Krystyna HABRAT

 

OBY CI NIE BYŁO ŹLE 

 

  Zacznę od cytatu.

  " - Nikt nic złego o tobie nie może pomyśleć - mawiała matka. - Ale jesteś tak uprzejmy, tak wszystkim chcesz dogodzić, że źle ci będzie w życiu."

  Tytuł książki i autora podam niżej, licząc, że ktoś  się tym zainteresuje i uśmiechnie, bo sam jest  zanadto dobry i inni go lubią wykorzystywać.

 Wrócę do tego za chwilę.

   Kilka dni temu otworzyłam małą książkę, o której całkiem zapomniałam i przeleżała się na półce nie czytana. A jak długo, określi informacja, że to książka z mojej ulubionej serii Nike, i mając 237 stron "Nikowskiego" formatu,  kosztowała: 380 zł. 

 

Piotr Wojciechowski

ROZMOWA NA ŁAWECZCE

 

wojciechowski      Wydawnictwo Znak w Krakowie wydało ostatnio książkę norweskiego dziennikarza Thomasa Reinertsena Berga, z tej okazji autor dzieła o historii map i kartografii gościł na jednym z krakowskich festiwali literackich. Przeczytałem jego „Teatr Świata; mapy, które tworzą historię” z zainteresowaniem, zachwyciło mnie w nim szczególnie to, co jest przeważnie pomijane przez recenzentów – a więc po pierwsze pojawiające się na marginesie erudycyjnych wywodów smaczki anegdotyczne, a po drugie głębokie implikacje filozoficzne. Wśród anegdotycznych perełek spodobała mi się wiadomość, że Wikingowie, ci ludzie morza, który na stulecia przed Kolumbem odwiedzali ląd amerykański – nie używali map. Oto jak wyjaśnia to jeden z cytowanych przez Berga kronikarzy:

 

Krystyna Habrat

 

JAK PACHNIE GRUJECZNIK, A JAK OLIWNIK?

 

    Piękne, słoneczne, lato przeciąga się na październik.

    To dobrze. Tyle niepokoju mamy w świecie: wybory, huragany, katastrofy, złe słowa różnych osobników, którzy głoszą to z ekranów telewizora, komputera i plakatów, że przynajmniej przyroda wokół nas daje chwile wytchnienia.

    Wczoraj spędziłam kilka godzin w Parku Śląskim. W miłym towarzystwie posiedziałam z Rosarium, gdzie ciągle kwitną czerwone i kremowe róże. Najpierw na ławeczce poświęconej Wiktorowi Osiatyńskiemu, potem pod ulubioną od lat, a coraz większą, lipą. Słońce świeciło. Nie chciało mi nawet otwierać przyniesionej książki. Ciekawsza czekała w domu: ŻYCIE INTYMNE UCZONYCH. KORESPONDENCJA MARII I STANISŁAWA OSSOWSKICH.

Jacek Bocheński - Kwiczoł

 

Jacek Bocheński

Dlaczego tak się stało? Wyszedłem na balkon. Był ranek. Na balkonie leżał martwy ptak. Mniejszy od gołębia, większy od szpaka.

Skąd się wziął, po co przyleciał i z jakiego powodu nie żył? Bez ran i jakichkolwiek widocznych uszkodzeń. Nie był ofiarą polowania. Nie chciał go zjeść drapieżnik-zabójca, kot albo urodziwa morderczyni, sroka. Nie został odarty z upierzenia i rozszarpany. Wyglądał jak człowiek, który umarł we śnie, leżąc na boku. Może ptaki też tak czasem umierają. Czy ten przyleciał, żeby umrzeć najlepszą śmiercią, spokojnie i niepostrzeżenie na moim balkonie? A jaki to właściwie gatunek ptaka? Słabo znam się na tym. Magda by wiedziała. Ale tu, gdzie w letni poranek znalazłem na swoim wakacyjnym balkonie zwłoki ptaka, Magdy ze mną nie było.

 

Krzysztof Kwasiżur

 

Discordia

 

kwasizur selfie4Discordia - łacińska nazwa greckiej bogini niezgody, która ma dwa uosobienia destrukcyjne, negatywne i łagodne, utożsamiana jest także z twórczą niezgodą, niepokojem, który każe artyście ciągle drążyć i szukać odpowiedzi na pytania.

Wielokrotnie, artysta pytany o to, co go popycha do poszukiwań twórczych i ciągłego eksperymentowania w dziedzinie sztuki, którą przyszło mu się parać - mówi o niepokoju, wewnętrznym poddenerwowaniu (kielecki poeta Zdzisław Antolski - o "wewnętrznej niewygodzie", która mu towarzyszy), do czasu, aż zrzuci ów ciężar myśli na papier, czy inny nośnik, który pozwala wierzyć, że popchnął on twórcze myśli w stronę odbiorcy.

 

Krystyna Habrat

 

 

 

MOJE ULUBIONE KSIĄŻKI O AFRYCE

JAKO REMEDIUM

 NA   MELANCHOLIĘ  ACHROMATYCZNYCH BEZKRESÓW  PÓŹNEJ JESIENI

 

   Mieszkałam kiedyś, jako dziecko, w mieście, które określała geometria i achromatyzm. Wszystkie ulice były proste, jak od linijki, krzyżowały się pod kątem prostym i biegły daleko, daleko. Przy nich stały białe prostopadłościany niewysokich bloków mieszkalnych. Wszystko proste, nowoczesne, higieniczne. Trochę ten porządek zaburzały sosny wyrastające wysoko ponad domy, ale ich   pnie też były proste. Wystrzelały wysoko w niebo. Dopiero w górze powiewały ich parasolowate gałęzie z igliwiem szarej zieleni.    

 

Zdzisław Antolski

 

WSPOMNIENIE O JANUSZU GŁOWACKIM

 

antolski zdzislaw    19 sierpnia 2017 r. przeczytałem na portalach informacyjnych, że zmarł Janusz Głowacki, pisarz. Już w liceum im. Stefana Żeromskiego, zachęcony przez panią profesor Helenę Wolny, regularnie czytałem wszystkie wychodzące w Polsce literackie czasopisma, przede wszystkim tygodniki: „Życie Literackie”, „Kulturę”, „Współczesność” (ta ostatnia wkrótce, po lekturze przeze mnie kilku numerów, przestała się ukazywać). Z tygodnikami literackimi miałem do czynienia już w szkole podstawowej, a mianowicie w bibliotece szkolnej w Pełczyskach leżały całe roczniki pism „Nowa Kultura” i „Życie Literackie”. Ktoś z nauczycieli tej szkoły, w zapadłej miejscowości, był takim światłym polonistą, że je prenumerował i zbierał. Nie mam pojęcia, kto, poprzednim kierownikiem był pan Tadeusz Bartosik, później pracował w Nieprowicach i Złotej.