Piotr Müldner-Nieckowski

 

Coś dla ducha

 

 

Muldner   Jeśli ktoś nie interesuje się sportem, to powinien wiedzieć, co traci. Co do czynnego 

uprawiania nikt nie ma wątpliwości, ze wszech miar jest wartościowe, poprawia przepływ krwi w mózgu, ale sens ma także samo oglądanie i słuchanie. 

    Zawody piłkarskie czy lekkoatletyczne są ciekawsze niż teleturnieje. Psycholodzy amerykańscy posadzili przed telewizorem grupę studentów, którzy nie interesują się sportem, i kazali im oglądać konkurs typu "jeden z dziesięciu", po czym następnego dnia zadali badanym te same pytania, które padły w czasie programu. Okazało się, że nikt niczego się nie nauczył. Trudno podejrzewać, żeby obserwatorzy konkursu odnieśli korzyść inną niż tylko chwilowe emocje (jeśli w ogóle jest to jakaś wartość). Porównano te wyniki ze skutkami oglądania przez te same osoby meczu baseballowego. Zaobserwowano rosnące zainteresowanie i, co najciekawsze, dyskusje na temat widowiska. Badani nie spostrzegli, że szybko nauczyli się danych dotyczących gry i że zawody okazały się dla nich modelem jakiegoś zdarzenia społecznego. W dzień po eksperymencie potrafili podać nazwiska zawodników i trenerów, wyniki do przerwy i końcowy, wreszcie opisać momenty przełomowe, błędy taktyczne i zaskakujące akcje, tak jak to czynią, kiedy zastanawiają się nad własnym życiem.

    Być może w świadomości badanych pojawiły się elementy rozumowania, z którymi dotychczas nie mieli kontaktu, a które mają znaczenie dla ich postawy życiowej. Kiedy ktoś ogląda sport, stara się określać swoją przynależność do jakiejś społeczności i oceniać, jaką zajmuje w niej pozycję, choćby przez wybór faworyta. Po spektaklu bada słuszność przyjętej postawy. Często owa więź społeczna porównywalna jest z poczuciem przynależności narodowej. Że sport ma na to wpływ, wystarczy przyjrzeć się meczowi KS Milanowianki z KS Grodziszczanką i zachowaniu kibiców tych drużyn, którzy jeśli siebie nie obrzucają nawzajem wyzwiskami, to w każdym razie się unikają. Nawet w tych głowach, tak nienawykłych do uprawiania logiki, rodzi się jakieś myślenie, i to całkiem poprawne. W sporcie ostro rysują się ogólne zasady rywalizacji, wśród których ważne miejsce zajmuje etyka. Każdy szanujący się kibic z klubowym szalikiem na szyi prowadzi gorące dyskusje o postawach moralnych zawodników i ich otoczenia. Sam jest brutalem, ale nie znosi, kiedy brutalnie postępuje zawodnik drużyny przeciwnej, więc można mówić o obiecującej refleksji: w pewnych sytuacjach życiowych chuligan zastanowi się i nad swoim postępowaniem. Uważam, że tacy ludzie są brutalni na ogół, zanim przyjdą na pierwszy mecz, i że złych zachowań nauczyli się wcześniej. Ich charaktery są tu tylko weryfikowane.

    Sport ma mocne odzwierciedlenie w języku. W standardowej mowie polskiej naliczyłem ponad czterysta słów i wyrażeń, które zrodziły się właśnie dzięki sportowi. A w słownikach i mojej naukowej bazie frazeologii polskiej jest ich parę tysięcy; te pochodzą z tekstów pisanych. Polakowi do poprawnej, skutecznej komunikacji wystarczy tysiąc pięćset wyrazów, więc podane liczby wydają się wcale duże. Jeśli ktoś strzela do własnej bramki, działa na swoją szkodę. Jeśli stosuje chwyty poniżej pasa, walczy niezgodnie z normami moralnymi. Jeśli kładzie kogoś na łopatki, bezapelacyjnie zwycięża, a kiedy kładzie coś na łopatki, psuje to bezpowrotnie lub (drugie znaczenie, żartobliwe) daje sobie z tym radę. To się wzięło ze sportu, i to wcale nierzadko starożytnego. Cóż dopiero współczesny!

    Studentki jednego z moich kolegów polonistów w całej swej kobiecości nie potrafiły określić sensu lub pochodzenia wyrażeń: „krótka piłka”, „przegrywać w przedbiegach”, „uderzać z woleja”, „wygrywać walkowerem”, „sytuacja podbramkowa”, „odsyłać do narożnika”, „na półmetku”. A tak się prosi, tak namawia, żeby panie czasem siadły obok ojca, męża czy brata, kiedy TV nadaje mistrzostwa! Przecież są niewiasty wędkujące, są hydrauliczki i górniczki. Nie mogłoby być trochę więcej sportówek? Moja żona bezbłędnie typuje wyniki piłkarskich meczów międzypaństwowych, zna pamięć zna nazwiska i wyniki tenisistów z ostatnich dwudziestu lat. I nie tylko na pierwszy rzut oka wygląda na całkiem normalną osobę – po prostu nią jest. Drogie Panie, zachęcam więc do zgłębiania sportu...

    Gardzą nim pozorni intelektualiści, jak nazywamy tych, którzy w szkole na WF-ie bali się skakać przez konia. W ten sposób działają przeciw sobie (strzelają gola do własnej bramki albo w swoje kolano lub stopę). Przecież w czasie relacji sportowych widz może skutecznie i za darmo leczyć kompleksy, bo co chwila się przekonuje, kto tu w hierarchii umysłowej stoi wyżej, on czy komentator. Oto parę smakowitych kawałków z transmisji olimpijskich.

 

„Hiszpania patrzy, strzyże uszami, co zrobi przeciwnik”.

„Amerykanka ma piękny krok”.

„Tak oto Anglicy sromotnie spadli na ziemię”.

„W drugiej połowie meczu zobaczyliśmy zupełnie inne czterdzieści pięć minut”.

„Jeśli nasza pływaczka Otylia [Jędrzejczak] włączy nogi w końcówce, to będzie bardzo dobrze”.

 „To świetny bokser dzięki temu, że w młodości uprawiał królową sportu”.

„Trener Chińczyków zupełnie zszarzał na swojej żółtej twarzy”.

„Zmagała się z nią długo, ale sztanga okazała się silniejsza”.

„[Sylwia] Gruchała ma szansę, ale nawet jeżeli jej nie ma, to przynajmniej ma okazję, żeby pokazać, że nie jest bez szans”.

„Wygląda jak profesor fizyki jądrowej w tych okularach”.

„Nie wiem, czy to nie jest jakaś polska maniera te słabe starty”.

„Tutaj bieg będzie rozegrany jak wszystkie biegi: trzeba biec samemu”.

„Proszę zwrócić uwagę, co robi zawodnik, gdy wpada na piasek. Otrzepuje ręce!”.

„[Robert] Korzeniowski nie liczy kilometrów ani minut, on liczy tylko na siebie, a przy tym ma ten wspaniały, skomputeryzowany zegarek, ale to nie zegarek nim rządzi, to on rządzi na tej trasie”.

„Dojrzał lukę między jego nogami i tam precyzyjnie posłał piłkę”.

 

    Pozdrawiam wszystkich sprawozdawców TVP, TVN, Polsatu, Cyfry+, Eurosportu, Supertennisa and so on, serdeczne dzięki i życzę wesołych świąt!

 

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Pierwodruk: Forum Akademickie 2004

 

 

Pin It