Zofia Korzeńska

 

Stanisław Karola Wojtyły – rapsod o mieczu i słowie

 

Tło historyczne i geneza utworu

 

Poemat Karola Wojtyły Stanisław opublikowany został po raz pierwszy w „Znaku” w 1979 r. (nr 7-8) i podpisany imieniem i nazwiskiem: Karol Kardynał Wojtyła, a nie jak wcześniejsze jego utwory poetyckie jednym z pseudonimów (np. Andrzej Jawień, Stanisław Andrzej Gruda, Piotr Jasień) i nie: Jan Paweł II, choć od paru miesięcy Autor był już papieżem i nosił to wielkie imię. Jest to dowód, że utwór ten powstał przed rozpoczęciem pontyfikatu. Czas powstania poematu jest tu ważny, bo wyjaśnia nam częściowo jego genezę, a także jego bogactwo problemowe i dogłębność oglądu.

Otóż kard. Karol Wojtyła, jako arcybiskup i metropolita krakowski, przygotowywał siedmioletni (1972-1979) jubileusz 900-lecia śmierci św. Stanisława ze Szczepanowa, biskupa i męczennika. Siedem lat jubileuszu to jakby pamiątka siedmioletnich rządów biskupich Stanisława w krakowskiej diecezji (1072-1079). Śmierć zadana mieczem, osobiście czy nie osobiście, przez króla Bolesława Śmiałego 11 kwietnia 1079 r. kończy te krótkie rządy Biskupa w diecezji krakowskiej. Król Bolesław natomiast, prawdopodobnie pod naciskiem obozu możnowładczo-rycers­kiego, który po tym wydarzeniu doprowadził do zbrojnego buntu przeciw królowi, musiał opuścić kraj i schronił się na Węgrzech, gdzie oczekiwał pomocy ze strony tamtejszego władcy, ale się jej nie doczekał i już w 1081 r. zmarł w Osjaku[1].


Legenda głosi, że przedtem się nawrócił i odpokutował swój czyn. Karol Wojtyła tak o tym powiedział na jednej z sesji naukowych (29 V 1978), poświęconych św. Stanisławowi: „Z punktu widzenia historii zbawienia, jeśli przyjmiemy całą prawdę o Osjaku, to spotkanie świętego i grzesznika inaczej kształtuje się niż uproszczone widzenie sprawy. Można się zastanawiać, czy w Osjaku nawrócony król nie dołączył się do swojej świętej ofiary”[2].

To tragiczne wydarzenie wstrząsnęło całym narodem. Rozpoczęła się dysputa, nie tylko historyków, trwająca do dziś. Burzliwa ona była zwłaszcza w średniowieczu, gdyż wtedy działały jeszcze świeże emocje i – jak podają historycy – ostro ścierały się poglądy dwu przeciwstawnych stronnictw: biskupiego i królewskiego. Dlatego mimo opinii większości społeczeństwa o świętości Stanisława i mimo szerzącego się już od XII w. jego kultu sprawa kanonizacji ciągnęła się dość długo, a dokonał jej dopiero papież Innocenty IV w 1253 r. Badacze historyczni niemal od początku próbowali dociec, co było przyczyną tego konfliktu i tej zbrodni i jak do tego doszło, jakie naprawdę fakty miały miejsce, a co jest wytworem wyobraźni czy legendy i mitów, jak również prób zatarcia prawdy przez ówczesnych stronników obu bohaterów tragicznego wydarzenia. Badania i dyskusje na ten temat w ostatnich dwustu latach jeszcze się nasiliły, jednak nie dały pełnego rezultatu. „Operujemy jakże kruchą i budzącą na każdym kroku wątpliwości podstawą źródłową” – pisze Jerzy Kłoczowski[3]. Wiadomo już teraz, że przed tym tragicznym wydarzeniem „obaj popierali reformę kościelną, jaką wprowadził papież Grzegorz VII. Harmonijną współpracę biskupa z królem zakończył konflikt o nie wyjaśnionym dotychczas podłożu”[4]. Przez długi czas, a właściwie przez parę wieków, czasy Bolesława Śmiałego traktowano jednostronnie i niesprawiedliwie; całkowicie pomijano wcześniejsze zasługi króla[5]. Kłoczowski przypomina, że „badania historyczne ostatnich pokoleń uwypuklają też coraz dobitniej znaczenie czasów Bolesława, znaczenie jego rządów także i dla Kościoła polskiego, odnowy organizacji kościelnej, tworzenia klasztorów benedyktyńskich z Tyńcem na czele”[6]. Z drugiej strony, nie zaprzeczają również istnieniu kultu Stanisława, uzasadniają jego rację i przyczyny. „Trudno sobie wyobrazić wręcz powstanie takiego kultu, takiej pamięci, bez wyraźnie zarysowanej, mocnej osobowości Biskupa, zdolnego do zafrapowania ludzi nie tylko poprzez fakt śmierci z ręki czy wyroku królewskiego, ale i czymś więcej”[7].

W okresie siedmioletniego jubileuszu w latach 1972–1979 kard. Karol Wojtyła osobiście czuwał nad jego przebiegiem i uczestniczył w sesjach naukowych, aż do momentu wyboru na papieża. Szczególnie ciekawa jest jego, wspomniana wyżej, wypowiedź na sesji poświęconej św. Stanisławowi w literaturze polskiej, która świadczy przede wszystkim o tym, jak głęboko Autor tkwił już wtedy w tym temacie, jak fascynowała go postać św. Stanisława i jakie nurtowały go problemy związane z Kościołem i narodem. Niewątpliwie dodatkową inspiracją do tych przemyśleń były referaty wygłaszane na sesjach naukowych, poświęconych św. Stanisławowi, których, jak podkreślają sprawozdawcy w roczniku naukowym „Analecta Cracoviensia”[8], był pilnym uczestnikiem.

Przyjrzyjmy się zatem utworowi. Autor sam stwierdza, że „odczytanie dogłębne, możliwie bezbłędne wizji poety bywa czasem bardzo trudne”[9]. Spróbujmy, posługując się niekiedy także jego tekstami pozaliterackimi, dotrzeć do sedna tego bogatego w treści i ciekawego artystycznie, oryginalnego utworu.

 

Identyfikacja z Kościołem

 

Interesujący jest już sam początek poematu Karola Wojtyły Stanisław:Pragnę opisać Kościół” – głosi. Zaraz na wstępie musimy wyjaśnić sobie kwestię podmiotu mówiącego w utworze. Trudno go nazwać podmiotem lirycznym, mimo bardzo subiektywnego stosunku do prezentowanych treści, gdyż podstawową warstwę stanowi głęboka refleksja teologiczna i historiozoficzna; a więc jest on raczej podmiotem refleksji, ale czy tylko? Nasuwa się pytanie, czy możemy go identyfikować z autorem. Sam Poeta, pisząc i publikując taki utwór pod własnym nazwiskiem, musiał sobie zdawać sprawę, że mówiący w nim podmiot będzie utożsamiany z jego osobą.

Od pierwszych słów czuje się tu wielkość i powagę tematu, wielkość jego ujęcia, wielkość i głębię problemu, wielkość artystyczną obrazu-wizji i wielkość osobową Autora. Sam sposób jego zapowiedzi jest, można by rzec, koturnowy. Przychodzi nam na myśl postać jakiegoś wieszcza, albo raczej średniowiecznego rapsoda[10], który oznajmia, że będzie opiewał wielkie sprawy. Pamiętając, jaką rolę w życiu Karola Wojtyły odgrywał teatr, właśnie rapsodyczny, w którym z jakąż mocą musiał on wygłaszać słowa wielkich poetów o wielkich rzeczach, teraz, chcąc, nie chcąc, identyfikujemy Autora z podmiotem snującym refleksje w utworze. Ale staje nam równocześnie żywo przed oczyma Autor już bez aktorskiej maski, jako wielki kardynał-kaznodzieja-uczony, doskonały organizator i reformator życia Kościoła, a potem niezwykły papież, wielki mówca świata, wielki teolog, wielki ojciec Kościoła.

Wracając do zacytowanej ekspozycji utworu, do owego „Pragnę opisać Kościół”, zwróćmy uwagę, że to Kościół ma być głównym tematem, a nie postać tytułowa, która zresztą jest nieodłączna od Kościoła polskiego. I taka właśnie jest logika organiczna tego utworu. Autor po zapowiedzeniu tematu przechodzi od razu ad rem, i to do samego sedna sprawy, do głębi:

Kościół: dno bytu mojego i szczyt.

Kościół – korzeń, który zapuszczam w przeszłość i w przyszłość zarazem,

Sakrament mojego istnienia w Bogu, który jest Ojcem.

Trudno o bardziej celną, choć nader oszczędną w słowach definicję swojego stosunku do Kościoła. Podmiot-Autor podkreśla kilkakrotnie ten „swój” stosunek:

Mój Kościół, który rodzi się wraz ze mną,

lecz ze mną nie umiera – ja też nie umieram z nim,

który mnie stale przerasta.

To dobitne podkreślenie osobistego stosunku podmiotu liryczno-refleksyjnego do Kościoła tym bardziej wydaje się narzucać uogólnienie. Wciąga osobiście również nas, czytelników: angażuje intelektualnie, ale też emocjonalnie czy wolitywnie. My wchodzimy w to, uwewnętrzniamy te treści, przeżywamy je nie tylko artystycznie, utożsamiamy się z podmiotem mówiącym, a więc i z Kościołem. A o to przecież Autorowi chodziło – o to mu także chodziło jako kardynałowi, a potem papieżowi w jego homiliach, orędziach, przemówieniach, traktatach filozoficznych czy teologicznych, w encyklikach itp. Ten jego osobisty stosunek, ta „gorącość” wielkiego Autora („Obyś był zimny albo gorący!”, a nie letni – powie Chrystus w Apokalipsie Janowej – 3,15) udziela się słuchaczom i czytelnikom jego słów. Kościół jest „jego” i staje się „nasz”, nawet gdyby ktoś nie należał do Kościoła.

