MICHAŁ WROŃSKI

 

PIECZEŃ PO HINDUSKU

 

Sztuka w II częściach

 

 Magritte

CHARLES DICKENS

WIGILIJNA OPOWIEŚĆ


Przekład i adaptacja

JÓZEF JASIELSKI




OSOBY:

(w kolejności pojawiania się na scenie)

EBENEZER SCROOGE

BOB CRATCHIT

FRED

JEGOMOŚĆ I

JEGOMOŚĆ II

DUCH JAKUBA MARLEYA

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

CHŁOPIEC

DZIEWCZYNKA

KOBIETA W ŻAŁOBIE

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

PANI CRATCHIT

BELINDA

MAŁY TIM

ANNA

DUCH PRZYSZŁOŚCI

SZEŚĆ POSTACI SZABROWNIKÓW

-          1 -

AKT PIERWSZY – i ostatni

Wnętrze obszernego domu pana Scrooge, składającego się z kantoru i części mieszkalnej, oraz rozmaitych konstrukcyjnych „pułapek”, z których niebawem (zależnie od inwencji scenografa) będą korzystać pojawiające się niespodzianie świąteczne widma i duchy. Widzimy kominek z płonącym ogniem, wysoki regał obłożony teczkami, skoroszytami, księgami etc. z przystawioną do niego drabiną, dwa pulpity do pisania z wysokimi stołkami, jakieś stare meble (chyba stół i przykryte płótnem fotele); dalej w głębi – duże łoże z baldachimem, sporo starych „zwiędłych” już kotar. Część mieszkalna sprawia wrażenie zaniedbanej i ponurej. Prawie wzdłuż całej tylnej ściany domu biegnie panoramiczne okno (przez nie właśnie zaglądają z ulicy do wnętrza różne ciekawskie osoby; głównie naprzykrzające się panu Scrooge dzieci). Są też solidne drzwi, zamykane na żelazną sztabę. Ważny może być także dach domu z obszernym kominem... W tle – na horyzoncie widać domy na wzgórzach i migające w ich okienkach światełka. I jest jeszcze niebo tuż przed pierwszą wigilijną gwiazdką. A właśnie zapada zmierzch nad miastem, otulony delikatną mgiełką; z mrozem tak ostrym tej zimy, że nawet pan Scrooge, robiąc obliczenia przy pulpicie przysuniętym do kominka, włożył palto, szalik i coś tam jeszcze. Natomiast jego pomocnik, Bob Cratchit, zziębnięty przy swoim pulpicie, bezskutecznie usiłuje ogrzać się przy świecy...

BOB CRATCHIT

Panie Scrooge, czy można...?

SCROOGE

Nie można!

BOB CRATCHIT

Jest tak zimno...

SCROOGE

Jest przecież zima.

BOB CRATCHIT

Panie Scrooge, może mógłbym już pójść do domu...?

SCROOGE

I nie wrócić?

BOB CRATCHIT

(pokasłując) Przepraszam, panie Scrooge, ja tylko...

- 2 -

SCROOGE

Ja też!

(zapada milczenie wypełnione gorliwym skrzypieniem gęsiego pióra zalęknionego pomocnika – nagle przerwane dość hałaśliwym wtargnięciem siostrzeńca pana Scrooge, Freda.)

FRED

Wesołych Świąt, wujaszku! Niech cię Najwyższy ma w swojej opiece!

SCROOGE

Co on bredzi! Wesołych Świąt! Ty akurat masz powody, żeby się z tego cieszyć... Ty, biedny jak nieochrzczona mysz kościelna!(stary Scrooge wyraźnie się rozpromienił...)

FRED

A jakiż ty masz powód, wuju, aby być w tak wisielczym humorze? Ty, bogacz, upychający pieniądze w tajemnych zakamarkach?

SCROOGE

Nie życzę sobie...!

FRED

(pojednawczo) Już dobrze, wujaszku... Nie można pożartować?

SCROOGE

Wesołych Świąt! Dla kogo niby mają być takie wesołe? Czymże są święta Bożego Narodzenia dla ciebie, jeśli nie terminem płacenia rachunków – a zwykle jesteś wtedy bez grosza? I te wszystkie prezenty dla najbliższych, którzy mieli jeszcze szczęście nie umrzeć i skorzystać z idiotycznego, kosztownego zwyczaju... Z każdym Bożym Narodzeniem jesteś o rok starszy, ale ani o włos bogatszy. W ten dzień przeprowadzasz bilans twoich ksiąg handlowych i przekonujesz się, ze po dwunastu miesiącach galerniczej pracy, nie masz ani odrobiny zysku... Gdybym był prawodawcą wówczas każdy idiota, włóczący się z życzeniami „Wesołych Świąt” byłby...

FRED

Ależ, wujaszku...!

SCROOGE

Siostrzeńcze! Dajże mi już pokój, u licha... Zobaczymy, co dobrego przyniosą ci tegoroczne święta... Burczenie w pustym brzuchu i smród topionego łoju...

FRED

To czas przez wszystkich bardzo oczekiwany i radosny, pełen wzruszeń i serdecznych gestów. Jest to czas, w którym ludzie dzielą się życzliwością, dobrymi uczynkami...

- 3 -

SCROOGE

Tere – fere!

FRED

... I dlatego, wuju, choć święta te nigdy nie wzbogaciły mej kieszeni, wierzę, że przyniosły mi niejedno dobro i że przyniosą mi jeszcze wiele radości...

(pomocnik na te słowa, aż przyklasnął)

SCROOGE

(do pomocnika) Nie wtrącać się tam, gdzie nie potrzeba! Odezwij się pan choć słówkiem, a upamiętnię ci ten dzień dymisją... (do Freda) Co za przemówienia! Powinieneś zasiadać pośród tych darmozjadów w naszym parlamencie...

FRED

Nie gniewaj się, wujaszku! Przyjdź do nas jutro na obiad.

SCROOGE

Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty?

FRED

Dlaczego odmawiasz, wuju? Dlaczego?

SCROOGE

A dlaczego ożeniłeś się?

FRED

Ponieważ zakochałem się...

SCROOGE

Miłość! tez mi ważny powód... Żegnaj, drogi siostrzeńcze!

FRED

Niczego od ciebie nie potrzebuję i o nic cię nie proszę... Dlaczego więc nie możemy być przyjaciółmi?

SCROOGE

(mruknął) Żegnaj.

FRED

Zatem „Wesołych Świąt”, wuju!

SCROOGE

Żegnaj!

FRED

I pomyślności z Nowym Rokiem!

- 4 -

SCROOGE

Odczepisz się wreszcie ode mnie, czy nie!?

FRED

(żegnając się z pomocnikiem) „Wesołych Świąt”, Bob!

BOB CRATCHIT

Wesołych Świąt – dla pana i całej rodziny...

