Pisarze.pl

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

AUGUST STRINBERG

 

 

* * TANIEC ŚMIERCI * *

 

/ Dodsdansen /

 

 

PRZEKŁAD  -  JÓZEF JASIELSKI

 

 

 

 

 

 

SZTOKHOLM  -  2006

 

 

 

 

 

 

 

 

 

OSOBY:

 

 

 

EDGAR – kapitan artylerii

 

ALICJA – jego żona, była aktorka

 

KURT – szef kwarantanny, kuzyn

 

oraz

 

JENNY
STARUSZKA
WARTOWNIK

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wnętrze okrągłej kamiennej wieży fortecznej. Przez dwie oszklone bramy w głębi widać morze i wybrzeże z bateriami dział. Kwiaty i klatki z ptaszkami w oknach. Pianino, dwa fotele, biurko, kredens i szezlong. Na ścianie wisi portret kobiety w  kostiumie teatralnym. Na lewo od drzwi wisi barometr. Ciepły jesienny wieczór. Kapitan siedzi w fotelu z wygasłym cygarem, ubrany w wytarty mundur, w butach do konnej jazdy z ostrogami. Alicja także siedzi w fotelu. Oboje wyglądają na zmęczonych.

 

 

 

 

KAPITAN

 

Zagrasz mi coś może?

 

 

 

ALICJA

 

Niby co?

 

 

 

KAPITAN

 

Co tam chcesz!

 

 

 

ALICJA

 

I tak nic ci się nie podoba!

 

 

 

KAPITAN

 

I wzajemnie!

 

 

 

ALICJA

 

Drzwi mają być otwarte?

 

 

 

KAPITAN

 

Twoja wola!

 

 

 

ALICJA

 

Niech już będą otwarte! (pauza) Nie zapalisz?

 

 

 

KAPITAN

 

Ten tytoń już dla mnie za mocny...

 

 

 

ALICJA

 

Możesz palić słabszy! Często powtarzasz, że to twoja jedyna przyjemność...

 

 

 

 

 

KAPITAN

 

Przyjemność! A co to jest?

 

 

 

ALICJA

 

Mnie o to pytasz?! Wiem tyle samo, co ty! (pauza) Nie czas na twoją whisky?

 

 

 

KAPITAN

 

Jeszcze trochę! Co zjemy na kolację?

 

 

 

ALICJA

 

A bo ja wiem! Zapytaj Krystynę.

 

 

KAPITAN

 

Najwyższy czas na makrele... Toż to już jesień!

 

 

 

ALICJA

 

Ano jesień!

 

 

 

KAPITAN

 

Wszędzie! Tu i tam! Ale zostawiając na boku ochłodzenie w domu i na dworze, nie wzgardziłbym makrelą z rusztu z plasterkiem cytryny, podlaną kieliszkiem białego burgunda!

 

 

 

ALICJA

 

Co za elokwencja!

 

 

 

KAPITAN

 

Zostało trochę burgunda w piwnicy?

 

 

 

ALICJA

 

A mamy jakąś piwnicę z winem?

 

 

 

KAPITAN

 

Tego też nie wiesz... A co  z zaopatrzeniem na nasze srebrne wesele?

 

 

 

ALICJA

 

Mówisz poważnie?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

Chcesz świętować nasze nędzne i ponure dwadzieścia pięć lat?

 

 

 

KAPITAN

 

Bywało różnie, droga Alicjo! Ale nie brakło i zabawy... Do diabła, jeszcze to pamiętam! Czas ucieka... Trzeba zdążyć przed ostatecznym końcem!

 

 

 

ALICJA

 

Nie mogę się doczekać tego końca!

 

 

 

KAPITAN

 

Tego końca! Resztki rozrzucą po grządkach w naszym ogródku! Amen.

 

 

 

ALICJA

 

Więcej hałasu niż to wszystko warte!

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest! Ja tutaj w niczym nie zawiniłem!

 

 

 

ALICJA

 

Tyle hałasu! (pauza) Była poczta?

 

 

 

KAPITAN

 

Była!

 

 

 

ALICJA

 

Rachunek od rzeźnika?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

Duży?

 

 

 

KAPITAN

 

(wyjmuje z kieszeni papier) Sprawdź sama!

 

 

 

ALICJA

 

Coś z twoimi oczami?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie wiem!

 

 

 

ALICJA

 

To starość!

 

 

 

KAPITAN

 

Brednie! Ja i starość!

 

 

 

ALICJA

 

Może ja?

 

 

 

KAPITAN

 

Eee!

 

 

 

ALICJA

 

Masz pieniądze?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak! Ale potem!

 

 

 

ALICJA

 

Potem! Jak za rok dostaniesz dymisję, marną emeryturkę, dopadnie cię choroba... „Potem” to będzie za późno!

 

 

 

KAPITAN

 

Choroba? Nie wiem, co to jest choroba... Może tam raz... Przeżyję jeszcze co najmniej dwadzieścia lat!

 

 

 

ALICJA

 

Zapomniałeś, co mówił doktor?

 

 

 

KAPITAN

 

Konował!

 

 

 

ALICJA

 

Znasz innego specjalistę od tych spraw?

 

 

 

KAPITAN

 

Powtarzam:  nie wiem, co to takiego choroba. Stary wiarus nie umiera; po prostu pada!

 

 

 

ALICJA

 

Aha! A czy wiesz, że twój doktor wydaje dzisiaj przyjęcie?

 

 

 

KAPITAN

 

No i ?! Zerwaliśmy stosunki z jaśniepaństwem, bo nam nie pasowało. Leje na nich... Kanalie!

 

 

 

ALICJA

 

Dla ciebie wszyscy to kanalie!

 

 

 

KAPITAN

 

Bo to kanalie i koniec!

 

 

 

ALICJA

 

Tylko ty nie!

 

 

 

KAPITAN

 

Ja nie! Zawsze zachowywałem się przyzwoicie... I nie mam z nimi nic wspólnego!

 

 

 

ALICJA

 

(po chwili) Masz ochotę na karty?

 

 

 

KAPITAN

 

Dawaj!

 

 

 

ALICJA

 

(tasuje karty) Orkiestra wojskowa na prywatnym przyjęciu doktorostwa?!

 

 

 

KAPITAN

 

Włazi w tyłek pułkownikowi... Lizydup! To nie dla mnie!

 

 

 

ALICJA

 

Zawiodłam się na Gerdzie... fałszywa...

 

 

 

KAPITAN

 

Banda łobuzów! (po chwili) Atu jakie?

 

 

 

ALICJA

 

Włóż okulary!

 

 

 

KAPITAN

 

Do niczego!

 

 

 

ALICJA

 

Atu pik!

 

 

 

KAPITAN

 

(niezadowolony) Pik?!

 

 

 

ALICJA

 

(zagrywa) W oczach tych nowomodnych oficerskich żoneczek wyglądamy jak napiętnowani...

 

 

 

KAPITAN

 

Mnie to wisi! Kto tutaj nas ogląda... Stać mnie na samotność.. Tak było zawsze...

 

 

 

ALICJA

 

Mogę powiedzieć to samo... Ale mamy dzieci... Nie można je pozbawiać towarzystwa...

 

 

 

KAPITAN

 

Znajdą je w mieście! Moja lewa! Zostało ci atu?

 

 

 

ALICJA

 

Aha! Teraz moja lewa!

 

 

 

KAPITAN

 

Sześć i osiem... piętnaście...

 

 

 

ALICJA

 

Czternaście, czternaście!

 

 

 

KAPITAN

 

Czternaście... Pusta głowa! I jeszcze dwa to szesnaście... (ziewa) Ty rozdajesz!

 

 

 

ALICJA

 

Zmęczony?

 

 

 

KAPITAN

 

Ja?! Też coś!

 

 

 

ALICJA

 

(nadsłuchuje) Nawet tutaj słychać muzykę... (pauza) Czyżby zaprosili Kurta, jak myślisz?

 

 

 

KAPITAN

 

Zjechał pewnie o świcie, to i zdążył wdziać fraczek... ale już nie zdążył powiedzieć nam: dzień dobry!

 

 

 

ALICJA

 

Szef kwarantanny? Tu będzie kwarantanna?

 

 

 

KAPITAN
Tak jest! Czy jest lepsze miejsce na dogorywanie?

 

 

 

ALICJA

 

Jest moim kuzynem i miałam nawet nazwisko...

 

 

 

KAPITAN

 

Też mi zaszczyt!

 

 

 

ALICJA

 

Ejże! Trzymaj się łaskawie z daleka od mojej rodziny... tak jak ja od twojej.

 

 

 

KAPITAN

 

Ho, ho! Znowu wojna?

 

 

 

ALICJA

 

(po chwili) Szef kwarantanny musi być lekarzem?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie, to taki cywilny urzędas... W sam raz jak na możliwości Kurta!

 

 

 

ALICJA

 

Kurt?

 

 

 

 

 

 

 

KAPITAN

 

Wpakowałem w niego sporo forsy... A ten zachował się jak sukinsyn, porzucając żonę i dziecko...

 

 

 

ALICJA

 

Oceniasz go zbyt surowo, Edgarze!

 

 

 

KAPITAN

 

Zbyt surowo!? Diabli wiedzą, co robił w tej Ameryce! E, tam! Nie umieram z tęsknoty za tym padalcem... Jako szczeniak, to był miły; do pogadania...

 

 

 

ALICJA

 

Bo we wszystkim ci ustępował...

 

 

 

KAPITAN

 

W każdym razie był rozmowny... Na tej wyspie nie ma do kogo otworzyć gęby... sami idioci...

 

 

 

ALICJA

 

Czy to nie dziwne, że Kurt zjawił się akurat w nasze srebrne wesele..?

 

 

 

KAPITAN

 

Żadne „dziwne”! Przecież to on nas ożenił, a raczej wydał ciebie za mnie!

 

 

 

ALICJA

 

A kto jak nie on?

 

 

 

KAPITAN

 

On, on! Jego genialny pomysł… Zostawiam ten fakt do twojej wnikliwej oceny!

 

 

 

ALICJA

 

Przykry dowcip naszego Kurta!

 

 

 

KAPITAN

 

Który musimy odpokutować... My, nie on!

 

 

 

ALICJA

 

A mogłam zostać w teatrze! Moje przyjaciółki porobiły wielkie kariery...

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest! Teraz się napije! Jak niegdyś w Kopenhadze, w American Bar!

 

 

 

ALICJA

 

To nasze najlepsze miesiące!

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest! Pamiętasz to navarin aux pommes u Nimbsa!? Pyszne, cholera!

 

 

 

ALICJA

 

Bardziej pamiętam koncerty w Tivoli!

 

 

 

KAPITAN

 

Masz gust, a niech cię!

 

 

 

ALICJA

 

Dlaczego cię nie cieszy żona z gustem?!

 

 

 

KAPITAN

 

Cieszy, cieszy...

 

 

 

ALICJA

 

Czasem trzeba się nią pochwalić...

 

 

 

KAPITAN

 

Chyba tańczą... Słychać trąby... raz...-dwa...-trzy... Bum!

 

 

 

ALICJA

 

Ja słyszę walca „Alkazar”... Tak się chce zatańczyć!

 

 

 

KAPITAN

 

Z twoim zdrowiem?

 

 

 

ALICJA

 

Z moim tak!

 

 

 

KAPITAN

 

Ale tańce mamy już oboje z głowy.

 

 

 

ALICJA

 

Jestem od ciebie młodsza o dziesięć lat!

 

 

KAPITAN

 

To znaczy, że mamy tyle samo. Kobieta ma być o dziesięć lat młodsza!

 

 

 

ALICJA

 

Nie masz wstydu! Jesteś już starym pierdołą, gdy ja przeżywam swoje najlepsze lata!

 

 

 

KAPITAN

 

Rzeczywiście! Potrafisz jeszcze wydusić z siebie resztki uroku dla obcych, gdy widzisz w tym interes!

 

 

 

ALICJA

 

Zapalmy lampę!

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

Zadzwoń!

 

 

 

KAPITAN

 

(podchodzi do biurka i dzwoni. Wchodzi Jenny)

 

Bądź tak miła, Jenny, i zapal tę lampę.

 

 

 

ALICJA

 

(ostro) Zapal lampę!

 

 

 

JENNY

 

Tak, proszę jaśnie pani! (zapala lampę)

 

 

 

ALICJA

 

Wyczyściłaś  szkło porządnie?

 

 

 

JENNY

 

Nieco...

 

 

 

ALICJA

 

Jak?!

 

 

 

KAPITAN

 

Alicjo!.. Daj spokój...

 

 

 

ALICJA

 

(do Jenny) Wynocha! Sama to zrobię! (zapala lampę)

 

 

 

JENNY

 

No i dobrze!

 

 

 

ALICJA

 

Odejdź!

 

 

 

JENNY

 

Co pani zrobi, jak odejdę? (wychodzi)

 

 

ALICJA

 

Chyba nas nie zostawi, co?