Ta poetycka refleksja chwilami nie jest łatwa do zrozumienia. Wymaga od czytelnika głębszego „wmyślenia się” w każde słowo, a czasem przywoływania dodatkowych źródeł wiedzy. Na przykład: „Mój Kościół, który rodzi się wraz ze mną...” – Jak mamy to rozumieć? Kościół istniejący od wieków rodzi się „wraz ze mną?” Sięgnijmy do Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Chrzest włącza w Kościół. Ze źródeł chrzcielnych rodzi się jedyny Lud Boży Nowego Przymierza”czytamy[11]. Jan Paweł II wielokrotnie będzie mówił o różnych aspektach ‘rodzenia się’ Kościoła. Np. w encyklice „Ecclesia de Eucharistia”, 3.5 powie: „Kościół rodzi się z tajemnicy paschalnej”[12]; w encyklice „Redemptor hominis”, 18 czytamy: „To zjednoczenie Chrystusa z człowiekiem samo w sobie jest tajemnicą, w której rodzi się «nowy człowiek» powołany do uczestnictwa w Bożym Życiu”. A w poemacie mówi o ‘rodzeniu się’ Kościoła „wraz ze mną”. Przez tę poetycką personifikację niezwykle uwypuklona została sprawa identyfikacji osoby z Kościołem, który dla niej może zaistnieć dopiero wraz z nią. Dla Kościoła rodzimy się przez chrzest, ale to ‘rodzenie się’ trwa w nas nieustannie na mocy Bożej tajemnicy. Kościół w nas nie tylko ‘się rodzi’, ale ‘rośnie’ razem z naszym wzrostem duchowym.

Autor zaraz też stwierdza: „lecz ze mną nie umiera – ja też nie umieram z nim”. Kościół jako rzeczywistość złożona z pierwiastka ziemskiego, materialnego, i duchowego, wiecznego – nie może umierać wraz ze śmiercią poszczególnych swoich członków, pojedynczych ludzi. Ale też nie umiera dla nich, choć oni odchodzą z ziemskiej rzeczywistości. Mocą Ducha Świętego, przez świętych obcowanie, trwamy w Kościele także po śmierci, a on w nas pozostaje na wieczność. Kościół to byt, „który mnie stale przerasta” – zdumiewa się Autor poematu. Podobnie powiedział o Stanisławie i Bolesławie w swoim wystąpieniu podczas sesji naukowej w Krakowie: „wielkość przerosła te postacie [...]. W tym, co uczynili, dokonało się coś większego od nich, tak – coś większego, bo gdyby to nie było coś większego od nich, to prawdopodobnie skończyłoby się razem z nimi. [...] Tymczasem okazuje się, że już prawie 1000 lat ciągle to wraca, ciągle tym żyjemy”[13]. Kościół niezależnie od wielkości intelektualnej i duchowej swoich członków jest zawsze ponad każdym z nich – i tu na ziemi, i tam w wiecznej wspólnocie w Bogu. Kościół zatem, powie Autor, to „Sakrament mojego istnienia w Bogu, który jest Ojcem” – to znak tej wielkiej tajemnicy człowieczeństwa, zakotwiczonego w Stwórcy-Ojcu. Tę zawiłą prawdę teologiczną o Kościele Karol Wojtyła potrafił wyrazić po mistrzowsku w paru poetyckich frazach, bo to nie tylko wielki teolog, ale i wielki poeta, do czego jeszcze wrócimy.

 

Kościół na ziemi ojczystej

 

W pierwszych kilku wersach ta cała eklezjologia odnosiła się do Kościoła powszechnego. W dalszych częściach I rozdz. poematu Autor powie:

Pragnę opisać Kościół –

mój Kościół, który związał się z moją ziemią

(powiedziano mu „cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie”)...

To poetyckie powtórzenie leksykalno-semantyczne, ta rozbudowana anafora, zmodyfikowana przy końcu (tam było: „rodzi się wraz ze mną” – tu jest: „związał się z moją ziemią”) rozszerza treść o Kościół polski, ale podkreśla, że to jest ten sam Kościół co i na świecie.

Autor posługuje się tu grą słów (synonimiką), akcentuje podwójne znaczenie wyrażeń: ‘związał się’ i ‘związany’ – „związał się z moją ziemią” i będzie ‘związane’ w niebie. Chodzi o słowa Chrystusa wypowiedziane do Piotra: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie (Mt 16,18-19).

„...więc związał się z moją ziemią mój Kościół” – konkluduje, znowu wybijając wyrazy „z moją”, „mój”. Wyobrażamy sobie zaraz to jego skandowanie, mając jakże jeszcze żywo w pamięci głos, specyficzny akcent i sposób przemawiania tego wielkiego Mówcy. Czy można zapomnieć chociażby słynne słowa wygłoszone na Placu Zwycięstwa w Warszawie: „Niech zstąpi Duch Twój! || Niech zstąpi Duch Twój! || I odnowi oblicze ziemi. || Tej ziemi![14]”; albo jak wołał gromkim głosem w czasie homilii w Masłowie pod Kielcami 3 czerwca 1991 r.: „Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć!”[15]. I znowu mamy tutaj tę jego charakterystyczną „gorącość” i wielkie zaangażowanie emocjonalne! I gorący patriotyzm!

Następnie Autor, idąc konsekwentnie za swoim ściśle logicznym tokiem rozumowania, przechodzi w poemacie Stanisław do przedstawienia tej „swojej” ziemi. Zaskakuje nas jednak, że jej nie nazywa, lecz dokonuje skrótowego geograficznego opisu, czyli stosuje środek retoryczny, zwany peryfrazą.

Ziemia leży w dorzeczu Wisły,

dopływy jej wzbierają wiosną, gdy śniegi topnieją w Karpatach.

I zamyka ten fragment jak klamrą powtórzeniem (figura retoryczna) o związaniu się Kościoła z jego ziemią, które jest równocześnie kunsztownym przejściem do 2 części tegoż rozdziału.

 

Św. Stanisław

 

W 2. części I rozdz. nasz autor-rapsod wprowadza już zapowiedzianego w tytule bohatera, nie wymieniając na razie jego imienia. Trzyma się tu pojęć i określeń użytych w 1. części: „moja ziemia” (a nie nazwany kraj), „związana z niebem”, „w sakramencie”, ale przechodzi już do dalszej refleksji. Nie nazywa swojego bohatera świętym, ale określa jego rolę: „w którym moja ziemia ujrzała, że jest związana z niebem” (znowu posłuży się tu peryfrazą).

A w takich powtórzeniach, jak „Był taki człowiek, byli ludzie... i ciągle tacy są...” – użytych niczym w gawędziarskim opowiadaniu rapsoda – zawiera się i podziw dla tych ludzi, i zaduma nad nimi, o czym świadczą też znaki graficzne: trzykropki. I dochodzi tu jeszcze teologiczne przypomnienie, że dzięki nim ta ziemia poznaje świętość, zbliża się do niej „w sakramencie nowego istnienia” – w znaku nowego duchowego wymiaru – w Kościele. Ta ziemia „jest ojczyzną: bowiem w niej dom Ojca się poczyna, z niej się rodzi” – tu na ziemi, wśród nas i wśród „takich ludzi”...

I teraz Autor jeszcze raz posłuży się stylistyczną anaforą-powtórzeniem, ale rozszerzoną już o imię bohatera poematu:

„Pragnę opisać mój Kościół w człowieku, któremu dano imię Stanisław”. W ten sposób Autor spina klamrą już nie tylko stylistyczną, ale treściową pierwszą część o Kościele z drugą – o „Kościele w człowieku”, którego imię „Bolesław mieczem wpisał w najstarsze Kroniki”.

 

Chrzest krwi

 

Dalszą, to znaczy 3. część I rozdz. Autor znowu rozpoczyna tą samą anaforą, ale już z nowym, istotnym, elementem treściowym: „Pragnę opisać Kościół w imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony chrztem krwi”. Pojęcie to znane jest w Kościele od jego początku. W KKK czytamy: „Kościół zawsze zachowywał głębokie przekonanie, że ci, którzy ponoszą 2473 śmierć za wiarę, nie otrzymawszy chrztu, zostają ochrzczeni przez swoją śmierć dla Chrystusa i z Chrystusem. Chrzest krwi, podobnie jak chrzest pragnienia, przynosi owoce chrztu, nie będąc sakramentem”[16]. Jednakże Autor w poemacie modyfikuje to znaczenie i rozszerza. Ochrzczony już naród ponownie przechodzi przez jakieś doświadczenie duchowe: przez ‘chrzest krwi’ – w znaczeniu podobnym jak ‘chrzest bojowy’. W Liście apostolskim do Kościoła w Polsce z okazji 900-lecia męczeńskiej śmierci św. Stanisława z dnia 8 maja 1979 r. Jan Paweł II wyjaśnia, jakie znaczenie dla duchowości narodu ma takie męczeństwo za wiarę.

Świadectwa męczeńskie tych, którzy za wiarę i chrześcijańskie zasady życia przyjęli cierpienie i męki oraz odważnie ponieśli śmierć, od początku przez całe wieki dodawały Kościołowi duchowej siły i mocy. Słusznie więc mówi święty Augustyn: «Jakby nasieniem krwi wypełniona jest męczennikami ziemia, i z tego nasienia wyrosło żniwo Kościoła» [...] (Serm. 286, 4: PL 38, 1298). Istnieją chyba szczególne racje, by słowa te obecnie odnieść do Kościoła w Polsce. Przecież także i on wyrósł z krwi męczenników, wśród których naczelne miejsce zajmuje święty Stanisław. Jego życie i śmierć chwalebna przemawiają ustawicznie[17].

A więc mamy tu jeszcze jeden jakby autokomentarz do poematu. Ten ‘chrzest krwi’ – powiada w poemacie Stanisław Karol Wojtyła – to zapowiedź „chrztu innej próby” – „chrztu pragnień”. W nich to „odsłania się ukryte tchnienie Ducha – || W Imieniu zaszczepionym na glebie ludzkiej wolności || wcześniej niż imię Stanisław”.

Oczywiście chodzi o imię Chrystusa i o rozwijające się w Polsce chrześcijaństwo.

 

Słowo i miecz – oś konstrukcyjna poematu

 

Powyższą myśl Autor rozwinie w 4. części I rozdz. tego poematu i ponownie posłuży się powtórzeniem, a także wymownym obrazem poetyckim[18]:

Na glebie ludzkiej wolności już rodziło się Ciało i Krew,

przecięte mieczem królewskim w samym rdzeniu kapłańskiego słowa,

przecięte u podstaw czaszki, przecięte w żywym pniu...

Ciało i Krew nie zdążyły jeszcze się narodzić –

                                         miecz ugodził o kielich z metalu i pszenny chleb.

