Karolina Ciechońska


Józef Gielo, poeta poniechany

W człowieku poniechanym

Odpoczywa spracowany Bóg

W odrzuconym kamieniu

Odpoczywa gwiazda

 

J. Gielo, Kamienny odludek

 

           

Józef Gielo, portret. Fot. Erazm Ciołek.
Józef Gielo, portret. Fot. Erazm Ciołek.
            Cytat z wiersza Kamienny odludek charakteryzuje całe życie i twórczość Józefa Gieli. Za życia był właśnie człowiekiem i poetą poniechanym, bytującym gdzieś na marginesie społecznym i literackim, a gdy umarł, szybko zapomnianym. Jego biografia nie była szczególnie niezwykła, Gielę można by uznać za jednego z wielu poetów-alkoholików, w których obfitowało życie literackie jego epoki. Nie należał oficjalnie do żadnej grupy poetyckiej, nie był twórcą manifestów ani programów literackich, jego utwory nie wywoływały burzliwych sporów i dyskusji. Józef Gielo żył i tworzył gdzieś na marginesie, choć lektura jego wierszy pozwala zauważyć, że noszą one ślady tej samej wrażliwości, która cechowała najbardziej uznanych poetów tamtej epoki.

            Niezwiązana z żadną określoną grupą, twórczość Józefa Gieli jest trudna do zakwalifikowania, określenia etykietą konkretnego nurtu czy poetyki. Jako urodzony w 1935 roku, biograficznie należał niewątpliwie do tzw. pokolenia „Współczesności”. I rzeczywiście, właśnie w tym czasopiśmie opublikował w 1957 roku swoje debiutanckie utwory - Dziewczynę, Po tysiącleciach i Poranek[1]. Wśród poetów „Współczesności” wymieniają też Gielę Piotr Kuncewicz[2] i Zbigniew Jerzyna (podkreślając, że chodzi przede wszystkim o przynależność „biologiczną”)[3]. Ta związana z datą urodzenia i miejscem debiutu klasyfikacja nie wyczerpuje listy możliwych wpływów, widocznych w poetyce utworów Gieli. Równie dużo, na płaszczyźnie twórczości, a może przede wszystkim towarzyskich kontaktów, łączyło go bowiem z poetami Orientacji Poetyckiej „Hybrydy”.

            Twórczość Józefa Gieli zaczyna się debiutem w 1957 roku, kończy zaś wraz ze śmiercią poety w marcu roku 1981. W tym czasie opublikował w czasopismach około osiemdziesięciu utworów poetyckich i klika fragmentów prozy, wydał dwa tomy poetyckie (trzeci, zatytułowany Przeczucia, wydano z wierszy rozproszonych w dwudziestą rocznicę śmierci autora, w 2001 roku[4]), monografię obozu koncentracyjnego Gross-Rossen oraz powieść Cena walki.

            Józef Gielo nie napisał dużo, ale regularnie publikował w najbardziej liczących się czasopismach o tematyce kulturalnej i literackiej, przede wszystkim we „Współczesności”, „Poezji”, warszawskiej „Kulturze” i „Nowej Kulturze” czy „Tygodniku Kulturalnym”. Najtrwalsza okazała się jego współpraca z „Poezją”, gdzie opublikował w sumie trzydzieści trzy wiersze. Pojedyncze utwory ukazywały się także w czasopismach o nieliterackim profilu, takich jak „Kobieta i życie” czy „Sztandar Młodych”. W dwudziestoczteroletnim okresie aktywności twórczej Józef Gielo prawie co roku zaznaczał swoja obecność na scenie poetyckiej nowymi wierszami. Mimo to, co potwierdza etykietę „poety poniechanego”, nie doczekał się niemal żadnych recenzji swoich utworów. Jedyną reakcją krytyki na wydany w 1974 tom Powroty[5] była recenzja Tadeusza Żółcińskiego w Tygodniku Kulturalnym[6]. Natomiast wydany w sześć lat później tom Równiny nadziei[7] doczekał się odpowiedzi Zbigniewa Jerzyny[8] i Kiry Gałczyńskiej[9]. Obie te recenzje są dla poety bardzo przychylne. O ile jednak analiza przeprowadzona na łamach „Poezji” przez Zbigniewa Jerzynę jest rzeczywiście wynikiem rzetelnej lektury i proponuje wnioski interpretacyjne, krótka notka Gałczyńskiej jest właściwie pochwałą serii wydawniczej KAW, w której ukazał się tom Równiny nadziei. O samej poezji recenzentka wyraża się w tonie bardzo pochlebnym, pozostając jednak na poziomie ogólników, które równie dobrze mogłaby zastosować do dowolnego tomu: „Najnowszy tom prezentuje twórczość Józefa Gielo, poety interesującego, który swoją drogę pisarską stale poszerza, wzbogaca, ulepsza”[10].

            Jeśli wiersze Gieli nie wzbudziły zainteresowania współczesnych za życia poety, nic dziwnego, że niewiele pisano o nim także później. Krótką wzmiankę poświęcił mu w swojej monografii poezji polskiej po 1956 roku Piotr Kuncewicz. Jak już było wspomniane, krytyk ten umiejscowił Gielę wśród poetów pokolenia „Współczesności”, poświęcając mu krótką notatkę:

Wreszcie w galerii poetów przeklętych nie może zabraknąć wzmianki o Józefie Gieli (1934 – 1981), nędzarzu i niemal włóczędze, postaci bardziej smutnej niż kolorowej, jednak przecież autorze dwu niezłych książek poetyckich: Powroty i Równiny nadziei [książka Kuncewicza powstała przed wydaniem tomu Przeczucia – K.C.]. Gielo należał do warszawskiej bohemy, był jej przedstawicielem może najkonsekwentniejszym. A zmarł na serce w potokach gorącej wody, w użyczonym przez znajomego mieszkaniu, w wannie – w swojej norze przy ulicy Widok nie miał takich wspaniałości. I jest w tym bodaj niewielki jakiś odwet, że umierając zalał ileś tam mieszkań dostatnich urzędników i inżynierów.[11]

            Znamienny wydaje się fakt, że najważniejszym wspomnieniem o Gieli była jego tajemnicza, opowiadana trochę jako legenda, śmierć. Kuncewicz oddaje sprawiedliwość twórczości, nie pisze jednak o Gieli jak o poecie, ale jak o „nędzarzu i włóczędze”. Podobne podejście musiało mieć wielu współczesnych. Postrzegano Gielę jako alkoholika z marginesu, zamykanego co i rusz na czterdzieści osiem godzin za awantury i zakłócanie porządku. Możliwe że dopiero teraz, kiedy od śmierci poety minęło równo trzydzieści lat, można spojrzeć na jego wiersze z większym dystansem. Nie znaczy to jednak, że kontekst biograficzny jest tu nieważny. Przeciwnie, właśnie trudny i tragiczny w gruncie rzeczy życiorys poety pozwala obronić tę poezję przed zarzutami epigoństwa czy wtórności. Trudno bowiem nie dostrzec za nią autentyzmu przeżycia, tym cenniejszego, że zapisanego niejako na przekór niełatwej rzeczywistości.

