Anna Choma-Suwała

 

Józef Czechowicz – tłumacz poezji ukraińskiej

 

jan wydraW okresie międzywojennym Józef Czechowicz był najbardziej znanym i rozpoznawalnym poetą tzw. Drugiej Awangardy, skupionej wokół powstałej w latach 30-tych grupy poetyckiej „Reflektor”. Mimo upływu ponad półwiecza od tragicznej śmierci autor Poematu o mieście Lublinie postrzegany jest jako jeden z najbardziej oryginalnych i indywidualnych poetów swego czasu. W ostatnich latach można nawet mówić o „modzie na Czechowicza”. Lubelski poeta był aktywnym uczestnikiem życia literackiego Lublina, redaktorem kilkunastu czasopism, pracownikiem Polskiego Radia, a także tłumaczem poezji angielskiej, francuskiej, czeskiej, bułgarskiej, rosyjskiej i ukraińskiej. Przekłady z języka ukraińskiego zajmują w jego spuściźnie translatorskiej czołowe miejsce (jest ich niespełna pięćdziesiąt). Poza tym, „wśród polskich tłumaczy poezji ukraińskiej lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku Józef Czechowicz był jednym z najwybitniejszych”.[1]

Przyczyn tak dużego zainteresowania literaturą ukraińską należy doszukiwać się w życiorysie poety, w kilkuletnim pobycie we Włodzimierzu Wołyńskim i w jego upodobaniu tematyki kresowej. Na szczególną uwagę zasługuje, co odnotował także Jarosław Cymerman[2], zaangażowanie lubelskiego poety w propagowanie literatury ukraińskiej na łamach czasopisma „Zet”. Dowód stanowią słowa listu do Władysława Sebyły z 10 grudnia 1932 roku: „«Zet» powinien dać również przekłady, ale winny to być przekłady z mniejszości polskich: poezja ukraińska, białoruska. Braterstwo ludów winno się zamanifestować przede wszystkim w stosunku do tych, którzy są młodszymi braćmi”.[3]

Wśród ukraińskich przekładów Czechowicza znajdują się przede wszystkim wiersze pisarzy jemu współczesnych, tworzących w okresie międzywojennym. Należą do nich Pawło Tyczyna, Jewhen Małaniuk, Ołeh Olżycz, Leonid Mosendz, Mykoła Bażan, Światosław Hordyński i Bohdan Łepki. Autora Poematu o mieście Lublinie urzekła również twórczość ukraińskiego wieszcza Tarasa Szewczenki.

Tłumaczone przez Czechowicza wiersze ukraińskich poetów łączy z jego oryginalną twórczością zbieżna tematyka, analogiczne podejście do warsztatu pisarskiego (dbałość o odpowiednią selekcję słownictwa i melodyjność) oraz lapidarność wypowiedzi. Kierując się tymi przesłankami lubelski poeta zwrócił szczególną uwagę na twórczość Pawła Tyczyny. Przełożył ponad dwadzieścia jego wczesnych utworów, pochodzących z tomików: Słoneczne klarnety (1918), Pług (1920) i Zamiast sonetów i oktaw (1920).

Większość liryków z pierwszego zbioru Tyczyny doskonale koreluje z czechowiczowskim mitem Arkadii, z sielskością wiejskich pejzaży. Należą do nich: Słoneczne klarnety, Gaje mi szumią, Nie patrz na mnie tak życzliwie, [Stoję na wyżynie], Tam topole, Z tym się nie kryj przyrodo oraz trzy wiersze z cyklu Еharmonijne: Słońce, Wiatr i Deszcz.