Obraz ten jest rozbudowaną metaforą o podwójnym znaczeniu. Chodzi tu o refleksję drugiego stopnia, o jakiej mówił kard. Wojtyła w czasie sesji naukowej w Krakowie w 1978 r. Rozróżnił on tam dwa sposoby rozpatrywania tematu w literaturze. Jedno podejście na gruncie realizmu prostego, jak on to nazywa w języku filozoficznym – „realizmu naiwnego”, i drugi ogląd to refleksja „drugiego stopnia”:

Jeżeli chodzi o ujęcia poetyckie, to w ramach refleksji drugiego stopnia fakt, w najogólniejszych zarysach, jest tworzywem i w oparciu o to tworzywo poeci-wizjonerzy, raczej wizjonerzy aniżeli myśliciele, tworzą wizję, która przekracza fakt, postacie. Jest to refleksja nie nad wydarzeniem, nie nad postacią Stanisława, ale refleksja nad losami narodu, jego przeznaczeniem, nad działaniem Opatrzności. Myślę, że poprzez ten drugi stopień refleksji czy raczej wizji, umacnia się podstawowe intuicje, które można by nazwać intuicjami wiary. [...] Poprzez wizję poetów bardzo się przybliża, powiększa się to drugie, że fakt nie był wystarczający. To, co się stało, było większe od faktu. [...] Właśnie tu się zamknęły całe dzieje Polski[19].

A Bolesław Taborski, pisząc ogólnie o stylistyce poematów K. Wojtyły, stwierdza: „Opisywany przedmiot [...] widziany jest wprost, a jednocześnie stanowi ośrodek wielkiej metafory, rozpiętej niejako na całej osnowie utworu. Poszczególne obrazy [...] są zarazem częścią wielkiego obrazu całości”[20]. W pierwszej warstwie znaczeniowej poematu Stanisław sens można rozumieć niemal dosłownie: „już rodziło się Ciało i Krew”, to znaczy podczas sprawowania Mszy św. przez biskupa Stanisława już miała nastąpić konsekracja chleba i wina oraz przemienienie ich w Ciało i Krew Chrystusa, kiedy „miecz ugodził” itd. W refleksji drugiego stopnia chodzi o szersze znaczenie, metaforyczne: „na glebie ludzkiej wolności” rodziło się w kraju chrześcijaństwo, rodził się Kościół, który został ugodzony przez śmierć biskupa, jednak i w tym było „ukryte tchnienie Ducha” i jakiś zasiew, który do dziś przynosi owoce, bo jak była mowa wyżej, to nas przerasta.

Również dwojako trzeba by rozumieć słowa: „w samym rdzeniu kapłańskiego słowa, przecięte u podstaw czaszki, przecięte w żywym pniu...”. Pierwsze znaczenie tego realistycznego opisu zbrodni to: cios następuje w trakcie wypowiadania słów konsekracji chleba i wina, a może także chodziło o wygłoszone co dopiero kazanie, po którym miecz uderza dosłownie w podstawę czaszki biskupa[21], czyli w rdzeń życia człowieka-kapłana. A dodajmy tu jeszcze, że biskup miał wtedy najwyżej 49 lat, a więc był jeszcze w pełni sił[22].

Wymowa metaforyczna, uogólniona, drugiego stopnia, będzie znowu szersza: w rodzącym się w kraju Kościele kształtował się stan kapłański, dokonywały się reformy, o których była mowa na wstępie. Kształtowała się też władza Kościoła, jego relacje z państwem i zakres władzy obu tych organizmów. Istotne słowo w tej sprawie miał niewątpliwie biskup krakowski, który, jak pamiętamy, był wraz z królem rzecznikiem reform papieskich i wdrażał je w kraju. W samym środku tej działalności, w chwili kiedy zaczął także słowem umacniać przyjmującą się tu Ewangelię, ginie z rąk króla. A zatem rzeczywiście w jego osobie dosięgnięty został młody polski Kościół. Ale te refleksje są jeszcze szersze. Dotyczą podobnej sytuacji dzisiejszego Kościoła w Polsce, do czego jeszcze wrócimy.

W 5. cz. I rozdz. Autor próbuje zrozumieć punkt widzenia króla. Tę swoją psychologiczno-historiozoficzną refleksję otwiera poetycką klamrą: „Myślał król może”, a zamyka epiforą: „myślał może król”. A król, według zapisów nie tyle mu współczesnych, co bliższych mu w czasie (choć to relacje niezbyt dziś udokumentowane, jak wiemy), nie chciał pogodzić się z biskupią krytyką swojej tyranii i swojego niemoralnego postępowania. Mówiło się wtedy, i mówi się do dziś, różne rzeczy w tej sprawie. Między innymi, że chodziło o kochankę króla imieniem Krystyna, a może i o inne nałożnice, co było powodem powszechnego zgorszenia, dlatego biskup śmiało reagował. Niewątpliwie król utracił z jakichś przyczyn (prawdopodobnie nieopanowanego despotyzmu) pełne zaufanie i poparcie rycerstwa, utracił mir, jakim go przedtem powszechnie darzono. Bo pamiętajmy, że wszyscy historycy są zgodni, iż Bolesław w pierwszych latach swego panowania był bardzo popularny w narodzie, uchodził za króla sprawiedliwego i bogobojnego. Wielce też zasłużył się dla Kościoła. Różne komentarze tej tragedii krążyły przez wieki po kraju i różne wizje tego zdarzenia próbowali przedstawić artyści, np. Słowacki w Królu Duchu[23] czy Wyspiański w dramacie Bolesław Śmiały oraz w rapsodzie pod tym samym tytułem, a także w rapsodzie Święty Stanisław[24]. A Karol Wojtyła tak odtwarza przypuszczalne myślenie króla:

Nie narodzi się naród ze słowa, co karci ciało i krew.

narodzi się z miecza, z mego miecza, który przetnie w połowie Twe słowa,

narodzi się z krwi rozlanej...

‘Słowo’ jest w poemacie symbolem biskupiego i kościelnego autorytetu, a ‘miecz’ jest symbolem królewskiej tyranii. Autor przeciwstawia tu także Krew i Ciało, czyli najwyższe sacrum – ciału i krwi, czyli profanum, w tym wypadku ludzkiemu grzechowi. Król chciał przeciwstawić słowu biskupa o chrześcijańskiej moralności, czyli nauce Ewangelii – siłę miecza i na nim oprzeć swój autorytet w narodzie, bez którego jako władca musiał być złamany. I znowu Autor poematu komentuje takie myślenie króla i jego zbrodnicze skutki w sposób uogólniony, głębszy – teologiczno-historiozoficzny:

Ukryte tchnienie Ducha w jedno wszelako zespoli

słowo przecięte i miecz, złamano stos mózgowy i ręce pełne krwi...

i mówi: pójdziecie w przyszłości razem, nie rozdzieli was nic!

A więc cała zbrodnia i obie postacie tej zbrodni – zabójca i ofiara – mocą Ducha Świętego złączą się w losach narodu i Kościoła w jeden węzeł. I tym razem fragment poematu zamyka klamra rozwiniętej głównej anafory: „Pragnę opisać mój Kościół”, poszerzonej o element o działaniu Ducha: „w którym przez wieki || idą ze sobą razem słowo i krew || zespolone ukrytym tchnieniem Ducha”. Słowo, powtórzmy – symbol biskupa-Kościoła; krew – symbol przemocy króla. Owo „przez wieki idą razem słowo i krew” to właśnie przykład tej pogłębionej refleksji, w której nie chodzi tylko o jednostkowy fakt z dziejów, lecz o historiozoficzne widzenie problemów państwa, Kościoła, wolności człowieka i wyciąganie wniosków z tych dziejów dla chwili obecnej, o to „coś większego” od nas, o czym mówił kard. Wojtyła w czasie sesji poświęconej św. Stanisławowi. W. Smaszcz w artykule Ojczyzna w poezji Karola Wojtyły zauważa, że „Karol Wojtyła napięcie między dwiema mądrościami: ziemską (reprezentowaną przez Króla) i Bożą (reprezentowaną przez Stanisława) uczynił osią konstrukcyjną poematu”[25].

W 6. cz. I. rozdz. Autor przedstawi z kolei swoją wizję rozumowania biskupa („Myślał może Stanisław”), który pragnął nawrócenia się króla. Karol Wojtyła stwierdza jednakże, że „Słowo nie nawróciło, nawróciła krew”, nawiązując tu do wydarzeń w Osjaku na Węgrzech, gdzie król przeżył duchowe oczyszczenie i pojednanie się z Bogiem.

Autor znowu posłuży się w tej części poetycką grą słów i wielością ich znaczeń: „słowo nie nawróciło, nawróciła krew”, ale też „odwróć ode mnie ten kielich” – to parafraza słów modlitwy Jezusowej w Ogrójcu przed męką i śmiercią (por. Mk 14,36; lub Łk 22,42), a wyraz ‘odwróć’ mówi o możliwości, do której nie doszło.

Bierzemy w swoje ręce ZARYS nieuchronnego czasu

7. część, kończąca I rozdz. poematu, jest pięknym poetyckim podsumowaniem rozważań teologiczno-historycznych Autora i postawieniem historiozoficznego pytania:

Na glebę naszej wolności upada miecz.

Na glebę naszej wolności upada krew.

Który ciężar zwycięży?

Chodzi tu o krew męczeńską człowieka Kościoła. Zwycięży zatem przemoc zbrojna władzy państwa, czy inna, wyższa siła? Autor jeszcze dodaje fundamentalną refleksję, jak on określa – drugiego stopnia:

Kończy się pierwszy wiek.

Zaczyna się drugi wiek.

Bierzemy w swoje ręce ZARYS nieuchronnego czasu.

Zastanawiamy się natychmiast nad znaczeniem słowa ‘wiek’ – dwa razy tu użytego. Czy tylko dosłownie należy je rozumieć jako przełom pierwszego i drugiego wieku dziejów Kościoła w Polsce? Na tle całego poematu i jego symbolicznej wymowy, w świetle nawet samego stylu Karola Wojtyły, jego gry synonimów tylokrotnie tu stosowanej, narzuca się rozumienie powyższych słów o wiele szersze. Pamiętajmy, w jakich czasach pisany był ten utwór i jak cały naród – z Prymasem Tysiąclecia, Stefanem Wyszyńskim, i kard. Karolem Wojtyłą na czele – zmagał się duchowo i moralnie z totalitarnym ustrojem, zniewalającym go i usiłującym pozbawić Kościół duchowego nań wpływu. Wtedy, kiedy poemat się ukazał (1979), pojawiła się już jednak nadzieja na wolność, na którą przez całe lata zniewolenia dosłownie i w przenośni „upadał miecz” i „upadała krew”, jak w czasach biskupa Stanisława. Kard. Wojtyła swoją genialną intuicją[26] przeczuwał, że naród dojrzewa do tego, aby wziąć w swoje ręce swój los. Dziś z perspektywy ponad ćwierćwiecza, po takiej zawierusze dziejowej, jakąśmy przeżyli, jasno widzimy, że to, co się stało, było „nieuchronne”. Wtedy nie było to takie jasne. Analogia epoki Bolesława Śmiałego i Kościoła św. Stanisława z naszymi czasami w tym utworze wydaje się oczywista. Pod koniec XI w. ważyły się losy narodu, jego wyzwolenia od tyranii, i w chwili powstawania tego poematu się ważą. Toczyła się i w czasach komunizmu walka z Kościołem nie tylko ideologiczna, ale także na „miecz i krew”. W latach 70-tych już wprawdzie nie więziono księży, jak w latach 50-tych, ale oni ginęli, podstępnie, zgładzani zza węgła. Niedługo potem (19 X 1984) zginie ks. Jerzy Popiełuszko, jak św. Stanisław: „Na glebę naszej wolności upada miecz. || Na glebę naszej wolności upada krew. || Który ciężar zwycięży?”