            W owej „galerii poetów przeklętych”, do której miałby się zaliczać Józef Gielo, Piotr Kuncewicz wymienił twórców znanych jako pokolenie „Współczesności”: przede wszystkim Stanisława Grochowiaka, potem Ireneusza Iredyńskiego, Romana Śliwonika, Sławomira Kryskę, Zdzisława Bolka, Mariana Ośmiałowskiego i innych. Wielu z nich jest już dziś, podobnie jak Gielo, zapomnianych, a w większości byli to twórcy o pogmatwanej i często tragicznej biografii, współtworzący warszawską cyganerię lat 60. i 70. Najbardziej znana i najszerzej opisana jest oczywiście twórczość Stanisława Grochowiaka, ideologa i twórcy tej grupy, który jako jedyny trafił do panteonu sztandarowych poetów polskich XX wieku i którego wiersze czytają uczniowie w szkołach. O szacunku, jakim Józef Gielo darzył tego poetę, świadczy wiersz Pamięci Stanisława Grochowiaka, z tomu Równiny nadziei. Jest to elegijny i wzruszający obraz pogrzebu przyjaciela i rówieśnika. Wydaje się jednak, że to nie Grochowiak był patronem twórczości Gieli. Autor Menuetu z pogrzebaczem jest bowiem kojarzony przede wszystkim z turpizmem, estetyką brzydoty i rozkładu. Jak napisał Piotr Kuncewicz, u Grochowiaka „człowiek jest w permanentnym stanie upadku, w rozkładzie, szpetocie, nieczystości (…), życie jest bardzo cielesne, a ciało to nic innego, jak po prostu mięso”[12]. Poezja Józefa Gieli, choć także przywołująca motyw upadku i brzydoty, zdaje się być jednak skierowana w odwrotnym kierunku. Grochowiak nawet metafizykę postrzegał przez pryzmat cielesności, jak pisał Edward Balcerzan: „ jego świat jest światem „rzeczy ciężkich”, najdosłowniej – przyziemnych”[13]. Gielo natomiast stara się, często daremnie, uciekać od spraw ziemskich, od ciała i świata w sferę gwiazd, snu i marzenia. Jego poezja, boleśnie naznaczona brzydotą rzeczywistości, jest jednak pragnieniem piękna. Pod tym względem zdecydowanie bliżej autorowi Powrotów do innego poety z kręgu „Współczesności”, Romana Śliwonika, którego poezję tak scharakteryzował Piotr Kuncewicz:

Pod względem perspektyw duchowych Śliwonik jest nieodzownym synem swego pokolenia, które pogrążyło się w smutku, w szarości, w rozpamiętywaniu nadciągającej starości i śmierci (…). Na ogół jednak unika <<turpistycznego>> szczegółu, zresztą jest mu naprawdę zbędny, woli się obracać wśród lotniejszych, szlachetniejszych wyobrażeń, dotyczących przede wszystkim znikomości wszystkiego, wewnętrznego smutku i przemijania[14].

Jesteśmy tu o wiele bliżej tego, co prezentuje w swoich wierszach Józef Gielo. Autor Równin nadziei również unikał obrazowania „turpistycznego”, nigdy nie epatował brzydotą. Co więcej, w jego twórczości mało jest w ogóle utworów mówiących o codzienności, opisujących materialną rzeczywistość. Wzrok i myśl Józefa Gieli zdają się zwrócone przeważnie (choć oczywiście nie wyłącznie) ku górze, ku „lotniejszym wyobrażeniom”. Nawet wtedy, gdy pojawia się szczegół codziennego życia, użyty zostaje w kontekście nadającym mu inny, chciałoby się powiedzieć „pozaziemski” charakter, jak w wierszu Anioł wiosennego dzieciństwa: „Pracowity jak wół w uprzęży/ Całą zimę przykuty do szpadla/ Chuchał w ręce/ Kopał w okolicy nieba/ Dołki zorzy i mrozu”[15]. Trud fizycznej pracy, który mógłby przecież ewokować obrazy bardzo naturalistyczne, w wyobraźni autora tego wiersza łączy się z aniołem, niebem i zorzą. Zastosowana metafora przywołuje więc dwa światy bardzo od siebie odległe. Podobne obrazowanie, swego rodzaju dwubiegunowość, jest cechą charakterystyczną wielu utworów Józefa Gieli. Te same cechy (co nie świadczy o braku oryginalności, mam tu bowiem na myśli najbardziej ogólnie pojęty typ wyobraźni czy krąg zainteresowań poetyckich) Piotr Kuncewicz dostrzega także np. w poezji Sławomira Kryski[16]. Na drugim biegunie – wśród poetów opisujących brutalność codziennego życia – pozostawał natomiast, obok Grochowiaka, także Ireneusz Iredyński. Również dla tego twórcy, wedle słów Kuncewicza, „świat był i pozostał potworem”[17]. Pokolenie „Współczesności” (a trzeba pamiętać, że w tym samym czasie rozpoczynał karierę poetycką także np. Miron Białoszewski) jawi się więc jako zjawisko niejednorodne. Można się więc zgodzić, że i Józef Gielo, publikujący przecież w tych samych co Grochowiak czy Iredyński czasopismach, mieści się w tej grupie.

