Jacek Bocheński - Odmienności


Jacek BocheńskiŚmierć z odtworzenia nie jest już taka jak ta, która przychodzi, kiedy przychodzi. Jest poprzedzona sobą. Ale tylko taka poprzedzona sobą może być w odtworzeniu prawdziwa, każda inna byłaby fałszem. Chcę w blogu uniknąć falsyfikatu.

Otóż w tamtym czasie autentycznym, nie odtworzonym, profesor Pisarek żył i pisał laudację. Były jeszcze trzy dni, kiedy oddychając, myśląc, kaszląc i nie dosypiając poświęcał się mnie. Ja tymczasem skupiałem się na pielęgnowaniu siebie, a właściwie na ostrożności w posługiwaniu się zagipsowaną ręką. Bo nie jest tak, żeby dłoni w gipsie nie można było do niczego użyć. Nie można nią zapiąć guzika ani chwycić łyżki czy widelca, ale da się wsunąć taką dłoń do rękawa, wciągnąć z pomocą drugiej koszulę przez głowę i da się nawet zrobić jajecznicę, i ustawić talerz przed sobą jak lis przed bocianem, i jeszcze potem nacisnąć klamkę i pchnąć drzwi. I wyjść z domu. To wszystko można. Częściowo to robiłem.

 

Piotr Wojciechowski

 

MORAWY ŚRODKOWE I ŚWIAT

 

wojciechowski Upojenie niemożnością ogarnięcia. Tak, powtarzam – upojenie niemożnością ogarnięcia, a co więcej – zachwyt nad nadmiarem połączony z zachwytem nad samą możliwością takiego zachwycania się, którego nie dotyka żadna wątpliwość, żaden sceptyczny uśmieszek. Przez kilka dni żyłem takimi uczuciami. Wrocławscy przyjaciele z lat dawnych zaprosili mnie na kameralny wypad na Środkowe Morawy. Po zeszłorocznej wspólnej wyprawie nad Bug ruszyliśmy w tym samym składzie. Woził nas elektronik zajmujący się antropologią i teorią ewolucji, na tylnym siedzeniu matematyk zajmujący się socjologią nauki i teorią negocjacji – ja, jako ten trzeci – obok kierowcy. Był zresztą i czwarty – Teodor Parnicki przemawiający głosami swojej powieści „I u możnych dziwny”. Książkę musiałem mieć jakąś ze sobą, bo do Wrocławia miałem dojechać pociągiem, także pociągiem wracać – jakże więc bez lektury. Wybór był trafny. Ta powieść Parnickiego jest światem przełomu szesnastego i siedemnastego wieku, światem fikcyjnym, a więc odsłaniającym podszewkę epoki. Parnicki interpretuje w niej domniemany sens historii prześwitujący przez zasłony chaosu i absurdu. Mam tu czas kontrreformacji, czas rozkwitu zakonu jezuitów opowiedziany przez jezuitów stworzonych przez Parnickiego. Listy, dialogi, intryga, która każe czytelnikowi iść przez ciemność po linie trzymanej z jednej strony przez sienkiewiczowskiego Jana Onufrego Zagłobę, a z drugiej przez schizmatyckiego patriarchę Konstantynopola. Już sama ta powieść dawała mi poczucie nadmiaru nie do ogarnięcia – dziesiątki ukrytych za inicjałami postaci, a każda zaprzecza swojej tożsamości, albo w beznadziejnym trudzie próbuje tę tożsamość odnaleźć. Świat misji jezuickich od Ameryki po Japonię, jezuici wśród kozaków dońskich szarpiących posiadłości tureckie nad Bosforem, jezuici konkurujący z kapucynami i posługujący się w tym celu Trzema Muszkieterami Aleksandra Dumasa. To wszystko w wielowarstwowej, chybotliwej konstrukcji kwestionującej literaturę, odsłaniającej granice literackości.