 

 

 

KAPITAN
Nie zdziwiłbym się, ale wtedy...

 

 

 

ALICJA

 

To przez ciebie! Ty je wszystkie rozpuszczasz...

 

 

 

KAPITAN

 

E! Mnie traktują uprzejmie!

 

 

 

ALICJA

 

Bo się przed wszystkimi płaszczysz! Jak każdy despota masz naturę niewolnika...

 

 

 

KAPITAN

 

Wymyśliła!

 

 

 

ALICJA

 

Właśnie! Poniżasz się przed swoimi podoficerami i żołnierzami, ale wobec równych sobie i przełożonych zachowujesz się jak fujara...

 

 

 

KAPITAN

 

E!

 

 

 

ALICJA

 

To cecha wszystkich tyranów! (pauza) Sądzisz, że ona odejdzie?

 

 

 

KAPITAN

 

Na pewno! Jeśli jej nie powiesz coś miłego. Zaraz!

 

 

 

ALICJA

 

Ja?

 

 

 

KAPITAN

 

Mam zalecać się do służącej?

 

 

 

ALICJA

 

Byłoby okropnie, gdyby odeszła! Tyle pracy zniszczyłoby mi ręce!

 

 

 

KAPITAN

 

Twoje ręce to betka! Ale jak zabierze się stąd Jenny, odejdzie także Krystyna, a wtedy już żadna nie zawita na tę wysepkę szczęścia... Zapomniałaś, że jesteśmy postrachem służących?

 

 

 

ALICJA

 

To sprawka twoich artylerzystów, których karmisz w mojej kuchni, zamiast ich wyrzucić na zbity pysk...

 

 

 

KAPITAN

 

Chcesz, żeby i oni odeszli? Wtedy trzeba będzie zamknąć interes!

 

 

 

ALICJA

 

Rujnują nas!

 

 

 

KAPITAN

 

Dlatego zamierzają poprosić Jego Królewską Mość o dodatek na wyżywienie...

 

 

 

ALICJA

 

Zwariowałeś! (wybucha śmiechem)

 

 

 

KAPITAN

 

Dobrze, dobrze! Śmiech to zdrowie. Nie rezygnuj!

 

 

 

ALICJA

 

Prawie już zapomniałam, co to śmiech...

 

 

 

KAPITAN

 

(zapala cygaro) O tym należy akurat pamiętać!  Nudzimy się aż nadto...

 

 

 

ALICJA

 

Nie jest wesoło!.. Pogramy jeszcze?

 

 

 

KAPITAN

 

Już nie. Co za dużo, to niezdrowo. (pauza)

 

 

 

ALICJA

 

Powiem ci, że irytuje mnie to, że mój kuzyn Kurt wybrał się z pierwszą wizytą do naszych wrogów...

 

 

 

KAPITAN

 

Szkoda gadać.

 

 

 

ALICJA

 

W gazecie przy jego nazwisku napisano: „rentier”. Widziałeś to? Znaczy się – ma sporo pieniędzy!

 

 

 

KAPITAN

 

Rentier! Ho, ho! Nadziany krewniak! Pierwszy w rodzinie!

 

 

 

ALICJA

 

W twojej – pierwszy! Bo w mojej było wiele bogatych osób.

 

 

 

KAPITAN

 

Teraz pewnie odstawia ważniaka, ale ja go potrafię sprowadzić do parteru! Mnie nosa w karty nie będzie wtykał!

 

 

 

(stukot aparatu telegraficznego)

 

ALICJA

 

Kto to?

 

 

 

KAPITAN

 

(znieruchomiał) Cicho, zaraz, cicho no, proszę!

 

 

 

ALICJA

 

Rusz się do aparatu!

 

 

 

KAPITAN

 

Wszystko słyszę! (podchodzi do aparatu i zaczyna go obsługiwać)

 

 

 

ALICJA

 

Co?

 

 

 

KAPITAN

 

Zaraz! (stuka) Nasze dzieci! Judyta znowu chora i opuściła lekcje...

 

 

 

ALICJA

 

Chora? Co tam jeszcze?

 

 

 

KAPITAN

 

Pieniądze, a jakże!

 

 

 

ALICJA

 

Dlaczego Judyta jest taka niecierpliwa? Nie wystarczy, jak zda maturę za rok?

 

 

 

KAPITAN

 

Akurat cię posłucha!

 

 

 

ALICJA

 

Ty to zrób!

 

 

 

KAPITAN

 

Nasze dzieci robią, co tylko chcą!

 

 

 

ALICJA

 

W tym domu na pewno! (kapitan ziewa) Jak możesz ziewać w obecności żony?

 

 

 

KAPITAN

 

Co mam zrobić, skoro gadanie w kółko o tym samym pozbawia mnie życiodajnego tlenu i nuży jak diabli...

 

 

 

ALICJA

 

Uprzejmość twoja osiągnęła dzisiaj apogeum.

 

 

 

KAPITAN

 

Apo... Czy czasem nie pora, żeby coś przekąsić?

 

 

 

ALICJA

 

Państwo doktorostwo konsumują teraz kolację z Grand Hotelu!

 

 

 

KAPITAN

 

Palce lizać!

 

 

 

ALICJA

 

Zagrać ci coś?

 

 

 

KAPITAN

 

Dieta muzyczna! Tylko nic żałobnego, bo odbieram to jako aluzję: „Boże, zabierz czym prędzej mego drogiego małżonka”. Bum! I proszę bez szampańskiego walca „Alkazar”... Zaraz, zaraz! Chyba zostały jeszcze jakieś dwie butelki?.. Rozlejemy je i będziemy udawać, że też mamy gości.

 

 

 

ALICJA

 

O, nie! To moje butelki!

 

 

KAPITAN

 

Cóż za oszczędność!

 

 

 

ALICJA

 

Taka jak twoja wobec żony?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie staje mi konceptu! Może ci zatańczę?

 

 

 

ALICJA

 

Broń Boże! To już masz za sobą.

 

 

 

KAPITAN

 

Mogłabyś mieć osobistą przyjaciółkę w tym domu.

 

 

 

ALICJA

 

Pięknie dziękuję! A może ty – osobistego przyjaciela, co?

 

 

 

KAPITAN

 

Równie pięknie podziękuję! Tego już próbowaliśmy... Chociaż na początku było miło...

 

 

 

ALICJA

 

Za to potem!

 

 

 

KAPITAN

 

Zostawmy to! (słychać pukanie do drzwi)

 

 

 

ALICJA

 

Ktoś o tej porze?

 

 

 

KAPITAN

 

Jenny wchodzi bez pukania.

 

 

 

ALICJA

 

Otwórz! Tylko bez tego: „wejść”... No, idź!

 

 

 

KAPITAN

 

(otwiera drzwi i odbiera bilet wizytowy) To Krystyna. Czy Jenny odeszła? (nie słychać odpowiedzi) Jenny wyniosła się!

 

 

 

ALICJA

 

No i zostałam znowu służącą!

 

 

 

KAPITAN

 

A ja parobkiem!

 

 

 

ALICJA

 

Można wziąć jakiegoś żołnierza do pomocy w kuchni?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie te czasy.

 

 

 

ALICJA

 

Nie podejrzewam, aby to Jenny przysłała ci ten bilet wizytowy.

 

 

 

KAPITAN

 

(podaje bilet Alicji) Czytaj, niedowidzę!

 

 

 

ALICJA

 

To Kurt! Kurt! idź go przywitać!

 

 

 

KAPITAN

 

Kurt! Co za miła niespodzianka! (wychodzi. Alicja poprawia fryzurę, ożywiona. Po chwili wraca kapitan z Kurtem)

 

Oto nasz zdrajca we własnej osobie! Witaj, stary!

 

 

 

ALICJA

 

Witam cię serdecznie w moim domu, Kurt!

 

 

 

KURT

 

Bardzo wam dziękuję... Kopę lat!

 

 

 

KAPITAN

 

A ile? Z piętnaście! I starość nas...

 

 

 

ALICJA

 

Kurt nic się nie zmienił!

 

 

 

KAPITAN

 

To przez to, że niedowidzę. Siadaj już! Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?

 

 

 

KURT

 

Mam być u doktorostwa, ale to może poczekać.

 

 

 

ALICJA

 

Zatem zostaniesz z rodziną!

 

 

 

KURT

 

To zrozumiałe, ale jak wiecie, doktor jest teraz moim przełożonym i nie chce mieć później nieprzyjemności...

 

 

 

KAPITAN

 

Co ty pleciesz? Ja nigdy nie pękałem przed moimi przełożonymi...

 

 

 

KURT

 

Nie chodzi o... strach, ale można mieć kłopoty.

 

 

 

KAPITAN

 

Na tej wyspie ja panuję! Ze mną nie zginiesz!

 

 

 

 

 

ALICJA

 

Przestań wreszcie! (do Kurta) Niezależnie od tego, kto tu panuje, zostajesz u nas. To jasne dla wszystkich.

 

 

 

KURT

 

Skoro  tak! Tym bardziej, że spotkało mnie tak miłe przyjęcie.

 

 

 

KAPITAN

 

Spodziewałeś się czegoś innego? Nic takiego  nas nie różni, co by... (Kurt próbuje ukryć zakłopotanie) Nic takiego! Trochę narozrabiałeś... grzeszki młodości... mam krótką pamięć!

 

 

 

ALICJA

 

(z udręką w głosie) No i co tam? Dużo podróżowałeś...   ... po świecie?

 

 

 

KURT

 

Dużo, tak... I wreszcie wylądowałem u was...

 

 

 

KAPITAN

 

Których skojarzyłeś  dwadzieścia pięć lat temu.

 

 

 

KURT

 

Niezupełnie tak... Chociaż miło mi skonstatować, że wytrzymaliście ze sobą kawał czasu...

 

 

 

KAPITAN

 

Jak skon... widzisz, jeszcze dychamy. Bywało rozmaicie, ale nadal w kupie. Alicja też nie miała na co narzekać... starczało nam na wszystko... forsy w bród! Pewnie nie wiesz, że ja jestem znanym pisarzem, autorem podręczników...

 

 

 

KURT

 

Tak! Kiedy wyjeżdżałem, wydałeś podręcznik do nauki strzelania. Miał powodzenie.  Czy obowiązuje jeszcze w szkołach wojskowych?

 

 

 

KAPITAN

 

Ma się rozumieć! Nadal jest najlepszy... chociaż próbowano go zastąpić znacznie gorszym... jest w użyciu, ale bez wartości...

 

 

 

(milczenie)

 

 

 

KURT

 

Doszło do mnie, że byliście za granicą?

 

 

 

ALICJA

 

Owszem. Możesz sobie wyobrazić, że byłam aż pięć razy w Kopenhadze?!

 

 

 

KAPITAN

 

Taak... Bo wyobraź sobie, że kiedy  zabrałem Alicję z teatru...

 

 

 

ALICJA

 

Ty zabrałeś?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest! Tak, jak się zabiera prawowitą małżonkę...

 

 

 

ALICJA

 

Zadziwiasz mnie odwagą!

 

 

 

KAPITAN

 

I wyobraź sobie, że potem zadręczała mnie gadaniem, że złamałem jej olśniewającą karierę... tak... zadośćuczynieniem miał być wyjazd do Kopenhagi. Obietnicę wypełniłem z nawiązką – byliśmy tam już pięć razy! Pięć! (pokazuje na palcach) A tobie udało się być w Kopenhadze?

 

 

 

KURT

 

No, nie... Zwykle przebywałem w Ameryce...

 

 

 

KAPITAN

 

W Ameryce? To podobno kraj dziwek i kryminalistów?

 

 

 

KURT

 

(speszony) Racja, że to nie Kopenhaga.

 

 

 

ALICJA

 

Może, może miałeś jakieś wieści... od swoich dzieci?

 

 

 

KURT

 

Nic!

 

 

 

ALICJA

 

Nie gniewaj się, mój drogi, ale nie powinieneś je tak zostawić...

 

 

 

KURT

 

To sąd przyznał je matce...

 

 

 

KAPITAN

 

Dajmy temu pokój! Dobrze, że masz to już za sobą.

 

 

 

KURT

 

A co słychać u twoich dzieci?

 

 

 

ALICJA

 

Dziękuję. uczą się w mieście, no i szybko dorastają.

 

 

 

KAPITAN

 

I zdolne! Szczególnie chłopak... ma wspaniałą głowę! Wybiera się do szkoły Sztabu Generalnego...

 

 

 

ALICJA

 

Wybierać to on się może.

 

 

 

KAPITAN

 

To przyszły minister obrony!

 

 

 

KURT

 

A jeśli o mnie chodzi... Wiecie już o kwarantannie... takie nieprzyjemne

 

sprawy... Ten doktor... co to za człowiek?

 

 

 

KAPITAN

 

Człowiek? To szumowina ograniczona na umyśle!

 

 

 

KURT

 

(do Alicji) To nie jest dobra wiadomość  dla mnie.