            Wśród „warszawskiej bohemy” tamtych lat, o której wspomniał Piotr Kuncewicz, znajdowali się jednak nie tylko poeci pokolenia „Współczesności”, ale także ci tworzący Orientację Poetycką „Hybrydy”. I chociaż i do tej grupy Józef Gielo formalnie nie należał, to jednak obracał się w tym samym kręgu towarzyskim, bywał w tych samych lokalach i zapewne uczestniczył w dyskusjach o poezji (nie bez powodu Kuncewicz stwierdza, że Gielo był tej bohemy najkonsekwentniejszym przedstawicielem). Stykał się więc, podobnie jak inny jeszcze „poeta poniechany” tamtych lat – Kazimierz Ratoń, z twórczością Krzysztofa Gąsiorowskiego, Zbigniewa Jerzyny czy Janusza Żernickiego. O „Hybrydowcach” mówi się, że programowo odcinali się od dokonań bezpośrednich poprzedników, w tym także debiutujących nieco wcześniej poetów pokolenia „Współczesności”. Charakteryzując ich poezję, krytycy piszą o nawiązywaniu do idei młodopolskich spod znaku Przybyszewskiego. Jak pisał Edward Balcerzan: „Orientacja to kolejna próba <<czystej sztuki>>, w żadnym wypadku nie pierwsza”[18]. Ten sam krytyk nazywał „Hybrydowców” Wnuczętami Młodej Polski, podkreślając wspólny dla obu formacji styl poetycki, a także programowe odcięcie się poetów Orientacji od Ojców, czyli poezji dwudziestolecia międzywojennego[19]. W opinii krytyki, Orientacja Poetycka „Hybrydy” nawiązywała więc do mocno zakorzenionego w polskiej kulturze wzorca młodopolskiej „poetyckości”, do postulatu poezji uwznioślonej, ekspresyjnej. Zgadza się to z wrażeniem, jakie pozostawia w czytelniku twórczość Józefa Gieli, choć nikt oficjalnie nie zalicza go do kręgu „Hybrydowców”, o których poezji Edward Balcerzan pisał, że „zdaniem jednych była przede wszystkim domeną wyzwolonej wyobraźni, według innych natomiast – obszarem pracy intelektu, czymś w rodzaju niedyskursywnej poezji myśli”[20]. W każdym zaś razie – poezją dla samej siebie, podobnie jak ta młodopolska dążącą do autonomii środków wyrazu. Trzeba od razu zaznaczyć, że ta druga interpretacja nie odnosi się do wszystkich w tej samej mierze. Poezją hermetycznie intelektualną, często wręcz niezrozumiałą, były np. wiersze Janusza Żernickiego. Piotr Kuncewicz charakteryzował je następująco: „[poezja Żernickiego] jest najidealniejszym wcieleniem poetyki obywającej się bez kontaktu z mową potoczną, z całą reszta świata. Metafora, obraz metaforyczny panują tu bez reszty”[21]. Podobnie charakteryzowano też pisarstwo Krzysztofa Gąsiorowskiego: „Połączył on norwidowskie milczenie z awangardową metaforą, pseudonimowaniem, ale jest tu coś znacznie więcej – sposób istnienia poezji jest sposobem istnienia świata”[22]. Ci dwaj poeci zdają się więc tworzyć jeden z biegunów poezji Orientacji. Z kolei o twórczości kolejnego z czołowych przedstawicieli „Hybryd”, Zbigniewa Jerzyny, pisano: „Nie grą myśli, ale uczuć i obrazów stoi ta poezja”[23]. Józefowi Gieli bliżej więc chyba raczej do uczuciowej poezji Jerzyny. Oryginalne metafory, widoczne poszukiwanie najlepszej formy wiersza służą u obu poetów ekspresji. Dlatego też obaj poruszają się w podobnym kręgu tematycznym. Dla Zbigniewa Jerzyny charakterystyczne są motywy „takie jak jasność, ciemność, nadzieja, ironia, wyobraźnia, wola. Obok tego symbolika kosmiczna i cielesna”[24]. Lektura trzech pozostawionych przez Gielę tomów pokazuje, są to kluczowe pojęcia także dla jego twórczości. Można by tę zbieżność tłumaczyć wspólnotą wrażliwości, podobnym kręgiem inspiracji i zainteresowań, wreszcie osobista przyjaźnią i wzajemnymi wpływami. Są jednak tacy krytycy, jak np. Ryszard Matuszewski, którzy w całym ruchu „Hybrydowców” widzą epigonizm i wtórność:

Najbardziej oddalona od rzeczywistości wydawała się twórczość drugorzędnych poetów tejże generacji (tzn. tej samej, co Stanisław Grochowiak i Jerzy Harasymowicz -K.C.), często zdradzających duże ambicje, zrzeszających się w ruchliwe ugrupowania w rodzaju np. poetyckiej orientacji „Hybrydy”, przez całe dziesięciolecia walczącej o uznanie i miejsce dla siebie, a zarazem coraz bardziej grzęznącej w jałowy estetyzm epigonów[25].

            Ta opinia krytyka, choć w pewien sposób wyjaśnia podobieństwo motywów, powtarzające się sposoby obrazowania u poetów „Hybryd” i ich satelitów, takich jak Józef Gielo, jest jednak również krzywdząca. Jak już było wspomniane, nawet wewnątrz samego nurtu „Hybrydowców” występowały istotne różnice w poetyce. Na spotykany u przedstawicieli tego nurtu „estetyzm” można natomiast spojrzeć jako na próbę ucieczki w piękno i kontemplację uczuć przed przytłaczającą ich, o czym świadczą najlepiej ich biografie, rzeczywistością. Tym bardziej, że jak sam Ryszard Matuszewski napisał w przywoływanej książce, ta swoista zbiorowa wrażliwość pokolenia Gieli i Grochowiaka miała swoje uzasadnienie w kontekście epoki:

  „Po roku 1956, pozostawieni samym sobie, nie sterowani przez ideologów, poeci obracali się w kręgu osobistych doznań lirycznych, dawali wyraz bądź uczuciom wywołanym przez świat ich otaczający, bądź doświadczeniu wewnętrznemu i wrażliwości na metafizyczno-egzystencjalne tajemnice istnienia”[26].

            Tendencje zauważalne w twórczości Józefa Gieli są więc pewną uniwersalną dominantą poetycką tamtej epoki, podzielaną przez wielu przedstawicieli pokolenia „Współczesności” i Orientacji Poetyckiej „Hybrydy”.