Przytoczmy tu słowa Autora, ale już jako papieża Jana Pawła II z listu napisanego w 2003 r.: „W trudnych czasach powojennej odbudowy Kraju i ucisku ze strony wrogich ideologii, Naród wsparty jego [św. Stanisława] wstawiennictwem odnosił zwycięstwa i podejmował wysiłki w kierunku społecznej, kulturalnej i politycznej odnowy”[27]. Jaką rolę odgrywał kard. Karol Wojtyła w czasach komunizmu, to możemy wnioskować choćby z jego wspomnień, np. rozdział „Walka o kościół” w książce Wstańcie, chodźmy[28], gdzie mówi o wygranej walce o budowę kościoła w Nowej Hucie „za cenę długotrwałej «wojny nerwów»”. Była to walka o prawa człowieka, o wolność sumienia, o wolność wyznania. Warto też sięgnąć do jego książki Pamięć i tożsamość[29], w której podsumowuje „lata zmagań z totalitaryzmem”[30], ale też ostrzega przed nowymi zagrożeniami dla człowieka ze strony dzisiejszych nurtów relatywistycznych i pyta, „czy to nie jest również inna postać totalitaryzmu, ukryta pod pozorami demokracji” (s. 55). Pierwszorzędną rolę ideową Karola Wojtyły w obaleniu komunizmu uświadamiają nam wspomnienia i opinie ludzi, np. znanego polityka Helmuta Kohla: „Wytrwale dodawał odwagi ruchom wolnościowym i inicjatywom obywatelskim w krajach komunistycznych i wciąż podkreślał związek wolności z odpowiedzialnością. Miał znaczny udział w pokonaniu totalitarnej i zwalczającej wiarę ideologii, przez którą nasz kontynent i kraj zostały podzielone”[31],

W latach 70. jednakże nie każdy mógł przewidzieć, że nadchodzi jakaś chwila przełomowa, że chwieje się system polityczny. To tylko on mógł napisać poemat o takiej wymowie, tylko on mógł zachęcać do tak śmiałego na owe czasy kroku. Wprawdzie o tym, że duch w naszych czasach całkiem nie zginął, świadczyły różne próby odzyskania wolności. Był zryw w 1956 r. w Poznaniu, był studencki zryw w 1968 r., była w 1970 r. głośna konfrontacja z partią, trzymającą władzę w państwie, i krwawo tłumione zamieszki w Szczecinie i w Gdańsku, był „Radom” w 1976 r. Czytelnik poematu Stanisław z 1979 r. nie mógł nie kojarzyć ostatniej zwrotki I rozdziału z sytuacją aktualną i nie mógł nie brać do siebie słów: „Bierzemy w swoje ręce ZARYS nieuchronnego czasu”.

Ten niezwykły pod względem literackim skrót myślowy, zawarty w oryginalnej przenośni, niewątpliwie zawierał apel, aby wziąć w swoje ręce bieżące wydarzenia dziejowe. Apel wyrażony w 1. os. l. mn. nie jest żadnym narzucającym się dydaktyzmem ani umoralnianiem, nie budzi oporu, jest delikatną formą zachęcania do aktywności społecznej. Jest to budzenie wyższych uczuć społecznych i głębszego myślenia, budzenie wyższej świadomości narodowej, religijnej, także eklezjalnej, i w ogóle społecznej. Jest to uczenie ludzi po prostu myślenia historycznego, ale kategoriami wyższych racji tak doczesnych, jak i eschatologicznych, ukierunkowanych na wieczność. Jest to, jak zawsze u tego poety, myśliciela, teologa, pasterza – wskazywanie, kim jesteśmy, jaka jest nasza ludzka godność, niezależnie od naszej grzeszności, upadków i wad.

 

Pieśń o naszej ziemi[32]

 

Rozdział II składa się tylko z trzech krótkich części, bardzo zwartych i logicznie wynikających jedna z drugiej, opartych jedna na drugiej. Jak bryła na bryle.

Część 1 to rzadkiej piękności poetycki obraz polskiej ziemi, widzianej z lotu ptaka lub z lotu samolotu, ale także „z lotu myśli”, z lotu biegnącego do niej serca, a może i tęsknoty. Kiedy się czyta te niezwykłe wersy, ma się wrażenie, jakby ta część napisana została już po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła do Polski, podczas której oglądał tę swoją ukochaną Ziemię właśnie z samolotu i kiedy już tęsknił za nią z oddali. Jednakże przeczy temu fakt, że kard. Franciszek Macharski pisze we wstępie do książeczki o św. Stanisławie[33], iż autograf tego utworu otrzymał od Jana Pawła II w styczniu 1979 r., a więc przed pielgrzymką.

Ta część poematu to niezwykła „pieśń”, poetycka synteza piękna krajobrazu Ojczyzny.

Ziemia przebiega w oknach, przebiegają drzewa i pola.

I mieni się śnieg na gałęziach, a potem w słońcu opada.

I znowu zieleń: młoda naprzód, potem dojrzała, wreszcie gasnąca jak świece.

Ziemia polska przebiega w zieleniach, jesieniach i śniegach.

Ten symultaniczny obraz ukazuje wszystkie pory roku i ich uroki naraz. Krajobraz biegnie w przestrzeni i w czasie, a artystycznie cudownie zatrzymany stoi w tym biegu i czeka na podziw, na zachwyt. To jest wielka sztuka, to mistrzostwo namalować rozległy pejzaż w biegu tak oryginalnie i zwięźle, paroma słowami, jakby paroma pociągnięciami pędzla. Tylko wielki poeta to potrafi. Co za zaskakująco skrótowe poetyckie zestawienie kolorów: „w zieleniach, jesieniach i śniegach”. Ta strofa to nie tylko malarska wizja naszej ziemi, to także metafora przemijania ... i trwania wiecznego piękna. W Rozważaniu o śmierci autor użył określenia „pola mijania”, ale też mówi tam o czymś, co „przerasta nurt mijania” (II/4).

Podziw dla piękna i wielkości obszaru kraju wyraża następny poetycki skrót z tej samej części-pieśni:

Chłonie ją pieszy wędrowiec – z krańca do krańca trudno przejść. ||

I ptak nie przeleci tak łatwo, lecz samolot

w godzinę pochłonie tę przestrzeń – Ojczyznę zamknie w swój kwadrat.

Ta Ojczyzna zamknięta w ‘kwadracie’ w tym kontekście wydaje się także symbolem. Czy ta geometryczna figura to tylko odbicie wzrokowego wrażenia, zamknięcie Ojczyzny w kwadracie jak w klatce, czy może wyraża też głębsze treści intelektualno-emocjonalne, filozoficzne? Cała ta część poematu-rapsodu, ta „pieśń o naszej ziemi”, ta wizja naszej Ojczyzny wydaje się nowoczesną konfrontacją z wizjami z Króla-Ducha. Tam duch królów, chwilami alter ego samego Słowackiego, przelatuje nad krajem, gdzie jawią mu się różne obrazy[34]. Równie piękny, też z góry oglądany, jest obraz Ojczyzny w poemacie Wojtyły.

Wymiar historyczny „Ziemi rozdarcia” i „trudnej jedności”

 

W 2. części II rozdziału przenosi nas Poeta w wymiar historii i dokonuje oceny sytuacji ojczystej Ziemi. W poprzedniej strofie biegły jak samolot pory roku jedna po drugiej, biegła przestrzeń krajobrazu, a teraz biegnie czas, mierzony epokami historycznymi. Prawie każda z tych epok ujęta jest w jedno zdanie (tylko trzecia z nich – w dwa zdania), a z gramatycznego punktu widzenia to nawet nie w zdania, lecz jego równoważniki, które zawierają syntezę danej epoki.

Ziemia trudnej jedności. Ziemia ludzi szukających własnych dróg” – tożsamości.

„Ziemia długiego podziału pośród książąt jednego rodu” – to epoka dzielnicowa.

„Ziemia poddana wolności każdego względem wszystkich” – okres szlacheckiej złotej wolności.

„Ziemia na koniec rozdarta przez ciąg prawie sześciu pokoleń,

rozdarta na mapach świata! a jakżeż w losach swych synów!” – okres zaborów.

„Ziemia poprzez rozdarcie zjednoczona w sercach Polaków jak żadna”.

Pierwszy i ostatni wers zawierają ocenę ogólną sytuacji narodu polskiego, jakże trafnie i znowu syntetycznie przez Autora wyrażoną. To określenie „w sercach Polaków” to jeszcze jedna metafora-peryfraza patriotyzmu.

 

     Imię

 

I na koniec w ostatniej części swego poematu Poeta każe się nam zatrzymać ponownie nad imieniem. Chodzi o imię Stanisław. (Może nie tylko?)

W Księdze imion czytamy: „Stanisław – słowiańskie imię męskie oznaczające: 1. tego, który ma stać się sławnym (słowiańskie stano, stati, tryb rozkaz. stani i stawa – stać, stawać się; 2. tego, który jest sławny z racji posiadanego namiotu (słowiańskie stan); 3. tego, który jest sławą swego stanu (bo i to znaczy słowiańskie stan), klasy społecznej”[35]. Oczywiście stani- to tylko pierwsza część tego imienia, a druga zawiera rdzeń sław.

Skąd wyrosło to imię, jakie otrzymał dla ludzi?

dla rodziców, dla rodu, dla stolicy biskupiej w Krakowie,

dla króla Bolesława zwanego Śmiałym i Szczodrym?

Dla dwudziestego stulecia?

To imię”.

(My dziś dodajemy pytanie: Dla dwudziestego pierwszego stulecia to imię?)