 

 

 

ALICJA

 

Edgar przesadza. W dużej mierze. Nie lubię doktora.

 

 

 

KAPITAN

 

To swołocz! tak jak reszta – poczmistrz, celnik, telefonistka, aptekarz, pilot portowy... no i szuja – burmistrz... Dlatego zerwałem z nimi wszelkie stosunki!

 

 

 

KURT

 

Z wszystkimi?

 

 

 

KAPITAN

 

Z wszystkimi!

 

 

 

ALICJA

 

Ci ludzie nie są warci...

 

 

 

KAPITAN

 

Ta wyspa to śmietnik! Miejsce zesłania dla wszelkich tyranów!

 

 

 

ALICJA

 

(ironicznie) Nie zaprzeczę!

 

 

 

KAPITAN

 

Aluzja do mnie? Jaki tam ze mnie tyran... na kanapie!

 

 

 

ALICJA

 

W domu się kamuflujesz.

 

 

 

KAPITAN

 

(do Kurta) Nie wierz w to! Jestem przyzwoitym mężem, a ona jest wzorową żoną.

 

 

 

ALICJA

 

Coś do picia, Kurt?

 

 

 

KURT

 

Dziękuję. Może potem.

 

 

 

KAPITAN

 

Udało ci się?

 

 

 

KURT

 

Staram się pić mniej

 

 

 

KAPITAN

 

Po amerykańsku?

 

 

 

KURT

 

Po amerykańsku.

 

 

 

KAPITAN

 

Ja się nie ograniczam. Jak pić to pić! Męska sprawa!

 

 

 

KURT

 

A ci wasi sąsiedzi na wyspie. Będę musiał kontaktować się ze wszystkimi... można dać się wciągnąć w jakieś intrygi...

 

 

 

ALICJA

 

Tutaj masz zawsze oddanych przyjaciół!

 

 

 

KURT

 

Nie uważacie, że to okropne tak żyć wśród samych wrogów?

 

 

 

ALICJA

 

Nie jest przyjemnie...

 

 

 

KAPITAN

 

Wprost przeciwnie! Najwięcej pożytku w życiu miałem z wrogów. Tylko przyjaciel wsadzi ci nóż w plecy... Niczego nie dostałem na piękne oczy...

 

 

 

ALICJA

 

Edgar nie miał życia usłanego różami...

 

 

 

KAPITAN

 

Raczej same kolce... I własne siły! Rozumiesz to?

 

 

 

KURT

 

Tak. Ale dziesięć lat temu zrozumiałem, że to jeszcze nie wszystko.

 

 

 

KAPITAN

 

To jesteś dupa!

 

 

 

ALICJA

 

Edgarze!

 

 

 

KAPITAN

 

Jeżeli nie możesz zdać się na własne siły?! Dopóki człowiek funkcjonuje, musi walczyć, zębami i pazurami, aż zamieni się w kupkę nawozu pod grządkę. Oto moja filozofia.

 

 

 

KURT

 

Brzmi nieźle...

 

 

 

KAPITAN

 

Ty w to nie wierzysz?

 

 

 

KURT

 

Ani trochę.

 

 

 

KAPITAN

 

To nie ma znaczenia!

 

(zrywa się wiatr)

 

Zaczyna dmuchać! Czułem to w kościach.

 

 

 

ALICJA

 

Zjesz z nami kolację?

 

 

 

KURT

 

Chętnie, dziękuję.

 

 

 

ALICJA

 

Chcę cię uprzedzić, że będzie raczej skromna... porzuciła nas służąca.

 

 

 

KURT

 

Wszystko, co podasz, musi być dobre.

 

 

 

ALICJA

 

Masz tak małe wymagania, mój drogi.

 

 

 

KAPITAN

 

(przy barometrze) Spada! Czułem to! Ha!

 

 

 

ALICJA

 

(do Kurta)

 

Jest trochę nerwowy...

 

 

 

KAPITAN

 

Co z kolacją?

 

 

 

ALICJA

 

Zaraz coś przyrządzę. Pogadajcie sobie tymczasem. (do Kurta) Nie sprzeciwiaj mu się, bo straci humor... Aha! Nie pytaj, dlaczego nie został  majorem. (rusza do wyjścia)

 

 

KAPITAN

 

Spraw się ładnie, złotko!

 

 

 

ALICJA

 

Daj pieniądze, to się sprawię!

 

 

 

KAPITAN

 

Ciągle te pieniądze! (Alicja wychodzi) Pieniądze! Mam wrażenie, że sam jestem portmonetką, z której ktoś przez cały dzień wyciąga pieniądze. Wiesz o czym mówię.

 

 

 

KURT

 

Wiem. Tylko, że ja byłem portfelem.

 

 

 

KAPITAN

 

(śmieje się) Ty także! Blondynki, brunetki... Ale w końcu trafiłeś na odpowiednią, nie tak?

 

 

 

KURT

 

Dajmy temu pokój, dobrze?

 

 

 

KAPITAN

 

Prawdziwy brylant! Mnie się trafiła, mimo wszystko, niezgorsza kobieta, przyzwoita, mimo wszystko...

 

 

 

KURT

 

Mimo wszystko.

 

 

 

KAPITAN

 

Nie uśmiechaj się!

 

 

 

KURT

 

Mimo wszystko!

 

 

 

KAPITAN

 

Wierna... dobra matka... wspaniała!.. ale ma paskudne nastroje... Czasem cię przeklinałem, żeś mi ją zwalił na łeb.

 

 

 

KURT

 

Nic takiego nie zrobiłem. Posłuchaj stary...

 

 

 

KAPITAN

 

Ple, ple, ple...Pleciesz bzdury, bo nie chcesz pamiętać o nieprzyjemnych sprawach! Wybacz, rugam cię jak rekruta... żołnierskie nawyki... Znasz mnie przecież i nie obrazisz się.

 

 

 

KURT

 

Pewnie, że nie. Z tym, że to nie ja znalazłem ci żonę... Na odwrót...

 

 

 

KAPITAN

 

Ty też myślisz, że życie jest, mimo wszystko, dziwne?

 

 

 

KURT

 

Mimo wszystko.

 

 

 

KAPITAN

 

Starość nie budzi wesołości, ale przynajmniej zaciekawia! Tak, tak... Zaczynam to odczuwać, chociaż do starości mi ho, ho... Znajomi wokół padają jak muchy i człowieka dopada samotność... Ot tak! (chwyta się za gardło)

 

 

 

KURT

 

To jednak szczęście starzeć się razem z żoną.

 

 

 

KAPITAN

 

Szczęście. Dzieci też przecież kiedyś odchodzą... Nie powinieneś opuszczać swojej rodziny!

 

 

 

KURT

 

Sąd o tym zadecydował, nie ja.

 

 

 

KAPITAN

 

Niepotrzebnie... Nie gniewaj się na starego...

 

 

 

KURT

 

To  nie było tak...

 

 

 

KAPITAN

 

Wszystko jedno, jak było! Było-minęło! Tylko, że teraz jesteś sam.

 

 

 

KURT

 

Do wszystkiego można się przyzwyczaić, mój drogi.

 

 

 

KAPITAN

 

Naprawdę można... da się przywyknąć także do tego... zostać całkiem samotnym?

 

 

 

KURT

 

Popatrz na mnie.

 

 

 

KAPITAN

 

Coś ty porabiał przez te piętnaście lat?

 

 

 

KURT

 

Piętnaście lat.

 

 

 

KAPITAN

 

Wieść niesie, że dorobiłeś się majątku!

 

 

 

KURT

 

Co to za majątek...

 

 

 

KAPITAN

 

Nie proszę o pożyczkę...

 

 

 

KURT

 

A dlaczego by nie...?

 

 

 

KAPITAN

 

Posiadam konto w banku... Ale dziękuję. Widzisz, gdyby w tym domu nagle czegoś zabrakło, Alicja natychmiast by odeszła.

 

 

 

KURT

 

Nie wierzę.

 

 

 

KAPITAN

 

Wiem to! Nie może się doczekać chwili, kiedy brakuje mi pieniędzy... Ma przyjemność w udowadnianiu mi, że nie jestem w stanie utrzymać rodziny...

 

 

 

KURT

 

Powiedziałeś, że masz spore dochody...

 

 

 

KAPITAN

 

Spore... ale nie na tyle...

 

 

 

KURT

 

Nie na tyle, to znaczy, że...

 

 

 

KAPITAN

 

Dziwne to życie. My także!

 

(stuka aparat telegraficzny)

 

 

 

KURT

 

Co to?

 

 

 

KAPITAN

 

Sygnał czasu!

 

 

 

KURT

 

Nie macie telefonu?

 

 

 

KAPITAN

 

Jest w kuchni. Nie korzystamy z niego, bo siksy z centrali podsłuchują i roznoszą wszystko.

 

 

 

KURT

 

Życie towarzyskie na tej wyspie to okropność.

 

 

 

KAPITAN

 

Potworność! Jak i samo życie! A ty, który wierzysz w to, co pośmiertne, sądzisz, że tam będzie wieczny spokój?

 

 

 

KURT

 

Nie mam takiej pewności!

 

 

 

KAPITAN

 

Nawet tam – jeśli rzeczywiście istnieje jakieś „tam”! To już lepsze samo... samozniszczenie!

 

 

 

KURT

 

To przecież także boli?

 

 

 

KAPITAN

 

Padnę jak rażony piorunem! Żadnego bólu!

 

 

 

KURT

 

Skąd ta pewność?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

KURT

 

Nie masz przyjemności z życia?

 

 

 

KAPITAN

 

Przyjemności? Przyjdą jak wyciągnę kopyta!

 

 

 

KURT

 

Tutaj też nie ma pewności. Zostawmy to. Chciałbym wiedzieć, co się tu u was dzieje, między wami... Żyjecie jak w trupiarni dusznej od nienawiści... Tutaj nawet tapety przesiąknięte są jadem...

 

(Kapitan wpada w otępienie) Edgarze, co ci jest?! (uderza go w ramię) Edgarze!

 

 

 

KAPITAN

 

(wraca do przytomności) Coś mówiłeś? (rozgląda się) To Alicja? O, to ty? Widzisz... (znowu otępiały)

 

 

 

KURT

 

Koszmar! Alicjo!

 

 

 

ALICJA

 

(wchodzi w kuchennym fartuchu) Coś się stało?

 

 

 

KURT

 

Nie wiem! Zobacz co z nim!

 

 

 

ALICJA

 

(spokojnie) Czasem tak się... zamyka. Budzi się, jak coś zagram.

 

 

 

KURT

 

Nie rób tego! Co mu jest? Słyszy, widzi...

 

 

 

ALICJA

 

W tej chwili jest głuchy i ślepy.

 

 

 

KURT

 

Tak po prostu? Co się z wami dzieje, Alicjo?

 

 

 

ALICJA

 

Tamten ci powie!

 

 

 

KURT

 

Tamten? On jest twoim mężem!

 

 

 

ALICJA

 

Nie znam go i nigdy nie znałam... to jakiś obcy...

 

 

 

KURT

 

Cicho! Może słyszy!

 

 

 

ALICJA

 

Niemożliwe!

 

(zza okien dobiega sygnał trąbki. Kapitan podrywa się, chwyta szable i czapkę, wychodzi)

 

 

 

KURT

 

Jest chory?

 

 

 

ALICJA

 

Nie wiem!

 

 

 

KURT

 

Zwariował?

 

 

 

ALICJA

 

Nie wiem!

 

 

 

KURT

 

Upija się?

 

 

 

ALICJA

 

Chwalipięta!

 

 

 

KURT

 

Musimy porozmawiać! Szczerze.

 

 

 

ALICJA

 

Niby o czym? Że całą wieczność siedzę w tej wieży nadzorowana przez człowieka, którego tak nienawidzę, że mogłabym zatańczyć na jego grobie...

 

 

 

KURT

 

Trzeba było się rozejść.

 

 

 

ALICJA

 

Próbowaliśmy wielokrotnie... Chyba jesteśmy skuci ze sobą jak skazańcy... Tylko śmierć może nas uwolnić o siebie...

 

 

 

KURT

 

I ta wasza samotność!

 

 

 

ALICJA

 

Odgrodził mnie od świata! „Wytępił” jak powiada, najpierw moją rodzinę, potem przyjaciółki i znajomych... Tylko ten telegraf łączy mnie z utraconym światem... Nie zdradź mu tego, bo gotów mnie zamordować.

 

 

 

KURT

 

Twierdzi, że to moja wina! Przyjaźniliśmy się od dzieciństwa. Kiedy zakochał się w tobie, prosił mnie nawet, żebym został pośrednikiem jego uczucia... Stanowczo  odmówiłem! Przyznaję też, że ostrzegałem go przed tobą...

 

 

 

ALICJA

 

Nie mówmy o tym. Jego nie przekonasz.

 

 

 

KURT

 

Jeżeli mu z tym lżej...

