Włodzimierz Kłaczyński

 

 

  PUŁKOWNIK

     Na motywach Rewizora Gogola - wersja współczesna


osoby:

 1 - burmistrz  Dzierżykraj Sylwester

 2 - jego żona  Anna

 3 - jego córka Andżelika

 4 - kurator szkół Strugacz Izydor

 5 - prezes sądu  Dworski Władysław

 6 - dyrektor Domu Pomocy Społecznej Ślęczyński Mikołaj

 7 - dyrektor szpitala Malczyszka-Malczyński Maciej

 8 – naczelnik poczty  Rybak Jan

 9 – urzędnik Władzio

10 - urzędnik Tadzio

11- domniemany inspektor  Chlestakowski Jacek

  dotychczas bez zajęcia pracował „na czarno”

12- współpodróżujący z nim starym fiatem Seicento bezrobotny Michno

  w potrzebie złodziejaszek

13- prokurator Tewukowski Anatol

14 - komisarz policji  Cieśla Piotr

15 - skarżący się brat zabitego przez samochód

16 - skarżąca się bezdomna kobieta

17-  skarżący się mężczyzna

18 - dwóch policjantów jeden z nich Sroka Paweł

19 – dyrektor banku Kotyrba Stefan

20-  nadleśniczy Blomba Jerzy

21-. naczelnik Urzędu Skarbowego Szustaczyński Józef

22-  strażnik miejski

czapski97
Józef Czapski



-1-

AKT I

Biuro bogato urządzone w Urzędzie Miejskim. Na ścianie kilim, godło, z boku duży portret Jana Pawła II. Burmistrz siedzi na fotelu, wszyscy stoją półkolem. Obecni: wszyscy wymienieni w spisie postaci sztuki bez strażników, policjantów, żony i córki burmistrza.

Burmistrz rozgląda się po pomieszczeniu, krzywi się: -Muszę panom panom   zakomunikować rzecz niepokojącą. Jedzie do nas kontrola.

Prokurator : - Skąd pan wie? I z czyjego ramienia? Bo już tu kilku takich  było i odjechali z niczym.

Kurator szkółlekceważąco : - Bo mało kiedy na oczy patrzyli .No i płeć lubili.

Burmistrz:- To żaden taki . Ani od Pitery , ani z NIKu , ani z PIHu tylko wysoki urzędnik CBA. Pisze mi o tym mój przyjaciel burmistrz Baranowa . Zauważcie panowie, ze   przysłał list przez kierowcę służbowego wozu a nie telefonuje czy też przesyła   esemesa .

Ślęczyński – Przecież mamy dojście do wicewojewody. Byłby sygnał.

Burmistrz smutno : - Eeee. To jest CBA incognito i to z poufną instrukcją. Wicewojewoda mógł  nic nie wiedzieć.

Kurator szkół : - Obojętnie kto przyjedzie, zawsze to kłopot!.Pamiętacie agenta Tomka?! Nie  dość, że pospał z piękną kobietą, małżeństwo rozbił, to ile kłopotów narobił...

Burmistrz: - Jakbym coś czuł.W nocy śniły mi się szczury.Latały po kątach , obwąchiwały.I zaraz   rano ten list od mojego przyjaciela.Pisze mi mój przyjaciel – wkłada okulary - …

  tttak – przeciąga … acha … pisze...oprócz tego chciałem cię zawiadomić, że brzeżne   powiaty województwa będą wizytowane przez dwóch oficerów CBA i twój powiat  też.

Prokurator: - Powiatów... Zanim do nas dotrze, rosa oczy wyje.

Burmistrz: - Oni działają na wyrywki , niespodziewanie . Może i do nas...Do tego incognito. Udaje Greka .

Komisarz policji: - Skąd u nas Grecy? Takiego to od razu namierzymy.

Burmistrz macha ręką: - To nie tak. Pisze Adam, … udaje zwykłego człowieka ...lichego ...pisze   mi dalej Adam … no … wiadomo nie lubisz wypuszczać tego co samo do rąk płynie-

  burmistrz zatrzymuje się, rozgląda oddycha z ulgą… - no sami swoi...to radzę ci co   się da uporządkuj… bo może już tam u was jest, w jakimś hoteliku się zamelinował    i patrzy- do komisarza policji : - panie ten ...nie mogę się teraz w tych stopniach   połapać ...dawniej jak był major to major a jak kapitan to kapitan a teraz ...co ja się tu    rozgaduję...no ...w sumie niech pańscy ludzie dyskretnie … a ja tam uruchomię tych  z zieleni miejskiej niech te lampiony co tam stoją przy drodze wywalą do śmieci a   wy dopilnujcie.  

Komisarz : - Oczywiście … dopilnuję …

Burmistrz:- Tak , to sprawa nadzwyczajna ...Coś w tym jest. Może jechać do Burskiego? Burski   tam naciśnie...

Prokurator : - Burski sam ma kłopoty… Jakiś redaktor powypisywał jakieś takie... Kołokopytę

  zwolnili i ma sprawę, chociaż on podpięty pod Burskiego .

Kurator szkół lekceważąco:- Ale przyschnie jak zawsze przysychało. Prywatny hotel dofinansował    z marszałkowskich pieniędzy, gdzie miał pokój na dziwki ...No, nie ma mocnych na   Burskiego.

Burmistrz chwyta się za głowę : - Ale dlaczego akurat na nas...! Dotychczas Panu Bogu dzięki ,

  dobierali się do innych miast .teraz i na nas kolej przyszła...Ja swoje zrobiłem ,  uprzedziłem panów . Co do mnie to ja już wydałem stosowne zarządzenia. Radzę i   panom, a zwłaszcza panu, panie sędzio i panie prokuratorze. Taki gość, to pierwsze   bierze się za instytucje sądu i prokuratury. Niech panowie postarają się, żeby wszystko było jak należy. Korytarze uprzątnąć, sędziowie i prokuratorzy niech przychodzą do pracy na ósmą a nie na jedenastą i te akta co na szafach leżą  zakurzone usunąć do piwnicy a może do domu . I pan panie doktorze,

  żeby w szpitalu był porządek a ta dyrektorka sanatorium niech tak nie pije , niech    sobie da na wstrzymanie . Lata tu jakaś baba , że ją z domu wyrzuciła i grabiami po  plecach stłukła , dobrze , że w gazecie tego drugi raz nie opisali , bo już się brali za     to , ale   ktoś przyleciał do jej męża …i tego redaktora zmietli .

Komisarz policji lekceważąco: - Przecież  jego nie zweryfikowali .

Burmistrz : - Daj  Boże , żebym ja miał taką emeryturę jak on ...I wpływy ma jak dawniej.

Dyrektor szpitala  : - U mnie może kontrolować. U mnie nomenklatura łacińska należy do dobrego tonu. Teraz nawet na kartach chorobowych zmieniam na angielską. To robi wrażenie.

Burmistrz:- Właśnie, jaka choroba, kiedy . Byłoby też wskazane , żeby zmniejszyć ilość chorych , nie stawiać łóżek na korytarzu -to w żadnym wypadku.

Dyrektor szpitala: - Jesteśmy zwolennikami leczenia jak najtańszego, NFZ nie musi mi zwracać  uwagi , powiem panom w zaufaniu że metod kosztownych nie stosujemy. Człowiek jeżeli ma umrzeć to i tak umrze, jeżeli ma wyzdrowieć to i tak wyzdrowieje pomimo leczenia.

Sędzia złośliwie: - No i te przerosty administracyjne u pana panie burmistrzu.

Burmistrz z niezadowoleniem: - Przerosty! Przerosty! Jak mam telefon od Burskiego posyłam ci  tam człowieka to wiesz co masz robić, pierwsza pensja na partię i z każdej pensji   dwadzieścia procent też na partię to się stosuje .  To normalne,  sami płacimy...

Burmistrz: - Kłócił się z Burskim  nie będę...! No i jak przysłał tego Śliwskiego, to co ja z niego  mam? Cały czas od niego wódą jedzie .

Kurator szkolny ze współczuciem :- Jakby ten no inspektor przyjechał , to ja bym panu radził żeby on płukał usta w toalecie często , przecież ma żonę , od niej wziąć jakąś perfumę i niech jedzie od niego perfumą.

Burmistrz zagląda jeszcze do listu - ... Wspomina Adam tutaj o grzeszkach . Nie ma człowieka coby jakichś grzeszków nie miał. Nawet sam Kołokopyta – uderza się w usta.

  Wszystko przez tą płeć! I dał się złapać. A pan panie prezesie sądu, jak do pana  telewizja przyjechała pytać co robić z tym miglancem co tych chłopaczków porżnął i   teraz po dwudziestu pięciu latach go wypuścili, to się pan tak głupio śmiał do   kamery, że mi się serce krajało. Żebyś się pan nie śmiał do tych oficerów CBA.

Prezes sądu: - Śmiałem się, bo mi się coś śmiesznego przypomniało. A grzeszki to mam …

  Pieniędzy nie biorę jak inni nie wymieniając, ale jakieś masełko z gór przywiezione, baraninkę czy bryndzę ...Wszyscy wiedzą , że lubię zjeść...to zupełnie inna sprawa. No , rzadko się zdarza...no, że kogoś tam przez pomyłkę wypuszczę...

Burmistrz:- Baraninka czy sarninka, łapówka to łapówka .I niech pan tam powie córce, tej która jest komornikiem ...żeby jej się znowu nie zdarzyło zabrać i sprzedać traktor sąsiada dłużnika.

Prezes sądu : - No nie panie burmistrzu. Ja mam małe grzeszki , a co innego jak ktoś się musi żonie podchlebiać  i jej futro z norek funduje, a sobie podróż do ciepłych krajów samolotem.

Dyskusja pomiędzy burmistrzem a prezesem sądu się zaostrza.

 

Burmistrz : - Uczciwy to pan jest, innym wyrzucać .Pan za to przy swojej uczciwości w Boga nie  wierzy. Wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi. Do kościoła pan nie chodzi jak jaki komunista , a ja w wierze przynajmniej nieugięty jestem, bo gdyby nie to, to bym przy   wyborach poparcia z kurii nie miał. Co niedziela w domu bożym jestem. W Darwina pan wierzy, a ja w Pismo Święte. Na mój rozum to dekomunizację trzeba było zaczynać nie od fabryki i ludzi na bruk puszczać, tylko od takich jak pan.

Prezes sądu: - Czytam dużo i to dlatego ten agnostycyzm. Ale nic nie wiadomo . Może przed śmiercią księdza zawołam jak generał Jaruzelski. Na razie zdrowie mi służy.

Ślęczyński: -  Przez to masełko.

Burmistrz: - Zdarza się czasem , ze nadmiar książek szkodzi. Jeszcze w szkole podstawowej był u nas chłopak cośmy go nazywali rebe , bo tylko w książkach siedział. I co? Patrzę kiedyś w telewizję , a on profesor gdzieś tam na uniwersytecie , ale z brodą jak jakiś   młodzieżowiec, za przeproszeniem,wygląda jak przepraszam za dwuznacznik ,pół  dupy zza krzaka .

Dyrektor banku: - Oczywiście! Broda!.Jakby na golenie pieniędzy nie miał.

Prokurator: - Właśnie! Jak do mnie przychodzi taki to od razu jest podejrzany.

Burmistrz: - A więc co nam zostało. Czujność panowie !


Scena 2

Ten sam gabinet burmistrza .Burmistrz siedzi przy biurku, otwierają się drzwi i wchodzi nadleśniczy.

Nadleśniczy Blomba: - Dzień dobry panie burmistrzu . Lecę bez tchu .Podobno jakaś kontrola ma  przyjechać .CBA? NIK? Oficer jakiś! Jak to ?!

Burmistrz smutno :- A tak to! Incognito. Niepozornie. A krew wypije. To żaden NIK. Centralne Biuro Śledcze. NIK sam ma kłopoty. Do wszystkich się dobierają.

Nadleśniczy:- Chryste Panie! To co ja mam robić?

Burmistrz:- Może go diabli do lasu nie poniosą. Ale na początek to ten tartak i tę suszarnię drewna

  co pan zorganizował, to przepisać w diabły na żonę albo na innego słupa, szyldy   zdjąć i napisać nowe.

Nadleśniczy:- Mówił mi właśnie tan pański Tadzio, przestraszony, że aż blady …

Burmistrz apatycznie: - Jaki on mój Tadzio? Podpięty jest pod tę posłankę Sobota to go trzymam. A jeszcze dlatego, żeby go mieć na oku bo tacy jak on i ten Władzio to   chcieli mi tu tęczę nad główną ulicą robić. Jeszcze mi tego brakuje , żebym musiał   trzech policjantów albo strażników postawić , żeby kto nie podpalił. A pan co o tej kontroli sądzi?

Nadleśniczy: - Co sądzę ? Jest wojna na Ukrainie. Krym wzięty. Odessa zagrożona. Może się do nas przenieść. A to sześćdziesiąt tysięcy wojska u nas , a niektórzy mówią że   trzydzieści . Tyle , że generałów mamy z tysiąc , ale to mała pociecha. A Amerykanie    nie dali „patriotów”. Obama murzyn, a co murzyna Polska obchodzi...

Burmistrz z niezadowoleniem: - Ech domorosłe polityki! Wszystko przez Ruskich . Pozdejmuj pan lepiej te szyldy z tego tartaku.

Nadleśniczy:- Tartak tartakiem a wojna wojną.

Burmistrz: - Na mnie się to wszystko skrupi. Pytam się naczelnika urzędu skarbowego `Szustaczyńskiego, a jak pan myśli? A on - mnie to mogą nadmuchać. Podpięty jestem dobrze. Mocno trzymam za gardło tych tam misiów tłustych , co beemwicami    jeżdżą i co rok na Karaiby. Na Karaiby albo na Syberię po diamenty i futra dla  żon. Płaczą, redaktorów wzywają albo tę co tak na leżąco audycje prowadzi, tę przystojną , albo tego co tak orła za skrzydło wiesza.”Państwo w państwie „ sobie   wymyślił , a ja swoje! Obowiązki znam...

 

Scena 3

Burmistrz i naczelnik poczty.

 

Burmistrz : - Zatrzymałem pana , żeby jeszcze parę słów zamienić. Ja się bać nie boję , no może    trochę , ale ten list mnie niepokoi...Jeżeli nawet coś wziąłem to nie przez to, że tego dającego nie lubię i chciałem go skrzywdzić czy miałem antypatię. A teraz jak ten    tam  przyjedzie to różne rzeczy mogą się zdarzyć. Ludzie wiedzą , że przyjedzie   narobi szumu a potem odjedzie . Toteż myślę, że nikt się nie będzie pchał z pyskiem  do inspektora choćby ten nawet przystępny był . A o to , żeby nie był przystępny to ja zadbam , bo to nie pierwsza kontrola.Z pyskiem nie przylecą , no może tam poniektórzy więksi „rezykanci” .Ale anonimów przez pocztę to naślą ile wlezie.

  Jak z tym biednym Kołokopytą z tej ludowej partii co kiedy tylko zeszedł ze stanowiska to workami anonimy nosili. Myślę, że i na mnie będą  pisać. I myślę   panie naczelniku , że dla naszego wspólnego dobra należy łapać te wszystkie listy,  które przez pocztę przechodzą i są wysyłane czy nadsyłane do tego co przyjedzie, do ministerstwa -chociaż co to ministerstwo obchodzi , ale do redakcji , no wie pan rozpieczętowywać to i czytać.

