Zofia Korzeńska

Zdzisława Antolskiego autentyzm, mitologia i osąd oglądanego świata

  

Antolski jest jednym z czołowych pisarzy nie tylko regionu świętokrzyskiego, ale również na gruncie ogólnopolskim jest znanym, cenionym i nagradzanym poetą. Jest to pisarz jedyny w swoim rodzaju, o niepowtarzalnym charakterze, o niepowtarzalnym obliczu artystycznym. Nic dziwnego, że jego twórczość zachwyca licznych czytelników. Podobała się także znakomitym poetom, jak Jerzy Harasymowicz i Tadeusz Śliwiak[1], Jan Bolesław Ożóg, Tadeusz Nowak czy Zdzisław T. Łączkowski i wielu innych.

W jego twórczości, niezwykle bogatej treściowo, wydzieliłam pięć podstawowych wielkich grup tematycznych:

– Poszukiwanie własnej drogi twórczej – walka o własną osobowość – „oswajanie” miasta.

– Obraz i rola domu w twórczości Antolskiego.

– Historiozoficzne podejście do rzeczywistości – ukazywanie przemian na wsi ­i w mieście – miniepopeja.

– Kraina Ponidzia.

– Autotematyzm poetycki i samoświadomość twórcza.

Ponadto uwzględniam temat:

– Dopracowanie się własnego stylu poetyckiego przez Antolskiego (błyskotliwość, zwartość języka, bogactwo metaforyki, humor, pobłażliwa ironia).

1. Poszukiwanie własnej drogi twórczej. Jego twórczość z okresu młodości charakteryzuje się nastrojem egzystencjalnego pesymizmu, przygnębienia i wewnętrznej bezdomności, a nawet załamania psychicznego, ale równocześnie pewnym niepokojem poszukiwania (podobnie się działo z większością ówczesnych poetów). Są to końcowe lata 70. i początek 80. XX w. Antolski usilnie nad sobą pracuje, próbuje poznać swą osobowość, dużo czyta, zwłaszcza książki z dziedziny psychologii i psychoterapii, przeprowadza dogłębną introspekcję – i udaje mu się przezwyciężyć w sobie stan groźnego marazmu, poczucia bezsensu i smutku, stanów depresyjnych. Zwycięża swego wewnętrznego demona, jak on to nazywa. Momentem przełomowym (sam to stwierdził) był wybór Karola Wojtyły na papieża i jego przyjazd do Polski. Jak wielu Polaków, tak i on odzyskuje wiarę i pojmuje jej sens. Odnajduje zresztą własną tożsamość nie tylko na płaszczyźnie religijnej, ale i na innych obszarach osobowości: psychicznym, narodowym, które zresztą się z sobą wiążą i wpływają na siebie.

W okresie ożywionego ruchu solidarnościowego Poeta wyzwala się już wyraźnie z bezwładu psychicznego i poczucia beznadziejności, zwraca się do czasów swego dzieciństwa, identyfikuje się z nurtem autentyzmu, w którym odnajduje się we własnym, niepowtarzalnym stylu i zdobywa rozgłos, zwłaszcza po otrzymaniu wysoce prestiżowej nagrody im. Andrzeja Bursy w 1986 r. za cykl wierszy pt. Okolica Józefa. Główną bohaterką jego twórczości przestaje być chora dusza, a na czoło wysuwa się historia i socjologia, a przede wszystkim rodzina, dom i kraj dzieciństwa – Ponidzie.

2. Obraz domu w twórczości Z. Antolskiego. Temat ten stanowił w większości utworów z lat 1981–2000 centrum zainteresowań Pisarza. W jego poezji z czasu młodości temat rodziny i domu pojawiał się rzadko, a jeśli się sporadycznie zdarzał, to jeszcze bez tej późniejszej ciepłej nuty wzruszenia i dogłębności oglądu. Na początku nie było tam przestrzeni domu realnego, lecz jakiś dom „w ogóle”, widziany od strony socjologicznej i ukazywany w świetle najczęściej negatywnym. W trzecim tomiku jego poezji, Do snu przebieram się za sobowtóra (1981), dom zaczyna się zarysowywać już nieco wyraźniej i widziany jest przychylniej. Zauważyliśmy zatem, że Antolski wbrew tendencjom panującym w literaturze polskiej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, czy nawet dziewięćdziesiątych, i można powiedzieć, wbrew modzie na egzystencjalną „bezdomność”, na ukazywanie kryzysu domu i rodziny – odbija się od tego dna bezsensu i duchowej próżni, i wypływa na szerokie wody poszukiwania domu. I w sposób literacki znajduje ten dom, zanurzając się we wspomnienia domu rodzinnego i kraju dzieciństwa, przez co ocala swoją osobowość nie tylko twórczą, ale w ogóle ludzką. A co najważniejsze, staje się literackim drogowskazem ku duchowym wartościom kryjącym się w temacie ‘dom’. Bo dom w szerokim rozumieniu, jak pokazują nieliczni wprawdzie filozofowie i pisarze, m.in. Anna Legeżyńska[2], to duchowe centrum życia człowieka.