Wszystkie one stanowią doskonały przykład harmonii dźwięków i kolorów, charakterystycznej dla tzw. wołyńskich wierszy Czechowicza. Stanowią kwintesencję klarnetyzmu Tyczyny przejawiającą się w niezwykłej energii, witalności oraz jedności człowieka z przyrodą i Bogiem. Przykładem tego są słowa wiersza Słoneczne klarnety:

 

Radosny śpiew, wiosenny śpiew —

w akordach krążą planety —

od wieków wiem, żeś Ty nie gniew,

słoneczne tylko klarnety...[4]

 

Nastrój melancholii i smutku, podobny do katastroficznych wizji Czechowicza towarzyszy, kolejnym utworom z debiutanckiego tomu Tyczyny: Do cerkwi, Po sinawym stepie oraz Wojna, z którego pochodzi strofa:

 

Błogosław, matko, na szukanie leku,

szukanie ziela na szał, co w człowieku…”

Podnoszę rękę, by ująć krzyż –

wokół nikogo – i wpośród ciszy

kruk kracze: kra kra (s. 207)

 

            Dramatyczne wydarzenia okresu pierwszej wojny światowej stały się głównym tematem drugiego tomu wierszy Tyczny pt. Pług. Zawarte w nim utwory stanowią zupełne przeciwieństwo optymizmu i dynamiki Słonecznych klarnetów. Zbiór dotyczy przede wszystkim tematyki społeczno-politycznej, jest pełen wątpliwości i wahania, rozpaczy i nadziei. Występujący w nim motyw pługa symbolizuje lepszą przyszłość, przygotowanie żyznej ziemi na zmiany, jakie niesie ze sobą rewolucja. Czechowicz przetłumaczył sześć utworów zawartych w tym tomie: I Biełyj, i Blok…, Planetarne interwały, [w dzień ten poza siołem…], Madonno moja …, Cherlawym prorokom i Uniwersały spalcie. Ten ostatni zawierał rewolucyjną odezwę do narodu: 

 

Uniwersały spalcie, podepczcie stos dekretów:

znów brzuchy drze przeklęta stal bagnetów!

Przeklnijcie praw kancelaryjną pleśń –

Wolność – ta jedna niechaj będzie pieśń! (s.204)

 

Refleksyjny charakter towarzyszy trzeciemu tomowi wierszy Tyczyny napisanemu prozą. Zamiast sonetów i oktaw, łączy w sobie filozofię Hryhorija Skoworody i symbolikę biblijną. Rozważaniom na temat stosunków międzyludzkich i zwalczania moralnego upadku jednostki i społeczeństwa poświęcone są liryki: Terror, Evoe!, Po szowinistycznemu, Pustka i Kąkol. Zawarty w nich obraz wojny oraz zbliżającej się zagłady przywodzi na myśl prorocze wizje Józefa Czechowicza z tomiku nuta człowiecza.

Związki Józefa Czechowicza z wczesną liryką Pawła Tyczyny przejawiają się również w reminiscencjach neoromantyzmu i symbolizmu oraz wrażliwości muzycznej. Twórczość Tyczyny i Czechowicza cechował artystyczny synkretyzm. Lirykę ukraińskiego poety określano mianem „malownicza muzykalność” lub „muzyczna malowniczość”, natomiast w odniesieniu do poezji Józefa Czechowicza ukuty został termin „nieśpiewna śpiewność”.[5]

            Kolejnym artystą, którego spuścizna literacka znalazła się w kręgu zainteresowań lubelskiego poety był Jewhen Małaniuk. Utwory tego przedstawiciela ukraińskiej emigracji były znane w Polsce już na początku lat 20-tych ubiegłego stulecia, dzięki publikacjom w czasopiśmie „Wesełka”[6] i tomikowi poezji Ozimina, wydanemu w 1923 roku.

Ważnym etapem w życiu i twórczości Jewhena Małaniuka był okres warszawski przypadający na lata 1929-1944. W tym czasie wyszły drukiem cztery zbiory jego poezji: Ziemia i żelazo (1930), Ziemska madonna (1934), Pierścień Polikratesa (1939) oraz Wybrane poezje (1943).