W tych pytaniach, jakie z zadumą stawia Poeta, pobrzmiewają słowa Piotra Skargi, do którego niewątpliwie świadomie tu nawiązuje: „Dali mu [rodzice] na chrzcie imię Stanisław, jakoby rzekł: «Stań się sława z niego Bogu i Kościołowi Jego»”[36]. Pytania Wojtyły-poety, postawione w puencie poematu w 1978 r., zmuszają do zastanowienia się, do przemyśleń. A jako papież Jan Paweł II w 2003 r. napisał List apostolski do Archidiecezji Krakowskiej i Kościoła w Polsce z okazji 750 rocznicy kanonizacji św. Stanisława (1253), w którym daje szczegółową odpowiedź, dlaczego imię tego świętego jest wciąż takie ważne, także dla nas:

Uczył ładu moralnego w rodzinie opartej na sakramentalnym małżeństwie. Uczył ładu moralnego w Państwie, przypominając nawet królowi, że w swym postępowaniu musi się liczyć z niezmiennym Prawem Boga samego. Bronił wolności, która jest podstawowym prawem każdego człowieka i którego bez przyczyny żadna władza nie może nikomu odbierać bez pogwałcenia porządku ustanowionego przez samego Boga. U początku naszych dziejów Bóg, Ojciec ludów i narodów, ukazał nam przez tego świętego Patrona, że ład moralny, poszanowanie Bożego Prawa oraz słusznych praw każdego człowieka, jest podstawowym warunkiem bytu i rozwoju każdego społeczeństwa”[37].

Można się zastanawiać, czy w ostatnim słowie poematu chodzi tylko o ‘imię’ Stanisław? Wróćmy jeszcze do 3. części I rozdz.: „ukryte tchnienie Ducha – || W Imieniu zaszczepionym na glebie ludzkiej wolności || wcześniej niż imię Stanisław”. Czy to nie o to IMIĘ chodzi, kiedy Poeta pyta: „Skąd wyrosło to imię, jakie otrzymał...? ” Czy imię chrześcijanina to jest „imię” także dla dwudziestego pierwszego wieku?

 

Poemat Stanisław na tle całej twórczości Autora

 

Kiedy się bliżej przyglądniemy temu poematowi, nie sposób w nim nie dostrzec wielkich walorów artystycznych. Była mowa już wyżej o zadziwiającej logice konstrukcji poematu, o wypływających ściśle według tej logiki myślach jednych z drugich, a także o wiążących się z tym odcinkach podziału: częściach utworu. Jest to poezja tak wzniosła i wielka, że ma się ochotę przyrównać budowę tego utworu do jakiejś budowli architektonicznej. Byłaby to na przykład wieża, która by zawierała w swojej podstawowej części siedem kondygnacji, a na nich, jako nadbudowa, osadzone byłyby trzy coraz mniejsze kopuły, jedna na drugiej. Konstrukcja tej budowli jest tak przejrzysta, że widoczne są poszczególne części. Piętra wyrastają jedne z drugich. Oddzielone są od siebie wystającymi gzymsami w jednorodnym stylu, powtarzającymi się rytmicznie jak refreny w pieśni. W tym dwudziestowiecznym przeźroczystym gmachu, zbudowanym według staromodnej konstrukcji, są schody, którymi trzeba się z trudem wspinać po stopniach myślenia, refleksji i skojarzeń – no, i wiary. Na najwyższej kopule stoi figura: Imię. A tym imieniem jest: Krzyż. Bo imiona związane ze sławą św. Stanisława i Bolesława w krzyż się przemieniły tak dla nich samych, jak i dla dziejów Kościoła i kraju. Taka może być nasza wizja oparta na wielkiej wizji Poety.

Przyjrzyjmy się jeszcze poematowi Stanisław jako gatunkowi literackiemu. Mimo że bliski jest tematycznie takim utworom, jak Myśląc Ojczyzna czy Kościół, to się jednak od nich różni w swojej budowie, w swoim gatunku. Myśląc Ojczyzna to także wzruszający i mocny w wyrazie utwór, przesiąknięty duchem romantyzmu jak Stanisław, ale innego rodzaju, choć także refleksyjno-filozoficzny, i też niepowtarzalny, jak wszystkie utwory Karola Wojtyły. Poemat Stanisław – jak wspomnieliśmy wyżej – można nazwać współczesnym rapsodem. Zupełna to rzadkość, a na takim poziomie intelektualno-duchowym i artystycznym raczej unikalność tego gatunku w naszych czasach.

Dlaczego właśnie rapsod? Skąd taki pomysł u Karola Wojtyły? I co to jest rapsod? W Słowniku terminów literackich czytamy, że tofragment większego poematu epickiego lub samodzielny utwór poetycki utrzymany w podniosłym stylu, sławiący znanego bohatera lub ważne wydarzenie”[38]. Utwór Wojtyły odpowiada tym cechom. Czy jednak ten jego rapsod ściśle trzyma się reguł dawnych rapsodów, zobaczymy za chwilę, a teraz przyjrzyjmy się z grubsza wadze tego gatunku na gruncie polskim. Poza okresem średniowiecza, z upodobaniem wykorzystywano go w romantyzmie i jeszcze w neoromantyzmie. Król-Duch Słowackiego składa się z rapsodów, które dzielą się na pieśni, a te na regularne strofy 8-wersowe, czyli oktawy. Bema pamięci żałobny-rapsod (1851) C. K. Norwida też się wpisuje w ten gatunek. Autor sławi bohatera w monumentalnej wizji jego pogrzebu, nawiązuje do wielkich dziejów ojczyzny i losów ludzkości. Pod względem formy rapsod ten odchodzi od ścisłych reguł. Jego strofy są nieregularne, ale jak potem u Wojtyły, każda z nich zawiera osobny obraz lub myśl. Wyspiański napisał parę rapsodów jako samodzielne utwory, między innymi Bolesława Śmiałego i Świętego Stanisława – w regularnych oktawach. Wszystkie te rapsody, tak Król-Duch, jak i Bema pamięci żałobny-rapsod czy rapsody Wyspiańskiego, wypełnione były treściami narodowymi lub ogólnoludzkimi, historiozoficznymi. Czy jednak tylko dlatego Stanisław Karola Wojtyły kojarzy się nam z rapsodami, że jego Autor sięgnął po tę samą tematykę? Zapewne nie bez powodu to czyni, że właśnie dokładnie z tymi samymi problemami chce się zmierzyć, i to na podobnej płaszczyźnie gatunkowej. Ale dlaczego? Na ten temat już się parokrotnie wypowiadał. Przypomnijmy choćby słowa: „Jest to refleksja nie nad wydarzeniem, nie nad postacią Stanisława, ale refleksja nad losami narodu, jego przeznaczeniem, nad działaniem Opatrzności”. O to samo właściwie chodziło, choć z innego punktu widzenia patrzyli, Słowackiemu, Norwidowi, Wyspiańskiemu: o wizję losów narodu. Wojtyła, od młodości urzeczony poezją romantyzmu, teraz miał własne przemyślenia i własny obraz dziejów Ojczyzny czy postaci historycznych. Chciał świadomie nawiązać do tej tradycji, podtrzymać ciągłość, ale i przeciwstawić swoją wizję wizji wieszczów narodowych. I nie uląkł się mitu ich wielkości. Dlatego wybiera takie postacie i taki gatunek literacki. Wojtyła, jak wynika z analizy utworu, podjęte w nim problemy uważa za nadal podstawowe dla naszej tożsamości i chce je pokazać w świetle aktualnej sytuacji – narodowej i społecznej, ale także w świetle współczesnego widzenia teologicznego (czasy posoborowe) i filozoficznego (czasy przeróżnych teorii postmodernistycznych). Po prostu chce zaktualizować narodowe mity, wciąż żywe dla nas Polaków, bo kiedy powstawał poemat, sytuacja polityczna kraju była porównywalna do okresu zaborów. Był to przecież okres (1978) przed powstaniem „Solidarności”, ona już pulsowała w powietrzu. Trzeba było w rodaków wlać nowego ducha patriotycznego i rozbudzać świadomość narodową, podtrzymywać ducha wolności.

Ponadto spuścizna romantyczna dla Karola Wojtyły jest czymś niezwykle ważnym z innego jeszcze powodu. Pamiętamy, że to dawny aktor Teatru Rapsodycznego. Urzeczony literaturą i formą, jaką ten teatr się posługiwał, a także jego rolą społeczną, nie może się od tej spuścizny odciąć. Jeszcze jako zwykły kapłan napisał w „Tygodniku Powszechnym” pod pseudonimem Andrzej Jawień kilka artykułów o istocie i roli tego teatru a także o jego repertuarze i roli słowa, które było podstawą tej sceny i jej koncepcji, jej stylu. W jednym z nich (z 1952 r.) czytamy: „może też słowo wystąpić jako «pieśń» – wyodrębnione, samodzielne, przeznaczone tylko do zawierania myśli i jej głoszenia, do organizowania pewnej wizji umysłowej i jej przekazywania”[39]. I chyba w takiej właśnie funkcji możemy odczytywać jego Stanisława – tę nowoczesną „pieśń”, nowoczesny rapsod. W 1958 r. w artykule o znamiennym tytule: Rapsody tysiąclecia znowu napisał: „Rapsodycy lubią sięgać po teksty trudne, po utwory, które mają niejako czwarty wymiar. [...] A mając na uwadze to, czego Teatr Rapsodyczny szuka, nie można się dziwić, że chętnie sięga po tekst Króla-Ducha[40]. Jak bardzo Wojtyła doceniał dziedzictwo literackie romantyzmu i jak głęboko w nie wnikał, niech świadczy dalsza jego wypowiedź: „Wybierając to właśnie, Kotlarczyk [dyrektor tego teatru] starał się ujawnić, jak przez Słowackiego płynął przede wszystkim żywy nurt niezmiennej tradycji historycznej, która jest wspólnym skarbem całego narodu – jak ów nurt wyraźnie się ostał pod nalotem idei filozoficznych”[41]. W. Oszajca stwierdza: „Przedziwną jest rzeczą trwanie w Janie Pawle II tego wszystkiego, co jest przeszłością. Nie tylko trwanie, ale też powracanie w coraz to bogatszej formie i treści”[42].

Widzimy zatem, jak silny jest związek, przede wszystkim ideowo-duchowy, utworu Wojtyły Stanisław z wielkim dziedzictwem romantyzmu, z Norwidem. Jeśli weźmiemy pod uwagę także jego założenia i potrzeby natury artystycznej, zrozumiałe się stanie zainteresowanie także gatunkiem z tamtego okresu. A o Teatrze Rapsodycznym pisze jeszcze: „jest też teraz i próbą sił. Czyich? I Teatru, i społeczeństwa. [...] Czy teatr potrafi właśnie z tych pozycji włączyć się w życie społeczeństwa i stać się mu potrzebny? To jest właśnie owa zasadnicza próba sił”[43]. Możemy się zastanawiać, czy po dwudziestu latach dla Karola Wojtyły, piszącego Stanisława, nie była to również osobista „próba sił”, także na polu artystycznym. „Trzeba w tym podziwiać – powiada – przede wszystkim odwagę, pewnego rodzaju smak wielkiej przygody artystycznej[44].