 

 

 

ALICJA

 

Taki już jest. Wydaje się, że cię lubi, bo potrafisz go wysłuchać... I nie trać dla nas cierpliwości... Może jesteś zrządzeniem losu dla dwojga najbardziej nieszczęśliwych ludzi na tej planecie! (płacze)

 

 

 

KURT

 

To wasze małżeństwo jest chyba gorsze od tego, w które sam się zaplątałem...

 

 

 

ALICJA

 

Tak?

 

 

 

KURT

 

Tak!

 

 

 

ALICJA

 

Czyja to wina?

 

 

 

KURT

 

Alicjo! Nie pytaj o to, a poczujesz ulgę. Spróbuj się z tym pogodzić...

 

 

 

ALICJA

 

Ale jak?! Nie mam już siły!

 

 

 

KURT

 

A wiesz przynajmniej skąd ta nienawiść między wami?

 

 

 

ALICJA

 

Nie! Nie wiem skąd przyszła, dlaczego i dokąd prowadzi... Jest ślepa, głucha i kulawa! Czy ty wiesz, dlaczego śmierć budzi taki lęk w Edgarze? Bo nie może znieść, że wyszłabym ponownie za mąż.

 

 

 

KURT

 

To znaczy, że jednak cię kocha!

 

 

 

ALICJA

 

Być może! Ale od tego nie ubywa nienawiści.

 

 

KURT

 

Piekielny węzeł miłości i nienawiści... Lubi jak grasz na fortepianie?

 

 

 

ALICJA

 

Same okropne melodie... „Marsz bojarów”... zachowuje się wtedy jak szaleniec... chce tańczyć.

 

 

 

KURT

 

Tańczy?

 

 

 

ALICJA

 

Czasem bywa dziwny!

 

 

 

KURT

 

Wybacz, że pytam. Ale gdzie są dzieci?

 

 

 

ALICJA

 

Nie wiedziałeś, że dwoje zmarło?

 

 

 

KURT

 

I to musiałaś znieść?

 

 

 

ALICJA

 

Czego ja nie zniosłam.

 

 

 

KURT

 

A pozostałe?

 

 

 

ALICJA

 

Przebywają w mieście. Musiały opuścić dom... Napuszczał je na mnie...

 

 

 

KURT

 

Ty robiłaś to samo.

 

 

 

ALICJA

 

Oczywiście. Trzeba było ratować dzieci w tej wojnie i dlatego rozstaliśmy się z nimi po zawarciu rozejmu... To, co miało nas łączyć – rozdzieliło nas. Wydaje mi się czasem, że reprezentujemy jakiś przeklęty gatunek!

 

 

 

KURT

 

Grzech pierworodny.

 

 

 

ALICJA

 

Pierworodny?

 

 

 

KURT

 

Ten z raju.

 

 

 

ALICJA

 

Pomyślałam, że to jakaś aluzja! (długie milczenie) Kurt! Mój stary przyjacielu! Zostałam ukarana, bo nie traktowałam cię tak, jak na to zasługiwałeś. Zostałeś pomszczony.

 

 

 

KURT

 

Tu nie chodzi o zemstę. Cicho!

 

 

 

ALICJA

 

Zaprosiłam was na obiad w niedzielę po twoich zaręczynach…

 

 

 

KURT

 

Ciszej!

 

 

 

ALICJA

 

Błagam, pozwól mi mówić! Nie było nas w domu, kiedy przyszliście na obiad...

 

 

 

KURT

 

Podobno byliście gdzieś zaproszeni...

 

 

 

ALICJA

 

Kiedy przed chwilą zaprosiłam cię na kolację, byłam pewna, że znajdę coś w spiżarni... Nie ma nawet kawałka suchego chleba!

 

 

 

KURT

 

Biedna Alicjo.

 

 

 

ALICJA

 

Wścieka się, gdy jest głodny...

 

 

 

KURT

 

Jeśli pozwolisz, to coś załatwię?

 

 

 

ALICJA

 

Na wyspie nic nie dostaniesz!

 

 

 

KURT

 

Coś wymyślimy! Zagraj mu tego „Marsza bojarów”... Ma być miło!

 

 

 

ALICJA

 

Zobacz, jak wyglądają moje ręce! Zniszczone przez brud, pomyje, sadzę...

 

 

 

KURT

 

A dwie służące?

 

 

 

ALICJA

 

Odchodzą... Dlatego często... przeważnie muszę sama... Nie dam chyba rady... z tą kolacją? Niech coś się stanie, nawet pożar!

 

 

 

KURT

 

Spokojnie, Alicjo, spokojnie!

 

 

 

ALICJA

 

Boże, żeby tak potop!

 

 

 

KURT

 

Nie będę tego słuchać!

 

 

 

ALICJA

 

Nie zostawiaj mnie, Kurt!

 

 

 

KURT

 

Już dobrze! Nigdzie się nie ruszam...

 

 

 

ALICJA

 

Ale kiedy musisz...

 

 

 

KURT

 

Czy on cię bije?

 

 

 

ALICJA

 

Wie, że wtedy bym odeszła!

 

(Słychać: „Stój! Kto tam? Swój!”)

 

 

KURT

 

Jest!

 

 

 

ALICJA

 

To on!

 

 

 

KURT

 

Co teraz zrobimy?

 

 

 

ALICJA

 

Co teraz? Nie wiem, nie wiem...

 

 

 

KAPITAN

 

(wchodzi wesoły) No, i po robocie! Starczyło czasu, żeby się poskarżyć? Nieszczęśliwa, co?

 

 

 

KURT

 

Co z pogodą?

 

 

 

KAPITAN

 

Zbliża się sztorm! Tra – ta – ta tra! (wymachuje szablą) Zatańczymy taniec z mieczami? Kurt, musisz to zobaczyć!

 

 

 

KURT

 

Wolę „Marsz bojarów”, jeśli pozwolisz.

 

 

 

KAPITAN

 

Znasz „Marsz bojarów”? Zuch! Alicjo, zagraj nam! No, co powiedziałem! (Alicja niechętnie podchodzi do fortepianu. Kapitan uszczypnął ją) Znowu obrzuciłaś mnie błotem!

 

 

 

ALICJA

 

Ja ? / zaczyna grać, kapitan tańczy, ale po chwili osuwa się na ziemię,

 

Alicja i Kurt nie zauważyli tego/ Jeszcze raz? /oboje odwracają się/ Boże!

 

 

 

KURT

 

Co to?

 

 

 

ALICJA

 

Może nie żyje?

 

 

 

KURT

 

Nie mam pojęcia. Pomóż mi!

 

 

ALICJA

 

Nie chcę go dotykać! Czy na pewno nie żyje?

 

 

 

KURT

 

Żyje! Oddycha.

 

 

 

KAPITAN

 

Co się stało? (milczenie) Co, co...?

 

 

 

KURT

 

Upadłeś w tańcu bojarów...

 

 

 

KAPITAN

 

Co w tańcu?

 

 

 

KURT
Upadłeś na podłogę. Jak się czujesz?

 

 

 

KAPITAN

 

Super! Nic mi nie jest! Nie wiem tylko... Co tak wytrzeszczacie ślepia?!

 

 

 

KURT

 

Jesteś chory!

 

 

 

KAPITAN

 

Co ty pieprzysz! Graj, Alicjo... Coś znowu tak samo! (złapał się za głowę, zatacza się)

 

 

 

ALICJA

 

Nie widzisz, że jesteś chory!

 

 

 

KAPITAN

 

Nie wrzeszcz! To głupi zawrót głowy!

 

 

 

KURT

 

Trzeba wezwać lekarza!

 

 

 

KAPITAN

 

Nie życzę sobie żadnego konowała!

 

 

 

KURT

 

Nie możemy ponieść odpowiedzialności za to, co się stanie. Musimy wezwać lekarza!

 

 

 

KAPITAN

 

Wykopię go za drzwi!.. Zastrzelę!.. O, znowu! (łapie się za głowę)

 

 

 

KURT

 

Pójdę zatelefonować... (wychodzi)

 

 

 

KAPITAN

 

Podaj mi, łaskawie, szklankę wody!

 

 

 

ALICJA

 

Nie mam wyjścia! (podaje mu szklankę z wodą)

 

 

 

KAPITAN

 

Co za uprzejmość!

 

 

 

ALICJA

 

Czyżbyś był chory?

 

 

 

KAPITAN

 

Przepraszam za kłopot.

 

 

 

ALICJA

 

Będziesz się leczyć?

 

 

 

KAPITAN

 

Popsuje ci to plany?

 

 

 

ALICJA

 

Właśnie!

 

 

 

KAPITAN

 

Długo na to czekałaś, prawda?

 

 

 

ALICJA

 

Miałeś nadzieję, że się nie doczekam!

 

 

 

KAPITAN

 

Myślę, że wybaczysz mi tę zwłokę!

 

 

 

KURT

 

(wchodzi) Przykra sprawa...

 

 

 

ALICJA

 

Jak zareagował?

 

 

 

KURT

 

Rzucił słuchawkę!

 

 

 

ALICJA

 

(do Kapitana) To przez tę twoją pychę!

 

 

 

KAPITAN

 

Kończę się!.. Ściągnijcie doktora z miasta!

 

 

 

ALICJA

 

Spróbuję zatelegrafować.

 

 

 

KAPITAN

 

(zdumiony) Umiesz?

 

 

 

ALICJA

 

Umiem.

 

 

 

KAPITAN

 

Co za podstępna żmija! (do Kurta) Siadaj tutaj! Weź mnie za rękę. Jakbym się w coś zapadał... Lecę na zbity łeb! Dziwne, cholera...

 

 

 

KURT

 

To pierwszy taki atak?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

KURT

 

Pójdę i pomówię jeszcze z doktorem... Leczył cię kiedyś?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

KURT

 

A więc zna twój organizm! (wychodzi)

 

 

 

ALICJA

 

Zaraz będzie odpowiedź. Wracaj szybko, Kurt!

 

 

 

KAPITAN

 

Zacny chłop!

 

 

 

ALICJA

 

Szkoda tylko, że absorbujemy go tak swoimi sprawami.

 

 

 

KAPITAN

 

Przyszedł z gratulacjami!.. Jego życie i nasze! Podobno szczęśliwych nieszczęście omija z daleka, a do biedaków lepi się jak rzep...

 

 

 

ALICJA

 

Ilu  było tych szczęśliwych?

 

 

 

KAPITAN

 

Niech pomyślę... Nie! Mam! Choćby Ekmarkowie!

 

 

 

ALICJA

 

Też! W zeszłym roku miała operację.

 

 

 

KAPITAN

 

A ja-jaj! Hm... więcej nie znam... Zaraz, von Krafftowie!

 

 

 

ALICJA

 

Rzeczywiście, żyli w spokoju i dobrobycie do pięćdziesiątki. Potem przyjechała kuzynka, popełniła morderstwo... więzienie, skandal... i koniec.

 

 

 

KAPITAN

 

Zachodzę w głowę, co mi takiego jest.

 

 

 

ALICJA

 

I co znalazłeś?

 

 

 

KAPITAN

 

Ni to serce, ni to głowa... Czuję jak dusza wyrywa się na wolność...

 

 

 

ALICJA

 

Apetyt ci dopisuje?

 

 

 

KAPITAN

 

To tak! Będzie kolacja?

 

 

 

ALICJA

 

Zapytam Jenny.

 

 

 

KAPITAN

 

Przecież jej nie ma!

 

 

 

ALICJA

 

Tak, tak!

 

 

 

KAPITAN

 

Niech Krystyna przyniesie mi świeżej wody. Zadzwoń!

 

 

 

ALICJA

 

(dzwoni) A jeśli... Nie słyszy!

 

 

 

KAPITAN

 

Sprawdź!.. A jak też odeszła?

 

 

 

ALICJA

 

(otwiera drzwi) Jej kuferek jest w korytarzu.

 

 

 

KAPITAN

 

Znaczy się – odeszła!

 

 

 

ALICJA

 

To koniec! (pada na kolana, wybucha płaczem)

 

 

KAPITAN

 

Czarna seria! I na dodatek na oczach tego Kurta.

 

 

 

ALICJA

 

Czuję, że Kurt już nie wróci!

 

 

 

KAPITAN

 

Wcale bym się nie zdziwił! Czmychnął...

 

 

 

ALICJA

 

Bo jesteśmy przeklęci!

 

 

 

KAPITAN

 

O czym ty mówisz, kobieto?

 

 

 

ALICJA

 

Wszyscy unikają nas jak trędowatych!

 

 

 

KAPITAN

 

Olewam to ciepłym moczem! (telegraf stuka) Mamy odpowiedź! Ciszej!.. Słucham!.. Nie mają czasu, padalcy! Kręcą!

 

 

 

ALICJA

 

Odpłacają ci za pogardę i długi...

 

 

 

KAPITAN

 

E tam!

 

 

 

ALICJA

 

Nie płaciłeś, chociaż mogłeś... miałeś ich za nic...