Naczelnik poczty:- Straszne teraz trudności , bo esemesy sobie tacy piszą czy przez internet  nadają... Ale i tak … przez ostrożność ale i przez ciekawość  przyznam się panu otwieram takie wie pan … ale i prywatne...Czasem opisane są w nich różne zabawy w jakie się teraz bawi młodzież , ale i w poważniejszym wieku się zdarza. lepsze są   nawet te listy nieraz od tych gazet co tę sodomę opisują , bo kawę na ławę walą bez obsłonek...Ostatnio patrzę list bez adresu zwrotnego ale z priorytetem, myślę zabrać    go i spalić, bo może jakaś trefna wiadomość i otworzyłem.

Burmistrz: - No i co? Nic tam nie było o oficerze CBA?

Naczelnik:- Nie o to chodzi! Pisze taki jeden, potem się zorientowałem kto , bo pisał i o pracy w   strefie rozwoju , ale pisał i nazwiskami do jakiegoś kolegi w Warszawie .

Burmistrz : - Ale nie o nas …

Naczelnik niecierpliwie : - O takim jednym co mu żona powiedziała jak się z nią rozwodził że nie był pierwszym , a on był nie wiem któryś tam , bo ten inżynier co pisał list    takie  z nią wyprawiał numery z jednym co ma galerię i lubi takie rzeczy , że jeden z nią  od przodu , a drugi z tyłu ...no razem , a ona tylko krzyczała , żeby wszyscy razem , no wie pan tak to opisywał jak jakiś autor …. Czytałem takiego , ta książka   się nazywała... no , zapomniałem  „ Lubiewo” czy jak ...

Burmistrz :- Naczelniku tu taka poważna sprawa, a pan mi jakieś farmazony oplata... Jezus Maria, po co my tu siedzimy! Trzeba zaradzić nieszczęściu!

Naczelnik rozanielony:- To się nazywa, tego no … podwójna penetracja ...Znajomy lekarz mi powiedział …

Burmistrz zrezygnowany :- Jak pan tak opowiada to panu żyły wyłażą na skroń , jeszcze się pan przekręcisz kiedyś przy tych listach. Jeszcze bym zrozumiał gdyby to sędzia   mówił bo to ateusz , czy jak on to nazywa agno...agno...eee...

Naczelnik:- ...styk...

Burmistrz:- jaki styk ?

Naczelnik : - Agnostyk

Burmistrz :- A niech mu tam będzie jak chce...Cholernik incognito przyjeżdża!


 Scena 4

Gabinet burmistrza , ten siedzi za biurkiem trzyma głowę w rękach . Drzwi otwierają się ukazuje się głowa Władzia urzędnika burmistrza. Władzia wyraźnie ktoś popycha z tyłu a ten blokuje wejście.

W końcu Władzio zaniechał oporu i do gabinetu wpadają obaj. Obaj ubrani w jednakowe białe garnitury kolorowe koszule -wdzianka.

Władzio :- Niesłychana panie nowina !

W miarę jak Władzio i Tadzio mówią do gabinetu przedostaje się większość z tych którzy uczestniczyli w pierwszej scenie.

 

Tadzio : - Panie burmistrzu ! Niebywała rzecz!.

Wszyscy podekscytowani: co ?! Co się stało?!

 

Władzio:- Nieprawdopodobna historia !

Tadzio przerywa mu :

 

Tadzio :- Przychodzimy do TESCO …

Władzio zdyszany:- Przychodzimy z Tadziem do Tesco

Tadzio : - Pozwól Władziu, ja opowiem...

Władzio :- Tadziu pozwól , ty opowiadasz powolnie i ...no

Tadzio :- Żadne ja , to właśnie ty zapominasz i nie powiesz wszystkiego...

Władzio :- Bóg mi świadkiem , że czasami aż się sobie dziwię , jak ja toleruję tego człowieka …

  nie przeszkadzaj Tadzio... - rozgląda się- do obecnych: Panowie! Bardzo proszę

  Tadzio mi przeszkadza !

Burmistrz : - Mówcież do cholery! Cały się trzęsę a oni się kłócą !Siadaj jeden z drugim.!  Podsuńcie im krzesła ! A jak nie to zmywajcie się w cholerę!.

Władzio wpycha się przed Tadzia : siada .

 

Władzio:- Przepraszam! przepraszam!.Wszystko po kolei! Zaraz potem jak wyszliśmy z poczty …Tadziu nie przerywaj! Pobiegliśmy...

Tadziu :- Wpycha się przed Władzia : więc proszę ja. Powiem wszystko , wszyściuteńko! Więc kiedy poszliśmy do Tesco

Władzio:- A nie tak było , bo najpierw poszliśmy do Wydry. Nie zastawszy go w domu wpadliśmy  do Kopacza ...nie ! Do Kakrąckiego …

Tadzio zrezygnowany:- Koło budki z gazetami Kolporter

Władzio : - Spotkałem Kakrąckiego...

Tadzio z naciskiem : Spotkaliśmy !...

Władzio : - No ! Spotkaliśmy ...I mówię do Kakrąckiego  „ słyszał pan o nowinie”? A ten mówi :   nie a ja mu …

Tadzio : - I ja też...

Władzio : Nie przerywaj !

Tadzio :- Ja ci to  przypomnę !

Burmistrz przerywa z wściekłością : Jeszcze słowo , to was na zbitą mordę ! Straż zawołam! I w  kajdankach stąd wyjdziecie! Do zieleni miejskiej! Z miotłą i  grabiami! Szlag już trafił  wasze biurka! Mam was dość!

Władzio płaczliwie : - Niech pan pozwoli , przez to wszystko nic nie powiemy a mamy ważną nowinę.

Burmistrz zrywa się i łapie ich za kołnierzesyczy – Sssssyny

Tadzio : - Panie burmistrzu jakoś tak poszło , że nie jedliśmy śniadania .Poszliśmy …

Burmistrz potrząsa kołnierzem TadziaTen milknie przerażony

Władzio : A tu jak to w Tesco .Jadasz to kaszaneczka , to skrzydełko kurczęcia …

Burmistrz :- Ja zaraz go pierdolnę w mordę!

Władzio:- Panie burmistrzu bez inwektyw! Mówię co najważniejsze. Same te jedzenie jak jedzie na tacach to aż ślinka...A tu za nami młodzieniec.

Tadzio : - Ja aż zacząłem dziękować Bogu , że nie poszliśmy do baru mlecznego...

Władzio : - Z ust mi to wyjął , bo to chciałem powiedzieć. Nie przerywaj ! A tu młodzieniec...

Burmistrz wściekły :- Palant !

Tadzio : - Przystojniaczek od stóp do głów z wąsikiem....

Burmistrz do komendanta :- Ja już padam ! … Zawołaj pan kogo i pod schody ich …

Komendant z rezerwą :- Ale panie burmistrzu za co ? Przecież to urzędniki .

Burmistrz syczy : - Za niewinność! Nie zniosę ! Nie urzędniki tylko miotła i grabie !

Władzio : - Już , już ! Wszystko pan będzie wiedział! I ten młody jakby juniorek chodzi i w końcu wybiera ale tak skromnie , trochę sałatki i kaszaneczki trochę i bułeczkę malutką,   taki skromny...

Tadzio -  Tylko na pozór...

Władzio : - Cicho! A jaka twarz ! A jaka umysłowość na twarzy! I tylko się rozgląda i myśli- tu Władzio pokazuje palcem na czoło – widać , że umysłowość...Coś mnie tknęło i  mówię do Tadzia  a on potwierdza moje obserwacje.

Tadzio :- Potwierdziłem...

Władzio :- Na litość boską nie przerywaj , bo najważniejsze a ty nie potrafisz. I ja znam tego  kierownika z Tesco  co z taką blaszką na piersi chodzi.

Tadzio :- I ja też...

Władzio : - Nie przerywaj ! I ten mówi oko mruży  - to młody obibok niby jedzie gdzieś tam i nie jedzie  czasem przychodzi z drugim tylko tamten gorzej ubrany .Ten nie kradnie  co do grosza się wylicza, a nie jedzie. Podobno starym seicento przyjechał , nocuje w tym rozlatującym się hotelu robotniczym – histerycznie do Tadzia :– nie przerywaj  bo i tak nie powiesz , śwista ci przez dziurę po zębie i pokuśkasz wszystko zanim ludzie zrozumieją. Jak mi to kierownik powiedział , to mnie zaraz tknęło.

Tadzio: - To mnie tknęło i mówię …!

Władzio: - Co cię tknęło , seplenisz na tym zębie i co cię tknęło. Cicho!- Eee mówię sobie .

Tadzio prawie z płaczem : - To ja powiedziałem eee.

Władzio : - Powiedzieliśmy eee i myślę ...

Tadzio : - Myślimy Władziu.

Władzio :- Myślimy . Po co taki ma przerywać podróż i siedzieć to w tej mieścinie jakby nie miał tu jakiejś roboty.

Tadzio :- To pewnie jest ten oficer CBA !

Władzio z płaczem :- Nawet by mi nie żal było gdyby cię pan burmistrz pobił. To ja powiedziałem panie burmistrzu. A on tylko teraz powtórzył.

Burmistrz z ulgą:- Co mi ględzicie! To nie ten oficer.

Władzio:- I skromny , i tylko się przypatruje , i mało je a po ludziach jak patrzy. Spostrzegawczy. Wszystko sobie obejrzał..I nam w talerze zajrzał. Ja sobie wziąłem   schab z kapustą , a Tadzio całą  ćwiartkę kurczaka . Aż mnie ciarki przeszły.

Burmistrz :- Zmiłuj się Panie! Ile on tu siedzi?

Władzio :-  Ze dwa tygodnie.

Burmistrz :- No to ma nas w ręku.

 AKT  II

 Scena 1

Gabinet burmistrza ale ten przygotowany jak do wyjścia w czarnej dyplomatce , w kapeluszu

w ręce czarna teczka , rękawiczki w drugiej ręce. Przed nim stoi prezes sądu . Wchodzi strażnik miejski umundurowany na czarno w czapce . Salutuje .

 

Burmistrz do strażnika : - Puścić polewaczkę na ulice , niech jeździ, pozdzierać te ogłoszenia i   fotografie kandydatów z płotów , postawić krzyż obok Biedronki i napisać na   nim , że to miejsce na pomnik świętego.-do strażnika- a ty nie myśl , że nie wiem z

  kim się pokumałeś , że boazeria u ciebie z miejskiego dębu parkowego , co go w zieleni miejskiej urzędniczka zapisała jako starą schorowana gruszę . Wszystko   wiem. Nawet to , że masz spółkę z tą babą co robi te katrat... tfu! To jedzenie dla    szpitala . Niech trochę grubiej smaruje chleb tą rybną konserwą , bo ona tylko maź!

  Maź! I posmarowane . Na dziecięcym niech pachnie kleikiem ryżowym a nie jedzie kapuchą.- poprawia dyplomatkę , zapina i zwraca się do komendanta policji :

  wyślij pan kogoś , żeby dopilnował ściągnięcia tych lampionów co stoją przy tym krzyżyku co go rodzina zakopała przy dwupasmówce po tych dwóch  wyścigowcach co się wyścigowali i nogę człowiekowi urwali . I jak tam z tym śledztwem jest ? Do mnie już trafili i wysłałem ich do was .

Komendant policji.:- Prowadzimy śledztwo , nijak nie możemy rozplątać tej sprawy. A tam coraz

  coś koło tego narasta , krzyżyk rodzina postawiła . I to wszystko zostało po starym komendancie , a ja się w tym połapać nie mogę , bo ludzi nie znam .

Burmistrz macha ręką :- Jakie śledztwo , kiedy dowody rzeczowe , te tam lusterka i lakier      zadrapany ponoć zginęły! Niech no ten oficer CBA znajdzie taką sprawę , to on wam    szybko dowody znajdzie . Dom buduje poprzedni komendant , niech zabije okna   deskami niby , że przerwał , bo pieniądze mu się skończyły.

Tadzio piskliwie :- My z Władziem posunęliśmy tę sprawę . To my panie burmistrzu zbieramy się z    panem .

Burmistrz wściekle : - Usiądźcie sobie na dupie , a nie do pugeota się pchajcie !

Tadzio : - Żeby choć popatrzeć na tę osobistość .

Burmistrz : - Wybijcie sobie to z głowy . Jedzie ze mną komendant policji komisarz Cieśla .

Władzio:- To my na piechotę .- wybiegają potrącając się i robiąc sztuczny tłok w drzwiach .

 

Burmistrz i komendant idą do drzwi , burmistrz w kapeluszu , komendant z paskiem pod brodą .

 

 

Scena 2

Przed odrapanymi drzwiami do nędznego baraku . Burmistrz i komendant .

Komendant :- Nie moja sprawa panie burmistrzu , że pan pozwala tym gnojkom tak tu latać .

Burmistrz :- Myśli pan , że ich kocham ?  Jest mi to obrzydliwe , a oni jak tak szczebiocą

  to mówię panu położyłbym na paznokiet i drugim rozgniótł jak wszę . Ale widział

  pan jakie demonstracje w Warszawie urządzają , jak to krzyczą za tymi Żydami z     Helsinek . Podpięci byli pod tą profesor Sobotę . Potrzeba mi żeby przywlekli mi   jakiś tych gender i mi demonstrację pod urzędem urządzili , że ich dyskryminuję ?

Komendant:- Sobota ta od tych bab …

Burmistrz :- Sobota czy piątek gówno mi tam …No , wchodzimy. Aż się trzęsę . Czuj duch !


Scena 3

Odrapany pokoik w nędznym hoteliku z zabitym deskami oknem przez które prześwieca światło .

Klozetowa żarówka na drucie u sufitu . W pokoiku dwie prycze i stół z kulawą nogą .

Lokatorami są młody człowiek Chlestakowski który zgrał się w karty i nie ma grosza przy duszy

i pasażer jego samochodu Michno , też bez pieniędzy , który nie gardzi żadnym zarobkiem

łącznie z kradzieżą na jarmarkach i w sklepach . Jeżeli Chlestakowski dba o siebie , jest wygolony

i ubrany w porządne spodnie i wiatrówkę , to Michno wygląda na zupełnie opuszczonego .

Michno mocuje się z kieszenią ortalionowej pikowanej kufajki i wyciąga paczkę herbatników

i płaską konserwę rybną .

Chlestakowski:- Tylko tyle ?

  -11-

Michno :- A ty co chciałeś ?  Podarunku od świętego Mikołaja ? Albo obiadu u Wierzynka ?

Chlestakowski rozdziera opakowanie herbatników , łapie kilka i pakuje do ust.Gryząc mówi niewyraźnie : - To słodkie a konserwa słona . Matko Boska ! Jak tak dalej będzie to zdechniemy z    głodu .

Michno:- Bo cię diabli ponieśli z tymi  karciarzami .

Chlestakowski ciągle mieląc suche herbatniki w ustach łapie konserwę i ciągnąc za kółko odrywa wieczko .

Michno :- Czekaj ! Połowa dla mnie . Grzebie w kieszeni i wyciąga dwie cienkie kromki ukrojone

  z chleba .

Chlestakowski kończąc herbatniki :- Skąd masz chleb?

Michno :- Siadłem przy jakiejś starej babie na rynku . Miała pół bochenka krajanego w plastiku

  i rzucała gołębiom . Zachachmęciłem dwie kromki jak z nią razem rzucałem.     Końcem scyzoryka wyjmuje rybki i kładzie na jednej z kromek , pożera z apetytem .   Mówi: Jakem ten chleb gołębiom rzucał , to mi ślina kapała . Zabierać nam się stąd ,   gdziekolwiek , bo w tym zasranym miasteczku z głodu zdechniemy . Gdzie indziej to   przy hot dogach mają odpady bułki i dają chętnie , a tu nawet tego nie ma , bo   wszystko idzie dla kur i świń . Albo dzieci idą do szkoły i w parku zostawiają    śniadania  co im matki dają …A tu nic ! Same głodomory .

