSZY Mam wzrostu metr dziewięćdziesiąt osiem.

STARSZY Pewnie, pewnie i ważysz 99 kilo. Nie przyznasz się do stu. Cholera, coś taki zakłamany w każdym szczególe.

MŁODSZY Ja, ja zakłamany? Nie ubliżaj mi, morderco, błaźnie spod celki, skurwielu, co wlazłeś w moje życie w butach oblepionych gównem.

STARSZY Nie ubliżysz mi. Za młody jesteś, za głupi! Proszę, jak celnie trafiłem. Rzucasz się jak wesz na grzebieniu (chodzi po pokoju, zbliża się nagle do drzwi). A czemu ten drugi pokój zamknięty?

MŁODSZY A bo on do nas nie należy.

STARSZY Jak to nie należy?

MŁODSZY Parę lat temu kwaterunek wsadził nam lokatora.

STARSZY Lokatora?

MŁODSZY Lokatorkę, staruszkę taką. Nawet się z babką znały i lubiły, ale umarła w ubiegłym roku. Wtedy urzędasy pokój zapieczętowali i szlus. Koniec.

STARSZY Jak to zapieczętowali?

MŁODSZY A takie pieczątki postawili, można je z bliska obejrzeć, bo spłowiały.

STARSZY A ja myślałem, że prześpię się w tym pokoju, że należy do mieszkania. Nawet martwiłem się, że za dużo forsy nie mam, a jutro muszę opłacić za pół roku komorne, żebyś nie miał żadnych pieniędzy w ręku. Opłacę też światło, wodę i gaz.

MŁODSZY Jaki łaskawca, nawet nie zapyta o zgodę. Zapłaci za czynsz i gaz... Uważasz, że to wystarcza do czegokolwiek?

STARSZY Matka pisała w listach, że nie można dać ci do ręki złotówki, bo zaraz wydasz na prochy.

MŁODSZY Ja, na jakie prochy?

STARSZY Widzisz, nie chcesz się przyznać do niczego, taki jesteś zakłamany, a ja i tak jestem bezradny, bo co ci zrobię? Lanie spuszczę? Może gdybym wcześniej lał i patrzył czy równo puchniesz? Jutro już mnie nie zobaczysz.

MŁODSZY Znowu będę sam.

STARSZY Cholera, poszukaj sobie samej. Bo to trudno.

MŁODSZY Co ty o tym wiesz?

STARSZY Och, bo ja nie jestem sam, w pudle, między kolesiami, których nie toleruję, mówiąc delikatnie, ale muszę udawać, że wszystko jest okey, i to udawać idealnie. Pomyśl, inteligent między rzezimieszkami. Trza lawirować. Ty nie musisz. Wyprostuj się, wyjdź na ulicę. Realizuj się!

MŁODSZY Wiesz, ile kosztuje kawa w kawiarni, jakieś ciastko, a w ogóle, dziewczyna przy drugim spotkaniu pyta czy masz samochód, a jeśli nie, to nie zapyta „Dlaczego?” tylko mówi „Żegnaj, kowboju!”. Taka „dowcipna”.

STARSZY Wszystkie są takie?

MŁODSZY Innych nie spotkałem.

STARSZY To zrób prawo jazdy, kup grata za parę stówek i też będziesz gość. Ja, co prawda, miałem pierwszy samochód, syrenkę, kiedy skończyłem osiemnaście lat, ale w końcu można mieć auto i później. Trzeba do niego po prostu dojrzeć.

MŁODSZY A ja nie dojrzałem i nie dojrzeję, technika gówno mnie obchodzi.

STARSZY No, na komputerach chyba się znasz.

MŁODSZY Każdy małolat się na tym zna. Zresztą, nie mam markowych ubrań, w czym ja chodzę, w jakichś szmatach przypadkowych z lumpexu, nie mam też komórki ani tabletu...

STARSZY Poużalaj się, poużalaj, będzie ci lżej (podchodzi do zamkniętych drzwi) Słuchaj, a nie dałoby się otworzyć tego pokoju?