Tłumaczeniem wierszy Małaniuka zajęli się przede wszystkim pisarze związani z lubelskim środowiskiem literackim. Byli nimi, przyjaźniący się z ukraińskim poetą, Józef Łobodowski oraz twórcy z kręgu czasopism „Zet” i „Kamena”: Józef Czechowicz, Kazimierz Andrzej Jaworski, Tadeusz Hollender i Czesław Jastrzębiec-Kozłowski.[7] 

Większość tekstów spolszczonych przez Czechowicza pochodziła z dwóch tomów poezji Małaniuka Ziemska Madonna oraz Pierścień Polikratesa. Dotyczyły one kilku zasadniczych wątków tematycznych: problematyki narodowościowej, kwestii zniewolenia Ukrainy i modelu kultury ukraińskiej. Oryginały cyklu Trzy wiersze oraz utworów Znowu ścielesz stepowy kilim…, Przed portretem Mazepy, Tym, którzy przyjdą … były zapewne znane lubelskiemu poecie z publikacji w czasopiśmie „Wisnyk” lub „Biuletynie ukraińsko-polskim”. Wszystkie translacje ukazały się w latach 1933-1934, czyli na długo przed pojawieniem się Pierścienia Polikratesa i być może także Ziemskiej Madonny. Polskie wersje wydrukowane zostały w czasopismach „Zet”, „Sygnały” i „Pion”.[8]

W twórczości Małaniuka, podobnie jak Czechowicza odnaleźć można symbolizm i elementy neoromantyzmu. Źródło artystycznych inspiracji stanowi Biblia oraz reminiscencje mitologii antycznej i słowiańskiej. Jarosław Cymerman porównując Jagiellońską Polskę ze „stepową Helladą”, zwraca również uwagę na podobieństwo obydwu poetów w podejściu do historiozofii.[9] Symptomatyczne jest także ich bezkrytyczne podejście do postaci historycznych takich jak Józef Piłsudski czy Iwan Mazepa.

Dla Małaniuka, tak jak dla innych przedstawicieli „praskiej szkoły”, wyidealizowany, mityczny obraz Ukrainy utożsamiała kultura starożytnej Grecji. Idylliczne opisy przyrody z cyklu Trzech wierszy w doskonały sposób korelują z wiejskimi pejzażami Czechowicza, a nastrój pesymizmu, nadchodzącą zagładę z liryku Znowu ścielesz stepowy kilim… można porównać do katastroficznych wizji z tomu nuta człowiecza

To, co łączy pisarzy ma także związek ze specyficznym podejściem do rytmu i melodii poezji. Dla Małaniuka, jako przedstawiciela symbolizmu ważne było postrzeganie wiersza w kategoriach obrazu i dźwięku. Svitlana Kravchenko podkreśla, że „wiersze Małaniuka są semantycznie wielowarstwowe, pełne aluzji historiozoficznych i kulturowych, mają głęboki podtekst i skomplikowany system metryczny.[10]

Synestezja sztuk towarzyszyła twórczości Czechowicza, który podobnie jak „imperator żelaznych strof[11] korzystał ze swoistej fonostylistyki, polegającej na dźwiękonaśladownictwie i wprowadzeniu aliteracji.

Ukraińska literatura w okresie dwudziestolecia międzywojennego rozwijała się w dużej mierze poza granicami kraju - we Lwowie, Warszawie i Pradze. Głównym miejscem publikacji ukraińskiej diaspory było lwowskie czasopismo „Wisnyk”, które ukazywało się w latach 1922-1939. To właśnie w nim zamieszczał swoje utwory Ołeh Olżycz (Kandyba). Był on obok Jewhena Małaniuka i Leonida Mosendza jednym z czołowych przedstawicieli „praskiej szkoły”. 

Jego liryką zainteresowali się przede wszystkim polscy poeci związani z czasopismem „Kamena”: Kazimierz Andrzej Jaworski, Józef Łobodowski, Czesław Jastrzębiec-Kozłowski, Tadeusz Hollender i Józef Czechowicz. W latach 1933-1938 polskie translacje liryki Kandyby drukowane były w pismach literackich „Skamander”, „Biuletyn polsko-ukraiński”, „Zet”, a także w „Kurierze porannym”, „Sygnałach” ł „Wołyniu”.

W spuściźnie Olżycza zauważalny jest bezpośredni wypływ archeologii. To właśnie „najmniej ulubiona muza”[12] autora widoczna jest w jego wczesnych cyklach Kremiń (1931), Kamiń (1932), Bronza (1932), Zalizo (1932), poprzedzających debiutancki tomik Riń (1935).