Wchodzi właściciel baraku jakby trochę przestraszony : -Burmistrz z tym nowym komendantem

  policji cię szuka . Żeby się z tego jakaś chryja nie zrobiła . Pierwszy raz mi się o   gościa   taka władza pyta . No , dzielnicowy czasem ...tak . Nie wiesz pan co chcą ?   Tamtej nocy człowieka nożem żgnęli pod miastem i na rowie zostawili . Masz co na    sumieniu to mów od razu .

Chlestakowski : - Mam na sumieniu ! Mam ! Wielkie mecyje burmistrz ! Zaraz idę na obiad nie ma    mnie . A potem na przyjęcie do przyjaciół .

Gospodarz szczerzy zęby  szyderczo : - Mioł pies chołpe z kuminem ! Takżeś pan mioł przyjaciół .

  I hola , hola . Nie tak prędko z wyjściem . Pogadam se z nimi to pójdziesz jak cię w     kajdankach nie wyprowadzą . Burmistrz i komendant ! Dobrze musiałeś nakręcić !

  A wyglądasz jakbyś z aniołami w niebie tańczył . Idą tu !

Chlestakowski : Mogą mnie !


  Scena 4

Burmistrz, komendant policji, Chlestakowski. Pierwszy wchodzi burmistrz , przystaje przy

drzwiach ,wyjmuje z kieszeni dyplomatki chusteczkę , ociera pot z czoła . Za nim komendant , zdejmuje czapkę , składa ja na zgiętym przedramieniu jak na jakiejś uroczystości .W drzwiach połowa twarzy Władzia popychanego z tyłu przez Tadzia .

Chlestakowski kłania się : Moje uszanowanie .

Burmistrz: Przepraszam .

Chlestakowski : - Ależ nie szkodzi ...

Burmistrz:- Przyszliśmy na normalną rutynową kontrolę jaką w hotelach robimy raz w tygodniu .

  Te kontrole zupełnie wypleniły w samych hotelach i w okolicy przestępczość i

  prostytucję . Półświatek wolał się przenieść w inne strony ...

Chlestakowski :- No cóż! Jeżeli panowie tak pełnią swoje obowiązki... to chwalebne...Ja osobiście

  nawet na miasto nie wychodzę . Cóż tu jest do oglądnięcia ?

Komendant policji z uszanowaniem :- No , tak . Miasto z chwilą wstąpienia do Unii  Europejskiej

  i dzięki naszemu rządowi się podniosło , pilnujemy , żeby fundusze były właściwie      rozdysponowane . Gdyby pan łaskawie spojrzał , to obok Biedronki śmiecie , które   powstały za poprzednich rządów wywożą i właśnie zaraz po tym powstanie pomnik    świętego . 

Chlestakowski : - Podczas spaceru , no bo czasami człowiek musi wyjść zobaczyłem taki jakiś   napis na murze kościelnym . Pisało tam :  „oddaj pieniądze  coś je przegrał w karty a   miały   być na blachę  w nowym kościele”.

Burmistrz :- Konstytucja wyraźnie zaznacza rozdział kościoła od państwa . Unikamy wtrącania się   w rzeczy kościelne .

Komendant przekłada czapkę na drugą rękę :- Mamy dobrego proboszcza tylko no , czasem .     Popadł w złe towarzystwo , ale potem pojechał na rekolekcje do ojców oblatów i jak   wrócił , parafian przeprosił . Już zorganizowano nowy komitet i trwa zbiórka na tę    blachę na nowy dach .

Burmistrz :- Ale co my panu głowę zawracamy . Pokoik ma pan bardzo niewygodny i jaki     ciemny !

Chlestakowski :- No właśnie ! Czasem mam ochotę popracować , popisać coś . Jeżdżąc po Polsce

  poznaję ciekawe okolice i zorientowałem się już , że jak jest już krzyżyk na poboczu    to znaczy , że ktoś zginął w wypadku a jeżeli jeszcze są przy tym krzyżyku świeże   lampiony , to znaczy że ktoś  niedawno zginął .

Komendant : - Właśnie teraz usiłujemy rozgryźć tę sprawę . Ktoś szanowanego obywatela     rozjechał nogę mu urwał , dowodów nie ma ani w tył ani w przód ...i dlatego te     lampiony...Ale już jesteśmy na tropie …

Chlestakowski :- Nno tak . Niech panowie siadają .

Burmistrz :- Ach nie trzeba . Nawet nie ma tu ma czym usiąść , same pan ma niewygody . Jak w   takich warunkach  pracować ? Ani coś zapisać . Trzeba polegać na pamięci .   Ale cóż . Pamięć młoda to dobra …

Komendant stuka obcasami , ubiera czapkę i zakłada pasek pod brodę :- Odmeldowuję się …

Chlestakowski :- Właśnie wybierałem się na obiad z ...no kolegą z którym przyjechałem , skromny

  obiadek bo traf chce  i nie nadeszły mi pieniądze ku mojemu zdziwieniu miano mi

  przelać na konto i oczekuję z dnia na dzień . Niestety . Dlatego skromny obiad .

  Tutaj nie jadam , bo herbata cuchnie rybą . Nie do takiej jestem przyzwyczajony .

Burmistrz :- Chwilowe braki . Któż ich nie ma .Ale jeżeli chodzi o pieniądze , to przecież między     ludźmi gość naszego grodu nie może zginąć . Akurat mam przy sobie...Pożyczę .

Chlestakowski z ożywieniem :- Dwieście złotych by mi się przydało a przyjdzie mamona na konto   to zaraz oddam... Oddam .

Burmistrz na stronie do siebie :- Łatwiej idzie niż myślałem . - głośno- Mam akurat dwieście jakby      odliczone i znowu do siebie – bierze jak ten z NIKu . Dobra nasza .

Chlestakowski bierze pieniądze , przesuwa banknoty : Tu jest ...tego … czterysta .

Burmistrz :- Głupstwo... Tak mi się wzięło... Odda pan czterysta .

Chlestakowski chowając pieniądze :- No cóż...Oddam czterysta .Tylko przeleją mi na kartę...


Scena 5

Pokój typowy kolorowe obrazki na ścianie .Łóżko zasłane niedbale , pokryte wzorzystą kapą .

Przed lustrem młoda dziewczyna w obcisłych dżinsach z dziurami na kolanach i w koszuli wypuszczonej na dżinsy odsłaniającej duży dekolt zachodzący aż na ramiona . Na ramionach

różowe paski podtrzymujące stanik . Drzwi się otwierają wchodzi seksowna kobieta po trzydziestce

ale przed czterdziestką ...Patrzy krytycznie na córkę , która przeciąga się przed lustrem .

Anna żona burmistrza :- Słyszałaś ? Ktoś z Warszawy przyjechał...Głośno – Sylwester !

  Sylwek !

Andżelika córka burmistrza :- Na nic wołać. Wsiadł w peżota i pojechał jakby go gonili .

  Do matki  - guzdrałaś się  i nic nie wiesz . A mnie to mało obchodzi .

Anna :- No pewno ! Mam zawdziać takie dżinsy jak ty i kolana pokazywać ! Ile ci się nagadam

  żebyś się ubierała jak kobieta na którą świat patrzy . A ty nic. Jesz , tyjesz , te dżinsy   już na ciebie nie włażą , chyba po łyżce je zakładasz .

Andżelika :- Ani o milimetr . To ty tyjesz .

Anna:- Nic nie wiesz a mówisz . Codziennie mierzę się i ciągle to samo 90 -80 -120 .

Andżelika :- Jakiś dziwny masz ten centymetr .

Anna prawie jęcząc :- Taka jesteś córka ! Taka jesteś ! Boga się nie boisz  matce się przedrzeźniać

  z tuszą . A tu obcy człowiek i z Warszawy . Na pewno go przywiezie .

Andżelika :- Myślę, że wątpię .

Anna :- To ojca nie znasz ! Obłaskawi każdego z Warszawy czy z Krakowa .Czy z NIKu

  czy z PIHu , czy z sanepidu . Każdemu da radę .

Andżelika :- A jak by z Brukseli ?

Anna :- I z Warszawy wystarczy !


Scena 6

W tym samym ciemnym pokoiku byłego hotelu robotniczego przy krzywym stole .

Burmistrz :- I w ogóle , co taki gość robi w takim podłym hotelu? Mam w moim domu     niekrępującą część , dla moich, no , tego przyj...tego ...gości …

 Chlestakowski :- Chciałby pan ? Czyżby ? …

Burmistrz :- Ależ tak … Proponuję... Żona i córka będą zaszczycone …

  ...burmistrz na stronie ciszej: cholera , cały czas trzyma fason , jakiegoś ni to , ni sio .    Dobrze! Chcesz tak , to dobrze! Dostosujemy się !

  Poniżej głośno : no , gdyby...Dom mój otwarty , zobaczy pan , obywatele co lepsi     przyjdą i ze strefy przemysłowej , i z handlu i z kultury . Miejski Ośrodek Kultury

  mamy na poziomie . Dyrektor po szkole rolniczej skończył niedawno zaocznie

  i te tam kulturalne uzupełnia  . Wziąłem go , bo talent ma w rękach , na sylwestra

  jak zrobił zabawę u sufitu dekoracja własnym sumptem no... za przeproszeniem   pana kondony pokupował i napompował , namalował na nich różne takie tam   zabawne sceny i to wszystko powiesił u sufitu różnie podświetlone... no boki   zrywać...

Chlestakowski : -To warto by obejrzeć .

Burmistrz :- No , to już zdjęte, bo z niektórych powietrze pouchodziło i proboszcz mimochodem      zaglądnął i kazał zdjąć.- ożywia się : ale to nic , ściągnę go i nas zabawi , jak to w     kulturze...Różne takie kawały zna , jak kiedy , no , coś tam się wypije , to na koniec    kulturalnie go  wołamy i boki zrywać . Podam panu przykład . Siedzi , siedzi   spokojnie , wszyscy kulturalnie na niego patrzą i nagle zadrze się : „zabierz pan tę   rękę! Nie tę rękę, tamte rękę ! Oj przepraszam , to nie ten pan , to tamten pan ! Ha ha    ha ha” …Taki jest!Mamy też zespół fujarkowy . Dziewczynki na fujarkach grają w   ubiorach ludowych  i orkiestra strażacka...Dotacji na kulturę nie żałuję...Nieraz tam   jakiś poeta i tam dalej . A pan szanowny długo u nas zabawi ? I w jakie strony pan   zmierza ?

Chlestakowski :- U nas na wschodniej ścianie to wie pan z pracą nie tak...Słyszałem , że w      Andrychowie coś otwierają . I tak mi się przydarzyło , że absolutnie nie wiedziałem

  pieniądze mnie nie dogoniły na koncie , chociaż esemesowałem do firmy .

Burmistrz na stronie : A to chytra sztuka! Ani go ugryźć!  Nie wiedział czym     zapłacić...Andrychów!

Chlestakowski po chwili milczenia. - Po drodze przyglądam się wszystkiemu , bo mój ojciec      zawsze mówi – patrz i życie studiuj- nauczysz się więcej jak na uczelni .

Burmistrz do siebie : - Oj! Trzeba z nim ostrożnie . Głośno :- Może nie jestem wart tego , ale moja     propozycja którą przedstawiłem , żeby pan skorzystał z mojej gościny jest ciągle   aktualna . Bo rzeczywiście w temacie hoteli to u nas nie tak bardzo … Ale mamy w   planie … Jest inwestor Turek z którym rozmawiamy … Być może ...

Chlestakowski śmieje się zupełnie rozluźniony : Ha ha ha ! Pan to tak jak ten minister Grad ,

  cały czas miał inwestora , to Araby, to jeszcze ktoś . Mieli brać inwestować , ludzi     zatrudniać , nawet sam myślałem pojechać , aż w końcu rura mu zmiękła i te   stocznie zlikwidował .

Burmistrz przerażony rozgląda się , wyciąga z kieszeni dyplomatki chusteczkę , przeciera twarz

   i czoło -do siebie- Gadaj zdrów , mnie nie naciągniesz na politykę … Głośno :-

  Ale w końcu co my tam wiemy , pracujemy dla kraju w swoim zakresie i po swojej   linii o ministerstwach to nic nie wiemy chyba , że coś z tamtąd przyjdzie a tematy   polityczne nie dla nas . Od tego są politycy a nie samorząd . Śmiem prosić , żona i    córka się ucieszy .

Chlestakowski : Bardzo dziękuję , skorzystam z przyjemnością jeżeli pan taki gościnny... Kolega   tu pozostanie . Zabezpieczymy dla niego pokój , zapłacę . Jeżeli pan taki gościnny ...

Burmistrz :- Niech pan szanowny nie sądzi , że ja tak tylko dla pana . Ja ze szczerego serca ,      wszystkich ludzi , którzy zasługują na szacunek goszczę a pana szczególnie bo

  sama postać zasługuje na szacunek ...

Chlestakowski :- Ja też lubię ludzi szczerych i uczciwych . Nie żądam nic więcej niż szacunku .

Burmistrz : - Wydaje mi się , że właściwie byłoby rozpocząć dzień od zwiedzania naszego miasta .

Chlestakowski :- A co tu jest do oglądania ? Trochę ruin i te tam lampiony na skrzyżowaniu chyba    już wyświecone . Jak tam komuś urwało nogę to on długo nie pożył .

Burmistrz znowu wyciera czoło chusteczką i mówi : - Policja prowadzi energiczne śledztwo .

  I to co redakcje różne wypisują i rodzina w skargach , że sprzątaczka wyrzuciła

  bo myślała , że to jakieś barachło to nie prawda . Zresztą nie moja sprawa , niech się     tłumaczy policja ...

Chlestakowski : - Dowody rzeczowe ?

Burmistrz coraz bardziej przestraszony : - No tak … Oni wypisują , że komendant sobie po tej     sprawie nowy dom buduje  i żonę zmienił. .. Ale on już na emeryturze ...

Chlestakowski coraz pewniej : - No cóż , to też nie moja sprawa … To gdzie idziemy i co tam     będziemy robić ?

Burmistrz spokojniejszy chowa chusteczkę do kieszeni dyplomatki :- Tak w ogóle pan zobaczy jak

  idzie praca , jak sprawy postępują jak urzędy działają . Komendant pojechał moim

  służbowym wozem już wrócił .

Chlestakowski :- No cóż , oglądnę z przyjemnością .

Władzio wsuwa głowę przez drzwi .

Burmistrz macha na niego ręką mówi :- Zwiedzimy szkołę .

Chlestakowski :-  Możemy , ale ja chciałbym wrócić na obiad .

Burmistrz :- Pomyślimy o obiedzie . Przy sposobności sprawdzi pan stołówkę naszego domu     spokojnej starości . Słynie z kuchni . Pensjonariusze nie mogą się nachwalić .

Chlestakowski :- No jeżeli tak ...


Scena 7

W godzinach popołudniowych – dom burmistrza , Chlestakowski mocno „podcięty” otoczony

  figurami prezentowanymi w poprzednich scenach naprzeciw żona i córka

  burmistrza .

Burmistrz dokonuje prezentacji :- Oto żona moja Anna była piękność i córka Andżelika      rozkwitający pączek róży musi pan przyznać .

Chlestakowski  lekko zataczając się i korzystając z podpory poszczególnych figur miasta

  mówi : - Co też pan opowiada . Pańska żona to aktualna piękność ! Mam     przyjemność poznać panią- kłania się – a córa !

Anna : - Że też nie mieliśmy wiadomości , że nasze miasto gości taką osobistość .  Czy nie     dokuczył panu pobyt na takiej prowincji .