MŁODSZY Nie próbowałem, nie był mi potrzebny.

STARSZY Bo wiesz, przyjdzie tu ktoś za paręnaście minut.

MŁODSZY Coś ty znowu wymyślił? Niby kto?

STARSZY No, kobieta.

MŁODSZY To ja wychodzę. Jak ty miałeś czelność zaprosić tu babę, do mieszkania, gdzie zabiłeś swoją żonę?

STARSZY Nie rozpędzaj się. Wyjść możesz, ale dokąd pójdziesz?

MŁODSZY To moja sprawa.

STARSZY Wymyśliłem sobie, że ta kobieta w tamtym pokoju będzie ze mną całą noc.

MŁODSZY Aha. Pokoik miłości, seksu i spermy sobie wymyśliłeś.

STARSZY Dziwisz się?

MŁODSZY Akurat nie.

STARSZY Ale kto tobie przeszkadza być z kobietą?

MŁODSZY Mówiłem ci dlaczego. Masz kiepską pamięć. Będzie z tobą kobieta, a ty nie powiesz co za jedna. Gdzie ją poznałeś, jak długo ją znasz?

STARSZY Wcale jej nie znam, to znaczy, jak przyjdzie to ją poznam.

MŁODSZY Aha, domyślam się, że to kobitka z agencji? Znaczy się putana, prostytutka, kurwiszon.

STARSZY A co ci da informacja, kto to będzie?

MŁODSZY Niby nic, ale jednak, nie jesteś ze mną szczery.

STARSZY Z grubej rury przywaliłeś. Ja jestem nieszczery?

MŁODSZY Niby grasz brata-łatę, chcesz się wkupić w moje łaski, a ciągniesz babę w miejsce, gdzie w szparach podłogi można byłoby znaleźć krew twojej żony. Cholernie mi się to nie podoba. Nie pozwolę na to.

STARSZY Wiesz, nie chcę nic złego powiedzieć na nią. Dlaczego na przykład twoja matka piła? Zamilczę. Stać mnie na to. Słyszysz, wyłącz ten telewizor!

MŁODSZY (przerzuca pilotem kanały, wzmacnia dźwięk) Zobacz, przed chwilą grał w I programie czarny charakter, a teraz w Polsacie gra amanta.

STARSZY Nie katuj mnie duperelami.

MŁODSZY Cholerny świat nabzdyczonych zarozumialców. Trudno byłoby z takimi wytrzymać w prawdziwym życiu. Gorsza od nich jest tylko polityka. Układy, układziki, robienie ludzi w konia, przekręty, afery, komisje, obrzucanie się obelgami, korupcja. Autorytet, moralność, prawda, sprawiedliwość... Co to jest? Nie ma nic, skończyło się, bo skoro wszystko jest dozwolone to nic nie jest zabronione, a jeśli tak, to jak cokolwiek cenić, kto miałby to zrobić, komu uwierzyć, jakiej instytucji, jakiemu nazwisku? I z tym wszystkim my weszli do do NATO i do Europy, widocznie Europa też zwariowała, absmak czuje, za pokutnicę chce robić, ale co dalej, co dalej?

STARSZY Pożal się, pożal.

MŁODSZY Już w tej chwili żałuję tego co powiedziałem.

STARSZY Dam ci 20 złotych, żebyś poszedł do kina i....

MŁODSZY (zaczyna się śmiać) Dawno nie byłeś w kinie.

STARSZY Dołożę 30.

MŁODSZY Daj spokój, będę chciał, pójdę sobie bez twoich paru groszy, dorosły jestem.

STARSZY Cieszę się, bo nagle mówisz rozsądnie.

MŁODSZY Ale wiesz, tak parę godzin po pogrzebie twojej matki.

STARSZY Co z tym włóczęgą, nie słychać go w łazience, może zasnął?

MŁODSZY Zmieniasz temat? To musi potrwać zanim nie odtaje, przecież śmierdział straszliwie, może pierze sobie bieliznę?