            Wszystkie te rozważania związane z pokoleniową czy grupową przynależnością autora Równin nadziei miały na celu pokazanie, że nie był on wcale poetą osobnym, „kamiennym odludkiem”. Jego poetyka nosiła wiele śladów wpływu twórców współczesnych, ale także wcześniejszej tradycji literackiej. Józef Gielo wpisywał się niewątpliwie w swoją epokę, być może aż do tego stopnia, że choć nie mamy podstaw wątpić w prawdziwość jego przeżyć, do dziś postrzegamy tę poezję jako epigońską. Jedyną obroną może być tu autentyczna wrażliwość, która z tych wierszy emanuje. Aby ją dostrzec, trzeba przyjrzeć się bliżej konkretnym utworom.

            Pierwszy tom Józefa Gieli nosi tytuł Powroty. Zawiera pięćdziesiąt cztery utwory,
z których znaczna część rzeczywiście jest poetyckimi powrotami – do dzieciństwa i młodości, do natury, do utraconych miłości, do przeszłości. Motywami przewodnimi tego tomu są tęsknota i wspomnienie. Oba te zjawiska łączą się zaś ze świadomością utraty. Co ciekawe, wśród wierszy przesiąkniętych głębokim smutkiem są i takie, które proponują pocieszenie, jak w cytowanym już wierszu pod znaczącym tytułem Nadzieja: „I zrozumiesz że nic nie utraciłeś że jesteś bogatszy / O te ruiny”[27]. Przy czym należy zaznaczyć, że przyczyny smutku i przesłanki pocieszenia nie są właściwie wprost nazwane. Tak jakby osobę mówiąca dręczyła po prostu melancholia, smutek wewnętrzny, co zgodne byłoby z przedstawionym przez Ryszarda Matuszewskiego klimatem epoki, w której te utwory powstały.

            Oprócz wspomnień i tęsknoty za przeszłością można w omawianym tomie wyróżnić jeszcze kilka ważnych kręgów tematycznych, takich jak miłość, natura, historia oraz diagnoza współczesności i kondycji człowieka. O miłości mówi przede wszystkim cykl utworów zawierających w tytule imię adresatki: Do portretu Jeannetty, Do portretu Izabeli, ...Marii, ...Ireny; Do portretu jesiennej dziewczyny oraz utwór Lato pochylone w jesień. Miłość, a właściwie wspomnienie miłości, wiąże się w poezji Gieli z poczuciem smutku, utraty, tęsknoty. Adresatkami jego nielicznych wierszy miłosnych są kobiety, które odeszły, jak w utworze Lato pochylone w jesień: „Odchodząc nie wiedziałaś / Że z pyłem na obcasach / Zabierasz nasze lato (…) / I tylko oczy twoje zostały / Odwrócone na zawsze”[28] lub Do portretu Izabeli: „Przeminęłaś i będziesz już bezimienna / Zdradziły nas dni”[29].

            Więcej pocieszenia niż w miłości poeta znajduje w naturze. Jest to jeden ze stałych motywów jego twórczości, obecny we wszystkich tomach. W recenzji tomu Równiny nadziei Zbigniew Jerzyna napisze: „Gielo wierzy w ład i harmonię świata (…). Przyroda jest piękna i sprawiedliwa. To tylko ludzie, niegodni jej piękna, zakłócają uświęcony porządek”[30]. Można zgodzić się z recenzentem, że przyroda jest w tej poezji podstawową przesłanką optymizmu, źródłem radości, choć bywa też symbolem szczęścia już utraconego: „Nie mamy już rzek / Za plecami lasy / I ostrza traw / Nad przepaścią piasku”[31].

            Motywy zjawisk przyrodniczych są jednak obecne w poezji Gieli także jako zwiastuny katastrofy. Zbigniew Jerzyna napisał, że dla większości utworów tego poety charakterystyczny jest ton „ostrzeżenia, napomnienia, apelu. Świat stoi u progu katastrofy”[32]. Zwiastunami owej kosmicznej katastrofy, której wizja stale ciążyła nad wyobraźnią autora Powrotów, były częstokroć właśnie fenomeny natury: „Z poruszonego nieba / Waliły się zorze / Obracały chmury / Spadały płonące płachty”[33]. Natura może być więc zarówno źródłem ukojenia, jak zagrożenia. Faktem jest jednak, że jej stała obecność w twórczości Józefa Gieli świadczy o fascynacji i szacunku, jakie poeta musiał żywić do przyrody. Zdaniem Zbigniewa Jerzyny świadczy to o „pogańskim” charakterze tych wierszy – natura miałaby stanowić alternatywę dla Boga i metafizyki[34]. Można jednak zaryzykować tezę odwrotną – natura, tak jak kosmos i fenomeny z nim związane, pozwala oderwać myśli od spraw boleśnie przyziemnych i doczesnych, przenosi w sferę żywiołów, dostarczając skrajnych przeżyć, mieszczących się między zachwytem a przerażeniem.