Chlestakowski :- Ale od dzisiaj w towarzystwie pani i otoczenia jest mi bardzo przyjemnie .

Anna :- Mieszkamy jednak na wsi ...prawie ...

Chlestakowski coraz bardziej pewny siebie rozgląda się po otoczeniu przypochlebnie     uśmiechniętych twarzach oficjeli i mówi : - No , cóż wieś . Wieś ma te tam wzgórza ,    strumyki . Pod miastem widziałem taki strumień zarośnięty krzewami a na każdej

  gałązce kolorowe torebki plastikowe , etykiety... takie tam … Ładnie to wygląda .

Anna :- Że też na takim stanowisku ma pan czas na oglądanie przyrody .

Chlestakowski : - Stanowiska jakoś mnie się trzymają . Zawsze staram się żeby stanowisko było   nie krępujące . Tak , żeby wpaść na chwilę do urzędu , na dwie minutki dosłownie...

  Jako ekspert … ekspertację zrobić , wiadomo, pieniądz leci . Prezesi spółek skarbu     państwa  są ze mną na przyjacielskiej stopie ... Posłowie … Senatorowie ... nie chcę   wymieniać nazwisk . Chcieli mnie nawet do sejmu , ale myślę sobie : po co mi to ?

  I tak wchodzę , straż tylko salutuje ...

Anna :- To musi pan przy tym pomagać ludziom . Jak ta co tak na leżąco te swoje audycje     prowadzi ...

Chlestakowski :- Znam ! Znam ! Nieraz jak robię coś dla telewizji to ją spotykam . Jaworowska    czy jak . Przystojna kobieta...Do burmistrza-Siadajmy . Proszę siadać, siadajmy .    Dlaczego państwo stoicie ?

Burmistrz :- To tak ...wstępnie ... potem usiądziemy ...

Chlestakowski lekko się zataczając : - Nnie wywyższajmy się … Nie lubię ceremonii . I w     Warszawie staram się prześlizgnąć niepostrzeżenie . Ale cóż , ludzie mnie    znają . Gdzie tam zajdę zaraz słyszę : o Jacek Chlestakowski idzie . Nieraz nawet na    poligon zajeżdżam gdzieś do Drawska czy do jakiejś Dęby to warta prezentuje   broń ... Znają mnie .

Anna :- To zadziwiające ...

Burmistrz niezadowolony :- I czemu się dziwić ?

Anna :- Ja się nie dziwię tylko podziwiam … W sferach artystycznych zapewne też ma pan     znajomości .

Chlestakowski słabo trzyma się już na nogach i nalega :- Ale usiądźcie państwo nie ceregielujcie   się tak .

Wszyscy siadają na fotelach i krzesłach . Władzio tylko stoi i Tadzio .

 

Chlestakowski :- Wszędzie jestem znany . Pytała pani o sfery teatralne . Co do tego to znam nawet    tą  Szczypiastą , tę co goła na scenę wychodzi … No , wiecie tę co komunę   zwalczyła .Ale też od strony tego co napiszę …

Andżelika :- Ooo , to pan pisze też ?

Chlestakowski :- Piszę , nieraz mnie do tego namówili różne takie satyry , wodewile i wiersze .

  Z literatami się znam . Z różnymi ... no takimi co ...

Kurator szkół :- Szkoda , że Himilsbach umarł ...

Chlestakowski : - Bo pił . Raz to nawet wężykiem gumowym przez dziurkę od klucza mu     pompowali  wódkę , bo jego żona zamknęła . Ale powiem państwu , że piszę teraz od    niechcenia bo obowiązki takie tam różne ... czasami do gazet … Posiadam jednak tę   niejaką zdolność i lotność . Nieraz to ten , no  Jeleniowski no nie , nie wszystkie   nazwiska pamiętam … o , załapałem  … Szczykutowski to mi mówi żebym ja miał   taką zdolność to nie nudzili by się ludzie przy moich książkach . A ja mu na to :   Józefie , to trzeba mieć wrodzone ...

Andżelika :- Józefie ? To chyba tak w towarzystwie . Bo w rzeczywistości to jemu jest Andrzej .

Chlestakowski odchyla głowę na poręcz fotela :- Andrzej ? Oczywiście! Ale to tak po koleżeńsku

  wołamy na niego Józiu . Ale ciebie kotku szkolą dobrze widać .

Andżelika :- Miałam to na lekturze . Nuda bo nuda . Nuda , ale książka gruba . Podobno bryka     wydali . Ale to było w trzeciej .

Chlestakowski :- Przyznać muszę , że literatura i spektakle telewizyjne wypełniają mi życie . Ot

  na przykład „em jak miłość”. Co i raz reżyser przychodzi i prosi o scenariusz na      następny odcinek . Prowadzę otwarty dom . Niech sobie przychodzi . Jak kto będzie   w Warszawie to tylko do mnie .  Zapraszam . Na ścianie wschodniej apartament

  Wszyscy celebryci się schodzą i Jaruzelska i ta co miała być narzeczoną Jarka

  Szczypiornicka . Mówią nieraz poradź coś i ja zawsze dobrze poradzę . Ostatnio     jestem jeszcze w bonżurce , a tu goniec pismo przynosi , żeby pokierować .

Władzio :- Nie przez internet?

Chlestakowski :- Mam tajny imail . Takie pisma tylko przez gońca . Przyjąć ministerstwo po      Nowaku . Tym wiecie z zegarkami . Nie chcem , nie chcem jak mówił Wałęsa

  ale muszem . I ja tak samo... Tusk się mnie radził co robić z tym Amber Goldem

  a ja mówię zamknąć .

W tłumnie urzędników westchnienie .

Chlestakowski :- I zamknęli i nie odmykają . Idą za moją radą i już prokuratorzy pracują . Ale

  to trudna sprawa . Problemy i koniec !

Chlestakowskiemu nogi wymknęły się spod   fotela i wyjechał na podłogę.- Władzio i Tadzio sadzają go z powrotem z szacunkiem .

Burmistrz przerażony :- Wa wa wa  Warszawa . Szanowny pan raczy odpocząć . Jest pokój i     wszystko .

Chlestakowski zgrzyta:- Wszystko bzdura . Jutro będzie prawdziwa inspekcja … Owszem obiad   był zadowalający , zadowala, tak ...z patosem – łosoś norweski! To nie dorsz czy tam    karp !

Tadzio i Władzio wyprowadzają go pod ramiona do drugiego pokoju. Wracają do opustoszałego pokoju .


Scena 8

Władzio :- To jest człowiek ! Tadziuniu ! Ale nam się udało! Póki żyję nie byłem w towarzystwie

  takiej osobistości . Wiesz ! Nie byłym nawet zazdrosny o ciebie , gdyby on ...hi hi hi.

Tadzio :- Ani ja o ciebie ! Taki to musi mieć ! A z niego … hi hi hi ! Gdybym śmiał to bym mu się      oświadczył . Nigdy z takim nie miałem...ha ha ha ...Nie gadaj !

Władzio:- Myślę jakie on ma stanowisko …

Tadzio- Że generalskie to na pewno .

Władzio – Pewno że tak … Słyszałeś jak mu tam salutowali ? Ja bym mu …

Tadzio :-I ja bym mu ...

Władzio – Ja bym też , ale poligon to ja miłe wspominam , szczególnie te kąpiele z rekrutami w   łaźni .

Tadzio :- Ty mnie już nie kochasz – płacze-

Władzio :- Kocham , ale taki … jaki śliczny ...


  Scena 9

Ten sam pokój . Anna i Andżelika . Z pokoju Chlestakowskiego wychodzi burmistrz . Przykłada palce do ust , wytrzeszcza oczy na kobiety .

 

Burmistrz :- Tsss...!

Anna :- Ach to ty !.

Burmistrz :- Teraz żałuję , że go tak ululałem . Bo pomyśleć … Jeżeli połowa tego co mówił jest     prawdą … Burmistrz namyśla się- i jakżeby nie miało być prawdą...?   Człowiek po pijanemu wszystko wygada co ma na sercu . Co ma na sercu , to   na języku . No , gdzie nie gdzie przesadził co nieco … Bez łgarstwa taka mowa to   nie – nie przekonuje. Z ministrami za pan brat , Szczypiastą , która zwalczyła    komunizm z Jaruzelską ... aż mnie mróz przechodzi !

Anna :- Ja tam nie czuję żadnego lęku ...

Andżelika :- Ja też … Połowa z tego co gada to ściema … Książki napisał , Szczykutowskiemu   mówi   Józiu , no możliwe  oni tam w tym związku literatów znają się jak łyse konie .

Burmistrz :- Wiadomo literaty... Nie ma o czym gadać . A jego słowo wystarczy , lecisz ze     stanowiska . Won bucu ! I szukaj roboty, i to takiej , żeby się nie zmęczyć i nie    zakurzyć. Nie można go traktować jak Tadzia czy Władzia .


  AKT  III

  Scena 1

Policjanci w pełnej gali otwierają szeroko drzwi , wchodzi na lekko niepewnych nogach Chlestakowski , za nim burmistrz potem naczelnik poczty  , dyrektor szpitala i dyrektor domu opieki społecznej Ślęczyński . Tadzio i Władzio wsuwają się przy ścianie . Burmistrz  strzyże okiem na papierek leżący na podłodze. Dyrektor szpitala zręcznie schyla się , podnosi i chowa do kieszeni .

 

Chlestakowski :- Porządna instytucja ten szpital . I katering no można powiedzieć wzorowy .

  Ponad to podoba mi się , że przejeżdżających przez wasze miasto tak się przyjmuje .

  W innych miastach nic mi nie pokazano a burmistrze w ogóle nie zwrócili na mnie   uwagi . Za to ja ...-podnosi palec do góry – nie bójcie się !

Burmistrz :- Nie chciałbym być w ich skórze .

Wszyscy potakują z przypochlebnymi uśmiechami .

 

Chlestakowski :-Powiem państwu , że nie na darmo jeździ ze mną kolega  którego tutaj nie ma i     którego wysyłam z tajną misją , żeby zasięgnął języka . Powiem państwu , że    to wszystko byli komuniści  sekretarze nawet !

Burmistrz :- Melduję panu , że wśród nich jest taki gagatek co całe Bieszczady zaorywał z góry na   dół  i w poprzek i barszcz ukraiński sprowadził co teraz wszędzie rośnie . Pozwalał   sobie bo Jaroszewicz go lubił . Nowe władze się zaraz na nim poznały , ale on do   kościoła zaczął  i w kurii na dwóch łapkach zaczął chodzić , to jeszcze się kołacze .

Chlestakowski :- Śniadanie było bardzo dobre  w stołówce dla pracowników , przyjemny zapach ...

  Wszystkich tak przyjmujecie ...?

Dyrektor szpitala :- Staramy się … Pacjenci też . NFZtu nie obciążamy bardzo , na dyżurach      doktorzy nie śpią , chyba że nic do roboty nie ma , wszyscy zdrowi . A i tak wszyscy   w pogotowiu , nie zasypiają gruszek w popiele .

Burmistrz:- Być ojcem miasta , to trudny i zawiły obowiązek .

Ślęczyński na stronie :- Ale ma talent do pozorów . Niechże mu tam Pan Bóg da zdrowie . Zagada    tego oficera  na śmierć . Ale niech gada .

Chlestakowski :- Dobrze pan mówi . Od razu mi się przypomina nasza katechetka w szkole     elektrycznej u nas . Zawsze mówiła , ze w obliczu cnoty wszystko jest marnością

  i że porządny człowiek zawsze jest w opozycji ... Tyle , że się jej potem przytrafiło...

  no , ale i tak wyszła na swoje , bo ożenił się z nią kierownik cmentarza parafialnego .

Tadzio do Władzia : Czysta prawda...uuuch cmok całuje dłoń ...całuje dłoń.

Władzio :- Uwagi takie jak profesor Pieśniarz … cmok.

Burmistrz :- Nie stójmy tutaj , wstąpmy do królestwa pana kuratora oświaty .

Kurator oświaty :-  No , nic nadzwyczajnego , ale w jednej z moich szkół jest dobra kucharka .

Chlestakowski :- No, alkohol jednak zaostrza apetyt . Lubię dobrze zjeść , bo w końcu     przyjemności nie należy sobie odmawiać .

Burmistrz :- Nie zawadzi dobry śledzik pod wódeczkę .


  Scena 2

Burmistrz i dyrektor banku . W tym czasie kiedy rozmawiają pokój zapełnia się .

 

Dyrektor banku : Panie burmistrzu . Coraz bardziej mi się to nie podoba ...Pytałem Warszawę po   swojej linii , mówią ,  teraz po wyborach wszyscy uruchamiają swoje służby ,

  różnych takich wysyłają z AWS czy ABS  z NIKu i ABW , żeby tylko kogoś złapać i     sprawę zrobić . Jak nawet dopadną swojego to się potem wyciszy i zrehabilituje .

  Zalecają ostrożność... A swoją drogą chytra sztuka , udaje Greka a tylko tego     swojego podwładnego wysyła żeby niuchał, ciągle go widać w Tesco , to znowu

  z jakąś kobietą  być może też agentką za miastem u wałów rzeki...

Burmistrz :- Na razie śpi , bo sobie dobrze wczoraj dolał , ale już tam się ruszał i spuszczał wodę w     łazience . Dobrze że panowie są wszyscy . Zrobimy to niby przypadkiem , że    zwołałem panów na naradę  niby , że to jest na porządku dziennym przed pracą .

Kurator :- Dobrze by było , żebyśmy mieli laptopy przed sobą ...

Poruszenie wśród zebranych . Spoglądają po sobie.

Burmistrz :- Słuszna uwaga ...Czy tam kto umie czy nie umie tym się posługiwać niech to     urządzenie trzyma przed sobą . Tadziu i Władziu skoczcie po laptopy . A my   siadajmy .Tu na pierwszych krzesłach dyrektor banku i komendant , obok dyrektor    szkoły i pocztowiec, dalej nadleśniczy , czy ten tartak przepisany już na żonę ...?

Nadleśniczy : - Żonie dałem pozew o rozwód … A z tym tartakiem to taka jest sprawa , że do     suszarni dołożyła pieniądze Izabella  … to znaczy sekretarka , ale nie w moim   nadleśnictwie tylko w sąsiednim , także w razie czego Izabella Trojańska jest    właścicielką ...

Burmistrz :- Jak ją tam zwał tak zwał, niech będzie byle na ciebie nie stało ...

Pojawiają się Tadzio i Władzio z laptopami . Rozdzielają laptopy .

Burmistrz :- Tadzio … Przynieś jeszcze krzesło dla mnie ...no , nie ! Fotel przytargaj i powiedz   tam żonie ,  żeby kobiety nie przeszkadzały , drą się tam jak kawki na kominie   podczas lęgów ...

Tadzio podrywa się , wybiega i wraca pchając przed sobą fotel .

Burmistrz :- No ,dom pomocy społecznej  i dyrektor szpitala ten tego , te dwa krzesła trochę z     boku wy go macie już z głowy , bo u was był , obiad chwalił .

Kurator :- To u mnie , u nich było śniadanie i drugie śniadanie . U mnie ten łosoś co mu tak     smakował .

Burmistrz : - Władzio ! Daj mi ten laptop .

Władzio zawiedziony :- A ja …?

Burmistrz :- Ty masz duży telefon , patrz w telefon .

Władzio :- To nie to …

Burmistrz :- Cicho ... Nastawia uszu w stronę drzwi...Bierze laptop... Patrzy w niego ...zastyga.

