Radosław Romaniuk

 

Szczyty. O Jarosławie Iwaszkiewiczu

 

Pierwsze szkice Brzeziny zostały zapisane latem 1928 roku, kilka miesięcy przed przeprowadzką Iwaszkiewiczów na Stawisko, jeszcze w Aidzie. Jest to ostatni utwór, który powstał w drewnianym domu, zachowanym w pamięci Anny i Jarosława jako oaza szczęśliwego i harmonijnego życia młodych małżonków. Zaczynała się epoka „domu z cegieł. Pisarz wspominał, że fragmenty Brzeziny zdążył poznać jeszcze gość Aidy, Jerzy Liebert, zanim oddalił się od przyjaciół. Chorował na gruźlicę i jego zachwyt nad opowiadaniem o młodym gruźliku, który przyjeżdża do leśniczówki brata, by spędzić tam ostatnie tygodnie życia, miał w sobie coś z okrutnej ironii losu. Nie dane mu już było poznać skończonego utworu. Ukończenie opowiadania Iwaszkiewicz odłożył do lutego 1932 roku, kiedy z tym zamiarem udał się do Zakopanego, jako gość Karola Szymanowskiego, do wynajmowanej przez niego willi Atma.

Jeśli w domu przyjaciela poszukiwał możliwości skupienia, rzeczywistość dostarczyła mu rozczarowania. W Atmie mieszkało już trzech mężczyzn: Szymanowski, jego służący i goszczący tu młody kompozytor Zygmunt Mycielski, którego Iwaszkiewiczowie poznali wcześniej w Paryżu. „o spokoju mowy nie ma, ani też o zaniechaniu picia wódki; ciągle pełno ludzi w domu donosił pisarz w liście do żony, z nieudawanym chyba rozczarowaniem. Z przerażeniem patrzę na Karola i jego sposób życia [] pisał1. Zdarzało mu się już mieszkać pod jednym dachem z Szymanowskim: w Tymoszówce, Elizawetgradzie, Odessie, Podkowie Leśnej. Zdarzało mu się widzieć kompozytora otoczonego ludźmi w zakopiańskiej restauracji Karpowicza i w warszawskim Bristolu, nigdy jednak nie uderzyła go tak bardzo żywotność przyjaciela, który w zabawie dotrzymywał kroku towarzystwu zgromadzonemu pod Tatrami, szukał podniet towarzyskich i erotycznych przygód, i tym różnił się od otaczających go akolitów, że potrafił przy tym pracować. Przed dwoma laty, jesienią 1929 roku w Davos, Szymanowski znajdował się w stanie jeśli nie krytycznym, to na tyle złym, że należało go potraktować jako poważne ostrzeżenie. Iwaszkiewicz wiedział o szczegółach jego zdrowia więcej nawet niż sam zainteresowany, trzymany przez bliskich w nieświadomości. Odzyskany apetyt życia i energię przyjaciela obserwował więc z mieszaniną podziwu i niepokoju o siły organizmu, o których wiedział, że zmierzały do wyczerpania. Zachłanność na życie umierającego bohatera Brzeziny zawdzięcza wiele obserwacji gorączkowości, z jaką żył wówczas Szymanowski, choć jest na ogół innego rodzaju określmy ją mianem kontemplacyjnej.

Opowiadanie Iwaszkiewicza należy do tych utworów w jego dorobku, które pozornie mają niewielki związek z biografią autora, czy – należałoby powiedzieć związek ten jest dyskretny i skomplikowany. Osobowość Stasia, bohatera utworu, ukształtowała w pewnym stopniu tragiczna młodość Lieberta. Dominantą problemową tej postaci jest poczucie niestosowności umierania w wieku, w którym nie rozpoczęło się jeszcze żyć, a potencjalne możliwości życia ledwie się zarysowują. dopełnia ją zaobserwowana u Szymanowskiego zachłanna witalność i jego zapominanie o przemijaniu. Dźwiękową paletę utworu tworzy szum letniego deszczu w sosnowym lesie, jakiego słuchał Iwaszkiewicz w willi Aida, porównany ze szmerem orkiestry symfonicznej – przy tej muzyce zawsze dobrze się pisało autorowi Brzeziny – zestawiony z wstrząsającą swą surowością parafrazą tekstu pieśni kurpiowskiej zasłyszanej w Atmie. Dodatkowo w opowiadaniu pojawia się motyw konfrontacji „polskości i europejskości, temat żywy i powracający w twórczości Iwaszkiewicza tamtego okresu. Sosny, lipy i brzozy, które otaczają zagubioną wśród błot leśniczówkę Bolesława, i obrazy szwajcarskich dolin oraz korytarzy sanatorium w Davos, jakie stają Stasiowi przed oczami są przecież dwoma wektorami biograficznego doświadczenia autora. Cywilizacja sanatoryjna, którą Iwaszkiewicz poznał przelotnie i zewnętrznie, zbłądziwszy jako człowiek zdrowy w wyciszone korytarze, a która wydała mu się tak bardzo nieodpowiednia wobec ostateczności śmierci czy nie wpłynęła na to, że w swym opowiadaniu przeniósł ostatnie tygodnie Stasia do sosnowego lasu, na łąkę, w błota i brzezinę? Czy życie pracowników gospodarstwa na Stawisku, sąsiadów z Polesia, Milanówka, wsi otaczających Podkowę Leśną, nie odezwało się w opowiadaniu w tajemniczym, obserwowanym z zewnątrz życiu Maliny, jej brata i narzeczonego? Czy relacja ze starszym bratem Bolesławem, obcym i całkowicie odmiennym, nie wpłynęła na portret brata głównego bohatera, któremu pisarz nadał imię własnego brata? To jedynie kilka przykładów na przenikanie biograficznego doświadczenia autora do tego pozornie hermetycznego utworu.