STARSZY (zagląda do kuchni) A zupa się gotuje, dołożę trochę przypraw i palce lizać. Mam nadzieję, że znajdą się talerze i łyżki? Wyłącz tę telewizję. 

MŁODSZY Wtedy jestem zupełnie sam, nie słyszę nawet ludzkiego głosu, jak nie słyszę siebie, a tak wydaje mi się, że jakby ocieram się o życie, że jednak coś się gdzieś blisko mnie dzieje, coś żywego.

STARSZY Popatruję na ciebie i widzę, że jesteś cholerny, zakompleksiony nieudacznik.

MŁODSZY Nie masz prawa mnie oceniać, nie masz. Aha, a jak ją traktowałeś, moją matkę nieboszczkę, to ja mam jej zapiski w starym kalendarzu „Przyjaciółki”. Na pewno jej ręką pisane.

STARSZY Pokaż, pokaż, to ciekawe.

    Młodszy podchodzi do stołu, wyjmuje z szuflady kalendarz-notes, przegląda go.

MŁODSZY O, posłuchaj. „Przyszedł pijany, to znaczy wszedł do domu i zwalił się w przedpokoju, zarzygał chodnik, w nocy próbował po sobie sprzątać, obudził mnie, dobrze, że była niedziela”. Albo drugi kawałek: „Uderzył mnie w twarz, podobno dlatego że jest o mnie zazdrosny, a konkretnie dlatego, że zadzwoniła moja przyjaciółka Hela, on twierdził, że ona jest na usługach kapitana B., mojego kochanka. Za karę zostawiłam go samego. Wróciłam dopiero nad ranem”. Albo: „Nie dał mi ani grosza ze swojej wypłaty, naubliżał mi, wyzywał od k. Mam tego dosyć, ale dokąd odejść, matka mnie nie przyjmie”. Wystarczy?

STARSZY Jest tam jakaś data?

MŁODSZY Pewnie. O, dokładna, bo to pisane jest w kalendarzu.

STARSZY (bierze kalendarz, ogląda go chwilę) W tamtych latach twojej matki nie znałem.

MŁODSZY Co ty mówisz? Czego chcesz się wyprzeć?

STARSZY Nie tylko, że jej jeszcze nie znałem, ale tam muszą być informacje o tobie, małym rocznym chłopczyku.

MŁODSZY No są. Wiele razy to czytałem.

STARSZY W takim razie to na pewno nie jest o mnie.

MŁODSZY Co chcesz przez to powiedzieć?

STARSZY Tylko to, że nie znałem jeszcze twojej matki, a ów typek, przez  którego miała, hm, te przykrości, to był po prostu jej pierwszy mąż.

MŁODSZY Pierwszy, to ty byłeś jej pierwszym mężem!

STARSZY No tak się nie złożyło. Na dodatek żyliśmy bez ślubu, bo z pierwszym miała ślub kościelny, więc sam rozumiesz.

MŁODSZY No coś ty, skurwysynu! Co ty chcesz mi wmówić?

STARSZY Uspokój się, jesteś dorosły. Pora na prawdę.

MŁODSZY Ale ty chcesz zawalić mój świat, wiem, to chujowy świat, ale się do niego przyzwyczaiłem. Poukładany co nieco, a ty nagle chcesz go zburzyć? W imię czego? Jakim prawem?

STARSZY Jakim prawem? Sam sobie odpowiedz, skoro do tego łba wypełnionego amfą nic z zewnątrz nie dociera. Pożądałeś prawdy, to ją masz. Pisałem ci o tym w listach. Ale ty ich nie czytałeś. Po prostu, nie chciałeś przyjąć do wiadomości pewnych informacji. Jesteś na nie impregnowany. Przez wszystkie lata uciekałeś od odpowiedzialności, od dociekliwych pytań, czyli od życia, choćby najbardziej chujowego, jak mówisz, i bez perspektyw, ale życia w którym się coś dzieje, coś się toczy.

MŁODSZY Zaraz się obudzę i nie będzie ciebie, ani twojego pierdolonego gadania... Tego steku kłamstw. Bo mnie to wszystko się śni, co? Nabierasz mnie, skurwysynu? (prawie rzuca się na Starszego).