SCROOGE

Jeszcze jeden idiota! Mój pomocnik, utrzymujący rodzinę na krawędzi zagłodzenia, mówi o „wesołych świętach”... Czas wstąpić do „czubków” na zimny prysznic i lewatywę..!

(pomocnik, odprowadzając Freda do drzwi, wpuścił jakichś dwóch jegomościów)

JEGOMOŚĆ I

Firma „Scrooge i Marley”, jeśli się nie mylę?

SCROOGE

Nie myli się pan.

JEGOMOŚĆ II

Czy mam przyjemność mówić z panem Scrooge, czy z panem Marleyem?

SCROOGE

Nie wiadomo, jak to będzie z tą przyjemnością, ale mister Marley umarł siedem lat temu. A zatem niewątpliwie rozmawia pan z tym drugim.

JEGOMOŚĆ II

Nie wątpimy, że jego wspólnik godnie reprezentuje szczodrość i dobre serce... (Scrooge potrząsnął głową) Z okazji tak ważnych dla nas wszystkich świąt ludzie zamożniejsi nie uchylają się od wsparcia nędzarzy i bezrobotnych, którzy teraz właśnie, podczas silnych mrozów, narażeni są na wielkie cierpienia... Jest chrześcijańskim obowiązkiem pomagać ludziom błąkającym się...

SCROOGE

Czyż nie mamy więzień?

JEGOMOŚĆ I

Niestety mamy ich bardzo wiele, ale...

SCROOGE

A przytułki, noclegownie, sierocińce, domy opieki...

Czy te instytucje przestały istnieć?

- 5 -

JEGOMOŚĆ I

Oczywiście, istnieją...

SCROOGE

I są nadal czynne?

JEGOMOŚĆ I

Jak najbardziej!

SCROOGE

Chwała Bogu! Bo już pomyślałem z obawą, że coś nagle wstrzymało ich wielce użyteczną działalność...

JEGOMOŚĆ II

Wspomniane instytucje, pomimo usilnych starań, nie są w stanie zaspokoić licznych potrzeb stale powiększającej się rzeszy biedaków... A w ten świąteczny czas bieda mocniej doskwiera i rzuca się w oczy najbardziej. Jaką kwotę może pan zadeklarować?

SCROOGE

Pan żartuje...

JEGOMOŚĆ I

Drogi panie...!

SCROOGE

Proszę – bez czułości! Życzę sobie, aby mnie zostawiono w spokoju i nie wkraczano ze swoją nadmierną społeczną wrażliwością w moją prywatność... Płacąc uczciwie złodziejskie podatki i tak dostatecznie wspieram tych próżniaków, szukających lekkiego grosza... podtykających przechodniom puszki pod nos, tak, że człowiek boi się, że straci zęby, albo oko... Wspieram instytucje, o których wspomniałem. Tam mogą się udać ci, którym źle we własnych domach...

JEGOMOŚĆ II

Wielu z nich nie może się tam dostać, wielu też nie chce się tam znaleźć...

SCROOGE

W takim razie pozostaje im tylko zakończyć żywot i uwolnić świat od nadmiaru ludności. Czytali panowie o „bombie demograficznej”? Zresztą, proszę wybaczyć, nie znam się na tych sprawach i w ogóle mało mnie one obchodzą...

JEGOMOŚĆ II

Gdyby wykazał pan trochę dobrej woli i serca...

- 6 -

 

SCROOGE

Serce nie ma nic do interesów! Zatem – mam honor pożegnać szanownych panów. (Panowie opuszczają kantor. Scrooge daje znak pomocnikowi – ten gasi świecę i wkłada kapelusz na głowę).

BOB CRATCHIT

Weso... Do widzenia, panie Scrooge.

SCROOGE

Panie Cratchit, domyślam się, że chciałby pan mieć wolne przez cały jutrzejszy dzień?

BOB CRATCHIT

(nieśmiało) Jeżeli uważa pan to za właściwe...

SCROOGE

Nie uważam tego za właściwe. Jestem pewien, że gdybym potrącił panu z pensji należność za ten dzień, poczułby się pan pokrzywdzony? (Bob uśmiechnął się łagodnie) Jednak! A nie pomyślał pan o tym, że to ja mogę się czuć pokrzywdzony, płacąc panu całkowite wynagrodzenie za dzień świąteczny?

BOB CRATCHIT

Święto Bożego Narodzenia przypada raz do roku i ...

SCROOGE

Wie pan, ile mamy u nas świąt? A wciąż przybywają nowe...

BOB CRATCHIT

Ale Boże Narodzenie...

SCROOGE

Zamilcz pan do diabła! To wcale nie usprawiedliwia okradania kieszeni swego pracodawcy każdego 25 grudnia...

Szóste – nie kradnij!

BOB CRATCHIT

Siódme...

SCROOGE

Mniejsza z tym. Skoro zmarnuje pan na świątecznym próżniactwie cały dzień jutrzejszy, żądam aby przyszedł pan do pracy wcześniej następnego dnia. Rozumiemy się? Wcześniej.

(Bob tylko skłonił się i wyszedł. Scrooge starannie zaryglował drzwi wejściowe, zamknął wewnętrzne okiennice itp. Jednocześnie otwarła się prawa część przedniej ściany domu, odsłaniając część mieszkalną)

- 7 -

 

SCROOGE ( śpiewa)

Wielu wkoło prosi: daj!

I nachodzi i napada.

Co za ludzie, co za kraj...

Nikt mi jakoś nie powiada:

Weź coś sobie, zamiast: daj!

Refren:        Pieniądz się człowieka trzyma,

                   Gdy ma łeb i zgięty kark.

                   Innej drogi, bracie, ni ma.

                   Chcesz bogatym być.

                   Chcesz dostatnio żyć. –

                   Z każdym bark o bark

                   Musisz walczyć nieustannie.

                   A sumienie zostaw w wannie,

                   utop je lub daj biedakom.

                   Tym, co wierzą, że bez chleba

                   Łatwiej dostać się do nieba.

                   Pieniądz się człowieka trzyma

                   Gdy ma spryt, życiowy fart.

                   Innej drogi, bracie, ni ma.

Nikt nie lubi mnie - i cóż?

Jaka korzyść, że ktoś lubi?

Że przyniesie bukiet róż...

Może potem wnet cię zgubi

I wsadzi ci w plecy nóż.

Refren:        Pieniądz się człowieka trzyma... etc.

 

SCROOGE

He! Wesołych Świąt... Bzdura!