Kurator :- Nie powiedział pan jak tu do niego … tego … no …

Burmistrz :- Bierze pożyczkę ...Chciał dwieście , miałem czterysta … wziął ... mówi , jak mi tylko      przeleją na służbową kartę to oddam ... ale ja wiem …?

Nadleśniczy : - Można by zachować pozory , że robimy jakąś składkę , i jemu powierzamy ...że   niby na pomnik Chrystusa Króla ...

Burmistrz :- Przecież mamy już pomnik Chrystusa Króla . Wtedy co te machlojki w spółdzielni     mieszkaniowej zrobili . Tej polsko -kwibeckiej … I afera się robiła , tośmy   postawili biskup się cieszył i jakoś uszło .

Kurator :- Ale ten pomnik ma rozłożone ręce , a tu mógłby mieć złożone ...

Burmistrz :- Na nic ten pomysł . Najlepiej będzie ustawić się po kolei  niech każdego wysłucha

  i każdy mu przy sposobności , ze pożyczkę … i tam dalej … Jak weźmie to już      dobrze . On w swoim pokoju . Bez krępacji a wy no … niby … Musi być    praworządnie , Polska jest krajem praworządnym , cicho! - kładzie palec na ustach .

 

  Scena 3

Ci sami , siedzą laptopy trzymają , do pokoju wchodzi Chlestakowski , burmistrz podrywa się

fotel odjeżdża .

Burmistrz : - Codziennie robię taka naradę , raz w urzędzie , raz u mnie . Przypadło dziś u mnie .   Nie musimy się przenosić do urzędu .

Wszyscy zrywają się z łomotem , Tadzio wali Władzia łokciem w brzuch , tamten zgina się , chce jęknąć, zatyka sobie usta dłonią .

Burmistrz :- Oto kwiat naszego miasta , ludzie co trzymają w rękach ster , że tak powiem . Chcieli    się przedstawić panu … Chociaż niektórych pan zna ze śniadania i obiadu i drugiego    śniadania .

Kurator wypręża się .

Chlestakowski :- A tak , znam , znam . Bardzo dobry był ten łosoś norweski ... a i zupa ...    pamiętam , pamiętam węgierska … ostra .

Burmistrz :- Dyrektor szpitala ...Dyrektor wypręża się - Malczyszka  - Malczyński....Doktor . Pan     pozwoli dwojga nazwisk – po przodkach .

Chlestakowski :- Tak , tak , pamiętam , te pierożki z jagodami i kurczę z podwórza chłopskiego .

  Jak pan mówił robione na piwie , zapach wspaniały .Osłania usta ...ziewa .

Burmistrz :- I chciałem panu sprezentować kadrę . Będą wchodzić po kolei , składać

  sprawozdanie , w laptopach mają dane ... u nas w mieście nowocześnie ...

Chlestakowski ziewa wytrzeszcza oczy :- no po cóż to …?

Burmistrz :- Należy się .

Chlestakowski cofa się do drzwi. Burmistrz szturcha w bok leśniczego , popycha za nim ...Ten

zdrętwiały ...idzie sztywno .


  Scena 4

Pokój Chlestakowskiego , rozgrzebane łóżko . Stół , fotel , na ścianie dwa portrety : burmistrz ze srebrnym krzyżem zasługi i jakąś zasłużoną ozdobą w drugiej klapie . Portret żony burmistrza z córką w ramionach , kwiat we włosach .

 

Chlestakowski patrzy na nadleśniczego , ten miesza się , dygoce .

 Chlestakowski :- Ładny ma pan ten mundur , tego , no , sam nie wiedziałem , że leśnicy tacy      umundurowani . No … tego ...pan tu długo ?

Nadleśniczy :- Już 10 lat . Wyremontowałem biura … personel też wyremo....przepraszam     umundurowany tylko kobiety w sukienkach . Wyjmuje chusteczkę za nią wysuwa się

  zwitek banknotów – do siebie – Matko Boska ,... jak mu te pieniądze ...

Chlestakowski :- Ooo pieniążki panu wypadły … na pewno to stanowisko się panu opłaca .

Nadleśniczy dalej się trzęsąc:- Co do tego tartaku , który niby stał na moje nazwisko to są     polityczne kalumnie , bo tartak stał na moją żonę z którą się rozwiodłem … Już z nią   nic nie   mam . A teraz sprzedała Trojańskiej .

Chlestakowski :- Rozwiódł się pan zasadniczo …

Nadleśniczy :- Moja żona prowadziła się niemoralnie . Nie mogłem tego znieść .

Chlestakowski :- Interesujące, ale panu wypadły pieniądze .

Nadleśniczy :- Zawistni ludzie piszą na mnie , ale sam pan może zobaczyć , szkółki są ogrodzone

  i nasadzenia …

Chlestakowski :- Co do tych pieniędzy to mógłby mi pan je pożyczyć . Podnieśmy je z podłogi bo      nie lubię jak się pieniądze poniewierają ...

Nadleśniczy podnosi pieniądze, odbija mu się przy tym , zatyka usta ręką :-Przepraszam ,      przepraszam ,  ale choruję na żołądek .

Chlestakowski :- Przecież macie dobry szpital . Wie pan mam kłopoty . Nie nadesłano mi na

  konto .

Nadleśniczy z ulgą :- Proszę bardzo...tu jest dwieście .

Chlestakowski : - Jak mi przyjdą na konto …

Nadleśniczy :- Ależ … - cofa się ku drzwiom- czy są może jakieś polecenia dla mojej służby ?

Chlestakowski :- Nie , nie mam żadnych poleceń .


  Scena 5

Ten sam pokój . Dyrektor Alfel Banku .

 

Chlestakowski : - A to pan … Przypominam sobie ...tak z obiadu .Łosoś norweski był doskonały .

Dyrektor banku :- Tak ...Uczestniczyłem... Miałem zaszczyt .

Chlestakowski :- Pan tu na stałe w tym miasteczku mieszka ?

Dyrektor :- Oczywiście … Prowadząc taką placówkę musi się trzymać rękę na pulsie .

Chlestakowski :- Miasteczko owszem … tego … W sumie podoba mi się ... Nie jest to stolica ale

  zawsze ... A jednak nawet w takiej mieścinie można być szczęśliwym . Pana zapewne

  szanują . A czegóż w końcu potrzeba , jeżeli człowieka szanują ? Szacunek to    ważne .

Dyrektor banku :- Całkowicie pokrywają się pańskie zapatrywania z moimi .

Chlestakowski :- No to dobrze . A propos pieniędzy …

Dyrektor banku pośpiesznie : Nasz bank wspiera ludność . Chętnie udzielamy pożyczek . Dla   takiej osobistości  jak pan … to bez żadnych warunków i zaświadczeń . Samo   stanowisko ...

Chlestakowski :- Ach , serdecznie dziękuję . Nie lubię mieć długów . Czasami wie pan , no .    Człowiek jest w kłopotach  jak na przykład ja teraz . Konto puste ... pieniądze miały    przyjść . Sprawdzam … Jeszcze nie ma a nie lubię sobie odmawiać .

Dyrektor banku :- Może chwilówkę? … dajemy .

Chlestakowski :- Nie lubię się zadłużać jak mówiłem . Ale gdyby pan na przykład ...No     powiedzmy czterysta złotych , kiedy przyjdą mi pieniądze to biegnę do bankomatu i   już zwracam .

Dyrektor banku do siebie :- Ale twarda sztuka … Byle śladu nie zostawić ...-głośno- ależ służę ...

  czterysta – odlicza pieniądze- czterysta …

Chlestakowski : - Może jakiś rewers...?

Dyrektor banku :- Ależ , to wykluczone … Pańskie słowo mi wystarcza .-cofa się do drzwi ,     kłaniając się wychodzi .

Chlestakowski  zapalając cygaro :- Hm  , hm...W sumie to bardzo porządny człowiek .


  Scena 6

Ten sam pokój . Wchodzi wpychany kurator Strugacz . Słychać głos – czego się boisz , to nie ty -

 

Chlestakowski : Proszę , proszę niech pan siada. Może cygarko ?

Strugacz :-  Mam zaszczyt ... Niestety nie palę … Ale wezmę .- bierze cygaro wkłada odwrotną     stroną do ust.

 

Chlestakowski koryguje to , odcina koniec , Dyrektor Strugacz zapala , krztusi się , wytrzeszcza oczy . Chlestakowski śmieje się .

 

Kurator Strugacz :- To trudna sztuka , podziwiam pana , macha ręką , cygaro spada na dywan .

Chlestakowski :- No cóż nie każdy jest amatorem cygar , powiem panu , że to wasze miasteczko   jest ciekawe  , pan tu dawno na stanowisku ?

Strugacz : - Od ostatnich wyborów . Poprzedni kurator był zupełnie niedołężny , wie pan wisiał u     kruchty i teraz muszę …

Chlestakowski :- Co pan musi ?

Strugacz :- No na pewno doszły pana słuchy , że zakupił trzysta kilometrów stąd w górach      klasztorek sióstr Służebniczek .

Chlestakowski :- Cały klasztor? To musiał być bogaty .

Kurator Strugacz:- No nie . Zakupił dla kuratorium żeby dzieci miały na zielone szkoły .

Chlestakowski : - No i co się z tymi siostrami stało ?

Strugacz :- Podobno rozdzielono je po plebaniach . Sam mam taką katechetkę zakonnicę a     pieniądze dała z ministerstwa pani Radziungułł , całe trzysta tysięcy .

Chlestakowski ziewa ,puka się po ustach :- Dzieci przynajmniej miały szkoły .

Strugacz :- No nie tak...w części . To daleko i nikt tam nie jeździł . Puste to stało , menele z całej   wsi się schodzili i w końcu popalili .

Chlestakowski :- Coś podobnego ! Całkowicie spłonęło ?!

Strugacz :- No nie całkiem . Straże jeździły . I teraz ja się z tym muszę męczyć , ale ktoś ma to   kupić .

Chlestakowski :- No nie pańska wina . Niech pan się nie martwi . Ale tak na marginesie , to     miałem w podróży zadziwiającą przygodę ... Udałem się w konkretnym celu   służbowym zaznaczam a mój no ...kolega zaspał i okradziono mnie . Czekam teraz   na pojawienie się pieniędzy na koncie , esemesowałem kilkakrotnie , ale wie pan jak   jest z urzędnikami , leniwe nasienie . Krótko mówiąc przydałoby się dwieście ,   czterysta złotych .

Kurator Strugacz : - Ależ ja mam , mogę pożyczyć …

Chlestakowski :- Czterysta …

Kurator Strugacz :- Mam tylko dwieście – trzęsąc się szuka po kieszeniach .

Chlestakowski :- Dwieście … niech będzie dwieście ...Zapomniałem , że wam te samorządy      niewiele płacą .Muszę to poruszyć w sejmie albo w senacie. W każdym razie jestem   zobowiązany .

Kurator kierując się do drzwi do siebie :- Dzięki ci Boże ! Może nie wgryzie się w ten klasztor !


  Scena 7

Ten sam pokój i dekoracja .Chlestakowski i komendant policji .

Komendant wchodzi w galowym mundurze , trzaska obcasami , staje na baczność .

Chlestakowski :- A po cóż tak służbowo , proszę siadać, rozgościć się na luzie .

Komendant zdejmuje czapkę , układa ją na zgiętym przedramieniu , siada.Patrzą na siebie w milczeniu. Komendant otwiera usta , zamyka i znowu otwiera , chce coś powiedzieć .

Chlestakowski :- Mówią mi ludzie , że czasami kiedy rozmawiam z ludźmi to oni nie mogą

  znieść mojego spojrzenia .

Komendant kiwa głową, przełyka .

 

Chlestakowski na boku :- Co tu mu powiedzieć zanim przejdę do pieniędzy ,-głośno - : mówił mi

  burmistrz o tym nieszczęśliwym wypadku , co człowiekowi nogę urwało , kiedy tu

  przyjechałem to zwróciłem uwagę na lampiony które stoją na poboczu .

Komendant :- Ja tu jestem od dwóch lat . Zająłem się tą sprawą niezwłocznie ale cóż ...

  Gdzieś poginęły dowody rzeczowe , znaczy się były zabezpieczone z miejsca     wypadku , lusterko boczne i zbity lakier , ale jedni mówią , że było czerwone

  te lusterko inni że czarne , a podziały się gdzieś i znowu jedni mówią , że     sprzątaczka wyrzuciła  bo myślała , że to niepotrzebne ...Sprzątaczka znowu

  pojechała do rodziny do Anglii dzieci bawić …

Chlestakowski znudzony puka się w usta dyskretnie ziewając .

 

Chlestakowski :- Krótko mówiąc końce w wodę .

Komendant :- No prowadzę śledztwo , ale nie mam podstaw , jedni mówią , że to TIR , jeszcze

  inni , że chłopaki się wyścigowali w dwa samochody i tak się im przydarzyło , że

  im podszedł na przejściu ten człowiek …

Chlestakowski :- No zdarza się , o ja sam miałem przypadek w podróży , że wygubiły mi się      pieniądze , czekam teraz na przelew z centrali , ale wie pan jak to …

Komendant :- Same trudności . Poprzedni komendant młodszy inspektor  Proporski poszedł na     wcześniejszą emeryturę , uroczystość była , szablę mu wręczono i odznaczono    z podziękowaniem  a teraz gospodarstwem się zajął , dom kupił , willę i żonkę

  zmienił na młodszą , pracuje teraz jako biegły w sądzie u naszego sędziego ...

  Pan zna …

Chlestakowski :- Nie mogę wszystkiego spamiętać a szczególnie nazwisk . Wieczorem jak mam    czas to sobie w laptopie notuję .

Komendant :- Krótko pracuję tu , ale poczyniłem szereg spostrzeżeń i agentura też swoje dane ...

Chlestakowski całkowicie znudzony : - No zdarza  się ...Pan jest władzą ...

Komendant :- Łatwo powiedzieć .O miałem teraz taką sprawę …

Chlestakowski sennie :- Sprawę …

Komendant :- Łatwo powiedzieć … Dyrektor takiej małej fabryczki ma kochankę ...

Chlestakowski ożywia się :- No ten pan zapomniałem nazwisko stołówkę ma dobrą , dania      wykwintne ...

Komendant : - No i właśnie wracał przed południem od tej kochanki , kiedy jej mąż jest w pracy ,

  zupełnie pijany , co ja mówię uwalony jak stodoła i trafił właśnie wylatując z      bocznej ulicy w bok autobusu miejskiego . Myślałem , że go zamknę , ale zaraz   okazało się  że podpięty jest u posła Burskiego i ten poseł się do mnie fatygował

  a z nim starosta Żuk , marszałek Kołokopyta , i musiałem wstrzymać dochodzenie .

  Przeprosił uroczyście załogę ... Z miejskimi autobusami pozałatwiał …

Chlestakowski : - Mówiłem panu o tym moim kłopocie ...Moi urzędnicy nie przelali mi na konto ,

  pewnie przeleją , ale wydatki mam  dwieście złotych mi akurat potrzeba .

Komendant :- Mam przy sobie sto... Mogę pana poratować tą stówką ...

Chlestakowski :- Niech będzie …

Komendant sięga do kieszeni , wyciąga stówkę i kładzie na stole. Jakby zdziwiony mówi :-

  Nie wiadomo co robić . Niech pan popatrzy na tych chłopaków , czy jak im tam ...

  Nic nie robią , tylko siedzą na sobie i wygrażają , że tutaj zrobią tęczę , tak jak w     Warszawie . Podpięci są pod tą posłankę Sobotę czy Piątek jakąś feministkę

  i burmistrz się ich boi ...

Chlestakowski : - No , dziękuję panu . Mam materiał na cały wieczór stukania w laptop ... Do     widzenia – podaje komendantowi rękę- ten stuka obcasami .