Wydaje się, że dla niego ta „przygoda artystyczna” to jest właśnie zmierzenie się po nowemu nie tylko z pokazaniem jakże ważkich problemów, ale także zmierzenie się w nowoczesny sposób z formą – z gatunkiem literackim, co u wielkiego poety idzie zawsze w parze. Karol Wojtyła zachował w swoim rapsodzie, oprócz tradycyjnej jego tematyki – podniosły nastrój i styl, podkreślił cechy poezji „mówionej”, przeznaczonej do wygłaszania, zachował i pogłębił jeszcze refleksyjność, podział na odcinki, które ułatwiają wygłaszanie, pozwalają na zaczerpnięcie oddechu, na refleksję tak dla wygłaszającego utwór, jak i dla słuchaczy. Nie są to już jednak regularne oktawy czy inne systematyczne zwrotki, bo i wiersz Wojtyły to już nie 11-zgłoskowiec, czy 13-zgłoskowiec, to nie wiersz sylabiczny (oparty na jednakowej ilości sylab) ze stałą średniówką, nie wiersz rymowany. Rytmiczność tego utworu polega zupełnie na czym innym: na powtarzalności pewnych fraz zdaniowych lub innych jego elementów, na ich anaforycznym lub epiforycznym układzie, na celowym, artystycznym powtarzaniu pewnych myśli, o czym była mowa przy analizie. Jest też pewna rytmiczność w podziale utworu na rozdziały – odpowiedniki pieśni w tradycyjnym rapsodzie – i na drobniejsze odcinki: jakby zwrotki.

Jednym słowem, zachowany jest duch dawnego rapsodu, nie ma już dosłownej jego litery. Wojtyła swoją wizję wykłada przejrzyście, jak na rapsod – krótko i zwięźle, a równocześnie jakże wyraziście i obrazowo. Jest to rapsod w pełni nowoczesny, z jednej strony refleksyjny, z drugiej posiadający cechy utworu retorycznego, np. przemówienia czy kazania (powtórzenia, pytania – właśnie retoryczne – apel, powracanie do zagadnień z różnego punktu oglądu, obrazowość, emocjonalny stosunek podmiotu mówiącego), przy tym mimo skrótów myślowych i intelektualnych przenośni utwór dość jasny, o klarownym języku. To połączenie poetyckich środków stylistycznych ze środkami stosowanymi w retoryce dało znakomity efekt i poemat absolutnie nie stracił na swej głębi, oryginalności i pięknie, nie stał się ani dydaktyczny, ani kaznodziejski. Karol Wojtyła doskonale znał wagę i funkcje poezji, widział różnice między nią a innymi rodzajami wypowiedzi, „«warsztatowe» problemy języka miał wszechstronnie przemyślane” – przypomina M. Skwarnicki[45].

Wizja ukazana w poemacie jest rzeczywiście wielka, oparta na wiedzy teologicznej, na głębi duchowej, na niezwykłej osobowości oraz zachwyca swą dojrzałością artystyczną. Pisząc taki rapsod, Karol Wojtyła nie przejmuje się, że gatunek ten wyszedł z mody[46], bo jego rola nadal może być niezastąpiona w przekazywaniu wielkich narodowych problemów, wciąż nabrzmiewających. Można powiedzieć, że Autor wyszedł z tej próby sił zwycięsko i z artystycznym laurem. Bo jest to poezja wysokich lotów także ze względu na jej kunszt. „Ta poezja sakralizuje pełnię ludzkiej egzystencji, jest wyjątkowym osiągnięciem nie tylko literackim”[47]. Ogromne w niej zdyscyplinowanie języka, umiar środków artystycznych, a równocześnie zdumiewająco piękna, oryginalna metaforyka, poetyckie obrazowanie, pozwalające za pomocą skrótów myślowych wyrazić w sposób zwarty bogactwo treści. Po ukazaniu się Poezji i dramatów K. Wojtyły Bolesław Taborski w swojej recenzji napisze:

Wyłania się jeden z najwybitniejszych poetów religijnych w naszej literaturze, a także ciekawy dramaturg o oryginalnej koncepcji teatru [...]. Jest rzeczą zdumiewającą, w jak olśniewającej piękności obrazowanie obfituje ta zdawałoby się cerebralna [mózgowa] poezja [...]. Poezja ta jest monolitem, jeśli chodzi o stosowane środki i cele, którym służy – jakże przy tym jest różnorodna. [...] A czy wiele jest w naszej poezji równie głębokich poematów historiozoficznych, wysnutych z dziejów Polski, jak Wigilia Wielkanocna? [albo Stanisław – dodajmy][48].

Ujawnia się tu rzeczywiście „smak wielkiej przygody artystycznej”, jak to nazwał sam Autor. Choć rzadko się on spotykał z tą „wielką panią” – poezją, to kiedy się już z nią spotykał, „był jednak wobec niej w porządku[49]. To były spotkania w wielkim stylu. Kiedy się czyta tę poezję, trudno się oprzeć myśleniu, że gdyby jej Autor całkiem się dla niej poświęcił, byłby zapewne największym poetą naszych czasów, i że złożył z niej ofiarę dla jeszcze głębszego powołania – dla służby Bogu i ludzkości.

 

Streszczenie

 

Poemat Karola Wojtyły Stanisław, opublikowany 1979 r., powstał w okresie przygotowań do jubileuszu 900-lecia śmierci krakowskiego biskupa Stanisława ze Szczepanowa, męczennika, który zginął z rąk króla Polski Bolesława Śmiałego w 1079 r. Przyczyny tej zbrodni nie są dokładnie znane. Prawdopodobnie król popadł w konflikt z możnowładcami i rycerstwem w kraju, bo chciał całkowicie zagarnąć władzę, stał się tyranem, skazywał masowo na śmierć swoich przeciwników. Doszło do zbrojnego buntu, w którym biskup Stanisław stanął po stronie narodu. W dodatku jako głowa Kościoła upominał króla z powodu jego niemoralnego życia i zgorszenia dla ludu. Legenda mówi, że król po dokonanej zbrodni i poniesionej klęsce z możnowładcami musiał opuścić kraj i osiadł w Osjaku na Węgrzech, gdzie się nawrócił, odpokutował winę i wkrótce zmarł. Stanisław zaś, otoczony od początku kultem, został kanonizowany w 1253 r., jest głównym patronem Polski. Króla dzisiejsi historycy starają się osądzać bezstronnie, doceniając jego wcześniejsze zasługi dla umocnienia państwowości kraju i dla reformy Kościoła, budowy klasztorów itp.

K. Wojtyła w swoim poemacie o św. Stanisławie nie rozpatruje szczegółowo faktu historycznego, lecz ukazuje go w kategoriach uniwersaliów. Jest to poemat aluzyjny, symboliczny, metaforyczny. Osią konstrukcyjną Stanisława jest walka między słowem – symbolem Kościoła i wolności narodu a mieczem – symbolem despotycznej, totalitarnej władzy, z którą się nasz naród musiał zmagać przez całe wieki swoich dziejów. Nasuwa się tu wyraźna analogia sytuacji politycznej XI w. do realiów życia w okresie komunizmu w drugiej połowie XX w., kiedy to w walce narodu o wolność również padały ofiary. („Na glebę naszej wolności upada miecz. || Na glebę naszej wolności upada krew [...] Bierzemy w swoje ręce ZARYS nieuchronnego czasu”– mówi Poeta).

Poemat Wojtyły można by nazwać rapsodem, który w zasadzie wyszedł już z mody, ale jego rola jest nadal niezastąpiona w przekazywaniu wielkich narodowych problemów. Autor, jako dawny aktor Teatru Rapsodycznego, jest przywiązany do wielkiej romantycznej tradycji, do form i gatunków literackich, które się mocno zaznaczyły w literaturze polskiej. W swoim historiozoficznym poemacie Stanisław nawiązuje do Króla-Ducha Słowackiego, do Norwida i do rapsodów Wyspiańskiego o podobnym charakterze.

Utwór Wojtyły Stanisław składa się z dwóch rozdziałów, jakby rapsodów, podzielonych na drobniejsze odcinki, niczym pieśni. Głównym tematem I cz. jest Kościół. Z nim też Autor całkowicie się identyfikuje jako z rzeczywistością nadrzędną, nadprzyrodzoną, sakramentalną. Identyfikuje się tak z Kościołem powszechnym, jak i z Kościołem w Polsce, a losy biskupa Stanisława i króla Bolesława traktuje w kategoriach zrządzenia Bożej Opatrzności. Bohater tytułowy poematu jest częścią Kościoła. Rapsod Stanisław jest hymnem na cześć Kościoła. Jest też hymnem miłości do Ojczyzny. Opisuje piękno jej krajobrazu, syntetycznie w sposób poetycki kreśli jej bolesne dzieje, podkreśla miłość Polaków do swojej rozdartej Ojczyzny. W finale utworu każe się zastanowić nad imieniem Stanisław (które oznacza ‘Stań się sławny’) i jego rolą dla Kościoła i Narodu, podkreślając w ten sposób, że była to ważna postać w dziejach Polski, rozpoczynająca ciąg walk o tożsamość narodową i zastęp świętych Polaków.

Autor poematu Stanisław jest znakomitym poetą. Jego styl mimo nawiązania do tradycyjnego gatunku jest nowoczesny. Posługuje się bogatym, choć równocześnie bardzo zdyscyplinowanym językiem poezji, wprowadza z umiarem, po mistrzowsku, piękne metafory, grę synonimów, retoryczne figury stylistyczne (np. powtórzenia) i symbole oraz skróty myślowe, dzięki którym swoją myśl wyraża w sposób lapidarny. Budowa poematu-rapsodu jest niezwykle zwarta, logiczna. Części następujące po sobie wyraźnie wypływają z poprzednich, jak piętra budowli architektonicznej osadzone są jedne na drugich. Ze swojej artystycznej próby sił – zmierzenia się z narodowymi wieszczami w sprawach uniwersaliów narodowych – Autor wychodzi z laurem wielkiego poety refleksyjnego, mistrza słowa.

 

Karola Wojtyły poemat Stanisław

Summary

Karol Wojtyla’s poem Stanislaus, published in 1979, was created during the preparation time for the 900th anniversary of the death of the bishop of Cracow, Stanislaus from Szczepanow, a martyr who was killed in 1079 by the Polish king Boleslaus the Brave. The reasons for this crime are quite vague. Probably the king came into conflict with the country’s magnates and the knighthood because he wanted to grab power, had become a tyrant condemning his opponents to death on a large scale. An armed rebellion broke out in which Stanislaus, the bishop, took the side of his nation. Moreover, as the head of the Church, he reprimanded the king for his immoral way of living and for scandalizing the people. The legend has it that the king after having committed the crime and being defeated by the magnates, had to leave the country and settled down in Osjak, in Hungary, where he converted, did penance for his sins and died soon after. Whereas Stanislus, worshiped straight after his death, was canonized in 1253, and became the main patron of Poland. The king is judged by the contemporary historians impartially, appreciating his prior services for strengthening the country’s statehood and the Church reform, building monasteries etc.

