Mikołaj Melanowicz

 

Yonekawa  - tłumacz literatury polskiej

 

                         Przetłumaczył na język japoński Bramy raju, Idzie skacząc po górach Jerzego Andrzejewskiego i Ferdydurke Witolda Gombrowicza. I choćby tylko dlatego zasługuje na naszą pamięć.

melanowicz     Kazuo Yonekawa przyjechał do Polski na zaproszenie Zakładu Japonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w 1959 roku, to znaczy dwa lata po wznowieniu stosunków dyplomatycznych Polski z Japonią. Wtedy minęły już cztery lata od V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów (1955 r.),  który miał niemały wpływ na ożywienie stosunków Polski ze światem. Wówczas, w lipcu i sierpniu, na ulicach Warszawy rozbrzmiewał również język japoński, ponieważ przybyło do Warszawy około siedemdziesięcioro Japonek i Japończyków - można więc było usłyszeć piosenki i obejrzeć tańce japońskie. Dzięki nim podjąłem decyzję o zmianie wyboru kierunku studiów z sinologii na japonistykę.

Michał Piętniewicz



"Sam wśród ludzi" Stanisława Brzozowskiego.

Kilka własnych, wstępnych rozpoznań i intuicji.

 

PiętniewiczCzytam Brzozowskiego „Sam wśród ludzi”, genialne. Nieprawdopodobne zagęszczenie stylu, szeroki oddech, szeroka fraza, głęboka, gęsta filozofia, polskie problemy, katolicyzm, Kościół, polskość, szlachta, folwark, dwór, zaścianek. Niepozbawiona elementów ciepła: Trawka wygrzewa się przy kominku. Niepozbawiona elementów tragiczności, duchowo rozdarta, po młodopolsku rozdarta, ale daleka od pretensji jakiejkolwiek. Brzozowski to geniusz. Przeczytałem jak do tej pory 300 stron i jestem pod wielkim wrażeniem. Wcielenie się i tożsamość. Utożsamienie, ale poety.

Andrzej  Gronczewski

 

 

W  i  n  n  e    g  r  o  n  a 

 

Dla  Magdaleny

 

gronczewski fl              Z  San  Gimignano  do  Cellole, gdzie  romańskim snem  drzemie  kościół  między  cyprysami, zaledwie  trzy  kilometry. Nie  wolno  jednak  zapominać, że  odległość  w  linii  powietrznej  to  inny  dystans, niż  ten, jaki pokonać  trzeba  wśród  wzgórz  i  sierpniowego  upału. Grande  Silenzio. Droga  jest  pusta. Mieszkańcy  i  goście  tego  kraju  usnęli  chyba  w  dobroczynnym  letargu.

Andrzej Wołosewicz

 

Mój nielubiany Sartre

 

wolosewicz            Można nie lubić Sartre’a. Ja nie lubię Sartre’a-filozofa i Sartre’a-dramaturga, ale warto czytać – to lubię! - Sartre’a interpretatora literatury, np. jego esej o Faulknerze („Sartoris Faulknera”). Od Sartre’a jako krytyka literackiego warto się uczyć, podobnie jak od Thomasa Mertona w tej samej roli. Jego „Eseje literackie” (Bydgoszcz 1998) niepowtarzalne! Można się z oboma nie zgadzać w ocenach, można spierać się o ujawniane systemy wartości literackich, warsztatowych, filozoficznych, ale nie można im odmówić zmysłu pisania  o literaturze. Obaj czynią literaturę żywą, gdy w większości recenzji, esejów, tekstów krytycznoliterackich wyraźnie odczuwam dwa obce sobie światy. Jeden to świat krytyka oceniającego, opisującego z tak silną presją swojej osobowości, że bardziej widać jego i jego narzędzia niż omawiany tekst. To tak jak przy operacji widzimy „całego” chirurga a pacjenta jedynie w odsłoniętych „operowanych” fragmentach. Literatura, pacjent, nawet uratowany, najczęściej uratowany, to tylko kawał mięsa, analitycznie rozebrane truchło. A my, czytelnicy, chcemy widzieć i znać tego pacjenta z imienia i nazwiska, z jego indywidualnego charakteru i zachowań. Zawsze więc apeluję o głębsze i bogatsze zindywidualizowanie naszych opisów, bo przecież nie są one wspólne, zawsze mamy przed sobą inny poetycki/literacki konkret i starajmy się to uwydatnić. Autorzy, których omawiamy bardziej przecież oczekują wyłapywania tej ich odrębności, osobności, inności niż podobieństw (poza, oczywiście sytuacjami, gdy porównujemy ich do Literackich Gwiazd!), bardziej oczekują wyróżnienia ich na tle niż wskazywania, że doskonale nieodróżnialnie się w to tło wtapiają, no chyba, że rzeczywiście się wtapiają, wtedy apeluję, by nie wyróżniać ich z tego tła na siłę. Apeluję po prostu żeby wtedy nie przyklejać znaczków na te de facto puste – choć zapełnione wierszami! – tomiki. (Zawężam te apele do poezji, bo ona mnie najbardziej interesuje). Rozpisałem się o tych moich warunkach, które stawiam czytanym tekstom, bo właśnie przywołany w tytule Sartre doskonale je spełnia.  Proszę zajrzeć choćby do jego esejów ze zbioru „Czym jest literatura” (PIW, Warszawa 1968), którego lekturę sobie odświeżyłem w ostatnim czasie.

Karol Czejarek

 

Hans Hellmut Kirst,

 

kirst okladka   Hans Hellmut Kirsta urodził się 5 grudnia 1914 r. w Osterode w Prusach Wschodnich, dziś Ostróda). To jeden z najbardziej znanych  pisarzy niemieckich po roku 1945. Chciałbym go przypomnieć szanownym PT Czytelnikom. Nikt inny, tak jak on, nie ujawnił tajemnic III Rzeszy. Opisał system zagłady i odsłonił mechanizmy nazistowskiej władzy! W powieściach, m.in. „Fabryka oficerów”, „Noc generałów”, „Noc długich noży”,  „08/15 w Partii”, ukazał prawdziwe oblicze nazizmu, wojny i III Rzeszy – złowrogie wspomnienie świata.