 

  Scena 8

 

Ten sam pokój. Chlestakowski , Władzio i Tadzio .

 

Władzio i Tadzio  wślizgują się do pomieszczenia uchylając tylko drzwi i nawzajem się popychając .

Są przerażeni , trzęsą się .

 

Chlestakowski : - No cóż wy tak nieśmiało – podchodzi do Tadzia , bierze go za rękę trochę odwraca , tamten poddaje się przesuwa jak bezwolna kukła . Chlestakowski szczypie go w pośladek , Tadzio podskakuje , rozchyla usta jak do pocałunku , wpatruje się w oczy Chlestakowskiego z uwielbieniem , robi ruch jakby chciał się przytulić .

Władzio :- Tadziu !

Tadzio wiotczeje , patrzy z przestrachem na Władzia .

Chlestakowski zbliża się do Władzia i szczypie go w udo .

 

Chlestakowski : - No! Co słychać ! Jak tam ?! Podobno chcecie burmistrzowi zrobić nad główną   ulicą taką tęczę jak w Warszawie .

Władzio :- Pa , pa, pa, pan puł, puł, puł pułkownik żartuje chyba . Ale to jest poważna sprawa .

Chlestakowski : - Znacie tę piosenkę ? -nuci – jest nas dwunastu i was jest dwunastu , więc     założymy sobie klub ...entuzjastów . Jak byłem na OHP tośmy ciągle to śpiewali...

  Słuchajcie dalej – on jest ...myśliwym obiecującym- pokazuje na Władzia – więc

  będzie naszym przewodniczącym .

Tadzio wiotki zupełnie robi krok w kierunku Chlestakowskiego  .

 

Tadzio :- Gdyby pan chciał …

Władzio płaczliwie :- Tadzio , opanuj się !

Chlestakowski :- No chciałbym ...Jestem w tej podróży w kłopocie . Okradli mnie . Czy      moglibyście pożyczyć mi dwieście złotych ?

Tadzio i Władzio z wyciągniętymi twarzami chwytają się za kieszenie .  Grzebią .

 

Tadzio :- Ja mam dwadzieścia …

Władzio :- Ja ...czterdzieści …

Chlestakowski :- Razem sześćdziesiąt...Niech będzie.- bierze pieniądze. Oni śledzą jego ruchy

  z napięciem kiedy chowa pieniądze do kieszeni .

 

Tadzio :- Ośmielam się zaprosić ...Nasze mieszkanie niedaleko , czytałem , że ten amerykański   aktor Rock Hudson  , to dwa razy dziennie zamykał się w pokoju  z grupą    chłopców .

Chlestakowski : - No , no – wieczorami to ja piszę na laptopie. - znowu szczypie Tadzia -

  ten patrzy na niego omdlewającym spojrzeniem …

 

Wychodzą .Zza niedomkniętych drzwi słychać płaczliwy głos Władzia :- Ty mnie już nie kochasz...!

Chlestakowski patrzy na zamknięte drzwi i mówi do siebie :- Na OHP też byli tacy . Jak złapaliśmy   ich pod natryskiem to kapelan mówił na nich sodomici – parska śmiechem -sodomici

  Sześćdziesiąt złotych . Ale razem mam dwa tysiące-dobra pensja !


  Scena 9

Ten sam pokój , Chlestakowski i Anna żona burmistrza .

 

 

Anna patrzy powłóczyście , jest ubrana w suknię z dużym dekoltem , piersi sterczą jej wyzywająco .

Uśmiecha się :- Witam pana pułkownika .

Chlestakowski :- No , pułkownikiem to ja nie jestem , ale powiem pani w tajemnicy , że w naszych     służbach  kapitan czy też major ma znacznie większe możliwości niż generał

  brygady tej tam piechoty czy artylerii, a nawet policji .

Anna :- Ach tak myślałam ...To jak mam pana tytułować ?

Chlestakowski zbliża się do niej , bierze jej dłoń , ona patrzy omdlewająco :- Najlepiej bez tytułów

  ale w tajemnicy pani powiem , że jestem majorem . U nas nie awansuje się prędko .

  Ale , a propos , czy pani powiedział ktoś kiedyś , że pani jest piękna ?

Anna : - Ach z pana to jest czaruś...Kto miał powiedzieć , ten mój mąż,  który cały czas tkwi w     służbie a robi się coraz  grubszy i ordynarny . Ja lubię mężczyzn subtelnych i   delikatnych coś jak pan  ...

Chlestakowski przyciska ją do siebie , ona prawie omdlewa .

Anna :- Panie ...

Chlestakowski :- Kiedy jesteśmy sam na sam proszę mi mówić per ty .

Anna :- Gdzieżbym śmiała .

Chlestakowski : - Gdyby tu był alkohol , to zaproponowałbym brudzia ...

Anna : - Zgodziłabym się w tajemnicy , bo to byłby straszny „kompromis” , jakby się ktoś     dowiedział ...

Chlestakowski :- Przyjemnie się z panią ...z tobą rozmawia . Gdyby tak ...bez osłonek mówię...

  tak sam na sam …

Anna :- Gdyby to była inteligentna rozmowa …

Chlestakowski :- No oczywiście...Gdyby …

Anna : - prawie szepce – Moja sypialnia jest niedaleko ...

Chlestakowski :- Ale mąż ...?

Anna :- Mąż śpi w pokoju z balkonem , bo mu duszno …

Chlestakowski :- Czy …

Anna:- Oczywiście gdyby tylko rozmowa , to sypiam prawie w sąsiedztwie , Andżelika śpi

  na piętrze .

Chlestakowski :- Czy mam wierzyć swemu szczęściu ?

Anna :- Drzwi będą uchylone … Tylko proszę nie pić .

Chlestakowski : - W tym sęk , pan burmistrz do kolacji …

Anna : - On może sobie pić a pan tylko trochę , żeby się dobrze rozmawiało , popytam o      Warszawę . Obrzuca Chlestakowskiego obiecującym spojrzeniem – wychodzi.

Chlestakowski patrzy na zamknięte drzwi , pociera wierzch głowy .

 

 

  Scena 10

Ta sama dekoracja, Chlestakowski siedzi przy biurku na krześle , opiera się tylko na tylnych nogach mebla , huśta się i kiwa .Ziewa . Za oknem przechadza się policjant w pełnym umundurowaniu . Chlestakowski patrzy w okno , kiwa na policjanta .

 

Chlestakowski :- Ej, ty tam .

Policjant podchodzi , salutuje. Staje połową w oknie , trzaska obcasami .

Chlestakowski :- Co to za ludzie tam się pchają ?

Policjant  :- A do tego … no...Do waszego tego ...no pana pułkownika urzędu ...No pogadać i na     skargę...Uśmiecha się złośliwie i znowu salutuje .

Chlestakowski - nieco niespokojnie :– Teraz nie mam czasu .

Policjant:- Powiem im... znowu salutuje .

Chlestakowski patrzy za nim . Huśta się na krześle . Za drzwiami ktoś wyszedł na schody . Słychać

stukot zbiegającej kobiety . Wysoki głos kobiecy śpiewa :

„prosił mnie raz pan kapitan

bym mu dała rymtam drytam ,

rymtam drytam mu nie dałam ,

kapitana zwymyślałam”...

Drzwi do pokoju Chlestakowskiego otwierają się i wpada jak bomba Andżelika córka burmistrza . Obcisłe dżinsy z pęknięciami na kolanach , koszula odsłaniająca pępek  z kolczykiem .

Andżelika jakby przestraszona :- Och ! Nie wiedziałam że pan tu jest . Pewno pan pisze .

Chlestakowski : - Piszę ...Czego nie ….Czasami jak mi coś przyjdzie do głowy … a pani

  tego ... no...nie w szkole?

Andżelika :- Dzisiaj sobota ...Tatuś to się boi , że pan na niego co napisze . Chichoce .

Chlestakowski :- A co tu pisać...Mieszkanie wygodne , goszczą mnie państwo...A pani ładnie      śpiewa...-powtarza:- rymtam drytam  ale coś pani kapitanów nie lubi .

Andżelika :- To tylko w piosence . A pan przecież nie jest kapitanem .

Chlestakowski :- Kiedyś byłem a teraz jestem majorem chociaż wszyscy mi mówią pułkowniku .

Andżelika chichoce :- No to nie może pan tego brać do siebie .

Chlestakowski :- Czego nie brać?

Andżelika :- Rymtam drytam mu nie dałam kapitana zwymyślałam...ha ha ha ha !

Chlestakowski : Gdzie się pani takich piosenek uczy ?

Andżelika :- A byłyśmy z koleżankami u wikarego , mamy takiego nawet przystojnego …

  I jak wracałyśmy to Aśka to śpiewała .

Chlestakowski :- Zdolna pani jest .

Andżelika :- No mówią , że jestem zdolna tylko fizyka mi nie idzie do głowy .

Chlestakowski : - Chętnie bym pooglądał jakieś pani książki , zaszedłbym do pani ...- bierze ją za   rękę.

Andżelika :- Co pan ściemnia?! I od razu za rękę co ?

Chlestakowski :- Bo wyjeżdżam …

Andżelika z wahaniem :- No , jak pan wyjedzie do tej Warszawy , to pan zaraz zapomni .

Chlestakowski :- Nie potrafiłbym pani zapomnieć . Ale na razie jadę do Krakowa .

 

Andżelika :- Ściemnia pan .Teraz lecę , bo Dawid podjechał tym swoim Kawasaki , ale jak pan   chce wpaść do mnie wieczorem mój pokój to nad mamą...po schodach , tylko schody   skrzypią . Pogadamy o literaturze . Pan zna tylu literatów...

Chlestakowski :- No o tej fasoli ...co pani ma na lekturze .

Andżelika :- Właśnie .Straszna nuda ale autor ma chody , to jest lektura .

Chlestakowski :- To do zobaczenia  cudzie mój !

Andżelika :- Ale pan zrywny ! O kej .


  Scena 11

Ten sam pokój na razie pusty , okno otwarte po chodniku przed oknem przechadza się policjant ,  przechadza się zdejmuje czapkę , wyjmuje kraciasta chusteczkę , przeciera czoło , , wkłada czapkę .

Policjant  :- Hej ! Hej! Sylwek! Nie puszczaj tu tej „hołostry”,  najwyżej po jednemu...

Głos od bramy :- Pchają się tu od rana ! Nic nie pomaga ! Najgorsza to ta baba co ją dyrektorka     sanatorium po plecach grabiami wyprała . Śpi teraz na stacji . Wszystkie    urzędy już obleciała , jeszczem tak spłakanej kobiety nie widział . Komendant , jak z   rana po nocy ta baba przyleci , to tyłem do garażu wchodzi i w służbowym oplu się    zamyka . Psy każe wypuścić na podwórze , tego Aresa co raz złodzieja złapał !

Policjant przed oknem : - Pamiętam . Kłopot wtedy mieliśmy , bo to był człowiek...no wiesz...

  Sam Kolibowski podleciał tym swoim mercem , mówi :- głupich jakichś tu macie …

  w nieswoje sprawy się wtrącają ...Komendant zaraz kawę , tego śmego …

  po koniak posłał... ale tamten czasu nie miał , tylko palcem pogroził ...

Policjant :- Nawet kawy nie wypił ?

Głos od bramy :- ...Wypił kawę ...czekaj no , kto się tutaj toczy ? Cholera ! Niesie tego naczelnika      skarbówki  Szustaczyńskiego . Przecież go nie odpędzę.- po chwili –     uszanowanie...Tak panie naczelniku . Pułkownik śpi jeszcze , do późna pracował z   burmistrzem i teraz śpi .

Głos naczelnika : - Nic , tego ...no , poczekam ...przecież się zbudzi...

Policjant:- Pewnie , ładny dzień dzisiaj mamy .

W pokoju otwierają się drzwi . Wchodzi Chlestakowski , jest zaspany , przeczesuje palcami włosy .

Chlestakowski do siebie :- No...Alem sobie dał na poty...A zrazu myślałem , że to tak figo fago

  po dupie lagą...Pan jest bezczelny! Ha , ha , ha, ! Trafiła pani w sedno . Pan jest      bezczelny, a zamiast majtek stringi...Wolę stringi , bo nie trzeba zdejmować...

  Prawdę powiedziawszy to stara lepsza od młodej . Ta to tylko o motocyklach i

  leży jak kłoda jakby czekała kiedy człowiek skończy...- patrzy w oknopodchodzi .

Policjant pojawia się w polu widzenia .-

Chlestakowski :- No , co tam ?

Policjant :- Jest tu ...Siedzi na ławce . Naczelnik skarbówki .

Chlestakowski :- Jaki naczelnik ?

Policjant prostuje się:- Urzędu Skarbowego panie pułkowniku .

Chlestakowski : - Miałem iść na śniadanie , burmistrz był z rana , nawet mnie obudził , ale no cóż   byle czasu nie zabrał dużo... ten naczelnik...


  Scena 12

Ten sam pokój , Chlestakowski siedzi za biurkiem , przed nim naczelnik urzędu skarbowego .

Naczelnik wyprostowany na baczność , blady i zdenerwowany .

 

Chlestakowski niedbale :- No co tam , panie tego ...Wiem , wiem , byliśmy u pana przecież .

  Świetny był obiad... taaak , ale wie pan ten nawał pracy , tylu interesantów

  o widzi pan , musiałem policję wykorzystać , postawić ludzi żeby     burmistrzowi ogrodu nie zadeptali .

Naczelnik urzędu skarbowego : Ja właśnie rozumiem ...ale ja tu tkwię w tym bagnie , no może     przesadziłem, a ja zawsze byłem lojalnym i na swym odcinku pracy ...

  chciałbym ułatwić kontrolę , nie musi pan zbierać poszczególnych … tego

  no , wiadomości … Ja wszystko … ze względu na swoją lojalność … chciałbym

  przysłużyć się ojczyźnie ...

Chlestakowski :- Rozumiem ...czyli ma pan coś do mnie...

Naczelnik :- Właśnie...czysta lojalność wobec władzy każe mi …

Chlestakowski znudzony :- No i co tam pan ma …

Naczelnik :-  , No , no ja z czystej lojalności chciałem scharakteryzować...

Chlestakowski :- Co pan chciał scharakteryzować ?- ziewa lekko zasłaniając usta ręką .

 

Naczelnik :- No , scharakteryzować...że tak powiem ludzi którzy tu rządzą .

Chlestakowski ; - No , to charakteryzuj pan...Przepraszam , zapomniałem pańskiego nazwiska …

Naczelnik :- To zrozumiałe. Przy pańskiej pracy , taki ogrom zadań ...Objąć to , a nazwisko moje     przypomnę . Jan Szustaczyński...Naczelnik urzędu skarbowego.Ale przejdę do   rzeczy bo pan przecież nie ma czasu . Otóż proszę się wystrzegać burmistrza. To łotr   spod ciemnej gwiazdy...Za każdą kadencją wygrywa wybory, to wszystko jest   sfałszowane . Obyczajowo niepewny...Trzyma u siebie w biurze tych dwóch

  wie pan Władzia i Tadzia . Mówi , że ze względu na tę tęczę , którą ciągle w      Warszawie  podpalają , ale ja wiem dlaczego ...Ten Tadzio to taka panna do   wszystkiego , on jak jedzie na polowanie to ten Tadzio broń za nim nosi w lesie , pan     sam rozumie...

Chlestakowski :- Rozumiem...No , no …

Naczelnik z zapałem : - Właśnie , a jak oni do lasu , to od razu podjeżdża policyjny KIA i kto      wysiada ? Młody starszy aspirant i do pani burmistrzowej z wizytą...Właśnie!