Wojtyla’s poem on St. Stanislaus does not examine the historic fact in detail but presents its universality. It is an allusive, symbolic and metaphorical poem. Its structural axis is a battle between word – a symbol of Church and the nation’s freedom – and sword – a symbol of despotic, totalitarian power which our nation had to fight against over the centuries of its history. A clear analogy comes to mind between the political situation of 11th century and the realties of communist times of the second half of 20th century when the fight for freedom also took its casualties. (“On the soil of our freedom falls a sword.// On the soil of our freedom falls blood […] We take in our hands the OUTLINE of inevitable time” – says the Poet).

Wojtyla’s poem could be called a rhapsody, which rather grew out of fashion, but its role is still indispensable in communicating the great national problems. The author, as a previous actor of The Rhapsodic Theatre, is attached to the great romantic tradition, to the literary forms and genres which played an important part in Polish literature. In his historiosophic poem Stanislaus there are references to Slowacki’s King-Spirit, to Norwid and to Wyspianski’s rhapsodies of a similar character.

Wojtyla’s poem Stanislaus consists of two chapters, as if rhapsodies, divided into smaller units, as if songs, cantos. The main theme of part I is Church. The author identifies completely with it as with a superior, supernatural, sacramental reality. He identifies both with the universal Church as well as Church in Poland, and he perceives bishop Stanislaus’ and the king Boleslaus’ destiny as an act of divine providence. The title character is a part of Church. The rhapsody Stanislaus is also a hymn of love for the home country. It depicts the beauty of its landscape, synthetically and poetically outlines its painful history, emphasizes Poles’ love for their torn country. At the end of the poem he wants us to ponder at the name Stanislaus (which means ‘Become famous’) and his role for the Church and the Nation, emphasizing therefore that it was an important figure in the Polish history, which started a series of struggles for the national identity and for galore of saint Poles.

The author of the poem Stanislaus is an excellent poet. His style is modern despite references to a traditional genre. He uses a rich but at the same time a highly disciplined poetic language, introducing in moderation and in a masterly way beautiful metaphors, an interplay of synonyms, rhetorical stylistic figures (repetitions), symbols and mental shortcuts which make his expression spare with words. The structure of the poem-rhapsody is exceptionally concise and logical. Subsequent parts clearly follow from the preceding ones like floors of an architectural structure are set on top of the other. From his artistic test of strength – to square up to the national bards in the treatment of national universalities – the Author wins laurels for being a great reflective poet, a master of words.

                                                                              Tłum. Marzena Fryckowska

 

Literatutura

 

Fros H., F. Sowa, Twoje imię: przewodnik onomastyczno-hagiograficzny, Kraków, WAM, 1995.

Grześczak M., Medytacje, „Życie Warszawy” 1981, z 7-8 II).

Jan Paweł II, Nie można usunąć Chrystusa z historii człowieka”. Homilia podczas Mszy św. na Placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979, w: Jan Paweł II, Nauczanie papieskie, II, 1: 1979 (styczeń – czerwiec), Poznań, Pallottinum, 1990.

Jan Paweł II, List apostolski do Archidiecezji Krakowskiej i Kościoła w Polsce z okazji 750 rocznicy kanonizacji św. Stanisława, 8 maja 2003, „L’Osservatore Romano” (ed. pol.) 2003 nr 6, s. 44.

Jan Paweł II, List apostolski do Kościoła w Polsce „Rutilans agmen”. Świadectwo wiary świętego Stanisława, w: Jan Paweł II, Nauczanie papieskie, II, 1: 1979 (styczeń – czerwiec), Poznań, Pallottinum 1990, s. 474, 475, p. 3.

Jan Paweł II, Naucz nas być wolnymi. Czwarta pielgrzymka Jana Pawła II do Polski 1-9 czerwca i 13-14 sierpnia 1991, Przemówienia i homilie, Warszawa, „Pax” 1995, s. 93-99: Homilia podczas Mszy św. na lotnisku w Masłowie.

Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków, „Znak” 2005.

Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy, Kraków, Wydaw. Św. Stanisława BM, 2004.

Katechizmu Kościoła Katolickiego (skrót: KKK), wyd. 2 zmien. Poznań, Pallottinum, 2002.

Kłoczowski J., „Factum świętego Stanisława”. Sprawozdanie z sesji naukowej (Kraków, 25 maja 1973 roku), „Analecta Cracoviensia XI, 1979, s. 651-656.

Kupis, B. Wernikowska, J. Kamyczek, Księga imion, Warszawa, KiW, 1975.

Labuda G., Święty Stanisław biskup krakowski, patron Polski: śladami zabójstwa – męczeństwa – kanonizacji, Poznań, Wydaw. Św. Stanisława 2000.

Łaszowski A., Myśl i wzruszenie, „Kierunki” 1980, nr 25, s. 10).

Matras T., ks., Winowska M., Św. Stanisław biskup krakowski w literaturze polskiej. Sprawozdanie z sesji naukowej (Kraków, dnia 29 - 30 maja 1978), „Analecta Cracoviensia XI, 1979, s. 661-672.

Norwid C. K., Bema pamięci żałobny-rapsod (1851), w: Dzieła wybrane, t. 1, Wiersze, Warszawa, PIW 1980, s. 475-476.

Oszajca W., Słowo, jego hipostaza i sakramentalność, „akcent” 1988, nr 4, s. 12.

Plezia M., Dookoła sprawy św. Stanisława. Studium źródłoznawcze, „Analecta Cracoviensia” 11, 1979, s. 294-302: Czaszka wawelska.

Pol W. Pieśń o ziemi naszej, Poznań 1847, reprint 1993.

Sierotwiński S., Słownik terminów literackich, wyd. 3 zmien. i rozszerz., Wrocław, 1970.

P. Skarga, Kazania na niedziele i święta całego roku, cz. 3, wyd. 3 popr., Lwów, Gubrynowicz i Schmidt 1899.  

P. Skarga, Żywoty świętych polskich, Kraków, WAM 1988, s. 68.

Skrzyniarz R., Stanisław ze Szczepanowa, w: Encyklopedia chrześcijaństwa. Historia i współczes­ność. 2000 lat nadziei. Kielce, „Jedność” 2000, s. 675.

Skwarnicki M., Słowo wstępne w: K. Wojtyła, Poezje i dramaty, Kraków, „Znak” 1979, s. 9.

Skwarnicki M., Święty Boga kapłanie: wiersze i pieśni o Świętym Stanisławie, Kraków, Wydaw. Św. Stanisława BM 1998.

Słownik terminów literackich pod red. J. Sławińskiego, wyd 2 poszerz. i popr., Wrocław, Ossolineum 1988.

Smaszcz W., Ojczyzna w poezji Karola Wojtyły, „Kierunki” 1985, nr 20.

Staniek E., ks.: Kościół i sakramenty, Wydaw. Św. Stanisława BM, Kraków 1995.

Taborski B., Karol Wojtyła – poeta dramaturg, „Tygodnik Powszechny” 1981, nr 1, s. 2.

Te chwile tworzą historię: Spotkania z Janem Pawłem II, pod. red. W. Bartoszewskiego, Kielce, „Jedność” 2004.

Wojtyła K., O jubileuszu św. Stanisława 1972-1979. Słowo wstępne wygłoszone przed rozpoczęciem sesji naukowej pt. „Św. Stanisław – biskup krakowski i męczennik w literaturze polskiej”. „Analecta Cracoviensia” 11: 1979, s. 642-645.

[Wojtyła K.] Jawień A., O teatrze słowa, „Tygodnik Powszechny” 1952, nr 11, przedruk w: K. Wojtyła: Poezje i dramaty, Kraków, „Znak” 1979, s. 379-386.

[Wojtyła K.] Jawień A., Rapsody tysiąclecia, Tygodnik Powszechny” 1958, nr 3 (469), przedruk jak wyżej, s. 392.

Wyspiański S. Argumentum do króla Bolesława i biskupa Stanisława. Dzieła zebrane, t. 6, Kraków, WL 1962, s. 107-116.

 

Uwaga! Szkic niniejszy powstał w 2005 r. Do chwili obecnej na temat poematu Stanisław Karola Wojtyły w zasadzie niewiele napisano; można by tu wymienić komentarz ks. Jana Machniaka, dokonany w cyklu „Kazania na Wielki Post” pt. Bóg i człowiek w poezjach Karola Wojtyły – Jana Pawła II – cz. IV, p. 5: Owoce wiary – „Stanisław”.

http://www.janmachniak.pl/index.php/moje-wyklady/52-bog-i-czowiek-w-poezjach-karola-wojtyy-jana-pawa-ii-cz-iv

– Dostęp 18.12.2012.

 



Przypisy

[1] Por. Jerzy Kłoczowski, „Factum świętego Stanisława”, Sprawozdanie z sesji naukowej (Kraków, 25 maja 1973 roku), „Analecta Cracoviensia” 11: 1979, s. 651-656; zob. też: G. Labuda, Święty Stanisław biskup krakowski, patron Polski: śladami zabójstwa – męczeństwa – kanonizacji, Poznań 2000.

[2] Karol Wojtyła, O jubileuszu św. Stanisława 1972-1979. Słowo wstępne wygłoszone przed rozpoczęciem sesji naukowej pt. Św. Stanisław – biskup krakowski i męczennik w literaturze polskiej. „Analecta Cracoviensia” 11: 1979, s. 645.

[3] Jerzy Kłoczowski, „Factum świętego Stanisława... s. 655.

[4] Ryszard Skrzyniarz, Stanisław ze Szczepanowa, w: Encyklopedia chrześcijaństwa. Historia i współczes­ność. 2000 lat nadziei. „Jedność”, Kielce 2000, s. 675.

[5] Przykładem na to są np. XIV-wieczne pieśni anonimowe, które M. Skwarnicki przełożył z łac. i wydał wraz z poematem K. Wojtyły Stanisław oraz paroma własnymi utworami w książeczce pt. Święty Boga kapłanie: wiersze i pieśni o Świętym Stanisławie, Kraków 1998. Jedna ze zwrotek anonimowej pieśni brzmi: „Oto Bolesław, władca okrutny, || tyran dla wojów, łupieżca wrogów, || król pełen pychy głupstw tego świata, || zbrojną potęgą urągał Bogu” (s. 23).

[6] Jerzy Kłoczowski, „Factum świętego Stanisława”, s. 655-656.

[7] Tamże, s. 656.