Szymanowski komponował muzykę do pieśni kurpiowskich. W pokoju położonym nad pracownią kuzyna Iwaszkiewicz słyszał dźwięki pamiętane jeszcze z Tymoszówki: oderwane akordy fortepianu i falset podśpiewującego artysty. Po latach wspominał, że jedna z ukończonych już pieśni zrobiła na nim tak duże wrażenie, jej melodia tak głęboko spoiła się z ostatnimi stronami opowiadania, że nieznacznie zmieniony tekst pieśni włączył do swego utworu. W rzeczywistości nie była to jednak żadna z nowych kompozycji, tylko literacka parafraza tekstu skomponowanej przed kilku laty pieśni. Monografistka Karola Szymanowskiego pisze na ten temat: „[] Spodobała mu się, rzeczywiście przejmująca, melodia i przepiękny tekst A chtóz tam puka, w komorze łuka, pochodząca z cyklu Sześciu pieśni kurpiowskich na chór a cappella. Najpewniej sam Karol zwrócił mu na nią uwagę, zagrał i zaśpiewał (wprawdzie istniało jej nagranie z 1929 roku na płycie z produkcjami Polskiej Kapeli Ludowej, ale Szymanowski nie miał gramofonu)2.W tekście pieśni kurpiowskiej kompozytora, skomponowanej jesienią 1928 roku, idąca do ślubu dziewczyna prosi o błogosławieństwo swą zmarłą matkę, która odpowiada:

 

Nie wstane, nie wstane, bom jest pochowana,

Na trzym zomecki jest pozamykana.

Psirsy zomecek – ze trzech desecek,

drugi zomecek – zółty psiasecek,

Trzeci zomecek – zieluna murawa.

o moja córusiu, jadź do ślubu sama3.

 

W utworze Iwaszkiewicza bohater słyszy śpiewane przez chłopkę Malinę zwrotki:

 

– a pierwsze zamknienie

To moje spojrzenie,

Że ja ciebie nie chcę znać –

[]

– a drugie zamknienie

To wysokie sienie,

Po których muszę stąpać –

[]

– a trzecie zamknienie

To siwe kamienie,

Pod którymi muszę spać –4

 

Iwaszkiewicz odrzucił więc pietyzm folklorysty, lecz jednocześnie zadbał, by daleka od pierwowzoru literacka stylizacja zachowała przejmującą w swej prostocie poezję oryginału. Kompozytora i pisarza połączyło, na marginesie mówiąc, podobne doświadczenie: obaj zetknęli się z ukraińskim i polskim folklorem, jednak artystyczne piętno odcisnął na ich dziele jedynie folklor polski. „[] Ludowość ukraińska nie wzruszyła mnie mówił Szymanowski wzruszał mnie tylko klimat, podczas gdy w Tatrach obudziło się we mnie poczucie rasowej wspólnoty z góralszczyzną. Przepłynąłem ponad piękną Ukrainą, a dobiłem do portu w Tatrach…”5.

         Mimo że Iwaszkiewicz nie zastał w Atmie atmosfery górskiej samotni, zaczynał doceniać aurę kreowaną przez Szymanowskiego – połączenie przeciwstawnych pierwiastków dionizyjskiego i apolińskiego, umiejętność beztroskiej radości życia i zarazem stwarzanie świata, w którym najważniejsze były zadania artysty. „[] A jednak mieszkając tutaj, przebywa się w atmosferze jakiejś wielkości, jakiegoś fluidu, który może emanuje tylko z człowieka (nie z jego sztuki) []”– pisał do żony tydzień po przyjeździe6. Z Zakopanego przywiózł utwór, który rozpoczynał nową epokę w jego twórczości. W sposób symboliczny zamknął rękopis 20 lutego 1932 roku, w trzydziestą ósmą rocznicę urodzin.

