Jacek Walczak

MYKENY

                                                                                                                                                                      

Józef Chełmoński
Józef Chełmoński

 

 

Pani Helena

- Pani Heleno, proszę spojrzeć tam, gdzie wskazuję. Widać w oddali połyskującą taflę zatoki Argolikos, a nieco bliżej nas, pośrodku doliny dachy miasteczka. To są zabudowania Argos, niegdyś stolicy potężnego państwa. Gdyby pojechać w tamtym kierunku, napotkalibyśmy niedaleko zatoki ruiny fortecy Tyryns. Forteca broniła Królestwo Argolidy przed niepożądanymi gośćmi od strony morza.

Moja towarzyszka podróży mrużąc oczy starała się wyłuskać w oślepiającym słońcu wymienione, ważne miejsca. Siedzieliśmy sobie na murach zamku w Mykenach, a właściwie na tym, co pozostało po nim po ponad trzech tysiącach lat. Pani Helena głośno komentowała to postrzegała.

- To od tej strony wracał do domu król Agamamnon po zwycięskiej wojnie z Troją?

- Właśnie, a z miejsca, w którym teraz jesteśmy, być może jego żona, królowa Klitajmestra wraz z kochankiem Ajgistosem z przerażeniem obserwowali obłoki kurzu na drodze wznoszone przez wozy i gwardię powracającego bohatera. Marnie skończył Agamemnon, ledwie udał się do kąpieli po trudach wędrówki zastał zamordowany przez dwoje nieszczęsnych kochanków. Cała awantura, która tak tragicznie się skończyła, poszła o piękną Helenę, żonę króla Sparty, Menalaosa, a pani imienniczkę.

- Ile w tym prawdy, a ile baśniowych mitów?

- Niezwykle barwny mit o wojnie trojańskiej doczekał się wielu interpretacji w literaturze i ekranizacjach filmowych, aczkolwiek „antyki” długo czekały w lamusie, aby ktoś zdmuchnął pokrywający je kurz.

Stara Europa przypomniała sobie o swoich korzeniach niemal wczoraj, bo w na dobre w XIX wieku. Odrzucając uporządkowany racjonalizm doby oświecenia, nastał czas romantyzmu, którego wyznawcy kierowali się ku nieograniczonej wyobraźni opartej na emocjonalnych, indywidualnych doświadczeniach. Transcendentalna filozofia Kanta i Fichtego usiłowała zaglądać do duszy ludzkiej. Nastąpił niemal wybuch nowego spojrzenia na świat, także na ten odległy, antyczny. Wykreowano wyjątkowo żyzny grunt, na którym mogły wykiełkować ziarna czekające od wielu setek lat. Chociaż romantyzm – zwłaszcza w literaturze –odnosi się przynajmniej w etymologii swojej nazwy do czasów antycznego Rzymu, to i tak właśnie romantycy odkryli ponownie dla świata antyczną Grecję. Nagle pojawiło się dużo przestrzeni dla historii, myśli i wszystkiego, co otaczało antyczną Grecję. Przydało się to ówczesnej Grecji, która od blisko czterystu lat pozostawała pod okupacją turecką. Pochodzący z zupełnie innej części Europy wielki romantyk-myśliciel lord George Byron, stał się najlepszym ambasadorem sprawy greckiej, co nie pozostało bez wpływu na odzyskanie upragnionej wolności przez potomków antycznej Hellady. Polska, której brakło na mapie dziewiętnastowiecznej Europy, mocno zaznaczyła się poprzez swoich przedstawicieli w tej epoce. Nie sposób wymienić wszystkich, ale poemat Juliusza Słowackiego „Grób Agamamnona” tak bliski jest burzliwym czasom wojny trojańskiej. Warto wspomnieć, że poemat ten powstał po doznaniach Wielkiego Juliusza po jego wizycie w Mykenach na wiele lat przed przybyciem tam Henryka Schliemanna. Przed epoką romantyzmu też pojawiały się tematy związane w dziejami antycznej Grecji. Blisko trzysta lat wcześniej Jan Kochanowski stworzył pierwszy polski dramat „Odprawa posłów greckich”, który był przecież opisem epizodu z wojny trojańskiej.

Siedzieliśmy sobie w milczeniu pośród ruin na szczycie niewielkiego wzgórza mykeńskiego, tylko gdzieś z odległej doliny słychać było dzwoneczki pasących się tam kóz czy owiec. Ciszę przerwała pani Helena..