(słychać dzwony z pobliskiego kościoła. Scrooge wychodzi i za chwilę wraca; w szlafroku, domowych pantoflach i szlafmycy. Podchodzi do kominka, stawia na stole rondelek z kleikiem i zabiera się do jedzenia. Właśnie umilkły kościelne dzwony, co Scrooge skwitował wyraźną ulgą. Spojrzał przypadkiem na dzwonek, od dawna nieużywany, łączący ten pokój z pokojem na piętrze domu, od dawna opuszczonym – i osłupiał, spostrzegł bowiem, że dzwonek zaczyna się poruszać – najpierw wolno i cicho, potem coraz szybciej i głośniej. Odpowiedziały mu wszystkie dzwonki w całym olbrzymim domu. Nagle dzwonki ucichły...)

SCROOGE

Co u licha! Nie dam się zastraszyć! (Chwycił za pogrzebacz. Nagle gdzieś w piwnicy odezwało się przytłumione brzęczenie i łoskot, jak gdyby ktoś wlókł ciężkie łańcuchy po beczkach z winem...)

- 8 -

 

SCROOGE

Duch czy diabeł?

(Przeżegnał się, chociaż nigdy tego nie lubił. Nagle drewniana klapa w podłodze otworzyła się z hukiem i echem. Dało się słyszeć, że coś powoli wstępuje po schodach piwnicznych)

SCROOGE

To głupstwo! Jakieś przywidzenie... To od żołądka...

(Z podłogi „wyrasta” coraz wyżej, powyżej Scrooge`a, - znajomy Duch).

SCROOGE

Duch... Marleya!

(Scrooge ujrzał ziemistą, popękaną maskę zamiast twarzy; chwasty przy butach były dziwnie najeżone, także harcap, poły surduta i włosy na głowie. widmo było owinięte kilkakrotnie długim łańcuchem, utworzonym z metalowych kas, kluczy i zamków, ksiąg kupieckich, stalowych sakiewek i gęsich piór etc. cała postać widma była jakaś przezroczysta i monumentalna)

SCROOGE

Co tutaj robisz? Czego chcesz?

DUCH MARLEYA

Wiele. Bardzo wiele...

SCROOGE

Kim jesteś?

DUCH MARLEYA

He, he, he! Jestem twoim wspólnikiem, Jakubem Marley...

                                                   SCROOGE

Byłeś! Ty przecież nie żyjesz? Ciebie nie ma!

DUCH MARLEYA

Nie wierzysz własnym oczom i uszom? chcesz mnie dotknąć?

SCROOGE

Nie! (pauza) Nasze ludzkie zmysły często nas zawodzą... Wystarczy choćby lekka niedyspozycja żołądkowa... Możesz być kawałkiem niestrawionej wołowiny, odrobiną sosu czy niedogotowanego ziemniaka... (Ducha zajęczał i zatrząsł łańcuchami). Błagam , nie przerażaj mnie!

DUCH MARLEYA

Bierzesz mnie za zepsuty salceson w twoim żołądku?

                                                         - 9 -

 

SCROOGE

Umarłeś w wigilijną sobotę, rozpalając kominek w naszym kantorze. Pochyliłeś się i ...

DUCH MARLEYA

Trajkotałeś mi do ucha, ze spalamy za dużo drewna...

SCROOGE

Ja tylko...

DUCH MARLEYA

Naprawdę mnie wkurzyłeś, Ebenezerze Scrooge.

SCROOGE

Wybacz mi...

DUCH MARLEYA

Nie obwiniam cię. Miałem już serdecznie dosyć tej beznadziejnej harówki w zadymionym i zimnym kantorze. Właściwie, to cieszę się, że umarłem. Gdyby nie ty...

SCROOGE

Nigdy mi tego nie mówiłeś, Jakubie. Wydawało mi się...

DUCH MARLEYA

Wydawało ci się, że lichwiarskie gromadzenie pieniędzy i odmawianie sobie wszelkich, nawet najmniejszych, przyjemności, to nasz wymarzony sposób na życie?

SCROOGE

Przecież ty, Jakubie, byłeś zawsze bardzo pilnym i dobrym pracownikiem...zawsze sumiennie chodziłeś koło interesu...

DUCH MARLEYA

Właśnie – koło interesu! A nie koło naszych powinności wobec bliźnich, oczekujących wsparcia i pociechy...

SCROOGE

Czyż nie każdy sam winien zadbać o siebie? nie oglądać się na innych?

DUCH MARLEYA

Widzisz tylko czubek swego nosa.

SCROOGE

Czy nie jest grzechem lenistwo i brak odpowiedzialności za innych, zależnych od nas?

DUCH MARLEYA

Jesteś pewien, że masz serce?

- 10 -

 

SCROOGE

Osądzasz mnie zbyt surowo.

DUCH MARLEYA

Nie zjawiłem się tutaj, aby cię oskarżać, ale żeby cię ostrzec. Nie samym chlebem człowiek żyje.

SCROOGE

Jeżeli rzeczywiście przychodzisz z zaświatów...

DUCH MARLEYA

Człowieku małej wiary! (znowu potrząsnął łańcuchami i metaliczny jęk oraz pył rozpostarł się wokół jego postaci)

SCROOGE

Wierzę! Jesteś duchem Jakuba Marleya, mego wspólnika i druha...

DUCH MARLEYA

Muszę włóczyć się po świecie z tym łańcuchem, który ukułem sobie za życia, nosiłem z własnej woli i muszę dźwigać przez wieczność...

SCROOGE

Nie jesteś... nie byłeś przestępcą...

DUCH MARLEYA

Chciałbyś poznać długość i wagę łańcucha, który sam dźwigasz?

SCROOGE

Niczego takiego nie widzę.

DUCH MARLEYA

Pracujesz nad nim każdego dnia.

SCROOGE

Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi. Wiem nad czym pracuję, do diaska!

DUCH MARLEYA

Twój łańcuch rośnie i rośnie!

SCROOGE

O ile wiem, rosną mi tylko paznokcie i włosy...

DUCH MARLEYA

Twoje poczucie humoru nie uratuje cię od kary. Przyszedłem, żeby cię ostrzec. Możesz jeszcze uniknąć mego losu. Nie czas na żarty, drogi przyjacielu.

- 11 -

 

SCROOGE

Dziękuje ci, Jakubie.

DUCH MARLEYA

Odwiedzą cię trzy duchy.

SCROOGE

Nie trzeba, Jakubie... Niech lepiej wszystko zostanie tak jak jest...

DUCH MARLEYA

Bez tych odwiedzin nie możesz uniknąć mego nieszczęsnego losu! Bądź gotów na przyjęcie pierwszych odwiedzin jutro, gdy zegar wybije północ.

SCROOGE

A może przyszliby wszyscy razem? Miałbym już to z głowy...

DUCH MARLEYA

Zjawią się kolejnej nocy, o tej samej godzinie.