 

Krystyna Habrat

 

ZGRZYT BRAMY PIEKIEŁ

miniatura

 

  Wiedziała, że to potrafi. Byle tylko czasu starczyło. Trzy tygodnie na zebranie materiału i napisanie referatu to  niewiele.

  Musi napisać  logicznie, z   akcentem na  sprawy istotne, z mądrymi wnioskami i znakami zapytania dla dalszych badań. Długimi zdaniami z długich terminów naukowych. Byle nie nudno. Najgorsze, iż musi pisać ręcznie, a ma nie najładniejsze pismo i lubi   po napisaniu wciąż coś zmieniać. Ma to być takie, żeby przyjęto ją na ambitny etat. Tak jej obiecał. Zaproponował sam. Całkiem niespodzianie. Nie przypuszczała, że to jeszcze możliwe.

Jacek Bocheński - Zastępstwo

 

Jacek BocheńskiWróciłem z manifestacji do przerwanego swojego (każdy z każdej manifestacji wraca prędzej czy później do swojego, nawet super matka) i znów jestem w tamtej chwili: jeśli dobrze liczę, na trzy dni przed Galą. Ręka w gipsie. Przewodniczący Rady, profesor Markowski, zawiadomiony. Niestety, nie przyjadę, będzie tekst. Poproszę, żeby Magda odczytała. Tak to sobie ułożyłem w głowie. Nie do blogu. Do wykonania. Od biedy nawet uszłoby w blogu, ale nie będę w ogóle pisał o gali na własną cześć. Pominę ten temat. Mam ważniejsze w projekcie.

Jacek Bocheński - Gala

 

Jacek BocheńskiProfesor Walery Pisarek, językoznawca, miał mnie pochwalić w imieniu Rady i swoim, bo chciał. Sam się ofiarował. Wiem. Jeszcze o drugiej nad ranem dopracowywał laudację, jak świadczy zapis w jego komputerze. Wiem to teraz. Wtedy nie wiedziałem nic. Bo to nie dzieje się teraz, gdy piszę w pożyczonym od Magdy laptopie. To jest reminiscencja z poprzedniego roku. Usiłuję odtworzyć tekst już raz napisany i utracony na wyzerowanym zagadkowo dysku. Teraz dzieje się odtwarzanie.

 

Piotr Wojciechowski

 

 

ZAPOMINANE SPRAWY I KSIĘGI

 

wojciechowski    Zastanawiam się nieraz, jak mają się do siebie literatura i zwyczajna towarzyska rozmowa, przygodna opowieść. Jakaś relacja zasłyszana w pociągu, w kawiarni, za stołem rodzinnego przyjęcia- bywa dla twórcy bezcennym materiałem, ponieważ uzupełnia jego własne przeżycia, rzuca światło z innej strony, wydobywa nowe rysy ludzkiego losu. Wchodząc w towarzyskie obyczaj „bycia razem” pisarz chce zbliżyć się do czytelników tak, jakby był ich rozmówcą, w ich imieniu przetwarza to, co własne i to, co zasłyszane, opowiada, stawia pytania, szuka sensu.

Jacek Bocheński - Zagadka

Jacek Bocheński- W czym mogę pomóc? - wita mnie podnosząc głowę z nad klawiatury profesjonalista w lokalu firmy specjalistycznej, która zajmuje się profesjonalnym odzyskiwaniem danych.

- Pomóc? Już wiem, że w niczym – odpowiadam.

- Aha, ten dysk! - domyśla się on. - Dziwna rzecz. Dysk jest kompletnie wyzerowany.

Ja już to wiem od mojego pana Pawła, który oddał tu dysk do zbadania i był w kontakcie z firmą. Nic nie da się odzyskać. Straciłem wszystko, co było na dysku zapisane: teksty gotowe do publikacji i niegotowe, stare szkice, notatki, fotografie, także wszystkie adresy, numery telefonów i kalendarz. Przyszedłem tylko odebrać pusty dysk.