STARSZY Spoko, zobacz co się dzieje z tym włóczęgą, a ja zajrzę do kuchni, pewnie zupa dochodzi...

MŁODSZY A ja zaraz do ciebie dojdę! W takim momencie o zupie!

STARSZY Zajrzyj, zajrzyj do łazienki, coś tam za cicho.

   Młodszy wyraźnie niezdecydowany kieruje się w końcu do łazienki, puka, czeka, po chwili uchyla drzwi do niej.

MŁODSZY No, nie, on leży w wannie, leży bez ruchu!

    Starszy podchodzi do drzwi łazienki. Otwiera je szeroko, tak że widać wannę z leżącym człowiekiem.

STARSZY (zdenerwowany) Zbadaj mu puls.

MŁODSZY (po chwili) Żyje, pewnie tylko zasłabł.

STARSZY Wyciągnij go z wody. Pomogę ci.

   Ciągną mokrego włóczęgę zawiniętego w ręcznik na kanapę, kładą na niej, wykonują różne zabiegi. W końcu Bezdomny unosi głowę.

BEZDOMNY Byłem w raju, a obudziliście mnie. „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię”.

MŁODSZY Ostatnie pokolenie, które zaglądało do Biblii, i to u mnie. Mnie do raju cholernie daleko, ale po działce może doskoczę do ciebie.

STARSZY Podaj mu kieliszek wódki.

MŁODSZY Nie mam.

STARSZY A ja mam piersiówkę, ale była do innych celów (przytyka piersiówkę do ust Bezdomnego, tamten upija nieco).

    Słychać telefon.

STARSZY To pewnie do mnie!

MŁODSZY Niby dlaczego?

STARSZY Spoko (odbiera) Tak, Grzegorz, tak to ja, no, zgodnie z umową, ależ mam pieniądze, panowie, nie wycofam się, zapłacę zaliczkę po wejściu do mojego domu. Kim jestem, no kim jestem? Inżynierem. Dziękuję (odkłada słuchawkę).

MŁODSZY Kto to był?

STARSZY Od tej kobitki, pewnie właściciel.

MŁODSZY Alfons.

STARSZY Alfons, sutener, wszystko jedno.

MŁODSZY Będzie stał tu pod drzwiami?

STARSZY Wyperswaduję mu, że nie ma potrzeby.

MŁODSZY To niezła awanturka się szykuje.

STARSZY Dlaczego, żadnych awantur! Jutro wieczorem muszę zameldować się w pudle. Nie ma dla mnie nic ważniejszego, jak o czasie zameldować się w pudle.

MŁODSZY No, to zrobisz sobie dobrze, he, he! Nie krępuj się, wyjdę na papierosa, na setę do pubu, rób co chcesz, czuj się wolny. Po prostu podepczesz pamięć własnej matki, nie krępuj się, wolna wola i skrzypce. Rób co chcesz, ale patrz końca, tak zdaje się mówił twój ojciec, a widzisz, zapamiętałem coś mi wkładał kiedyś do łba.

STARSZY Baba, naga baba, o tym najczęściej śniłem. Za kawalera, tak się kiedyś mówiło, ile ja miałem kobiet, ale nie przejmowałem się nimi specjalnie. Tyle ich było, wszędzie. Łatwo je było zbajerować. Ale w pierdlu przestraszyłem się, że już nigdy nie zobaczę nagiej kobiety, nie dotknę jej. Łagodne wzgórza jej ciała...

MŁODSZY Ty, nie wciskaj mi kitu i kiczu, ależ walnął z grubej rury. Skąd znowu wziąłeś ten cytat, z jakiej świętej księgi?

STARSZY Nie jestem poetą, ale gdybym był tylko jej poświęciłbym swoje pisanie, tylko jej, nie ma nic ciekawszego od niej. Naga kobieta, jak mnie to dręczyło, to ból, nie do wytrzymania. Dusza wyje. A reszta? Nie dotknę jej, myślałem, czy warto żyć? Po co? A jednak ciepło, ciepło, uda mi się, zobaczę ją, dotknę.