Wczesna poezja Olżycza zwróciła uwagę Józefa Czechowicza, który przetłumaczył kilkanaście najbardziej charakterystycznych utworów pochodzących z cykli Kamiń i Bronza. Są nimi: Doliny chylą się…, Modlitwa poranna, Powrót, Na Boga, przecież jeszcze są..., Na niebie obłok, dyptyk Polesie, Wizja, Znów do brzegów, Żołnierz oraz tryptyk Rozpuszczajcie rogoże żagli. Większość tych translacji ukazała się w latach 1933-1934, „Sygnałach”, dwutygodniku „Zet” i „Biuletynie polsko-ukraińskim”, niektóre w „Kamenie” pod pseudonimem Henryk Zasławski.

To, co łączyło obydwu pisarzy to przede wszystkim negatywna ocena rzeczywistości oraz ucieczka od istniejących kanonów literatury narodowej. Dla obydwu poezja nie była jedynie ucieczką, stanowiła moralny drogowskaz, była rodzajem mobilizującej odezwy do narodu. Dbali o jej nieskazitelność, odpowiedni dobór słów i rymów, dzięki nim chcieli wpływać na zmysły odbiorców, na ich słuchową i wzrokową wyobraźnię. Olżycza uważano za „tragicznego optymistę”[13], a jego pozytywne nastawienie często piętnowano jako naiwne i utopijne. Ma ono wiele wspólnego z arkadyjsko-apokaliptycznymi wizjami Czechowicza, czego przykład stanowi cytat z wiersza Na Boga, przecież jeszcze są...:

 

Wszyscyśmy dziś, po wszystkie dni,

wzruszeni, bladzi, gnie nas wielki żal,

lecz tarcza na lewicy lśni,

a w prawej ręce miecza zaciskamy stal. (s. 168)

 

Obaj pisarze budowali swoje liryki na kontraście, wykorzystując opisy przyrody, motywy biblijne i antyczne. W poezji Olżycza, analogicznie do dorobku innych reprezentantów „praskiej szkoły”, ważna była symbolika stepowej Hellady, pierwowzoru państwa ukraińskiego.

Kolejnym członkiem tej grupy pisarzy był Leonid Mosendz, który podobnie jak większość przedstawicieli ukraińskiej inteligencji brał czynny udział w wojnie domowej (1917-1920), a po jej zakończeniu udał się na emigrację. Początkowo przebywał w Częstochowie, a następnie w 1922 roku, jak większość diaspory przeniósł się do Pragi. Z tego okresu pochodzą wczesne poezje Mosendza, które bez wątpienia były drukowane w lwowskim „Wisnyku”. Leonid Mosendz był blisko związany z tym czasopismem i należał do grupy „wisnykiwśka kwadryha”[14] w skład, której wchodzili m.in. Jewhen Małaniuk, Ołeh Olżycz i Jurij Klen.

W translatorskiej spuściźnie Czechowicza znalazł się jeden z wierszy ukraińskiego poety, którego polska wersja językowa pt. Z „Dni podiebradzkich”, ukazała się w warszawskim czasopiśmie „Zet” 15 maja 1933 roku. Liryk ów jest przede wszystkim wspomnieniem okresu studiów w Podiebradach.[15] Widoczne są w nim również naukowe inspiracje Mosendza, który z racji wyuczonego zawodu były związany przede wszystkim z fizyką, chemia i matematyką.[16] Poeta chciał, aby terminy naukowe i techniczne stały się materiałem poetycznych metafor, o czym świadczą słowa liryku Z „Dni podiebradzkich”:

 

Zatrzymał się w bezsilnej złości,

kredę rozkruszył w palcach rąk,

bo warknął motor w wysokości,

rozdarł wykładu wartki prąd.(s. 165)

 

             We wczesnych publikacjach Czechowicza, które ukazywały się w „Reflektorze” widoczne są wyraźne związki z modernizmem i futuryzmem. Z nową sztuką wiąże się także specyficzna metaforyka towarzysząca urbanistycznemu podejściu autora, kultowi maszyny, uznaniu jej potęgi i szybkości, czego dowodem jest wiersz Pędem z debiutanckiego tomu poezji Kamień.