[8] J. Kłoczowski, „Factum świętego Stanisława”..., „Analecta Cracoviensia 11, 1979, s. 651-660 oraz ks. T. Matras, M. Winowska, Św. Stanisław biskup krakowski w literaturze polskiej. Sprawozdanie z sesji naukowej (Kraków, dnia 29 - 30 maja 1978), tamże, s. 661-672.

[9] Tamże, s. 645.

[10] Por. S. Sierotwiński, Słownik terminów literackich, wyd. 3 zmien. i rozszerz., Wrocław 1970, s. 257: „Rapsod, z grec. 1. Wędrowny śpiewak recytujący pieśni epickie przy akompaniamencie muzyki. 2. Twórca narodowych pieśni epickich. 3. Fragment epopei”; por. też przyp. nr 25.

Przypominają się tu rapsodzi z Króla-Ducha Słowackiego:

    „Na dworach wówczas nasze wojewody || Trzymali sobie nadwornych gęślarzy. || Ci byli jako rycerstwa rapsody, || Zazwyczaj mądrzy, ślepi już i starzy” (Rapsod I, pieśń III, 1-4).

[11] Katechizmu Kościoła Katolickiego, p. 1267, wyd. 2 zmien. Pallottinum, Poznań 2002. Dalej będzie skrót KKK.

[12] Tę myśl powtórzy w homilii w Częstochowie 4 czerwca 1979 r., a więc w roku opublikowania poematu „Stanisław”: „Kościół raz narodzony w wieczerniku Zielonych Świąt, stale się rodzi w tym wieczerniku” (p. 4).

[13] Karol Wojtyła, O jubileuszu św. Stanisława 1972-1979, Słowo wstępne wygłoszone przed rozpoczęciem sesji naukowej pt. Św. Stanisław – biskup krakowski i męczennik w literaturze polskiej. „Analecta Cracoviensia” 11: 1979, s. 644; w stwierdzeniu tym odzywa się echo słów Piotra Skargi z Kazania na dzień świętego Stanisława, w: P. Skarga, Kazania na niedziele i święta całego roku, cz. 3, wyd. 3 popr., Lwów 1899, s. 178-188.

[14] Nie można usunąć Chrystusa z historii człowieka. Homilia podczas Mszy św. na Placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979, w: Jan Paweł II, Nauczanie papieskie, II, 1: 1979 (styczeń – czerwiec), Pallottinum, Poznań, 1990, s. 601.

[15] Jan Paweł II, Naucz nas być wolnymi. Czwarta pielgrzymka Jana Pawła II do Polski 1-9 czerwca i 13-14 sierpnia 1991, Przemówienia i homilie, „Pax” 1995, s. 98.

[16] KKK, 1258; por. też ks. E. Staniek: Kościół i sakramenty, Kraków, Wydaw. Św. Stanisława BM, 1995, s. 139.

[17] Jan Paweł II, List apostolski do Kościoła w Polsce „Rutilans agmen”. Świadectwo wiary świętego Stanisława, w: Jan Paweł II, Nauczanie papieskie, II, 1: 1979 (styczeń – czerwiec), Pallottinum, Poznań, 1990, s. 474, 475, p. 3.

[18] Krytycy (np. M. Grześczak w artykule Medytacje w „Życiu Warszawy” 1981, z 7-8 II) zwracają uwagę na Wojtyłowy sposób posługiwania się metodą, którą Peiper nazwał „rozkwitającymi zdaniami”.

[19] Karol Wojtyła, O jubileuszu św. Stanisława..., s. 644-645.

[20] B. Taborski, Karol Wojtyła – poeta dramaturg, „Tygodnik Powszechny” 1981, nr 1, s. 2.

[21] Relikwie głowy św. Stanisława rzeczywiście noszą ślady takiego uderzenia – por. M. Plezia, Dookoła sprawy św. Stanisława. Studium źródłoznawcze, „Analecta Cracoviensia” 11, 1979, s. 294-302: Czaszka wawelska.

[22] Urodzony ok. 1030 r. w Szczepanowie k. Bochni. (Słowacki w swojej poetyckiej wizji w Królu-Duchu przedstawia go jako starca).

[23] Na Skałce podniósł starzec drżące dłonie

   Klątwą zagroził – Dziś byłby to mały

   Strach, kiedy mało ducha w ludzkim łonie,

   A ciało tylko dorasta do chwały;

   Lecz wtenczas, jako przed wichrem, gdy wionie

   Duchy się w ciałach jak dęby zachwiały

   I ustały się – i znowu poczuły,

   że się jak wody zapleśniałe psuły.

             (Rpd V, p. IV, w. 183-190).

[24] Wyspiański w Argumentum do dramatu króla Bolesława i biskupa Stanisława snuje swoje krytyczne refleksje na temat braku faktów historycznych i legendy, która pozostała: „Był (jakiś) spór króla z biskupem czy narodem, na którego czele stanął biskup [...]. (w. 10-11). To nie byli ludzie mali – || nie o głupstwa walczyli – || Walczyły dwa duchy, o rzeczy wielkie” (112-114).

[25] W. Smaszcz, Ojczyzna w poezji Karola Wojtyły, „Kierunki” 1985, nr 20.

[26] Tę ‘genialną intuicję’ u kard. Wojtyły podziwiał filozof niem. Joseph Pieper, o czym pisze kard. Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, we wspomnieniu pt. Spotkania z Papieżem Janem Pawłem II, w: Te chwile tworzą historię, red. W. Bartoszewski, Kielce, 2004, s. 155.

[27] Jan Paweł II, List apostolski do Archidiecezji Krakowskiej i Kościoła w Polsce z okazji 750 rocznicy kanonizacji św. Stanisława, 8 maja 2003, „L’Osservatore Romano” (ed. pol.) 2003 nr 6, s. 44.

[28] (Kraków, Wydaw. Św. Stanisława BM, 2004, s. 67-70).

[29] Kraków, „Znak” 2005.

[30] Rozdział „Nauka z najnowszej historii”, s. 52-57.

[31] H. Kohl, Gdy spełniła się nadzieja, a nawet marzenie, w: Te chwile tworzą historię, s. 88; zob. też felieton G. Górnego Jak Karol Wojtyła w Nowej Hucie obalił komunizm, „Przewodnik Katolicki” 2005, nr 17.

[32] Parafraza [Z. K.] tytułu głośnego w XIX w. patriotycznego poematu Wincentego Pola Pieśń o ziemi naszej.

[33] M. Skwarnicki, Święty Boga kapłanie: wiersze i pieśni o Świętym Stanisławie, Kraków 1998,
s. 5.

[34] Np. Tam... nad rzekami... na łąk spadzistościach  

Trzódki... i pełna świętych zjawień zorza...” (Rpd V, p. I, 29-30).

   lub: „Kraina pełna zamków i kościołów,

Z niebem związana – wstęgami aniołów...” (Rpd V, p. II, 327-328)

   albo: „Leciałem myśląc, że znowu zastanę

W ojczyźnie mojej nowej wielką ciszę,

Sady – owocem różnym malowane

I nad rzekami święcone komysze (Odmiany, Rpd V, 165/7).

Kojarzą się tu wiersze J. Przybosia Lot Orlińskiego oraz Linią powietrzną – wprawdzie nie o Ojczyźnie, lecz w ogóle o Ziemi oglądanej z samolotu.

[35] B. Kupis, B. Wernikowska, J. Kamyczek, Księga imion, KiW, Warszawa, 1975, s. 225 ; por. też: H. Fros, F. Sowa, Twoje imię: przewodnik onomastyczno-hagiograficzny, WAM, Kraków 1995, s. 486. – Warto chyba przyjrzeć się także budowie słowotwórczej imienia Bolesław: W wymienionym tu przewodniku Twoje imię czytamy: „bywa ono interpretowane jako złożenie z przysłówkowego rdzenia bolje- ‘dużo, więcej’ + sław od rzeczow. sława. Całość niektórzy uczeni rozumieją jako ‘ten, który będzie miał dużo sławy’, s. 153. Imię to najpierw nosili książęta i królowie z rodu Piastów, zanim przeszło do ludu. Słowacki w Królu-Duchu przedstawia swoistą etymologię tego imienia: ojciec Bolesława [Kazimierz I Odnowiciel] wspomina: „kiedy go chrzczono || Gdy zapytano mej królewskiej woli, || Jakie mu imię dam razem z koroną: – || Ja w smutku rzekłem: «Ach! sława mnie boli» – pomnąc na sławę oręża straconą” (Rpd IV, p. III, w. 138-141). Stąd
Bole-sław.

[36] P. Skarga, Żywoty świętych polskich, WAM, Kraków 1988, s. 68.

[37] Jan Paweł II, List apostolski do Archidiecezji Krakowskiej... s. 44.

[38] Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, wyd. 2 poszerz. i popr., Wrocław 1988, s. 421.

[39] A. Jawień, O teatrze słowa, „Tygodnik Powszechny” 1952, nr 11, przedruk w: K. Wojtyła: Poezje i dramaty, Kraków, „Znak” 1979, s. 380.

[40] A. Jawień, Rapsody tysiąclecia, Tygodnik Powszechny” 1958, nr 3 (469), przedruk jak wyżej, s. 392.

[41] Tamże.

[42] W. Oszajca, Słowo, jego hipostaza i sakramentalność, „Akcent” 1988, nr 4, s. 12.

[43] A. Jawień, Rapsody tysiąclecia..., s. 392, 393.

[44] Tamże, s. 393.

[45] M. Skwarnicki, Słowo wstępne w: K. Wojtyła, Poezje i dramaty, Kraków 1979, s. 9.

[46] A. Łaszowski zauważa: „Jeśli on [Wojtyła] chce kimś być, to musi okazać się niewrażliwy na wszystko, co innych snobistycznie urzeka i wciąga, spychając ich na pozycje kulturalne zgoła drugorzędne” (Myśl i wzruszenie, „Kierunki” 1980, nr 25, s. 10).

[47] M. Skwarnicki, Słowo wstępne w: K. Wojtyła, Poezje i dramaty..., s. 9.

[48] B. Taborski, Karol Wojtyła – poeta dramaturg, „Tygodnik Powszechny” 1981, nr 1, s. 2.

[49] Por. wypowiedź Jana Pawła II przytoczoną przez M. Skwarnickiego: „Poezja to wielka pani, której trzeba się całkowicie poświęcić: obawiam się, że nie byłem wobec niej zupełnie w porządku” (Słowo wstępne..., s. 9); Skwarnicki przywołuje tę wypowiedź, wraz z szerszą opinią Papieża o poezji, także w książce Te chwile tworzą historię, red. W. Bartoszewski, Kielce, 2004, s. 174-175.

 

Pin It