            Bardzo często w swoich wierszach Józef Gielo dokonywał analizy otaczającego świata, stawiał diagnozy współczesności. Wyciągał z nich wnioski bardzo pesymistyczne. O swoich współczesnych napisał: „Wznosimy konstrukcje pod wysokość obłoków/ I tylko czasem gdy wiatr załomoce dachem/ Myślimy o dorzeczach własnego krwioobiegu/ Liczymy piętra od parapetu/ Do katastrofy na płytach chodnika”[35]. Wiersz jest pisany w pierwszej osobie – wśród potencjalnych samobójców, zagubionych w nowoczesnym świecie, znajduje się i nadawca tego wiersza. W innym utworze oskarży on swoich współczesnych - „starannie ogolonych troglodytów” - że swoimi „decyzjami zza biurka uśmiercają rzeki/ Oślepiają błękit na śmierć skazują drzewa”[36]. Poeta widzi
i piętnuje głupotę, przewiduje też jej skutki. Dlatego snuje wciąż apokaliptyczne wizje: „Przerażony człowiek patrzy jak sól/ żre ściany jego domu a wiatr/ Wyłamuje ramy w oknach”[37]. Świat wyłaniający się z utworów Józefa Gieli stoi rzeczywiście u progu katastrofy, której sprawcą będzie sam człowiek. Katastrofa ta ma wymiar ogólnoludzki, ale jednocześnie bardzo osobisty.
W upadającym świecie miota się wśród nieprzyjaznych twarzy samotny człowiek, w którym możemy dostrzec autoportret „poety poniechanego”: „Jestem w tym samym co każdy nieszczęściu/ Codziennie patrzę na białe ujadanie twarzy/ I nie wiem jakie jeszcze niechlujstwo/ Jakie milczenie zaciekłych oczu rzucą/ Mijając swoje twarze na skrzyżowaniu świateł”[38](Czekając na zielone światło). Pragnąc wyzwolić się z takiego świata, bohater wierszy Józefa Gieli zwróci wzrok ku górze. Ponieważ bowiem „każde miejsce na ziemi było już cmentarzem”, zdesperowany człowiek może tylko pytać: „Jaką gwiazdę odnaleźć/ Do jakiej góry wołać”[39] (z wiersza Gdzie jest to miejsce na ziemi). W późniejszej twórczości autora Powrotów motyw gwiazd i nieba będzie stale powracał.        W omawianym tomie znalazły się jeszcze natomiast wiersze o tematyce historycznej, takie jak np. Ojczyzna i historia czy Ruiny zamku, a wśród nich osobna grupa wierszy poświęconych doświadczeniom wojennym, takie jak Natarcie i Ślepa twarz. Józef Gielo należał bowiem do pokolenie tzw. dzieci wojny. Nie miał więc wprawdzie osobistych doświadczeń związanych z czynną walka, ale koszmar wojny zostawił na jego psychice trwałe piętno, powracające w wielu utworach, także w następnych zbiorach wierszy.

            Jako podsumowanie tomu Powroty przywołać można autotematyczny wiersz Poeta. Mowa jest w nim o wzniosłych snach, o sięganiu myślą ku niebu i o konfrontacji tych marzeń z cierpieniem codziennego życia. Można więc czytać ten utwór jako autokomentarz autora do własnej sytuacji życiowej. Wiersz ten potwierdza jednocześnie cechę, którą wcześniej uznałam za charakterystyczną dla całej twórczości Józefa Gieli – dwubiegunowość, rozdarcie między niebem a ziemią, między marzeniem a cierpieniem: „Śniłeś kolumnady na tle nieba/ Dziedzińce ciszy dzwoniącej w sercu/ I oto łza bolesna orze/ Policzek barwiony światłem/ Godzin nieustających od urodzenia/ Aż po łopatę piasku w troski siwych włosów”[40].

            Kolejnym wydanym przez Józefa Gielę zbiorem wierszy był tom Równiny nadziei z 1980 roku. Jest obszerniejszy od poprzedniego, zawiera osiemdziesiąt pięć utworów. To właśnie ten zbiór omówił w swojej recenzji Zbigniew Jerzyna. Mimo że recenzent dostrzegał w tej poezji „deterministycznie optymistyczne” akcenty, przede wszystkim te związane z przyrodą, to jednak cały tom charakteryzował jako twór wyobraźni ogarniętej katastrofą: „

  Przy całym dostrzeganiu urody świata, ta poezja roztacza generalnie krajobrazy ziemi spalonej. Czas tych wierszy to najczęściej upalne popołudnie. Najczęściej używane określenia to : pustynia, sól, oset, upał, susza. Wyczuwa się tu dążenie poety do sytuacji ekstremalnie granicznych”[41].

Podobnie jak w poprzednim tomie, również i w Równinach nadziei odnajdujemy dużo wierszy posługujących się motywami przyrody i zjawisk naturalnych. Wyjątkowy jest wśród nich wiersz Fuga słoneczna w głębokim borze, w którym poeta dał również wyraz swojej „muzycznej” (określenie Zbigniewa Jerzyny) wyobraźni: „Słońce w zenicie zatrzymuje niejako przemiany/, Trwa to co ukształtowało się od poranka/ Czasem tylko z sęka/ Spadnie kropla żywicy/ Jest to wydarzenie tak bogate w refleksy/ Jak wejście instrumentów do partii solisty”[42]. Mamy tu do czynienia z jednym z tych utworów, w których autor zapomina o grozie i lęku i oddaje się kontemplacji natury. W naturze i jej najprostszych, najmniejszych zjawiskach, poeta dostrzega cząstki piękna, potrafi zachwycić się szczegółem: „A jednak na czubku listka / Brzęczy kropelka rosy przestrzelona gwiazdą”[43]. Piękno natury jest już tu jednak postrzegane jako rekompensata („a jednak...”), wiersz Wiosenne dziewczyny, z którego pochodzi zacytowany fragment, mówi bowiem o utracie miłości i samego siebie. Częściej jednak, tak jak w poprzednim tomie, natura bywa zwiastunem katastrofy, pejzaż staje się groźny i odrealniony, jak w wierszach Pustynia i Świt na plaży.

            W swojej recenzji tomu Równiny nadziei Zbigniew Jerzyna stwierdził, że „Gielo rozstał się definitywnie z „poczuciem religijności”[44]. Dowodem miał być wiersz Susza, w którym mowa jest o Bogu odwróconym i człowieku pozostawionym samemu sobie ze swoim cierpieniem. tom Równiny nadziei zawiera jednak jeszcze kilka wierszy, przywołujących motywy religijne i biblijne. Rzeczywiście, często jest to refleksja bardzo gorzka, świadectwo wątpliwości, sporów z Bogiem czy nawet odejścia od wiary, jak w wierszach Nowa wiara: „Wiodłem spór z Bogiem/ O własne istnienie/ Aż uwierzyłem/ W kosmiczne lotniska na ziemi”[45] i Majestat odrealnienia: „Jeśli Bóg grozi człowiekowi, to nie ostrzega go grubym paluchem/ Lecz palcem majestatu/ Odrealnionym w wapnie”[46]. Świadectw obecności religii i wyobrażeń biblijnych jest w tym tomie jeszcze więcej. Trudno więc zgodzić się z twierdzeniem, że Józef Gielo „odszedł od poczucia religijności”. Podmiot liryczny tych wierszy nie znajduje wprawdzie ukojenia w wierze i Bogu, ale prowadzi z nimi nieustanny dialog. Potwierdza to tezę, że wyobraźnia poety była często odwrócona od spraw przyziemnych. Nie można się też zgodzić z opinią Zbigniewa Jerzyny, jakoby Gielo „nie miał złudzeń pozagrobowych”[47]. Już bowiem w omawianym tomie pojawia się motyw, który będzie rozwijany w wydanych pośmiertnie Przeczuciach. Chodzi właśnie o wizję życia po śmierci, o obraz opuszczenia własnego ciała, patrzenia na świat „z tej drugiej strony”. W Równinach nadziei zapowiada te obrazy wiersz pod znamiennym tytułem Powrót: „Na pogrzebowej tablicy wypisali jego imię/ A on przecież żyje/ Snem tylko wrócił do pierwszej godziny kosmosu”[48]. Jest to zarazem kolejny utwór przywołujący symbolikę kosmiczną. W twórczości Józefa Gieli symbolika ta jest nierozerwalnie związana z analizą losu człowieka, z poszukiwaniem jego miejsca we wszechświecie, jak w wierszu Niepewność jutra: „W nocy idziemy za gwiazdą/ Rankiem odwracamy twarz do słońca”[49].