- Tyle razy czytałam, w różnej wersji, mity wojny trojańskiej, ale mnogość szczegółów ucieka z mojej pamięci.

- Z największą przyjemnością, zwłaszcza w takim magicznym miejscu opowiem to jeszcze raz, jeśli łaskawa Pani zechce wysłuchać – ochoczo zaproponowałem.

   - Tetyda, boginka morska, w młodości była tak piękną dziewczyną, że sam Zeus i jego brat Posejdon usilnie zabiegali o jej względy. Nie wiadomo jak by potoczyły się losy, gdyby nie przepowiednia samej Temidy, która mówiła, że syn pięknej panny stanie się potężniejszy od swego ojca. Konkurenci o rękę Tetydy obawiali się podjęcia takiego ryzyka. Postanowiono wydać boginkę za człowieka. Uznano, że najlepszym kandydatem będzie książę tesalski, Peleus. Nie od razu piękna panna akceptowała narzeczonego. Peleus dzielnie zniósł wszelkie próby i udało mu się zdobyć serce ukochanej. Wesele przygotowano w grocie centaura Chejrona, który zastępował ojca panu młodemu. Sam Zeus zajął się organizacją, dbając także o listę dostojnych gości. Zjawili się wszyscy bogowie z Olimpu przynosząc nowożeńcom przepyszne dary. Roznosiła się po okolicy woń nektaru i ambrozji, którymi goście obficie się raczyli. Wesołą ucztę przerwała niespodziewana wizyta bogini niezgody, Iris. Zeus znając jej charakter nie zaprosił na weselisko. Iris wchodząc do domu weselnego rzuciła na stół złote jabłko z napisem: „Dla najpiękniejszej”. Zawrzało wśród zgromadzonych piękności. Ostatecznie do konkursu stanęły trzy: Hera, Atena i Afrodyta. W wielki tumulcie musiał interweniować sam Zeus. Zawyrokował, że sędzią sporu będzie młody pasterz, Parys. On to zadecyduje, która z nich będzie mieć jabłko na własność.

       Parys był synem Priama, króla Troi. Królowa – matka, na kilka dni przed porodem kolejnego dziecka miała proroczy sen. Śniło się jej, że urodzi płonącą głownie, od której spłonie Troja. Przywołani wróżbici oczywiście przepowiedzieli zagładę miasta, której przyczyną będzie nowo narodzony syn. Zatem noworodka oddano pasterzom, by go porzucili w wąwozach góry Ida. Jakiś czas potem przechodzący pasterze ujrzeli niedźwiedzicę karmiącą własną piersią Parysa. Wzruszeni zabrali niemowlę do domu. Chłopiec wyrósł na pięknego młodzieńca, nic nie wiedząc o swym królewskim pochodzeniu.

Jemu to przypadło sądzić trzy boginie. Pierwsza wystąpiła Hera, żona Zeusa. Rzekła Parysowi, że jeśli ją wybierze, to zostanie wielkim królem i będzie najbogatszym człowiekiem. Chwile tylko zastanawiał się sędzia. Owszem, pałace królewskie są piękne i żyje się w nich bez wysiłku, ale żal mu się zrobiło pięknych gór i lasów, gdzie spędzał całe dotychczasowe życie.

Zwrócił się do Ateny. Ta zaproponowała Parysowi, że stanie się najmądrzejszym z ludzi jeśli jej przypadnie złote jabłko. Przypomniał sobie młodzieniec wizytę pewnego staruszka w pasterskiej wiosce. Mówiono o nim, że jest bardzo mądry. Pamiętał Parys jego smutne oczy i schorowaną, pomarszczoną twarz. Tym razem dłużej się zastanawiał, aż słodki głos Afrodyty przerwał mu rozmyślania.

   Jeśli mnie wybierzesz, dostaniesz najpiękniejszą kobietę na świecie, Helenę, z domu króla Menelaosa w dalekiej Sparcie. I tak złote jabłko przypadło Afrodycie.

   Wkrótce po weselisku urządzono w Troi igrzyska. Parys przystąpił do zawodów, które dało mu zwycięstwo. Dodatkowo wdzięk i uroda przysporzyły mu sympatii tłumu. To wystarczyło, by został przyjęty na dworze króla Priama z honorami.