(Duch zaczął cofać się do tyłu i nagle zapadł się w piwniczny otwór. Klapa podłogowa sama uniosła się do góry i z trzaskiem zakryła wejście do piwnicy)

 

SCROOGE

Nie, nie, nie! Co się ze mną dzieje? czyżbym postradał zmysły? (Nagle poczuł się bardzo znużony. Rzucił się na łóżko w ubraniu i natychmiast zasnął.)

- W Y C I E M N I E N I E -

(Scrooge obudził się gwałtownie. W tej właśnie chwili zegar na wieży sąsiedniego kościoła zaczął wybijać godzinę. Scrooge słuchał pilnie, licząc uderzenia. Doliczył się dwunastu.)

SCROOGE

Dwunasta? Niemożliwe... Było przecież po drugiej, jak szedłem spać... Dwunasta! (sprawdził na swoim zegarku) Coś takiego – żebym przespał dzień i część nocy? (wygrzebał się z łóżka i podszedł do okna, usiłując dojrzeć coś przez pokryte lodem szyby)

Mglisto, nic nie słychać... Północ i nic! Nikt się nie zjawia! To był tylko sen, sen...

(W tej właśnie chwili okno, przy którym stał poruszyło się i zaczęło powoli oddalać się w kierunku horyzontu, zostawiają w ścianie domu pusty otwór, który teraz rozświetlił się niesamowitym światłem. Scrooge ujrzał dziwną postać kobiety, której szkliste, jak sople, włosy opadały na białą szatę, opasaną świetlistym pasem, który lśnił i migotał w różnych miejscach. Te zmiany świetlne powodowały, że postać ukazywała się raz po raz, jakby poprzez różne części swego ciała – a to tylko ręka, potem głowa, to znów korpus bez głowy etc. Postać wyłaniała się z ciemności i zapadała w ciemność.)

- 12 -

 

SCROOGE

Czy jesteś duchem, na którego czekam?

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Jestem Duchem Wigilijnym Przeszłości.

SCROOGE

Nie wracam do tego, co przeszło. Było – minęło. Kropka.

I proszę, nie dręcz mnie...

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Jestem duchem twoich minionych wigilii...

SCROOGE

Zostaw mnie!

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Pokażę ci cienie przeszłości, cienie rzeczy, które niegdyś istniały. (Stół rozświetlił się dziwnym światłem i Scrooge ujrzał siedzącego przy nim chłopca, czytającego książkę przy słabym ogarku. Gdzieś w oddali ktoś śpiewał kolędę przy wigilijnym stole. Scrooge`a ogarnęło wzruszenie.)

SCROOGE

Ależ to ja! Ja... Biedny chłopiec... Pragnąłbym... ale teraz pewnie już za późno!

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Mów, Ebenezerze Scrooge!

SCROOGE

Nic takiego... przypomniałem sobie jakiegoś wyrostka, którego wczoraj przepędziłem... Żałuję, że mu nic nie dałem... Nieważne...

(Drzwi otworzyły się i wbiegła mała dziewczynka)

                                                DZIEWCZYNKA

(rzucając się chłopcu na szyję) Mój drogi, najdroższy braciszku! Przyjechałam, aby cię zabrać do domu. Tak! tak! Ażeby cię zabrać do domu, do domu, do domu! Jutro przecież wigilia. Ojciec jest teraz o wiele lepszy, niż dawniej. Zapytałam go, czy mógłbyś wrócić do domu? Zgodził się i wysłał mnie po ciebie... Nigdy już tutaj nie wrócisz... A przede wszystkim spędzimy razem święta Bożego Narodzenia i będziemy się cudownie bawili... Razem, braciszku, razem!

GROŹNY GŁOS MĘŻCZYZNY

Znieść na dół rzeczy pana Scrooge`a! Żywo!

 

                                                     - 13 -

(chłopiec lekko przestraszony wybiega. dziewczynka zostaje chwilę sama i rozgląda się zaciekawiona)

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Była zawsze wątła i delikatna... Wydawało się, że lada wietrzyk ją zmiecie... ale miała wielkie serce!

SCROOGE

(wzruszony) To szczera prawda! Na Boga – nie zaprzeczę temu!

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Umarła i zostawiła dziecko...

SCROOGE

Szczera prawda, duchu...

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

A tym dzieckiem jest twój siostrzeniec, Fred.

SCROOGE

(jakby ze skruchą) Tak!

(Dziewczynka wybiega, mijając się w drzwiach z młodą kobietą w żałobie)

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

A to pamiętasz!

KOBIETA

(jakby rozmawiając z kimś, kto jest w sąsiednim pokoju)

To, co powiem, być może dla pana nic nie znaczy... Moje miejsce w pańskim sercu zajęło inne bóstwo...

SCROOGE

(podejmuje dialog z widmem, usiłując przypomnieć sobie tę scenę)

Jakież to niby bóstwo?

KOBIETA

Pieniądz.

SCROOGE

Czy to może grzech pracować w pocie czoła, aby zabezpieczyć sobie i rodzinie dostatnią przyszłość?

KOBIETA

Ale chęć wzbogacenia się nie może przesłonić wszystkiego.

- 14 -

SCROOGE

I nie przesłoniła. Jesteś zawsze dla mnie...

KOBIETA

Nie ma już między nami uczucia, które kiedyś, gdy oboje byliśmy biedni, dawało nam siłę, radość i nadzieję na przyszłość. Co się stało z naszą miłością?

SCROOGE

Mnie o to pytasz? Czyż nie poświęcam ci każdej wolnej chwili...

KOBIETA

Poświęcenie! Cóż to za okropne słowo, za którym zawsze kryje się jakiś koszt, jakaś strata, jakieś zaniechanie... Poświęcasz dla mnie kwadrans. Po kupiecku.

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Brawo!

SCROOGE

Jesteśmy zaręczeni. Czy nie jest to dowód mego głębokiego uczucia do ciebie?

KOBIETA

Coś, co trzeba udowadniać, niewiele jest warte. (pauza) Powiedz szczerze – żałujesz teraz tej decyzji...

SCROOGE

Jak możesz...

KOBIETA

Żałujesz?

SCROOGE

Nie dajmy się ponieść emocjom...

KOBIETA

Zmieniłeś się, Ebenezerze, zmieniłeś treść i cel swego życia. Nie jesteś już tym chłopcem, którego pokochałam... może jeszcze kocham...

SCROOGE

Kobiety! Kto je zrozumie, zjadł beczkę soli.

KOBIETA

Zwracam ci dane słowo. (zdejmuje pierścionek i kładzie na stole)

SCROOGE

Nie...

- 15 -

KOBIETA

Tak będzie lepiej. Wierz mi.

SCROOGE

Możesz go zatrzymać (pauza) Proszę.

KOBIETA

Nie chcę uszczuplać twego prawdziwego bogactwa. To drogi prezent. I nie pasuje do mnie.

SCROOGE

Stać mnie...