            W wyobraźni autora Równin nadziei stałe miejsce zajmują nie tylko obrazy życia pozagrobowego, ale wszelkie skojarzenia związane ze śmiercią i umieraniem. Powtarza się motyw trumny, pogrzebu, cmentarza – przykładami są utwory takie jak Pamięci Stanisława Grochowiaka, Porządni ludzie, Świt przy świecy. Ze śmiercią i cierpieniem związany jest też cały cykl wierszy wojennych, w tym tomie już jednoznacznie przywołujących tragedię II wojny światowej, jak w wierszach Powstańcom Warszawy czy Warszawa grudzień 1944. Jak już było wspomniane, Józef Gielo należał do pokolenia tzw. dzieci wojny. Stąd w jego wierszach pojawia się strach przed zapomnieniem o ofiarach tamtych wydarzeń, a także poczucie winy, często spotykane u tych, którzy ocaleli. Uczucia te kumulują się w wielokrotnych apelach o pamięć i cześć dla poległych: „Tyle grobów w naszej ojczyźnie/ I każdy cmentarz woła o tragedię/ Choć polegli proszą/ O cichsze cierpienie/ Ich ciała ułożone pod darnią/ Tylko napisami proszą o pamięć/ O twoją chwilę nad grobem”[50] ( z wiersza Pamięć poległym).

            Zupełnie osobne na metafizycznym i pełnym smutku tle tomu Równiny nadziei są dwa maleńkie wiersze miłosne, zatytułowane Erotyk I i Erotyk II, przywołujące motywy przyrody i zjawisk naturalnych, a pozbawione obecnych dotąd nut pesymizmu. Są to jednak dwa krótkie przebłyski chwilowego zachwytu, też zresztą utrzymane w konwencji wspomnienia, chwili już minionej. Wśród innych erotyków tego tomu dominuje charakterystyczny dla Gieli pesymizm. Przykładem mogą być wiersze Seks i Nowe wcielenie Don Juana, nieliczne z jego utworów bliskie obrazowania turpistycznego, w których mowa jest o śmierci miłości wzniosłej i duchowej i zastąpieniu jej brutalną cielesnością. Jest to kolejny powód smutku podmiotu lirycznego omawianych wierszy, jeszcze jeden dowód na upadek świata i człowieka.

            Bohater wierszy Józefa Gieli nie był na ten upadek obojętny. Przeciwnie, niejednokrotnie przybiera ton apelu, ostrzeżenia, napomnienia. Nie zamyka się w „jałowym estetyzmie”. Jego aktywną postawę, pragnienie zmian i poczucie odpowiedzialności widać w wierszu (i już w samym jego tytule) Na ratunek, otwierającym tom Równiny nadziei: „Idę do was/ Słyszycie/ Idę do was od strony słońca/ Robię w ciemnej górze/ korytarz powietrza i światła”[51]. Człowiek opisywany przez Józefa Gielę jest więc być może „kamiennym odludkiem”, ale został nim z wyroku świata, w wyniku odrzucenia. W nim samym odnaleźć można natomiast wolę niesienia pomocy, chęć działania dla dobra innych.

            Ostatni zbiór wierszy Józefa Gieli, wydany w dwudziestą rocznicę śmierci poety, nosi tytuł Przeczucia. Zawiera pięćdziesiąt jeden utworów, w tym dwa usunięte wcześniej z tomu Równiny nadziei. Już sam tytuł tego zbioru wskazuje na to, że będziemy mieć do czynienia z poezją skupioną na wewnętrznych przeżyciach, na metafizyce, na przeczuciach właśnie. Jest to rzeczywiście najbardziej niezwykły z trzech tomów Gieli, najwięcej w nim motywów gwiezdnych i świetlnych (te dwa słowa - „gwiazda” i „światło” - są zdecydowanie kluczami do tego zbiorku), najwięcej snów. Swoistą mapę tematyczną tego tomu, oprócz gwiazd i światła, wyznaczają także pojęcia takie jak: kosmos; wszechświat; śmierć – umieranie – trumna – grób; ciemność; niebo; czas; pory roku; Bóg i wiara; wojna; woda – ocean – głębina – tonięcie.

            Z tytułem i nastrojem całego tomu bardzo dobrze harmonizuje umieszczony na początku cykl wierszy Wróżenie (z numerami od jeden do pięć). Poeta wykorzystuje w nim tradycyjne motywy związane z przepowiadaniem przyszłości – wróży z palców czy z linii serca. Cały cykl utrzymany jest w formie zwrotu do adresatki, cechuje się swoistą elegancją oraz nastrojem magii i tajemniczości, jak w wierszu Wróżenie drugie: „Wyszedłem pani/ Bo zawsze wychodzę/ Porozmawiać z kwiatami/ Kiedy mam spojrzeć/ W oczy cudzej prawdzie”[52]. Niezwykłość i poetyckość obrazowania w tym cyklu dobrze oddaje także następujący fragment z Wróżenia czwartego: „Czy słyszałaś pani tę frazę/ Nie napisaną przez Chopina/ Nie wyłożoną palcami na klawiaturze/ Czy widziałaś światło wieczności/ Świecące na brzegach dwu białych chmur”[53]. Cechą charakterystyczną tych wróżb jest jednak ich pesymistyczne przesłanie. Tak jak w poprzednich tomach podmiot liryczny przeczuwał zagrożenie, doświadczał lęku i zniechęcenia, tak i tym razem z jego przepowiedni wyłaniają się przygnębiające wizje: „To wiedz że są to znaki/ Czarnej ospy/ Zdrady/ Fałszu i okrucieństwa”[54] ( z wiersza Wróżenie drugie) ; „Czy wiesz pani że słońce jest czarne/ Gwiazdy ciemne/ I ciemna nienarodzona krew”[55] (z Wróżenia czwartego).