Prawdziwy dom, ze wszystkimi swoimi realiami, pojawia się u Antolskiego na szerszą skalę, wprost wybucha całym swym dynamizmem, całą tęsknotą wspomnień i nostalgiczną miłością, dopiero od zbiorku Walka stulecia (1993). Bohater tych utworów jak marnotrawny syn „wraca” do domu i zaczyna pełną piersią oddychać jego powietrzem i leczyć swe poranienia wewnętrzne. Dom staje się teraz obecny na dobre w całej tej twórczości. Czuje się w niej pulsującą atmosferę domu ze wszystkimi barwami przeżyć – czasem i złych, ale częściej dobrych, a nade wszystko prawdziwych. Antolski stanął więc wśród tych raczej nielicznych pisarzy, ukazujących prawdziwe ludzkie wartości i pozytywnego bohatera, o co upominali się niektórzy pisarze i filozofowie. np. Jorge Luis Borges[3]:

„o bohatera, choć może często nieszczęśliwego, ale niezłamanego wewnętrznie, za którym tak tęskni współczesny człowiek, a którego mu dzisiejsza literatura odmawia”.

3. Historiozoficzne podejście do rzeczywistości. W późniejszym okresie, zwłaszcza w Okolicy Józefa i w Józefach, daje on upust swojej pasji historyczności widzenia świata i miłości do rodzinnego Ponidzia, ale także skłonności do filozoficznego, antropologicznego uogólniania rzeczywistości. Ważność i znakomitość jego twórczości polega między innymi, a może przede wszystkim, na oryginalnym ukazaniu przemian na wsi w okresie od roku 1939 do chwili obecnej. Jest to jedno z najważniejszych jego osiągnięć literackich. Pokazał zmiany nie tylko gospodarczo-socjologiczne, ale również zmiany mentalności ludzi na wsi. Zmiany całego oblicza wsi, łącznie z jej wyglądem. Pokazał, jak na polską wieś wkracza z impetem miasto wraz z całym swoim postępem cywilizacyjnym, czy pseudopostępem, ale też wraz z jego zagrożeniami ekologicznymi i moralnymi. Pisarz czyni to po mistrzowsku: bardzo krótko, trochę satyrycznie, trochę ironicznie, niekiedy lirycznie lub elegijnie. Ten wielki epicki temat, wręcz monumentalny, Antolski przepracował w stylu liryczno-elegijno-satyrycznym, stworzył miniepopeję, składającą się z krótkich, błyskotliwie zaprezentowanych scenek-wierszy. Za prezentera tych zmian posłużył mu stworzony przez niego bohater Józef, który posiada typowe cechy nadnidziańskiego, a w szerszym wymiarze – polskiego chłopa. Jest to odpowiednik inteligenta – Pana Cogito.

Ostatnio Antolski ukazuje też zachowania Polaków w mieście, zwłaszcza w środowisku artystycznym, w okresie od powstania „Solidarności” do dziś. To swoje nieocenione historyczne spojrzenie na rzeczywistość, to historiozoficzne „oko”, wciąż potwierdza wszystkimi utworami, włącznie z będącym w druku zbiorem opowiadań pt. Maszyna metafizyczna, gdzie dokonuje oceny postaw i zachowań ludzi w okresie powstania i aktywnych działań „Solidarności”, w czasie stanu wojennego i przemian ustrojowych od 1989 r. – niemal do chwili obecnej.

*

Twórczość Antolskiego zatem to tematyka wielka, ważna, wprost zasadnicza. Problemy psychologiczne, historyczne, społeczne, filozoficznie zgłębione. To są sprawy najważniejsze nie tylko dla naszych czasów, ale także dla człowieka wszystkich czasów. To są tematy uniwersalne, pokazane w sposób nowatorski, ciekawy, błyskotliwy. Także pod względem językowym są nowoczesne, bo nadzwyczaj krótkie, skondensowane treściowo, o czym za chwilę.

Co poza tą ciekawą wizją psychologiczną i wielką wizją historyczną Antolski wniósł do literatury? Co poza tą postawą pozytywnego widzenia świata i człowieka? Poza siłą człowieka, który zdolny jest siebie samego pokonać, co poza tzw. dobrą energią?

Antolski wniósł swoją niepowtarzalną osobowość. A jako autentysta, „piszący życiem”[4], tym bardziej odcisnął tę osobowość na mapie naszej literatury. Każdy prezentuje swoją wyobraźnię, swój światopogląd, swoją inteligencję, wrażliwość, swoje upodobania – wyraża jakiś charakterystyczny „tembr” swojej osobowości. Każdy pisarz wnosi na karty literatury swoją indywidualność, ale niektórzy mówią jakby przez zasłonę, jakby w masce. Antolski stara się mówić bez maski i bez zasłony, choć się czasem ukrywa pod postacią swojego bohatera poetyckiego, np. Józefa. Tenże bohater niezupełnie jednak jest porte parole autora, bo częściej bywa po prostu uosobieniem chłopa nadnidziańskiego (przeważnie o rysach dziadka Antolskiego – Jana), ale niekiedy wygłasza poglądy swego twórcy.