Brzezina, podobnie jak ukończony dwa lata wcześniej utwór Przyjaciele, miała formę długiego opowiadania. Gatunek ten oferował artystyczną wolność powieści i zarazem niwelował główny dla Iwaszkiewicza mankament powieściowy: konieczność wielomiesięcznej, a nawet wieloletniej pracy, podczas której trudno zachować jednakowe artystyczne napięcie. Pisarz zaplanował opublikowanie utworu własnym nakładem, w jednym tomie z Przyjaciółmi. W prasie ukazały się zapowiedzi książki. Jakub Mortkowicz, jej nominalny wydawca, obawiał się jednak publikacji „opowiadania z kluczem, jakim byli Przyjaciele. Krok ten odradzali autorowi zaprzyjaźnieni pisarze. Iwaszkiewicz nie był też pewny artystycznej wartości opowiadania, więc, mimo iż płacił za wydanie tomu i miał prawo ostatecznej decyzji, uległ namowom, by zastąpić Przyjaciół innym utworem o podobnej formie należało go tylko napisać.

Aby nakreślić okoliczności powstania opowiadania opublikowanego wraz z Brzeziną, należy wrócić do Józefa Rajnfelda i włoskich podróży pisarza. W 1931 roku, po rozstaniu z przyjacielem w Mediolanie, Rajnfeld udał się do Paryża, zaopatrzony w wystawione przez pisarza czeki paryskiego banku Crédit Lyonnais, które miały być podstawą jego utrzymania do końca roku. Kolejny czek Iwaszkiewicz wręczył Rajnfeldowi w grudniu w Paryżu, gdzie spotkali się na krótko i skąd malarz wyruszył do Włoch, zatrzymując się m.in. w Rzymie, Florencji, Neapolu, Syrakuzach. Z tego ostatniego miasta popłynął do Północnej Afryki. Jeszcze w Paryżu pojawił się pomysł wspólnego spędzenia kilku miesięcy na Sycylii, wiosną 1932 roku. Malarz miał nadzieję, iż przyjaciel będzie w stanie przedłożyć ten projekt nad rozkosze mieszczańskiego „szykownego podróżowania u boku żony. Faktycznie Iwaszkiewiczowi udało się zrealizować dwie podróże: w kwietniu koleją na Sycylię i w czerwcu z żoną, samochodem, do Paryża i Szwajcarii.

Wspominając podróż na Sycylię wiosną 1932 roku, Iwaszkiewicz lubił podkreślać, że po raz pierwszy na wyspę trafił wiele lat wcześniej, dzięki opowieściom Karola Szymanowskiego, rozsnuwanym przed młodym poetą w 1918 roku w Elizawetgradzie i Odessie. Atmosfera tej imaginacyjnej podróży zmaterializowała się w scenach libretta Króla Rogera. Realna wizyta była więc drugą. Iwaszkiewicz, pochłonięty zbieraniem materiałów do powieści z epoki średniowiecza, odszedł daleko od antycznego mitu dionizyjskiego i orientalizmu wczesnych utworów. Klimat wyspy wywarł jednak na nim tak duże wrażenie, że zdecydował się na wprowadzenie do historycznej powieści wątku, który nie miał prawa się wydarzyć: pobytu księcia Henryka Sandomierskiego, bohatera utworu, na dworze króla Rogera II. Przyspieszył o dwa lata podróż bohatera utworu do Ziemi Świętej, aby w drodze zastał jeszcze sycylijskiego władcę wśród żywych i uległ skomplikowanemu urokowi wyspy w XII wieku.

Iwaszkiewicza zafascynowała Etna w śniegu, otoczona bujną roślinnością sycylijskiego kwietnia, zmieniająca kolor zależnie od pory dnia. Teatr grecki w Taorminie, który uczynił miejscem popołudniowej lektury Goethego i Platena, wypełniony był dzikimi kwiatami. Na Sycylii królowała natura, zacierając ślady kolejnych gospodarzy wyspy: Greków, Rzymian, Fenicjan, Arabów, Hiszpanów, Normanów. W dekoracjach teatru wyobrażenia legendarnych władców: potężnego Rogera II i jego wnuka, cesarza Fryderyka II, wydawały się postaciami muzycznego dramatu, który odegrano, zanim zapanowała epoka traw i dzikich kwiatów. Przeszłość wyspy przypominała mu historię rodzinnego zakątka – Ukrainy – sprawiając, że czuł się posiadaczem własnego klucza, otwierającego tajemnice tego miejsca. „[] Ukraina to jakby niedoszła Sycylia napisał po latach tak samo kultury ścierały się tu i nawarstwiały, zostawiając jednak po sobie nie świetne pomniki wspaniałości, lecz tylko nurty podziemne, korzenie ściętych pni, które stanowią główny urok kulturalny tego kraju7.