 Krytycy twórczości Mosendza wyżej cenili jego dorobek poetycki niż prozatorski, szczególną uwagę poświęcając czystej formie sonetu najbardziej odpowiadającej charakterowi poezji z cyklu Junac'ka wesna. W innych gatunkach jak np. ballada (Bałada pro pobratyma), ich zdaniem nie czuł się poeta już tak swobodnie.[17]

Melodyjność poezji to kolejna cecha świadcząca o podobieństwie twórczości Mosendza i Czechowicza. Łączyło ich także podobne podejście do roli poety, wyrażone w liście ukraińskiego poety do inżyniera Arsena Szumowskiego w następujących słowach: „Być pisarzem, i do tego w naszych czasach, to coś więcej niż wodzić piórem po papierze. To – powołanie od Boga”.[18]

  Czechowicz dokonał też przekładu fragmentów jednego z wczesnych wierszy Mykoły Bażana.  O tym, że pochodzący z 1927 roku Nocny rejs doskonale koreluje z apokaliptycznymi wizjami lubelskiego poety świadczy poniższy cytat:

 

Pada z pirackiej czarnej fregaty

cień — nienawistny, zły i skrzydlaty.

Przez mórz obłudnych przepływa nurty,

ponuro pędzi wzdłuż ciemnej burty

rozległy wicher żołnierzy

i ludzi śmiałych wiatr,

krzyczący jak albatros wśród lin. (s. 151)

 

Debiut ukraińskiego poety zbiegł się w czasie z początkiem poetyckiej kariery Józefa Czechowicza. Pierwszy wiersz opublikował Mykoła Bażan w 1923 roku, a trzy lata później wyszła jego pierwsza książka pt. Simnadciatyj patrul, poświęcona konfliktom zbrojnym na terytorium Ukrainy. latach 20-tych XX wieku Bażan współorganizował ukraińskie odrodzenie kulturowe i w tym okresie powstały jego najlepsze utwory. Poeta formuje w nich swój ekspresjonistyczno-barokowo-romantyczny styl. Jego liryki Budiwli (1924), Hetto w Umani (1928), Rozmowa serdeć, Doroha (1930), poświęcone tematyce historycznej i współczesności stały się wielką literacką sensacją.

            Również twórczość Światosława Hordyńskiego zwróciła uwagę lubelskiego poety. W szkicu organizacyjnym czasopisma Zmowa zawartym w Wyobraźni stwarzającej Hordyńskiego uważa Czechowicz za jednego z najbardziej zachodnich z orientalnych twórców obok Pasternaka i Seiferta.[19] Wspomina o tym Jan Orłowski w artykule Czechowicz w kręgu literatury rosyjskiej. [20]Pierwsze wiersze ukraińskiego poety pojawiły się na początku lat 30-tych. W 1933 roku wyszedł pierwszy zbiór poezji Barwy i linji. Wiele czasu poświęcał Hordyński pracy publicystycznej. W latach 1934-1939 był redaktorem gazety „Nazustricz”, brał udział w tworzeniu rubryki „Ukrajinśki sprawy” w polskim miesięczniku „Sygnały”, ukazującym się w latach 1933-1939 we Lwowie. W 1934 roku wydrukowano specjalny „ukraiński numer” czasopisma z wierszami i artykułem Hordyńskiego. Przed drugą wojną światową wyszło drukiem kolejnych pięć lirycznych zbiorów ukraińskiego pisarza: Buruny (1936), Słowa na kameniach (1937), Witer nad poljamy (1938), Łehendy hir (1939) i Sim lit (1939).[21]

W jego twórczości widoczny jest bezpośredni wpływ malarstwa, które było dla Hordyńskiego ważną dziedziną sztuki. Świadczył o tym debiutancki tomik inspirowany pracami francuskich impresjonistów. Jak podkreśla Mykoła Ilnyc’ki, poezja dwudziestolecia międzywojennego rozwijała się w ścisłym związku z innymi rodzajami sztuki, przede wszystkim z malarstwem, ale nie każdy utalentowany poeta był uznanym malarzem jak np. Światosław Hordyński.[22]

Niezwykłe podejście do sztuki, wykorzystanie szerokiego wachlarza barw w poezji Hordyńskiego zapewne zafascynowało Czechowicza. Lubelski poeta szczególną uwagę zwrócił na wiersz pt. Zmierzch lazurowy, do złudzenia przypominający sielskie opisy z liryku na wsi. Oto fragment tego utworu w przekładzie Czechowicza:

 

Tak dusi zapach trawy zżętej w sianokosach!