MŁODSZY To sprzedajna dziewka, za pieniądze, każdemu da się dotykać. Chociaż... w usta jej nie pocałujesz.

STARSZY A co mnie to obchodzi? Tej nocy będzie moja, tylko moja. Cieszę się, że doczekałem tej chwili i rozumiem Pana Boga, pomyśl to był konkurent Adama do jej ręki. Stworzył coś tak doskonałego, że już nie powtórzył tego, nie potrafił, nie dorównałby sobie raz jeszcze w akcie stworzenia.

MŁODSZY Uważaj, bo spłoniesz od gadania. Filozof. Przez pamięć twojej matki, ledwie kilka godzin temu ją pochowałeś.

STARSZY Ale życie musi toczyć się dalej.

MŁODSZY Mogę cię o coś zapytać?

STARSZY Pytaj.

MŁODSZY Jak poznałeś moją matkę?

STARSZY Znałem pewną Lilkę, panią architekt, kiedyś pokłóciliśmy się troszkę i kiedy umówiłem się z nią, nie przyszła, przysłała za to koleżankę, Twoją mamę. Na złość Lilce poszliśmy do kina, i tak to się zaczęło. Twoja matka śpieszyła się ze ślubem, bo po pierwsze byłeś ty, a po drugie miała kłopoty z rozwodem, liczyła że jej pomogę.

MŁODSZY Niby dlaczego?

STARSZY Jako inżynier budowlany, choć młody, znałem sporo urzędników, miałem różne znajomości, uważała, że pomogę jej. I pomagałem.

MŁODSZY Ale mama była prawnikiem.

STARSZY Skończyła prawo, ale to jeszcze nic nie znaczy. Nie miała żadnych układów, nie pochodziła z rodziny prawniczej i dlatego nie miała szans, by zostać adwokatem, czy iść na notariusza. Nawet w prokuraturze nie udało jej się pracować. W końcu zaproponowali jej pracę w milicji. Poznała paru kolesiów w niebieskich ubrankach i zaczęło się między nami psuć, bo ciągle wychodziła „na akcje”, a mnie zostawiała z tobą. Robiłem jej awantury. To ją frustrowało, wściekało, zaczęła pić. I to ostro. A damskie picie, o, to ciekawy przypadek.

MŁODSZY Ale dlaczego wariowaliście z tymi babami? To całe twoje cholerne pokolenie.

STARSZY Nie wiem. Hm, za dużo rozrywek w PRL-u nie było. To jest silniejsze od człowieka. Temu się zdrowy samiec nie oprze. Nie ma mowy. Trwało nieustannie polowanie na zwierzynę. Wystarczyło odsłonięte udo, kawałek piersi, powiewające włosy, by startować, nawijać, podrywać, komplementować. To było moje najważniejsze zajęcie i moich kumpli, ale bez żadnego angażowania się, takiego emocjonalnego, tylko frajerzy robili maślane oczy, myśmy zwiewali, kiedy tylko była mowa o ślubie, o wspólnym gniazdku. A tak stale w ataku, a jeśli obiekt nie poddawał się – jego wina, odchodziliśmy nagle, bez powodu, by go ukarać, pognębić. I znów zastartować do jakiejś nowej blondynki, czarnulki, czy rudej. I tak w kółko przez okrągły rok. Żadna pora nie była zła, wspaniałe zajęcie „za kawalera”, jak to się mówiło. Aż kiedyś rozejrzałem się i zobaczyłem, że ze starej gwardii niewielu nas zostało, że jednak powpadali w kapcie, gazety, okulary, obrośli w samochody, domy, rodziny i dzieciaki, wtedy i ja skapitulowałem, ale co przeżyłem to przeżyłem. Kto mi to odbierze?

     Słychać pukanie do drzwi.

STARSZY Proszę, proszę.

   Wchodzi Maria Magdalena. Starszy i Młodszy cofają się jak porażeni. Za nią jej „opiekun”.