KOBIETA

Z pewnością. Ale ja nie jestem ci już potrzebna. Życzę ci szczęścia w takim życiu, jakie sobie wybrałeś.

SCROOGE

To nie ma sensu!

KOBIETA

Żegnaj!

SCROOGE

Zostań! Chciałbym... To nie może być tak...!

(Kobieta, jakby zaniepokojona, zdecydowała się ruszyć w stronę niewidocznego pokoju, w którym przebywał rozmawiający z nią narzeczony i znikła.)

SCROOGE

Nie, nie, dosyć! Dość już, duchu! Nie chcę więcej widzieć... To ponad moje siły...

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

Dlaczego jej wtedy, w ten pamiętny wigilijny wieczór, nie zatrzymałeś przy sobie? Tym brakiem woli i odwagi skazałeś się na lata samotności. Czujesz, jak to boli i dokucza na starość? Ty nierozumny i uparty staruchu!

SCROOGE

Powiedz mi, proszę, dlaczego utraciłem tak drogą mi istotę?

DUCH WIGILIJNY PRZESZŁOŚCI

(śpiewa)

Człowiek –

już wychodząc z pieluch

zwykł podążać w jakimś celu

w stronę życia.

- 16 -

Życie –

wabi nas i nęci,

i rozpala nasze chęci

bez pokrycia.

Wybór –

jakże trudny przecież –

ileż celów do zdobycia

na tym świecie.

Zmysły –

         łudzą nas, że ważne

to, co chwycisz i zatrzymasz

- co posażne

Pieniądz –

daje nam poczucie,

że zapewni szczęście, zdrowie

- i uczucie.

Miłość –

nie chce twych pieniędzy.

Niesie radość, siłę, piękno

- nawet w nędzy.

Morał –

zaplątany w życia przędzy

- kochaj to, co daje życie

bez pieniędzy.

SCROOGE

Duchu, idź sobie! proszę...

(Duch Wigilijny Przeszłości zniknął i okno znowu powoli wróciło na swoje dawne miejsce. Scrooge upadł na podłogę i natychmiast twardo zasnął.)

- W Y C I E M N I E N I E -

- 17 -

 

(Zegar na wieży wybija północną godzinę. Słychać potężne chrapnięcie Scrooge`a, który budzi się. Słychać jak mówi:

„O Boże, znowu się zaczyna. Następny wysłannik Jakuba Marleya...”

Łóżko, na którym leżał Scrooge zalało teraz czerwone pulsujące światło, jakby Scrooge miał spłonąć. Scrooge ujrzał przystrojony stół biesiadny, a nad nim, pod sufitem, unoszącego się Ducha Tegorocznego Bożego Narodzenia. Był to wesoły olbrzym z kielichem pełnym wina, z kwietnym wieńcem na głowie, w zielonej opończy, obramowanej białym futrem. Pierś naga, bose stopy etc. Bujał się w górze, ja Bóg Obfitości)

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

Nie widziałeś jeszcze, bratku, kogoś takiego?

SCROOGE

Nigdy.

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

Nie chciałeś, bratku, przyjąć tegorocznych świąt u siebie – to święta przybywają same, bez zaproszenia.

(Pojawiają się: małżonka Boba Cratchita w ubogiej sukni, jej córka Belinda i Mały Tim, chodzący o kulach)

PANI CRATCHIT

Gdzież to tata tak długo przesiaduje? (słychać przytupywanie za drzwiami)

BELINDA

Jest! (aż podskoczyła z radości)

BOB CRATCHIT

(wchodzi – Tim podbiega niezdarnie, odrzuca kule i obejmuje ojca. Bob podnosi go do góry.) Jakże zachowywał się nasz Mały Tim?

PANI CRATCHIT

Wzorowo. Nie wiem, czemu tak się dzieje – może na skutek przesiadywania w samotności? – ale robi się teraz taki marzycielski i wymyśla najdziwniejsze rzeczy...

BELINDA

Zwrócił uwagę, z wszyscy ludzie obserwują go w kościele, bo jest kaleką i że jego kalectwo powinno im w dniu Bożego Narodzenia przypomnieć tego, który sprawił, że tacy jak on zaczęli chodzić, a ślepcy widzieć...

BOB CRATCHIT

Z każdym dniem staje się silniejszy i sprawniejszy...

- 18 -

TIM

No pewnie!

                                               PANI CRATCHIT

Siadajmy do stołu (zajmują miejsca)

TIM

Wiwat!

BOB CRATCHIT

Daj nam Boże spędzić te święta w radości, spokoju i zdrowiu...

WSZYSCY

Amen, amen...

SCROOGE

(ze współczuciem) Duchu, powiedz mi, czy Mały Tim będzie żyć?

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

Widzę puste krzesło przy kominku i starannie przechowywane kule – a więc dziecko umrze.

SCROOGE

Nie może umrzeć!

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

Nie rozumiem cię. Skoro musi umrzeć, niech umiera, zmniejszając w ten sposób nadmiar ludności. Czyż to nie twoje słowa, tak ohydne i bezlitosne?

BOB CRATCHIT

Moi drodzy, wypijmy zdrowie pana Scrooge`a! Jest naszym chlebodawcą i właśnie jemu zawdzięczamy dzisiejszą ucztę...

 

PANI CRATCHIT

(z oburzeniem) Czyżby? Dobrze, że go tutaj nie ma. Powiedziałabym mu w oczy, co o nim myślę... Ty wiesz najlepiej, Robercie, jaki on jest. Bez serca!

BOB CRATCHIT

Daj spokój, kochanie. Mamy święta Bożego Narodzenia, najpiękniejsze w roku, i teraz powinniśmy być bardziej wyrozumiali wobec naszych bliźnich. I dlatego wypiję zdrowie pana Scrooge`a. Nie ma szczęśliwych świat, biedak, a my mamy...

(pojawiają się niespodziewanie: Fred z żoną Anną)

- 19 -

 

FRED I ANNA

Wesołych Świąt

WSZYSCY CRATCHITOWIE

Wesołych Świąt! Witajcie! Co za miła niespodzianka!

(pełno radosnego gwaru i zamieszania)

SCROOGE

Co oni tutaj robią? Mój siostrzeniec w takiej przyjaźni z tym oberwańcem, Bobem... Ciągnie swój do swego.

BOB CRATCHIT

Wypiliśmy przed chwilą za zdrowie pana Scrooge`a.

(wszyscy wybuchnęli śmiechem)

FRED

Powiedział, że święta to głupstwo. I on naprawdę tak myśli.

ANNA

Tym gorzej dla niego.

FRED

To po prostu stary dziwak. Nieznośny i nieszczęśliwy... Tak – nieszczęśliwy. Wady człowieka są zawsze karą dla niego samego.

ANNA

Myślę, że jest raczej szczęśliwy, skoro śpi na forsie.