 

 

 

KAPITAN

 

Gadanie!

 

 

 

ALICJA

 

Jesteśmy winni Krystynie za pół roku!

 

 

 

KAPITAN

 

Więcej nakradła!

 

 

 

ALICJA

 

Pożyczyła mi pieniądze!

 

 

 

KAPITAN

 

To do ciebie podobne!

 

 

 

ALICJA

 

Żeby dzieci miały za co wyjechać do miasta!

 

 

 

KAPITAN

 

A nasz tchórz nie wraca! Baluje u doktorostwa... Przestraszył się twojej kolacji.

 

 

 

KURT

 

(wchodzi pospiesznie) Drogi Edgarze, wygląda to tak... Twoje serce zdaniem doktora...

 

 

 

KAPITAN

 

Serce?

 

 

 

KURT

 

Masz zwapnienie...

 

 

 

KAPITAN

 

Zwapnienie?

 

 

 

KURT

 

I...

 

 

 

KAPITAN

 

To niebezpieczne?

 

 

 

KURT

 

A więc...

 

 

 

KAPITAN

 

Więc niebezpieczne!

 

 

 

KURT

 

Tak!

 

 

 

KAPITAN

 

Śmierć?

 

 

 

KURT

 

Trzeba uważać! I koniec z paleniem! Z whisky także! No i do łóżka!

 

 

 

KAPITAN
(przerażony) Łóżko – to koniec! Dzisiaj śpię na kanapie! A ten doktor?

 

 

 

KURT

 

Uprzejmy. Zjawi się na wezwanie.

 

 

 

KAPITAN

 

Uprzejmy? Szczwany lis! Nie dam się podejść!.. Mogę chociaż jeść?

 

 

 

KURT

 

Dzisiaj już nie. Potem, przez jakiś czas, tylko mleko.

 

 

 

KAPITAN

 

Fe! To świństwo!

 

 

 

KURT

 

Dasz radę!

 

 

 

KAPITAN

 

Chyba już wyrosłem z oseska? (łapie się za głowę) O! (nieruchomieje)

 

 

ALICJA

 

Co powiedział doktor?

 

 

 

KURT

 

Może umrzeć.

 

 

 

ALICJA

 

Dzięki Bogu!

 

 

 

KURT

 

Alicjo! Przynieś koc i poduszkę. Będzie leżał na kanapie... Posiedzę przy nim w nocy...

 

 

 

ALICJA

 

A co ze mną?

 

 

 

KURT

 

Lepiej, jak pójdziesz do łóżka... Będzie spokojniejszy.

 

 

 

ALICJA

 

Jeśli tak uważasz... Chcesz nam przecież pomóc.

 

 

 

KURT

 

I w waszych sporach nie stanę po żadnej stronie. (Alicja wychodzi. Po chwili Kurt bierze karafkę i też wychodzi. Zrywa się wiatr. Podmuch otwiera bramę w głębi sceny. Do wnętrza zagłąda zabiedzona staruszka.)

 

 

KAPITAN

 

(przytomnieje) Łajdacy, zostawili mnie na pastwę losu! (do staruszki, pełen lęku) Co? Co tu robisz, kobieto?

 

 

 

STARUSZKA

 

Tylko zamknę bramę, jasny panie.

 

 

 

KAPITAN

 

Nie trzeba!

 

 

 

STARUSZKA

 

Trzeba zamknąć, kiedy wiatr ją otworzył.

 

 

 

KAPITAN

 

Coś tu kradniesz?

 

 

 

STARUSZKA

 

Niewiele stąd już można wynieść... wiem od Krystyny.

 

 

 

KAPITAN

 

Krystyny!

 

 

 

STARUSZKA

 

Życzę spokojnego snu. Dobranoc jasnemu panu! (odchodzi, zamykając bramę)

 

 

 

KAPITAN

 

Ktoś tu był! Był?

 

 

 

ALICJA

 

(w drzwiach, z poduszkami i kocem) To ta staruszka z przytułku...

 

 

 

KAPITAN

 

Z przytułku?

 

 

 

ALICJA

 

Masz stracha?

 

 

 

KAPITAN

 

Ja i strach? Nic z tych rzeczy!

 

 

 

ALICJA

 

Jeśli wolisz położyć się tutaj...

 

 

 

KAPITAN

 

(kładzie się na kanapie) Właśnie tutaj! (chce wziąć Alicję za rękę, ale ona się wymyka. Wchodzi Kurt z karafką wody) Kurt, zostań ze mną!

 

 

 

KURT

 

Zostanę całą noc. Alicja pójdzie spać.

 

 

 

KAPITAN

 

Dobranoc, moja droga!

 

 

 

ALICJA

 

Dobranoc, Kurt.

 

 

 

KURT

 

Dobranoc. (Alicja wychodzi. Kurt przysuwa fotel do kanapy i siada) Zdejmiesz  buty?

 

 

 

KAPITAN

 

O, nie! Żołnierz musi być zawsze w pełnej gotowości.

 

 

 

KURT

 

Przewidujesz bitwę?

 

 

 

KAPITAN

 

Niewykluczone. (unosi się na kanapie) Kurt! Tylko ty znasz moją zasmarkaną duszę... Słuchaj!.. Jeśli umrę w nocy, nie zapomnij o moich dzieciach.

 

 

 

KURT

 

Przysięgam.

 

 

 

KAPITAN

 

Dzięki, stary. Można na tobie polegać.

 

 

 

KURT

 

Na pewno?

 

 

 

KAPITAN

 

Trudno nas nazwać przyjaciółmi, bo nic takiego nie istnieje... nasze rodziny zawsze wojowały ze sobą...

 

 

 

KURT

 

I mimo tego...

 

 

 

KAPITAN

 

Ufam ci! Choć nie wiem, dlaczego... (milczenie) Jak myślisz, umrę?

 

 

 

KURT

 

Wszyscy umrzemy.

 

 

 

KAPITAN

 

Gorzko?

 

 

 

KURT

 

Tak. Boisz się śmierci? Tych  twoich taczek i grządek?

 

 

 

KAPITAN

 

Może to nie jest koniec?

 

 

 

KURT

 

Dla wielu – nie.

 

 

 

KAPITAN

 

A później?

 

 

KURT

 

To już same niespodzianki!

 

 

 

KAPITAN
Nic pewnego?

 

 

 

KURT

 

Trzeba być gotowym na wszystko...

 

 

 

KAPITAN

 

Wierzysz w te dziecinne historie o piekle?

 

 

 

KURT

 

Żyjesz w piekle i trudno ci w nie uwierzyć?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak się tylko mówi, dla porównania.

 

 

 

KURT

 

Ale zrobiłeś to tak sugestywnie, że nie można tego uważać tylko za przenośnię poetycką.

 

 

 

KAPITAN

 

(po dłuższej chwili) Przeżywam męki, Kurt.

 

 

 

KURT

 

Fizyczne?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie, nie fizyczne!

 

 

 

KURT

 

Zatem duchowe. Albo-albo.

 

 

 

KAPITAN

 

(po chwili) Nie chcę umierać.

 

 

 

KURT

 

Jeszcze niedawno chciałeś.

 

 

 

KAPITAN

 

Gdyby nie bolało.

 

 

KURT

 

Ale boli.

 

 

 

KAPITAN

 

Czyżby to było unicestwienie?

 

 

 

KURT

 

Początek.

 

 

 

KAPITAN

 

Dobranoc.

 

 

 

KURT

 

Dobranoc.

 

 

 

 

 

(Poranek. Kapitan śpi. Kurt siedzi na fotelu obok. Wchodzi Alicja)

 

 

 

ALICJA

 

Śpi?

 

 

 

KURT

 

Zasnął tuż przed wschodem słońca.

 

 

 

ALICJA

 

A noc?

 

 

 

KURT

 

Zasypiał, budził się, gadał i znowu...

 

 

 

ALICJA

 

O czym?

 

 

 

KURT

 

Snuł wielce uczone dywagacje religijne, żeby nad ranem odkryć nieśmiertelność duszy.

 

 

 

ALICJA

 

Był z siebie dumny!

 

 

 

KURT

 

I to jak! Nie spotkałem większego zarozumialca. „Skoro ja istnieję, musi także istnieć Bóg!”

 

 

 

ALICJA

 

Popatrz na te buciory! Deptał nimi wszystko na swojej drodze... Rozgniatał ludzi, mnie... Ale trafiła kosa na kamień.

 

 

 

KURT

 

Jest tragikomiczny aż do bólu.  Masz dla niego chociaż jedno dobre słowo?

 

 

 

ALICJA

 

Edgar wyrósł w strasznej biedzie. Musiał wyrzec się wszystkiego, harując na swoje liczne rodzeństwo... Często przemarzał bez płaszcza... Obserwowałam go przez okno, będąc jeszcze małą dziewczynką... Był taki brzydki!

 

 

 

KURT

 

W jego powierzchowności jest coś odpychającego! Po naszym rozstaniu, nawet straszył mnie w snach.

 

 

 

ALICJA

 

A co ja mam powiedzieć! Pierwszy okres jego kariery zawodowej to prawdziwa katorga... Gdyby nie jacyś bogaci znajomi... Brał wszystko bez podziękowania!

 

 

 

KURT

 

Miało być chociaż jedno dobre słowo!

 

 

 

ALICJA

 

Po jego śmierci!

 

 

 

KURT

 

Dlaczego nie awansowano go na majora?

 

 

 

ALICJA

 

To przez te jego dyktatorską naturę! Rozpowiada, że nie chciał zostać majorem... Mówił coś o dzieciach?

 

 

 

KURT

 

Tęskni za Judytą.

 

 

 

ALICJA

 

Wychował ją na mojego wroga!

 

 

 

KURT

 

Za dużo tego!

 

 

 

ALICJA

 

Cicho! Budzi się! Mógł coś usłyszeć. Jest sprytny.

 

 

 

KURT

 

Budzi się!

 

 

 

ALICJA

 

Czy nie wygląda jak potworek-troll? Boję się!

 

 

 

KAPITAN

 

Nareszcie ranek!

 

 

 

KURT

 

Jak się czujesz?

 

 

 

KAPITAN

 

Marnie!

 

 

 

KURT

 

Posłać po lekarza?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie! Chcę rozmawiać z moim dzieckiem. Z Judytą!

 

 

 

KURT

 

Nie myślałeś o testamencie?

 

 

 

KAPITAN

 

To jakiś głupi żart?

 

 

 

KURT

 

Na wypadek, gdyby...

 

 

 

KAPITAN

 

Nie cieszcie się przedwcześnie! Nie dam się tak prędko wywieźć na grządki...

 

 

 

KURT

 

Tu chodzi o dzieci! Zrób testament...

 

 

 

KAPITAN

 

Nie za mojego życia!

 

 

 

KURT

 

Ale gdyby coś się stało, Alicja może się znaleźć bez środków do życia! Zostaw jej chociaż meble...

 

 

 

KAPITAN

 

Nie!

 

 

 

KURT

 

Nie przypuszczałem, że jesteś taki okrutny! (Kapitan osuwa się na posłanie, półprzytomny)

 

 

ALICJA

 

Ktoś jest w kuchni! Muszę wyjść.

 

 

 

KURT

 

Dobrze, dobrze! Nic tutaj z naszej pomocy... (Alicja wychodzi)

 

 

 

KAPITAN

 

(przytomnieje) Kurt, weźmiesz do siebie dzieci...

 

 

 

KURT

 

Jeżeli zechcą.

 

 

 

KAPITAN

 

Jeżeli zabierzesz się do tego, jak prawdziwy mężczyzna. Zrobi to na ludziach dobre wrażenie...  Że i ty w tej kwestii...

 

 

 

KURT

 

W tej kwestii zawsze byłem w porządku!

 

 

 

KAPITAN

 

Ta kwestia to twój najsłabszy punkt!

 

 

 

KURT

 

Powiedziałem ci...

 

 

 

KAPITAN

 

Nie zostawia się dzieci...

 

 

 

KURT

 

Proszę! Przemawiaj!

 

 

 

KAPITAN

 

Mam prawo, jako stary krewny, powiedzieć ci prosto w oczy nawet najbardziej gorzką prawdę... No, nie gniewaj się...

 

 

 

KURT

 

Zgłodniałeś?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

KURT

 

Coś lekkiego?

 

 

 

KAPITAN

 

Konkretnego!

 

 

 

KURT

 

To się źle kończy!

 

 

 

KAPITAN

 

Choroba i głód to o jedno za dużo!

 

 

 

KURT

 

Niestety.

 

 

 

KAPITAN

 

Nie pij, nie pal! Co to za życie!

 

 

 

KURT

 

Trzeba z czegoś zrezygnować, zamiast zapraszać kostuchę za wcześnie.

 

 

 

ALICJA

 

(wchodzi z kwiatami, listami i telegramami). Dla ciebie! (rzuca kwiaty na biurko)

 

 

 

KAPITAN

 

Dla mnie! Możesz...