Kraina Ponidzia. Antolski wniósł też jako autentysta do polskiej literatury całe bogactwo regionu Ponidzia, które pokazał:

– z barwnymi typami chłopa ponidziańskiego, z jego zaletami i wadami, z jego swoistym, praktycznym patriotyzmem, jego żywotnością i uporem, z wartościami przez niego wyznawanymi – z wielką siłą egzystencjalną człowieka;

– z malowniczym krajobrazem Ponidzia;

– z historią, a nawet elementami prehistorii tej krainy. Wniósł swoje ogromne przywiązanie do tego regionu.

Krzysztof Nurkowski tak to ocenia:

Trzeba przyznać, że kielecki pisarz podjął się ambitnej próby literackiego przedstawienia świata, w którym żyje. Próby odnalezienia swojego miejsca w historii, w czasie i przestrzeni. Czegóż innego można dzisiaj oczekiwać od literatury?[5]

Krytyk literacki Stanisław Stanik pisał w 1994:

Zdzisław Antolski odważył się prowincję przekuć we współczesną literaturę. Trzeba mieć odwagę, by powiedzieć, że bliższa intelektualiście jest polska wieś niż blichtr Zachodu. A Antolski nie tai, że odczuwa fascynację polską wsią[6].

Pamiętajmy, że Ponidzie to przecież reprezentacja literacka całego kraju, zwłaszcza całej polskiej wsi. Najpełniej i najpiękniej wypowiedział się Antolski jako bard Ponidzia w swoich zbiorkach: Nidy Skamander i Sad utracony. Tomik Nidy Skamander (Kielce 2007) stanowi urokliwą poetycką opowieść, a właściwie baśń, czy nawet mit o Ponidziu i snuje legendę dzieciństwa, spędzonego właśnie w tej Krainie. Takie odczytanie utworów sugeruje sam Poeta, nadając zbiorkowi metaforyczny tytuł częściowo zaczerpnięty z mitologii greckiej. Skojarzenie Nidy ze Skamandrem, rzeką opływającą Troję, najwyraźniej nasuwa nam na myśl nie tylko mitologię grecką, ale określenie ‘mit’ zaczynamy pojmować w znaczeniu ogólniejszym – jako „legendę, bajkę” lub po prostu jako konwencję. Anna Pajdzińska podkreśla, że „w poezji (a zwłaszcza w tego rodzaju poezji) wszystko jest znaczące”[7]. A szczególnie tytuł trzeba zawsze uznać za element najbardziej nośny ideowo. Ta sama autorka mówi o tego typu twórczości, że „przeszłość wraca jako czas przywołany, lecz nieodwołalnie zamknięty” (s. 92). Ten czas i przestrzeń w wierszach Antolskiego są przywołane bardzo sugestywnie, plastycznie, barwnie, jakby realnie. Łudząco otwiera się przed nami niemal prawdziwa kraina Ponidzia: wsie, pola, drogi, przywołani są ludzie, którzy już odeszli. Bo Antolskiego Nidy Skamander to metafora nie ograniczająca się tylko do tytułu i do rzeki Nidy. Cały tom jest wielką metaforą, gdyż wszystkie niemal wiersze kręcą się wokół Ponidzia. To jest mit Ponidzia w szerokim znaczeniu – taki meander Ponidzia, zresztą Poeta posługuje się tą nazwą już w pierwszym wierszu: „Nidy Skamander i Meander”. W ostatnim wierszu pisze: „Nidy Skamander meandruje leniwo”.

Antolski tym tomem wierszy potwierdził, że jest poetą Ponidzia, choć w wierszu Mój pomnik jakby się dziwił swej roli, bo ironizuje: „Nie przypuszczałem że zostanę || klasykiem Ponidzia || Może ktoś w polu || postawi mój pomnik || Stracha na wróble!” Jednak wciąż poświadcza swą miłość do Ponidzia, tak jak Harasymowicz potwierdzał kolejnymi tomami, że jest poetą Beskidów.

Region Ponidzia, choć kiedyś rozsławiony przez twórczość Adolfa Dygasińskiego, a potem waloryzowany przez grupę twórców „Ponidzie”, w ostatnich latach został jakby literacko nieco zapomniany[8]. Autor Mojego Ponidzia wynosi swoją krainę za swym poprzednikiem na płaszczyznę ogólnokulturową Polski, lecz czyni to w całkiem inny sposób – z ogromną pogodą i dużą dozą humoru, a przede wszystkim za pomocą swoistej, niebanalnej dykcji poetyckiej.