Teorie, księgi naraz w niepamięci znikły

I chciałbym być już tylko barbarzyńcą zwykłym,

Żebym ja, bór i góry, siano i niebiosa... (s. 153)

 

Podobieństwo twórczości obydwu poetów wynika również z różnorodności ich stylów, począwszy od klasycyzmu, poprzez neoromantyzm, a skończywszy na modernizmie.

            Cz echowicz zaciekawił się także dorobkiem literackim Bohdana Łepkiego, członka lwowskiego ugrupowania Młoda muza, doskonale znanego i cenionego w krakowskim środowisku artystycznym. Wśród czechowiczowskich tłumaczeń znalazły się dwa jego wczesne wiersze, napisane przed pierwszą wojna światową. Pierwszy z nich Bywajcie zdrowe... należy do cyklu W Roztokach, stanowiącego wspomnienie podróży Łepkiego do wsi Roztoky w Karpatach.

Działające w latach 1906-1914 ukraińskie ugrupowanie związane z czasopismem „Swit”, szukając nowych szlaków działalności, wzorowało się na Młodej Polsce. W tym dążeniu do europeizacji literatury ukraińskiej znaczącą rolę odegrała bezpośrednia znajomość Bohdana Łepkiego ze Stanisławem Przybyszewskim. Przyświecające twórczości polskiego poety modernistyczne hasło „sztuka dla sztuki” znajduje swoje odzwierciedlenie w liryce Bohdana Łepkiego. Hołdowanie ideałom estetyzmu, beztroska tworzenia, nawiązywanie do antyku, średniowiecza i kultury orientalnej, wprowadzenie do literatury ukraińskiej motywów secesji były często piętnowane przez starsze pokolenie pisarzy. Dla przedstawicieli Młodej muzy bohater liryczny był człowiekiem wrażliwym, neurotycznym, słabym, pasywnym, uciekającym w świat fantazji i marzeń.[23]

Takie podejście do sztuki przyświecało wczesnej twórczości Łepkiego i Czechowicza. Dla lubelskiego poety sztuka starożytna, w której człowiek żyje w harmonii z przyrodą, była uosobieniem raju na ziemi, ucieczką przed rzeczywistością. W autobiograficznym wierszu ukraińskiego pisarza Bywajcie zdrowe... mit arkadyjski, widoczny w zachwycie folklorem i ludowością, służy wyrażeniu tęsknoty za utraconym rajem, za ojczyzną: 

 

Bywajcie zdrowe,

wzgórza barwinkowe,

bo już moje konie,

koniczeńki wrone,

do podróży czekają gotowe!... (s. 158)

 

Następny spolszczony przez Czechowicza liryk Bezduszna głuchość... z cyklu Osiń, jak twierdził sam autor, napisany został jesienią 1901 roku w Krakowie, ma znaczenie symboliczne. Można w nim dostrzec obraz śmierci ukrytej pod płaszczem jesiennego pejzażu:

 

A ścieżynami pod płotami

głód idzie — siół doroczny gość.

W paluchach trzyma chłopską kość

i groźnie błyska źrenicami... (s. 157)

 

             Ta niezwykle przejmująca metafora przywodzi na myśl obrazy z apokaliptycznych wierszy Czechowicza głód, żal czy śmierć.

            Poetycka spuścizna Bohdana Łepkiego jest nie do przecenienia, wyróżnia się różnorodnością stylów i motywów, ale na pierwsze miejsce wysuwa się dbałość o odpowiedni wybór słów i niezwykła melodyjność jego wierszy. Do wiersza Bezdusznej głuchości (jak i do większości liryków z omawianego cyklu) skomponowana została muzyka.