 

 

 

ALICJA

 

Proszę. To tylko jacyś podoficerowie, orkiestra i żołnierze!

 

 

 

KAPITAN

 

Zazdrosna?

 

 

 

ALICJA

 

Też coś!

 

 

 

KAPITAN

 

Taak... Telegram  od pułkownika... czytaj, Kurt! Okazał się dżentelmenem, chociaż jest kretynem... A to co? List od Judyty? Zatelegrafuj, że ma przypłynąć najbliższym statkiem! No... nieźle! A nawet przyjemnie, że ma się... przyjaciół... przyjemnie, że pamiętają o schorowanym, ale wybitnym i zasłużonym wojaku...

 

 

 

ALICJA

 

Czegoś tu nie rozumiem! Gratulują ci, że jesteś chory?

 

 

 

KAPITAN

 

Ty hieno!

 

 

 

ALICJA

 

Kiedyś wydano na tej wyspie uroczysty bankiet z okazji wylania znienawidzonego lekarza.

 

 

 

KAPITAN

 

Włóż kwiaty do wazonu... Wprawdzie ludzie to na ogół hołota, ale taki gest to dowód szacunku. Wierzę, że jest szczery! Jest!

 

 

 

ALICJA

 

Dureń!

 

 

 

KURT

 

(z telegramem) Z powodu sztormu Judyta nie może się tutaj stawić.

 

 

 

KAPITAN

 

Tylko tyle?

 

 

 

KURT

 

A! Jeszcze coś.

 

 

 

KAPITAN

 

Dalej!

 

 

 

KURT

 

Prośba, aby tata nie pił za dużo...

 

 

 

KAPITAN

 

E! Bezwstydna! Miej tu dzieci! I to właśnie Judyta... jedyna... kochana... mój skarb!

 

 

 

ALICJA

 

Twój obraz i podobieństwo.

 

 

 

KAPITAN

 

Co za życie! Znikąd radości! Tfu!

 

 

 

ALICJA

 

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz! Nastawiałeś ją przeciwko matce, teraz staje przeciwko ojcu. Czyż to  nie boska sprawiedliwość.

 

 

 

KAPITAN

 

(do Kurta) Cóż tam pułkownik?

 

 

 

KURT

 

Masz urlop.

 

 

 

KAPITAN

 

Nie prosiłem, do diabła, o urlop!

 

 

 

ALICJA

 

Ty nie – ale ja!

 

 

 

KAPITAN

 

Pluję na to!

 

 

 

ALICJA

 

Rozkaz to rozkaz!

 

 

 

KAPITAN

 

Mnie to nie dotyczy!

 

 

 

ALICJA

 

Popatrz, Kurt, na tego megalomana, który wszystko i wszystkich ma za nic! Pępek świata! A to taki sobie kapitan, co nawet nie nadawał się na majora... Nadęty zarozumialec, wyśmiewany przez wszystkich... Tchórz, który boi się ciemności i ufa tylko barometrom... A skończy jak śmieć wywieziony na taczce!

 

 

 

KAPITAN

 

(w dobrym nastroju, nie słucha Alicji) Zaprosiłaś Kurta na śniadania?

 

 

 

ALICJA

 

Nie!

 

 

 

KAPITAN

 

Przygotuj dwa soczyste befsztyki.

 

 

 

ALICJA

 

Dwa?

 

 

 

KAPITAN

 

Ja też zjem.

 

 

 

ALICJA
Jest nas troje!

 

 

 

KAPITAN

 

Ty też? Więc zrób trzy!

 

 

 

ALICJA

 

Z czego? Kurt siedział przy tobie całą noc bez kolacji, a nawet kawy...

 

 

 

KAPITAN

 

Ma do mnie żal, że wczoraj nie umarłem!

 

 

 

ALICJA

 

Nie wczoraj! Ale dwadzieścia pięć lat temu... Wcześniej! Przed moim urodzeniem!

 

 

 

KAPITAN

 

Widzisz, Kurt! Oto efekt kojarzenia małżeństw! Tu na ziemi, bo przecież nie w niebie... Idę na służbę! (wkłada hełm, przypasuje szablę, narzuca na ramiona płaszcz. Mimo sprzeciwu Kurta i Alicji rusza do wyjścia) Przejście! (wychodzi)

 

 

 

ALICJA

 

Idź sobie! Zawsze dezerterujesz, mięczaku, a żona musi osłaniać twój błazeński odwrót. Tfu!

 

 

 

KURT

 

No nie...

 

 

 

ALICJA

 

To nie wszystko!

 

 

 

KURT

 

Gdzie poszedł?

 

 

 

ALICJA

 

Podziękować podoficerom za życzenia i kwiaty, upić się i nażreć! Będzie teraz wieszał psy na korpusie oficerskim... Wyobraź sobie, że gdyby nie wstawiennictwo żon oficerów wyrzucono by go ze służby. Za to je znienawidził...

 

 

 

KURT

 

Nie przypuszczałem, że wasze życie...

 

 

 

ALICJA

 

Biedaku! Gdzie ty wreszcie coś zjesz?

 

 

 

KURT

 

O! U doktora. A ty? Pozwól, abym coś dla was załatwił.

 

 

 

ALICJA

 

Ale on nie może się dowiedzieć... Może mnie zabić!

 

 

 

KURT

 

(przy oknie) Stoi na wietrze!

 

 

 

ALICJA

 

Szkoda, że jest taki!

 

 

 

KURT

 

Szkoda, że tacy jesteście oboje.

 

 

ALICJA

 

Obnażył pierś! Pewnie chce umrzeć.

 

 

 

KURT

 

Nie! Kiedy czuje, że słabnie, zaczyna walczyć o przetrwanie. Grzebał w moim życiu, jakby chciał wśliznąć się w nie i tam pozostać.

 

 

 

ALICJA

 

Taka natura! Pasożytuje na cudzym życiu jak wampir. Kurt, trzymaj go z daleka  od swojej rodziny i przyjaciół!

 

 

 

KURT

 

Alicjo! To on odebrał mi dzieci po moim rozwodzie?

 

 

 

ALICJA

 

To on!

 

 

 

KURT

 

Nie miałem pewności. To on!

 

 

 

ALICJA

 

Zauroczył twoją byłą żonę i pomógł jej uzyskać opiekę nad dziećmi!

 

 

 

KURT

 

Chytre!

 

 

 

ALICJA

 

To jego druga twarz!

 

 

 

KURT

 

(po chwili) A dziś w nocy, kiedy rzekomo umierał, wymógł na mnie przyrzeczenie, że będę czuwał nad jego dziećmi.

 

 

 

ALICJA

 

Weźmiesz odwet na moich dzieciach, Kurt?

 

 

 

KURT

 

Boże uchowaj! Będę o nich zawsze pamiętał.

 

 

 

ALICJA

 

Chociaż zemsta  jest sprawiedliwą odpowiedzią na zło!

 

 

 

KURT

 

Jeszcze w to wierzysz!

 

 

 

ALICJA

 

Wierzę! Wszystko inne byłoby obłudą.

 

 

 

KURT

 

A tolerancja, Alicjo! Wszyscy jej potrzebujemy.

 

 

 

ALICJA

 

Ja – nie! Nie mam nic do ukrycia. Gram czysto!

 

 

 

KURT

 

Mocne słowa!

 

 

 

ALICJA

 

Zbyt słabe! Tyle cierpienia bez miłości!

 

 

 

KURT

 

Ale wyszłaś za niego!

 

 

 

ALICJA

 

Wyszłam? Zabrał mnie! Omotał! Już nie wiem... Imponowały mi wyższe sfery...

 

 

 

KURT

 

Kosztem twojej sztuki!

 

 

 

ALICJA

 

Sztuki pogardzanej! Obiecywał złote góry, a miał same długi. To oszust!

 

 

 

KURT

 

Kiedy się kocha, zawsze się ma nadzieję. To, że potem... Mam podobne rzeczy na sumieniu, ale nie uważam siebie za oszusta... Co tak wypatrujesz?

 

 

 

ALICJA

 

Może upadnie.

 

 

 

KURT

 

Może?

 

 

 

ALICJA

 

Niestety! Oszust!

 

 

 

KURT

 

Zajrzę do doktora i sędziego.

 

 

 

ALICJA

 

Zrób to! Rozsiądę się tutaj i będę czekać. Potrafię!

 

 

---------------------------------------

 

(Dzień. Alicja, osiwiała, siedzi w fotelu. Wchodzi Kurt)

 

 

 

KURT

 

Dzień dobry, Alicjo.

 

 

 

ALICJA

 

Dzień dobry, mój drogi. Usiądź, proszę.

 

 

 

KURT

 

Statek!

 

 

 

ALICJA

 

Jeśli przyjechał, wiem co się stanie!

 

 

 

KURT

 

Co on tu robi?

 

 

 

ALICJA

 

Składa wizyty.

 

 

 

KURT

 

Wczoraj był taki spokojny... Prawda? To dlatego, że przestał pić...

 

 

 

ALICJA

 

Ale przez to staje się groźny! Na szczęście zdążył się wystarczająco skompromitować swoją skłonnością do whisky... Być może coś knuje!

 

 

 

KURT

 

A ty osiwiałaś przez dwie ostatnie noce, Alicjo.

 

 

 

ALICJA

 

Nie farbuję już włosów... Skoro mój mąż to żywy trup!

 

 

 

KURT

 

Co nas czeka, Alicjo?

 

 

 

ALICJA

 

Frontalny atak!

 

 

 

KURT

 

Na mnie?

 

 

 

ALICJA

 

Wczoraj przez cały dzień wypytywał cię o kwarantannę, o twoje dzieci... To żarłoczny wilkołak! Kończy się i dlatego...

 

 

 

KURT

 

Też tak myślę. Fosforyzuje jak kościotrup, a oczy żarzą się jak ogniki na bagnach... Idzie! Nie przyszło ci do głowy, że może być zazdrosny?

 

 

 

ALICJA

 

Jest na to zbyt zarozumiały!

 

 

 

KURT

 

To dobrze. Mam wyjść mu naprzeciw?

 

 

 

ALICJA

 

Uprzejmość uważa za obłudę! Udawaj, że wierzysz we wszystko o czym będzie mówił... Do dzieła!

 

 

 

(Wchodzi Kapitan w galowym mundurze, w hełmie, w płaszczu i w białych rękawiczkach. Jest spokojny, ale blady i ma podbite oczy. Potykając się podchodzi do fotela i siada)

 

 

 

KAPITAN

 

Dzień dobry! Wybaczcie, że tak od razu usiadłem, ale jestem zmęczony.

 

 

 

KURT i ALICJA

 

Dzień dobry.

 

 

 

ALICJA

 

Jak się czujesz?

 

 

 

KAPITAN

 

Doskonale! Tylko zmęczony!

 

 

 

ALICJA

 

Co słychać w mieście?

 

 

 

KAPITAN

 

Rozmaicie. Lekarz, mianowicie, powiedział mi, że pożyję jeszcze ze dwadzieścia lat, jeżeli będę dbał o siebie.

 

 

 

ALICJA

 

(do Kurta) Kłamie. (do Kapitana) To dobra wiadomość, mój drogi.

 

 

 

KAPITAN

 

I tyle!

 

 

 

ALICJA

 

(do Kurta – po długiej chwili) Niech sam mówi.

 

 

 

KAPITAN

 

Słucham?

 

 

 

ALICJA

 

Nic.

 

 

 

KAPITAN

 

(powoli) Kurt, posłuchaj! Spotkałem w mieście... między innymi... młodego artylerzystę. Uzgodniłem z pułkownikiem, że go skieruje tutaj... Będziesz zadowolony, bo to... twój syn!

 

 

 

ALICJA

 

Wilkołak!

 

 

 

KURT

 

To przykre!

 

 

 

KAPITAN

 

Nie rozumiem!

 

 

 

KURT

 

I dobrze! Ważne, że ja na to nie zezwalam!

 

 

 

KAPITAN

 

Ty?! Zatem musisz przyjąć do wiadomości, że ten młodzieniec został tutaj odkomenderowany... Jest pod moimi rozkazami!

 

 

 

KURT

 

Przeniesie się do innego pułku!

 

 

 

 

 

KAPITAN

 

Nie masz nad nim żadnej władzy!

 

 

 

KURT

 

Nie mam?

 

 

 

KAPITAN

 

Komu sąd przyznał nad nim opiekę?

 

 

 

KURT

 

Uzgodnię to z jego matką!

 

 

 

KAPITAN

 

Za późno!

 

 

 

KURT

 

Za późno?

 

 

 

KAPITAN

 

Już to zrobiłem! Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

(do Kurta) Musi zdechnąć!

 

 

 

KURT

 

To potwór!

 

 

 

KAPITAN

 

To na tyle! (do Alicji i Kurta) Słucham?

 

 

 

ALICJA

 

Tracisz słuch?

 

 

 

KAPITAN

 

Trochę! Dlatego zbliż się... Coś ci powiem sam na sam.