                                                        FRED
I cóż z tego? Pieniądze szczęścia nie dają, jeżeli nie służą czemuś dobremu... Sam z nich nie korzysta i nie pomaga nikomu.

ANNA

Nie cierpię go!

FRED

A ja nie mam do niego żalu. Współczuję mu. Uroił sobie, że powinien nas nie lubić... Nie przyjął więc naszego zaproszenia.

SCROOGE

To nie tak! (jakby próbował włączyć się do rozmowy, ale nikt go nie widzi i nie słyszy)

BOB CRATCHIT

Sam sobie winien.

- 20 -

 

FRED

Mam zamiar zapraszać go corocznie, bez względu na to, czy mu się to podoba, czy nie...

                                                       ANNA

Ależ, Fred !

FRED

A tak! Żal mi go. Będę każdego roku życzył mu Wesołych Świąt, a nuż... (pauza)

WSZYSCY

(roześmiani) Wesołych Świąt!

TIM

Lubię święta, bo wszyscy są dla siebie mili. Dużo jem i jest mi ciepło.

BELINDA

(szeptem) Wiem, o czym marzysz.

TOM I BELINDA

(jednocześnie)

Żeby święta trwały przez cały rok!

BOB CRATCHIT

Dobrze, że nie słyszy tego pan Scrooge. Mógłby się bardzo rozgniewać.

TIM

Nie boję się pana Scrooge`a. Nic a nic. Gniewa się na wszystkich, bo jest sam na świecie. Jak palec.

PANI CRATCHIT

Chce być sam.

BOB CRATCHIT

Taki już jest. (do Tima) A ty, mądralo, zajmij się talerzem, bo już dawno przestał parować.

ANNA

Fred jest jego siostrzeńcem, a on nawet....

FRED

Anno, proszę!

TIM

Klawo jest, no nie? (wyrzucił ręce w górę)

                                                       - 21 -

 

FRED

(inicjuje piosenkę)

Klawo jest – rzekł mały Tim

I wyrzucił ręce w górę.

Więc my wszyscy razem z nim

Zgodnym chórem:

Klawo nam jest!

WSZYSCY

Klawo nam jest!

 

PANI CRATCHIT

Radość barwi każdy kąt,

gości przy świątecznym stole.

Smutek niechaj zmyka stąd

jak najdalej

Radość wolę!

TIM

Radość wolę!

 

BOB CRATCHIT

Dzielmy się w tę cichą noc

Sercem, jak opłatkiem białym,

aby uczuć naszych moc

nie na mały

cel się zdała.

WSZYSCY

(tańczą)

... cel się zdała!

 

FRED

Scrooge – wujaszek miły nam,

chociaż dąsa się i złości.

Może cierpi teraz tam

- w samotności

Scrooge – wujaszek

WSZYSCY

Scrooge – wujaszek!

SCROOGE

Oni mnie lubią. I Fred i Bob... Chociaż jestem dla nich przykry, może nawet odpychający, lubią mnie, do diaska!

 

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

W każdym staraj się odnaleźć to, co łączy, a nie dzieli.

                                                     - 22 -

 

SCROOGE

Mógłbyś sprawić, abym znalazł się teraz pośród nich w swojej widomej postaci?

DUCH TEGOROCZNEGO BOŻEGO NARODZENIA

To niemożliwe. Musisz wrócić do swojej samotni. Masz kolejnego gościa. (światło zaczyna powoli przygasać i obraz biesiadujących postaci zanika.)

SCROOGE

Duchu, proszę! Jeszcze chwilę...

-          W Y C I E M N I E N I E –

(Pojawienie się trzeciego ducha nie zostało tym razem poprzedzone północnym biciem zegara. Dał się słyszeć przedziwny szmer czy szum i w niebieskiej poświacie Scrooge spostrzegł majestatyczną postać w czerni w długim płaszczu z kapturem. Ów długi, czarny płaszcz, podobny do całunu, spowijał całą postać ducha, nawet głowę i twarz, pozwalając widzieć tylko jedną, nienaturalnej wielkości wyciągniętą kościstą rękę. całun wydzielał z siebie jakby chmurę mgły).

SCROOGE

Czy mam przed sobą Ducha Przyszłych Świąt Bożego Narodzenia?

(duch tylko przechylił głowę). Masz mi pokazać rzeczy, które staną się dopiero w przyszłości? Czy tak? Duchu Przyszłości napełniasz mnie przerażeniem, ale wierzę, że jednak pragniesz mego dobra, tak jak ja pragnę poprawić się i stać się lepszym człowiekiem... Powiedz coś!

(Mieszkanie Scrooge`a zaroiło się naraz od wielu postaci myszkujących po kątach, a tak naprawdę rozkradających jego z trudem zdobyte mienie).

POSTAĆ PIERWSZA

Wiem tylko tyle, że wreszcie umarł...

POSTAĆ DRUGA

Kiedy?

POSTAĆ PIERWSZA

Podobno wczoraj w nocy.

POSTAĆ TRZECIA

Myślałem, że już nigdy nie wykituje.

POSTAĆ CZWARTA

Ciekawe, co zrobił z forsą? Gdzieś tu musi być...

 

POSTAĆ PIĄTA

Może zapisał swoim wspólnikom?

                                                   - 23 -

                                            

                                              POSTAĆ SZÓSTA

Będzie miał marny pogrzeb...

POSTAĆ PIĄTA

Kto by tam chciał iść za jego trumną...

POSTAĆ PIERWSZA

Jeśli wyprawią porządną stypę, to nie mam nic przeciwko temu...

POSTAĆ DRUGA

(taszcząc coś w worku) Trochę drobiazgów nikogo nie zuboży, a nieboszczyk i tak się o to nie upomni... He, he, he!

POSTAĆ PIERWSZA

Racja, racja! Zabierajmy, co się da.

POSTAĆ TRZECIA

Hej Joe! Rozwiąż tłumok i pokaż co tam naszabrowałeś...

POSTAĆ PIERWSZA

Wszyscy dobrze wiemy, po cośmy tu przyszli. Grzechu w tym nie ma.

POSTAĆ SZÓSTA

Nie mam żadnych skrupułów wobec takiego człowieka i nie wstydzę się kraść co tylko nawinie się pod rękę... Ale ostrożnie z lampą, Jack! Poplamisz kołdrę oliwą.

POSTAĆ PIERWSZA

To jego kołdra? A może on umarł na jakąś zaraźliwą chorobę?

POSTAĆ SZÓSTA

Nie kręciłabym się przy nim, gdyby go toczyła jakaś zaraza.

POSTAĆ TRZECIA

(wyciągając ze schowka szkatułkę z pieniędzmi) Podzielmy się sprawiedliwie... Ten kutwa za życia wszystkich odtrącał od siebie, abyśmy teraz mogli pożywić się trochę po jego śmierci.