Pierwsza realna podróż na Sycylię odbywała się pod znakiem Rajnfelda. Pisarz wyjechał w kwietniu 1932 roku z zamiarem spotkania się z malarzem we Włoszech. W rzymskim Hotelu des Princes przy Piazza di Spagna, gdzie się zatrzymał, zamiast przyjaciela czekał nań telegram z Afryki, którego treść z powodów oszczędnościowych ograniczała się do dwóch słów: „Syracuse lundi. Syrakuzy poniedziałek. daliśmy sobie randkę w Syrakuzach komentował po latach8. Przed wyjazdem do Syrakuz Iwaszkiewicz zdążył odbyć spacer po Eskwilinie. odwiedził muzeum rzeźby starożytnej w Termach Dioklecjana. Oglądał mozaiki w kościele Santa Prassede oraz Mojżesza Michała Anioła w kościele San Pietro in Vincoli.

Po uciążliwej podróży koleją i promem Iwaszkiewicz dotarł do Taorminy – pierwszego sycylijskiego miasta, jakie poznał. W pamięci miał opowiadania teścia, który na szlakach swych podróży odwiedził również Sycylię i Taorminę, entuzjastycznie je wspominał i gorąco polecał zięciowi. Śladem Stanisława Wilhelma Lilpopa trafił do luksusowego grand Hotel Timeo, najstarszego i najbardziej snobistycznego hotelu miasta, z którego tarasów rozciągał się widok na grecki amfiteatr, zatokę i szczyt Etny. Przystań międzynarodowej finansjery nie przyjęła go jednak gościnnie. Wolna była jedynie oficyna dla szofera, w której spędził noc, żegnając bez żalu nadmorskie miasteczko.

W umówiony poniedziałek, 11 kwietnia 1932 roku, stawił się w Syrakuzach, w grand Hôtel des Étrangers.o tym hotelu z kolei opowiadał Iwaszkiewiczowi zatrzymujący się w nim wcześniej Karol Szymanowski. Innym słynnym jego mieszkańcem był André Gide, który pisał tam fragmenty Pokarmów ziemskich i Symfonii pastoralnej. Mimo że spotkało tu pisarza więcej szczęścia niż poprzedniego dnia w Taorminie, zamiast Rajnfelda czekał nań kolejny telegram, tym razem z prośbą o przesłanie pieniędzy na podróż. Spotkanie opóźniło się o kolejnych kilka dni. Syrakuzy nie wypełniały czasu swymi atrakcjami. W epoce starożytnej było to ogromne miasto, potem całkowicie podupadało i po tysiącleciach istnienia spadło do prowincjonalnego wymiaru. Jedyną turystyczną atrakcją były wspaniale zachowane ruiny teatru greckiego z V w. p.n.e. Niegdyś był to największy teatr na wyspie, na jego scenie odbywały się premiery tragedii Ajschylosa.

         W bezpośrednim sąsiedztwie hotelu Iwaszkiewicz odnalazł też legendarne Źródło Aretuzy. Na prośbę nimfy Aretuzy, uciekającej przed zalotami boga rzeki Alfejosa, jej pani, bogini Artemida, zmienić ją miała w sadzawkę wodną, która wytrysła koło Syrakuz. epizod ten wykorzystał Szymanowski jako inspirację jednego z ogniw cyklu miniatur na skrzypce i fortepian Mity. Niepozorne, zarośnięte papirusami oczko wodne, na którego skalnych zboczach uwiły gniazda gołębie, z trudem łączyło się w wyobraźni pisarza z antycznym mitem oraz intensywnością utworu przyjaciela. Cała poezja opowieści i kompozycji Szymanowskiego miała swe źródło w wyobraźni zakorzenionej w przeszłości. Pogoda nie nastrajała do spacerów, wiał zimny i dokuczliwy sirocco. Odwiedziny Źródła Aretuzy i wieczorne posiedzenia w winiarni, przy szklaneczce Moscato di Siracuza, były jedynym urozmaiceniem dni w miasteczku.