 

 

 

ALICJA

 

Nie musisz! Ale świadek zawsze się przyda.

 

 

 

KAPITAN

 

O, to, to... Przyda się niewątpliwie! Macie testament?

 

 

 

ALICJA

 

(podaje mu dokument) Jest gotowy.

 

 

 

KAPITAN

 

I korzystny dla ciebie! Doskonale.  (czyta, a następnie rozdziera dokument na kawałeczki) To byłoby na tyle. Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

Co to za człowiek!

 

 

 

KAPITAN

 

I oświadczam ci, Alicjo...

 

 

 

ALICJA

 

(pośpiesznie) Słucham?

 

 

 

KAPITAN

 

Wychodząc naprzeciw twojemu pragnieniu, aby zakończyć życie w tym okropnym związku bez miłości do męża i dzieci, a także ze względu na twoją nieprzydatność jako gospodyni, złożyłem w sądzie pozew o rozwód.

 

 

 

ALICJA

 

Tak! Z powodu?

 

 

 

KAPITAN

 

Pozostałe dwadzieścia lat życia zamierzam spędzić z kobietą oddaną mi, młodą, no i – co tu mówić – urodziwą!

 

 

 

ALICJA

 

(zdejmuje obrączkę i rzuca w Kapitana) Proszę!

 

 

 

KAPITAN

 

Świadek zauważył: rzuciła obrączkę!

 

 

 

ALICJA

 

Chcesz mnie wyrzucić z mojego domu i zakwaterować tutaj tę... młodą i urodziwą!

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

Skoro tak! Kurt, oświadczam, że ten człowiek chciał mnie zamordować!

 

 

 

KURT

 

Próba morderstwa!

 

 

 

ALICJA

 

Zepchnął mnie do morza!

 

 

 

KAPITAN

 

Bez świadków!

 

 

 

ALICJA

 

Na oczach Judyty!

 

 

 

KAPITAN

 

Co z tego?

 

 

 

ALICJA

 

Złoży zeznanie!

 

 

 

KAPITAN

 

Powiedziała, że nic nie zauważyła.

 

 

 

ALICJA

 

Wyedukowałeś ją!

 

 

 

KAPITAN

 

Ty zrobiłaś to wcześniej?

 

 

 

ALICJA

 

Widziałeś się z Judytą?

 

 

 

KAPITAN

 

Uhm!

 

 

 

ALICJA

 

Boże mój!

 

 

 

KAPITAN

 

Kapitulacja przyjęta! Nieprzyjaciel może wycofać się z twierdzy bez przeszkód w ciągu dziesięciu minut! (kładzie na stole zegarek) Dziesięć minut! (chwyta się za serce)

 

 

 

ALICJA

 

Co ci jest?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie wiem!

 

 

 

ALICJA

 

Może wody?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie chcę umierać!.. Nie dotykaj mnie! Powiedziałem: dziesięć minut! (wychodzi z podniesioną szablą)

 

 

 

KURT

 

Kim on jest?

 

 

 

ALICJA

 

To szatan!

 

 

 

KURT

 

I czego chce od mojego syna?

 

 

 

ALICJA

 

Żeby mieć władzę nad tobą, przywłaszczył sobie twojego syna!

 

 

 

KURT

 

Wyciągnąłem do niego rękę, chociaż wyrządził mi tyle złego! Teraz chce mi zabrać syna... Załatwię go!

 

 

 

ALICJA

 

Żadnej kapitulacji! Wysadzimy tę piekielną twierdzę razem z nim, a nawet z nami, jeśli trzeba będzie zginąć! Zdobędę proch!

 

 

 

KURT

 

Chciałem uciec od waszej nienawiści, ale teraz czuję ją w sobie, jak ofiara potwornej zarazy... Co zrobimy ?

 

 

 

ALICJA

 

To on nauczył mnie taktyki. Trzeba zebrać jego wrogów i sprzymierzyć przeciwko niemu.

 

 

 

KURT

 

Udało mu się odszukać moją żonę!

 

 

 

ALICJA

 

Trafił swój na swego! Trzeba ich rozdzielić! Chyba znam jego słaby punkt...

 

 

 

KURT

 

Jego największy wróg na wyspie?

 

 

 

ALICJA

 

Kwatermistrz!

 

 

 

KURT

 

Pewny człowiek?

 

 

 

ALICJA

 

Tak! Wie to, co ja... i znacznie więcej o przekrętach naszego kapitana.

 

 

 

KURT

 

Co  chcesz powiedzieć?

 

 

 

ALICJA

 

Złodziejstwo, korupcja, nadużywanie stanowiska!

 

 

 

KURT

 

Coś takiego! Nie chcę mieć z tym nic wspólnego!

 

 

 

ALICJA

 

Nie potrafisz wygrywać!

 

 

 

KURT

 

Dawniej tak, dzisiaj – już nie!

 

 

 

ALICJA

 

Dlaczego?

 

 

 

KURT

 

Zrozumiałem, że sprawiedliwość i tak dosięgnie każdego...

 

 

 

ALICJA

 

Tylko kiedy? Zanim zabierze ci syna? Jestem siwa, ale moje włosy są zdrowe... dotknij! Będę mogła ponownie wyjść za mąż, ale on już nie zdąży. Za dziesięć minut zabiorą go do aresztu, tutaj na dole... Wolność! Zatańczę nad jego głową „Marsza bojarów”.. (tańczy, śmieje się) I zagram na fortepianie tak, że na pewno mnie usłyszy! (bębni po klawiaturze)

 

 

 

KURT

 

(z narastającym pożądaniem) Alicjo! Jesteś diablicą?

 

 

 

ALICJA

 

(zdejmuje wieńce laurowe) To moje wieńce laurowe... wieńce zwycięstwa! Radosne i młode jak ich zieleń! Ja, ja! Jeszcze nie jestem stara, Kurt!

 

 

 

KURT

 

Jesteś demonem!

 

 

 

ALICJA

 

Przecież jesteśmy w piekle! Pójdę się przebrać! (rozpuszcza włosy) Moment! Dwie minuty... dwie minuty do spotkania z kwatermistrzem... A potem cała ta twierdza – bum!

 

 

 

KURT

 

Jesteś demonem!

 

 

 

ALICJA

 

Nazywałeś mnie tak, kiedy byliśmy dziećmi... i byliśmy zaręczeni! Pamiętasz? Byłeś taki nieśmiały i płochliwy...

 

 

 

KURT

 

Alicjo!

 

 

 

ALICJA

 

To prawda ! Ale było ci z tym do twarzy ! Bo widzisz…swawolne kobiety

 

 

 

lubią nieśmiałych mężczyzn, tak jak czasem nieśmiali mężczyźni pożądają swawolne kobiety! Wtedy... lubiłeś mnie? Tak?

 

 

 

KURT

 

Coś się ze mną dzieje! Co ja tu właściwie robię?

 

 

 

ALICJA

 

Jesteś gościem aktorki, która ma... swawolne maniery... Poza tym jest, co widać, wspaniałą kobietą! I wolną, wolną! Nie patrz tak! Chcę zmienić bluzkę! (rozpina bluzkę)

 

 

(Kurt bierze ją na ręce, podnosi w górę i gryzie w szyję. Potem rzuca ją na szezlong i wybiega)

 

 

 

 

 

*

 

Ta sama dekoracja. Wieczór. Kapitan siedzi przy biurku i kładzie pasjansa. Niezadowolony wyrzuca karty przez okno. podchodzi do kredensu i wyjmuje  trzy butelki whisky, które także wyrzuca przez okno. Zamyka klawiaturę pianina na klucz i wyrzuca klucz przez okno. drze na strzępki portret żony i rzuca je na podłogę. Zapala świece. Cały czas ogląda się niespokojnie. Wreszcie, ukrywszy na piersi portrety syna i córki, siada zmęczony przy biurku i chwyta się za serce. Pojedyncze stuknięcie w aparacie telegraficznym wzbudza w nim śmiertelne przerażenie. Gdy telegraf cichnie, podchodzi do drzwi i nadsłuchuje.

 

Po czym otwiera je i podnosi kota. Wychodzi.

 

ALICJA

 

(wchodzi i zatrzymuje się zaskoczona nieładem w salonie)

 

Mamy wigilię? (obchodzi porozstawiane świece)

 

 

 

KURT

 

(wpada zdenerwowany) I co?

 

 

 

ALICJA

 

(podsuwa mu dłoń do pocałowania) Podziękuj teraz! (Kurt całuje ją w rękę bez przekonania) Mam sześciu pewnych świadków. Doniesienie złożone! A co dalej – dowiemy się z tego oto telegrafu!

 

 

 

KURT

 

O!

 

 

 

ALICJA

 

Zamiast: O! wypadałoby podziękować!

 

 

 

KURT

 

Po co mu ta iluminacja?

 

 

 

ALICJA

 

Boi się ciemności... Czy telegraf nie wygląda jak korbka młynka do kawy...

 

 

 

KURT

 

Po co zdemolował pokój?

 

 

 

ALICJA

 

Może myśli o przeprowadzce! Oczywiście, tam na dół!

 

 

 

KURT

 

Daj spokój! To nie jest zabawne... Kiedyś był moim przyjacielem... Żal mi go.

 

 

 

ALICJA

 

A kto użali się nade mną? Nie jestem tego warta? Poświęciłam dla niego karierę..

 

 

 

KURT

 

Wspaniałą karierę?

 

 

 

ALICJA

 

(z gniewem) Nie znasz mnie, nie wiesz kim byłam!

 

 

 

KURT

 

Tak, tak, tak...

 

 

 

ALICJA

 

I ty także?

 

 

 

KURT

 

Także?

 

 

 

(Alicja rzuca mu się na szyję i całuje. On gryzie ją w szyję)

 

 

 

ALICJA

 

A! Gryziesz!

 

 

 

KURT

 

Chcę zatopić w tobie kły i pić twoją krew! Obudziłaś we mnie bestię, którą przez tyle lat próbowałem ujarzmić... Myślałem, że jestem lepszy od was... teraz czuję się jak łajdak! To namiętność sprawiła, że nie odróżniam już dobra od zła... Chodź do mnie! Zadławię cię pocałunkiem!

 

 

 

ALICJA

 

Zerwałeś moje kajdany!

 

 

 

KURT

 

Założę ci nowe!

 

 

 

ALICJA

 

Ty?

 

 

 

KURT

 

Ja!

 

 

 

ALICJA

 

Wydawało mi się, że jesteś...

 

 

 

KURT

 

Kaznodzieją?

 

 

 

ALICJA

 

Ta gadka o grzechu pierworodnym...

 

 

 

KURT

 

Tak?

 

 

 

ALICJA

 

Sądziłam, że będziesz mnie nawracać...

 

 

 

KURT

 

Tak?.. Gdy będziemy w mieście, ujawnię swoje prawdziwe oblicze...

 

 

 

ALICJA

 

Pójdziemy do teatru pokazać się! Skompromituję go! Rozumiesz?

 

 

 

KURT

 

Chyba rozumiem! Więzienie... nie wystarczy?

 

 

 

ALICJA

 

Za mało! Musi być zhańbiony!

 

 

 

KURT

 

Co za świat! Ty popełnisz haniebny czyn, a on zostanie zhańbiony!

 

 

 

ALICJA

 

Skoro tak łatwo ogłupić ten świat!

 

 

 

KURT

 

Teatr, kolacja... Myślałem o moim synu!

 

 

 

ALICJA

 

(uderza go rękawiczką w usta) Głupek! (Kurt chce jej wymierzyć policzek) Tout beau!

 

 

 

KURT

 

Wybacz!

 

 

 

ALICJA

 

Na kolana! (Kurt klęka) Twarzą do ziemi! Pocałuj moją stopę! (Kurt całuje stopę) Nie rób tego więcej! Wstań!

 

 

 

KURT

 

(podnosi się) Co się ze mną stało?

 

 

 

ALICJA

 

Wiesz dobrze!

 

 

 

KURT

 

(ze zgrozą) A ja myślałem...

 

 

 

KAPITAN

 

(wchodzi słaby, opierając się na lasce) Mogę mówić z Kurtem? W cztery oczy!

 

 

 

ALICJA
W sprawie wycofania się z twierdzy?

 

 

 

KAPITAN

 

Proszę, usiądź przy mnie, Kurt! Alicjo, wyjdź gdzieś na chwilę!

 

 

 

ALICJA

 

Coś nowego? (do Kurta) Możesz usiąść. Dowiesz się, co mają do powiedzenia szlachetny wiek i głębokie doświadczenie... W razie telegramu... wołaj! (wychodzi)

 

 

KAPITAN

 

(z godnością) Zrozumiałeś coś z naszych ludzkich losów?

 

 

 

KURT

 

Nic a nic!

 

 

 

KAPITAN

 

Jest jakiś sens w tej szarpaninie?

 

 

 

KURT

 

W lepszych czasach wierzyłem, że sens tkwi w pokorze, nie w dociekaniu sensu...