OPIEKUN Witam! Jest towar! Zamurowało buźki? Dobrze jest, dobrze będzie. Należy się zaliczka i uszanować mi towar, bo przygrzmocić mogę. No, Mario Magdaleno, trzymaj się.

  Wychodzi.

MŁODSZY (po chwili kompletnego zaskoczenia) Mamo, to ty? Nie uwierzę. Nie, nie!

STARSZY Żono, żoneczko... Ale jakże, to sen, zaraz minie.

MARIA MAGDALENA A jeśli nie minie. W końcu czekaliście na mnie, o mnie mówiliście, a jak jestem z wami, nie wiecie co powiedzieć. Jak mnie powitać?

STARSZY To tylko sen. Nierzeczywistość.

MARIA MAGDALENA Dotknij mnie.

STARSZY Nie, nie...

MARIA MAGDALENA Dotknij, odwagi!

MŁODSZY Ale ja nie pozwolę, on cię skrzywdził.

MARIA MAGDALENA Wybaczyłam mu, wybaczyłam. I tobie, czyżbyś był bez skazy? Wybaczyć i zapomnieć – to jest trudne, bardzo, ale możliwe, możliwe. I ja to zrobiłam.

STARSZY Ale dlaczego przyszłaś, co chcesz nam powiedzieć?

MARIA MAGDALENA Nic wam nie powiem, niczego nie usłyszycie. Nie pochwalę was ani nie skarcę, niczego od was nie żądam, do niczego nie zmuszam, i niczego nie chcę. Po prostu jestem. Albo mnie przyjmiecie, albo odrzucicie. To wszystko.

MŁODSZY Czy, czy zostaniesz z nami?

MARIA MAGDALENA Nie powiem ani tak, ani nie, nie pochwalę cię, ani nie zganię. Niczego ci nie zakażę. A kto tam śpi?

    Oglądają bezdomnego, który wyraźnie drzemie.

STARSZY Przyszedł po chleb i wpuściłem go, trzeba dzielić się chlebem, tak mnie wychowano. To zapamiętałem z dzieciństwa. Podziel się chlebem. Z jakiego to snu, z jakiej powieści, podziel się chlebem.

   Maria Magdalena pochyla się nad śpiącym.

MARIA MAGDALENA Mocno śpi.

MŁODSZY Był strasznie zmęczony, wykąpał się i pewnie ciepła kąpiel go rozebrała. A chcieliśmy jeść obiad. A on śpi.

MARIA MAGDALENA To go obudźcie, obiad trzeba jeść przy stole i ze wszystkimi. W czas spożywania obiadu niech zgromadzą się wszyscy wokół stołu, od pana do sługi, i niechaj wszyscy dziękują Panu i biesiadują na jego cześć.

MŁODSZY Tak, tak, obudzę go. A wiesz, on ma papiery z psychiatryka. Wypuścili go w 89, bo podobno miał być wolny, ale on chyba nie wie, nie rozumie, że jest wolny. Jemu wolność nie jest potrzebna, jemu można pomoc, zabierając mu troszkę tej jego wolności. On się z tym chętnie pogodzi. Więcej niż chętnie.

STARSZY A mnie po 89 roku zamknęli. Słusznie zamknęli. Dla mnie skończyła się wtedy wolność. To cholerne słowo dopiero wtedy zacząłem rozumieć, jego smak. Jakie sny mnie męczyły, koszmary, krowy bez głów mnie ścigały. Musiałem nauczyć się żyć w niewoli, za kratami. Musiałem stać się naprawdę wolny, od środka. To cholernie trudne.

MARIA MAGDALENA Wiem wszystko. Wszystkie twoje modlitwy trafiły do mnie. Dziękuję ci za nie, ale kara nie należy do mnie, jak i nagroda. Rozumiesz mnie?

STARSZY Próbuję.

    Bezdomny budzi się, przygląda się zaskoczony Marii Magdalenie.