Jego tom Nidy Skamander prawie cały wypełniony jest nostalgiczną i piękną poezją o Ponidziu. Również i tu jednym z najważniejszych jest motyw historyczny. Autor penetruje w sposób szczególny problem wymarłych i utraconych przez ziemiaństwo dworów oraz zamierających parków dworskich. Będzie to zagadnienie widział jako zjawisko historyczne, ale też kulturowe i etyczne, to znaczy humanistyczne, ludzkie. Sporo wierszy poświęca czasom najnowszym: Piłsudskiemu, II wojnie światowej i czasom PRL-u.

Jak w poprzednich tomach tak i w tym najcieplejsze emocjonalnie wiersze to te, które ukazują dom i rodzinę, a więc ukochane osoby: ojca, matkę, dziadka, babkę.

W wierszu Dom jak Arka Poeta wyraźnie pokazuje, że ten temat traktuje archetypicznie, nie tylko przez tytuł. Prezentuje tu swoją „genetykę”, przywiązanie do tradycji, ale także podkreśla wprost, jaką wartość ma dla niego tradycja rodzinna. Oczarowuje nas też cykl wierszy o lecie, np. Złota nić; Jeden dzień lipcowy; Rój wierszy itp.

Jest jeszcze ciekawa grupa wierszy tzw. autotematycznych, w których Poeta zastanawia się nad własnym warsztatem pisarskim i odsłania częściowo jego tajemnice, czyni to bardzo dowcipnie, często autoironicznie. Np. Żniwa poetyckie: „Złoty lipiec pora || koszenia wierszy [...] || W każdym snopku || czerwienią się maki metafor || kłują osty porównań || Ot takie poetyckie chwasty – || chleba z nich nie będzie”; albo błyskotliwy tekst Szkice uśmiechem: „Moje wiersze || Kilka kresek || słów || Powracają z Ponidzia || wspomnień || echem || I już gotowy szkic || pisany uśmiechem”. Zabawny i wymowny jest też tekst Słoma wyjęta z wiersza: „Może i słoma || czasem nam wyłazi || z butów || Może i tak || więc niech słoma także || wystaje z mojego wiersza || A jak!”. Trzeba przyznać, że na taką autodrwinę może sobie pozwolić tylko dobry poeta. Zresztą na mistrza wskazuje sama materia wiersza, jego perfekcja poetycka.

Trudno tu omówić wszystkie grupy tematyczne, np. wiersze o Krainie Dzieciństwa czy wiersze o konkretnych ludziach z Ponidzia. Warto sięgnąć po ten tom[9], pogodnie się nastroić i uśmiechnąć razem z Poetą, a także przeżyć chwile wzruszenia, czego próbką niech będzie wiersz No i jestem:

Wzięło mnie w ramiona

to ciepłe powietrze

nasycone trawami

Pogładził mnie po twarzy

ten wiatr od lasu

Popłakało się niebo

z radości

wywiesiło w oknie

firankę tęczy

Wróciłeś dziecko

wróciłeś

Zostań

Antolski jeszcze raz dał wyraz ukochaniu swojej Arkadii, ale też jeszcze raz pokazał, na jaki kunszt poetycki go stać.

Że fundamentalnym i konsekwentnym tematem Antolskiego jest Ponidzie: uroda tej krainy, historia, ludzie, przeżycia z dzieciństwa tam spędzonego – udowodnił kolejnym tomem poezji pt. Sad utracony[10].

W tomiku tym przechodzi się od wiersza do wiersza z dużym zainteresowaniem. One się nie zlewają treściowo, każdy z nich ma własny nie tylko temat, ale i naturę, własny „charakter”, jest oryginalnym, niebanalnym ujęciem rzeczywistości, dlatego pozostaje w pamięci. Te liryki urzekają swoją urodą: jest w nich piękno przyrody, piękno osobowości, piękno świata, ciepło domu i rodziny, piękno słowa – klarownego, oryginalnego, mieniącego się znaczeniami, a równocześnie nieprzeciętnie prostego, zaskakująco trafnego.

W przeciwieństwie do takich zbiorków, jak Okolica Józefa i Józefy, gdzie cechą charakterystyczną była asceza słowa, w Sadzie utraconym w oczy rzuca się niezwykła i bogata metaforyka. Każdy wiersz zdumiewa oryginalnością metafor, ich celnością, także trafnością słownictwa. To wirtuozowskie władanie językiem jeszcze się chyba w tym tomie nasiliło. Sprzyja temu wciąż bujna poetycka wyobraźnia Pisarza. Dlatego metafory są bogate, ale stosowane z umiarem, oryginalne, nawet zaskakujące, a równocześnie jakieś naturalne, tzn. przylegające znaczeniem do określonej sytuacji wiersza. Mistrzostwo w metaforyce to szczególny wyróżnik tej poezji. Ale są i inne ciekawe środki poetyckie. Np. świat przyrody lub martwych rzeczy jest często zantropomorfizowany. Poeta patrzy na przyrodę i świat materii poprzez pryzmat ludzkiego czucia i rozumowania. Przyroda (np. drzewa, zwierzęta, owady) „widzi” i „czuje” jak człowiek. Czasem jest odwrotnie – to bohater liryczny (poeta) wciela się w obiekt przyrody lub martwy przedmiot: „Stoję nieruchomo || strach na wróble || targany wiatrem || Nic nie wiem || nie rozumiem” (Dobrze”).