 

 

 

KAPITAN

 

W pokorze! Bez oparcia nie jestem w stanie przybrać pokornej postawy.

 

 

 

KURT

 

Racja. Jako matematyk potrafisz chyba znaleźć ten punkt oparcia...

 

 

 

KAPITAN

 

Diabli tam! Nie udało się!

 

 

 

KURT

 

Błąd w obliczeniach! Spróbuj jeszcze raz.

 

 

 

KAPITAN

 

Wierz mi, spróbuję! Eliminowałem w życiu wszystko, co mi przeszkadzało... rozdeptywałem w marszu. Naprzód! Wszystkie upokorzenia ładowałem do worka – i do morza. Przepadały na zawsze!

 

 

 

KURT

 

Żyłeś w jakimś urojonym świecie.

 

 

 

KAPITAN

 

Tylko w takim mogłem przeżyć! (chwyta się za serce)

 

 

 

KURT

 

Co ci jest?

 

 

 

KAPITAN

 

Kiepsko! (pauza) I nagle przychodzi chwila... urojenie pęka jak bańka mydlana i ukazuje się naga, okropna rzeczywistość. Widzisz, drogi przyjacielu, rozmawiałem z lekarzem... Kończę się!

 

 

 

KURT

 

Oszukałeś nas?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

KURT

 

I wszystko inne też nie było prawdą?

 

 

 

KAPITAN

 

Inne?

 

 

 

KURT

 

O moim synu?

 

 

 

KAPITAN

 

Nic o tym nie wiem!

 

 

 

KURT

 

Zdumiewasz mnie! Ten rozwód też...

 

 

 

KAPITAN

 

Nic o tym nie wiem!

 

 

 

KURT

 

Zatem zrozumiałeś ostatecznie, że...

 

 

 

KAPITAN

 

Wybacz mi, mój drogi! Wybacz wszystko.

 

 

 

KURT

 

To szlachetne słowa!

 

 

 

KAPITAN

 

Życie mnie pokiereszowało, Kurt! Co tak zerkasz na boki?

 

 

 

KURT

 

Można by wyłączyć telegraf...

 

 

 

KAPITAN

 

Wykluczone!

 

 

 

KURT

 

(wygląda przez okno) Jacyś ludzie idą tutaj z latarnią.

 

 

 

KAPITAN

 

Pewnie ront! Może jakiegoś biedaka mają zamiar wsadzić do pierdla!

 

 

 

KURT

 

O!

 

 

 

KAPITAN

 

Poznałeś  bliżej Alicję... Jaka jest?

 

 

 

KURT

 

Słabo znam się na ludziach... Nie rozumiem was! Dlaczego zepchnąłeś ją do morza?

 

 

 

KAPITAN

 

Czort wie! Wydawało mi się logiczne, że jak stoi na pomoście, to powinna znaleźć się w morzu.

 

 

 

KURT

 

Nie żałowałeś tego?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie, nie!

 

 

 

KURT

 

Ciekawe.

 

 

 

KAPITAN

 

Ciekawe, że mnie to wpadło do głowy!

 

 

 

KURT

 

Mogła się przecież zemścić?

 

 

 

KAPITAN

 

Już to zrobiła z nawiązką. Rozumiem to. Gdy śmierć zagląda w oczy, poprawia nam wzrok! (po chwili) Po której stronie stanąłbyś jako sędzia..?

 

 

 

KURT

 

Po żadnej! Z przewagą współczucia dla ciebie.

 

 

 

KAPITAN

 

Daj mi rękę, Kurt! Stary przyjacielu!

 

 

 

ALICJA

 

(wchodzi z parasolką) Cóż to za przyjaźń! Był telefon?

 

 

 

KURT

 

(chłodno) Nie.

 

 

 

ALICJA

 

Niecierpliwość zmusza mnie do przyśpieszenia rozwoju akcji! Popatrz, Kurt, oddaję do niego śmiertelny strzał. Zaraz padnie! Najpierw ładuję – znam to ze słynnego podręcznika, który zalega w magazynie – a potem celuję, i bach! (celuje parasolką) Co słychać u twojej młodej, urodziwej i tajemniczej nowej żoneczki? Nie wiesz? Za to ja wiem, jak się miewa mój kochanek! (obejmuje Kurta i całuje. Ten odpycha ją) Jest trochę nieśmiały! A ty, nędzniku, jesteś zbyt zarozumiały, żeby  okazać zazdrość! Nawet nie zauważyłeś, że wystrychnęłam cię na dudka! (Kapitan rzuca się na nią z szablą. Kurt nie reaguje).

 

 

 

KAPITAN

 

(pada zmęczony) Judyto! Pomścij mnie!

 

 

 

ALICJA

 

Zdechł?

 

 

 

KAPITAN

 

O, nie! (wstaje i rusza na fotel) Judyto! Judyto!

 

 

 

ALICJA

 

(do Kurta) Wychodzę – z tobą!

 

 

 

KURT

 

(odpycha ją tak, że Alicja pada na kolana) Wracaj do piekła! Żegnam! (rusza do drzwi)

 

 

 

KAPITAN

 

Nie zostawiaj mnie, Kurt! Gotowa mnie zabić!

 

 

 

ALICJA

 

Kurt! Zostań!

 

 

 

KURT

 

Żegnam na zawsze! (wychodzi)

 

 

 

ALICJA

 

Łajdak! Masz przyjaciela! Tfu!

 

 

 

KAPITAN

 

(łagodnie) Przebacz mi, Alicjo. Chodź, chodź... szybko!

 

 

 

ALICJA

 

Największa kreatura, jaką spotkałam... Nie dorasta ci do pięt!

 

 

 

KAPITAN

 

Posłuchaj... Już długo nie pociągnę!

 

 

 

ALICJA

 

Taak?

 

 

 

KAPITAN

 

Wiem od doktora.

 

 

 

ALICJA

 

I wszystko inne też nie jest prawdą?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest!

 

 

 

ALICJA

 

W takim razie... Co ja, głupia, zrobiłam!

 

 

 

KAPITAN

 

Głupstwo!

 

 

 

ALICJA

 

To nie jest głupstwo!

 

 

 

KAPITAN

 

Trzeba wymazać i iść dalej!

 

 

 

ALICJA

 

Telegram!

 

 

 

KAPITAN

 

Jaki?

 

 

 

ALICJA

 

(pada przed nim na kolana) Podłożyłam minę pod nas oboje! Ty uprawiałeś swoje gry... on mnie uwodził... Już po nas!  Gdybyś mi mógł wybaczyć, to może...

 

 

 

KAPITAN

 

Wybaczyć?

 

 

 

ALICJA

 

Na to też za późno!

 

 

 

KAPITAN

 

Chociaż znam twoją podstępną naturę, nie rozumiem...

 

 

 

ALICJA

 

O! Gdybym mogła wyjść z tego, opiekowałabym się tobą, Edgarze... kochałabym!

 

 

 

KAPITAN

 

Mniej gorączki, więcej sensu!

 

 

 

ALICJA

 

Żadnej pomocy! Co się stanie z dziećmi... zhańbione nazwisko...

 

 

 

KAPITAN

 

Zhańbiłaś?

 

 

 

ALICJA

 

Nie ja! Nie! Wyrzucą dzieci ze szkoły! Będą samotne i złe... złe jak my! (pauza) Nie rozmawiałeś z Judytą, prawda?

 

 

 

KAPITAN

 

Nie! Wymaż to! (stuka telegraf)

 

 

 

ALICJA

 

Grom z jasnego nieba! (do Kapitana) Zatkaj uszy!

 

 

 

KAPITAN

 

Nie słucham! Spokojnie, moja droga...

 

 

 

ALICJA

 

(wygląda przez okno) Nie słuchaj! Nie!

 

 

 

KAPITAN

 

(zatyka uszy) Zatkałem uszy!

 

 

 

ALICJA

 

(pada na kolana) Boże, miej nas w swojej opiece! Idzie ront! Boże mój! (telegraf stuka, po czym cichnie. Alicja odrywa pasek papieru i czyta. Podchodzi do Kapitana i całuje go w czoło.) Już po wszystkim!  Nic ważnego! (płacze)

 

 

KAPITAN

 

Jakaś straszna tajemnica?

 

 

 

ALICJA

 

Przeszło! Szkoda słów!

 

 

 

KAPITAN

 

Skoro przeszło, moje dziecko!

 

 

 

ALICJA

 

Jeszcze trzy dni temu tak byś do mnie nie powiedział... czemu teraz?

 

 

 

KAPITAN

 

Kiedy byłem jedna nogą po tamtej stronie. odniosłem wrażenie...

 

 

 

ALICJA

 

Jakie?

 

 

 

KAPITAN

 

Że jest nadzieja na coś lepszego!

 

 

 

ALICJA

 

Lepszego?

 

 

 

KAPITAN

 

Tak jest! Życie tutaj to śmierć, a tam dopiero...

 

 

 

ALICJA

 

Nasze życie?

 

 

 

KAPITAN

 

Przykazano nam dręczyć się nawzajem... Na to wygląda!

 

 

 

ALICJA
Wystarczy już tego?

 

 

 

KAPITAN

 

Oj, tak! I tego całego zamieszania także. Zrobimy porządek po sobie?

 

 

 

ALICJA

 

Jeśli to możliwe!

 

 

 

KAPITAN

 

Trzeba na to wiele dni!

 

 

 

ALICJA

 

Wiele dni!

 

 

 

KAPITAN

 

(siada) Co z twoją wolnością i moim uwięzieniem?. (Alicja jest zaskoczona) Wiedziałem, że chcesz mnie załatwić. Ale wymazuję to!.. Masz na sumieniu gorsze rzeczy... A ja nie popełniłem żadnego przestępstwa!

 

 

 

ALICJA

 

Znowu mam się tobą zajmować?

 

 

 

KAPITAN

 

Twoja wola!

 

 

 

ALICJA

 

A mam wybór?

 

 

 

KAPITAN

 

Cóż!

 

 

 

ALICJA

 

Znowu ta sama katorga! Bez końca?

 

 

 

KAPITAN

 

Trzeba tylko cierpliwości! Przyjdzie śmierć i zacznie się życie... Może!

 

 

 

ALICJA

 

Niech tak się stanie!

 

 

 

KAPITAN

 

(po chwili) Kurt jest obłudnikiem, tak?

 

 

 

ALICJA

 

Tak! I jeszcze raz: tak!

 

 

 

KAPITAN

 

Niezupełnie! Każdy dzięki nam staje się zły i odchodzi... Zło było silniejsze od niego. (po chwili) Mam pewność, że za trzy miesiące urządzimy srebrne wesele... Kurt wróci i będzie świadkiem! Będą doktor i Gerda... Kwatermistrz wzniesie toast: „Niech żyją!” A pułkownik sam się do nas wprosi. Śmiej się, śmiej! Pamiętasz jak Adolf na swoim srebrnym weselu odciął swojej wybrance palec nożem do cięcia faszyny? (Alicja przykłada  chusteczkę do ust) Płaczesz czy się śmiejesz, dziecinko? Co za różnica! Nigdy nie zgadnę, czy życie to farsa, czy może tragedia. Radość też może nam dopiec do żywego... smutek może dać ukojenie... Ale znowu, gdy jesteś poważny, przychodzi taki Kurt i wykręca jakiś farsowy numer! Robimy w końcu te srebrne wesele? (Alicja milczy) Zgoda?! Będzie dużo śmiechu z nas, ale i z wszystkich dookoła. Będziemy też poważni! Jak wypadnie!

 

 

 

ALICJA

 

Zgadzam się! Niech będzie!

 

 

 

KAPITAN

 

(poważnie) Mamy srebrne wesele (wstaje) Wymazać i maszerować dalej! Maszerujmy zatem!

 

 

 

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Redakcja: 00-260 Warszawa ul. Mostowa 2/4 
oraz 82-110 Kąty Rybackie ul. Rybacka 18, tel. 606 888 764 

poczta - biuro@pisarze.pl


Pisarze.pl
E-tygodnik literacko-artystyczny
Numer 17/14 (194)
ISSN: 2084-6983




NASZA GALERIA


Dziś: Małgorzata Buczek-Śledzińska

Małgorzata Buczek-Śledzińska – artystka malarka, twórczyni unikatowych tkanin, rysunków i obiektów z autorskiego papieru czerpanego, pracownik naukowy artystycznej uczelni, urodziła się w Krakowie, gdzie mieszka i pracuje.

więcej>>

Naród nam się rozpolitykował, bo teraz mu wolno. A przecież nie tak dawno zdecydowana większość trzymała dzioby na kłódkę zamknięte, stała w kolejkach po margarynę, nie znała internetu ani telefonów komórkowych.

 

LIST OTWARTY
DO POSŁÓW I SENATORÓW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
VII KADENCJI

KLIKNIJ TU ABY  ZŁOŻYĆ PODPIS


Strona oparta na Joomli