Od początku swojej twórczości poetyckiej Tadeusz Różewicz podejmuje tematykę egzystencjalną, zmagania się człowieka z nicością, kruchością i skończonością życia; opisuje wysiłek istnienia, któremu towarzyszy obojętność i okrucieństwo świata, chaos, dezintegracja więzi międzyludzkich, odwrócona aksjologia. Wiersze młodzieńcze - parodie Przybosia, Leśmiana, Iłłakowiczówny - pisał jeszcze przed wojną; w 1944 wydał „Echa leśne” wpisujące się w poetykę tamtych czasów (T. Gajcy, K.K. Baczyński) i z wyraźnymi wpływami J. Słowackiego i S. Żeromskiego; w latach powojennych początkowo tworzył poezję katastroficzną, nihilistyczną i ekspresjonistyczną, stanowiącą kontynuację tradycji awangardy; później zajmował go los „szarego człowieka”; przeżył fascynację pop-artem, turpizmem, antysztuką, by z czasem dojść do form ascetycznych, prostych. W każdym jednak okresie twórczości poetyckiej T. Różewicz - „poszukiwacz poezji”, jak sam o sobie pisał, trafnie komentuje rzeczywistość i mityzuje zwykłego człowieka, uwikłanego w życie niemal neoromantycznego bohatera. W swoich najnowszych dziełach („Kup kota w worku”) poeta zajmuje również krytyczne stanowisko wobec rozpowszechnionej w dzisiejszej literaturze nieudolności i banalności, które urosły do symbolu polskiej literatury współczesnej (parodia D. Masłowskiej).

 

Róża

Róża to kwiat
albo imię umarłej dziewczyny

Różę w ciepłej dłoni można zlożyć
albo w czarnej ziemi

Czerwona róża krzyczy
złotowłosa odeszła w milczeniu

Krew uciekła z bladego płatka
kształt opuścił suknię dziewczyny

Ogrodnik troskliwie krzew pielęgnuje
ocalony ojciec szaleje

Pięć lat mija od Twojej śmierci
kwiat miłości który jest bez cierni

Dzisiaj róża rozkwitła w ogrodzie
pamięć żywych umarła i wiara




Gwiazda Żywa

Jakie dni mnie oplatają
miekkie pachnące
jak brody kupców asyryjskich
tyle dni tyle dni
misternie ułożonych

jakie noce mnie połykają
ciemne jak przewód pokarmowy
wymoszczone śluzową błona z różu
tyle nocy tyle nocy
w brzuchu wieloryba

Przyszedł mój przyjaciel
z dziurą w czole
i obdarł brody misterne
rozpruł brzuch rozkoszy
wyciągnął ze mnie
wiotki kregosłup płaza
i wszczepił nowy biały mlecz
jak gwiazdę z żywego srebra.

 

Filip Wrocławski
Filip Wrocławski

Przyszli żeby zobaczyć poetę

przyszli żeby zobaczyć poetę
i co zobaczyli?

zobaczyli człowieka
siedzącego na krześle
który zakrył twarz

a po chwili powiedział
szkoda że nie przyszliście
do mnie przed dwudziestu laty

wtedy jeden z młodzieńców
odpowiedział
nie było nas jeszcze
na świecie

przyglądałem się
czterem twarzom
odbitym w zamglonym lustrze
mojego życia
usłyszałem
z bardzo daleka
ich głosy czyste i mocne

nad czym pan teraz pracuje
co pan robi

odpowiedziałem
nic nie robię
dojrzewałem przez pięćdziesiąt lat
do tego trudnego zadania
kiedy "nic nie robię" robię NIC

usłyszałem śmiech
kiedy nic nie robię
jestem w środku
widzę wyraźnie tych
co wybrali działanie

widzę byle jakie działanie
przed byle jakim myśleniem

byle jaki Gustaw
przemienia się
w byle jakiego Konrada

byle jaki felietonista
w byle jakiego moralistę

słyszę
jak byle kto mówi byle co
do byle kogo

bylejakość ogarnia masy i elity

ale to dopiero początek
Pin It