W Sadzie utraconym zadziwia też bogata toponimika odnosząca się do ukochanego regionu. Antolski – wiadomo – bard Ponidzia. Ileż tam jest przywołanych różnych nazw własnych! Wielokrotnie powtórzy się Ponidzie czy Nida, jest Wapienna Góra, są Piotrkowice, Pełczyska, Skalbmierz, Chroberz, Nieprowice i Niegosławice, i Złota itd. itd. Czytamy na przykład: „w Niegosławicach ostry zakręt || do Złotej i już Pełczyska || Matecznik moich wierszy || przez wieś droga || w esy floresy || pod starą szkołę i kościół || [...] || Pochodem świerszczy || na Zawinię || moją ziemię świętą” (Dróg esy floresy).

*

W tomach Nidy Skamander i Sad utracony jeszcze jeden temat zwraca szczególną uwagę; mianowicie wiersze o poezjowaniu, czyli tzw. metaliterackie, poświęcone własnemu warsztatowi poetyckiemu.

Już w poprzednich tomach wierszy tego Poety pojawiał się problem autotematyzmu, np. temat smutnego losu poety i gorzkiego poetyckiego chleba. W wierszu Wysiłek z t. Okolica Józefa i inne wiersze (2000) Poeta stwierdził: „Tyle lat pisania || robota niepotrzebna || nikomu || Ani umrzeć || ani wyżyć || za te srebrniki metafor || Drogo płacisz pani Poezji”. A mimo to pisze, bo wyznaje, że mu jest „żal każdej || chwili straconej || na zawsze” (Odejdę z t. W sadzie sen). Zaś w tomie Nidy Skamander Antolski dodaje trochę ironicznie, trochę z goryczą w liryku Żniwa poetyckie, że „chleba z nich nie będzie” – oczywiście z wierszy.

W niedrukowanym wierszu Poezja znowu zwycięży świadoma miłość do Ponidzia i do tej Pani Sztuki, która sobie podporządkowała jego życie, choć on wie, jakie grożą z jej strony pułapki:

Poezja płynie przez Ponidzie

leniwie i kręto jak rzeka Nida

Ma swoje zakola

opuszczone koryta

meandry i rozlewiska

Czasami przybiera

na wiosnę

staje się hucząca i gniewna

Ma też miejsca zdradliwe

ukryte wiry

gotowe porwać w

śmiertelną pułapkę

Antolskiego cechuje też duża świadomość twórcza, o czym świadczą liczne wiersze autotematyczne, które same się interpretują i interpretują całą twórczość poetycką Mistrza Antolskiego. Obrazuje to np. wiersz Chciałem z t. W sadzie sen (1998).

Tajemnicę

tragedię życia

chciałem zakląć

w słowo

Niewypowiedziane

wyrwać

z ciała

Pod stopy Boga

jak wyrzut sumienia

rzucić wiersz

Nie ma tu zbędnego słowa. Język Antolskiego jest oszczędny, przejrzysty i klarowny. Aforystyczny. Jego kunszt polega między innymi na skrajnej lapidarności, a mimo to trafności nazwań materii świata.

*

Drugie po Ponidziu drzewo tematyczne tego pisarza, coraz bardziej się rozrastające, to Kielce. Wchłonął on w siebie grunt spod tych dwu drzew, tym nasiąkła jego osobowość i tym owocuje. Pisarz wyraża całe bogactwo spostrzeżeń z życia miasta (nie tylko Kielc), jego współczesnych obyczajów, udręk i zagrożeń cywilizacyjnych, a nade wszystko moralnych. Już we wcześniejszej swojej prozie Antolski (Ściąga z miłości, Karta choroby, Zdrada) wiele motywów miejskich znalazło odzwierciedlenie i wiele osób swój literacki portret czy raczej szkic portretowy. Także w późniejszym Sadzie utraconym przede wszystkim Kielce są żywo obecne. Wiąże się z nimi bogata galeria postaci ze świata kultury. Przywołuje tu Poeta swoich przyjaciół i kolegów, współpracowników, znajomych ze środowiska literackiego czy szkolnego (Żeromszczak – Liceum im. S. Żeromskiego). Tom opowiadań Maszyna metafizyczna Autor wyłącznie poświęca pamięci swoich kieleckich znajomych, najczęściej już nie żyjących. W opowiadaniach tych Antolski ponownie dał się poznać jako bystry obserwator i literacki historyk swoich czasów, nawet historiozof, bo z filozoficzną refleksją się tym czasom przygląda, którą to cechę u niego zauważyliśmy już w o wiele wcześniejszych cyklach poetyckich. Opowiada głównie o czasach sprzed `89 roku, które w ustach (pod piórem) narratora wydają się legendarne. Na kanwie opowieści o ludziach ukazuje obyczaje, zasady moralne (lub ich brak) i relacje międzyludzkie, warunki życia Polaków w tamtym okresie, przywołuje po prostu tamten czas. Upamiętnia lata komuny, zwłaszcza położenie bytowe literatów i innych artystów. Staje przed nami kawał żywej Historii, z sytuacjami z tamtego okresu, z tymi wyszczególnionymi charakterystycznymi, niezwykłymi sylwetkami ludzi, często cichymi bohaterami lub ofiarami systemu. Prezentuje się tu jako znakomity portrecista i niedościgniony ironista. Ironia pod piórem Antolskiego to mistrzostwo. Jak on ironizuje na przykład na temat bezkrytycznego opluwania Kielc i niesprawdzonych faktów związanych z tzw. pogromem Żydów i szerzeniem złej opinii o kielczanach. Albo autoironia i smaczki językowe w opowiadaniu Jak nie zostałem agentem? Co za kunszt! Tylko się delektować.