W olbrzymim Grand Hôtelu, który również przez kilkadziesiąt lat, jakie minęło od wizyt Szymanowskiego i Gidea, stracił wiele ze swego blasku, pisarz stał się wkrótce gościem o najdłuższym stażu, obserwowanym podejrzliwie przez obsługę: obawiano się, że nie ma środków, by uregulować rosnący z każdym dniem rachunek. Nie pozostało nic innego, jak znaleźć papier do pisania i zasłaniając okna przed nawiewanym przez wiatr piaskiem z plaży, zabrać się do pracy nad opowiadaniem, którego pomysł i pierwsze strony powstały w Atmie, w czasie pracy nad Brzeziną. Między 11 i 15 kwietnia, zanim stateczek z Trypolisu z Józefem Rajnfeldem na pokładzie dobił do portu w Syrakuzach, utwór został ukończony. Były to Panny z Wilka.

         Trudno wyobrazić sobie rzecz równie egzotyczną na Sycylii niż imaginowana podróż do Byszew sprzed wielkiej wojny i własnej biografii okresu ukraińskiego. Iwaszkiewicz myślał w Rzymie o Gogolu, piszącym we włoskim mieście Martwe dusze. „Jak musi fascynować człowieka temat, jak musiał być związany z Ukrainą i Rosją, aby tutaj pisać tak lokalne, tak genialne rzeczy! stwierdzał w liście do żony9. Po niecałym tygodniu w hotelu w Syrakuzach autor tych słów rozpoczął pracę nad długim opowiadaniem, które pragnął skomponować z Brzeziną.

Utwory te – poza formą literacką – nie wymagały innego połączenia, choć można takie znaleźć. Jest nim motyw śmierci młodego gruźlika. W Brzezinie umiera protagonista utworu. W Pannach z Wilka wspomina się o śmierci przyjaciela głównego bohatera, Wiktora Rubena, która zachwiała jego psychiką i była jednym z powodów urlopowego wyjazdu do tytułowego Wilka. W obu utworach pojawia się więc przetworzony motyw biograficzny związany z przedwczesną śmiercią Jerzego Lieberta. W Pannach z Wilka młodo zmarły gruźlik otrzymuje imię autora Kołysanki jodłowej, pisarz wiąże go z Kościołem (był klerykiem) i podwarszawskim zakładem dla ociemniałych (czytelna aluzja do Zakładu dla Niewidomych w Laskach), w którym bohater opowiadania pracuje jako administrator. Dzięki posługującemu tam ks. Władysławowi Korniłowiczowi i skupionej wokół niego grupie świeckich katolików, tak zwanemu Kółku, Laski stały się rodzajem duchowego matecznika Lieberta. W końcu przyjaciel Rubena umiera, podobnie jak poeta, wiosną. Pisarz nie zachowuje jednak w opowiadaniu dokładnej biograficznej chronologii – akcja napisanych rok po śmierci Lieberta Panien z Wilka dzieje się w 1929 roku. Ta paralelność losów i motywów ma pewne znaczenie – dzięki niej zarówno świat Brzeziny, jak i życie Wiktora Rubena, zostaną dotknięte śmiercią, będą obserwowane w jej blasku, odmieniającym kontury przeszłości i aktualnych spraw oraz wizerunki napotkanych ludzi. Ona również wpłynęła na „głupie myśli o starości10 nawiedzające trzydziestosiedmioletniego Rubena. I w końcu nieżyjący Jurek z Panien zWilka stanie się punktem odniesienia filozoficznych odkryć bohatera, poczynionych w tytułowym majątku. Odszedł on (myśli Wiktor Ruben), zanim się dowiedział, jak to wszystko nic nie znaczy, to, co człowiek postanawia i dokonywa świadomie, a wszystko ważne i dokonane niechcący zostaje gdzieś za nami i potem nas ściga albo my je, co gorsza, ścigamy11.