- Sytuacja przykra dla nas – przyznaje otwarcie profesjonalista. Nie lubię mówić takich rzeczy. Nie możemy odzyskać danych i nie znamy przyczyny wyzerowania dysku. Mógł to być błąd człowieka, sabotaż albo jakieś niedające się zidentyfikować zachowanie samego urządzenia. Ale dysk technicznie jest sprawny.

Jeśli błąd człowieka, myślę, to tym człowiekiem mogłem być tylko ja, bo nikt inny nie miał dostępu do komputera. Jednak pan Paweł twierdzi, że musiałbym w komputerze mieć zainstalowany specjalny program, żeby tak wyzerować dysk, a przecież nie miałem programu do zerowania dysków.

Zerkam na ściany lokalu, do którego przyszedłem. Od góry do dołu obwieszone dokumentami oprawionymi w ramki. Certyfikat, certyfikat, certyfikat... Podziękowanie, dyplom, podziękowanie, certyfikat... Na mnie najlepsze wrażenie robi skonsternowany profesjonalista. Budzi zaufanie kapitulacją.

- Przypadek niezwykły - konkluduje. - To się nie zdarza.

A jeśli sabotaż, jak mówi? W takim razie wirus. Ale byłby to wirus-samobójca, jednorazowy zamachowiec, nasłany wyłącznie na mnie, bez możliwości rozpowszechniania się i zarażania następnych komputerów, bo z wyzerowaniem mojego dysku sam by musiał zginąć. Kto by takiego nasyłał i po co? Żeby tylko pozbawić gniazda mnie i Blog Trzeci? Przecież wiadomo, że uwijemy sobie nowe w innym komputerze.

- Ale ten dysk jest technicznie sprawny – powtarza profesjonalista . - Może go pan używać.

- Już wolę nie. Zabiorę go i schowam na wypadek, gdyby za kilka lat wynaleziono sposób, o jakim dziś nie mamy pojęcia, i dałoby się coś odczytać.

- A rzeczywiście, to jest możliwe. Nowe technologie szybko się rozwijają.

- No i cóż to za złośliwiec tak cię urządził, tato? - pyta mnie w domu Magda. - Zawiedziona kochanka czy wściekły polityk? 

 


Jacek Bocheński - Gniazdo

Wylęgać się w nieswoim gnieździe jest nieswojo. Tak właśnie się czuję. Nieswojo. Mam gniazdo gościnnie wypożyczone w komputerze córki, miłe, bliskie, lecz jednak nieznajome. Pisklę estońskiego orła ma lepiej. Jest u siebie. Właściwie to Blog Trzeci powinien się czuć nieswojo, nie ja, bo on się tu wylęga i powinno mu być wszystko jedno, gdzie. Nic innego przecież nie zna, wszystko mu pierwszyzna i oczywistość, na cokolwiek trafił w dwudziestym pierwszym wieku, Anno Domini 2018, podczas majówki. Nie obija się, co rusz, jak ja w pożyczonym komputerze o sprzeczne z moimi odruchami nowości systemu. Kursor nie lata mu na wszystkie strony i nie ucieka z ekranu, a co gdzie ma być, tam jest, nie zmienia miejsca, nazwy ani zachowania.

Otóż bloga (aha, stał się osobą, bloga więc, nie blogu) otóż bloga nic to nie obchodzi, on czuje się całkiem dobrze, tylko bloger, który go pisze, nieswojo. I to trzeba zapamiętać. Tak będzie nieraz jeszcze. Bloger sobie, blog sobie. Blogera pętają stare nawyki, blog , zwłaszcza rodzący się w pożyczonym gnieździe Blog Trzeci, żadnych nawyków nie ma, chłonie rzeczywistość, jaka jest, i okiem noworodka, a może jeszcze wcześniejszym, ogromnym okiem embrionu wpatruje się w jedną tylko teraźniejszość. Nie zna czasu. Pozna dopiero dzięki blogerowi, ale raz po raz będzie się z nim o czas kłócił.

 

Jacek Bocheński Blog III