                                             POSTAĆ PIERWSZA

Tylko sprawiedliwie! ( nie może dopchać się do rozsypanych na podłodze monet, przy których toczy się już prawdziwa walka)

 

                                             POSTAĆ CZWARTA

Hola, hola!

                                              

                                                POSTAĆ PIĄTA

Moje, moje!

                                                       - 24 -

 

POSTAĆ SZÓSTA

Oddaj, oddaj!

POSTAĆ PIERWSZA

Zaraz, zaraz...!

(Szabrownicy rozbiegli się po kątach, przeliczają pieniądze, upychają po kieszeniach etc. Jeden z nich ściąga prześcieradło z leżącego na stole „Scrooge`a -nieboszczyka”)

SCROOGE

Na Boga! To ja - jak zmurszały pień... Rozkradają moje mienie... Nic nie mogę zrobić... Ja jeszcze żyję, łotry!

(ale nikt go nie słyszy, a sam nie ma siły, aby ruszyć się z miejsca)

POSTAĆ TRZECIA

Nikomu ani słowa o tym, co się tutaj działo!

POSTAĆ PIERWSZA

Nie spieszy nam się do stryczka, prawda kamraci?

POSTAĆ DRUGA

(usiłuje ściągnąć buty z nóg Scooge`a – nieboszczyka”)

Całkiem dobre zelówki.

POSTAĆ TRZECIA

Zostaw. To przynosi pecha!

POSTAĆ DRUGA

Kto wydłubał złote zęby starej Robins? Czy nie ty, przypadkiem?

POSTAĆ TRZECIA

(wyjmuje brzytwę)

Mam cię ogolić na czerwono?

POSTAĆ SZÓSTA

Zrób to. Ta świnia tylko psuje nam robotę.

POSTAĆ DRUGA

(z lękiem) Ja tylko...

                                               POSTAĆ TRZECIA

Po jednej monecie dla każdego z nas. Ale już!

(Postać Druga wręcza każdej postaci po monecie)

 

POSTAĆ PIERWSZA

Dobra, dobra... Nie potrzebne nam awantury... Obłowiliśmy się, dzisiaj, no nie?

(intonuje pieśń):

                                                    - 25 -

         My jesteśmy szabrownicy,

dzieci nędzy i ulicy.

Szabrujemy cudze mienie

I nas nie stać na sumienie.

Nikt nie lubi nas, bo przecie

Grzech szabrować na tym świecie.

 

POSTAĆ CZWARTA

Refren:

                   Choćby taki mister Scrooge.

                   Sknera, łajdak jakich wielu.

                   Więc mój drogi przyjacielu

                   tego się od Scrooge`a ucz:

                   Chciwość w życiu nie popłaca.

WSZYSCY

         Coś zagarnął, wnet zostawisz.

         Choć w luksusie dziś się pławisz,

         jutro możesz sztywnym być.

         Jutro wyjdziesz na pajaca.

         Co tu kryć!

WSZYSCY

         My jesteśmy szbrownicy.

         Dzieci nędzy i ulicy.

         Biorą nas za ludzkie hieny.

         A i nie ma takiej ceny

         By wykupić naszą winę.

         Trzeba hieny za padlinę.

Refren:

                   Choćby taki mister Scrooge.

                   Sknera, łajdak jakich wielu.

                   Więc mój drogi przyjacielu

                   tego się od Scrooge`a ucz:

                   Chciwość w życiu nie popłaca.

                                           POSTAĆ PIERWSZA

Chodźmy sprawdzić, co jest na górze. (wszystkie postaci wychodzą)

SCROOGE

(który przez całą tę scenę był jak sparaliżowany)

Duchu Przyszłych Świąt Bożego Narodzenia, czyżby nie było mi dane dożyć do następnej wigilii? Mam leżeć na tym przeklętym stole oblepiony pajęczyną?

                                                  - 26 -

 

DUCH PRZYSZŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

Widzę, że masz tęgiego pietra. Zaczynasz zastanawiać się nad własnym życiem dopiero wtedy, gdy śmierć zagląda w oczy. A przecież, pazerny na życie człowieku, zapomniałeś, że umierasz nieuchronnie i powoli już od urodzenia. Dlaczego nie patrzysz na własne istnienie z perspektywy śmierci, która przycupnęła w twojej kołysce, a potem podąża za tobą jak cień...

SCROOGE

Wysłuchaj mnie... Już nie jestem tym człowiekiem, jakim byłem do niedawna. Chcę się zmienić! Przysięgam! Przyznaję, że przeraziłeś mnie... Zabierz ten okropny obraz sprzed moich oczu...

DUCH PRZYSZŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

Memento mori! (trup na stole powoli zatraca się w półmroku)

 

SCROOGE

Dzięki ci, Duchu Przyszłości! Odtąd z całej duszy będę czcił święta Bożego Narodzenia... Amen!

(Zaczęła zapadać ciemność. Jednocześnie prawa część przedniej ściany domu przesunęła się, zasłaniając część mieszkalną zostawiając nam na widoku „wnętrze kantoru”. Wstał słoneczny mroźny poranek. Podniecony i ożywiony dobrymi zamiarami Scrooge wszedł właśnie do kantoru. za nim wpada zdyszany Bob Cratchit)

SCROOGE

Dzień dobry, Bob. Wesołych Świat.

BOB CRATCHIT

(osłupiały) Dzień dobry panu... Wesołych Świąt... wesołych... Bardzo pana przepraszam za spóźnienie...

SCROOGE

(burknął) Spóźnienie! Co pan sobie myśli? Proszę tutaj do mnie!

BOB CRATCHIT

Przyrzekam, że to się nigdy nie powtórzy! Siedzieliśmy wczoraj do późna i...

                                                   SCROOGE

(surowo) Oświadczam panu, że nie mogę tolerować czegoś podobnego i dlatego (zawiesił głos)... dlatego podwyższam panu pensję! (i dał mu kuksańca w bok)

BOB CRATCHIT

(przerażony, że Scrooge ma zamiar pobić go, chwycił pogrzebacz. Gotów bronić się do upadłego)

No, no!

                                                        - 27 -

 

SCROOGE

Życzę ci wesołych Świąt, Robercie! Tak jest, podwyższam ci pensję i dołożę wszelkich starań, aby postawić na nogi twoją rodzinę... wyleczymy także Małego Tima...

A teraz, Robercie, rozpal porządny ogień na kominku i nie żałuj węgla!