         Wiktor Ruben jest administratorem w podwarszawskim zakładzie dla ociemniałych dzieci i żołnierzem rezerwy. Reprezentuje profesje naznaczone u Iwaszkiewicza pozaliterackim naddatkiem. Pierwsza niesie konieczność pogodzenia z losem, który pośród nieskończonych możliwości otwieranych przed bohaterem spełnił bardzo mało. Jest drogą życiową Bolesława Antoniego Iwaszkiewicza i obsesją alternatywnego losu pisarza, z którą tak dotkliwie szarpał się on jeszcze w początku lat dwudziestych, odczarowując ją w tytule wczesnej powieści Hilary, syn buchaltera, którym obwieszczał, że Hilary buchalterem nie zostanie. druga mówi o próbie walki z losem, poszukiwaniu szans urzeczywistnienia ambicji i możliwości w czynie. Pisząc o wojaczce Wiktora Rubena, uwieńczonej dwoma odznaczeniami Virtuti Militari i zbiorowym sukcesem niepodległości kraju, Iwaszkiewicz nazwie ją „bezcelowym «czynem»12. Bohater dzieli los wielu gimnazjalnych i uniwersyteckich kolegów pisarza: wstąpił w 1914 roku do wojska, walczył najpierw w rosyjskiej, potem w polskiej armii, po czym w stopniu kapitana i bez wyższego wykształcenia poszukiwał cywilnego zajęcia, które nie uwłaczałoby godności i dawnym ambicjom. Jest człowiekiem bez przeszłości, jego czas zauważał Ryszard Przybylski rozbija się na szereg wyizolowanych zdarzeń, które nie kształtowały żadnej logicznej całości13.W ten sposób Iwaszkiewicz wyobrażał sobie miejsce, do którego mogłaby go doprowadzić alternatywna życiowa droga. Wyprawiając bohatera na urlop w strony wzorowane na tych, gdzie bywał jako młody korepetytor, konfrontując go z postaciami starszych o piętnaście lat kobiet, stworzonych na podobieństwo mieszkańców Byszew i Skoszew, pisarz podejmuje literacki eksperyment na własnej biografii. Okoliczności pobytów Wiktora Rubena w Wilku i pobliskich Rożkach, towarzystwo wilkowskich panien, a nawet miejsce bohatera w tym domu, odsyłają do byszewskiego epizodu biografii Iwaszkiewicza. Poświadcza to sam autor, nazywając w Dzienniku opowiadanie Panny z Wilka utworem całkowicie byszewskim14, zaś w innym miejscu określając mianem panien z Wilka mieszkanki sąsiedniego wobec Byszew dworu w Skoszewach: Helenę i Zofię Kurkiewiczówny15.

Materiał biograficzny został tu oczywiście wzbogacony fikcją literacką, ważne jest jednak istnienie osobistej płaszczyzny Iwaszkiewiczowskiego opowiadania, jego zakorzenienie w biografii autora, które inaczej oświetla rolę utworu w jego życiu i motywację, z jakiej powstał.

Iwaszkiewicz w latach 1911–1914 gościł w podłódzkim dworze czterokrotnie, kończąc swe pobyty w obliczu nadciągającej wojny w lipcu 1914 roku. W opowiadaniu wspomina się, że Wiktor Ruben wielokrotnie bywał w Wilku, dokładnie zaś został opisany jego ostatni pobyt z roku 1914, tuż przed wybuchem wojny, która dotknęła okolice Wilka, podobnie jak zdarzyło się to z okolicą Byszew i sąsiednimi Skoszewami. Jeśli więc za realny wzór Wilka posłużyły Byszewy, tytułowych sześć panien Iwaszkiewicz złożył z postaci młodych mieszkańców byszewskiego dworu: Józefa, Jana, Wincentego i Tomasza Świerczyńskich oraz Zofii i Heleny Kurkiewiczówien goszczących w pobliskich Skoszewach. Gdy chodzi o szczegóły i powiązanie konkretnej literackiej postaci z biograficznym pierwowzorem, relacja jest czytelna dziś jedynie na podstawie zachowanych szczątkowych informacji biograficznych o tych osobach, zaś w chwili publikacji utworu była całkowicie niejasna dla czytelników, którzy nie uczestniczyli w byszewskich dniach i zabawach. dlatego, zauważając najważniejsze paralele, można przypuszczać, że istnieje sfera podobieństw i relacji z rzeczywistością nieczytelna dla badaczy i odbiorców.

Istotny jest jednak sam schemat biograficzno-literacki, w którym postaci literackie Panien z Wilka mają rysy jednej lub kilku osób i mniejszy lub większy naddatek fikcji literackiej. Wśród elementów biograficznych są zaś takie, które można uznać za dominantę i szczegóły drugorzędne. I tak, jak już wspomnieliśmy w rozdziale poświęconym Byszewom, postać Julci ma zewnętrzne cechy Zofii Kurkiewiczówny: jej powierzchowność, charakterystyczny timbre głosu i wymowę. osobowość bohaterka zawdzięcza z kolei Józefowi Świerczyńskiemu, narzeczonemu, a od 1919 roku mężowi Kurkiewiczówny.

Podobnie dzieje się w przypadku relacji erotycznej łączącej Julcię i Rubena, która odsyła do intymnej przyjaźni Iwaszkiewicza i Świerczyńskiego. Jeśli natomiast chodzi o Zofię Kurkiewiczównę i relację z nią autora opowiadania – echo jej znajdziemy w stosunku Wiktora Rubena do kolejnej z wilkowskich sióstr, Kazi. Jest to motyw obszernej korespondencji. gdy Iwaszkiewiczowski utwór uprawnia do odczytań autobiograficznych, motyw taki odsyła zawsze do Kurkiewiczówny – dzieje się tak na przykład w opowiadaniach Koronki weneckie II i Ogrody.