            Tak jak już było wspomniane, w tomie Przeczucia Józef Gielo zawarł kilka wierszy posługujących się motywem życia po śmierci, patrzenia na świat z perspektywy kogoś, kto świat już opuścił. Należą do tej grupy utwory takie jak Sprzęt w ostatnią drogę, Doświadczenie, Pulsowanie serca. Najbardziej charakterystyczny jest tu jednak wiersz o znaczącym tytule Życie po życiu. Czytamy w nim: „ Zrozumiałem że umarłem/ I tam w pościeli stygnie moje ciało/ - Jestem obok – chciałem powiedzieć - / Jestem obok przed wami i poza sobą”[56]. W wierszu tym można odnaleźć pewność tego, że śmierć nie jest kresem ludzkiego istnienia, co więcej, zbliża człowieka ku czemuś lepszemu : „Czułem jakbym się oddalał/ Od ciemności swojego ciała/ Do źródła światła/ Gdzieś poza mną”[57]. Są więc utwory z tego cyklu świadectwem wiary lub pragnienia wiary. Ale są też świadectwem wyobcowania. Tak jak po śmierci bohater tego wiersza bezskutecznie woła do ludzi „jestem obok”, tak wołał w wielu innych wierszach. Nawet będąc między ludźmi, pozostawał „kamiennym odludkiem”. Przyjęcie perspektywy umarłego, kogoś przebywającego po drugiej stronie staje się symbolem całego losu podmiotu lirycznego tych utworów, a także i samego poety.

            Z omawianego tomu pochodzi także zacytowany na wstępie i przywoływany później wiersz Kamienny odludek. Mowa jest w nim właściwie o odrzuconym kamieniu (co przywodzi na myśl biblijny motyw kamienia odrzuconego przez budujących, który stał się kamieniem węgielnym). Dla tego kamienia nie było miejsca nawet w cmentarnym murze: „Jesteś po nic i na nic”[58] – powie o nim poeta. Strofa przywołana jako motto tej pracy pokazuje, że w owym odrzuconym kamieniu odnaleźć możemy odrzuconego człowieka. Trudno nie dostrzec tu analogii z sytuacją podmiotu lirycznego, z jego wyobcowaniem i innością. Trudno także oprzeć się wrażeniu, że to liryczne wyznanie jest osobista skargą samego twórcy, poety poniechanego, Józefa Gieli. Omawiany wiersz jest reprezentatywny także dlatego, że przywołuje motyw kamienia, jeden z kluczy do poezji Gieli, symbol samotności, obcości, odrzucenia. Motyw ten wiąże się także z biografią poety, który przez lata trudnił się kamieniarstwem. Stąd prawdopodobnie pochodzi także powracający niejednokrotnie obraz kamieniołomów.

            Kamień jest więc niewątpliwie jednym z kluczowych słów tej poezji. Obok niego bardzo często pojawia się gwiazda, występująca przecież także w wierszu Kamienny odludek. W tomie Przeczucia podmiot liryczny szczególnie często patrzy w gwiazdy, próbując z nich wyczytać swój los. Niejednokrotnie już same tytuły wierszy mówią o tym, że zainteresowanie bohatera odwraca się od ziemi ku niebu. Mam tu na myśli wiersze takie jak Astronomiczna biografia gwiazdy, Mgławica Andromedy czy W świetle trzech przewodniczek. Utwory te, choć poruszają się wśród podobnych motywów, różnią się wymową, sposobem patrzenia na gwiazdy. Najbardziej odrębny wydaje się tu utwór Astronomiczna biografia gwiazdy. Jest to wiersz zadziwiający naukowym słownictwem, pozbawiony emocji i odniesień do ludzkich przeżyć. Co więc, już w początkowych wersach odcina się od metafizycznych interpretacji świata, stając się manifestem rzeczowej naukowości: „Nie słowo ani Bóg poetycki/ Wyciszał rozpostarte stronice wody/ (…) Na początku był obłok wodoru/ (…) Aż wybuchł błyskiem/ Atomowej przemiany w hel”[59]. Można dopatrywać się w takim stwierdzeniu kryzysu wiary. Jeśli jednak spojrzeć na nie z perspektywy całego tomu Przeczucia, dostrzec można raczej ukryty sprzeciw i ironię. Ostentacyjne odcięcie się od „słowa i poetyckiego Boga” przez poetę, przejście dotychczasowego wróżbity, wsłuchanego we własne przeczucia, na stronę nauki i rzeczowości, może budzić podejrzenia. Dlatego proponuję potraktować ten wiersz jako wyraz ironicznej, pozornej akceptacji stanowiska współczesnego świata. Tym bardziej, że już w następnych wierszach gwiazdy i kosmos ukazane są jako przewodnicy człowieka, zwierciadła jego losu. Ich opis zaś, mimo pojawiających się terminów naukowych, nosi wszelkie znamiona marzycielskiego zapatrzenia w niebo: „Galaktyka sąsiednia/ Nazwana imieniem córki króla Etiopów/ Składa się ze stu/ Może dwustu miliardów słońc/ Ich blask/ To drobny listek światła na niebie/ Mała rozmyta plamka/ Wdzięcznie mrugający twór/ Przez łzę twojego oka”[60] ( Mgławica Andromedy). Obserwowanie gwiazd przez łzy można potraktować jako obraz bardzo znaczący – jak już bowiem było wspomniane, Józef Gielo był poetą o wzroku utkwionym w gwiazdach, w których szukał przede wszystkim ucieczki. W swoich wierszach dał także wyraz wierze w związek między biografią człowieka a gwiazdami, symbolizującymi przeznaczenie. Wyrazem tej wiary jest wiersz W świetle trzech przewodniczek.