     Dość szybko odkryto tajemnicę pochodzenia Parysa. Priam i Hekabe płakali z radości nie pamiętając o złowrogiej wróżbie. Już jako książę udał się Parys z wizytą do Sparty. Niezwykle serdecznie przyjęto dostojnego gościa na dworze lacedemońskim.

     Ważne sprawy zmusiły króla Menelaosa do wyjazdu ze Sparty. Król prosił Parysa, by ten uważał jego dom za własny i zapowiedział też swój rychły powrót.

   Już pierwszej nocy trojański królewicz porwał zonę króla Sparty i odpłynął z nią do Troi. Zawrzało w całej Grecji. Pogwałcone święte prawo gościnności mogło być pomszczone tylko wyprawą wojenną. Naznaczono dowódcą całej wyprawy Agamemnona, brata Menelaosa, króla Argolidy z Myken. Sami najznakomitsi rycerze stawili się na wyzwanie. Brakowało tylko Achilesa, syna boginki Tetedy i księcia Peleusa z Tesalii. Wróżbici przepowiadali, że bez niego Troja nie będzie zdobyta. Matka chcąc uchronić Achilesa przed niebezpieczeństwem przebrała go w dziewczęcy strój i ukryła wśród królewskich córek na dworze Likomedesa. Grecy nie odważyli się sprzeciwić wyroczni. Wybrano najprzebieglejszego między przebiegłymi, Odyseusza, by ruszył na poszukiwania młodzieńca. W przebraniu kupca wyruszył Odyseusz na dwory i zamki. Tak trafił do pałacu Likomedesa. Rozłożył przepiękne wyroby ze złota, srebra i pereł, tkaniny w rozmaitych kolorach, wonne olejki. Księżniczki krzyknęły z zachwytu. Tylko jedna z nich wykazywała mizerne zainteresowanie. Nie uszło to uwadze przebranego kupca. Kiedy Odyseusz wyciągnął miecz w spiżowej pochwie, zabłysły oczy dziwnej dziewczyny. Chwycił ją za rękę i rzekł „Tyś Achiles”. Niedługo Odyseusz namawiał Achilesa do udziału w wyprawie na Troje.

Tymczasem nad greckim morzem zapadła cisza. Wróżbici oznajmili, że obrażona Artemida domaga się ofiary jednej z córek Agamemnona – Ifgenii. W przeciwnym razie próżno czekać wiatru. Królewna przyjechała na wezwanie z matką Klitajmestrą pewna, że odbędą się jej zaręczyny z Achilesem. Okazało się, że inny los jej zgotowano. Kiedy nóż Kalchasa miał już ugodzić ciało niewinnej, zeszła z niebios Artemida i poleciła złożyć ofiarę z łani. Dziewczynę natomiast zabrała ze sobą i uczyniła z niej kapłankę w świątyni w Taurydzie. Nic już nie zakłóciło rozpoczęciu wyprawy.

Niebawem achajskie okręty stanęły u brzegów Azji. Grecy wysłali do Troi Odyseusza i Menelaosa z żądaniem wydania Heleny. Pokojowa propozycja została odrzucona przez Trojan. Ten epizod opisał w dramacie „Odprawa posłów greckich” Jan Kochanowski.

Długa i dziwna była to wojna, a żadne wieści o jej losach nie docierały do Hellady. Często dochodziło między dzielnymi rycerzami do pojedynków na równinach nad rzeką Skamander. Na noc Trojanie wracali za mury swojego miasta, a Grecy do obozu chronionego okopami. Dziewięć lat utarczek nie wyłoniły zwycięscy. Co prawda w pojedynkach prym wiódł niezwyciężony Achiles. W dzieciństwie matka jego, Tetyda, kąpała dziecko w świętej rzece Styks. Czyniło to ciało Achilesa odpornym na zranienia. Kąpiąc syna, matka trzymała go za piętę i tylko to miejsce na całym ciele było nie chronione przed zranieniem.