Wiktor Ruben odwiedzał Wilko jako nauczyciel łaciny dwunastoletniej wówczas Zofii16. Jarosław Iwaszkiewicz przybył do Byszew również w takim właśnie charakterze – uczył matematyki i łaciny Wincentego Świerczyńskiego, który był jednak jego rówieśnikiem. Jest to więc kolejna biograficzno-literacka relacja jednej z wilkowskich sióstr i jednego z braci Świerczyńskich, Zofii i Wincentego, zmodyfikowana na potrzeby dramaturgii utworu. Pisarz wspomina Wincentego Świerczyńskiego jako byszewskiego towarzysza spacerów i polowań. W opowiadaniu rolę tę przypisuje najmłodszej wilkowskiej pannie, Tuni, którą ten element łączy z Wincentym Świerczyńskim. Kolejna z panien, piętnastoletnia wówczas Fela zmarła na grypę hiszpankę, z górą dziesięć lat od momentu, w którym rozgrywa się akcja opowiadania, a więc około 1918 roku. W okresie 1918–1919 panowała w europie pandemia hiszpanki, pochłonęła ona więcej ofiar niż I wojna światowa. Najgroźniejsza i przynosząca największą śmiertelność fala choroby przyszła jesienią 1918 roku, zaś jej cechą szczególną było to, że wśród śmiertelnych ofiar najwięcej było ludzi młodych, w przedziale wiekowym od 20 do 40 lat. Przedwczesna śmierć spotkała także kolejnego spośród chłopców Świerczyńskich – Tomasza. „Zmarł mając dwadzieścia lat – wspominał Iwaszkiewicz – zaraziwszy się tyfusem, gdy przekradał się z Ukrainy do Polski17. Pogrzeb Tomasza Świerczyńskiego odbył się w wigilię 1918 roku. Jeśli Świerczyński w apogeum najgroźniejszej fali hiszpanki zaraził się tyfusem i zmarł na tę chorobę, była to okrutna ironia losu. Jakkolwiek się stało, był on tym, który spośród sześciu braci Świerczyńskich18 odszedł przedwcześnie, podobnie jak literacka Fela. To ostatnia paralela, jaką możemy wysnuć na podstawie skąpych biograficznych informacji o rodzinie Świerczyńskich i byszewskich wspomnień Jarosława Iwaszkiewicza.

Wiktor Ruben po piętnastu latach wraca do Wilka, by podjąć konfrontację z własną przeszłością, zrozumieć ją i naprawić. Nie jest on artystą sensu stricte (podobnie jak Staś z Brzeziny, bohaterowie Zmowy mężczyzn, przyszły bohater powieści historycznej, książę Henryk Sandomierski) – nie może „odzyskać czasu w sztuce. Potrafi go jedynie przywrócić egzystencjalnie, w sposób najprostszy, stając w miejscu, w którym był przed piętnastu laty, w nadziei, że może jeszcze zrealizować rzeczy wówczas zapowiadane. W domu pięciu kobiet, ich dzieci, mężów i kochanków osoba, która przed piętnastu laty pojawiła się w życiu panien i zniknęła, wciela się w rolę don Juana. Nie w znaczeniu uwodziciela oczywiście, lecz w najszerszym wymiarze literackiego funkcjonowania mitu don Juana. Jest mężczyzną, którego obecność wyzwala w kobiecych bohaterkach niezadowolenie ze swego życia. W takim sensie don Juanem jest książę Myszkin, bohater Idioty Fiodora Dostojewskiego, lub tytułowy bohater Płatonowa ntoniego Czechowa, z którym to utworem, na marginesie mówiąc, łączy Panny z Wilka wiele wspólnych wątków. Jest nim również Iwaszkiewiczowski Wiktor Ruben. Z każdą z sióstr nawiązuje indywidualną relację i każda z nich zauważa dzięki niemu dystans, jaki otworzył się między jej życiem a marzeniami i aspiracjami sprzed lat piętnastu. W każdej również rozpala nadzieję innego życia, jakie w wyobraźni kobiet oferuje ten mężczyzna. Ruben sam poszukiwał w Wilku impulsu, który nadałby jego egzystencji sens, lecz swe zabiegi ocenia z czasem jako nielicujące z powagą spraw, które usiłuje się rozwiązać w ten sposób.