Chlestakowski :- Coś podobnego ! A taka się wydaje bon ton pardon , no wie pan .

Naczelnik :- A komendant widzi pan te lampiony przy drodze ?

Chlestakowski :- Widziałem , nawet mnie zaciekawiły .

Naczelnik : Rodzina stawia a druga rodzina tłamsi...no , śledztwa nie ma . Poginęły podobno     dowody rzeczowe.”Rustelko” było zbite i lakieru sporo zostało a  chłopa nie ma i    koniec w wodę . A wszyscy się domyślają , że  komendant sprawę ukręcił...bo to    sobie wyścigi urządzały synalkowie takiego tu właściciela huty szkła , co trzęsie   całym powiatem ...

Chlestakowski zupełnie znudzony :- Ciekawe rzeczy mi pan opowiada ...

Naczelnik :- Do wiadomości pana pułkownika mogę to wszystko złożyć na piśmie , oczywiście

  bez podpisu bo ważne są wiadomości a nie podpis . Bo , na przykład  Ślęczyński

  ten filantrop z tego domu pomocy społecznej co ma tam te takie dzieci niespełna to     wszyscy wiedzą , że on te dziewczynki takie no ...no co już im tam ... No te kobiece    różne rosną , to bierze do komórki i się z nimi zamyka . Liczę na pana pułkownika   dyskrecję .

Chlestakowski śpiesząc się : - Tylko majora , tylko majora . Jak pan to poopisuje to wieczorem   lubię coś poczytać. Ale a propos. Wpadłem w tarapaty finansowe , bo mi nie   przelali na moje konto w Alior  Banku bo tam jest wyższa kultura bankowości i   dlatego tam mam swoje konto ...

Naczelnik prostuje się ; - Ależ chętnie rozwiążę pański problem .

Chlestakowski :- Trzysta czy pięćset . W ciągu tygodnia panu zwrócę .

Naczelnik :- Oto są , pięćset .

Chlestakowski :- Wdzięczny jestem . W następnym tygodniu zwrócę .

Naczelnik :- No oczywiście...Kiedy mam dostarczyć ...

Chlestakowski :- Co dostarczyć ?

Naczelnik :- No chciałbym dokładnie opisać co się tutaj dzieje . Może jutro ?

Chlestakowski :- Może być...Można zostawić na biurku bo mam kontrolę w sąsiednim powiecie

  i mogę …

Naczelnik :- Jutro...Ale nie chciałbym , żeby to było pismo urzędowe , tylko prywatne do pana     pułkownika .

Chlestakowski : - Jakie pan napisze takie będzie... - z trudem powstrzymuje ziewanie .

 

Naczelnik znowu się prostuje :- Kłaniam się panu .

Chlestakowski :- I ja się kłaniam .

Naczelnik wychodzi .

 

Chlestakowski do siebie : Matko jedyna! Uciekać ! Uciekać! Paliwo jest . Powiem że skontroluję      Aleksandrów a pojadę na Stuposiany . Nie odważą się chyba szukać . Wystraszeni   są .

Do okna zbliża się policjant.Salutuje .

Chlestakowski opryskliwie :- Co tam !?

Policjant :- Ci ludzie co stoją pod bramą pytają czy ich pan przyjmie  .

Chlestakowski : - Co za ludzie ?! Przecież Sroka tam stoi , niech nie puszcza !

Policjant konfidencjonalnie :- Pewno ze skargami . Mówią , że pan pomoże .

Chlestakowski :- No pomogę . W łebie mi szumi od  gadania tego skarbowca . Szustakowski czy   jak tam .

Policjant :- Szustaczyński . No płaczą tu na niego ...

Chlestakowski :- Tylko dajcie mi obiad zjeść . Już tu była pani burmistrzowa . Muszę na obiad .

  Niech poczekają . Uwinę się .

Policjant :- Powiem im .


  AKT  III

  Scena 1

Ten sam pokój.Chlestakowski i Michno jego pomocnik rzekomy sierżant służb specjalnych .

Michno przestraszony :- Człowieku nie naciągaj struny bo pęknie ...Zwiewać nam ... Nie mam     ochoty siedzieć w pudle , bo tobie się chce bawić . Przecież oni durni nie są !

Chlestakowski :- Może i nie są, ale tyle naplątali i nakradli gdzie się dało , że srają w portki ze     strachu. Ale ja myślę, że najwyższy czas spieprzać . Jutro z rana pojedziemy .

  Już burmistrzowi powiedziałem , że przy sposobności skontroluję powiat

  aleksandrowski bo mam sygnał od tamtejszego agenta . Pojedziemy na Uszyce

  a potem na wschód się rzucimy nad Bugiem . Wojtek Strzałkowski w Leśmianach

  ma budkę . Byłem tam na rybach , przesiedzimy tam cicho , a oni tutaj przecież też

  nie będą się chwalić tymi pożyczkami .

Policjant pojawia się w oknie .

Chlestakowski :- No , kogo znowu diabli niosą ?! Ten Sroka do niczego się nie nadaje . Czego     przepuszcza tę hołotę ?

Policjant :- A bo to po całym mieście się rozniosło , że pan pułkownik sprawiedliwy człowiek

  i za ludźmi . Baby w sklepach i na jarmarku tylko o tym mówią .

Chlestakowski :- Żaden pułkownik ! Major jestem i daleko mi do pułkownika...!

Policjant :- Abo pan taki skromny ! A po całym mieście się rozniosło , że pułkownik , a inni , że     generał...A przecież wiadomo , że w pańskiej służbie za przeproszeniem to

  sierżant więcej znaczy od pułkownika w wojsku na poligonie .

Chlestakowski :- Ile tych ludzi ?-odwraca się do Michny :- a wy jedźcie i załatwiajcie tamtą   `    `sprawę .

Michno :- Tak jest.-odwraca się przez prawe ramię i wychodzi.

Policjant :- Sroka trzech puścił w tym jedną babę . Ona się tu cały czas plącze . Nocuje na     nieczynnej stacji bo tam cieplej .

Chlestakowski :- To idźcie , wołajcie ich a więcej nie puszczajcie .

Policjant znika .

Chlestakowski :-  Uciekać! Uciekać ! Matko boska !

Drzwi od pola się otwierają wchodzi starszy człowiek  z pomiętym kapeluszem w ręku , młody człowiek z bródką i wąsami a na końcu spłakana kobieta w pogniecionej spódnicy i pledzie .

 

Chlestakowski patrzy na nich bez wyrazu . Bezmyślnie mówi :- Mówcie po kolei tego no ...o co się

  rozchodzi ...Tylko streszczajcie się . - do człowieka z kapeluszem- no wy pierwszy .

Stary mnie kapelusz w ręku :- cały tydzień chodzę , żeby się do pana pułkownika dostać,  bo

  w panu tylko nadzieja . Gdzie pójdę , to mówią , że w śledztwie . Policja , że w     śledztwie , prokuratura , że w śledztwie . Byłem nawet w sądzie to mówią

  że jak prokuratura przyśle papiery...Mówią , że pan prawa się trzyma , człowieka

  nie skrzywdzi a winnego znajdzie .

Chlestakowski niecierpliwie :- Gadajcie „konkertnie”,  bo nic mi to nie mówi .

Stary :- To opowiem od początku . Mój zięć był tu gajowym w nadleśnictwie Prutnie . Spokojnie   my żyli , co trza służbowo załatwiał a rozumiał co służba i nieraz bez palce patrzył ,

  bo to wiadomo kto na wysokim stanowisku , to i więcej strzela i więcej mu wolno .

  I jak zobaczył , że ktoś mercedesem albo jeszcze lepszym samochodem pod

  ambonkę podjechał i na ambonkę wlazł choć i w okresie ochronnym to się kładł

  w łóżku i głowę nakrywał , żeby nie słyszeć, bo w lesie strzał daleko niesie .

Chlestakowski :- No wiadomo...

Stary : - Swoje rozumiał , i nieraz to w nocy zbudzili żeby pomógł dzika czy jelenia załadować .

Chlestakowski sentencjonalnie trochę ogłupiały : - polowanie , polowaniem...

Stary – No tak , ale mój zięć śmierci się dorobił... I nikt nic nie wie …

Chlestakowski :- Śmierci ? Coś podobnego ?! Jak to ?!

Stary – A tak to ...no , różni do naszych lasów przyjeżdżali . Jaroszewicz nawet był za tamtej     władzy , Potem i Wachowski i Pawlak … Samochody takie , siakie . Potem sam   prezydent , ten co go gajowym przezywali . Jak się ludzie komuny pozbyli , to mój   zięć do niczego się nie wtrącał, służbę pełnił . I dalej se na ambonie zasiadali różni i   strzelali . Aż tu jednego razu zięć przychodzi i mówi :- nie strzymam już więcej . Od    roku taki przyjeżdża zielonym wartburgiem z wózkiem doczepionym żeby mieć   lepiej zwierza wywozić i co parę tygodni jak mu się mięso skończy to znowu    przyjeżdża . I zięć mówi -żeby chociaż porządnego leksusa miał albo tojotę rawę to   bym wiedział , że to ktoś...ale wartburga !

Chlestakowski niecierpliwie :- No wiadomo …

Stary – I zięć mówi  - nie strzymam  a ja mu mówię nie wtrącaj się bo to jakaś szycha co przed tem   była . A on głupi zębami zgrzyta . Jeszcze raz przyjedzie to pod fuzją go wyprowadzę –    bo miał służbową szesnastkę – do „prekuratora”. I parę tygodni minęło przylatuje i    aż się  trzęsie . Mówi - kozła strzelił , na wózek będzie ładował , to go przyskrzynię.

  I poszedł, córka siadła i płacze jakby coś przeczuwała . I nie ma chłopa i nie ma , na   noc nie wrócił , mam ja motorzynę starego iża , ale go szanuje to jeździ . Siadłem na

  motor , córka za mną . Jedziemy przesieką do tej ambony , nie ma śladu nawet po     samochodzie i po wózku a sto metrów dalej zięć leży z wyciągniętymi rękami ,   strzelba przy nim . Postawiłem motor , w świetle go mam , a on już sztywny , patrzę    a tu z tyłu głowy dwie dziury krwią oblane . Córkę zemdliło , leży , ojca dzieciom   zabili.

Chlestakowski :- No , a ten to co ...pojechał ?

Stary :- Pojechał . Tylko niedaleczko koziołka z wózka zrucił . Potem mi jeden policjant przy    wódce mówił, że sekcję robili , zięć dwie kule z „leworwera” miał w głowie a jedną   w brzuchu. Dorozumiał się ten policjant , że zięć tego zbója prowadził pod bronią

  a tamten się na to zabezpieczył . Z przodu za pasem miał nabity „leworwer”,      odwrócił się i strzelił. Jak zięć upadł , to on pewno bał się , że tylko raniony i gadać   będzie , to mu w tył głowy dwie kule wsadził...

Chlestakowski przerażony :- Kiedy to było?

Stary :- Łońskiego roku w czerwcu .

Chlestakowski :- Dawno...

Stary :- Co pójdę to cały czas mówią w śledztwie jest , kule co z zięcia powyjmowali gdzieś      zginęły a to panie pułkowniku ile jest zielonych wartburgów w powiecie czy      województwie ? Przecież to stare maszyny a ten jeszcze z wózkiem . I tak mówię     komendantowi i prokuratorowi . A komendant – nie krzyczcie!- śledztwo jest pod   tajemnicą . A prokurator – nie krzyczcie bo was zamknę, krzykiem nie ze mną!  Sprawa poważna nie można na łap cap . Panie pułkowniku!

Chlestakowski niemrawo :- Sprawa wasza będzie no tego...Sam się za nią wezmę .

Stary cofa się :- No może Bóg pana wynagrodzi . To ktoś co leworwer miał to se go ze służby     zostawił .

Chlestakowski :- No idźcie już , dajcie innym dojść do głosu .

Młody człowiek z brodą :- To może ja .

Chlestakowski :- Mów pan .

Młody :- Na pewno wjeżdżając do miasta zauważył pan lampiony na poboczu głównej drogi .

Chlestakowski :- A tak … Nawet pytałem...

Młody :- Świecimy je od dwóch lat . Od dwóch lat nasza rodzina domaga się zakończenia śledztwa

  w sprawie wypadku , co ja mówię wypadku ...w sprawie zbrodni jaka dokonano na     naszym ojcu . Wszyscy wiedzą , że synalkowie bogatych rodzin urządzają sobie   wyścigi na tej prostej drodze . Co kupią nowe samochody to wyścigi . Ojciec wracał

  z drugiej zmiany , nikogo na drodze nie było , wszedł na pasy , na przejście i na tym

    przejściu został rozjechany , nogę mu bydlak urwał i uciekł .Wiadomo , że było

  dwa samochody , po jednym został obity lakier i lusterko urwane . Gdzie dzisiaj są te     dowody rzeczowe ślad po nich zaginął ...

Chlestakowski powstrzymując ziewnięcie :- No rozumiem  chcecie złożyć zażalenie . Wywiem się

  w prokuraturze jak sprawa wygląda ...Mówiono mi … - a pani – zwraca się do     kobiety. A pani co ma do mnie ?-Chlestakowski przygląda się ubogo ubranej   kobiecie...- no tam tego , tylko mi nie mówcie , że wam kogoś zabiło ...bo od tych   wiadomości  co usłyszałem to dwa dni nie będę jadł . Dobierzemy się do winnych ,   to oczywiste ,..

Kobieta :- Panie złoty ! Ulituj się mnie biednej ! Od dwóch pół roku dopraszam się łaski .

  I w sądzie byłam i w „prekuraturze” i w opiece społecznej u pana Ślęczyńskiego

  za próg mnie nie wpuścił , bo mówi :- cuchniecie-

Chlestakowski dotyka nosa , odwraca twarz z niesmakiem , kobieta dalej mówi : na perfony nie   mam  a i umyć się nie mam gdzie , tak mnie ta zaraza załatwiła , jeszcze do dzisiaj

  ślady grabiów mam na plecach ...

Chlestakowski :- Jaka zaraza ?...Zaraziliście się to idźcie do doktora .

Kobieta ;- Do jakiego doktora panie? … Ja na doktorkę co jest dyrektorką sanatorium .

Chlestakowski :- Nic nie rozumiem .

Stary chłop :- Ona mówi zaraza na doktórkę dyrektorkę sanatorium .

Chlestakowski :- A wy się nie wtrącajcie , bo mnie od tego jazgotu głowa zaczyna boleć- do      kobiety mówcie dalej tylko ciszej .

Kobieta :-  No o tej doktórce chcę...Mieliśmy z bratem dom i ten dom brat derechtorce sprzedał . A    jak sprzedał  to wymówił dla mnie pokój do śmierci a sam wyjechał . Jak wyjechał to    umarł . Po jego śmierci spokój był ...nawet w ogrodzie jej pomagałam , ale ona    derechtor  to co ja jej...Mówi mi raz a zima się zbliżała – macie to wymówienie

  na piśmie – bo mnie pokój potrzebny... bo za mąż wychodzę za pułkownika .

  A ten pułkownik to był z UB .

Chlestakowski :-  Z jakiego UB ? Przecież UB nie ma już !

Kobieta :- UB nie ma a pułkowniki są . Pułkowniki i kapitany . Ja jej mówię , że brat mi wymówił ,

  a ona mówi pokaż to na piśmie . A ona lubi popić . Jak raz se popiła będzie pół    roku  temu to przyszła do mnie i mówi  wynoś się babo, nie wiś mi tutaj !

  A ja ją błagam , że przecież brat...- szlocha . To ona łap za grabie co stały w kącie ,

  bom z wieczora w ogrodzie …

Chlestakowski z zainteresowaniem :- No i co ?