             Zapewne właśnie ta niezwykła zręczność, z jaką łączył Bohdan Łepki słowa i melodię wierszy urzekła Czechowicza. W twórczości obydwu poetów ważne miejsce zajmuje symbolika „kamienia”, „wiatru” i „mroku”. 

Wydaje się, że translatorskim poszukiwaniom członka Lubelskiej Awangardy przyświecał jeden cel: znaleźć utwór zbliżony tematycznie do własnej twórczości.  Takie wiersze wybrał Czechowicz również z poetyckiej spuścizny Trasa Szewczenki.

Podobnie jak Łepki Szewczenko był piewcą ukraińskiej przyrody. Tłumaczony przez Czechowicza w iersz Hej dąbrowo jest doskonałym przykładem bajkowej opowieści poświęconej przemijalności pór roku. Możliwe, że natchnieniem do napisania tego wiersza był pobyt autora w Galicji. Po ukończeniu studiów w 1845 roku Taras Szewczenko jako członek Komisji Archeologicznej podróżował po Wołyniu, Podolu, Kijowszczyźnie oraz Połtawszczyźnie badając przeszłość i tradycję ukraińskiego narodu.

Magiczny świat przyrody zawarty we wspomnianym wierszu Szewczenki ma w sobie wiele wspólnego z romantycznymi balladami, w których przyroda nie tylko współodczuwa, współdziała z człowiekiem, ale staje się jego ucieleśnieniem:

 

Hej, dąbrowo, ciemny gaju,

ojciec twój bogaty,

trzykroć w roku cię ubiera

w różnolite szaty. (s. 180)

 

Poeta w niezwykle sugestywnie operuje barwą, ukazując zmieniające się pory roku. Szewczenko w szczególny sposób wpływa nie tylko na wyobraźnię wzrokową odbiorcy, ale także słuchową. Liryk Hej dąbrowo jest swobodną interpretacją popularnej galicyjskiej pieśni ludowej. Mimo, że utwory ukraińskiego wieszcza przykuwają uwagę swoją melodyjnością i rytmem, nie są one łatwym wyzwaniem dla tłumacza.

Napisany w 1845 roku Testament Szewczenki ędący wizją nadchodzącej zagłady, w przekładzie lubelskiego poety zatracił oryginalny rytm i dynamikę, ale zachował liryczne przesłanie, o czym świadczy poniższy cytat:

 

A jak umrę, pochowajcie mnie w stepie szerokim,

na mej miłej Ukrainie, w kurhanie wysokim.

Żebym widział z niego łany i Dniepr, i pagóry,

żebym widział, żebym słyszał jak szumi, ponury. (s. 181)

 

O spolszczeniach Czechowicza z języka ukraińskiego można napisać obszerne studium. Poeta odegrał istotną rolę w życiu literackim obydwu narodów. Jego wpływ przejawia się nie tylko w przekładach poezji ukraińskiej, ale także w osobistej przyjaźni z ukraińskimi pisarzami i podejmowaniu tematyki ukraińskiej we własnej twórczości. Dokonana krótka analiza jego translatorskiej działalności dowodzi, że w kręgu zainteresowań lubelskiego poety znalazła się przede wszystkim literatura współczesnych mu pisarzy, tworzących w okresie międzywojennym. Czechowicza fascynowała poezja Pawła Tyczyny, Jewhena Małaniuka, Ołeha Olżycza, Leonida Mosendza, Mykoły Bażana i Światosława Hordyńskiego, którzy w podobny sposób postrzegali trudną rzeczywistość. W ich spuściźnie literackiej, tak jak w dorobku Tarasa Szewczenki poszukiwał Czechowicz podobieństw z własną liryką. Szczególne miejsce wśród jego tłumaczeń zajmują wiersze o tematyce katastroficznej, oddające lęk przed zbliżającą się katastrofą. Wiele uwagi poświęcił także poezji ukazującej piękno przyrody, która dla autora Poematu o mieście Lublinie była przeciwwagą wizji apokaliptycznych i wspomnieniem okresu wołyńskiego.  