Wszystkie możliwości rozegrania emocjonalnych sytuacji w czasie teraźniejszym są naznaczone histerycznym poszukiwaniem ocalenia w miłości, nie są nawet odblaskiem tego, czym mogły być przed piętnastu laty. W tym sensie Ruben, wyjeżdżając z ulgą z domu kobiet, czas i przeszłość odzyskał. Uświadomił sobie, że są one kapitałem, który pozostanie na zawsze pod powłoką teraźniejszości, którym nie wolno manipulować. „Wszystko co czuł teraz – pisze Iwaszkiewicz o swoim bohaterze – było [] tęsknotą za miłością, która mu się przelała jak woda między palcami ale nie teraz, tylko kiedyś tam!19.Widzi ową miłość dopiero z perspektywy, jak łódź oddalającą się na zakręcie rzeki20. Z perspektywy piętnastu lat i wizyty w wilkowskim majątku, która pozwoliła mu zrozumieć i odzyskać przeszłość w postaci prywatnego mitu miłości.

Dzięki opowiadaniu napisanemu w Syrakuzach tematem książki złożonej z Panien z Wilka i Brzeziny stało się pogodzenie, zgoda na destrukcyjną pracę czasu, na śmierć i kres miłości. W wydaniu z 1933 roku tom rozpoczyna się zdaniem: „Wojna już dawno minęła, zaś kończy go ostatnia fraza Brzeziny: Spokój, spokój, prawie szczęście. Była to refleksja nad własną drogą i losami przyjaciół, którzy dostarczyli rysów bohaterom opowiadań: Lieberta, braci Świerczyńskich, Zofii Kurkiewiczówny ich drogi, okazywało się, jednakowo daleko odwiodły ich od życia, o którym marzyli w czasie, gdy znajdowało się ono w stanie potencjalnym, ukazując swe złudne możliwości.

Radosław Romaniuk

 

Fragment książki Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 1.

Wydawnictwo „Iskry 2012

 

________________

Przypisy:

01 J. Iwaszkiewicz, List do Anny Iwaszkiewiczowej [Zakopane, 5 II 1932], w: Odpisy korespondencji między Jarosławem Iwaszkiewiczem a Anną Iwaszkiewiczową [1927–1939],maszynopis z poprawkami autora, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, nr sygn. 766, t. 7, k. 6.

02 T. Chylińska, Karol Szymanowski i jego epoka, t. 2, t. 1, Kraków 2008, s. 447–448.

03 Cyt za: tamże, s. 364.

04 J. Iwaszkiewicz, Brzezina, w: Opowiadania, t. 1, Warszawa 1979, s. 280–282.

05 T. Chylińska, Karol Szymanowski i jego epoka, t. 2, dz. cyt., s. 571.

06 J. Iwaszkiewicz, List do Anny Iwaszkiewiczowej [Zakopane, 14 II 1932], w: Odpisy korespondencji,

dz. cyt., t. 7, k. 41.

07 Tegoż, Książka o Sycylii, w: Podróże, t. 1,Warszawa 1981, s. 311.

08 Tegoż, Podróże do Włoch, Warszawa 1977, s. 200.

09 Tegoż, List do Anny Iwaszkiewiczowej [Rzym, 8 IV 1932], w: Odpisy korespondencji, t. 7,

dz. cyt., k. 44.

10 Tegoż, Panny z Wilka, w: Opowiadania, t. 1, dz. cyt., s. 151.

11 Tamże, s. 190.

12 Zob. tamże, s. 156.

13 Zob. R. Przybylski, Eros i Tanatos. Proza Jarosława Iwaszkiewicza 1916-1938, Warszawa 1970, s. 140–141.

14 J. Iwaszkiewicz, Dziennik [23 VIII 1939], w: Dzienniki 1911–1955, oprac. Agnieszka i Robert Papiescy,

wstęp i red. Andrzej Gronczewski, Warszawa 2007, s. 136.

15 Zob. tegoż, Wspomnienia akademickie, podał do druku Andrzej Zawada, „Twórczość 2005, nr 23, s. 62.

16 Wiek postaci podajemy na podstawie zachowanej w archiwum pisarza karty z przeprowadzonym

przez Iwaszkiewicza wyliczeniem wieku bohaterek w 1914 i 1929 r. [zob. J. Iwaszkiewicz,

Panny z Wilka, rękopis, Muz. Iwasz./A.L./64/II].

17 J. Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Warszawa 1975, s. 106.

18 W biografii Jarosława Iwaszkiewicza zaznaczyło swe miejsce czterech z nich: Józef, Jan,Wincenty

i Tomasz. W rodzinie było jeszcze dwóch braci: Zygmunt i Tadeusz, którzy nie nawiązali

z pisarzem bliższego kontaktu.

19 J. Iwaszkiewicz, Panny z Wilka, dz. cyt., s. 213.

20 Tamże, s. 214.

 

Pin It