Po długich latach oblężenia Troi doszło w obozie Achajów do konfliktu. Poszło o brankę, którą Agamemnon odebrał Achilesowi. Ten obrażony śmiertelnie na swojego dowódcę, odmówił stanowczo udziału w dalszych pojedynkach. Zaczęły się trudne chwile dla Achajów. Któregoś dnia, najstarszy syn króla Priama, Hektor, dotarł nie pobity do obozu Greków. Najbliższy przyjaciel i opiekun Achilesa, Patroklos, padł do kolan druha błagając, by ten pozwolił mu wyjść i pomóc rodakom. Achiles zgodził się i dał nawet przyjacielowi swoją złotą zbroję.

Trojanie widząc znajomą sylwetkę sądzili, że to sam Achiles powrócił no pole bitwy i rzucili się do ucieczki. Powstrzymał Patroklosa dopiero sam Hektor, zadając mu śmiertelny cios.

Grekom udało się w zamęcie wynieś nagie ciało Patroklosa. Achiles po stracie najbliższego przyjaciela długo tarzał się w rozpaczy i posypywał głowę popiołem. Matka przyniosła synowi nową zbroję, jeszcze piękniejszą od tej, którą złupił Hektor. Najdzielniejszy z Greków stanął do boju.

Rozwścieczony zgładził całe zastępy wrogów. Wreszcie dotarł przed oblicze najdzielniejszego z Trojan, Hektora. Trzykrotnie obiegli przeciwnicy mury Troji i kiedy czwarty raz stanęli u źródeł rzeki Skamander, pojedynek wydawał się nierozstrzygnięty. Zeus siedzący na szczycie Olimpu wziął złote szale do ręki i położył na nich dwa losy, Achilesa i Hektora. Los Hektora przeważył i spadł do Hadesu. W ostatnim starciu cios Achilesa przeciął szyję przeciwnika.

     Przywleczono obdarte ze zbroi ciało Hektora do obozu Achajów. Stary król Priam pod osłoną nocy udał się do greckiego obozu. Padł na kolana przed Achilesem i począł całować ręce tego, co zgładził mu pierworodnego. Wzruszył się Achiles. Nakazał obmyć i namaścić ciało poległego Trojańczyka. Sam wziął na ręce martwe ciało i złożył na wozie Priama. Dwanaście dni trwała żałoba w Troi.

Niedługo przeżył swojego przeciwnika Achiles. Padł ugodzony w nieszczęsną piętę strzałą Parysa. Tym razem wielka żałoba zapanowała w obozie greckim. Kości bohatera złożono pod wielkim kurhanem usypanym przez żołnierzy.

Marny los nie ominął także Parysa, który wkrótce zginął w utarczce. Helenę wydano za kolejnego priamowego syna, Deifoba.

Pewnego dnia stała się rzecz niesłychana. Oto rankiem Trojanie widzą z murów swojego miasta odpływające okręty Achajów. Czyżby było dość wojennej gehenny. Nie wszyscy dowierzają własnym oczom. Za greckimi okopami znaleziono tylko ślady obozowiska i dopalające ogniska. Radość wśród Trojan nie miała granic. Nagle, za kurhanem Achilesa, natrafiono na rzecz przedziwną, ogromnego drewnianego konia. Na nic zdały się przestrogi jasnowidzącej Kasandry. Na znak zwycięstwa postanowiono wprowadzić zdobycz do miasta i złożyć jako ofiarę bogini Atenie. Długo w noc trwała radość i zabawa. W końcu zmęczeni Trojanie legli do snu kamiennego. Na tę chwilę czekało w brzuszysku drewnianego konia dwunastu Achajów z Odyseuszem, który ten chytry plan obmyślił. Jednocześnie pod osłoną nocy powróciły greckie okręty. Ukryci wcześniej w brzuszysku drewnianego konia Achaje wydostali się z kryjówki i otworzyli bramy Troji. Napastnicy zaatakowali otwarte i bezbronne miasto. Nic już nie mogło ochronić Troi przed zagładą. Miasto spalono doszczętnie. Grecy pozwolili wyjść z niego tylko jednemu człowiekowi wraz z najbliższymi. Był to Eneasz, który udał się na zachód by założyć Wieczne Miasto – Rzym. Ale to już historia zapisana w innym micie.

Różnie potoczyły się losy zdobywców Troi. Najdłużej wracał do rodzinnej Itaki – Odyseusz. Tragicznie zakończył się powrót Agamemnona do Myken, którego spotkała zdradziecka śmierć z ręki własnej żony Klitajmejstry i jej kochanka. Śmierć ta została pomszczona przez jego dzieci, Elektrę i Orestesa, ale to też już inny mit, zresztą równie barwny...