           W omawianym tomie nie zabrakło także wierszy wojennych, takich jak Koniec odwrotu czy Zapis mowy wojennej oraz utworów z motywem śmierci, pogrzebu i cmentarza – Cmentarne mrozy, Pogrzeb, Rozbitek. Utwory te pokazują, że pewne zjawiska i kręgi tematyczne powtarzają się konsekwentnie w całej twórczości Józefa Gieli, dominując wyraźnie nad jego wyobraźnią. Jak starałam się udowodnić, jest to wyobraźnia rozpięta między wizją zagłady i katastrofy, wyrażającą się najczęściej w ponurych pejzażach ziemi jałowej, a zapatrzeniem w gwiazdy, pragnieniem oderwania się od codzienności.

            Wśród prawie dwustu zawartych w omówionych tomach wierszy wyraźnie widać, że poszukiwania poetyckie Józefa Gieli dotyczyły także samej formy. Jego wiersze noszą ślady spuścizny awangardowej – konsekwentnie pomijają znaki przestankowe, odznaczają się nieregularnością metryczną, a jednym z najczęściej stosowanych zabiegów formalnych jest przerzutnia, służąca zaskakującym zmianom toku myślenia. Formy i rozmiary utworów są bardzo zróżnicowane. Wahają się od króciutkich, aforystycznych wierszy w stylu haiku (a w tomie Przeczucia znajdujemy nawet dwa utwory zatytułowane właśnie Haiku i Haiku – images,
w których poeta sięgnął wprost do japońskiego wzorca) do dłuższych utworów nawiązujących wręcz do formy dramatycznej (Paryż na barykadach z tomu Równiny nadziei). Te poszukiwania formalne pozwalają spojrzeć na Józefa Gielę jako na poetę świadomie odwołującego się do tradycji literackiej. Jego wiedza i wrażliwość oraz kontrastująca z nimi biografia człowieka z marginesu społecznego tworzą portret twórcy wymykającego się klasyfikacjom. Współczesna poecie krytyka pominęła milczeniem jego twórczość, skazując go na los zapomnianego epigona. Jednak spoza pozostałych o nim warszawskich legend o poecie-włóczędze dostrzec można po latach życie i twórczość człowieka obdarzonego poetyckim wyczuciem, który wśród szarej rzeczywistości potrafił zdobyć się na odwagę spojrzenia ku górze. I może właśnie dlatego, nawet jeśli nie uda się trzech tomów Gieli obronić przed zarzutem epigoństwa, warto tę twórczość przypomnieć, a samego poetę uznać za jednego z twórców życia literackiego jego czasów.

 

Informacja o autorce:


Karolina Ciechońska - urodzona w 1988 roku, absolwentka studiów licencjackich w zakresie filologii polskiej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika i studiów magisterskich na tym samym kierunku na Uniwersytecie Warszawskim. W zakres jej zainteresowań wchodzi przede wszystkim literatura drugiej połowy XX wieku, a szczególnie literatura faktu, reportaż i teksty autobiograficzne. Pracę magisterską poświęciła reportażom amerykańskim Melchiora Wańkowicza.

 

           



[1]    Wszystkie informacje bibliograficzne pochodzą z Polskiej Bibliografii Literackiej za lata 1957 – 1981.

[2]    P. Kuncewicz, Poezja polska od 1956, Warszawa 1993, t.3, s. 39.

[3]    Z. Jerzyna, Wyobraźnia przepalona słońcem, [w:] „Poezja” 1980 nr 12, s. 105-107.

[4]    J. Gielo, Przeczucia, Warszawa 2001.

[5]    Tenże, Powroty, Warszawa 1974.

[6]                  „Tygodnik Kulturalny” 1974, nr 26, s.4.

[7]    J. Gielo, Równiny nadziei, Warszawa 1980.

[8]    Z. Jerzyna, dz. cyt..

[9]    K. Gałczyńska, Polska poezja współczesna, [w:], „Trybuna Ludu” 1980, nr 132, s.5.

[10]  Tamże.

[11]  P. Kuncewicz, dz. cyt., s.39.

[12]  Tamże, s. 22.

[13]  E. Balcerzan, Poezja polska w latach 1939 – 1965. Część II – ideologie artystyczne, Warszawa 1988, s. 74.

[14]  P. Kuncewicz, dz. cyt., s. 35.

[15]  J. Gielo, Przeczucia, s.10.

[16]  P. Kuncewicz, dz. cyt., s. 31.

[17]  Tamże, s. 29.

[18]  E. Balcerzan, dz. cyt., s. 98.

[19]  Tamże, s. 99.

[20]  E. Balcerzan, dz. cyt., s. 101.

[21]  P. Kuncewicz, dz. cyt., s. 346

[22]  Tamże, s. 335.

[23]  Tamże, s. 345.

[24]  Tamże, s. 344.

[25]  R. Matuszewski, Literatura polska 1939 – 1991, Warszawa 1995, s. 118.

[26]  Tamże, s. 108.

[27]  J. Gielo, Powroty, s. 63.

[28]  Tamże, s. 32.

[29]  Tamże, s. 34.

[30]  Z. Jerzyna, dz. cyt., s. 105.

[31]  J. Gielo, Powroty, s. 64.

[32]  Z. Jerzyna, dz. cyt., s.105.

[33]  J. Gielo, Powroty, s. 51.

[34]  Z. Jerzyna, dz.cyt. s. 105.

[35]  J. Gielo, Powroty, s. 57.

[36]  Tamże, s. 47.

[37]  Tamże, s. 47.

[38]  Tamże, s. 8.

[39]  Tamże, s. 60.

[40]  Tamże, s. 43.

[41]  Z. Jerzyna, dz. cyt., s. 105.

[42]  J. Gielo, Równiny nadziei, s. 33.

[43]  Tamże, s. 56.

[44]  Z. Jerzyna, dz. cyt., s. 105.

[45]  J. Gielo, Rowniny..., s. 13.

[46]  Tamże, s. 14.

[47]  Z. Jerzyna, dz. cyt., s. 106.

[48]  J. Gielo, Równiny..., s. 101

[49]  Tamże, s. 104.

[50]  Tamże, s. 40.

[51]  Tamże, s, 5.

[52]  J. Gielo, Przeczucia, s. 5.

[53]  Tamże, s. 7.

[54]  Tamże, s. 5.

[55]  Tamże, s. 7.

[56]  Tamże, s. 15.

[57]  Tamże, s. 14.

[58]  Tamże, s. 47.

[59]  Tamże, s. 21.

[60]  Tamże, s. 23.

Pin It