Widzimy zatem, że Antolski to także poeta moralista. Zło pokazuje jako zło, nie fascynuje się nim, nie ubarwia go, a dobro jako dobro, i tym się owszem potrafi fascynować. U niego wartości są wartościami. Nie próbuje zamienić ich ról w naszym życiu i w naszej postawie etycznej. Ale choć nadal protestuje przeciw złu, to jednak wydaje się, że jest filozoficznie i psychologicznie pogodzony z życiem. Przyjmuje je po prostu takim, jakie jest. Próbuje na nie wpływać, poprawiać je, chociażby przez krytykę, satyrę i ironię (szczególnie w felietonach w „Radostowej”), ale nie załamuje się, kiedy nie może czegoś zmienić.

*

Te wielkie osiągnięcia twórcze Antolski zawdzięcza niewątpliwie swojemu językowi poetyckiemu. Zwraca w tym języku uwagę niebywała siła wyrazu polegająca na prostocie, jasności, oszczędności słów i nadzwyczaj trafnym ich doborze. Widać, że Autor przesiewa je precyzyjnie przez sito namysłu. W poezji Antolskiego jest właśnie takie cedzenie trafnych słów. Jego wiersze są zdumiewająco zwarte i treściwe. Co za kondensacja! Kwintesencja. Pozornie to takie mówienie jakby od niechcenia. Ale widać tu pracę, kunszt twórczy. Waga słowa – niemal aptekarska.

Na jego ascezę słowa zwracali uwagę już w 1982 r. – i później – recenzenci, np. Jerzy Daniel[11] i Jan Borzęcki[12]. Gabriel Koch także podkreśla ascezę słowa u Antolskiego („surowe, sprawozdawcze wersy”) i stwierdza: „Sądzę jednak, że owa przezroczystość stylu jest świadomym zabiegiem, sugerującym, iż nie o poezję słowa tutaj chodzi, ile o poezję życia”[13]. O tej ascezie słowa pisze też Grzegorz Kozera i in.

I przy tejże lapidarności jest jeszcze często miejsce w tym języku na podkreślany przez wielu krytyków humor, dowcip, a nawet chwilami na lekką drapieżność. Lwi pazur satyry, ironii, a równocześnie jakaś kocia łagodność w tym języku – żeby zbyt mocno nikogo nie urazić. Jego humor, ironia i autoironia to arcyśrodki pokazywania świata i stosunku do niego.

Podobnie jest zresztą i z językiem prozy. Postacie są scharakteryzowane często jakby kilkoma kreskami. Ale za to takimi, że ukazują się od razu wyraziste sylwetki poszczególnych osób. Nie ma u Antolskiego też zawiłych konstrukcji składniowych, żadnego splątania myśli, żadnych dłużyzn czy przegadań. Treści są wyrażane najprostszymi zdaniami, często nierozwiniętymi. Dlatego ta poezja, ta proza są takie klarowne, a ważkie w swej wymowie ideowej. Skróty myślowe są także jasne i wydają się oczywiste. Antolski ma też jakąś swoistą miarę na metafory. Jest ich w pewnych tekstach niewiele, czasem wcale ich nie ma, w innych zaś królują. A te, które są, wydają się naturalne i tak zaskakująco celne, że właśnie tym zadziwiają. Przy tym wszystkim ten język jest wystarczająco barwny. Bo dziwne jest jeszcze i to w języku tej poezji i prozy, że jest w nim miejsce na ukazywanie piękna świata, także tego zewnętrznego. Jest i piękno przyrody, i piękno sztuki. To już tajemnica Mistrza, jak on to robi przy takiej lapidarności, a często i przy ascezie słowa.