- A co się stało z Piękną Heleną ? – Zapytała moja pilna słuchaczka.

- Podczas ataku na Troję, Menelaos wpadł do domu Heleny. Zdążył zabić Deifoba i stanął nagle przed bladą małżonką. Zawahał się król ze Sparty. Miecz wysunął mu się z ręki. Na widok tak ukochanej i tak wytęsknionej kobiety odeszła żądza zemsty. Głębokie rany w sercach małżonków uleczyła słodka Afrodyta.

- Piękna to historia miłosna, chociaż wiele szczegółów trudno jest zapamiętać. Jednak nie rozwiewa wątpliwości. Ile w niej legendy, a ile prawdy czy faktów?

- Droga Pani Heleno, od blisko dwustu lat historycy, badacze, archeolodzy i cała masa pasjonatów próbuje wyjaśnić te tajemnice. Sporo już można udowodnić, ale jeszcze więcej kryje się w tajemniczych mrokach przeszłości.

Wiadomo, że mity powstały w okresie mykeńskim, to znaczy przed rokiem 1200 przed Chrystusem, a ostatnim mitem jest właśnie mit wojny trojańskiej. Mimo, że Grecy tamtych czasów posiadali umiejętność zapisywania przy pomocy tzw. pisma linearnego, to dotychczas nie natrafiono na zapis samych mitów. Forma zapisu linearnego, pismo linearne B, praktycznie zostało odczytane, w czym zasługa Anglika Michaela Ventrisa, zresztą z pochodzenia Polaka po matce. Duże nadzieje wiązano ze znaleziskiem tysięcy glinianych tabliczek w Mykenach, o podobnym jak się wydawało zapisie do tabliczek znalezionych w Knossos na Krecie. Potem okazało się, że istniały dwa rodzaje tego pisma. Dlatego nazwano je pismem linearnym A (nie odczytanym) i pismem linearnym B.

Zapisy znalezione na płytkach mogły być znakomitym źródłem informacji. Niestety okazało się, że są to zapiski prawie wyłącznie rachunkowe. Zatem może więcej informacji zawartych jest w mitach. Mity były przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie i szczęście, że przetrwały aż do czasów Homera, a to przecież dobre kilkaset lat. Szczęście, bo po okresie nader świetnym, w ówczesnej Grecji nastał okres ciemny.

   Był to czas po inwazji prymitywnych ludów z północy – Dorów. Na pewno zaprowadzili nowe porządki. Niestety wyjątkowo mało o tych czasach wiadomo.

Pozornie można odetchnąć nieco, kiedy zapoznamy się z dziełami Homera. Jemu to przypisywane jest autorstwo Iliady i Odysei, czyli całkiem obszernych, barwnych opowieści z czasów mykeńskich. Jednak sceptycy natychmiast wyłuskali sporo niespójnych szczegółów. Te dwa wspaniałe poematy prawdopodobnie powstały w dość dużym odstępie czasu. Można zakładać, że jedną część Homer pisał w młodości, a drugą powiedzmy w wieku podeszłym. Znawcy i badacze literatury wykazują jednak dość istotne różnice poszczególnych fragmentów wymienionych poematów. No to może poematy zostały napisane nie przez jednego człowieka, tylko przez kilku i Homer w takim przypadku staje się postacią symboliczną. Tę myślową konstrukcję dyskwalifikuje też kolejny przekaz, który mówi o Homerze jako niewidomym bardzie wędrującym po Jonii (dzisiejsza zachodnia Turcja) w VIII wieku przed Chrystusem.

Jednak, aby chociaż nieco rozwiać wątpliwości pani Heleny, gdzie w mitach fakt, a gdzie baśń, należy opowiedzieć jeszcze jedną bajkę. Jest to niezwykła historia pewnego biednego chłopca, którego życiorys brzmi właśnie jak bajka.

- Proszę posłuchać Pani Heleno, może w tej historii coś znajdziemy.