Kobieta : A po plecach mnie , i po głowie . Ledwo co złapałam rzeczy i na dwór . My z bratem to   tu nikogośmy nie znali , bo po wysiedleniu Łemków przyszli nowi ludzie . A moja    rodzina to tu mieszkała jeszcze sprzed wojny . Przenocowałam na tej nieczynnej    stacji . Rano przyszłam to walizkę i worek miałam wystawione a w moim pokoju już

  mularz Pełechaty trynkował...Szlocha.

Chlestakowski znudzony :- To gdzie mieszkacie ?

Kobieta :- A tułam się . Z nowego Sącza „redachtor” w gazecie to opisał i nic nie pomogło . A jak

  do tego redachtora znowu poszłam to on miał głowę owiniętą ręcznikiem i

  mówił , że już nie pracuje w tej „redachcji”. Panie złoty w panu cała moja nadzieja !

Chlestakowski :- No idźcie, muszę sobie to wszystko poukładać...Dostaniecie odpowiedź .

Skarżący wychodzą kolejno.

 Chlestakowski zbliża się do okna . Mówi :- niech Sroka pilnuje . Głowa mnie boli .

Policjant :- tak jest .

Chlestakowski do siebie :-Uciekać ! Uciekać! Bo mi jeszcze przy tym wszystkim coś na garba   zleci ! Jutro !


  Scena 2

Gabinet burmistrza . Zebrani podobnie jak w pierwszym akcie , dodatkowo nadleśniczy .

Szmer rozmów , nagle wpada naczelnik urzędu pocztowego Rybak , w ręce trzyma magnetofon .

 

Naczelnik wytrzeszcza oczy i wrzeszczy : Ludzie! Gdzie ten inspektor!? Aleśmy dali dupy ! Ten   nasz pułkownik CBA wcale nie jest pułkownikiem , a nie tylko nie jest , ale w ogóle    jest niczym !

Wszyscy :- Jak to ?! Co to ?!

Naczelnik :- To żadne służby specjalne ! To wielkie nic! Patrzę się z rana , koło dziesiątej było ,     przychodzi na pocztę , kręci się .

Burmistrz :- Co pan mówi , jechał na kontrolę do Aleksandrowa .

Naczelnik poczty :- Na żadną kontrolę nie jechał ! Dyla dawał . Ale na razie kręci mi się po      poczcie aż mnie dreszcze po plecach chodzą . Kartę do telefonu kupił ,.Patrzę co   będzie robił , a on nawet gazety nie kupił , tylko kartę do telefonu,  bo jak nam   odebrali te korespondencję z ministerstwa sprawiedliwości i dali za łapówką jakiejś   prywatnej firmie , to od razu zmniejszyła się ilość klientów i wprowadziłem sprzedaż    gazet i   tygodników .

Burmistrz :- Gadaj człowieku do rzeczy o sprawie a nie o pierdołach ! Kiedyśmy to dali dupy?!

  Co pan nagle odkrył?! Policja go inwigilowała i nic, ani po ich linii ani na innych     szczeblach ...

Naczelnik lekceważąco :- Co tam policja nainwigiluje ?! Chłopa co pijany na rowerze jedzie !

  I to ostrożnie bo może być od kogoś ważnego podpięty ...

Komendant : - Tylko nie tak !

Naczelnik :- Co nie tak?! Nic się w bagnie nie ruszyło i tabu tematy są dalej .

Komendant :- Takie słowa …

Burmistrz :- Dajcie spokój!  Niech w końcu gada! Co pan masz w ręku?

Naczelnik :- Co mam ? A nagranie mam na magnetofonie com go dla poczty kupił .

Ślęczyński :- Nie ważny magnetofonik , tylko to co w nim jest ...Domyślam się , że …

Naczelnik :- Akurat dzisiaj pogoda nie taka boby z tym do parku poszedł . A mój magnetofonik    czuły myślę sobie nagra dobrze . Słyszę , że coś mówi , co chwila śmieje się i akurat    stanął sobie przy skrytkach , bo tam miejsca dużo . Poleciałem do skrytek z drugiej   strony jedną pustą otworzyłem , od tyłu drzwiczki uchyliłem i magnetofonik przy   tych drzwiczkach postawiłem , a sam żeby się nie denerwować poszedłem do   sortowni .

Komendant :- My wszystko wiemy . Tam jest ta ładna czarnulka , co ją pan przyjął niedawno .

Naczelnik :- Wszystko wiecie , tylko nie to co trzeba  i nie rób się pan takim detektywem .

Komendant :- Co trzeba też ...

Burmistrz :- Szlag mnie trafi ! Mów pan naczelniku o co się rozchodzi , jak pan zaczął...

Naczelnik :- O co się rozchodzi , to wiem, bo przesłuchałem całą taśmę . Z dziesięć minut mówił i

  wszystko powiedział .

Burmistrz :- Do kogo ? Do swojej centrali ?

Naczelnik :- Do jakiej centrali? Do jakiegoś dupka mówił , co ma na imię Bronek . Takiego samego

  jak on sam...

Burmistrz zgrzyta zębami i ogląda się na Władzia i Tadzia, tamci patrzą się po sobie i przesuwają

  się w stronę drzwi :-  Dawaj pan ten magnetofon . Zapuszczaj ! Zobaczymy , bo ja     jeszcze nie wierzę ...

Naczelnik :- Panie burmistrzu, dajmy pokój żartom .

Naczelnik uruchamia magnetofon , wszyscy kupią się nadstawiając uszy . Głos początkowo cichy

rozbrzmiewa głośniej ( tutaj musi działać elektronik, tak , żeby było słychać na całej sali ).

Naczelnik :- Początkowo dobrze nie ustawiłem , ale to chyba nie ważne było , najważniejsze będzie

  teraz .

Głos z magnetofonu :...u burmistrza mieszkam i wszyscy się tutaj trzęsą , bo to jakiś powiat zabity

  deskami i nakradli jak należy . Jak zaczęli mi pułkownikować , że niby z biura      antykorupcyjnego jestem , tom tylko opuścił o dwa stopnie i mianowałem się

  majorem , a takiego jednego miglanca com go wziął po drodze mianowałem     sierżantem . Zaczęły się obiadki  w zwiedzanej instytucji zakrapiane czym się da ,

  po kolei różne nalewki , soplice , koniaki i whisky , tak , że codziennie w łebie mi    szumi .Burmistrz ma żonkę , która idzie na kość z miejsca , a niezła jest , nawet

  lepsza od córki , bo ta leży jak kłoda jakby czekała kiedy skończę . No , kto ?

  Żona jest lepsza w tym bara bara …

Anna  histerycznie:- Kłamstwo! Bezczelne kalumnie !

Burmistrz roztrzęsiony.:- Przesuń pan dalej ! Gówno tam !

Naczelnik:- No już ! …

Magnetofon :- ...Każdy pcha mi się z pożyczkami , a ja akurat w karty się zgrałem i grosza nie   mam. Pożyczają , bo się pewnie boją , że coś wykryję . A mają za uszami straszne   rzeczy. Jest tu taki dyrektor domu pomocy społecznej , gdzie ma też   niepełnosprawne dziewczyny...Co!? Nie tak ! Tak to one są sprawne , tyle , że   przygłupiaste . To on je bierze do komórki i w te pirze...No tak ! Wszyscy o tym   wiedzą , ale się nie wtrącają , bo to sieroty pewnie .

Ślęczyński :- Przesuń pan dalej te kalumnie !

Magnetofon :- Jak mi ludzie z miasta zaczęli przychodzić ze skargami , tom mało nie osiwiał,

  Tu prokuratura to się zajmuje bzdetami a jak kogo zabiją , to sprawy umarzają ,

  że niby brak dowodów...

Prokurator:- Przesuń pan do cholery dalej !

Magnetofon :- ...aż się trochę boję  , bo jakby wykryli kim jestem , toby mi chyba łeb ukręcili .

  Oni są do wszystkiego zdolni i mają taką sitwę , że wszyscy są umoczeni i jeden

  drugiego kryje . Ale też się nie lubią w tym wszystkim i jeżeli są pojedynczo

  sam na sam ze mną , to jeden na drugiego nadaje , że się tego słuchać nie chce  .

  Co tam mówisz ? Aa rozumiem ! Chcesz o tym bara bara ...Człowieku !

  Gdybym był buzerantem , to nawet są dwa pedały w urzędzie i jakbym chciał

  to by mi się nadstawili ,

Władzio :- To jest nietolerancja ! Odwołam się do posłanki Soboty...

Burmistrz spieniony :- Cicho bądź gnojku , bo to wyście wymyślili tego pułkownika ! Przylecieli

  jak jakie durnie ...

Nadleśniczy:- Wszyscyśmy tumany...Przestańcie to słuchać i szybko trzeba go zamknąć !

  Panie komendancie …!

Komendant :- Uruchomię ...

Burmistrz :- Co pan uruchomi ? Powiedział mi , że jedzie na kontrolę do Aleksandrowa . Diabeł

  wie gdzie go szukać .

Naczelnik zamyka magnetofon , głos urządzenia cichnie i mówi : - Gdybyśmy przesłuchali dalej

  to on tam mówi  o tej naszej doktorce z sanatorium , co tę babę grabiami...

  a potem , że jedzie do jakiegoś domku nad Bugiem na ryby...

Głos z tłumku :- Bug to długa rzeka ...Nie podaje jakiejś miejscowości ?

Naczelnik :- Nie , tylko jakąś ksywę czy nazwisko gdzie będzie .

Komendant bierze magnetofon do ręki :- Zabezpieczę to …

Naczelnik :- Daj pan to ! Daj pan to ! Nie tak ostro! Jak będzie trzeba do śledztwa to dam .

  Tylko tyle , że taśmę sobie przegram .

Komendant zrezygnowany z namysłem :- No gdybym go złapał , to zamknę . Zamknę . Wiecznie   go nie mogę jednak trzymać . Każę manto mu spuścić , będzie się skarżył...Cholera !

  Lepiej gówna nie ruszać , bo zacznie śmierdzieć...

Nadleśniczy :- Racja .Lepiej siedzieć cicho , bo to po wyborach , władze się zmieniają , Burski   zamknięty , Kołokopyta ma sprawę , nasz wojewódzki wisi na włosku, lepiej

  zamilczeć . W każdym razie ja się w to nie chcę mieszać i w razie czego przyznam

  się do winy i będę zeznawał jako świadek .

Naczelnik :- Ale on tam nam wymyśla od świń a pieniędzy nabrał niechże Bóg broni...

Sędzia :- To jakiś zboczeniec !

Burmistrz :- Oglądałem w nocy tego tam co przestępców szuka przez telewizję i cały czas teczkę   pod pachą trzyma , Fajbusiewicza czy jak mu tam …

Sędzia :-  Na pana miejscu tobym rodzinnie to oglądał . Żeby mieć domowników pod kontrolą . I   co to ma do rzeczy? Przecież Fajbusiewicz nie będzie go szukał . Sprawa się nie   nadaje .

Prokurator :- Ma pan słuszność panie sędzio . Hi ! hi ! Hi !- zaciera ręce .

Burmistrz :- On o sędziach niezbyt się wyrażał . Mówił , że siedemnastu sędziów popuszczało     różnych zbrodniarzy na przepustki a oni dali dyla za granicę .

Prezes sądu :- No to co ? Sędzia ma immunitet a co do mnie to za jakieś masełko , jakąś sarninę ,   czy bażancika , za to immunitet odbierać ?  Albo za to , że się sędzia ulitował i   jakiegoś dożywotnika na przepustkę wypuścił , a ten to wykorzystał . List gończy

  trzeba puścić . Immunitet święta rzecz ! Nie na darmo sam prezydent podawał mi    rękę  .

Burmistrz spieniony :- Nie bijcie piany ! Zarżnął ! Żywcem zarżnął! Przecież ja mu na ostatek

  jeszcze pięćset pożyczyłem do tego Aleksandrowa , żeby tam z nikim w konszachty    nie wchodził i działał zgodnie z prawem .

Zebrani :- I ja dwieście ! I ja trzysta !

Burmistrz :- Ukatrupił ! Na śmierć ukatrupił ! Gdzież bym od takiej osobistości brał rewers .

  Jęcząc :- Nic przed sobą nie widzę ! Jakieś świńskie ryje zamiast twarzy! Ani go   teraz gonić i szukać ! Bo się zupełnie ośmieszymy .

Prezes sądu :- Więc jakże to panowie ? Jak to się stało?

Burmistrz  bije się pięścią w czoło : - Jak ?! Ja stary bałwan , ja głupi baran straciłem głowę      zupełnie.  Trzydzieści lat się nie dawałem . Każdą kontrolę potrafiłem przekupić albo   w pole wyprowadzić . Kto tu nie był?! I od Pitery byli , i  od Leppera był i od    Sienkiewicza , tego co tak ośmiorniczki lubił .

Prokurator do sędziego :- Żona też  uczestniczyła w tych przekupstwach .

Burmistrz :- Złodziei nad złodziejami nabierałem ! Wszystkie partie obszedłem i teraz też

  chciałem się przepisać tak jak ten...no ...co teraz jest posłem w parlamencie Europy

  Białecki czy jak mu tam no ! Ja sam naciągałem ! Z trzech marszałków     wojewódzkich durniów zrobiłem . Co tam marszałków ! Dwie firmy zagraniczne

  co nie chciały dać doprowadziłem do bankructwa ! A cholera ! Lepiej o tym nie   mówić !

Anna:- Ależ Sylwku , to bezczelny łgarz ! I jak oczernił naszą Andżelikę , nie mówiąc już o mnie...

Burmistrz : - Patrzcie ! Patrzcie wszyscy ! I na co mnie było co niedziela z rodziną do kościoła .

  Teraz ani się kurii poskarżyć , ani proboszczowi . Jakby był czas , to można by

  jakąś figurę – no Chrystusa Króla już mamy po tej aferze z tymi domkami

  kanadyjskimi , ale można by , no może ...Boga Ojca i nad głową gołębicę jako

  Ducha Świętego...Rzeźbiarz jest ...wpada we wściekłość , rzuca się do Władzia ,

  trzęsie nim – przylecieliście jak diabli ! Pułkownik ! Generał, dla niepoznaki się

  przebrał ! Do jakiejś „szczerupy” wsiadł i przyjechał !  Bóg mi rozum odebrał .

  Rzuca się do Tadzia , łapie go za pierś , trzęsie – jaka umysłowość ! A wszystko

  wypatrzy ! Patrzył i ślinę łykał , bo był głodny a pieniędzy nie miał ! Jeszcze ten

  zasrany hotel ! Fakturę z urzędu mu zapłaciłem . Chryste Jezu ! A wy do zieleni     miejskiej, miotły i grabie , brać się do roboty ! Biurka wyniesiecie do magazynu !

Władzio prawie płacząc :- To jest dyskryminacja z powodu naszych przekonań . Helsinki się o nas

  upomną, bo się na naszych grzbietach prawo łamie . Posłanka Sobota nie da nam     krzywdy zrobić...

Wchodzi urzędnik ubrany w garnitur , pod szyją czerwony krawat w butonierce chusteczka ,

nachyla się do ucha burmistrza , szepce coś .Burmistrz łapie się za głowę, jęczy .

Naczelnik poczty :- Co się stało ?

Burmistrz :- Przy .. przy ..jechał prawdziwy  ce be a – do urzędnika : - Czym przyjechał? Starym

  cinqecento ?

Urzędnik :- Lancią panie burmistrzu .

Leśniczy kiwając głową :- Takiego byle pięćsetką nie zaspokoi …

Wszyscy zastygają .

 

Scena niema według uznania reżysera .

Pin It