BEZDOMNY Mario Magdaleno, to ty? A mówili, że wyjechałaś, że nie wrócisz, że nigdy cię nie zobaczę. Szukałem cię od tylu lat. Coraz bardziej zmęczony, samotny i chory. Starzejący się, żałosny dureń, nie ma nic gorszego od takiej figury. Wiem, że nie wybaczyłabyś mi, ale chciałem cię raz jeszcze zobaczyć, tylko jeden raz, powiedzieć tylko to jedno jedyne słowo. Najważniejsze. Długo wstydziłem się tego słowa, ale w końcu nauczyłem się go wymawiać, oswoiłem się z nim, i powiem je...

MŁODSZY Kto to jest, Boże, jak się rozgadał na twój widok, tyka Cię?

MARIA MAGDALENA To twój ojciec, twój najprawdziwszy ojciec. Biologiczny.

MŁODSZY Ten łaps, nędzarz, włóczęga, ten nikt?! To niemożliwe.

MARIA MAGDALENA A jednak będziesz musiał się z tym pogodzić. Rodziców się nie wybiera.

STARSZY Rzeczywiście, raz go widziałem, ile to lat temu, a jednak te rysy (do Bezdomnego) Pokaż mi to twój dokument.

   Bezdomny podaje mu kartkę.

STARSZY (czyta) No tak, nazwisko się zgadza. A niech to! Ale się porobiło. Hm, jest okazja, by się poznać.

MŁODSZY A ja i tak nie uwierzę. To jakiś cholernie idiotyczny sen. Ukartowaliście to wszystko. Cwaniaczki, chcecie mnie podpuścić, co? Wymyśliliście sobie to wszystko. Jak w brazylijskim serialu!

BEZDOMNY Głupio mi, ale...

MARIA MAGDALENA Proszę was o powagę, ja nie mam dużo czasu. Zbliżcie się do mnie, wszyscy mężczyźni mego życia. Niewielu was było. I wybaczcie mi, że was skrzywdziłam.

STARSZY Było odwrotnie, a ja pierwszy podchodzę do ciebie, i proszę o jedno jedyne słowo litości.

BEZDOMNY Śni mi się to wszystko, nie śni, w każdym razie i ja proszę o to jedno jedyne słowo.

MŁODSZY A ja, a ja... Co ja mam powiedzieć? Kto mnie obudzi? Pomóżcie mi, ludzie! Czy, czy potrzebuję kopa?

MARIA MAGDALENA (dotyka go leciutko, przez chwilę) Może to kiedyś zrozumiesz, pamiętałam o Twoich urodzinach.

    Trzech mężczyzn zbliża się powoli do Marii Magdaleny, próbuje jej dotknąć. Na scenie powolne wyciemnienie.

     Koniec wyciemnienia. Na scenie pozostali tylko... Młodszy i Starszy. Wstają, rozglądają się niepewnie.

STARSZY To pewnie mi się śniło, miałem sen.

MŁODSZY I ja miałem sen. Dziwny sen.

STARSZY Ale to nie było możliwe.

MŁODSZY Tak, to nie mogło się zdarzyć.

STARSZY Mógłbyś mi opowiedzieć twój sen.

MŁODSZY A ty opowiesz mi swój?

STARSZY Losujmy kto zacznie pierwszy?

    Znów słychać pukanie do drzwi. Dwaj mężczyźni zastygają zaskoczeni.

STARSZY Otwórz.

MŁODSZY Nie, to ty otwórz.

STARSZY Dobrze (podchodzi, otwiera, wchodzi ten sam „Opiekun”).

OPIEKUN Co jest panowie, od paru minut dzwonię i dzwonię, takich numerów nie życzę sobie. Towar jest prima sort, ale bez kawałów, bo się pogniewam. Chodź no, laleczko! I na początek zatańcz. Pokaż swoją urodę.

    Za nim w drzwiach pojawia się Piękna Nieznajoma, ma nie więcej jak dwadzieścia kilka lat. Opiekun wychodzi, a ona zaczyna tańczyć, powoli się przy tym rozbiera, aż staje przed nimi zupełnie naga, mężczyźni układają się u jej stóp, jakby do snu, w pozycji płodowej, muzyka, ściemnienie.

  Koniec


Pin It