Mikołaj Melanowicz

 

Księżyc nad Kamogawą. Przypomnienie z przeszłości

 

Mikołaj MelanowiczKamogawa, to znaczy Rzeka Kamo, przepływa przez centrum Kioto – tysiącletnią stolicę dawnej Japonii. Po drodze zbiera wody kilku innych rzek  by ostatecznie połączyć się z wypływającą z jeziora Biwa rzeką Yodogawą - nazywaną też Seta i Uji na różnych jej odcinkach - i zakończyć bieg w Zatoce Osakańskiej.

  W dawnych czasach, gdy wody ubywało, w korycie rzeki występowali  komedianci. A gdy rzekę ujarzmiono i zwężono, na brzegach powstały domy rozkoszy, knajpy. Restauracje i sklepiki. Ich tradycję zachowują dziś dwa centra sztuk rozrywkowych, w których panują uroda i umiejętności artystyczne dziewcząt i kobiet. Po prawej stronie rzeki znajdują się zaułki Pontochō, a po lewej – dzielnica Gion.

 Opisane na łamach „Kontynentów” spotkanie z gejszami odbyło się właśnie w zaułku Ponto (pochodzenie nazwy niejasne, prawdopodobnie portugalskie), to znaczy w „herbaciarni” bardziej przystępnej dla kieszeni profesora niż w znajdującej się po lewej stronie Kamogawy, w dzielnicy Gion rozsławionej przez liczne filmy, powieści i pieśni. (Nazwa Gion pochodzi od dawnej świątyni sintoicko-buddyjskiej Gion Jinja, która w okresie Meiji  została przemianowana na sintoistyczną Yasaka Jinja, a posągi buddyjskie znajdujące się  na jej terenie - zburzono).

 Dwugłos: Dariusz Nowacki, Andrzej Śnioszek o Donacie Kirschu

 

Maria Wollenberg-Kluza

 

 

 

Michał Piętniewicz


Jasność ciemnej głębiny.

O korespondencji między Zbigniewem Herbertem a Tadeuszem Chrzanowskim.


Pietniewicz Michal n     Zanim przystąpię do omawiania samej korespondencji między Zbigniewem Herbertem a Tadeuszem Chrzanowskim, chciałbym przez chwilę zastanowić się, po pierwsze nad cechami genologicznymi listu jako takiego, po drugie nad różnymi odmianami listu, po trzecie nad samą istotą listu, jako formy komunikacji między nadawcą a adresatem.
     List (podążam w tym momencie za uwagami Stefanii Skwarczyńskiej, pomieszczonymi w jej „Teorii listu”[1]), może być formą literacką, choć nie musi.
List, za Skwarczyńską, zaliczamy do typu literatury stosowanej czy użytkowej.
Dominują w nim cechy utylitarne – np. załatwienie jakiegoś interesu, prośba o pomoc w pewnej sprawie czy poparcie.[2]
List nie należy zatem do literatury „czystej”.

 

Janusz Termer

 

95. rocznica urodzin i 30. śmierci

 

Bohdan Czeszko

 

Filip Wrocławski

 

 

     Co pozostanie z Bohdana Czeszki - pytali krytycy lieraccy (m.in. Zbigniew Bieńkowski, Leszek Bugajski, Krzysztof Mętrak, Jan Pieszczachowicz) tuż po jego przedwczesnej śmierci. I odpowiadali, zgodnie na ogół, że przede wszystkim krórtka powieść (short story) TREN , wspomnienia NOSTALGIE MAZURSKIE oraz powieść POWÓDŹ. Pytanie aktualne i dziś, bo twórca to istotnie „kontrowersyjny”, gdy patrzymy na jego biografię z dziejszego – nie historycznego – punktu widzenia. Natomiast do listy wążnych i obecnie książek, tego zapominanego niestety pisarza, dorzuciłbym jeszcze – patrząc już z perspektywy minionych 30 lat jakie minęły od jego śmierci - kilka opowiadań z tomu KŁOPOTY WŁADZY (np. Jak okradałem fabrykę Wedla, Bal u weteranów – krytczno-ironiczne w Hrabalowskim duchu utrzymane) oraz felietony ze zbioru MARGINAŁKI, publikowane wcześniej na łamach „Nowych Książek”, w latach 70.i 80.

 

Krzysztof Lubczyński

 

Jakim pisarzem był Jerzy Putrament?

 

lubczynski foto6Proza Jerzego Putramenta, wieloletniego wiceprezesa Związku Literatów Polskich, znajduje się od lat w sferze najmroczniejszego cienia. Dawno już wyrzucona z list lektur, kompletnie zapomniana, nieobecna w księgarniach, bo nie wznawiana i znikająca z bibliotek publicznych. Jednak jeszcze grubo przedtem, nim nad jego pisarstwem zapadła ciężka cisza zapomnienia, utarła się opinia o nim, że był pisarzem słabym, który z partyjnej kariery politycznej w Polsce Ludowej uczynił podpórkę dla swej pozycji i roli w literaturze.

Korzystając z okazji 32 (a więc bynajmniej nie okrągłej) rocznicy śmierci Jerzego Putramenta (14.11.1910- 23.06.1986) postanowiłem zaprzeczyć tym opiniom, przypominając jego twórczość, a przy okazji jej niewątpliwe walory. Imperatyw powracania do lektury niektórych jego powieści, choćby „Września”, „Rzeczywistości” czy „Małowiernych”, a także jego pamiętnikarskiego cyklu „Pół wieku”, skłonił mnie do zastanowienia się nad tym, co mnie do tych zupełnie przecież spontanicznych powrotów skłania. Bo przecież nie przekora ani wyłącznie mój osobisty literacki gust, jako że ta pierwsza jest bez znaczenia, a ten drugi stanowi kryterium niewystarczające.