W roku 1822, w niewielkim miasteczku północnych Niemiec – Meklemburgu, w rodzinie ubogiego pastora Schliemanna urodziło się kolejne dziecko, Był to chłopczyk, któremu dano imię – Henryk. Kiedy skończył siedem lat, w prezencie na Boże Narodzenie dostał od ojca Ilustrowaną Historię Świata Jerrera. Wśród wielu innych rycin, mały Henryk odnalazł jedną, przedstawiającą scenę wyjścia Eneasza z płonącej Troi. Wcześniej ociec opowiadał synowi barwne historie z życia antycznych bohaterów i tragicznego losu Troi. Chłopiec długo wpatrywał się w ilustrację i zadręczał ojca pytaniami: Czy to jest ta słynna Troja? Czy ona została całkiem spalona? Nikt nie wie gdzie ona leżała?

Ojciec tylko potwierdzał wątpliwości małego Henryka. Chłopiec nie dawał za wygraną i już wtedy poważnie zdecydował:, Kiedy dorosnę, znajdę Troję i skarb króla Priama. Jednak od pomysłu do sukcesu musiało upłynąć wiele lat. Pokonywane przez ten czas niezliczone przeszkody i bariery tylko dowodzą niezwykłej upartości przyszłego pioniera archeologii. Pierwszy etap edukacji zakończył już w wieku czternastu lat. W biednej rodzinie Schliemannów nie wystarczyło środków na dalszą karierę naukową Henryka. Ponad pięć lat terminował w kolonialnym sklepiku pobliskiego miasteczka Furstenberg. Pakowanie śledzi, soli, kartofli całkowicie wypełniało czas chłopca, który szybko zapomniał o marzeniach. Nadszedł jednak dzień, kiedy wszedł do sklepiku pijany czeladnik młynarski. Z wysokości sklepowej lady chrapliwym głosem recytował wiersze w nieznanym języku. Okazało się, że były to fragmenty homerowskiej Iliady. Oszołomiony Henryk uciułanym groszem płacił pijakowi za kolejne recytacje.

W roku 1841 młody Schliemann zaciągnął się jako chłopiec okrętowy na statek płynący z Hamburga do Wenezueli. Wielkiej kariery marynarskiej jednak nie zrobił. Po czternastu dniach, w groźnym sztormie jego statek zatonął w pobliżu wyspy Texel. Cudem ocalały Henryk trafił do obskurnego szpitalika. Potem dzięki wstawiennictwu przyjaciela rodziny dostał prace chłopca na posyłki w handlowym biurze w Amsterdamie. Tym razem miał już więcej czasu dla siebie. W bardzo skromnej izdebce zaczął uczyć się nowożytnych języków. Dzięki własnej metodzie nauczył się biegle w ciągu dwóch lat angielskiego, francuskiego, holenderskiego, hiszpańskiego, portugalskiego i włoskiego. Z takim już kapitałem, Henryk Schliemann awansował na korespondenta i księgowego w bogatej firmie. Firma ta zaczynała rozwijać stosunki handlowe z Rosja. Nikt w Amsterdamie nie władał rosyjskim. Schliemannowi wystarczyło tylko sześć tygodni, by opanować ten trudny język. Nie mniejsze postępy czynił też w interesach. Mając zaledwie dwadzieścia cztery lata, został w roku 1846 wysłany jako przedstawiciel swojej firmy do Petersburga. Niebawem założył tam już własny dom handlowy. Niejako przy okazji nauczył się w tym czasie szwedzkiego i polskiego. Ciągle odkładał naukę greki. Jako zacny i szanowany obywatel przyjmowany był przez przywódców i możnych rozmaitych krajów. Stał się obywatelem świata. Schliemann, jak sam pisał w listach, nigdy nie zapomniał o dziecinnych marzeniach. Przyszedł czas na naukę języka nowogreckiego, a wkrótce także homerowskiego heksametru. W swoich wędrówkach coraz częściej zapuszcza się w kierunku Azji Mniejszej. Odwiedził Palestynę, Syrię i Grecję. Nadzwyczajny zmysł do interesów, ale też niebywałe szczęście, uczyniły z niego człowieka zamożnego i niezależnego. Napisał wtedy o sobie:

„Niebiosa w cudowny sposób pobłogosławiły mym przedsięwzięciom handlowym tak, że przy końcu 1863 roku znalazłem się w posiadaniu majątku, o którym nawet w najambitniejszych snach nigdy nie śmiałem marzyć. Dlatego też wycofałem się z handlu, aby poświęcić się wyłącznie badaniom, które mnie najbardziej pociągają”

W roku 1868 wyruszył na spotkanie ze swoimi bohaterami, Achilesem, Agamemnonem, Odyseuszem, Hektorem, Parysem, w których prawdziwość istnienia nigdy nie wątpił. Kiedy tylko zjawił się w Turcji, natychmiast najął przewodnika i udał się w krainę swoich marzeń. Krótko zastanawiał się pod Burnarbaszi, by wyeliminować zdecydowanie to miejsce, jako kryjące ruiny Troi. Na pamięć znał dwudziestą drugą pieśń Iliady z opisem sławnych miejsc. Homerowskie opisy naprowadziły Schliemanna wprost pod pagórki Hissarlik.