 



[1] S. Kravchenko, Dialogi poetyckie Józefa Czechowicza z Ukrainą, [w:] Józef Czechowicz: Poeta-Prozaik-Krytyk-Tłumacz, red. A. Niewiadomski, A. Wójtowicz, Lublin 2015, s.174.

[2] J. Cymerman, Jagiellońska Polska i „stepowa Hellada”. Czechowicz tłumaczy Małaniuka, „Akcent” 2011, nr 2 (124), s. 82.

[3]  J. Czechowicz, Pisma zebrane, t. 8. Listy. Opracował Tadeusz Kłak, Lublin 2011, s. 231.

[4]  J. Czechowicz, Pisma zebrane, t. 7, Przekłady. Opracowanie Wojciech Kruszewski, Dariusz Pachocki, Lublin 2011, s. 198. (Fragmenty kolejnych tłumaczeń Czechowicza pochodzą z tego źródła, strony podane w nawiasach po cytacie).

[5] K. Wyka, O Józefie Czechowiczu, [w:] K. Wyka, Rzecz wyobraźni, Warszawa 1997, s. 37.

[6] E. Wiszka: Prasa emigracji ukraińskiej w Polsce 1920-1939, Toruń 2011, s. 172.

[7] Czesław Jastrzębiec-Kozłowski dokonał wyboru polskich tłumaczeń Jewhena Małaniuka, które ukazały się w zbiorze Hellada stepowa w 1936 roku.

[8] H. Dubyk, Polskie Kontakty literackie Jewhena Małaniuka, „Pamiętnik Literacki” 2010, zeszyt 3, s. 91-92.

[9] J. Cymerman, Jagiellońska Polska i „stepowa Hellada”, op. cit., s. 82-87.

[10] S. Kravchenko, Dialogi poetyckie Józefa Czechowicza z Ukrainą, op. cit., s.178.

[11] Takim przydomkiem zaczął posługiwać się Małaniuk tuż po opublikowaniu w roku 1930 tomu Ziemia i żelazo.

[12] Takim mianem określał Olżycz swoją profesję.

[13] B. Czerwak, Trahicznyj optymist: duchownyj suwerenitem Ołeha Ol'życza, „Deń” 2007, nr 119, s. 7.

[14] Ě. Ilnyćkyj, Na prerechrestjach wiku, [w:] Ukrajina: kul'turana spadszczyna, nacjonalna swidomiśť derżawniśť, za red. J. Isajewycza, Kyjiw 1992, wyp. 1, s. 196.

[15] W mieście tym w latach 1922-1935 działała Ukraińska Akademia Gospodarcza, której absolwentami byli m.in. Jewhen Małaniuk i Leonid Mosendz.

[16] Leonid Mosendz ukończył w 1928 roku studia na Wydziale Chemiczno-Technologicznym w Podiebradach, a w 1931 roku obronił doktorat poświęcony obróbce nafty i rozpoczął pracę laboratoryjną.

[17] М. Ilnyćkyj, Na prerechrestjach wiku, op. cit., с. 200.

[18] H. Korbicz, Mosendz y lystach: Osobyste, „Słowo i czas” 1997, nr 10, s. 30. Polskie tłumaczenie cytowanego fragmentu - A. Choma-Suwała.

[19] J. Czechowicz, Wyobraźnia stwarzająca. Szkice literackie, oprac. T. Kłak, Lublin 1972, s 95.

[20]  J. Orłowski, Czechowicz w kręgu literatury rosyjskiej, [w:] Józef Czechowicz: Poeta-Prozaik-Krytyk-Tłumacz, red. A. Niewiadomski, A. Wójtowicz, Lublin 2015, s. 167.

[21]  Ł. Skoryna, Literatura ta literaturoznawstwo ukrajinśkoji diaspory, Czerkasy 2005, s. 125.

[22] М. Ilnyćkyj, ibidem, с. 173.

[23] M. Jewszan, Bohdan Łepkyj. Ełementy joho tworczosti, „Ukrajinśka chata” 1909, cz. 7-8, s. 396- 398. 


Pin It