Tajemnicę

tragedię życia

chciałem zakląć

w słowo

Niewypowiedziane

wyrwać

z ciała

Pod stopy Boga

jak wyrzut sumienia

rzucić wiersz

           (Chciałem z t. W sadzie sen)

Antolski literaturę polską wprowadził na nowe tory, stworzył zupełnie swoisty rodzaj literacki, pozostając jak najbardziej w nurcie autentyzmu. Ten pisarz naprawdę ma czym zaimponować, choć większego uznania z powodu jego wielkich osiągnięć literackich środowisko mu nie okazuje, a i on o to nie zabiega. Życie natomiast nie szczędzi mu trudów i przeszkód. A jednak się nie poddaje. Wymowny w tej sprawie jest wiersz Wysiłek z t. Okolica Józefa i inne wiersze (2000):

Tyle lat pisania

robota niepotrzebna

nikomu

Ani umrzeć

ani wyżyć

za te srebrniki metafor

Drogo płacisz pani Poezji

własną krwią

obłędem

Przybity do kartki papieru

rozdartej

na krzyż

Ale mimo to tworzy i stwierdza:

A mnie żal każdej

chwili straconej

na zawsze

            (Odejdę z t. W sadzie sen).

*

Podsumowując, trzeba podkreślić, że nie co dzień stykamy się z tej klasy poezją. Jest to znakomita twórczość, ale trzeba się w niej rozsmakować, wtedy daje ogromną satysfakcję duchową i intelektualną. Jest tam i pogłębiona wiedza o człowieku i świecie, i wielka wrażliwość serca, i jest ciekawe spojrzenie na świat współczesny tudzież historię, jest kapitalny humor i barwność opisu świata, jest fascynacja życiem i ludźmi, na przykład ukochanym dziwnym dziadkiem, ukochanym dziwnym ojcem i ukochaną matką – także dziwną, no, i przy tym wszystkim jest zaskakująca prostota i jasność tej liryczno-epickiej, a czasem dobrodusznie satyrycznej opowieści o człowieku i świecie. Pozwala wniknąć głębiej w ludzką naturę, ludzką dolę, ludzkie radości i cierpienia. Pozwala przemyśleć najistotniejsze człowiecze problemy.

Pokazałam tu zaledwie zarys sylwetki twórczej tego znakomitego pisarza, jakby cień. Bo zgłębienie jej wymaga dużo czasu. Próbowałam to uczynić, choć także tylko w sposób subiektywny i w wielkim zarysie, w swoim eseju pt. Walka anioła z demonem: Zdzisława Antolskiego droga twórcza, Kielce 2009, 336 s.

Pamiętajmy, że jest to poeta ciągle tworzący i nieustannie przybywa jego utworów, a razem z nimi nowych treści i nowych cech tej twórczości.

 

*

Biogram. Zdzisław Antolski urodził się w 1953 r. Skalbmierzu na ziemi pińczowskiej, tj. na Ponidziu. Jego rodzice uczyli w szkołach na wsi i parokrotnie zmieniali miejsce pracy i zamieszkania. Przyszły pisarz wychowywał się więc na wsi, ukochał jej przyrodę, atmosferę, ludzi, obyczaje, tym bardziej że jego dziadkowie byli rolnikami z dziada, pradziada i wpajali wnukowi wartości związane ze wsią. Ten constans oparty na zasadach wyniesionych ze wsi okaże się potem w jego dorosłym życiu bardzo ważny. Zdzisław poznał dobrze charakter chłopa ponidziańskiego, jego przywiązanie do ziemi, jego autentyczny, choć niezwerbalizowany, niedeklaratywny patriotyzm, oparty na praktycznym działaniu na rzecz Ojczyzny. Wykorzysta to potem w swoich utworach. Antolski jako dziecko nauczycieli miał wyjątkowo dogodne warunki do rozwoju intelektualnego, ogromnie dużo czytał już od najmłodszych lat. Przeżył wielkie załamanie psychiczne, wręcz depresję, po przeniesieniu się w 1968 r. z rodzicami do Kielc. Chcieli oni w ten sposób ułatwić jedynemu synowi dostęp do dalszego kształcenia się, licząc na wyższy poziom nauczania w mieście wojewódzkim. Zakupili w Kielcach mały domek, ale po krótkim czasie ze względu na rozbudowę ulic zostali z niego wydziedziczeni i wraz z synem zamieszkali w bloku. Miasto wydawało się młodemu Antolskiemu pustynią duchową. Te ciężkie przeżycia wewnętrzne i dramatyczne odzyskiwanie równowagi ducha i tożsamości osobowej znalazły odbicie w jego niezwykle ciekawej twórczości.

Twórczość. Debiutował już jako uczeń Liceum Żeromskiego w szkolnej gazetce „Młodzi idą” w 1972 r., potem publikował swoje wiersze w różnych pismach kieleckich i ogólnopolskich, także w kilku edycjach almanachu Bazar.