(Bob chwycił rękę Scrooge`a chcąc ją ucałować, ale Scrooge już pędził do drzwi, aby wciągnąć do kantoru owych dwóch jegomościów, z którymi obszedł się tak niegrzecznie wczoraj)

                                                    SCROOGE

Witam panów! mam nadzieję, że wczorajsza kwesta udała się... Niech mi będzie wolno usprawiedliwić się... Otóż, czy mógłbym pana prosić... (coś zaczął szeptać do ucha jednemu z jegomościów)

                                                 JEGOMOŚĆ I

(oszołomiony) Czy aby się nie przesłyszałem? Taka kwota! Drogi panie Scrooge

SCROOGE

Ani pensa mniej!

JEGOMOŚĆ I

(serdecznie ściskając dłoń Scrooge`a) Nie wiem doprawdy, jak mam panu dziękować za tak hojną ofia...

                                                  SCROOGE

Niech to zostanie między nami...

                                                 JEGOMOŚĆ I

Ależ, drogi panie Scrooge...

SCROOGE

Do miłego zobaczenia, panowie! (prawie wypycha ich z kantoru)

JEGOMOŚĆ II

(już po drugiej stronie drzwi) Nie omieszkamy...

                                                   SCROOGE

(zamyka drzwi i zwraca się do z lekka oniemiałego Boba)

To miło z twojej strony, chłopcze, ze wypiłeś za moje zdrowie przy wigilijnym stole...

BOB CRATCHIT

(zaskoczony) Skąd pan...?

                                                   SCROOGE

Skąd wiem? Mam swoje sposoby. (pauza) Wierz mi – nie podglądałem przez dziurkę od klucza...

                                               BOB CRATCHIT

W takim razie powinien pan także wiedzieć, że...

SCROOGE

Że odwiedził was mój siostrzeniec ze swoją okropną małżonką...

                                                     - 28 -

 

BOB CRATCHIT

(jeszcze bardziej zaskoczony) To niesamowite, panie Scrooge...

SCROOGE

A żebyś wiedział!

BOB CRATCHIT

Jeżeli było w tym coś niestosownego...

SCROOGE

Klawo jest, Bob!

BOB CRATCHIT

(bliski oszołomienia) Kla – kla...

SCROOGE

Wujaszek Scrooge jest dziś bardzo... bardzo zadowolony.

(Zatarł ręce, podskoczył niezdarnie, wyjrzał przez okno pochrząkując)

Robercie! Wiesz, gdzie jest sklep z drobiem?

                                               BOB CRATCHIT

Na rogu ulicy. To niedaleko...

SCROOGE

Nie wiesz przypadkiem, czy nie sprzedali już tego wielkiego indyka, który wczoraj jeszcze wisiał w oknie wystawowym?

                                                BOB CRATCHIT

Nie zauważyłem... Ale w rynku...

                                                   SCROOGE

Chcę tylko tego ptaka. Miał takie rozumne spojrzenie... Ruszaj! Marnujesz ciężko opłacony czas. (Bob rusza) Czekaj! Masz tutaj pieniądze... Za resztę kup jakiś drobiazg dla Tima...

                                               BOB CRATCHIT

Drogi, panie Scrooge...

SCROOGE

Wystarczy! (Bob rusza) Czekaj! Jak myślisz, co się stanie, gdy wybiorę się z tym indykiem do mojego siostrzeńca... Ale będzie miał minę!

BOB CRATCHIT

(wybiegając) To ci dopiero niespodzianka!

SCROOGE

(jakby odgrywając przyszłą scenę)

„Puk, puk! Czy pan w domu, moja panno?” – „W domu, panie” – „Gdzie jest?” – „W salonie, z panią. Niech pan pozwoli, zaprowadzę.” – „Dziękuję, ślicznotko, sam trafię”

                                                     - 29 -

– „Może wezmę tego indyka...?” – Nie, nie, prezenty wręczam sam...” – „Ależ... – „Zmykaj, mała, no!” – „Na Boga, wujaszek tutaj!” – „Czy właśnie powinienem być gdzie indziej?” – „No, nie...” - „Tak myślałem, moje dzieci” – „Wujaszek niepotrzebnie z tym indykiem...” – „Anno, w twoje ręce...” – „Jaki duży, prawda Fred?” – „Rzeczywiście, Anno, niczego mu nie brakuje” – „Czy mogę już usiąść?” – „Prosimy, wujaszku.” – „To prawdziwa niespodzianka dla nas...” – „Nie widzę w tym nic dziwnego, Fred. Przyszedłem zjeść z wami obiad. Mogę?”

Tak to sobie wyobrażam, do diabła!

Jestem jak nowonarodzony. (do widowni) Dzień dobry wszystkim!

Życzę Wesołych Świąt!

(i zaczął śpiewać, tańczyć, stepować – pan Scrooge chyba oszalał?)

SCROOGE

Co się ze mną stało?

Jak serce mi wali!

I łza się dobiera do oka.

Żem młodszy to mało!

Że radość aż pali,

I lekko, tak lekko w podskokach.

(tańczy)

         To dziwna przemiana.

To tak jakbyś ujrzał

świat cały na nowo, z wysoka.

tęsknotą nieznaną

do najbliższych byś umknął,

zazdroszcząc pierzastym obłokom.

(pojawia się reszta postaci)

FRED

Wujaszku, nasz drogi

Ten indyk – to pycha!

                                                      ANNA

Ważniejszy jest gość nasz serdeczny...

SCROOGE

Bywałem za srogi...

FRED

Z obżarstwa - nie dycham.

ANNA

Czy musisz być śmieszny koniecznie?

SCROOGE

Lubię, gdy śmiesznie...

                                                      - 30 -

 

FRED

Gdy w miłej kompanii

Zabawić się można do świtu.

                                                      ANNA

Jak wtedy w Trzemesznie...

SCROOGE

Lecz praca nas goni...

FRED

Niechaj Bob dopilnuje kwitów.

BOB CRATCHIT Z ŻONĄ

Dzień dobry, panie Scrooge!

SCROOGE

To dobry, dobry dzień.

                                                       BELINDA

Drzewa i dachy w białym puchu...

TIM

Znalazł pan złoty klucz,

co serca otwiera sień?

                                                    SCROOGE

 

Znalazłem, chłopcze, pośród duchów.

 

 

                                                    WSZYSCY

Nie jesteś w życiu sam.

Z innymi dziel swój los.

To w tej wędrówce dobra rada.

Wiedz, że nie tylko trzos

do szczęścia wiedzie bram.

Zbieraj przyjaciół – ile się da!

                             -------------------------------------------------------

* pod ochroną ZAIKS-u

WILLIAM M. THACKERAY - RÓŻA I PIERŚCIEŃ

 / The rose and the ring /

Przekład , adaptacja i teksty piosenek – Józef Jasielski  

 

Józef Jasielski - OKO ZA OKO…

 

 

* 2012

OSOBY:

KATARZYNA

 

ZYTA

 

EDWARD

 

RYSZARD

 

PATRYCJA, mała dziewczynka