(...)

Już pagórek, już wiatrem kołysane figi,

Już wreszcie omijają wdzięczne okolice

Gdzie tryskają Skamandru dwoiste krynice...

                                                        (tłum F. Dmochowski)

     Schliemann pisał o tej chwili:

Przyznaję, ze z ledwością mogłem opanować wzruszenie, gdy ujrzałem ogromną równinę trojańską, której obraz majaczył przede mną w marzeniach najwcześniejszego dzieciństwa”

Treść Iliady po kolei rozpraszała wszelkie wątpliwości badacza. Był już pewny, że odnalazł miejsca, o których marzył przez dziesięciolecia. W kolejnych latach, mając do dyspozycji blisko setkę robotników, niestrudzenie pracował jak szalony. Brutalne metody, jakimi posłużył się Schliemann, powodują osłupienie współczesnych archeologów, ale ta nauka dopiero wtedy się rodziła. Zresztą w tamtych czasach uczeni całego świata obrzucali śmiałka najmniej wybrednymi epitetami. Oto pasjonat – amator porwał się na obalenie bardzo naukowych teorii. Niezrażony, w znacznej części udowodnił, że mity greckie zawierają też opis faktów historycznych i dzięki niemu świat ujrzał mityczna Troje. Na pewno Schliemannowi dopisało wyjątkowe szczęście, ale przede wszystkim jego niezwykły upór i gigantyczna praca zaważyły o wspaniałym finale.

Konsekwencją odkrycia Troji były prace wykopaliskowe w Mykenach. Tam także odkrycia przeszły najśmielsze oczekiwania. Schliemann odnalazł kompletne grobowce mykeńskich władców, które czekały nietknięte blisko trzy i pół tysiąca lat. Napisał wtedy słynny telegram do króla Grecji, w którym donosił „widziałem twarz Agamemnona”. Dzisiaj, po upływie dziesiątków lat, można tylko z przymrużeniem oka spoglądać na niektóre interpretacje słynnego odkrywcy. Opromieniony trojańskim sukcesem, pionier archeologii był absolutnie przekonany do autentyczności mitycznych bohaterów. Kiedy podczas prac wykopaliskowych w Mykenach, Schliemann natrafił w ruinach górnego zamku na pomieszczenie wyłożone różową posadzką, natychmiast zawyrokował, że jest to miejsce zgładzenia zwycięscy spod Troji – Agamemnona. Niech będzie to dodatkowym anegdotycznym ubarwieniem i tak niezwykle barwnego życia. Także ślub odkrywcy z młodziutką, dwudziestoletnią Greczynka – Zofią Engastromenos, ma swój romantyczny wyraz. Piękna jest scena, w której Henryk bierze dopiero, co znaleziony skarb trojański, ubiera swą piękna małżonkę w złote naszyjniki, kolczyki i inne klejnoty. Z podziwem spogląda na nią i szepce – Helena...

Tymczasem słońce przesunęło się wyraźnie na zachód i jego promienie przybrały inne barwy. Oświetlone różowym światłem okoliczne góry i mykeńskie ruiny nabierały jeszcze więcej tajemniczości. Zrobiło się pusto i cicho dookoła. Pani Helena nieruchomo patrzyła na odległą zatokę, jakby wypatrywała greckich okrętów przybywających po dziesięciu latach spod Troji.

- Już uwierzyłam w realność postaci żyjących tu przed wiekami.

- Pani Heleno, wybierzemy się jutro do ateńskiego Muzeum Narodowego. Będzie mogła Pani spojrzeć w twarz samego Agamemnona. Twarz zasłoniętą tylko złotą maską. Tą samą maską, którą znalazł Henryk Schliemann.

- W.

 

Pin It