Poezja. Jako publikacje książkowe wydał następujące tomiki: Samosąd – poezje (Warszawa 1978), Sam w tłumie – poezje (Łódź 1980), Do snu przebieram się za sobowtóra – poezje (Łódź 1981), Okolica Józefa – poezje (Łódź-Kielce 1985), Sejsmograf – poezje (Kielce 1990), Walka stulecia – poezje (Kielce 1993), Józefy – poezje (Kielce 1993), W sadzie sen – poezje (Kielce 1998), Okolica Józefa i inne wiersze (Kielce 2000), Nidy Skamander (Kielce 2007), Sad utracony (Kielce 2010).

Tomy prozy: Moje Ponidzie (Kielce 1994), Ściąga z miłości (Kielce 1995), Karta choroby (1999), Zdrada (Kielce 2001). Antolski od czasu do czasu publikuje swoje wiersze w „Radostowej” oraz w antologiach i almanach, jak Bazar, Zostałeś w nas, Ojcze święty (2005), Dziesięć muz (2007), [w druku: Maszyna metafizyczna (Kielce 2012)].

Stały felieton w miesięczniku „Radostowa”.

Wywiady: R. Biskupa, Poeta podejmie pracę, „Słowo Ludu” 1982, nr 187, s. 3; J. Daniela, Poezja jest z wątpienia, „Przemiany” 1983, nr 2, s. 4-5; A. Zapały, Nie chciałbym być latającą rybą, „Echo Dnia” 1985 z dn. 23-25.08., nr 164(3831); L. Zawistowskiej, Poeta jest jak rolnik, „Magazyn Słowa Ludu” 1987 z 31 I , nr 12347, s. 4; K. Sowińskiego, Największy kac w historii literatury, Kielecka „Gazeta Wyborcza” 1992, nr 262, 6-8 XI; J. Pisiewicz, Mówię pełnym głosem, „Ikar” 1994, nr 4(8), s. 33; S. Stanika, Jestem autentystą, „Myśl Polska” 1999, nr 10, s. 6; toż w: Okolica Józefa i inne wiersze, Kielce 2000, s. 114-119.

Antolski otrzymał wiele nagród w konkursach poetyckich, m. in. „O Nagrodę Jesiennej Chryzantemy” (Płock 1978). „O Świętokrzyską Lirę Poezji” (Kielce 1979, 1982), „O Laur Liścia Akantu” (Olsztyn 1981), na XIV Ogólnopolskim Festiwalu Poezji (Łódź 1985J. Także laureat miesięcznika „Przemiany” (Kielce 1974), nagrody w dziedzinie poezji im. Andrzeja Bursy (Kraków 1986), nagrody z Funduszu Nauki i Kultury im. Staszica (Kielce 1986).

 

Przypisy

[1] J. Harasymowicz i T. Śliwiak byli członkami jury konkursowego, które przyznało Z. Antolskiemu Nagrodę im. Andrzeja Bursy. Por. W. Gajewski, Krakowskie dni literatury, „Życie Literackie” 1986, nr 47: „Jury w tym roku było wyjątkowo zgodne co do kandydatury autora „Okolicy Józefa”.

[2] Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej, Warszawa 1996.

[3] Rzemiosło poezji, oprac. Calin-Andrei Michailescu, przeł. M. Świerkowski, Warszawa [2007].

[4] Określenia tego używa A. Kamieńska w eseju „Autointerpretacja” z t. Na progu słowa, Poznań 1985, s. 10; – Jerzy Daniel w recenzji Ściągi z miłości pisze: „Literatura, którą uprawia Antolski, bywa niekiedy nazywana «życiopisaniem»”, „Słowo Ludu” 1995, nr 275 (13979).

[5] K. Nurkowski, Niepokoje Antolskiego, „Gazeta Wyborcza” 1996 z 20-21 I 1996.

[6] S. Stanik, Spowiedź wieku, „Plon” 1994, nr 44, s. 12.

[7] A. Pajdzińska, Frazeologizmy jako tworzywo współczesnej poezji, Lublin 1993, s. 92.

[8] Tę literacką legendę regionu próbuje odświeżyć grupa eseistów w pracy zbiorowej pt. Tradycje literackie Ponidzia pod red. Antoniego Dąbrowskiego (Starachowice 2011), zawierającej szkice o kilkunastu pisarzach wyrosłych na tej ziemi.

[9] Obszerniejsza recenzja: Z. Korzeńska, „Radostowa” 2008, nr 5-6, s. 52-53.

[10] Obszerniejsza recenzja: Z. Korzeńska, „Radostowa” 2010, nr 11-12, s. 49.

[11] DAN [Jerzy Daniel], Zagubiony scenariusz codzienności, „Przemiany” 1982, nr 2, s. 37.

[12 ] J. Borzęcki, Godne zastępstwo własnego Ja, „Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 6, s. 12.

[13] G. Koch, „Radar” 1986, nr 45, s. 15.

 

Pin It